szwedzkiereminiscencje

Archive for Listopad 2012|Monthly archive page

Polnische Fiksum-dyrdum/ Polish fiu-bzdziu-Bator

In Feminizm, Ksiazki, Polskie refleksje on 25 listopada 2012 at 12:00

Joanna Bator / Chmurdalia / 2010

Jeszcze sie oblizuje i nie przetrawilam jednej, a juz sie slinie na mysl o nastepnej…ksiazce. Pani Bator sprawila mi wielka radosc czytelnicza i to od pierwszej do ostatniej kartki. Tak mi nie smakowala zadna polska powiesc po „Weiserze” i „Poczatku”! Polska ci ona i nie-polska. Dla kazdego cos milego, a zwlaszcza dla kobiet. Niczym obraz Chagalla, powiesci Singera z Eugenidesem i Grassem, z lekkim zabarwieniem czy posmaczkiem poludniowoamerykanskim. Epopeja polsko-europejsko-swiatowa, samymi malymi kwantyfikatorami pisana. Hetero-homo-matriarchalna. Podczas gdy Maslowska skupia sie nad zjawiskami nowymi Joanna B przerzuca pomost miedzy starym a nowym. Swietna!

 

Na tym stwierdzeniu najchetniej bym zakonczyla moje wywody, gdyz latwiej sie z reguly pisze o ksiazkach slabych. Wtedy to i posmiac, i ponabijac sie mozna – a tak to od razu wychodzi na serio. Ale brak dalszego komentarza nie bylby fair w stosunku do autorki oraz ksiazki, która tyle dobrych odczuc i uczuc we mnie wzbudzila. Troche niczym Franzen, w którym latwo mozna sie odnalezc. Wieloetniczny kilim czy tez patchwork, tkany rekoma wielu pokolen kobiet. Opowiesc opowiadajaca – nie wartosciujaca. Przetykana  watkiem piosenek spiewanych dziecio w chorobie, przeplatana opowiesciami snutymi w gronie rodzinnym. Tymi autentycznymi i tymi zmyslonymi, które po latach opowiadan zdaja sie równie prawdziwe. Portrety matek-Polek, matek-Cypriotek, czarnych matek i babek z Brooklynu. Wizerunki krepych, kiepsko ubranych kobiet, które po swojemu wadza sie z zyciem i sa zyciem samym; karmiacych bliskich salatka warzywna czy baklawa. Cienie Zydów polskich, cienie szlachty polskiej, cien polskiego dziedzictwa. Emigracja dzielaca na tych, którzy wyjechali i na tych, którzy ich wybory nie do konca rozumieja i akceptuja. Po Mrozku to dla mnie pierwszy prawdziwy obraz emigracji. W ogóle chyba pierwszy dobry obraz Polski wspólczesnej – takiej, która ma juz swoich ambasadorów w postaci Polaków przemieszczajacych sie po swiecie. Polski Polaków poddawanych kuracjom wstrzasowym, którzy jakos sie z nich otrzasaja, do siebie i zdrowia nie tyle cudem czy madroscia, lecz glównie – wbrew powszechnym wyobrazeniom – dochodza ciezka praca i pomyslowoscia. Polski polityków Maslaków oraz zaradnych gospodyn domowych, które – jak trzeba, w obronie bliskich – i plastykowa, chinska torebka z bazarku Manhattan przylozyc potrafia.

Podoba mi sie okladka, z para syren widzianych w wodzie od dolu. Przypomina mi tez wlasne zdjecie z Morza Czerwonego – z pletwami zamiast rybiego ogona (odczuwam pokrewienstwo duchowe z ksiazowymi Dominika i Grazynka,  a jakze!) Przypomina takze zanurzenie sie w wodzie Fausta z Malgorzata w filmie Sokurowa, symbolizujace wolnosc. Wolnosc jak u Franzena, wolnosc wyboru. Z tym, ze Franzen jest bardziej gorzki – w kraju, gdzie trwa od lat nie smakuje dluzej tak wybornie. U Bator bohaterki sa beneficjentkami mozliwosci pordózowania, otwarcia granic oraz pracy w rozmaitych miejscach. Potrafia sie stwarzac na nowo, choc jedne maja to we krwi, a drugie przymusza sytuacja zyciowa.

 

Jeszcze dwa slowa o jezyku – Bator stworzyla jezyk odrebny, majacy swój wlasny rytm. Laczy nowe slowa ze starymi, wplata „nielitterackie” wyrazenia typu fiksum-dyrdum albo fiu-bzdiu, gra skojarzeniami   zalewa opowiadaniem, podsyca ciekawosc, wylapuje ulamki codziennosci. Miód-malina, cymes, niebo w  gebie.

 

Wiecej nie napisze, bo zaglaskam na smierc. Nie wyjawie tez akcji powiesci, gdyz nie chcialabym odbierac potencjalnym czytelnikom swiezosci odkrywania bohaterów. Zamówilam juz w bibliotece wczesniejsze pozycje pióra Bator – moze od nich powinnam byla zaczac, ale jak sadze, powstrzymaja i tak mój slinotok czytelniczo-lubiezny.

Reklamy

Vademecum – opus dziewiate

In Pamietnik, Szwecja on 24 listopada 2012 at 17:49

Tym razem musi sie obejsc bez ilustracji – na polu jest ciemno, deszczowo oraz zawieruszycie. Nic nie widac, nie ma czego fotografowac, nie ma checi do wyciagniecia komórki ani energi do nacisniecia „guzika” smartphonu.

 

Wielka pociecha w tych czasach atmosferycznej zarazy bywaja imprezy zbiorowe – tym razem zostalam zaproszona przez francuska firme Areva. Zgodnie z panujuacym nam niemilosciwie brakiem logiki francuska firme reprezentowali…Niemcy. Wynioslam z przyjecia – niespodziewanie bardzo udanego – poza upominkami, dwa wspomnienia. Pierwsze to wspomnienie mlodzienca uczestniczacego w skakaniu po dachach, któremu firma zaplacila, zeby osoby od siebie starsze, lepiej wyksztalcone i doswiadczene nauczac o motywacji oraz sposobach na zycie. Ta amerykanska moda wyhodowala cale narecze narcyzów, wolajacych: och spójrz na mnie, czyz nie jestem piekny i godny podziwu? Ja, ja, ja, ja, ja! I do tego fikolek do tylu – to juz drugi, który dane mi bylo zaobserwowac w przeciagu zaledwie paru tygodni. Do tylu, gdyz podobno tak jest latwiej. Co wiem nie od narcyza, lecz od sportowca starej daty. Drugie wspomnienie to wspomnienie braterstswa polsko-niemieckiego. Co prawda Niemcy nie chcieli rozmawiac po niemiecku tylko po angielsku, ale zdarzyl sie wyjatek upierajacy na zamiane paru zdan po francusku. Któremu to niewinnemu kaprysowi uczynilam zadosc. Niby to Niemcy mówia, podobnie jak Szwedzi, jezykiem anglosaskim, jednak to do nas ciagnie ich germanskie drangnachosten serce. Mile.

 

A teraz juz ja-bloger oddaje glos mnie ptakowi-opowiadaczowi z Dalekiej Pólnocy. Czyli Vademecum.

 

 

Biblioteka

 

Kazdego, kto byl w Szwecji musi zachwycic ilosc i jakos bibliotek. Oprócz tych przyszkolnych i uczelnianych istnieje gesta siec bibliotek publicznych, a w nich wielka obfitosc zbiorów. Kieruj asie nie tylko dla doroslych, ale tez dla dzieci. Biblioteki sa dostepne dla kazdego i bezplatne. Na dodatek mozna pozyczac spora ilosc ksiazek – jeszcze mi sie nie zdarzylo natrafic na ograniczenia, a duzo czytam. Oferuja ksiazki w wielu jezykach, czesto takze w polskim, ze wzgledu na duza ilosc imigrantów z Polski. A jezeli nie ma danego tytulu w twojej bibliotece, to ci ja sciagna z dowolnego miejsca w Szwecji. poza tym mozna przedstawic propozycje zakupu nowej ksiazki – jak do tej pory tylko raz odmówiono mojej sugestii (polska ksiazka okazala sie za droga). Ksiazki wystepuja w formie drukowanej, a takze dzwiekowej na róznych nosnikach. Sa takie dla systemie DAISY dla dyslektyków oraz jako pliki dzwiekowe na krazkach badz do zatankowania bezposrednia na karte pamieci komórki z tzw-jukebox’a. Poza ksiazkami mozna wypozyczyc filmy – ale za filmy juz sie placi. Oprócz tego oczywiscie wielojezyczna prasa, gazety i czasopisma, w tym polskie. Biblioteka udostepnia tez dostep do internetu i mozliwosc kopiowania. Latwa ja znalezc – wystarczy udac sie sladem drogowskazów „bibliotek”.

 

Inna fankcja bibliotek jest dzialanosc kulturalna, w postaci rozmaitych wystaw, odczytów, koncertów w przerwie obiadowej, zajec dla dzieci i spotkan z pisarzami. Budynek biblioteczny czesto tez miesci kawiarnie – a w tych mniejszych bibliotekarze sprzedaja ciasteczka czy cos do picia. Podzielona jest na rozmaite strefy czyli w czesci mozna normalnie rozmawiac, w czesci obowiazuje cisza, a w jeszcze innej czesci miesci sie kacik dla dzieci. W nowych bibliotekach system wypozyczania jest skomputeryzowany i czytelnik sam skanuje wypozyczane czy zwracane ksiazki. Przez internet mozliwy jest wglad we wlasne konto – mozna tam przedluzyc termin wypozyczenia ksiazki, o ile nie jest przez kogos zarezerwowana. Zazwyczaj wypozycza sie ksiazke na okres miesiaca. Przez internet dokonuje sie takze rezerwacji i mozna sledzic na którym miejscu w kolejce wlasnie sie znajdujemy. Jezeli zamówiona ksiazka wlasnie doszla to dostajemy zawiadomienie mailem albo poczta. W miejsca odlegle od biblioteki dojezdza autobus biblioteczny,  w którym równiez mozna zamówic wybrana pozycje. Przy drogach zaznaczone sa przystanki autobusu-biblioteki.

 

Ktos by pomyslal, ze bogate biblioteki znajdowaly sie tu zawsze – ale tak dobrze wcale nie bylo. Na poczatku XX wieku. panowala bieda z nedza az do momentu, kiedy na scenie publicznej pojawila sie – „chercher la femme” – Valfrid Palgrem. Byla doktorem romanistyki, co w tym czasie zdarzalo sie niewielu kobietom. Pani doktor Palmgren, córka zalozyciela pierwszej koedukacyjnej szkoly w Europie, pracowala w Królewskiej Bibliotece i zostala radna miejska w Sztokholmie – zanim jeszcze szwedzkie kobiety uzyskaly prawo glosu wyborczego. Na zamówienie publiczne studiowala strukture bibliotek w Szwecji, Danii i Stanach Zjednoczonych. We wnioskach swojego opracowania zaproponowala zakladanie bibliotek, które nie bedza sterowane przez polityke, rynek czy grupy wyznaniowe. Finansowanie mialo zapewnic panstwo. Niestety, prawicowy rzad uznal (a dzialo sie to jeszcze przed pierwsza wojna swiatowa), ze reforma biblioteczna bylaby za droga. Reforma zostala przeprowadzona dopiero przez socjademokratów (sama Valfrid miala prawicowe przekonania) w latach 1925–1928. Doktor Palmgren dokonala w ciagu szesciu lat intelektualnej rewolucji by nastepnie, w roku 1913, wyjechac do Kopenhagi ze swoim dunskim mezem.

 

 

Organizacja

 

Szwedzi sa mistrzami swiata w organizacji. Natura obdarzyla ich spokojem, a twarde zycie praktycznym podejsciem do wszystkiego. Czasami odnosze wrazenie, ze Szwedzi postrzegaja swiat jako moze i skomplikowana, ale jednak maszyne. Podobnie zreszta postrzegaja czlowieka, nie biorac poprawki na cos tak nieracjonalnego jak emocje czy zrzadzenia losu. Wedlug Szweda wszystko da sie rozwiazac i róznica miedzy sukcesem a kleska to tylko dobra wola i ciezka praca. Dlatego trzeba sie przygotowac odpowiednio wczesniej, co niewatpliwie wpoil im ciezki klimat i walka o przetrwanie w dalekich, lesnych przysiólkach czy naskalnych osadach rybackich. O planowanym projekcie mysli sie odpowiednio wczesniej i kresli dlugofalowe plany realizacji, rozciagajace sie na cale lata. Co najdziwniesze, plany te zostaja metodycznie doprowadzone do konca i pomyslnie zrealizowanie – w odróznieniu od gospodarki planowej w bylych demoludach. Róznice miedzy kultura polska a szwedzka w tym zakresie stanowi koncept czasu. W Polsce czas plynie nieliniowo, uzywajac pojecia z zakresu matematyki. Niezalenie od wagi przedsiewziecia wiekszosc roboty zostaje na sam koniec. W Szwecji natomiast czas ma charakter liniowy – w ciagu miesiaca o rok od wielkiego wydarzenia czy tez wielkiej inwestycji mozna wykonac dokladnie tyle samo pracy, co zaraz przed.  Szwedzi nie potrzebuja organizacji mistrzostw swiata do wybudowania dróg – buduja je systematycznie dla siebie samych i na miare wlasnych mozliwosci finansowych.

 

Inne cechy, przydatne w dobrej organizacji to oszczednosc oraz wysokie poczucie wlasnej wartosci. O oszczednosci wlasciwej pisze gdzie indziej – w pracy z oszczednosci prywatnej przechodzi ona w gospodarnosc. Co prawda nawet protestancka Szwecje dotknela ostatnio mania grandiozji czyli wielkosci, ale wiekszosc populacji zachowuje zimna krew i zdrowy rozsadek. Jezeli gdzies trzeba dojechac, to od razu szuka sie najtanszej mozliwosci, a jesli jedzie pare osób to wiadomo, ze wszyscy razem pojada w jednym samochodzie – a nie kazdy swoim wlasnym. I ze koszty beznyny zostana równo podzielone miedzy podrózujacych. Nie ma tez tak, zeby ktos inny organizowal wszystko za ciebie, nawet jesli jestes szefem. Zawsze ma sie spory margines na wklad wlasny – z jednej strony to wolnosc, a z drugiej zobowiazanie. Zazwyczaj – podobnie jak saper – ma sie tylko jedna szanse zawalanki. Jezeli sie widzi, ze z takiej czy innej przyczyny nie da sie wykonac zadania, to nalezy meldowac o tym od razu i aktywnie uczestrniczyc z rozwiazaniu zaistnialej sytuacji. Plaski system struktur sprawia, ze nie mozna liczyc na polecenia szefa i na to, ze za nas bedzie myslal. Z jednej strony wymagana jest samodzielnosc dzialania, a z drugiej caly czas trzeba uzgadniac swoje dzialania ze wspólpracownikami, szukajac przyslowiowego konsensusu. Gwiazdy intelektu czy kretywnosci nie maja duzych szans na zablysniecie na szwedzkim firmamancie zawodowym – po pierwsze ludzie nie lubia takich, którzy za bardzo odbiegaja od normy, a po drugie premiowana jest praca w grupach. I dzialajac w tych grupach Szwedzi sa nieludzko efektywni.

 

 

Rodzina królewska

 

To nie Wielka Brytania i rodzina królewska traci caly czas na szacunek i pograza sie w sondazach publicznych. Oczywiscie, istnieja wierni rojalisci, ale jest ich zdecydowana mniejszosc. Szwedzi na ogól nie lubia, zeby kto sie wywyzszal – a taka, z definicji, przypada rola osobie panujacej. Istnieje tez stronnictwo republikanskie, któremu przyswieca cel zlikwidowania monarchii. Co prawda rodzina krolewska pelni glównie funkcje dekoracyjna podczas uroczystosci noblowskich albo wizyt zagranicznych, ale obywatela irytuje, ze musi ja utrzymywac ze swoich podatków – a koszty utrzymania stale rosna. Niedawno przetoczyla sie debata, poniewaz zazadano, zeby król, w ramach przejrzystosci wydatków, przedstawil spis swoich rozchodów. Jakos mu sie udalo wybrnac z tej niezrecznej sytuacji, ale bylo juz goraco. Na dodatek obecni król i królowa nie sa osobami dysponujacymi charyzma, jak chocby kuzynka Karola XVI Gustawa, dunska królowa Malgorzata. Król cierpi na dysleksje i ma klopoty z wyslowieniem podczas obowiazkowych wystapien publicznych. Dawniej sie mówilo, ze to zona, Sylwia, kopie go pod stolem w odpowiednich momentach i ze to ona jest mózgiem tandemu. Ale te plotki ucichly – miedzy innymi chyba dlatego, ze królowa do tej pory nie nauczyla sie dobrze mówic po szwedzku. Ludzie uznali za obelge, ze rzadzi nimi królowa, która zlekcewazyla ich jezyk ojczysty. Co tym dziwniejsze, ze król poznal swoja wybranke na olimpiadzie w Monachium, gdzie pracowala jako wielojezyczna hostessa. Mozna sie pocieszac, ze i tak Sylwia mówi po szwedzku lepiej niz zalozyciel milosciwie nam panujacej dynastii Bernardotte, general Napoleona o imieniu Jean. Jean Bernardotte nie nauczyl sie szwedzkiego do konca zycia.

 

Notowania domu panujacego stale spadaja – oprócz ksiezniczki Wiktorii z rodzina. Król zostal niedawno skompromitowany ksiazka „Monarcha mimo woli”, gdzie opisano jego wizyty w podejrzanych klubach w towarzystwie podejrzanie mlodych kobiet. Ostatnio odkryto w obiegu monete z napisem „Król-dziwkarz” zamiast „Król Szwecji”. Królowa od lat nie moze sie pogodzic z faktem, który caly czas wyplywa w nielitosciwych mediach, ze jej ojciec byl aktywnym czlonkiem NSDAP i profiterem wojennym – dorobil sie na maskach gazowych produkowanych w fabryce odkupionej za bezcen od zydowskiego inzyniera. Trzeba jednak przyznac, ze istnieje niepisana umowa z mediami, zeby czlonków rodziny królewskiej traktowac z wyrozumieniem. Na wszelki wypadek  jednak mlodsza córka pary królewskiej, ksiezniczka Medelaine, trzymana jest teraz zagranica, po zerwaniu zareczyn w atmosferze skandalu. Ksiaze Karol Filip jest najmniej opisywanym czlonkiem rodziny i udaje mu sie pedzic zycie zlotego modzienca z dala od kamer fotoreporterów.

 

Ksiezniczka Wiktoria to teraz jedyna osoba darzona autentyczna sympatia pana i pani Svensson i której notowania stale ida do góry. Sprawia wrazenie osoby bezpretensjonalnej i doskonale radzi sobie z funkcjami reprezentacyjnymi – od wizyty w domu seniora, poprzez paraolimpiade, po przecinanie wstegi w odleglej gminie. Z jej urodzeniem zmieniono prawo dziedziczenia tronu, dopuszczajac kobiety do dziedziczenia korony, wiec od dziecka chowana byla na nastepce tronu. Raz okazalo sie, ze presja byla zbyt silna i Wiktoria zapadla na anoreksje, w czym jej wszyscy obywateli wspólczuli. Teraz znalazla sobie „chlopca z ludu” czyli Daniela, bylego wlasciciela silowni, którego sama sobie wybrala i…poderwala. Niespodziewanie dla wszystkich ksiaze Daniel, po rocznym szkoleniu, wypadl rewelacyjnie na wlasnym slubie. Niedawno mloda para zostala rodzicami ksiezniczki Estelle. Wybór imienia wzbudzil w Szwecji wiele kontrowersji, lecz obecnie zostal zaakceptowany.

 

Miernikiem wzrostu tendencji republikanskich moze byc wybór osób, które zostana zaszczycone umieszczeniem na nowych banknotach, gotowych w roku 2015. znalezli sie tam: Astrid Lindgren, Greta Garbo, Ingemar Bergman, Birgitt Nilssen oraz tag Hammarskiöld. Nikt z historycznyhc wladców czy obecnie panujacej rodziny królewskiej – choc 51% populacji nadal popiera monarchie.

 

 

Posilki

 

 

  1. Sniadanie

 

Szwedzkie sniadanie sklada sie z:

 

  • kanapki z serem ewentualnie z szynka –moze byc zwykly chleb albo chrupkie pieczywo; czasami jajko
  • owsianki z cukrem albo w wydaniu luksusowym z owocami i jagodami
  • kwasnego mleka (fil- sa rózne rodzaje), jogurtu albo jogurtu owocowego z rozmaietego rodzaju platkami, suszonymi albo swiezymi jagodami albo owocami i cynamonem
  • obowiazkowo czarnej kawy i ewntualnie soku pomaranczowego

 

Niedawno widzialam na portalu zdjecie, które mialo wyobrazac szwedzkie sniadanie. Wyraz „kanapka” ma jednak niejedno imie – czyli kanapka szwedzka nie dopowiada kanapce, która lubi Polak. Na zdjeciu byla kromka knäckerbröd czyli chrupkiego pieczywa z duza iloscia wedzonego lososia. Nie znam zadnego Szweda, który by jadl lososia na sniadanie! I nigdy nie kladzie go sie „falami” na kanapce, tylko na prosto. A najlepiej je rposto z talerza – tyle, ze na inny posilek.

 

Ciekawostka! Ostatnio lansuje sie „social eatworking” – spotkania sniadaniowe badz lunchowe w potencjalnymi parnerami biznesowymi. Sadze jednak, ze nie zastapaia one tradycyjnej fika.

 

  1. Lunch

 

Jedzony zazwyczaj o 12:00. w niektórych miejscach juz o 11:00. W restauracjach w cene „dania dziennego” wchodzi salatka, która samemu komponuje sie przy ladzie, pieczywo z maslem (a wlasciwie Bregottem badz margaryna), którym miejscowi rozpoczynaja posilek i zagryzaja do salatki, danie zasadnicze oraz kawa i male ciasteczko. Duzym powodzeniem ciesza sie tzw. chinskie czy tajskie restauracje, gdzie ma sie do wyboru wiele dan w stalej cenie. Dawniej popularne byly tzw.mongolskie restauracje, gdzie samemu komponowalo sie dania, które potem kucharz smazyl na duze blasze. Jedno podejscie wchodzilo w cene posilku, a drugie kosztowalu juz dodatkowo. Bardziej tradycyjne potrawy (husmaskost) podaje sie w zajazdach na wsi czy knajpach przydroznych (vägkrog). Ceny dan w czasie lunchu sa nizsze niz wieczorem – zazwyczaj na wywieszce na drzwiach podano informacje w jakich godzinach serwuje sie lunch – koniec nastepuje kolo 14:00.

 

  1. Kolacja

 

Rodziny staraja sie jesc wieczorem cieply posilek, którego naddatek zabierany bywa przez któregos z rodziców nastepnego dnia na lunch do pracy. W biednych rodzinach dzieci same biora sobie z lodówki  kwasne mleko z platkami albo kanapke z dzemem truskawkowym, który w wiekszosci sklada sie z barwników, substancji smakowych i konserwantów.

 

  1. Brunch

 

Moda amerykanska na dobre rozgoscila sie na szwedzkiej prowincji. To rodzaj obfitego sniadania hotelowego, wzbogaconego o amerykanskie nalesniki (jak to ostatnio wyczytalam „penkejki” – help!). Na brunch zaprasza sie na przyklad jak malzonek obchodzi urodziny. Koniecznie trzeba wtedy zrobic zdjecie i opisac w Facebooku, zwanym tu „fejjan”.

 

  1. Szybkie posilki, niezaleznie od pory dnia

 

Najstarsza szwedzka tradycja to „korv med bröd” albo „två kokta med mos” – czyli bar parówkowy Sybilla. Danie preferowane przez starsza czesc populacji. Zawsze trzeba sie zapytac, czy purée ziemniaczane jest hemlagad czyli przyrzadzane w domu. Niezaleznie od stanu faktycznego odpwiedz zawsze bywa twierdzaca.

 

Pizza – kochana przez duzych i malych. Zjadana na miejscu, zamawiana do odbioru badz przywozona na miejsce. Zazwyczaj z „pizzasallad” czyli surówka z bialej kapusty.

 

Falafel albo kebab – kupowany w kiosku na wynos, zazwyczaj w miescie.

 

  1. Fika

 

Fika to jedno z najbardziej charakterystycznych slów i pojec szwedzkich. Przez fika rozumie sie jedzenie w towarzystwie.Trudne do przetlumaczenia – moze najbardziej jako puchatkowe „malenkie conieco”. Z tym, ze w szwedzkim to moze zarówno byc i rzeczownik, i czasownik. Malenkie conieco obowiazuje na przyklad w porze sniadania. Serwowane bywa takze w czasie kursokonferencji czy innych spotkac i zebran, z których w duzej czesci sklada sie tutejsze zycie zawodowe. Zazwyczaj sklada sie z nieodlacznej kawy z automatu czy perkolatora (nie mylic z ekspresem do kawy) oraz polówek bulki w dwóch wariantach: z serem badz szynka. Zazwyczaj z fragmentem plasterka papryki na wierzchu. Dawniej bulki te bywaly biale i waciane, a teraz zrobily sie smaczne, z dodatkiem maki zytniej i obsypane róznymi ziarenkami.

 

Popoludniu z kolei fika sklada sie z…kawy (surprise, surprise) i bladego ciasta drozdzowego, w formie albo podluznej plecionki, albo buleczek. Jedyna pociecha w tych smutnych i postnych wypiekach jest cynamon z kardamonem oraz dekoracja z perlowego cukru. Czasami ktos upiecze ciasto domowe i przeniesie do pracy – i wtedy wszyscy sie na nie rzucaja. Mimo wysokiego rankingu w skali równouprawnienia koledzy przymawiaja sie o ciasto kolezankom. Uwaga! Na haslo „fika” nalezy rzucic sie do wspólnego stolu i zrobic koniecznie przerwe w pracy. Osoby nieuczestniczace podlegaja ostracyzmowi.

 

 

  1. Pojadanie miedzy posilkami

 

Dlugo nie moglam wymyslic odpowiedniego tytulu hasla – bo nie chodzi mi o zaden z regularnych posilków ani o slynne fika. Szwedzi sa czesto w drodze: pociagiem, autem czy metrem do pracy, w delegacji, na kursokonferencji, z dziecmi na zajecia pozalekcyjne, na wlasne zajecia, na gimanstyke czy na wakacje. Tak czy siak potrzebuja sie czyms w drodze pokrzepic. Niemal kazdy z podrózników ma ze sona butelke z woda – to minimum survival kit. Czesto cos kupuja po drodze na stacji beznzynowej czy powstalych nie tak dawno kafejkach – ale czesto maja ze soba z domu cos na zab. Kobiety jedza zazwyczaj banana, jablko czy marchewke – a poza tym slodycze. Szwedzi przoduja w jedzeniu slodyczy, kupowanych najchetniej na wage. Jedno mnie w tym podjadaniu zaskoczylo – sama nie wiem czy nazwac to indywidualizmem czy egoizmem. Otóz wyciagajac swoja czekolade czy tez torebke ze slodyczami niezmiernie rzadko czestuja swojego przyjaciela czy kolege ze studiów lub pracy. W naszym odczuciu graniczy to z brakiem dobrego wychowania, bo wystarczy tylko zapytac sie i miec nadzieje, ze ktos odmówi albo odlamie niewielki kawaleczek. Natomiast Szwed uwaza, ze kazdy robi to, na co ma ochote. Nie jesz, czyli nie jestes glodny. Sadzi tez, ze kazdego na wszystko stac i bez skrepowania je na oczach osoby, której byc moze nie stac na kupienie kanapki za kilkadziesiat koron. Mam wrazenie, ze Szwedzi zatracili elementarne poczucie wspólnoty, a przede wszytskim empatii – co sie slabo zgadza z odczuciem, ze sa „sumieniem swiata”.

 

Jak bylam na wakacjach w Egipcie, to dwukrotnie spotkalam sie z zyczliwoscia innych turystów. Raz na wycieczce statkiem na snurkowanie, która przeciagnela sie do wieczora. Spotkani tam Niemcy, z którymi wdalam sie w pogawedke, wyciagneli z torby paczke herbatników zabranych przezornie z samolotu i sie ze mna po bratersku podzielili. Z kolei Amerykanka, na która natknelam sie w Starym Kairze, poczestowala mnie parona migdalami i rodzynkami jak sie okazalo, ze drogowskaz do restauracji prowadzi donikad. Nastepnie wpadlysmy na pomysl, zeby poprosic pania w kiosku o sprzedanie nam herbaty – i dzieki temu trzecia osoba skorzystala z miedzynarodowej wspólpracy. Ostatnio czytalam tez ksiazke francusko-afrykanskiej autorki, która zdobyla nagrode Goncourtów. W przejmujaco smutnej historii o upodleniu, wyzysku i nedzy niespodziewanie znalazlam opis jak przypadkowo spotkany chlopak przynosi jedzenie glównej bohaterce. Za darmo. Czy trzeba byc dojmujaco biednym, zeby zrozumiec wartosc dzielenia sie z innym? Rózne szwedzkie zwyczaje przejelam i polubilam – ale na widok opychajacego sie na moich oczach znajomego czesto nie moge sie powstrzymac od jadowitego komentarza.

Vademecum-opus juz ósme

In Pamietnik, Szwecja on 18 listopada 2012 at 14:15

Tydzien pelen wydarzen róznych, w tym wielu przyjemnych. Najbardziej ucieszyl mnie widok lisa, który z oddali zamachal mi kita. Byl bardzo zajety – zapewne polowal na jednego z licznej populacji królików. Biegl w kierunku morza, zupelnie nie przejmujac sie faktem, iz znajduje sie na terenie miejsca pracy paru tysiecy osób. Przed lisem jednak byla Kopenhaga, przygotowujaca sie intensywnie do obchodów adwentu. Na zdjeciu dekorowane choinkami Tivoli.

Najbardziej zaskoczyla mnie w Kopenhadze wydawnictwo Taschen, niejakiego pana Benedykta T. Od lat kupuje tam ksiazi o sztuce oraz piekne kalendarze. Po raz pierwszy bylam w sklepie firmowym i to w dodaktu w oslawionym zyciem portowym stolicy – ale tak na oko to wiekszosc nowych tytulów poswieconych zostalo sztuce erotycznej. Nie wiem czy to efekt Greya czy tez rewolucja w gustach czytelniczych wisi w powietrzu? Nijak ma sie taka tendencja do zaostrzajacych sie fundamentalizmów religijnych – albo wlasnie to reakcja na nie? Na dowód wlasnej prawdomównosci pozwole sobie zamiescic ponizej dwa zdjecia pólek sklepowych. A poza Kopenhaga jeszcze mroki szwedzkiego listopada rozswietlone blaskiem pracujacej cala dobe papierni.

Z remanentów jeszcze pare slów o wysluchanej kiedys lekturze Lee Child, nowego (dla mnie) autora kryminalów – Brytyjczyka o prawdziwym nazwisku Jim Grant. Spodobala mi sie koncepcja mocnego faceta, msciciela slabych i ucisnionych, Jacka Reachera. Akcja rozgrywa sie w USA, lecz jakosc utwotu po brytyjsku solidna. Polecam!

A teraz juz pora na nastepny odcinek zycia à la manière Suédoise. Dosmaczony widokiem budynku „Socjety” w kurorcie i Spa Varberg, gdzie w piatek zaproszona bylam na bal.

Najbardziej szwedzkie slowo – vemod

 

Najbardziej szwedzkim i zupelnie nieprzetlumaczalnym na inne jezyki jest slowo vemod. Co prawda urodzony w Szwecji Peter Berlin, autor „Poradnik ksenofoba: Szwedzi”, nie zgadza sie ze mna i proponuje slowo „svårmod”. Jednak po odbyciu szerokich konsultacji sasiedzkich szala wagi przechylila sie w kierunku vemod. Zasiegalam tez porady u profesjolnalnego muzyka i jego opinia takze popierala mój wybór. Bo svår oznacza banalnie trudny czy ciezki. Natomiast ve to slowo zdecydowanie ciekawsze i starsze i oznacza: nieszczescie, niedola, biada.

 

Zarówno svårmod jak i vemod tlumaczone sa identycznie przez internetowy slownik Tyda ze szwedzkiego na angielski, jako: sadness, melancholy.Dla zniuansowania subtelnych odczuc Szweda dodam jeszcze, iz istnieje takze slowo melankoli.Czy wynika z tego, ze Szwed jest smutny z natury? Alez nic podobnego! Ale jak tak jesienia zaczyna lac i wiac na okraglo i pomocy znikac, to wtedy wpada w jeden z opisanych wyzej stanów. Najczesciej wlasnie w vemod.

 

Lisbeth Salander – tatuaze i piercing

 

Kiedy przyjechalam do Szwecji, to tatuaze mieli niemal wylacznie starsi mezczyzni, którzy jako chlopcy plywali na statkach. Do kanonów szwedzkiego wychowania nalezalo dawniej albo oddanie kogos do nauki zawodu, albo w przypadku temeprementnych chlopców, zsylka do marynarki handlowej. Wbrew pozorom teraz to bardzo dobrze wspominaja, a rodzice mieli chwile „pieredyszki”, podczas której chlopcy mogli sie wyszumiec. Tatuaze, wykonane podczas krótkiej przerwy w egzotycznym porcie byly rodzajem trofeum i poswiadczeniem odwagi oraz obycia w swiecie. Tych, którzy chca czytac o skandynawskiej tradycji plywania zachecam do lektury ksiazek Dunczyka, Carstena Jensena (zwlaszcza „My, topielcy” – mimo kiepsko przetlumaczonego tytulu). W kazdym razie dawniej widywalo sie na meskich przedramionach glównie niebieskie kotwice. W latach dziewiecdziesaitych wszystko sie odmienilo i nastala moda na tatuaze dla zarówno kobiet jak i mezczyzm. Powstaly tez profesjonalne studia tatuazu, oferujace kolorowe i wyrafinowane wzory. Pary dawaly sobie tatuaz w prezencie zareczynowym. Najlepsza reklama dla sztuki szwedzkiego tatuazu jest zapewnie postac Lisbeth Salander – czyli „dziewczyny z wytatuowanym smokiem”. Podobno tatuaze wciagaja na tyle, ze caly czas marzy sie o nowym. Tatuaze nie powinny nikogo odstraszac – podobno tolerancja organizmu na trucine farby oraz zdolnosc gojenia sie sa najlepsza gwarancja dobrych genów. Ciagle dalej istnieja jednak róznice w kulturze rozmaitych klas czy warstw spolecznych. Podczas kiedy akademik miewa nieduzy tatuaz nad kostka albo na posladku, to spawacz tatuuje spora czesc powierchni swojego muskularnego ciala. W kazdym razie nie mozna jednoznacznie kojarzyc wspólczesnyc tatuazy z dzialanoscia przestepcza.

 

Poza tatuazami rozprzestrzenil sie piercing i to niemalze wszystkich organów, zas ostatnio takze duze, plastykowe kólka w srodku platka malzowiny usznej. Sygnalizuja przynaleznosc do okreslonej kultury, choc absolutnie nie do swiata przestepczego. W uslugach nie spotyka sie raczej osób, które by wybraly ten sposób wyrazania swojej indywidualnosci (znowu patrz Lisbeth Salander). Niestety, rozleglymi tatuazami wyrazaja równiez swoja osobosowosc czlonkowie gangów motocyklowych, takich jak Bandidos czy Hells Angels. Zazwyczaj nie sa anorektycznymi panienkami, tylko masywnymi i postawnymi mezczyznami, co zreszta tez znakomicie opisal Stieg Larsson.

 

Inteligencja

 

Wedlug wielu szwedzkich inteligentów slowo „inteligencja” czy tez „inteligentny” nie istnieje. Twierdza oni, ze bylo to pojecie wprowadzone i skompromitowane przez rasistów, miedzy innymi szwedzkich. I ze bledem bylo dzielenie ludzi na tych inteligentnych i na tych mniej. Oczywiscie, przy okazji dostalo mi sie, bo „ty to jestes z Europy Srodkowej i wy jestescie tacy zacofani”. Inteligentnie znioslam zniewage nilczeniu. Troche pózniej, studiujac psychologie osobowosci z amerykanskich ksiazek okazalo sie, ze pojecie „inteligencji” bywa uzywane nie tylko w Stanach, ale i  w Szwecji.

 

W odróznieniu od Stanów nie stosuje sie tez testów na inteligencje (IQ) przy rekrutacji pracowników na wyzsze stanowiska. Albo w bardzo ograniczonym zakresie, jako czesc testów na osobowosc. Szwedzi sa pragmatyczni do bólu i dla nich cecha, która trudno skwantyfikowac i zademonstrowac praktycznie wydaje sie oszustwem czystej wody. No, chyba ze ktos chce przystapic bo Mensy, bo wtedy moze sobie powiesic dyplom na scianie – obok równie duzego dyplomu ukonczenia trzygodzinnego kursu Excela.

 

Podobnie podejrzliwie traktowane jest czytanie ksiazek – nawet przez nauczycieli akademickich. Ksiazke powinno sie czytac po cos – na przyklad podrecznik samopomocowy jak zostac kreatywnym w jeden wieczór albo jak sie pozbyc depresji w godzine przy pomocy pozytywnego myslenia. Tu wiara Szweda w moc sprawcza lektury graniczy z fanatyzmem i wiara w cuda. Natomiast czytanie ksiazek dla siebie i dla wlasnej przyjemnosci jest fanaberia panska, na która demokratyczny duch tego kraju patrzy z wyraznym potepieniem – bo po co robic cos, czego nie czynia wszyscy?

 

 

Europa Wschodnia

 

To w oczach Szweda m.in. Polska. Przecietny Szwed nie widzi róznicy miedzy Polakiem a Bialorusinem – moze ten drugi jawi mu sie jako odrobine ciekawszy. Nikt nie spotkal sie tu z geograficznym pojeciem Europy Srodkowej, do której Polacy przyzwyczajeni sa poczuwac sie. Stosuje sie stary podzial polityczny na Europe Wschodnia i Zachodnia.

 

 

Norden

 

Tak mówia Szwedzi na to, co my nazywamy Skandynawia.

Ta Dorotka, ta malutka-Maslowska

In Ksiazki, Polskie refleksje on 11 listopada 2012 at 17:01

Pisane do muzyki Johna Lennona

 

Dorota Maslowska / Paz królowej / 2005

Ze zrozumialym przesunieciem czasowym podazam sladami literautury polskiej, w tym jej enfent terrible, Doroty Maslowskiej. I musze przyznac, ze coraz bardziej mi sie podoba – w odróznieniu od tylu innych. Co moglobyby byc wynikiem mojej niewiedzy czy niedoczytania – ale zawierze wlasnej intuicji czytelniczej i wlasnemu (dobremu) smakowi. Pisze to, bo przeczytalam pare wpisów na zaprzyjanizonym blogu – z których wyraznie wynika, iz Maslowska polaryzuje. Jak wszedzie indziej linia podzialu przebiega miedzy zle (w moim mniemaniu) pojeta tradycja a poszukiwaniem nowych form wyrazu, adekwatnych dla naszych post-czasów. Kiedys szokowali dadaisci czy surrealisci i podobnie dzis DM wzbudza sprzeciw bardziej konserwatywnej klienteli.

 

Mam wrazenie, ze sprzedziw wzbudza – miedzy innymi – decyzja zaadoptowania jezyka mówionego jako pisanego. Sama bylam pare lat temu zdziwiona spisujac wywiad z magenetofonu – poniewaz „wywiadowca” bylam ja sama, a pamiec zachowala inna, bardziej wygladzona wersje wypowiedzi mojego interlokutora. Tymczasem IRL ludzie czesto przezywaja cos ponownie, gubia watek badz tez pragna uzupelnic, skorygowac czy tez uscislic swoja wypowiedz. Moja zywa rozmowa przeniesiona na papier stracila tempo i wigor. Dlatego zamierzenie Maslowskiej jest z zalozenia karkolomne i na wstepie nalezy format jej wypowiedzi zaakceptowac (naciskajac guzik „akceptuje”?). Czytanie powiesci w takim formacie wymaga pewnej dyscypliny od czytelnika – no i pozbawia go wrazen estetycznych w postaci arystycznych zawijasów jezyka literackiego. Sama autorka podkresla turpizm wypowiedzi oraz zarazenie malo estetyczna Praga.

 

Najbardziej chyba dotkliwe musialo byc dla osób dobrze o sobie myslacych – bo Dorota M obnazyla watly poziom intelektualno-moralny tak zwanych pracowników kultury czy celebrytów. Pokazala ludzki strach, potrzebe przynaleznosci czy bycia kochanym – w osiedlach zamknietych, wsród drogich maszyn kuchennych i u bywalców kanapek w programach TV. Dla mnie lektura Pawia byla z jednej strony doskonala satyra i rozrywka, a z drugiej strony niejako katharsis. Maslowska mrugnela do mnie okiem: „witamy w klubie” – poniewaz miewam kontakty z Warszawa i osobami z osiedli zamknietych. Podczas tych kontaktów czesto sie zastanawialam kto tam zwariowal: ja czy tez otoczenie? No i teraz jest nas co najmniej dwie, które moga sie smiac do rozpuku z pustoty i taniej pretensjonalnosci, podszytej kompleksami, przasnoscia, a nierzadko chamstwem. Nigdy nie zapomne automatycznej sekretarki po angielsku u bynajmniej nie-Anglików… Moze warunkiem dostrzegania smiesznosci jest przyjscie z zewnatrz? W kazdym razie przypomniala mi sie Anna Karenina, gdzie w dobrym stylu bylo nazywac sie Stiwa, Dolly czy Kitty.

 

Jakos bardziej mi lezy Paw niz Wojna. Odczuwam lepsza identyfikacje i lepiej doceniam smaki i smaczki. Z jednej strony okreslone srodowiska warszawskie, a z drugiej wykluczenie z zycia spowodowane macierzynstwem, choc DM tonuje ten watek. W kazdym razie nikt nie moze jej odmówic ostrosci obserwacji oraz wrazliwosci, takze spolecznej. Opisywane przez nia relacje budza przerazenie i obnazaja zaplatanych w siebie i swoje niespelnienie dosc zalosnych postaci. Supremacja „czwartej wladzy”, która wyrwala sie spod kontroli i teraz sama kontroluje ludzi. Jest równie niemilosierna dla kobiet jak i dla mezczyzn, nikogo nie tlumaczy i nie usprawiedliwia. Z drugiej strony wlasnie nieprzystawanie osób fizycznych do upragnionych „imydzów” wzbudza nie tylko identyfikacje, ale takze pewne cieplo czy nawet opiekunczosc. Ukazuje zablakanie czy zagubienie – wlasciwie kazdy czytelnik moze poczuc sie madrzejszy od przedstawianych bohaterów (którzy w rzeczywistosci sa antybohaterami). Maslowska sie nie wywyzsza, nie moralizuje – tylko przedstawia jak na patelni czy na widelcu: tacy jestecie, tacy jestesmy.

 

Najlepszy obraz Polski potransformacyjnej, so far. Byle sie – Dolly Maslowska – nie zbiesila, byle sie nie popsula, byle sie nie zmeczyla. Trzymam kciuki za jeszcze. No i z ust mi wyjela obraz Szwecji jako polskiego raju – o czym tez pisalam w Vademecum. Brawo, Dorotka!

 

Vademecum – opus siódme (zdecydownie nie-ostatnie!)

In Pamietnik, Szwecja, zwierzeta on 11 listopada 2012 at 00:12

Nastepny tydzien nam sie konczy. W ostatnia niedziele przezylam nieoczekiwane spotkanie z przyroda – w drodze do drzwi hotelu zaoczylam cos rudego. O, jak to milo – kocurek! – pomyslalam i o malo nie poglaskalam. Ale jakis taki za duzy byl na kocura, wiec pomyslalam: pies – i znowu o malo nie poglaskalam. Tylko ze jakis jakby za dlugi i za kiciasty na psa tez byl, lisek-chytrusek jeden! Najwyrazniej glodny – zwabil go znajdujacy sie opodla wejscia kubel na smieci. Z wyraznym zniecierpliwiem czekal az otworze wierzeje do lepszego swiata, pelnego frykasów. Tymczasem panienka w recepcji zle mi nagmanetyzowala karte i mialam klopoty z wejsciem do hotelu. Jak juz mi sie udalo zniecierpliwiony rudas dal dyla na trawnik, chowajac sie przygotowanymi do wymiany przewodami wentylacyjnymi. A kiedy wreszcie wyciagnelam komórke, zeby  uwiecznic nasze spotkanie to juz go nie bylo – dlatego zamieszczam zdjecie sciagniete z Internetu:

Poza tym udalo mi sie zlokalizowac obraz Carlosa Parady w moim gulagu. Znajduje sie w jadalni budynku zaludnionego robotnikami budowlanymi – typowy przyklad demokratycznego podejscia Szwedów do sztuki.

Nawiazalam tez z rehabilitantem kontakt przypominajacy sado-maso oraz relacje Any z Christianem Greyem. Rehabilitant zadaje mi ból, a ja niepomna bólu umawiam sie na nastepne spotkanie… teraz jednak pora na nastepny fragment Vademecumm. Ponizej zalaczam lekko spóznione zdjecie o tematyce kulinarnej.

Coaching

 

Szwedzi latwo padaja ofiara nowych pradów, szczególnie wywodzacych sie ze Stanów Zjednoczonych. Sa osoby, które chca tanczyc z wilkami, które podazaja sladem przepowiedni Majów o koncu swiata, które medytuja i uprawiaja kazdy mozliwy sposób yogi. Sa tez pozeraczami ksiazek samopomocowych, które docieraja tu niedlugo po amerykanskiej premierze. Jedna z ostatnich powszechnych mód – a wlasciwie chyba taka, która juz osiagnela apogeum – jest coaching. Jak to stwierdzila niedawo aktorka Lena Endre, grajaca role coacha w serialu pod tym samym tytulem, ludzie zdecydowanie nie maja ochoty dorosnac i potrzebuja kogos, kto nie tylko ich wyslucha i zrozumie, ale jeszcze poradzi co maja zrobic. To kiedys byla rola rodziny i przyjaciól, lecz poniewaz wiezy rodzinne sie rozluznily, a ci, którzy maja prace pracuja bez ustanku, zas przyjacielem nazywa sie teraz kazdego na facebooku, przed którym nalezy sie pochwalic swoim w zalozeniu niezwyklym zyciem, to nie ma sie juz nikogo, z kim mozna by bylo normalnie, po ludzku pogadac. Coaching jest w dodatku dzialalnoscia nie kontrolowana przez zadne organa – zatem kazdy, kto czuje powolanie moze sobie wydrukowac odpowiednia wizytówke i rozpoczac dzialanosc gospodarcza. Rzecz jasna, isnieja osoby kompetentne i czesc z coachów dysponuje wyksztalceniem psychologicznym. Wiekszosc jednak to rozmaici szarlatani, którzy albo caly czas chca obejmowac swoich klientów albo wprowadzaja ich w tajniki antropozofii. Rysuja na tablicy „kolo zycia” lub kaza zapisywac pozytywne mysli w specjalnym kajeciku.

 

Urzad zatrudnienia wspólpracuje scisle z cala fauna i flora coachów, dostarczajac im stalych dochodów. Pieniadze szwedzkiego podatnika zamiast na stworzenie nowych miejsc pracy, czego nikt nie potrafi dokonac, wydawane sa na watpliwej jakosci kursy dla bezrobotnych. Zalozenie niby dobre, ale wykonanie i wynik sa fatalne. W dawnych czasach istnial rozbudowany system znakomitych kursów zawodowych, gdzie mozna bylo sie nauczyc czegos pozytecznego. Potem kursy przejely firmy prywatne tylko po to, zeby je zlikwidowac i zalozyc przedsiebiorstwo wynajmu pracowników. Czesto naganianych przez zaprzyjaznionych coachów. Coachów oferuja tez zwiazki zaawodowe dla swoich czlownków – do trzech rozmów bezplatnie. Po tych trzech rozmowach delikwent powinien juz umiec zmienic swoje zycie. Niestety, wiekszosc tego rodzaju coachów ogranicza swoje usdlugi do sprawdzenia CV oraz listu motywacyjnego.

 

 

Hen

 

~Marek: Dawno juz stracilem wszelki szacunek dla umyslowo zboczonych Szwedow. Jestem za rownouprawnieniem wszystkich ludzi, ale oni po prostu zaczynaja wymagac ignorowania faktow rzeczywistosci, zmieniaja historie, przeredagowuja klasyki literatury itd., itd. To ludzie z pogarda dla rodziny: dzieci tam sa wlasnoscia panstwa, a rodzice to tylko opiekunowie, ktorzy jutro moga byc zastapieni przez inna, rownowazna para opiekunow. Skandynawia jest moralnie chora.

 

O czymzesz pisze oburzony pan Marek? Ano o szwedzkiej propozycji zastapienia zaimków osobowych „on” i „ona” jednym, lacznym dla obu plci. Po szwedzku zas – zamiast mówic „hon” o dziewczynce i „han” o chlopczyku – zwracac sie do dziecka per „hen”. Praktyczni Szwedzi juz dawno wymyslili, zeby zamiast pisac „on” albo „ona” uzywac gwiazdki w srodku wyrazu – i tak w korespondencji na czatach wystepuje juz od dawna „h*n”. Tak, ze zaimek „hen” jest tylko rozwinieciem zaimka bedacego w powszechnym uzyciu..

 

Oczywiscie, istnieja inne slowa zbiorcze obejmujace obie plcie, takie jak „dziecko” czy „czlowiek”. Pytanie wiec, czy nowe slowo, które juz zostalo oficjanie uznane przez Rade Jezykowa, jest potrzebne? Widocznie nastal czas cwiczen semantycznych, gdyz przypomina mi sie niedawna polska dyskusja o tej „ministrze”. Tak na marginesie to nowoczesny jezyk szwedzki uzywa jednej formy, zródlowo meskiej, dla okreslenia funcji czy zawodów. Odwrotnie niz z polskim postanowiono odejsc od formy „nauczycielka” (lärarinna), poniewaz kojarzylo sie z biedna szkola dawnej Szwecji. Za to niemiecki oferuje obie formy: „der Politiker” i „die Politikerin”, choc Niemcy sa znani z raczej zachowawczego stosunku do równouprawnienia. W zasadzie powinien na ten temat wypowiedziec sie filozof – szkoda, ze Wittgenstein nam juz nie moze pomóc.

 

Po tych filozoficznych rozwazaniach wracam do szwedzkiej dyskusji na temat koncepcji hen. Od razu napisze, ze koncepcja ta wzbudzila w Szwecji burzliwa dyskusje. Z jednej strony nad zagadnieniami wychowania bez narzucania ról spolecznych dziewczynkom i chlopcom pracuje od lat szwedzka szkola i przedszkole. Nie obserwuje w Polsce tego rodzaju zaangazowanych debat na temat wychowania – tutaj wiekszosc rodziców protestuje przeciwko ksztaltowaniu dziewczynek na rózowe ksiezniczki, a chlopców na niebieskich rozbójników. Szwecja malych dzieci to plemie odzianych w kolorowe kalosze i kombinezony, umorusanych maluchów (a, no wlasnie – maluch to jeszcze inne plciowoneutralne slowo!). Dzieci moga same wybierac zabawy  izabawki – czyli nie ma tak, ze samochody naleza sie chlopcom, a lalki dziewczynkom. Na codzien dzieci ubierane sa podobnie, w wygodne, higieniczne i praktyczne ubrania. Rodzice, a zwlaszcza matki, glosno protestowaly jak sieci odziezowe wprowadzily stringi dla malych dziewczynek, poniewaz nie zyczyly sobie seksualizacji i obiektywizacji swoich dzieci. Ogólnie obowiazuje zasada: dzieci maja byc dziecmi i zapewnione dobre dziecinstwo.

 

Oczywiscie, ze czasami próby genderowego zneutralizowania wychowawawczego moga prowadzic do przesady. Moja kolezanka narzeka, iz jej syn czul sie zdominowany w szkole, gdzie dominowala zasada „girl power”. Ale na ludzi wyrósl i zostal, podobnie jak tata, kierowca wielkiej ciezarówki. Mysle, ze czul sie on podobnie do wielu niesmialych dziewczynek, przez lata napominanych, zeby siedziec grzecznie i sie nie wychylac. Poza tym z czasów szkolnych mojego syna pamietam, jak nagle wszystkie dziewczynki mialy dostac mlotki do reki, a chlopcy zajmowac sie „kobiecymi” zajeciami. Tak zle, i tak niedobrze – chyba najsprawiedliwiej by bylo, zeby mogli wszytskiego spóbowac razem, a potem wybrali swoje preferencje.

 

Te próby zmiejszenia znaczenia plci spolecznej (gender czyli po szwedzku genus) nie wynikaja z zadnej ideologii, jakby chcial to widziec niemiecki dziennikarz Thomas Steinfeld w „Süddeutsche Zeitung”, którego w Polsce cytowal portal Onet. Steineld zrecznie manipuluje historia, wracajac do lat trzydziestych i dyskusyjnych eksperymentów zapomnianego juz dzisiaj malzenstwa Alvy i Gunnara Myralów. Panstwo Myrdalowie mieli poglady modernistyczne i dlatego lekko pachnace Zwiazkiem Radzieckim, lecz na cale szczescie zycie ich teorie zweryfikowalo. Poza tym byli filarami socjaldemokracji, a teraz u wladzy jest prawica. Tak wiec insynuacja Steinfelda, ze Szwecja to panstwo totalitarne, narzucajace cos obywatelowi sila i ingerujace w zycie rodzinne pozostaje tylko insynuacja. Model szwedzki polega na tym, ze nie przyjmuje sie zadnych koncepcji bez konsultacji z obywatelem i ten model ma swoje korzenie jeszcze w sredniowieczu, kiedy ludzie(wtedy mezczyni) zbierali sie na tingu. Rozwiazania nadal przyjmowane sa metoda kosensusu. Propozycja uzywanie zaimka osobowego „hen” wywolala goraca debate w mediach. Wynika z niej, ze choc niektórym ludziom sie taki koncept podoba, wiekszosc nie jest do niego przekonana i stosowac nie bedzie. Czyli nadal panuje zupelna dowolnosc.

 

I na koniec wreszcie do genezy wychowania w duch neutralnej plci spolecznej – to nie jest zadna fanaberia socjaldemokratów czy prawicy, tylko reakcja na ciagle istniejace nierównosci spoleczne i majatkowe miedzy kobietami i mezczyznami – co do istnienia których zgadzaja sie wszytskie partie polityczne. Typowe role kobiece prowadza do rozwarswtwienia: mezczyzni osiagaja wyzsze pozycje spoleczne i gromadza wiekszy majatek, podczas gdy kobiety wychowuja dzieci i zajmuja sie starszymi, a na starosc czesto bieduja. Dlatego podejmuje sie próby wychowania bardziej agresywnych dziewczyn, które by potrafily zawalczyc o swoje. I bardziej empatycznych chlopaków, którzy chca uczestniczyc w wychowaniu i zyciu dzieci oraz wspierac swoje kobiety w robieniu kariery. Trzeba przyznac, ze mlode pokolenie rózni sie zdecydowanie od swoich rodziców, nie mówiac juz o dziadkach.

 

 

Rozmowa

 

Rozmowe w Szwecji mozna prowadzic przez sen, poniewaz jest produktem standaryzowanym. Zaczyna sie od tradycyjnego „hej” i pytania typu co tam u ciebie? Odpowiedzi sa dwie: „bra” i „bara bra”, co w praktyce wychodzi na jedno: „a co ci do tego, po co dzwonisz?”. Jak widac nie ma tu miejsca na konkretne, a juz bron cie Boze szczególowe wyjasnienia, ze wlasnie cierpi sie na dojmujacy ból glowy. Atmosfera pozytywnego ducha i niekonczacej sie radosci panuje przez caly czas trwania rozmowy. Jak sie komus chce zrobic przyjemnosc, to mozna zapytac: „czy slonce swieci dzisiaj na ciebie?”, oczekujac wylewnych podziekowan i zachwytów – niezaleznie od faktycznego stanu pogody. Potem zalatwia sie sprawe krótko i rzeczowo, konczac czesto nadal mnie szokujacycm. „no to niech tak bedzie” (vi säger så) albo: „to wystarczy” (det är bra så) – bez uzycia tradycyjnej fazy pozegnania „hej då” lub chocby skromnego „hej”. Przy zazylosci z interlokutorem mozna czasami uslyszec: „hälsa hem”. Teoretycznie moze to oznaczec „no to klops!”, ale w tym wypadku oznacza „pozdrów twoich” czy tez „prosze przekazac ode mnie pozdrowienia dla rodziny”.

 

W rozmowie z nieznajomym, po obowiazujacym „hej”, zazwyczaj slyszy sie pytanie: „vad jobbar du med?” czyli „gdzie pracujesz?”. Czasami brzmi to humorystycznie, szczególnie ze zatopieni w pasjonujacej konwersacji nie zawsze biora poprawke na otoczenie. Utkwila mi w glowie rozmowa dwóch starszych panów, którym na pogawedke zebralo sie w muzeum sztuki podczas rundy oprowadzajacej i to w dodatku w dzien wolny od pracy. Zablokowali soba skutecznie jeden z eksponatów i podnieceni przekrzykiwali prelegentke. Jak sie czasami ma szczescie, to mozna natrafic na kogos bardziej swiatowego i zaczac rozmowe od przedyskutowania stanu pogody. W kazdym razie nalezy czesto wydawac okrzki „spännande” albo „vad spännande” czyli: jakie to fascynujace – niezaleznie od tego czy partnera rozmowy w ogóle sluchamy i co na temat jego wypowiedzi sadzimy.

 

Obcokrajowcy podlegaja tez werbalnej kontroli i moga dostac szczególowe pytania na temat swojego stanu posiadania i stosunków rodzinnych. Te pytania mozna oddalic na przyklad zadajac kontrpytanie „vad menar du med det?” czyli: ale o co ci wlasciwie chodzi? Polecam te taktyke, gdyz w przeciwnym razie, szczególnie poza osrodkami akademickimi, ale nie tylko, pytaniom nigdy nie bedzie konca. Jesli pytajacy staje sie zbyt natarczywy i nie daje sie grzecznie splawic to nalezy odpowiedziec: moja religia zabrania mi…(na przyklad odpowiedzi na pytanie o status majtkowy). To jest uniwersalna zagrywka, która pozwoli takze wymigac sie od zjedzenia nieapetycznego dania czy zrobienia czegos na co sie nie ma ochoty.

 

Vademecum – opus szóste

In Pamietnik, Sztuka, Szwecja on 2 listopada 2012 at 22:30

W tym tygodniu najciekawsze wydarzenie mialo zwiazek ze sztuka. A konkretnie mówiac z obrazem. Obraz niejakiego Carlosa Parady os lat zdobi mój pokój – otrzymany w prezencie lata temu. Nigdy nie sadzilam, ze ktokolwiek chcialby zaplacic za plótno jego pedzla, a tymczasem wlasnie odkrylam, iz mój gulag lata temu dokonal zakupu! Gulagowy obraz wedruje z jednej jadlani do drugiej i jeszcze do niego nie dotarlam – dlatego, na zachete, mój domowy obraz, malowany farba wymieszana z piaskiem.

Po czyms dla oka do ogladania cos dla oka – do czytania. Czyli nastepna czesc Vademecum. Tym razem skoncentrowalam sie na czescie niezwykle dla mnie waznej czyli na jezyku.

 

Jezyk szwedzki

 

Jak czytam na niektórych blogach, ze jezyk szwedzki jest latwy, to sie zastanawiam dlaczego w takim razie tak malo osób go skutecznie opanowalo? Dla mnie – a znalam wczesniej biegle niemiecki i angielski – wydawal sie bariera nie do przeskoczenia.

 

Po pierwsze to jezyk tonalny, z iloczasem czyli róznica dlugosci samoglosek. Na poczatku ucho zalewa morze dzwieków, które brzmia zupelnie obco. Po drugie wystepuje dzwiek pomiedzy polskim „sz” i „h”, który jest dla Polaka praktycznie nie do wypowiedzenia. Po trzecie Szwecja to ze wzgledu na zróznicowanie dialektów to istny raj dla jezykoznawcy. W praktyce oznacza to, ze przy niemal kazdym rozmówcy trzeba zmieniac kat natarcia ucha, poniewaz te same wyrazy brzmi czesto inaczej. Na dodatek regionalne odmiany jezyka obfituje tez w wyrazenia sobie tylko wlasciwe, których nie zrozumie nawet Szwed z innej czesci kraju. Ba, czasami nawet a innej wioski! Trzeba sobie uzmyslowic, ze terytorium kraju jest wieksze niz terytorium Polski, a mieszka tu mniej niz jedna czwarta populacji polskiej. Wczesniej bylo jeszcze rzadziej – na dodatek w srodku lasy, a na pólnocy góry. Chcac niechcac ludzie prowadzili zycie w izolacji, co odcisnelo sie mocno na jezyku. Zas poludnie kraju dlugi okres stanowilo integralna czesc Danii, co zaznaczylo sie a rtykulacji. Mieszkancy Skanii ze stolica regionu Malmö nie zawsze sa rozumiani przez rodaków w Sztokholmie – skanska obfituje w dyftongi i tryftongi, zas spógloski wymawiane sa gardlowo. Z jednej strony to pasjonujace, ze róznice sie zachowaly sie do dzis oraz ze mieszkancy regionów sa ze swojej odrebnosci dumni. Z drugiej strony utrudnienie dla zdezorientowanego obcokrajowca.

 

Prostota jezyka szwedzkiego jest tylko pozorna – i przyczynie sie do tego, iz nie odbieram go jako jezyka gietkiego. Gramatyka niby podejrzanie prosta, ale de facto wymusza podporzadkowanie sie sztywnym regulom i nie pozostawia wiele miejsca na wyobraznie  dla ludzi jezykowo twórczych. No, ale jezyk bywa odbiciem duszy narodu, a jak juz wczesniej pisalam, naród szwedzki jest wielkim zwolennikiem standaryzacji procedur. W podobny, niesentymentalny sposób potraktowal takze jezyk czyli swój glos. Zaoszczedzono na ilosci slów tworzac okreslona forme rzeczownika – zamiast dodawac rodzajnik typu „the”, „eine” czy „le”, dla oszczednosci postanowiono rodzajnik dokleic z tylu wyrazu. Po jakims czasie mozna sie przyzwyczaic, lecz poczatki byly trudne. Szczególnie, ze te rodzajniki wymawiane sa róznie w róznych czesciach kraju – i zazwyczaj nie tak jak na pismie. Poza tym zdarzaja sie przebitki z dunskiego na poludniu i znany wyraz moze nagle zyskac „a” w srodku. Podobnie z dunskim dopelniaczem, rózniacym sie od szwedzkiego (na koncu wyrazu wystepuje „a” zamiast „s”).

 

Na dodatek obowiazuje niepisana zasada streszczania sie do minimum. Tak jak polskie dzieci ucza sie w domu, ze grzecznie jest odpowiadac calym zdaniem, tak Szwedzi uwazaja polska grzecznosc za „balkanskie wykrety”. Poprawnie odpowiada sie na przyklad: Ja, jag gör det, ale czesc potomków Wikingów zadawala sie gardlowym „ja”. Slów w obiegu jest szalenie malo. Na dodatek Rada Jezykowa co roku wykresla przestarzale slowa ze slownika, wprowadzajac na ich miejsce nowe – w tym roku postanowila zaakceptowac kontrowersyjny zaimek osobowy „hen”. Na poczatku, sluchajac radio, myslalam: To zupelnie niemozliwe, zeby wszyscy dzwoniacy do programu sluchacze mówili tak samo. Ale z czasem odkrylam, ze tak to wyglada. Róznice sa minimalne i polegaja czesto na innym zaakcentowaniu wyrazu czy na innej frazie powitania. Trzeba wielu lat osluchania w jezyku, zeby móc odkryc sluchajac kogos z jakiego srodowiska pochodzi ta osoba. No i osoby dobrze wyksztalcone znajduja sie caly czas pod pregierzem – tutaj nie wolno sie wywyzszac, a uzywanie skomplikowanego jezyka uwazane bywa za nieprzyzwoitosc i chec pokazania sie. Jezykowo oznacza to równanie w dól. W praktyce istnieja wiec osrodki uniwersyteckie, gdzie naukowcy stosuja na swój uzytek jezyk fachowy – ale jezeli zadzwoni do nich z pytaniem dziennikarz radiowy, to oczekuje sie wyjasnienia problemu slowami, które zrozumie osoba o kazdym stopniu wyksztalcenia. W tym sie wlasnie przejawia szwedzka demokracja.

 

Jednym z moich prywatnych osiagniec lingwistycznych bylo odkrycie mocy komunikacji malych slów i dzwieków potwierdzajacych aktywne sluchanie, typu: jaha, jaså, jodå, japp, yes, säg du det? verkligen? menar du det? Dzwiek potwierdzajacy przypomina wsysanie powietrza przez rure odkurzacza i wyprodukowanie dzwieku odpowiedniej jakosci zajelo mi pare lat. Jak uslyszalam znajoma wydajaca taki dzwiek po raz pierwszy to o malo nie rzucilam sie na ratunek, poniewaz bylam przekonana, ze jcos jej ugrzezlo w gardle albo wlasnie peklo jej pluco. W kazdym razie dzwiek ten ma w komunikacji znaczenie zasadnicze – zwlaszcza przy rozmowie przez telefon. Przerywanie cudzej wypowiedzi w srodku zdania jest tutaj absolutnie niewybaczalne i zupelnie dyskwalifikuje, natomiast wydawanie dzwieków i artykulowanie krótkich potwierdzen oraz zaangazowanie w rozmowe wymagane sa konsekwentnie. Zanim odkrylam wage potwierdzen czulam na sobie nieokreslona presje z drugiej strony sluchawki, ale zupelnie nie moglam wymyslic, czego sie mój rozmówca ode mnie domaga. Dopiero jak uruchomilam artykulacje dzwieków potwierdzajacych i nauczylam sie z jaka czestotliwoscia musze je wydawac to konwersacja potoczyla sie gladko.

 

Wielka pasja Szwedów sa wszelakiej masci skróty i skrótowce. Co tylko da sie skrócic i zracjonalizowac, to skróca od razu. Na przyklad „kolla” zamiast „kontrollera” czy „kollo” zamiast „koloni”. Zawsze odczuwam klopoty z dlugim imieniem – bo o wymówieniu nazwiska to nie moge nawet pomarzyc. Wszelakiego rodzaju znajomosci rozpoczynaja sie od propozycji przerobienia mnie na kogos innego, a to Marianne, a to Majsan, a to Monika (bo tak mam na drugie). Dopiero jak wytlumacze, ze powinni pomyslec o popularnym sosie waniliowym „Marsan” to rozmówcy sie rozpromieniaja i rozprezaja. Bo zablokowany i malomówny z natury Szwed bylby wrecz niemozliwych partnerem do rozmowy. Jezeli chodzi o skróty , to trzeba byc na biezaco z modnymi wlasnie slowami – biada temu, który stosuje wykrzykniki czy slowa zachwytu z zeszlego sezonu! Twój dobór slownictwa i sposób wyrazania sie plasuje cie od razu na skali „in” oraz „out”. A wszyscy chca byc „in”.

 

W jezyku szwedzkim istnieje tez wiele zapozyczen z francuskiego, niemieckiego i angielskiego. Poniewaz jednak, na wzór Rosjan,  pisza wyraz fonetycznie przy pomocy szwedzkiego alfabetu to czasami moze zajac dobra chwile zanim sie jakis wyraz rozszyfruje. Na przyklad takie: adjö, sås czy paraply. Z innych zapozyczen – trudno tez rozpoznac slowo „automobil” w slowie „bil”, uzywanym jako samochód czy „biograf” w slowie „bio” oznaczajacym kino (przy okazji mozna zaobserwowac szwedzka pasje do skracania dlugich slów).

 

Najgorzej, ze wszystkie jezyki przenikaja sie w mózgu, wchodzac w interakcje nawet z jezykiem ojczystym. Z jednej strony to ulatwienie, bo opanowany raz biegle szwedzki pozwala zrozumiec slowa angielskie czy niemieckie, którego sie wczesniej nie znalo. Nie mówiac juz o tym, ze mozna zrozumiec wiekszosc dialektów norweskich i czesc dunskich. Natomiast wcale sie nie ciesze, ze sztywna i kolowata struktura jezyka szwedzkiego zainwadowala mi jezyk polski, ze swojej natury bardziej finezyjny i pozwalajacy na dowolnosc w wyrazaniu mysli. Tymczasem w glowie jakby mi sie wypalila formulka mówienia po szwedzku: rzeczownik, czasownik, przymiotnik, okreslenie miejsca, okreslenie czasu (czyli slynny schemat SVART). No i mój polski ustepuje pod naporem twardego i rozpychajacego sie lokciami, wszechobecnego i butnego szwedzkiego. Bo nie ma czego takiego jak tlumaczenie z jezyka na jezyk: w jezyku sie zyje, mieszka, dziala, mówi i sni. Jak jestem w Szwecji to mysle wylacznie po szwedzku, ale nie mam kloptu z rozmowa po polsku przez telefon. Natomiast jak przyjazdzam do Polski to na poczatku nic nie rozumiem – za duzo nagle robi sie polskiego wokól mnie. Trwa to jakies dwa do trzech dni, a potem mózg sie sam przestawia. Najgorzej, ze w tym przejsciowym okresie zaczynam czasem mówic po polsku z silnym, obcym akcentem, którego absolutnie nie mam kiedy mówie po polsku w Szwecji. Jedyny z tego pomieszania jezyków i prywatnej wiezy Babek pozytek, ze podobno wyksztacily mi sie w mózgu synapsy i pan Alzheimer zapuka do moich drzwi z opóznieniem.

 

Chcialabym tez podkreslic, ze nauka jezyka nigdy sie nie konczy. Nie wystarczy isc na kurs i miec nadzieje, ze to wystarczy. Nawet po wieloletnim pobycie w kraju i zanurzeniu w jezyku od czasu do czasu wyplywa jakies nieznane slówko. Poza tym w starszych ksiazkach, np.XIX-wiecznych czy z poczatków XX wieku, czytelnik napotka zupelnie inne formy gramatyczne i pisownie rózna od wspólczesnej. Do tego co roku dochodza nowo powstale slowa. Oczywiscie wszystko zalezy od tego w jakim stopniu ktos chce jezyk opanowac. Internetowe fora zdaja sie roic od pytan „ile czasu potrzeba, zeby sie nauczyc szwedzkiego, bo jeszcze przed matura chce sie przeprowadzic ma stale do Szwecji”. Otóz  do wykonywania prostych prac fizycznych nie trzeba znac wiele szwedzkiego – choc jakas znajomosc jest pozadana. Wtedy trzeba znac przynajmniej angielski w stopniu komunikatywnym albo miec brygadziste, który potrafi sie porozumiec. Natomiast do kazdej pracy wykalifikowanej jezyk szwedzki jest niezbedny – w Szwecji nie wystarczy nawet perfekcyjny angielski. Chyba, ze ktos jedzie na grant i bedzie pracowal w osrodku akademickim. A i wtedy musi sie liczyc z faktem, ze nie zostanie do konca zaakceptowany o ile nie bedzie uczestniczyc w codziennych pogaduszkach przy sniadaniu – które sie tocza po…szwedzku. To, ze podczas pobytu wakacyjnego mozna bylo wszystko zalatwic po angielsku i wszyscy sie ciebie usmiechali nie oznacza, ze tak bedziesz traktowany jesli sie sprowadzisz na stale. Kazdy, kto chce byc szanowany w tym kraju musi opanowac jezyk szwedzki i to plynnie.

 

Tak sie zlozylo, ze zaczelam tlumaczyc ze szwedzkiego na polski i vice versa po trzech i pól roku pobytu. Patrzac wstecz nie uwazam jednak, zeby juz wtedy szwedzki do mnie przemówil – lecz musialam zarobiac na siebie i dziecko, a zleceniodawca czyli Urzad Gminy byl bardzo zadowolony z poziomu moich uslug. Zreszta poziom tlumaczen osoby mieszkajacej w Szwecji o czternascie lat dluzej nie byl wcale wyzszy. Czesto jednak znalezienie odpowiedniego slowa kosztowalo mnie sporo energii i wieczorem padalam na lózko jak kloda. Przy tlumaczeniach przydatna bywa takze znajomosc funkcjonowania spoleczenstwa i rozmaitych orgamizacji, która to praktyczna znajomosc nabywa sie z czasem. Tak, ze doswiadczenie zyciowe i wyksztacenie ogólne pomaga sprawnie opanowac nowy jezyk.

 

 

Uczenie dzieci jezyka obcego

 

Bedac z wizyta w Warszawie natknelam sie na rodziców, którzy w trosce o wyksztalcenie dziecka wynajeli mu amerykanska nianie, co by od zarania przemawiala do bobasa w jezyku obcym. Jak sadze wszystko w trosce o dobro dziecka, ale nie znam podobnego szwedzkiego przypadku. Tutaj dzieci zaczynaja nauke jezyka angielskiego dopiero w podstawówce. Jedna rzecz nalezy natomiast powiedziec: swiat pelen jest dwu- i trzyjezycznych ludzi. Pochodza z rodzin mieszanych, gdzie kazde z rodziców mówi swoim jezykiem. A ze czasem mieszkaja jeszcze w innym kraju, to automatycznie dzieci zyskuja ten trzeci. Niedawno spotkalam trójke malych latorosli znajomych, którzy sprowadzili sie z Nowego Jorku do Sztokholmu, ze wzgledu na wysokie koszty opieki Stanach. Tata jest Szwedem, a urodzona w Stanach mama ma japonska matke i filipinskiego ojca. Ich najstarsza, piecioletnia córeczka mówila plynnie po angielsku, niezle po szwedzku, a z dziadkami porozumiewala sie poszczególnymi slowami po japonsku.

 

Amerykanska niania dla noworodka tych róznic w naturalnych uwarunkowaniach nie zniweluje – no, chyba ze rodzice postanowia ja zatrzymac na pare lat (co akurat sie nie stalo w znanym mi przypadku). Z moich doswiadczen wynika, ze nic na sile i wszystko w swoim czasie – pospiech zaleca sie nadal wylacznie przy lapaniu pchel. Sama znam szesc jezyków, a rozumiem wiecej, wiec wiem, ze kazdego jezyka uczy sie latwiej. Mój syn jest trzyjezyczny, a nigdy nie byl zmuszany do nauki zadnego jezyka. Za wyjatkiem francuskiego, który sobie lekkomyslnie wybral jako drugi jezyk w podstawówce i którego w rezultacie nigdy nie opanowal. Nie nauczyl sie tez niemieckiego, mimo ze chodzil pare miesiecy do przedszkola w Lipsku. Tak wiec teorie, ze dziecko „samo sie uczy” i ze „dzieci ucza sie jezyków blyskawicznie” to sa jakies wierutne bzdury.

 

Natomiast osluchanie z jezykiem moze zaprocentowac w przyszlosci – tak bylo z moim dzieckiem i angielskim, jezykiem uzywanym w domu na codzien. Kiedy maly rozpoczal nauke w szkole odkryl, ze wiecej rozumie i przyswaja sobie jezyk zdecydowanie szybciej niz jego kolezanki i koledzy. Natomiast ze szwedzkim mial na poczatku ciezki orzech do zgryzienia. Z natury gadatliwy meczyl sie, biedak, niezmiernie nie mogac nawiazac rozmowy z rówiesnikami w przedszkolu. Dzieci jak to dzieci – testuja granice i dokuczaja temu, który nie potrafi sie natychmiast odgryzc. Moje dziecko i tak mialo szczescie, bo córeczka znajomej nauczona zostala przez szwedzkich rówiesników samych najgorszych przeklenstw w przekonaniu, ze uczy sie fraz typu: dzien dobry czy dziekuje bardzo. W rezultacie zle zaczela szkole i narazila sie na niepotrzebne przykrosci. Mój syna natrafil na dobrego pedagoga, który zauwazyl jego zmagania i powoli trenowal pojedyncze slowa. Ale zajelo to dobrych pare miesiecy. Obserwowalam autentyczna walke malego czlowieka – a nalezy nadmienic, ze jest jezykowo uzdolniony. Po paru miesiacach mial juz bardzo szeroki zakres slownictwa, co zwiazane bylo takze z zakresem slownictwa po polsku i czytaniem mu ksiazek. Potem nauczyciele w podstawówce, którzy lubia wierzyc z nizszosc nacji innych niz szwedzka, nie mogli wyjsc z podziwu, ze mój syn nie odczuwa zadnych trudnosci jezykowych. Zas w pierwszej klasie liceum uslyszal od doswiadczonego nauczyciela, ze ten od dawna nie mial juz tak utalentowanego ucznia ze…szwedzkiego. Czyli do opanowania jezyka obcego potrzebne sa czas i wytrwalosc – to jest caly proces i cudów natychmiastowej nauki nie ma.

 

 

Jezyk polski

 

Przy okazji jeszcze o jezyku polskim w Szwecji. Dzieci chodzace do szkoly maja prawo do nauki jezyka ojczystego, w tym polskiego. Niestety, niewielu polskich rodziców uwaza utrzymanie jezyka polskiego za niezbedne. Zdaje sobie sprawe, ze moze to byc trudne, ale zapewniam, ze przy odrobinie samozaparcia jest wykonalne. Mój syn zachowal bierna i czynna znajomosc jezyka polskiego dzieki temu ze: 1.rozmawialismy w domu wylacznie po polsku, choc znalam szwedzki, 2.czytalismy polskie ksiazki, 3.wyjezdzal na wakacje do Polski. Dzieki temu mógl chodzic potem do polskiej szkoly i zdawac polska mature, jak zaszla taka potrzeba. I dzieki temu dostal teraz atrakcyjna prace w Polsce. Z jezykami nigdy nie wiadomo kiedy moga sie przydac – wiec nie nalezy absolutnie lekcewac jezyka ojczystego, który mozna przekazac swoim dzieciom za darmo. W tym wypadku warto byc „matka-tygrysica”.

 

 

Czesto tak akcentowany przez polityków patriotyzm polski zdaje sie wyparowywac w momencie przekroczenia granicy i powstaniu nadziei na dobry zarobek i zycie w innym kraju. Polacy jak najszybciej chca sie zintegrowac i dla nie do konca dobrze pojetego dobra dziecka staraja sie je wychowac na Szweda – poczynajac od nadania szwedzkiego imienia. Sami rodzice zatracaja czesto jezyk polski i stosuja w nim szwedzkie wtrety, nie zawsze adekwatnie dobrane. W rezultacie nie mówia dobrze w zadnym jezyku, gdyz szwedzki poznaja tylko na poziomie podstawowym. Nie potrafia nawet pomóc dzieciom w odrabianiu zadan w poczatkowych klasach szkoly podstawowej. No i ten pidgin, którym sie posluguja! Przypomina zywcem mieszanke jezykowa amerykanskiej Polonii, opisywana przez Wankowicza. O ile dobrze pamietam to jakis Polonus opowiadal Wankowiczowi: ja mam kare, moja zona ma kare i mój syn ma kare… A co wy tacy jestescie wszyscy karani? – przerwal mu Wankowicz.

 

Poniewaz zachowanie jezyka polskiego bylo dla mnie oczywistoscia, to mam nadzieje, ze wybacza mi ci, którzy marza o lepszym zyciu gdzie indziej i mysla, ze wyznacznikiem sukcesu zagranica jest uzywanie makaronizmów. Wtrety z obcego jezyka nie sa oznaka plynnego opanowania i dobrej integracji – a wrecz przeciwnie. Poza tym tubylcy, mimo okazjonalnych zlosliwosci, szanuja jednak ludzi z charakterem i cos soba reprezentujacych.

 

Dla Szweda nauka jezyka polskiego jest szalenie trudna, co by nie rzec: niemozliwa. Mam teraz kolezanke, która ambitnie slucha polskich kaset w drodze do pracy – czekam na wyniki. Na razie juz nauczyla sie paru slów, czyli wiecej niz moi uczniowie na kursie polskiego. W Polsce przez wiele lat dorabialam sobie lekcjami jezyków, lecz nauka Szwedów to zupelnie inna metodyka. Szwedzi ucza sie bowiem tylko i wylacznie z ksiazek dla Szwedów, z niepedagogicznymi – w moim odczuciu – cwiczeniami. Francuskiego uczylam sie w Instytucie Francuskim bez ani jednego slowa po polsku. Natomiast Szwedzi musza tlumaczyc sobie tekst slówko po slówku. Ich psychika jakby nie wytrzymywala niepewnosci, jaka stwarza natlok obcych slów. I tak jak Polacy doceniali wysilek wlozony w urozmaicenie im zajec, tak moi szwedzcy uczniowie (a uczylam jeszcze inna grupe niemieckiego) wpadali w panike – patrz haslo niespodzianki. Utknelam wiec z czarno-bialym podrecznikiem, którego rysunki przedstawialy hoze niewiasty, zas tekst mówil: „dziewczynki pija herbate”. W rezultacie nauczylam swoich uczniów bodajze jednego slowa: „lampa”. Ale potem przekonalam sie, ze ludzie, którzy zawodowo mieli przez wiele lat kontakt z Polska i Polakami byli w stanie opanowac jedynie: „piwo” i „dwa piwa”. Tak, ze przestalam watpic w moje zdolnosci pedagogiczne. Wlasciwie to ja sie wiecej na tym kursie dowiedzialam. Na koncowej lekcji chialam wprowadzic element wspólnej historii i poprosilam ucznia, w cywilu nauczyciela historii w liceum, o przedstawienie krótkiego rysu historycznego stosunków polsko-szwedzkich. Tak sobie myslalam: raz my ich, raz oni nas, na przyklad podczas wojen polsko-szwedzkich. Bitwa pod Oliwa na przyklad. Rozczarowalam sie jednak wierutnie, poniewaz miniwyklad historyka nie róznil sie niczym od skröna czyli mitu „jak mysmy to sobie w Polsce poszaleli”. Nie zebym negowala rozmiar zniszczen i grabiezy dokonanych przez wyglodzone wojska szwedzkie, ale nawet grzecznosc nakazywalaby uklon w strone polska i podjecie na przyklad sprawy Inflant czy Kurlandii. Niestety, panstwa baltyckie, to w swiadomosci przecietnego Szweda strefa wplywów szwedzkich. A o Eryku Pomorskim, a wlasciwie Boguslawie Gryficie doczytalam sie juz pózniej. Eryk byl osoba kluczowa przy zawarciu unii kalmarskiej i wladca trzech królestw: Danii, Norwegii i Szwecji oraz mezem córki króla Anglii, Henryka IV. Zupelnie niezle jak na chlopca z Pomorza, syna ksiecia slupskiego Warcislawa VII, pochowanego w rodzinnym Darlowie.