szwedzkiereminiscencje

Archive for Listopad 2013|Monthly archive page

Chimamanda trzyma fason

In Feminizm, Ksiazki, Pamietnik, Polskie refleksje on 30 listopada 2013 at 21:35

chimamanda-americanah

Mentalnie ciagle jestem gdzie indziej, zatem Chimamande potraktuje po macoszemu. Nie zasluzyla na to, ale w szwedzkich mediachja tak juz holubia, ze bilans i tak wyjdzie jej na plus.

the-big-tree2

Literacko „Americanah” jest troche gorsza niz „Polowa zóltego slonca”, natomiast tematycznie jest nam – a przynajmniej mnie – blizsza. Tak sobie wymyslilam, ze wezme ja w afrykanska podróz i mialam wielkie szczescie, gdyz na göteborskim lotnisku Landvetter spotkalam pokrewna dusze czytelnicza. Wbrew pozorom w ksiegarniach rzadko sie spotyka osoby obdarzone wyrafinowanym gustem literackim – zazwyczaj sa to tylko sprzedawcy ksiazek sprzedajnych. Tym razem jednak trafilam na dziewczyne, z która licytowalysmy sie ulubionymi ksiazkami, zeby zakonczyc transakcje na nabyciu (spolszczajac) „Amerykany”. Nastepna w kolejce ustawila sie Donna Tart.

dzrwi-indyjskie-dua

Sama ksiazke zostawilam nastepnym czytelnikom na Zanzibarze, wiec niestety, nie bede mogla sprawdzic pisowni imion bohaterów ani poczestowac stosownymi cytatami. Ale w sumie nie o literature czy sztuke opowiadania z tej ksiazce przeciez chodzi. Powiedzialabym, ze Adichie dolozyla swoje trzy grosze raczej do gatunku psychologiczno-socjologicznego w nurcie genderowym. Uff, brzmi nader pretensjonalnie! Tym niemniej to cos w rodzaju pamietnika Nigeryjki (przemyslenia sa bez watpienia kwintesencja doswiadczen wieloletniego stypendium autorki w Stanach). O podobna tematyke zawadzila Bator w „Chmurdalii”. Z tym, ze Chimamanda jest duzo odwazniejsza, mniej uszminkowana czy wystylizowana. Wszystkim tym, którzy uwazaja „Murzynków” za mniej wartosciowych ludzi ostrzegam przed otworzeniem tej ksiazki – poniewaz, z perspektywy osoby polskokorzennej i zamieszkalej „gdzies indziej”, refleksje o relacjach z rodzina z kraju zatrwazajaco przypominaja relacje polskie. W naszym europocentryzmie trudno nam przyjac, iz w znanej ze swoich ekstremalnych wiezien (czarna dziura w ziemi – tak mi je opisywal znajomy Szwed, który spedzil pól zycia w Afryce) Nigerii klasa srednia wyglada – i aspiruje – mniej wiecej tak samo jak u nas. Z tym, ze oni mówia zdecydowanie lepiej po angielsku…

the-old-dispensary

Czyli mamy srodowisko akademickie w stolicy kraju. Studenci pochodza badz z rodzin anglofilskich, badz amerykanofilskich. Zyja na mentalnej emigracji, w Neverlandzie, gdzie zycie toczy sie „normalnie”, ksiazki sa bardziej soczyste, a ludzie intelektualnie o dwa poziomy wyzej. Zeby sie tylko wyrwac z kraju, oj bedzie, to bedzie dopiero zycie dla mnie. TAM mnie docenia, razem z moimi pretensjonalnymi i prowincjonalnymi ambicjami bycia Brytyjczykiem czy Amerykaninem bardziej niz papiez wlasciwy. Zas dobra wrózka – jak to nie tylkow  bajkach bywa – wysluchuje owej duchowej mantry pary glównych bohaterów i karze ich spelnieniem najskrytszych marzen. Alter ego Chimammanzy wyjezdza do Stanów na studia, zas jej ukochany Obinze, w jakis czas pózniej stara sie ulozyc sobie zycie w Wielkiej Brytanii.

widok-z-klubu-angielskiego

Czy ich marzenai sie spelniaja? Czekaja ich rózne losy, choc i tak wychodzi na jedno czyli na zime naszej goryczy – uklon w strone niezawodnego proroczo Szekspira oraz Steinbecka. Chimammanda z jednej strony jawi sie bezlitosna, gdyz bezwzglednie odslania oszustwa i matactwa, o których kazdy z nich chce zapomniec i sie rozgrzeszyc, ale w koncu lituje sie nad glównymi bohaterami, pozwalajac im na happy end. W Nigerii – nagroda czy kara?

drzwi-zanzibarskie

Fenomelna jest jej analiza mechanizmów wchodzenia w nowe spoleczenstwo, nowa „kulture”, uczenia sie nowych kodów spolecznych. Czym moze byc kariera czy udane zycie dla nowoczesnej, wyksztaconej kobiety? Ciotka glównej bohaterki ksztalci sie z samozaparciem na lekarke – zeby zostac kochanka promimentnego polityka-generala. Mile zlego poczatki – az general ginie w zamachu, a ciocia musi uchodzic z synkiem, zabierajac ze  soba co moze, w tym najwazniejszy jest generator pradu. Wyjezdza w koncu do Stanów, gdzie próbuje sobie znowu „ulozyc zycie”, zwlaszcza z mysla o synku. Tymczasem wymarzona praca lekarza nie pörzynosi satysfakcji, nowy partner interesuje sie glównie jej pensja, a syn usiluje popelnic samobójstwo. Jaka cene placa nasze dzieci za decyzje o emigracji? Czy zmiana kraju cos komus summam summarum daje, czy tez to tylko caly pogrzeb na nic?

ulica-kobieta-z-proszkiem-n

Ciekawe sa refleksje na temat wygladu, zwlaszcza kobiet. Jak wiele moze oznaczac twoja fryzura, wybór ubrania, wybór marki. Co otwiera drzwi, a co je przed nosem zatrzaskuje? Gdzie przebiega granica miedzy twoim noim nowym i starym „ja”, a gdzie zaczyna sie deformacja i wypieranie samej siebie. Nikomu nie udaje sie przejsc sucha stopa przecz Czerwone Morze emigracji.

port-armaty

Nie wiem jaki jest obecnie status literacki Ngozi Adichie w Polsce, ale po angielsku mozna ja sobie kupic juz wszedzie – i przeczytac, smiejac sie przez lzy.

slodycz-zanzibaru

Zdjecia ze Stone Town czyli dawnej czesci stolicy wyspy Unguji.

targ-z-kobietami frangipani-i-bugenwilia

Reklamy

I had a cat in Africa… – Zanzibar

In Pamietnik on 23 listopada 2013 at 20:04

pan-kot

Karibu i przepraszam za dluga nieobecnosc – usprawiedliwiona, poniewaz spowodowana zasluzonym wypoczynkiem. O ksiazkach bedzie na raz nastepny. W zwiazku z wyjazdem na Zanzibar sprawilam sobie na podróz  wylacznie pozycje o tematyce afrykanskiej. Jedna pisarki stricte afrykanskiej, której wczesniejszy tytul juz tutaj recenzowalam. Druga pióra Brytyjki, która literatura sobie tylko dorabia. Literatura to zreszta za duzo powiedziane… Obie ksiazki maja Nigerie w tle. Recenzje, mam nadzieje, za tydzien.

m-masaj-coral-rock

Pomyslne wiatry zaniosly mnie na poludnie od kenijskiej farmy Karen Blixten i jeszcze na wschod od stalego ladu. Dzieki wyjazdowi mam nowy facebookowy kontakt – kolege wyksztalconego na Politechnice w Aruszy. Arusza w ogóle nagle stala sie kluczowym miastem regionu, poniewaz to z niej tlumnie podrózuja Masaje, zeby sie najac do pilnowania hoteli na Zanzibarze. Niespodziewanie wszytskie drogi nie prowadza ani do Rzymu, ani na Rynek w Krakowie, tylko do Aruszy. Kto wyruszy do Aruszy niech w pokoju jedzie, a kopii nie kruszy. Co do pokoju to warto pewnie odwiedzic port Daar-el-Salaam, co pewnie tez i uczynie na raz nastepny. Moze do tego czasu podciagne sie w swahili, który to dzwieczny jezyk towarzyszyl mi od rana do wieczora. Takze w formie muzyki, granej glosno w formie video clipów (!) w samochodach.. Pare wyrazen, pozwalajacych na jakie-takie kontakty towarzyskie udalo mi sie opanowac. Tak wiec kot to paka, zas pies to mbwa (wymowa angielska „w” niczyl polskiego l z kreska).

na-tarasie

Podróz odbyla sie pod szczesliwa gwiazda, jednak wszelakie próby utrwalenia cudownie rozgwiezdzonego nieba spalily na panewce. Nieco lepiej powiodlo sie uchwytywanie rzeczywistosci za dnia, choc aparat w tablecie sobie ze swiatlem podrównikowym nie radzi, deformujac bezlitosnie i bezgustownie kolory.

spiace-psy

Co bylo najlepsze? Wszytsko to, co zywe. Po pierwsze kot, który sobie mnie znalazl i udomowil. Odkarmilam i odchuchalam nieboraka, za co odplacal mi sie wyjatkowa wiernoscia, z próbami wejscia pod moskitiere do lózka wlacznie. Wychodzil uprzejmie ze mna z domu, zeby wieczorem powitac mnie siedzac juz we wnetrzu i pytajac: jak Ci minal dzien? Jedlismy razem sniadania, przygotowywane przez  Pania Ryzyko czyli sasiadke Riziki. Pilismy wspólnie whisky pod gwiazdami. Czyli: ja tam w kotem bylam, miód i wino pilam. Zaczelo sie salami i rozmoczonych krakersów, potem kocurek pil nawet jogurt, zeby ustalic meny na mleko z  woda oraz rozmoczona bulke lokalna z niezastapionym salami. W zyciu nie bylam tak dobrze spakowana! Salami zjadl kot (psy zadowolily sie ciastkami wypieku Riziki), – i nie wiem, co myszka zjadla, bo mrówki by dla niej wiele nie zostawily. O resztki bakalii bil sie Belg z Brytyjka w kolejce w Brukseli, jak trafilismy na dziki strajk pilotów. Krakersy zjadl glównie kotek-nie-na-plotek. Sezamki ja na wycieczkach.

m-bao-pion2

Ale wracajac do naszych baranów czyli do zywizny wszelakiej. Poza kotem wielka radosc sprawily mi trzy psy, zwane przez mnie Rudym, Latkiem i Sunia. Psy towarzyszyly mi w przejadzkach rowerowych po plazy. Przeczekiwalismy najwieksze upaly i tak juz pod wieczór wyruszalismy w lewo badz w prawo od „resortu”. Ja pedalowalam niespiesznie, szukajac pasa plazy, gdzie sie nie zapadalam w suchy ani w mokry piasek, a czworonogi udawaly sie na wypady w ocean, polujac (bezskutecznie) na ptaki. Obraz psów polujacych w oceanie pozostanie mi na zawsze jako synonim wolnosci i zycia. Tak, ze pomimo tego, iz przyjechalam sama, w dzien po przyjezdzie mialam juz kota, ogrodnika Babu Pandu oraz abonament sniadaniowy u Riziki. Z Riziki wymienialysmy uprzejmosci w swahili – pozwole sobie wkleic zarejestrowany fragment, w formie niezredagowanej (unabridged).

lekcja swahili

do zobaczenia za tydzien!