szwedzkiereminiscencje

Archive for Październik 2012|Monthly archive page

Vademecum – opus piate

In Ksiazki, Kulinaria, Pamietnik, Sztuka, Szwecja on 28 października 2012 at 18:47

Nieśmiertelnik żółty – październik wlasnie dobiega konca. We czwartek obserwowalam wspaniale widowisko na niebie: czesc niebosklonu przybrala barwy zimne, niebiesko-zielone, a czesc pozostala w tradycyjnych cieplojesiennych zólciach, pomaranczach, zlocieni oraz brazach. Z tych zielono-niebieskich spadla za chwile grad – co aparat uchwycil w fornie kresek. Zaobserwowanej zmiany tonacji na niebie nie dane mi jednak bylo zarejestrowac, poniewaz prowadzilam samochód. Zdjecie moglam „zlapac” chwile pózniej, jak zjechalam na parking:

Na zewnatrz widowiska jesienne, zas we wnetrzu wystawa Nilsa Dardela, a  wlasciwie von Dardela. Tematycznie sie komponuje z „Erotycznym ogrodem Apolonii” Poli Dwurnik, o której czytalam w piatek. Kolorystycznie i stylistycznie z twórczoscia Sary Lipskiej, o której dowiedzialam sie takze dwa dni temu. Plakat z „Czarna Diana” kupilam sobie, nakleilam na tekture znaleziona w smietniku i wezme ze soba do pokoju hotelowego.

A teraz do Vedemecum – dzisiaj, zgodnie z obietnica, bedzie o jedzeniu. Smacznego!

Jedzenie

 

Jedzenie to temat-rzeka i to nie tylko w kazdym kraju, ale wrecz w kazdym domu. Niestety, nie moge sie rozpedzic z ksiazka kucharska, poniewaz czekaja na mnie jeszcze inne hasla. W kazdym razie uwazam, iz nie ma nic bardziej patriotycznego niz zoladek i jedna z najwiekszych bolaczek po przeprowadzce bywa zdobycie jedzenia, które nam smakuje. Za czasem zmienia sie smak i dochodza nowe potrawy – o ile pozostaniemy otwarci. Wszystko zalezy czy wybierzemy w kuchni linie konserwatywna, czy tez liberalna. Konserwatysci przywozili i przywoza z Polski wiktualy tutaj niedostepne, a uzywane w rodzinnej kuchni. Zycie konserwatysty dawniej bylo trudne, ale teraz dzieki obecnosci w Unii zarówno Polski jak i Szwecji na pólkach supermarketów pojawiaja sie polskie ogórki kiszone, kapusta kiszona, kasza gryczana, a nawet, w niektórych, kielbasa krakowska. Dawniej liczyc mozna bylo tylko na polskie sklepiki, usytuowane wylacznie w duzych miastach. Czyli dawniej konserwatysta kulinarny musial sie liczyc z sobotnia wycieczka do innej miejscowowosci, jezeli zamarzyla mu sie polska kielbasa czy budyn z torebki.

 

Sama reprezentuje linie liberalna, co przejawia sie w tym, ze niechetnie gotuje to samo danie dwukrotnie – a jakby co, to juz w inny sposób. Tak, ze nie cierpialam zbytnio z powodu nieobecnosci polskich wytworów. Na poczatku za to cierpialam na niedobór jarzyn i owoców. Jak sadze Polacy nie doceniaja tanich truskawek, malin czy porzeczek, które obradzaja  co lato – tutaj to towary luksusowe. Teraz sytuacja na rynku owocowo-warzywnym zmienila sie na lepsze, gdyz po pierwsze pojawily sie nowe sieci sklepów, a po drugie Szwecja przystapila do Unii Europejskiej i zwiekszyl sie asortyment. Nadal jednak najlepsze i najswiezsze jarzyny czy owoce mozna nabyc w sklepikach arabskich oraz na targu – zazwyczaj takze od Kurda czy Araba. Rozwój „zielonego” rynku przyspieszyla moda na zdrowa zywnosc oraz zdrowe odzywianie sie. Zdrowe – co oznacza w praktyce takie, jakie jest akurat modne i jakie pasuje odzywiajacej sie osobie ze wzgledów ideologicznych badz smakowych. Ba, niektórym odzywianie sie zastapilo nawet religie i stalo sie najwazniejsza kwestia w zyciu. Co z kolei jest prosta konsekwencja konsumpcyjnego stylu zycia i tycia – wiele osób, które bardzo przytyly ratuje sie operacja zmniejszenia zoladka i pózniejsza drastyczna dieta. Albo próbuje zeszczuplec przy pomocy jednej z modnych diet. W kazdym razie nalezy byc przygotowanym na nie tyle dyskusje, co monologi o jedzeniu – co mnie na przyklad odbiera zupelnie apetyt. Czesto mi sie zdarza, ze siadam do stolu ze swoim sniadaniem na przeciw szwedzkiej kolezanki, która wykrzykuje: alez ty zdrowo jesz! A ja jem to, co lubie – a mam z Polski nawyk jedzenia duzych ilosci zielenin wszelkiego rodzaju. Lubie tez eksperymentowac, dlatego wole upiec pizze na mace orkiszowej, co zyskuje mi miano „zdrowotnej” pani domu.

W kazdym razie wielu wspólczesnych Szwedów, a wlasciwie to wspólczesnych Szwedek, zyje wedlug zasady: jestes tym, co jesz. Wiele kobiet przeszlo tez na diete tradycyjnie meska, zawierajaca duzo miesa. Eksperci z kolorowych gazet twierdza, ze te osoby podkreslaja swój status, poniewaz mieso jest produktem drogim. Czyli: jestem lepsza, bo stac mnie na zywienie sie miesiwem. Podczas gdy druga osoba jest scisla wegetarianka i nie splami ust nawet ryba. Znalam tez blisko osobe, która odzywiala sie niemal wylcznie jogurtem wlasnej produkcji. W kazdym razie na jaki by egzemplarz „jestem tym, co jem” nie natrafic, nalezy zachowac zimna krew, udawac, ze sie slucha, nie do konca przyznawac sie do wlasnych nawyków zywnosciowych i robic – a wlasciwie jesc – swoje.

 

W tradycji kulturalnej zapisuje sie kultura, historia, geografia i gospodarka kraju. Szwedzkie tradycyjne potrawy swiadcza o biedzie, braku fantazji i korzystaniu z bogactw morza. Gwoli sprawiedliwosci musze dodac, ze Szwedzi, wierni swojej naczelnej zasadzie bycia narodem nowoczesnym, rozwineli sie teraz kulinarnie i mozna tu zjesc na prawde dobrze. Duza w tym zasluga imigrantów, zwlaszcza tych z poludnia. Przywiezli ze soba przyprawy i kuchnie sródziemnomorska, a poza tym prowadzili i prowadza spora czesc restauracji. Niekoniecznie tych ekskluzywnych, ale czesto vägkrogar czyli knajpy przydrozne. Ludnosc miejscowa zaczela tez wykorzystywac przyrodzone bogactwa naturalne, takie jak brusznice (lingon) i grzyby. Podobno brusznice zaczeto zbierac z poczatkim XX wieku, a jako grzyby okreslane sa zazwyczaj kurki i pieprznik trabkowy (zwany przeze mnie trabkowcami). Co do reszty zapanowala dopiero ostatnio moda na grupowe i zorganizowane udawanie sie do lasu ze znawca przyrody albo ksiazka grzybiarska. Lasy szwedzkie w dobrym sezonie obfituja w prawdziwki, do zbierania których zdaje sie zachecili Szwedów Wlosi. Podobno bowiem przyjezdzali tu i wywozili „towar” calymi ciezarówkami. Wloska kuchnia jest w modzie, zatem i prawdziwki uznane zostaly jako grzyb godny szwedzkiego podniebienia.

Jak dla mnie najbardziej zauwazalna tradycja szwedzka jest duze spozycie produktów morza. O róznym stopniu przetworzenia, jakosci i swiezosci. Zaczne od najwiekszych horrorów czyli sledzia fermentowanego w puszce (surströmming) oraz ryby w lugu (lutfisk). Ta pierwsza to rarytas Pólnocy, zas bez drugiej nie obejdzie sie zaden stól wigilijny. Sledz fermentowany nie jest niczym innym niz sfermentowanym sledziem – tak tez smakuje, a przede wszystkim taki wydziela fetor. Sprzedawany w puszkach z bombazem i jedzony zaczynajac od trzeciego czwartku sierpnia. Zawiniety w podplomyk, czasami jeszcze uszczelniony zgniecionym ziemniakiem z cebulka. Zapijany mlekiem i wódka w sporych ilosciach. Nie polecam jako prezentu dla rodziny w Polsce – sama o malo nie dostalam wilczego biletu na nieokreslona przyszlosc. Natomiast jezeli chodzi o rybe z lugu, to bywala rozmaitego rodzaju: dorsz, szczupak, sandacz, leszcz lub sieja. Dzisiaj to zazwyczaj molwa pospolita albo czarniak. Ryba zostaje najpierw ususzona, a pózniej lezakuje w lugu. W sklepie mozna kupic porcjowane kawalki, które nastepnie z tego lugu trzeba wymoczyc w wodzie. W rezultacie zostaje samo bialko – a ryba zatracila juz dawno smak. Mozna zjesc, o ile sos do ryby uda sie – i jest to nie tyle moja opinia, co miejscowych znajomych. Ubogim krewnym smacznych i swiezych dan z zyjatek morskich jest ulubiony dodatek Szwedów i niezbedny element walizek podczas podrózy zagranicznych: Kalles kaviar. Nie nalezy dac zwiesc sie nazwie i kupowac jako kawioru – miejscowi uzywaja go jako dodatku do jajek na miekko albo wyciskaja paste na kanapke – tez najlepiej z jajkiem.

 

Poza tymi ekstremami w wózkach ze swieza ryba mozna kupic ryby na prawde znakomite (i drogie), homary i krewetki – a takze akompaniujace sosy i salatki, z których osoby o wrazliwych zoladkach powinny raczej zrezygnowac – ze wzgledu na duza zawartosc tlustego majonezu. Lepiej w domu ukrecic wlasne aioli, które traktowane jest niemal jak szwedzki sos.

 

Na wszystkie swieta, do kanapki oraz tortu kanapkowego jada sie sledzie. Z tym, ze rozróznia sie sledzie baltyckie – dawniej lowione miedzy Kalmarem a polskim wybrzezem- czyli strömming oraz wszystkie inne czyli sill. Czesto marynowane na slodko, z róznymi sosami. Glówne danie na Kupalnocke czyli Midsommar – wtedy polane smietana i posypane szczypiorkiem. Poza sledziem jako ryba odswietna popularny jest losos: wedzony na cieplo badz zimno oraz solony. Solic mozna samemu z lodówce: surowego w soli, cukrze, pieprzu i koperku. Byle tylko w naczyniu szklanym, a nie worku z PCW, zeby sie nie nalykac ftalatów. Popularny jest takze losos gotowany czy grilowany. Dawniej mozna bylo kupic smiesznie taniego lososia mrozonego z Kanady, ale niestety ryb wszedzie coraz mniej. Skandynawowie przyrzadzaja tez pasztety i klopsiki z ryby, ale nie sa to zazwyczaj dania dostosowane do  kontynentalnego zoladka. Za to krewetki sa pyszne i dlugo bylo to typowe danie na piatkowy podryw: wpadnij do mnie na krewetki, bagietke i biale wino. Teraz lepiej sie juz nie przyznawac, ze je sie bialy chleb, poniewaz inne mody nam nastaly (i dobrze). Równie smaczne sa raki jadane gremialnie i w papierowych czapeczkach w sierpniu oraz homary. Niestety, coraz czescie kupowane  w formie mrozonki z Chin.

 

W ten sposób opisalam to, co w kuchni szwedzkiej najsmaczniejsze i pozostaly mi bardziej banalne potrawy. Szwed bywa zazwyczaj zwolennikiem standaryzacji – o ile nie przyjdzie moda na zmiane i wtedy zmieniaja gusty wszyscy na raz. Wiekszosc kraju pokrywaly i pokrywaja lasy, po których dawniej pasly sie chude krowy. Na zime krowy bywaly zazwyczaj zazynane, poniewaz chlop nie mial mozliwosci wykarmienia zwierzyny przez zime. W ramach nauki szwedzkiego uczylam sie, ze w zimie biedna ludnosc, która stanowila wtedy wiekszosc populacji, przezimowywala nie tyle o chlebie i wodzie, ale o kaszy i samogonie. I o ile samogon przetrwal stulecia w formie niezmienionej, to kasza zostala na dlugie dziesieciolecia wyeliminowana z jadlospisu. Teraz wraca na fali zdrowej zywnosci – przedstawiana jako nowosc: sprzedawana w paskarskich cenach i aptekarskich porcjach.

 

A skoro juz o chlebie wspomnialam, to doszlam do przeszkody dla polskiego zoladka nie do pokonania. Mianowicie typowy chleb szwedzki jest slodzony melasa (do wyboru: jasna badz ciemna) i slodki w smaku. Nawet ten pieczony na zakwasie. Kiedys jakis Polak rozejrzal sie po dziale piekrniczym i wybuchnal: tyle chleba, a nie ma co jesc!. Teraz jednak sytuacja poprawila sie – na pewno w malych (czytaj: drogich) piekarniach sprzedawaje sie chleby zwane wloskimi, szwajcarskimi, z orzechasmi wloskimi, na zakwasie bez melasy. Swieze sa bardzo smaczne – warto je albo zjesc od razu, albo czesc od razu zamrozic. Moga bowiem miec niemila tendencje do tezenia na dzien nastepny, co sklania w strone ponurych dywagacji typu: co oni do tego chleba wlasciwie dodaja? W kazdym razie chleb na zakwasie zadomowil sie, na cale dla nas szczescie – na stale. Nawet przed biblioteka miejska stoi tablica: grzanki z chleba na zakwasie. Nie da sie ukryc, chlebowo bylismy do przodu o wieki cale przed melasolubnym narodem szwedzkim. Inna sprawa, ze najlepszy chleb bywa wypiekany w domu. Z kolei w tej modzie Szwedzi byli pierwsi. Nolens volens stalam sie mistrzem wypieku chleba z mak rozmaitych zbóz o róznym stopniu rozdrobnienia, wzbogacone róznymi dodatkami. W sklapie arabskim dostalam nawet pamietana z dziecinstwa czarnuszke.

 

Ziemniaki sa tutaj niezwykle smaczne. Sprzedawane w sklepach myte, w kategoriach: maczne i zwarte. Mlode ziemniaczki stanowia co roku nieodlaczny element posilku na Kupalnocke. Musze przyznac, ze podziwiam szwedzkich rolników, którym co roku – niezaleznie od aury – udaje sie wyhodowac tanie ziemniaki juz z koncem czerwca. Ziemniaki sa tez podstawa takich dan kuchni domowej (husmanskost) jak raggmunk, råraka i palt.

 

Mieso jada sie najchetniej macierzystego chowu, reklamowane jako wolne od antybiotyków i najzdrowsze. Szwedzi wierza jak jak w mantre, ze nigdzie na swiecie nie masz lepszego jedzenia nad plody gleb szwedzkich i zwloki rozumnych czworonogów z rodzimych zagród. Bez zmruzenia oka kupuja dwa razy drozszy szwedzki miód, o którym Kubus Puchatek powiedzialby, ze najbardziej przypomina ser, niz miód turecki czy argentynski – a na zdrowy rozum kwiatów (i pylku) wiecej na poludniu. Tymczasem szwedzkie czesci kurczaka w mrozonce sa równie nasolone i nasaczone woda jak i w innych krajach. „Szynka swiateczna” w celu poprawienia stopnia jadalnosci powinna zostac od razu grilowana, poniewaz ocieka woda i smakuje opuchlizna. Te wszystkie oszustwa trudno przejrzec, poniewaz mieso sprzedawane jest zawsze w porcjach i zaplastykowane. Za to godna polecenia jest dziczyzna – zazwyczaj wlasnorecznie upolowana.

 

Kielbasy nalezy w tym kraju unikac jak ognia, poniewaz jej smak bywa szokiem dla polskiego podniebienia. Sama nie wiem która jest gorsza: kielbasa z Falun (falukorv) czy tez taka z okami tluszczu? Falukorv sklada sie z bardzo niewielkiej ilosci miesa i przypomina smakiem mortadele z okresu PRL. Stanowi podstawowe danie w rodzinach wielodzietnych ze wzgledu na niska cene. Starsi preferuja falukorv pokrojony w plastry, na wpól spalone na patelni – koniecznie zeliwnej. Danie to nalezy do typowej husmanskost czyli kuchni domowej.

 

Husmanskost to rozdzial sam w sobie. Ludzie starsi nadal preferuja dania tej kuchni. W kazdy  czwartek oferuje sie zawsze zupe grochowa (ärtsoppa) i nalesniki z marmolada (pannkakor). Zupa grochowa jest jedna z niewielu znanych mi szwedzkich zup- czasami mozna jeszcze natknac sie na pomidowora i gulaszowa. Kuchnia domowa to w praktyce kawalek miesa i ziemniaki w burym sosie. Uznawane za najbardziej szwedzkiej danie kulki miesny przywedrowaly tutaj z poludnia. W kazdym razie synonimem dobrego jedzenia sa „mamine kulki miesne” (mammas kötbullar). Inna typowa szwedzka potrawa jest kwasne mleko, filmjölk. Jedzone jako oddzielne danie na sniadanie, posypane cynamonem, ewentualnie z dodatkiem brusznic, a obecnie takze jakis platków.

 

Innymi specjalnosciami szwedzkiej kuchni sa tort kanapkowy (smörgåstårta) i stól szwedzki (smörgåsbord). Ten pierwszy troche w zaniku, ale preferowany przez starsze pokolenie i podawany na uroczystych przyjeciach typu konfirmacja, wesele, jubileusze czy urodziny. Sklada sie w paru warstw chleba (bialy albo ciemniejszy) przelozonych gestym sosem majonezowo-smietanowym. Kazda warstwa zawiera dodatkowo kombinacje krewetek, lososia, ogórka, jajek, ikry, koperek, pomidorów, rzodkiewiek, sledzia i szynki. Dekoruje sie i kroi jak tort. Danie szalenie sycace i bedace dobrym podkladem do swiatecznej okowity. I tak jak tort kanapkowy jest daniem nowym, wywodzacym sie z lat szescdziesiatych, to szwedzki stól ma w kuchni szwedzkiej dluga tradycje i reprezentuje wszystko to, co w niej najlepsze. Obecnie najczesciej spotykany w postaci próbnej Wigilii czyli julbord. Wszystko zalezy od poziomu lokalu oraz kieszeni klienta, ale w dobrej resauracji mozna przesiedziec przy takim stole pól dnia i caly czas próbowac nowych smakolyków. Szwedzka mentalnosc i tradycja robila zawsze róznice miedzy codziennoscia a swietem Na codzien bowiem Szwedzi jedza skromnie – czesto bierze sie do pracy tzw.matlåda czyli plastykowe pudelko po lodach zawierajace pozostalosci po wczorajszym obiedzie. Natomiast jak szalec to szalec – i z okazji rozmaitego rodzaju swiat czy po imprez zakladowych ludzie przescigaja sie w obzarswie i opijstwie – bo tego inaczej sie nie da nazwac. Podstawa julbord sa sledzie róznego rodzaju, losos, wedliny, galareta cieleca, salatki, sery, owoce, desery, czekalada i oczywiscie do tego rozamite rodzaje wódek. Podobno w ogóle tradycja smörgåsbord wywodzi z tradycji brännvinsbord czyli XVI-wiecznego stolu wódczanego, bedacego nieformalnym rodzajem bufetu przekasek przed obiadem.

 

Szwedzi przekonani sa równiez, ze produkuja najlepsza czekolade na swiecie i innej z reguly do ust nie wezma – a osiaganiecia takich krajów jak Szwajcaria, Belgia czy Holandia zupelnie im nie imponuja. Jak na ironie wszyscy zalozyciele rodzimych marek. Cloetta, Marabou i Frazer nie byli Szwedami, tylko kolejno: Szwajcarami z Danii, Norwegiem i Szwajcarem z Finlandii.

 

Skoro juz jestemy przy deserach to pora na ciasta i torty. Z reguly upieczenie ciasta wedlug swzedzkiego przepisu zajmuje od jednej trzeciej do jednej dziesiatej tego co polskie – a produkt koncowy wychodzi podobny. Wrodzona szwedzka efektywnosc zbiera plony – zadne tam palki i makutry – wszystko powinno sie wrzucic do maszyny, utrzec i upiec od razu. Alternatywnie ciasto drozdzowe wsadza sie po wyrobieniu maszyna do lodówki, zeby wyroslo przez noc. Smakowo odbiegaja tez od polskich tradycyjnych wypieków. Dla Szwedów nasze ciasta bywaja za slodkie i za ciezkie. Za wyjatkiem sernika wiedenskiego, który wzbudza zachwyt. Co prawda tutejsi takze wytwarzaja produkt pod nazwa „sernik” i taka galaretowata masa sprzedawana jest w sklepach, ale przypomina mi zawiesine aminokwasów – ten koktajl to serwatka z wyspami zakrzepnietej kazeiny. Wyglada jeszcze gorzej niz lutfisk i przez wszytskie lata pobytu odalo mi sie skutecznie tego „smakolyku” uniknac. Ciasta drozdzowe opisuje pod haslem fika. Istnieja takze tzw.ciasta wiedenskie, skladajace sie w ciasta francuskiego z czyms na wierzchu. To „cos” wyglada na mieszanine jajeczno-serowa. Jak dla mnie sa za tluste, ale ciesza sie duzym wzieciem. Natomiast torty skladaja sie tradycyjnie z ciasta z dzemem, bitej smietany i kozucha z tzw.masy marcepanowej na wierzchu. „Skóra” tortu ksiezniczki musi byc obowiazkowo zielona. Na szczescie teraz cukiernie oferuja lezejsze warianty, na przyklad z owocami. Te awangardowe oferuja nawet torty z galaretka, która rasowy szwedzki konsument pracowicie wydlubuje i odsuwa na bok. Podana na deser galaretka z owocami zejdzie ze stolu nietknieta. Podobnie zreszta jak ciasto z makiem.

 

À propos sernik – sytuacja serowa poprawia sie z roku na rok. Dawniej wystepowaly praktycznie dwa rodzaje rodzimego sera zóltego – teraz mozna kupic sery plesniowe, rózne serki kremowe serki biale i sery zagraniczne. Podawane bywaja z lopatka do sera (wynalazek norweski). Jesli jako deser to z krakersami i winogronami – luksus oferowany tylko na proszonych przyjeciach. Lodów za to maja wbród i w wiekszosci bardzo dobrych. Uwielbiane przez dzieci, stanowia deser w kazdej rodzinie niezaleznie od pory roku. Owoce sa jadane glównie pod postacia bananów. Jedza je glównie kobiety, ale dzieci tez szkolone sa juz od przedszkola. Od Lucii do Bozego Narodzenia obowiazuja mandarynki. Od Kupalnocki truskawki – koniecznie szwedzkie. Albo nawet i polskie, ale mówi sie i tak, ze szwedzkie. Jednym z ulubionych „owoców” bywa takze…rabarbar, najczesciej w formie paju z rabarbarem. Podawany sie na cieplo w towarzystwie lodów smietankowych.

 

 

Reklamy

Powiesciopisarka-Adichie

In Feminizm, Ksiazki on 27 października 2012 at 21:08

Chimamanda Ngozi Adichie / En halv gul sol / 2009

Co charakteryzuje dobra literature?

 

Co odróznia zrecznego ”opowiadacza” historii od pierwszej wody pisarza?

 

Pytanie pojawilo sie podczas dyskusji o ksiazkach Chucka Palahniuka, nagminnie czytanego przez pokolenie „fantasy”. Chuck na pewno sprawnie opowiada swoje makabreski – ale nie dla wszystkich literaturozerców zasluguje na miano pisarza.

 

Czy moze byc tak, ze umiejetnosc opowiadania to warunek konieczny, acz nie wystarczajacy?

 

Jakby na to nie patrzec – w moim subiektywnym odczuciu – Chimamande Ngozi Adichie na pewno zasluguje na miano pisarki – i to ciekawej. Skonfrontowala mnie z moimi wlasnymi „bialymi” przesadami – ze autorka afrykanska powinna pisac inaczej. , bardziej od srodka, stosujac lokalny system wartosci i obrazowania.  Tymczasem – czy to na skutek wychowania w rodzinie profesora, czy tez studiów w USA – Adichie pisze zadziwiajaco zachodnio. Jej Nigeria i Biafra sa widziane oczyma akademików albo bogatych przemyslowców. To nie obraz wyeksploatowanej, postkolonialnej Afryki i zdegenerowanych Afrykanów przedstawiany m.in. przez Johna de Carré w „Dobrym tlumaczu” czy tez w filmach o Jamesie Bondzie. To swiat ludzi oswieconych, którzy zgromadzili tyle na europejskich kontach, ze w kazdej chwili moga opuscic kraj ojczysty – co tez w wypadku zagrozenia czynia. Patriotyzm przypisany jest glównie tym, którzy z piekla wojny w zaden sposób wydostac sie nie moga. Przedstawieni zostaja bezlitosnie: jako ciemni, chciwi, podatni na indoktrynacje i manipulacje. Padaja ofiara zamieszek, zadzy wladzy czy demoralizacji – tylko czasami jako zolnierze – a zasadniczo jako cywile. „Polówka zóltego slonca” to powiesc niesentymentalna. Demaskuje na równi naiwnych europejskich dziennikarzy, korupcje w Nigerii, próznosc i zapatrzenie w siebie czarnych elit intelektualnych. Wspólistnienie w rodzinach naukowców starych zabobonów z najnowszymi trendami intelektualnymi. Koloryt lokalny nadaja potrawy, zwyczaje oraz wtracane slowa – jak sie domyslam w jakims narzeczu igbo: gini, garri, nkem,kedu, nno. Troche jak Mma i Rra u Alexandra McCall-Smitha, tylko bardziej wiarygodnie. Jak by nie bylo Adichie przybliza nam Afryke niemal jak nasza wspólna kolebke: zróznicowana, barwna i pelna rozmaitych wspólnot.

Na pewno ciekawa jest perspektywa kobieca – a zwlaszcza przedstawienie relacji glównych bohaterek, blizniaczek: Oleanny i Kainene. Niepodobnych do siebie niemal w niczym, lecz powiazanych podswiadomie gleboko i biologicznie od siebie zaleznych. Sila powiesci jest ukazanie relacji miedzyludzkich – miedzy siostrami, rodzicami a dziecmi, miedzy przyjaciólmi o odmiennych religiach, miedzy kochankami, miedzy parami o róznym kolorze skóry i poszczególnymi osobami rózniacymi sie od siebie. Nigerie ogladamy oczami glównych postaci, poruszajacymi sie miedzy kulturami ludów yoruba, fulani, igbo i hausa. Adichie wybrala dramatyczny moment w historii Nigerii – jak to po spokojnym okresie w kraju, opuszczonym niedawno przez Brytyjczyków, wybucha wojna domowa. Poludniowo-wschodnia czesc kraju odrywa sie i stwarza bogate w rope naftowa panstwo Biafra. Efemeryde czy tez slonia na glinianych nogach, upadek którego pociaga czesto smierc, a przede wszytskim  demoralizacje i cierpienie glodujacej ludnosci. Ale Polówka czy tez Swiat milczal kiedy umieralismy (jak jeden z bohaterów, Brytyjczyk Richard chcialaby zatytulowac swoja opowiesc) nie jest ksiazka polityczna – Adichie nie opowiada sie po zadnej ze stron konfliktu; nie wini tez Europejczyków czy Zachodu. Uosobieniem nowej Nigerii jest Ugwu, mlody chlopiec, który uzyskal edukacje dzieki sluzbie w rodzinie unierwersyteckiego wykladowcy. Pochodzacy ze wsi, rodzinny, troche zabobonny, szukajacy szczescia w ramionach okolicznych pomocy domowych, z ambicjami zdobycia wyzszego wyksztalcenia – jako nastolatek brutalnie wcielony do niedobitków zdziczalej armii.

Znajdujacy sie, sila rzeczy, w tle problem kolonizacji Afryki pojawia sie dosc pózno. Glówny czarny bohater, Odenigdo, pyta swojego bialego szwagra, Richarda:

 

„Richard, jak Ci sie wydaje – co bylo przyczyna sukcesu bialych w Afryce?”

 

Na co mu odpowiada szwagierka, Kainene, zapewne glosem autorki:

 

„Przede wszystkim nalezaloby sobie zadac pytanie dlaczego czarni nie zdolali przeciwstawic sie dzialaniom bialych”

 

Czyli nie zwalniajac bialych od odpowiedzialnosci Adichie mówi wyraznie, ze czarni powinni przede wszystkim wejrzec w siebie – i wyciagac z kleski wnioski na przyszlosc.

 

Powracajac jeszcze do pytania wstepnego, o charakterystyke pisarza z prawdziwego zdarzenia, to jedna z odpowiedzi powinna chyba byc nieprzewidywalnosc – Adichie potrafi zaskoczyc czytelnika ciekawa kompozycja czy nieoczekiwanym przeskokiem rozwoju akcji. Poza tym jest twórcza jezykowo (jakkolwiek czytalam ksiazke w szwedzkim przekladzie). Potrafi tez zrecznie zmieniac perspektywe – kolejne wydarzenia ogladamy coraz to nowa para oczu; gdzie nikt nie ma stuprocentowej racji czy patetntu na prawde. No i poetycznosc – dobra proza powinna tez miesci w sobie odrobine poezji. Adichie ma w sobie piekno i odwage skojarzen, czemu daje upust i dowód na pismie. Prawdziwy pisarz potrafi nie tylko opowiadac – ma takze, glównie i zasadniczo – cos do powiedzenia. Na pewno siegne po jej nastepna powiesc.

 

Zamieszczone obrazki: 1. Adichie w niedawnym wywiadzie w szwedzkiej TV (zwiazanym z nowa ksiazka) oraz 2. slimaki – w moim wlasnym piekarniku, poniewaz opisy biafranskiego glodu zaspokajanego jaszczurkami i slimakami wzbudzily we mnie tesknote za winniczkami.

Vedemecum, opus czwarte

In Pamietnik, Szwecja on 20 października 2012 at 12:34

Po okresie niekonczacej sie ciemnosci, deszczów i wiatrów nastal cieply i niemal sloneczny weekend. Tydzien znowu uplynal szybko – z drobnymi atrakcjami. Pierwsza z nich to domowy pokaz mody czyli przyjecie w stylu tuppenware. Kolezanka kolezanki zaprosila do siebie kolekcje Suzanne Nilsson z elementami kolekcji piosenkarki Pernilli Wahlgren (patrz http://provrummet.se/). Demonstrujaca ubrania Kikki byla zachecajaco zaokraglona – milo poogladac ubrania, które skonstruowane zostaly dla zywych kobiet. Najblizasza bylam zakupu sukienki z kolekcji Pernilli.

Poza pokazem mody konferencja – zakonczona szczesliwie w hotelu ze spa. O ciekawej historii miejsca mozna poczytac tu: http://www.varbergskurort.se/on_site/history/ Dawne sanatorium dla dzieci z gruzlica zostalo przemienione w nowoczesny osrodek (nie zdazylam zabrac aparatu do kompleksu basenów, w tym z podgrzewana woda morska). W kazdym razie – dzieki historii – miejsce ma charakter i zachowano elementy starego wystroju. Jedzac kolacje w duzej, wysokiej sali mozna bylo sobie wyobrazic posilki z poczatku wieku.

W tym tygodniu odnotowalam jeszcze jedna ciekawostke. Otóz najnowasza szwedzka Elle zamiesicla artykul o podobienstwie lansowanych na jesien deseni do wzorów ceramicznych.  Tymczasem ja zauwazylam podobienstwo grafiki naszego Boleslawca do modnych wzorków juz na wiosne! Male, a cieszy… A teraz pora na nastepny odcinek Vademecum. Co prawda zbliza sie Boze Narodzenie, ale przekornie zapraszam na szwedzka Wielkanoc. Na raz nastepny cos dla smakoszy – bedzie o jedzeniu!

 

Wielkanoc

 

Przegrywa zdecydowanie z Bozym Narodzeniem. Mam wrazenie, ze Wielkanoc to tylko pretekst do wolnego czasu od pracy i szkoly i do wyjazdu na swieze powietrze. Wymiaru religijnego brak, jak okiem siegnac. Kartek z zyczeniami swiatecznymi na ogól sie nie praktykuje – nawet natretne dzialy sprzedazy nie przysylaja zyczeniowych maili. Kto lubi dekoruje dom, glównie na zólto i zielono, choc i to ulega modzie. Dawniej „musowo” zmienialo sie firanki, ale lata dziewiecdziesiate uwolnily okna od barokowych zaslon i natapirowanych firan. Za to obowiazuja kwiaty: ciete i doniczkowe, zazwyczaj zólte. A wiec zonkile, tulipany, begonie, kalanchoe i chryzantemy. Na okna i na stoly. Poza tym – zgodnie z upodobaniami – wiszace jajeczka, gipsowe koguty made in  china, baranki rozmaitej masci, wianuszki na drzwi jako oznaka goscinnosci domu. Ale na prawde szwedzka dekoracja sa galazki brzozy z doczepionymi kolorowymi piórkami – kazdego roku troche inny odcien bywa najmodniejszy.

Nowoczesnym szwedzkim zwyczajem wielkanocnym stalo sie…jedzenie slodyczy. Znajomi i rodzina obdarowuje sie tekturowymi „jajeczkami”, wypelnionymi zelkami, czekoladkami i cukierkami typu toffee. Podobno sklepy wyprzedaja wtedy wszystkie stare zapasy i dla wlasnego zdrowia nalezy swiezo otrzymane slodycze czym predzej oddac w inne rece. Albo poczestowac nimi juz w Wielki Czwartek chodzace po prosbie „czarownice wielkanocne”. To szwedzka wersja czarownic latajacych na Brocken z górach Harzu. Tutejsze wiedzmy leca na swoich miotlach na baltycka wysepke Blåkulla i tam odbywaja swój doroczny sabat. Zas male dziewczynki maluja sobie na nosie piegi, zawiazuja na glowie chusteczki, ubieraja w dlugie, kolorowe spódnice i pukaja do drzwi sasiadów, proszac o wykup w formie slodyczy. W tym roku, niestety, nie zapukala do mnie zadna mlodociana wiedzma. W poprzednich za czarownice przebierali sie arabscy chlopcy i mialam troche watpliwosci czy za moje slodycze odczynia urok jak trzeba.

Na stole wielkanocnym pojawiaja sie tradycyjnie jajka, sledzie i losos. Na obiad najchetniej jagniecina. Nie ma tradycyjnych wypieków wielkanocnych ani skladania sobie zyczen.po posilku kazdy bierze swoje „jajko” ze slodyczami i pojada w milczeniu.

 

Przychodzenie na czas

Zasada jest jedna i nalezy jej rygorystycznie przestrzegac: przychodzenie na czas oznacza w Szwecji przychodzenie przed czasem. Zazwyczaj o pietnascie minut. Czyli jezeli umawiamy sie na piersza, to musimy byc na miejscu najpózniej za kwadrans pierwsza. Pózniejsze przybycie odczytane zostanie jako gruba nieuprzejmosc i lekcewazenie parnera spotkania.

Jezeli juz, Boze bron, wypadnie nam cos po drodze i nie tylko nie przybedziemy kwadrans wczesniej, ale wrecz spóznimy sie, to nalezy usmiechnac sie z wyrazem poczucia winy, rzucic jedno „przepraszam” i jak najszybciej wlaczyc w prace grupy czy sluchanie wykladu. Nigdy nie nalezy prezentowac, nawet prawdziwych, historii powodu spóznienia. W pracy sie pracuje – na historie przyjdzie czas dopiero po trzecim piwie w piatek po pracy.

Na starosc

Szwedzi starzeja sie generalnie pózniej – zarówno fizycznie jak i mentalnie. Duzo sie ruszaja i  w parkach czy na innym lonie przyrody widac tlumu dziarskich staruszek wymachujacych kijkami. Starszych ludzi spotyka sie tez na gimnastyce – nie zadnej specjalnej dla „seniorów”, tylko takiej dla wszystkich. No i jak ktos uprawial sport czy mial hobby to go kontynuuje na emeryturze. Ludzie maja tez poczucie odpowiedzialnosci za wlasny los – ze nie mozna sie rozlozc i czekac na pomoc otoczenia. Bo jedno jest pewne – ta pomoc by  nie nadeszla. Tesc mojej kolezanki mial dobrze po osiemdziesiatce, kiedy musial przejsc powazna operacje. I dopiero wtedy dzieci pomogly mu zlikwidowac gospodarstwo i rozdac zwierzeta – bo wczesniej sam dawal sobie rady ze wszystkim. Kraj rozlegly, ziemi duzo, a  rolników jak na lekarstwo – wiec nie ma tez z reguly takiej sytuacji, ze rodzina ma ochote te ziemie przejac.

Dopóki mozna, kazdy stara sie mieszkac i radzic sobie sam. W razie niedoleznosci mozna ubiegac sie o pomoc tzw. hemtjänst, która wysyla opiekunke na okreslona ilosc godzin pomocy w tygodniu. Jest to pomoc odplatna i asystentka czy tez rzadziej asystent czasami dotrzymuja towarzystwa, ale glównie pomagaja sprzatac. Czasami jezdza na zakupy albo przywoza gotowe posilki. Dawniej byly to uslugi panstwowe, a teraz zostaly sprywatyzowane. Ich jakosc bywa rózna – najtrudniejsza sprawa jest dobranie odpowiedniej osoby. Po pierwsze nie jest to praca prestizowa czy dobrze platna, wiec nie zawsze mozna z asystentka pogadac nawet o pogodzie. Po drugie starsi ludzie sie skarza, ze kazdego dnia przychodzi ktos inny, a oni by chcieli nawiazac cos w rodzaju relacji

Nastepny etap to juz wspólne mieszkanie dla ludzi starszych. O miejsce nie jest latwo i czesto sklada sie podanie wielokrotnie. Pobyt w domu nie nalezy do tanich i pokrywany bywa z emerytury pensjonariusza. Z zalozenia mialy to byc domy szczesliwe – organizuje sie tam wycieczki i wspólne zajecia. Niestety, jak to ostatnio donosily media, sprywatyzowane domy staly sie glównie zródlem zysku prowadzacych je przedsiebiorstw. Ograniczono liczne personelu, obiekty byly zle sprzatane, a przede wszystkim pensjonariusze zostali zostawieni sami sobie. Byli zamykani na klucz, a nieprzewijani dostawali odlezyn. Na dodatek mieli zle przepisane lekarstwa – slynny stal sie przypadek pani cierpiacej na demencje. Dzieki uporowi jej córki zmnieniono lekarstwa i umierajaca oraz apatyczna staruszka odmienila sie w pelna zainteresowania swiatem! Zdarza sie tez, ze malzenstwa sa rozdzielane – jedno z nich dostaje wczesniej miejsce, ale nie ma juz potem mozliwosci dla drugiego. Druga strona dochodzi ile moze, lecz po prostu juz fizycznie nie daje rady.

Przede wszystkim na starosc dopada Szwedów samotnosc – i to niezaleznie od wczesniejszej aktywnosci czy zainteresowania swiatem. Nagle ma sie duzo czasu – i coraz mniej przyjaciól. W latach szescdziesiatych zmieniono norme zycia rodzinnego – zamiast spotkan rodzinnych w szerokim gronie rodzina zaczela sie ograniczac do rodziny nukearnej. Przyczynila sie do tego wystepujaca tu segregacja pod wzgledem wieku. Pisarz Stefan Gurt wydal wlasnie ksiazke o ostatnim roku swojego taty z demencja – juz w domu opieki. Jak dla mnie zaskakujace jest zaskoczenie Stefana, który znalazl w pamietniku ojca zapiski o otoczajacej go, przenikliwej samotnosci. I dopiero teraz snuje refleksje, ze moze trzeba bylo zadzwonic czy zaprosic z wizyta tate, kiedy jeszcze byl czas. Pisarz przerazony byl zapascia ojca po przekroczeniu progu domu opieki: z okraglego, jowialnego jegomoscia zamielil sie w chodzacy szkielet, który odmawial przyjmowania jedzenia i picia. I dopiero wtedu dopadla Stefana refeksja o wlasnej obojetnosci.

Pisze to, zeby lepiej naswietlic mit o szczesliwej starosci w Szwecji. Rzecz jasna, czesc starszej populacji moze cieszyc sie w miare pogodnym okresem w zyciu. Ale wydluzenie zycia w kombinacji ze zmiejszajacym sie dobrobytem i trwalymi zmianami w mentalnosci, gdzie wszyscy podazaja glównie za realizacja egoistycznych celów, stwarza nowe wyzwania.

Vademecum, czesc trzecia

In koty, Szwecja on 12 października 2012 at 21:42

Tydzien jeszcze nie minal, a juz tyle sie nadzialo! Zaczelo sie przyjemnie – degustacja lodów o smaku serka koziego z miodem oraz sorbetu o smaku cydru jablkowego:

Potem aktywisci Greenpeace wdarli sie do mojego gulagu. Chwytac ich przyleciala policja, co udalo mi sie uchwycic – poniewaz kazano nam natychmiast opuscic miejsce pracy, zeby inni mogli sie zabawic w zbójów i zandarmów:

Natomiast w domu czekala mnie smutna wiadomosc: kocurek piekny nie-mój juz nie zyje. A jeszcze tydzien temu jedlismy razem sniadanie! Zamieszczam ostatnie zdjecie Pana Kotka:

A teraz pora na trzecia czesc Vademecum. Enjoy!

 

Raggare czyli Podrywacze

 

Kiedy tu przyjechalam to zauwazylam dziwny widok na plazy: brzegiem morza posuwal sie w zólwim tempie stary samochód amerykanski typu cabriolet, a z cabrioletu unosila sie ogluszajaca muzyka. O, raggarebil (samochód podrywaczy) – skomentowala moja szwedzka kolezanka. Potem nauczylam sie znajdowac plaze bez wjazdu samochodów, ale nadal nie moglam zrozumiec kto moze dac sie poderwac na taka prymitywna metode? No i okazalo sie, ze nie docenilam jednego z najbardziej szwedzkich ruchów po wojnie! Szwed jest stworzeniem zadziwiajaco technicznym: przychodzi na swiat z nozyczkami dla praworecznych z prawej piastce i dla leworecznych zacisnietymi w lewej. Samochód to nie gablota do pokazania sasiadowi – po pierwsze to koniecznosc poza Sztokholmem, Göteborgiem i Malmö. Po drugie najlepszy przyjaciel, który ochroni w zderzeniu z losiem i przewieze podklady kolejowe czy szafki od lakiernika. Po trzecie to cud techniki i samo sluchanie pracy silnika V8 porusza twarde serce Skandynawa.

 

Druga wojna swiatowa oszczedzila Szwecje, która umiejetnie manewrowala, zonglujac pojeciem „neutralnosc”. Wyslala co prawda ochotników na tzw.wojne zimowa Finlandii ze Zwiazkiem Radzieckim i internowala wlasnych komunistów – poniewaz strach prrzed komunizmem dominowal. Na dodatek w Szwecji dochodzila do glosu stara sympatia dla niemieckiej kultury – a ze przy okazji mozna bylo zarobic, to czemu nie? Zatem z wojny wylonil sie kraj niezniszczony, gdzie dominacja kultury niemieckiej zamieniala sie powoli w fascynacje kultura amerykanska. W roku 1946 Ford uruchomil ponownie produkcje samochodów osobowych, które mialy wielkie powodzenie w Szwecji. W latach piecdziesiatych pojawialy sie nowe modele i innych producentów. Szwedów nie stac bylo na te drogie, ale amerykanski samochód stal sie oznaka fantazji i imponowal dziewczynom. W 1955 pojawia sie pierwszy amerykanski film z muzyka rock-and-rollowa. Pózniej James Dean, a po nim Elvis Presley. Mlodzi szwedzcy chlopcy kopiuja styl ubrania, okulary sloneczne, fryzury. W swoich amerykanskich samochodach sluchaja glosnej muzyki. Samochód pelen chlopaków o image’u buntownika wtacza sie powoli na rynek malego miasteczka, gdzie pod kioskiem z kielbaskami stoja miejscowe dziewczyny. Te szczesliwe, wybrane, beda sie tloczyly z podrywaczami na siedzeniach amerykanskich limuzyn.

 

Ruch raggare przetrwal do dzis i ma sie coraz lepiej. Dawni chlopcy pozakladali firmy, zarobili spore pieniadze i sprowadzaja stylowe amerykanskie samochody jak nigdy przedtem, okolo piec tysiecy sztuk rocznie. Sa tacy, którzy potrafia tchnac zycie we wraki, które latami staly i rdzewialy w amerykanskich punktach zlomu. Podstarzali juz mozno podrywacze z calego kraju spotykaja sie na zlotach, tzw.Power Meet. Mozna ich poznac po skórzanych badz dzinsowych kamizelkach i podkoszulkach z nadrukiem. Do tego czesto tatuaze, kapelusz lub przynajmniej czapeczka z daszkiem. Obowiazujace ciemne okulary. Kobiety z mocnym kolorem wlosów, w sukienkach czy wirujacych spódnicach á la lata piecdziesiate – albo mozno wydekoltowane. Wszyscy trzymaja w reku obowiazkowa puszke piwa. Samochody w landrynkowych kolorach i ze lsniacymi elementami chromowanymi. Policja juz ich nie sciga, tylko obserwuje z boku i pilnuje porzadku. Ale w spoleczenstwie raggare nie maja najlepszej opinii. Straszy sie nimi male dzieci, ze sa „ostrzy” i nie daja sobie w kasze dmuchac – czyli utrzymali pierwotny image. Tymczasem sa zazwyczaj do rany przylóz – natomiast klasa srednia ich nie lubi, bo wywodza sie glównie z klasy robotniczej i przypominaja nowobogackim o ich prowincjonalnych korzeniach.

 

Religia

 

Tylko 17% populacji Szwecji przyznaje sie aktywnego wyznawania wiary. Tym niemniej protestantyzm jest nadal integralna czescia zycia publicznego, mimo oficjalnego rozseparowania kosciola od panstwa w roku 2000 (dla porównania we Francji rozdzial panstwa od kosciola nastapil juz w roku 1905!). Nie tylko dlatego, ze swieta chrzescijanskie sa dniami wolnymi od pracy: Boze Narodzenie, Trzech Króli, Wielkanoc, Zielone Swiatki, Wniebowstapienie, Wszystkich Swietych. Zakonczenie roku szkolnego odbywa sie tradycyjnie w kosciele protestanckim – a do szkoly chodza teraz dzieci róznych wyznan, nie mówiac o przewadze ateistów. Jednak brak zakonczenia roku szkolnego w kosciele wzbudza solidarnie glosne protesty wszystkich rodziców. Szwedzki parlament czyli Riksdag rozpoczyna swoja jesienna sesje takze od uroczystej mszy. Ksiezniczka Wiktoria wychodzila za maz w kosciele i slub ten transmitowany byl przez telewizje panstwowa. W ogóle do dobrego tonu nalezy slub w kosciele – niezaleznie czy pierszy, drugi czy ten trzeci. Uroczyscie tez ochrzczone zostaly wszystkie dzieci moich szwedzkich znajomych. Waznym wydarzeniem w zyciu kazdego nastolatka bywa konfirmacja. Mlodziez udaje sie na specjalny obóz z pastorem, a po akcie konfirmacji czeka na wymarzony prezent – zazwyczaj motorower. Zaraz po terminie konfirmacji trzeba bardzo uwazac na sciezkach dla pieszych, poniewaz pietnastolatki ucza sie jezdzic.

 

Kosciól Szwedzki, ewangelicko-luteranski, jest teraz niezmiernie sympatyczny i wspólczesny – do tego stopnia, ze czesc jego konserwatywnych czlonków przechodzi na katolicyzm. Zachodzace zmiany nie sa na reke wszystkim pastorom, ale generalnie szwedzki protestantyzm sie zmodernizowal, zeby nadazyc za swoimi wyznawcami. Pastorzy moga zawierac zwiazki malzenskie – zarówno mezczyzni jak i kobiety; hetero- i homoseksualni. Kobiety nie tylko pelnia funkcje pastorów (od 1958 roku), ale takze moga zostac biskupami – co poprzedzila ostra walka z frakcja bedaca przeciwko. W rezultacie w Sztokholmie najpierw godnosc biskupa piastowala Carolina Krook, a po niej nastapila Eva Brunne, pozostajaca w zwiazku jednoplciowym. Dygnitarze koscielni publicznie zabieraja glos rzadko – jezeli chodzi o osoby wykluczone czy apatyczne dzieci imigrantów. Za to zbieraja na tace na pomoc grupom, które potrzebuja wsparcia. W kosciolach czesto odbywaja sie koncerty muzyki klasycznej i przy wielu parafiach dzialaja chóry o wysokiem poziomie artystycznym. W wiekszosci budynków kosciolnych znajduja sie toalety, dostepne dla wiernych.

 

Po tym jak Gustaw Waza w ramach reformacji – i  metodami równie zdecydowanymi jak Henryk VIII w Anglii, bo i on potrzebowal kruszców na utrzymanie wladzy – wprowadzil luteranizm, to dlugo jeszcze nie bylo w Szwecji miejsca na inne religie. Pierwszy z tzw.wolnych kosciolów pojawil sie pietyzm, w duchu którego, nota bene, wychowala sie pózniejsza pierwsza szwedzka feministka, Frieda Stéenhof. Nazwa „wolny” wskazuje, ze wyznawcy uwazaja swoja wiare za prywatna sprawe i chca oddzielenia kosciola od panstwa. Z definicji ich dzialalnosc zapowiadala konflikty ze Szwedzkim Kosciolem, który byl czescia panstwa – i konflikty te nasilaly sie. Dopiero w 1951 roku  wydano Prawo Wolnosci Religii, które akceptowalo apostazje bez koniecznosci przylaczenia sie do innego, uznawanego przez panstwo wyznania. Tak teraz liberalna organizacja koscielna byla przez wieki zródlem opresji i twardym ramieniem wladzy, sciagajacym miedzy innymi podatki od ubogich obywateli. Czytajac szwedzka literature odkrywa sie jak znienawidzeni byli bezwzgledni pastorzy – co poswiadczaja zreszta jak jeden maz  zyjacy jeszcze po wsiach starsi ludzie.

 

Wracaja jednak do historii – to w Szwecji wlasnie urodzil sie i dzialal wybitny wynalazca, naukowiec, filozof i mistyk, Emanuel Svedenborg (1688-1772),. Ulubieniec miedzy innym Czeslawa Milosza, Williama Blake’a, Augusta Strindberg,a Charlesa Baudelaire’a, Balzaka, Williama Butlera Yeatsa och Carla Junga. Jego chrzescijanska doktryna religijna i mistyczna zyje na swiecie do dzis w postaci swedenborgianizmu. Natomiast w swoim kraju ojczystystym popadl raczej w zapomnienie – oprócz moze kuriozalnej historii z czaszka, której losami zajmowali sie szwedzcy akademicy. Okazalo sie, ze przy pochówku w Wielkiej Brytanii czaszka Swedenborga zostala ukradziona dwukrotnie: po raz pierwszy czaszka wlasciwa, a po raz drugi za nia juz podmieniona. Oryginal czaszki byl wystawiony na sprzedaz w sklepie z antykami, gdzie zauwazyl go William Rutherford. W Szwecji szczatki Swedenborga pochowane zostaly z falsyfikatem.

 

Wiek XIX wydaje sie byc zlotym wiekiem dla wolnych kosciolów. Kopalnia wiedzy na ten temat sa ksiazki Selmy Lagerlöf, w których az roi sie od róznych kaznodziei, wedrujacych po szwedzkich drogach, bezdrozach i docierajacych do odleglych przysiólków. Swietne jest zwlaszcza oparte na autentycznej historii „Jeruzalem”, gdzie niewielka grupa wiesniaków z malej wioski zdecydowala sie na swego rodzaju exodus i wyruszyla do Ziemii Swietej.

 

Rodzimym ruchem religijnym, powstalym na pólnocy, miedzy Szwecja a Filnlandia jest Laestadianizm. Wpisujac sie w ruch trezwosci XIX wieku pomagal, miedzy innymi, zwalczac alkoholizm i propagowal odnowe duchowa. Inne koscioly, które dotarly tu to metodysci i babtysci. Chcialabym takze wspomniec o Armii Zbawienia, której zalozycielem w Szwecji i pierwszym majorem byla Hanna Ouchterlony. To byla pierwsza kobieta, która wyglaszala kazania – bo luteranie dopuscili kobiety do funkcji pastorów dopiero w roku 1958. W krajobrazie Smolandii zanjduje sie szwedzki „pas biblijny” – istnieja tu wsie, w których nie ma ani jednego sklepu, za to znajduja sie az trzy koscioly rozmaitych wolnych wyznan.

 

W czasach najnowszych pojawily sie tez i inne wyznania, takie jak budzacy pukaniem do drzwi w sobote rano Swiadkowie Jehowy, Slowa Zycia i scjentolodzy. Wraz z naplywem imigrantów z Bliskiego Wschodu, Turcji czy bylej Jugoslawii pojawily sie tez i meczety, choc z lokalizacja nowych bywaja problemy. Stosunek do muzulman zmienia sie w czasie i podszyty jest strachem. W duzych miastach sa tez synagogi.

 

Katolicyzm – rodzimych katolików zostalo w Szwecji niewielu. Za Gustawa Wazy i nawet jeszcze pózniej byli skazywani na smierc. Ale ostaly sie siostry brygidki w Vadstenie i legenda swietej Brygidy. Glówna grupa katolików w Szwecji teraz to imigranci,  w tym Polacy, z polskimi zakonnicami i ksiezmi.

 

Jedna rzecz jest pewna: ze religia chrzescijanska dlugo musiala sie przebijac przez tradycyjna mitologie nordycka i chyba tak do konca Skandynawom nigdy nie przypasowala. Wiekszosc ludzi deklaruje sie jako ateisci, ale w praktyce wyznaja cos w rodzaju panteizmu, poniewaz charakteryzuje ich szczególna rola, która przypisuja przyrodzie, zwlaszcza tej ozywionej. Tak wiec dla Szweda las to nie tylko las i obcemu turyscie zaleca sie zachowanie harcerza czy czlonka Ligi Ochrony Przyrody –w przeciwnym razie bedzie mial do czynienia z obserwatorami ptaków, starszymi paniami z kijkami albo i z uzbrojonym w strzelbe wlascicielem terenu.

Hygraulik zawsze dzwoni dwa razy-E L James

In Ksiazki on 7 października 2012 at 12:14

Doczytalam Greya do konca – choc raz przerwalam z premedytacja, a drugi raz bylam bliska porzucenia tomu na pare stron przed koncem. Tresc wszyscy znaja, opinie kraza rozmaite – mozna sobie pofolgowac i poczytac w blogosferze. Moze jestem zepsuta do imentu, ale mnie opisy seksu nie mierzily – uwazam je wrecz za udane. Na pewno mam inna skale porównawcza – piszac ten post slucham szwedzkiego radio, odpowiednika polskiej trójki, i wlasnie jeden ze sluchaczy zadzwonil z wrazeniami z swojego wieczora swingersów w Göteborgu.


Tytul chwytliwy, i owszem. Dla mnie glównie dzieki A whiter shade of pale, który to utwór towarzyszyl mi na niezapomnianych imprezach u kolegi ze szkoly.

Dotrwalam do ostatniej strony – a to tez juz cos, poniewaz ksiazki nudne czy slabe odkladam na bok bez skrupulów. Czyli autorka opowiadac potrafi ( mozliwe paralele miedzy Szeherezada-Ana a okrutnym sultanem, Christianem?) . Natomiast nie zdecydowalam sie jeszcze czy siegne po nastepne tomy. Denerwowalo mnie w ksiazce pare rzeczy, w  tym zbyt (dla mnie) wolne tempo rozwoju akcji. 519 stron i para spotyka sie zaledwie (nomen-omen) pare razy! Poza niemrawoscia rozwoju wydarzen irytowala mnie jeszcze pretensjonalnosc utworu. Autorka flirtuje z czytelnikiem napomykajac o Tess d’Uberville i anonsujac na wstepie, ze glówna bohaterka, Anastasia zwana Ana, to taka nowoczesna Tess. Trudno te teze komentowac po jednej trzeciej trylogii – ale po co to name dropping? Albo pisze cos, w co wierze, albo pisze rozprawke o bohaterce Hardy’ego. Za to piatka z plusem za dobór imienia bohaterki – pomaga odkurzyc zapomniana juz Anastazje Potocka i jej Erotyczne immunitety z lat dziewiecdziesiatych. Taki maly bonus i nieswiadomy uklon w strone polskiego czytelnika.

 

Innym kamieniem w bucie bylo – zapewne nie do konca swiadome – nawiazywanie do tradycyjnych bajek braci Grimm. Bo jest to historia o królewiczu z bajki, który zdobywa piekna dziewice. A skoro ksiazka niby w zamierzeniu ma miec wydzwiek feministyczny to czemu rzeczona Ana nie mogla sie zakochac przed ukonczeniem dwudziestego drugiego roku zycia? Zeby tak zadnego narzeczonego – taka atrakcyjna kobita? Goraca niczym wulkan – a tu dopiero pocalunek królewicza budzi ja do zycia…  E tam, nie wierze. Nie podoba mi sie równiez plciowotradycyjne wyobrazenie o niewinnej, mlodej niewiescie, która ma zbawic osobnika zdegenerowanego, typu Pieknosc i bestia, kobieta u Pilcha czy tez Emily Watson w Breaking the waves (choc akurat ten film bardzo mi podszedl).

 

Natomiast – po przemysleniu – najwiekszym zgrzytem czy tez kamorem w trampkach jest brak spójnosci koncepcji. Z jednej strony pani E L James pisze fatazje erotyczna. Czyli marzenia o listonoszu zawsze dzwoniacym dwukrotnie czy tez (niekoniecznie polskim) hedrauliku. Ze niby niespodziewanie ktos dzwoni do drzwi i to bedzie ON, ucielesnienie wyobrazen o meskosci, przystojny i dobrze zbudowany. I ze to wlasnie ten nieznajomy dostarczy uniesien do tej pory nieznanych, lecz nam w niebie pisanych. Z tym, ze jak zepsuje sie kran i prawdziwy hydraulik staje w drzwiach to: a) najbardziej nam zalezy na naprawieniu cieknacego kranu, b) wyglada jak blady rachitek w okularach, c) chyba by dostal po glowie jakby sie tak rzucil z lapami. Bo fantazje sa do fantazjowania, a zycie do zycia (najlepiej z fantazjami). Czuje sie o tyle mocna w temacie, ze goscilam hydraulika w ostatni piatek. A pani ELJ (ze tak ja skróce) jakby chciala dokonac niemozliwego czyli polaczyc fantazje erotyczne z powiescia realistyczna. Najfatalniejsze sa w tym wszytskim próby psychologizowania – ze zwichrowany królewicz doznal krzywdy w dziecinstwie – nastepna bajka, o biednych chlopcu, zaadaptowanym przez bogatych ludzi.

 

ELJ ma nieklamany talent do opisywania erotyki, choc moglaby jeszcze dopracowac dwa – razace mnie – aspekty. Po pierwsze chetnie wyeliminowalabym zamieszkujaca wnetrznosci Anastazji „inner goddess”:

 

“My inner goddess is jumping up and down, clapping her hands like a five year old.”

 

To jakies rozbicie Anastazji na Anastazje wlasciwa i najprawdopodobniej jej libido – jakby autorka nie akceptowala do konca seksualnosci swojej bohaterki i przekazywala ja w chwilach namietnosci w rece dziwnej bogini. Bogini precz! Po wtóre autorka powinna sie zdecydowac czy chce pisac powiesc czy tez podrecznik sado-maso w dziesieciu lekcjach. Bo zaczynanie kazdego zblizenia od pedagogicznego tytulu sceny zdaje sie nader watpliwe – a Grey czyli Christian zawsze zaczyna od anonsu typu:

 

„I’m going to have you in the bathroom, Anastasia.” (str.428)

 

No przeciez sam kontekst wyraznie wskazuje, ze nie beda w tej lazience jezdzic na nartach wodnych?!

 

Pani ELJ zasluzyla tez na nagrode „Bezpieczny seks roku”. Jest bardzo pedantyczna i nigdy nie zapomina wyeksponowac, iz nasza para nie naraza sie wzajemnie na przenoszenie chorób wenerycznych.

 

Ogólnie brakuje mi w tym zwiazku namietnosci – która sie czuje w obrazach slownych Anais Nin i Henrego Millera. Nie czuje sie tez wiarygodonosci Opowiesci O. To nie jest opis zwiazku Francisa Bacona z Peterem Lacy – brakuje chociaz sladów brudnych butów na nienagannie utrzymanych posadzkach. Nie jestem ani seksuologiem ani ekspertem w dziedzinie sado-maso – jednak pani ELJ zdecydowanie mnie nie przekonala do wlasnej bieglosci w tej trudnej i nie do konca salonowej dziedzinie. Ponizej autoportret Bacona (mial zapewne wiecej niz 50 shades), ogladany tydzien temu na wystawie w dunskiej Louisianie:

 

 

Autorka podobno zawsze marzyla o napisaniu wlasnie tej powiesci – i dostaje ode mnie zlota gwiazdke za odwage w realizowania swoich marzen. Natomiast trudno jest zgadnac czy taka jest jej wizja swiata czy tez myslac o publikacji postanowila dostosowac utwór do gustu przecietnego czytelnika – ale razi mnie mieszczanskosc Fifty shades. Seks opisany jest dobrze z perspektywy kobiety – natomiast calej reszcie brakuje uskrzydlenia. No, poza fragmentem ze skrzydlami czyli opisem lotu szybowcem – z braku ilustracji w tekscie pozwole sobie zalaczyc wlasna fotografie. Reasumujac: nie bylo to literackie przezycie roku, lecz czytalo sie lepiej niz kryminal czy tradycyjne chic lit. A tak na marginiesie to chetnie bym przeczytala co mezczyzni sadza o Greyu?