szwedzkiereminiscencje

Ach, znowu te trzy kobiety!

In Feminizm, Ksiazki on 24 listopada 2019 at 01:53

Anna Hope, Förväntan (Expectation/ Oczekiwanie), 2019

malunek Naomi Okubo

Dawna kolezanka szkolna zapytala mnie, czemu czytuje tzw. kobiece czasopisma, dajac mi jakby do zrozumienia, ze czytajac postepuje zle. A dla mnie to niewyczerpana kopalnia informacji – w tym recenzji o nowych ksiazkach! Gdyby nie listopadowa ”Elle” przegapilabym na pewno ”Oczekiwanie” brytyjskiej Anny Hope – czyli wspanialy portret przyjazni trzech kobiet.

Naomi Okubo

Ta powiesc jest jak powiew zapachu ”Clean” i potwierdza moja teorie, iz pisarz zawsze pisze o sobie. Dlatego najwieksza
wiarygodnosc – i co za tym idzie, sile przekazu – osiaga korzystajac z wlasnych doswiadczen. Moze jestem kobieta malej wiary, ale nikt nie przekona mnie (a byli tacy, co próbowali), ze wspólczesny Amerykanin, Anthony Doerr, wie jak byc niewidoma francuska dziewczyna w czasie II WW. Natomiast z ”Oczekiwania” saczy sie jak gdyby zyciodajna prana. Jestem zachwycona, poniewaz niemal uwierzylam, ze do konca zycia skazana bede na opisy anglosaskich kobiet, które przeprowadzja sie do Toskanii w celu znalezienia… anglosaskiego mezczyzny (teoria: mezczyzna jako lek na cale zlo). Nawet nieglupia Zadie Smith przegonila mnie, nota bene równiez opisujac damska przyjazn, miedzy Londynem, Nowym Jorkiem a blizej niezdefiniowanym krajem w Afryce Zachodniej. Tymczasem Cate, Hannah oraz Lissa niemal caly czas trzymaja sie trójkata Londyn-Manchester-Cantenbury, zas jedyne egzotyczne wakacje to Grecja i archipelag Orkney. Uff!

malunek Gabriele Münter


Chcialyby zatrzymac czas – wlasnie tu, wlasnie teraz, w tym parku, w tym fantastycznym popoludniowym swietle. Chcialaby, zeby ceny mieszkan nadal pozostaly przystepne. Chcialyby palic papierosy i pic wino, jakby ciagle byly mlode i nie mialy zadnego znaczenia. Chcialyby zagrzebac sie, tutaj, w pieknie tego cieplego, majowego popoludnia. Mieszkaja w najlepszym domu przy najlepszym parku w najlepszej czesci najlepszego miasta na planecie. Maja jeszcze wieksza czesc zycia przed soba. (…) Maja wciaz czas by stac sie osobami, którymi maja sie stac.

malunek Gabriele Münter


Akcja rozciaga sie miedzy latami 1995 a 2018. Trzy brytyjskie róze spotykaja sie w szkole; maja rózne pochodzenie, wyglad, stosunki rodzinne, zainteresowania, preferencje i ambicje. Na poczatku zawiazuje sie ich przyjazn, natomiast pózniej wkracza tzw. zycie. Pisarce udalo sie stworzyc zywe portrety i zadna z bohaterek nie góruje nad innymi, ani tez nie budzi wiekszej sympatii. Cate i Hannah konkurowaly ze soba od dziecinstwa; Cate zdolniejsza i wiecej wyniosla z domu, Hannah bardziej zdeterminowana, zeby wyplynac na szerokie wody. Do tego atrakcyjna Lissa, córka malarki i bohemiczna aktorka. Zachlannie korzystaja z mozliwosci, czasami wchodza na jedna mine za druga, zbieraja w sobie wyplakujac wzajemnie na piersi – i walcza dalej. Zadna z nich nie jest w zaden sposób schematyczna. Autorka nie moralizuje: co ma sie stac, to sie nie odstanie. Troche niczym w biblii albo w bajce – tylko ze kar biblijnych nie ma. Hope nie definiuje swoich pogladów, lecz i tak wiadomo gdzie znajduje sie dobro, gdzie zlo, a gdzie najszersze spektrum postepowania ludzkiego. Postaci klóca sie, rania czynem czy slowem, ale Dostojewski i tak z tego nie wychodzi. Summa summarum ich wspólnota przewaza wzajemne przewiny i zdrady.

Naomi Okubo


Pani Hope jest rówiesnica Anthoniego Doerra, a pisze inteligetnie i madrze. Nie potrafie sie zdecydowac CO stanowi najwieksza wartosc powiesci? Dialog jest fenomenalny (nawet po szwedzku), postaci zróznicowane, refleksje niebanalne i kompozycja przemyslana. Autorka nigdzie nie wpada w przesade, nie ma dluzyzn, opisy sa nader plastyczne. Na dodatek istnieje feministyczne przeslanie, zwienczone powaznym pytaniem: co nam pozostalo po rewolucji lat 60-70? Prosze przygotowac cieply kocyk, cos smacznego na zab i czytac, czytac, czytac, czytac!

malunek Gabriele Münter

Kobieta o kobietach

In Feminizm, Ksiazki on 3 listopada 2019 at 00:16

Tyle szczęścia,
co w obłapce
i to jeszcze
tak – po kapce.
Lecz nie można
przecie ciągle,
boby się
zmieniło w wągle!

Witkacy

lisa-taddeo-bok

Bylo ostatnio przeczytanych ksiazek ”wielu” – niektóre z nich, jak np. Tessa Hadley, znakomite – a jednak nic nie zmobilizowalo mnie do napisania postu jak Lisa Taddeo i jej ”Trzy kobiety”. Osmioletni wywiad z Maggie, Lina i Sloane, z kobiecym pozadaniem w roli glównej. Na okladce szwedzkiego wydania wypowiedzi: Gwyneth Paltrow, Marian Keyes, Caitlin Moran, Jojo Moyes i Gillian Andersson, których jednoznaczny entuzjazm przywodzi na mysl amerykanskie facebookowe wpisy typu: kto sie zgadza, niech napisze ”amen”!

lisa-taddeo-babel

Wywiad nie jest wywiadem sensu stricte; to historie wysluchane, przetworzone i oddane przez autorke. Przetworzone w sensie literackim, nie faktograficznym. Inaczej by sie zreszta nie dalo, o czym wiedza wszyscy, którzy spisywali wywiad z nagrania. Jezyk mówiony pelny bywa przerw, powtórzen i przerywników typu: aaa, ooo czy yyy. Taddeo przetransponowala trzy opowiesci na literature, uzywajac przy tym lekkich pociagniec piórkiem. Niewatpliwie skuteczna metoda przy tematach trudnych czy bardzo osobistych, a w koncu niewiele istnieje tematów bardziej intymnych niz nasze pozadanie i seks.

kobieta

Nie bede streszczac narracji, zeby nie psuc doznan tym, którzy ”Trzy kobiety” przeczytaja. Napisze tylko, ze Maggie to nastolatka, która zaufala nauczycielowi w szkole, Lina to troche madame Bovary, matka dzieciom i zona aseksualnego Eda, zas Sloane to panienka z dobrego domu, która zwiazala sie z wymagajacym seksualnie partnerem. Ich wspólnym mianownikiem jest wymuszona przez rozwój wypadków swiadomosc oraz refleksja na temat swoich granic i potrzeb. W tle pojawia sie nierównosc podzialu wladzy w zwiazku, a takze stygma zwiazana z przekroczeniem norm spolecznych, obowiazujacych w danym srodowisku. Zreszta wypadki szkolne Maggie i Liny przypomnialy mi obejrzany niedawno program dokumentalny o gwaltach zbiorowych w malym miasteczku w stanie Ohio. Kulture milczenia, chroniaca drapiezców, czesto ozdoby lokalnej druzyny sportowej. Ale sadzac po entuzjastycznych recenzjach ”Trzech kobiet” w Szwecji, nie sa to wylacznie problemy amerykanskiej prowincji.

alexander-calder

Mimo wiekowych, klasowych i indywidualnych róznic pojawia sie wspólny mianownik, a mianowicie wyzwanie rzucone wyobrazeniu kobiety. Konstrukcji myslowej, ze kobieta to – cytujac Bunuela – mroczny przedmiot (nie podmiot!) pozadania; taki standby instrument na wyciagniecie reki, który nic tylko czeka az sie do niego dorwie samozwanczy maestro. Wtedy mistrz zaspiewa: kto tak pieknie gra, to ja, to ja. Zas kobieta-instrument zaakompaniuje czystym (wazne!) glosem cudownej urody, rezonujac pozadanie oraz domniemany kunszt. On aktywny, ona bierna. On sprawczy, ona wdzieczna. Koncepcje mozna miedzy bajki zlozyc, obserwujac losy bohaterek: Maggie potrzebowala odpowiedzialnego doroslego, Lina pelnokrwistego mezczyzny, a Sloane przede wszystkim akceptacji. Przy okazji demistyfikacja romantyczngo mitu o drugiej polowie owocu i wspanialym slubie jako gwarancji szczesliwego zycia. Porzadek spoleczny sobie, a biologia sobie.

I wlasnie ta biologia zaintrygowala Taddeo. Nie biologia jako funkcja rozrodcza, lecz jej pochodna czyli zapotrzebowanie na relacje, bliskosc i seks. Nie milosc, gdyz jak inny pisarz, André Aciman, powiada:

Myślisz, że miłość i pożądanie idą zawsze w parze?

 Uważam, że to dwie zupełnie inne rzeczy, które czasami, choć nie zawsze, zderzają się ze sobą.

Pieknie pisal Iwaszkiewicz, u którego zreszta milosc równiez czasami rozmijala sie z pozadaniem:

I wówczas kiedy objal ja w pasie, uprzytomnil sobie, ze wszystko, czego dotykal tego lata – platki mokrych kwiatów, liscie lipy, a których strzelal dlonia, opalone ramie Romka, chrapy starego woziwody, skórzane lejce, którymi powozil – byly jak gdyby prefiguracja, zapowiedzia tego dotyku, który wydal mu sie najdoskonalszy na swiecie.

Nie doczekal Jas, nie doczekalyby iwaszkiewiczowskiego debiutu trzy amerykanskie kobiety. Ich swiat charakteryzuje sie permanentna nierównowaga, pelna z jednej strony mlodych, napalonych wilczków w przebraniu babci, a manipulatywnych, wygodnych i leniwych samców z drugiej. Kobiety przyjmuja narzucone zasady gry, miotaja sie, próbujac sprostac oczekiwaniom – glównie, zeby odkryc, iz to one placa. I po odejsciu od kasy cos sie w nich zmienia; wsluchuja sie w siebie, dokonuja wyborów i znajduja odwage podazania indywidualna sciezka.

Na deser próbka tekstu czyli cytat zamykajacy prolog:

To wlasnie niuanse pozadania niosa prawde o tym, kim jestesmy w chwilach najwiekszej bezbronnosci. Postanowilam udokumentowac gorejaca przypadlosc kobiecego pozadania, aby inni mogli wczuc sie w ich sytuacje nie osadzajac. Te zatrzymane w czasie chwile przenosza nas w nieskonczonosc i okreslaja, kim jestesmy, kim sa nasze matki i sasiedzi, podczas gdy my wyobrazamy sobie jak bardzo sie od nich róznimy. Oto historia trzech kobiet.

Ni pies ni wydra – Cole

In Afryka, Ksiazki on 21 kwietnia 2017 at 20:29

Teju Cole, Varje dag är tjuvens dag (Every Day is for the Thief), 2015 (2007 w Nigerii)

cole

Aspirant. Tak nazwalabym postawe Teju Cole, nigeryjsko-amerykanskiego pisarza.

Caly czas szukam czegos ciekawego w zachwaszczonym kryminalami swiecie literatury I tak sie ostatnio sklada, ze ciekawia mnie glównie smaki literatury afrykanskiej. Dlatego ucieszylam sie, ze szwedzki app zaoferowal mi audiobooka pt. “Dzien zlodzieja”, w którym – niczym w zupie – plywa wiele smacznych kasków, opisujacych codzienne zycie w Lagos. Niestety, autor podprawia te smakolyki pretensjonalnymi komentarzami, nie tylko tlumaczac sie z niedostatków zycia przez (zachodnim?) czytelnikiem, ale takze pouczajac przy okazji swoich kompatriotów. Lasi sie do bialego czytelnika, aspirujac bezwzglednie do stempelka “approved” i popisuje sie znajomoscia lektury noblistów i wiedza wyniesiona ze studiów z zakresu historii sztuki (dla duzej czesci spoleczenstw zachodnich tematów – delikatnie rzecz ujmujac – malo popularnych). To troche tak, jakbym ja napisala ksiazke, krytykujaca brak znajomosci podstaw teorii wytrzymalosci czy dynamiki budowli wsród krakusów. Teju Cole, potomek nigeryjskich rodziców, absolwent nigeryjskiej szkoly sredniej, kokietuje swoja – takze w przenosni – “jasna karnacja”.

Czy ja juz brzmie jak zdeklarowana rasistka? Czy tez rasizmem jest stawianie nizszych wymagan jednostkom innych ras?

Podobne zjawisko zaobserwowalam po raz pierwszy wiele lat temu, w drodze do Egiptu. Na podmalmönskim lotnisku Sturup wsiadla wielodzietna rodzina arabska. Cicho i grzecznie, w skromnym odzieniu i najtanszych plastykowych klapkach, z jakimis prowizorycznymi pakunkami, przemykali sie miedzy siedzeniami samolotu. Im blizej jednak bylismy Hurghady, tym bardziej podnosily sie glowy rodziny (i to nie tylko przyslowiowej glowy rodziny). A po wyjsciu z lotniska, w kolejce do taksówki, wyszlo z nich panisko i byli totalnie nieakceptowalni, biorac pod uwage kulture osobista. Rozpychali sie, rozkazywali i parzyli z bardzo, bardzo wysoka na uwijajacych sie Egipcjan. Beneficjenci szwedzkiego socjalu czuli sie lepsi niz ciezko pracujacy – równie jak oni arabskojezyczni – localsi.

koza1.jpg

Cole ma znakomita siostre po piórze, czyli Chimamande Ngozi Adichie. Chimamanda pisze jasno: srednia klasa Nigerii aspirujac snobuje sie, czesc na Wielka Brytanie, czesc na Stany Zjednoczone. Zazdrosci szczesliwcowi, który wyrwal sie do któregos z tych domniemanych rajów. Ngozi Adichie opisuje trudne wlasne poczatki w Stanach i ponizajacy start swojego chlopaka w Londynie. Nie kryje dylematów, nie przemilcza porazek i nieporozumien. Czytelnik – chocby najbielszego odcienia bieli – doskonale emocjonalnie odnajduje sie w poczuciu odrzucenia, szoku i niedwierzania – a potem gniewu i potrzeby odwetu. Jej przezycia maja wymiar uniwersalny – niewazne ile mamy lat, gdzie mieszkamy i z czym sie zmagamy – wchodzimy w skóre autorki i walczymy o przetrwanie, a potem juz o sukces.

simon-garden2.jpg

Tymczasem Cole jest niczym ten ptaszek kiwi, co caly czas sie dziwi. Wychowany w Nigerii, ale jakos dziwnie ”zapomnial”, jak to ze lnem bylo. Dziwi sie, ze wybór ksiazek w ksiegarni jest az tak marny. Ze uczniowie szkoly muzycznej musza miec swoje wlasne instrumenty. Ze nie udalo mu sie posluchac Bacha (!) w wykonaniu orkiestry szkolnej. Ze piracko kopiuje sie kompakty (pamietam z Krakowa punkt kopiowania kaset przy Florianskiej!). Ze zbiory w muzeum takie marne. Nie tylko, ze sie dziwi – on Nigeryjczykami wrecz pogardza. Kolega szkolny, kolega po fachu, który obwozi go ofiarnie po wszystkich stacjach benzynowych to fuj, fuj, fuj, bo jezdzi niewysprzatanym autem bez klimatyzacji. Ze zlodziejstwo, korupcja – hucpa po prostu. Bo on stal sie bardziej amerykanski niz Ameryka sama – i nikt z krytyków mu tego nie wytknie, zeby nie byc posadzonym o rasizm. Cole leci po równi pochylej, wpadajac w te sama pulapke so Zadie Smith: wypromowana na fantastycznych ”Bialych zebach”, wdrapala sie na wyzyny zachodniej klasy sredniej, o której pisac nie potrafi. Trafiony, zatopiony. Chimamanda przybliza nam aspiracje, blaski i nedze prominentnych Nigeryjczyków – Cole egzotyfikuje ich jako saidowskich ludzi orientu. Przyklada kolonialna miarke do ludu, z którego wyszedl. Pachnie, a wlasciwie to wrecz odwrotnie – sprzeniewierzeniem i zaprzedaniem.

asia-by-kazik.jpg

Nigeria, szczesliwie tego opisu nieswiadoma, az kipi rozwojem. Jej muzyka, telewizja i moda nadaja ton mlodym chlopcom i dziewczetom jak Afryka dluga i szeroka. Dla nas Nigeria to kraj, na który wplacaja Szwedzi z racji kleski suszy. Dla wielu Afrykanczyków to wzorzec. Afrykanski tygrys, który do 2016 przodowal we wzroscie ekonomicznym. Przy calej swojej zlozonosci, problemach spowodowanymi wydobyciem ropy naftowej i strukturalnej korupcji.

Wiem z autopsji, jak trudna lekcja do odrobienia bywa podwójna tozsamosc. Wymaga ona glebokiego i do bólu szczerego wgladu w siebie, a taka retrospekcja odslania mity i slabosci. Dojrzenia plusów i minusów po obu stronach – a oprócz dojrzenia (dostrzegania) takze dojrzenia (dojrzalosci). Akceptacji podwójnej tozsamosci nie jako podwójnego balastu, lecz podwójnego bogactwa. Moze Teju Cole kiedys wykaraska sie z pulapki zlapania pana Boga za nogi i napisze jeszcze wielka powiesc o Afryce. Bedzie wtedy bardziej przekonujacy niz alter ego Tomasa Tranströmera, na które sie zawziecie w “Dniu zlodzieja” kreuje.

Zdjecia moje, z Tanzanii.

kogut