szwedzkiereminiscencje

Archive for Listopad 2011|Monthly archive page

Niewesoly wdowiec i Stieg-Tropper

In Ksiazki, Szwecja on 21 listopada 2011 at 01:09

Jonathan Trooper /Konsten att tala med en änkling / How to Talk to a Widower / Sztuka rozmowy z wdowcem / 2010

 

 

Mam bliska kolezanke, która zostala wdowa. To bylo znakomite malzenstwo, a teraz kolezanka uczy sie na nowo jak samej jesc posilki i ze trzeba do kogos zadzwonic, zeby chwile pogadac o niczym. Jej maz zmarl na raka prostaty, wiec do samego faktu smierci nalozyla sie jeszcze trauma ciezkiego cierpienia i gwaltownego wygasania zycia. Ale kiedy smierc bywa mila? Ksiazki Troppera nigdy bym nie przeczytala, a juz na pewno nie do konca, gdyby nie wzglad na kolezanke – oraz fakt, ze mi w reke ksiazke wcisnela.

Jak dla mnie Sztuka rozmowy z wdowcem to takie Desperate housewives – czyli oswajanie rzeczywistosci przez eleganckie wnetrza i humor. Bo ludzie ogladaja (czytaja o) nieszczescie na ekranie o wiele chetniej jak bohaterowie nie sa zapitymi mieszkancami terenów post-PGR. Niestety – bo rozpacz czy inne uczucia wszystkich dotknietych bywaja takie same. I tak jak Desperate Housewives lubie sobie obejrzec to nie lubie ksiazek, które robia sobie …. z pogrzebu. Dla mnie literatura to smiertelnie (par excellance) powazna sprawa – i swiat ksiazki rozpada sie tylko na dobre i zle. Dobra moze byc o wszystkim – podobnie jak zla. Jak dla mnie smichy-chichy z faktów tragicznych to brak przyzwoitosci i wewnetrzna sprzecznosc. Dlatego tez nie lubie filmu Begniniego „Zycie jest piekne”, bo jak groza to groza i nie ma co sie cieszyc – choc warto zachowac poczucie humoru. Miedzy poczuciem humoru a wyglupem znajduje sie nieprzebyty ocean. Nasz wdowiec niby cierpi, ale ma zycie jak pasjonujacy serial, czego chyba nie mozna powiedziec o wszystkich wdowcach – i wdowach. Jedyna sensowna rzecza z ksiazka Troppera byloby sfilmowanie jej – bo jako ksiazka to genre „smiech rzez lzy” czy tez „mysig”. Mysig to takie gemütlich – wiec jak ktos ma nadzieje, ze smierc partnera przyniesie mu goracy seks z zona przyjaciela czy blind dates aranzowane przez siostre to niech czyta i czeka.  Wszystkich bardziej trzezwych namawiam na literature wyzszych lotów i powaznej traktujaca zdolnosci kognitywne i wydolnosc emocjonalna czytelnika.

 

I czy tylko ja mam jakies obsceniczne skojarzenia z obrazkiem z okladki?!?

 

Jak juz jestem przy piórze (powiedzmy) to nie moge sobie odmówic jeszcze jednej uwagi. W piatek SVT pokazala program dokumentalny o Stiegu Larssonie. Po raz pierwszy wypowiedzialo sie publicznie wielu bliskich znajomych zmarlego. Miedzy innymi redaktor wydawnictwa Nordstedts, który zdecydowal o wydaniu trylogii. I powiedzial to samo, co ja powtarzam od lat jak mantre: ze Stieg  znakomicie pisal! Dla mnie to duza satysfakcja (czyli nadal zachowalam czulki wychwytujace talent), bo tyle razy slyszalam: kryminal, Lisbeth Salander i Pippi Långstrump. A tymczasem za kryminalami nie przepadam, a Stiega czytalam od deski do deski (albo i do rana). W kryminale dosc szybko mozna sie dopatrzec intrygi, a wystepujace osoby bywaja plaskie i schematyczne. Natomiast u Stiega nigdy do konca nie bylo wiadomo w która strone akcja skreci i który bohater dozyje do konca tomu. Redaktor (nie pamietam nazwiska) podkreslil wlasnie znakomitosc zawiazywania intrygi u Stiega. Czyli jest nas (co najmniej) dwójka – nie liczac samego Stiega, który doskanale zdawal sobie sprawe z wartosci swojej twórczosci.

 

Reklamy

Cytat niczym z Houllebecqa

In Ksiazki on 11 listopada 2011 at 10:30

Czytam wlasnie prase na necie – i nie moglam sie oprzec temu cytatowi, którego nie powstydzilby sie autor „Mapy i terytorium”. Na dodatek, choc snobizmu i napuszonego stylu nie moze sie powstydzic, to nie zadne francuskie zamorze tylko mój gród rodzinny:

 

Restauracja Kuchnia i Wino została założona w 2002 roku, by służyć zarówno rdzennym Krakowiakom (a tak, Krakowiakom!), jak i gościom przebywającym w tym pięknym mieście przez zaledwie krótki czas, jako miejsce romantycznych schadzek czy biznesowych spotkań. Przede wszystkim jednak jako miejsce, gdzie wykwintną kuchnię i profesjonalną obsługę można spotkać na porządku dziennym. Najważniejsze jest pierwsze wrażenie, a przekraczając próg naszej restauracji, Państwa zmysły pobudzą cudowne zapachy dochodzące z kuchni.

 

Cytat z Wojciecha Nowickiego i GW Kraków

 

Moze by tak pozbierac jeszcze pare takich? Zazwyczaj mam przy sobie papier i píóro, wiec obiecuje trzymac oczy otwarte i notowac.

Antropologiczny eksperyment-Kuegler

In Ksiazki on 9 listopada 2011 at 00:59

Sabine Kuegler / Djungelbarn / Dziecko dzungli / 2011 / e-book

 

To kolejna z towarzyszek spacerów (na ostatnim z nich spotkalam sarne – i to w samo poludnie!). Nie bede sie nad ta pozycja przesadnie rozwodzic – pierwsza czesc umilala mi pobyt na swiezym powietrzu, zeby w polowie zaczac nuzyc. Mocna strona jest autentycznosc historii, zas slaba konstrukcja literacka oraz brak refleksji czy umieszczenia w kontekscie. Wspomnienia spisane zostaly przez trzydziestoletnia Sabine, która dziesiec lat spedzila w autentycznej dzungli – skutkiem czego autorka nie musiala pisac tasiemcowych wypracowan w szkole i nie podszkolila stylu. Z drugiej strony jak na osobe z wyksztalceniem w duzej czesci domowym i która uzywala na codzien paru jezyków na przemian, ksiazka jest imponujacym osiagnieciem. Szalenie ciekawe sa wrazenia z zycia codziennego w Europie zaraz po przylocie z Nowej Gwinei – jak sadze Kuegler chroni tutaj swoja prywatnosc  -i  nie zaprasza czytelnika na wszystkie smaczne zderzenia kultur, a szkoda!

 

 

Rodzice Sabine, Niemcy z klasy sredniej, postanowili zostac misjonarzami (religijny podtekst zostal przez Kuegler taktycznie pominiety). Ona sama rodzi sie podczas pobytu w Nepalu, doswiadcza powrotu do Niemiec i w koncu wyjazdu – tym razem na dlugo – na Papue. Wyprawa odbywa sie pod haslami badan jezykowych. W ojcu rozwija sie zylka podróznika-odkrywcy. Dzieki temu znajduje nieznane dotad bialemu czlowiekowi i slynace z okrucienstwa plemiona wojowników Fayu. Wyprawa ma happy end, gdyz jedno z plemion godzi sie na pobyt rodziny: rodziców, starszej siostry, Sabine oraz mlodszego brata. Czesc z opisów pobytu jest bardzo ciekawa – czesc zycie w dzungli idealizuje. Nawet teraz dla Sabine dzungla Fayu to kraina wiecznej szczesliwosci.

 

 

Ksiazka zostala sfilmatyzowana – dostarczyla wrecz wymarzonengo materialu. Kuegler napisala takze druga czesc wspomnien i jezdzila z odczytami m.in. do Stanów. Opisy zycia sa ciekawe, lecz po mojemu powinny zostac umiejscowione w szerszej perspektywie. Brakuje mi rozwazan na temat: czy rodzice europejscy maja prawo wywozic dzieci do dzungli wiedzac, ze kiedys powróca i beda sie musialy zaadaptowac do nowych i przerazajacych (w oczach przybysza z innego swiata) warunków? Czy biali maja prawo posadowic sie wsród „dzikich ludów”, zeby je badac? Czy nie mysla o zagrozeniach jakie ich inwazja moze dla ludnosci pierwotnej oznaczac: choroby bialego czlowieka, demoralizacja, zmiana sposobu zycia, wzorców rodzinnych, inwazja nastepnych bialych itp? Czy maja prawo leciec na Papue i nawracac „dzikich”? W ksiazce dominuje naiwna wiara dziecka w dobroc, nieomylnosc i pozytywny wplyw rodziców – Sabine przypisuje ich dobremu przykladowi zaprzestanie wojen miedzy plemionami. Czemu nie podaje ani jednego przykladu mozliwego negatywnego skutku tej eskapady? Koniec konców rodzice tez wrócili do Niemiec – predzej bym ich rozgrzeszyla jakby tak pokochali Fayu, ze zostali tam na zawsze. Jakby walczyli o ich polityczne prawa – czy tez prawa czlowieka. Jakby zalozyli fundacje i kwestowali na zachowanie endemicznych gatunków fauny i flory. Tymczasem ich wyjazd zdaje sie tylko kaprysem, pomyslem na zycie czy egzotyczna przygoda – po czym wrócili do wygodnego zycia na Zachodzie. Caly czas odkladali pieniadze na kupke (tzn. bank dla nich odkladal), wiec ksztalcenie dzieci w prywatnej szkole w Szwajcarii czy w Stanach nie stanowilo problemu. Tylko czy te pieniadze na wyksztalcenie zrekompensowaly dzieciom szok kulturowy?

 

Note bene refleksji na ten temat w ogóle nie widzialam na necie, w materiale promujacym ksiazke czy recenzjach – oprócz krytyki za brak wzmianki o dyskryminacji Fayu w Indonezji.

 

Pisze ten tekst zaraz po obejrzeniu filmu dokumentalnego „Tajemnica plemienia” – przedstawiajacego Yanomani w Orinoko (nie da sie uniknac skojarzenia z Fiedlerem). Tutaj wizyta antropologów zakonczyla sie zdemaskowana po latach pedofilia (Jacques Lizot, protegowany samego Lévi-Staussa!), prostytucja, epidemia odry oraz kwasinaukowymi badaniami amerykanskiej Komisji Atomowej. Wszystko przy cichej zgodzie misjonarzy – az sie wlosy jeza i chyba bede musiala dzisiaj spac w szlafmycy, zeby nie porobic dziur w poduszkach.

 

 

Poniewaz nie mam zdjecia okladki (ksiazke zaladowalam w bibiotece za pomoca sznurka) to zamieszczam zdjecia z dzisiejszego filmu – czyli plemienia Yanomani.

Entomolog amator-Murakami

In Ksiazki on 8 listopada 2011 at 15:15

Haruki Murakami / 1Q84 / 2011

Myslalam, ze druga czesc 1Q84 dostarczy mi „cos na zab”, ale mój ulubiony autor zawiódl mnie jeszcze bardziej niz w pierwszej. Fragmentami pisze dobrze – a moze po prostu tak jak lubie i za co go serce moje wybralo. Wiekszosc jednak jest malo strawna i do poprzedniego zarzutu kosmopolityzmu na sile dochodzi jeszcze zarzut naogladania sie produkcji typu Allien czy inni kosmici atakuja. Czasami nawet nabieralam podejrzen, iz autor zapoznal sie z nasza rodzima sierotka, a zwlaszcza jej krasnoludkami i królem Blystkiem. W Szwecji jak sie mówi, ze ktos ma „tomtar på loftet” czyli krasnoludki na strychu oznacza to, ze ktos nie ma wszystkich w domu (albo nie wszystko po kolei). Jako osoba dobrze wychowana staram sie unikac rozdzielania obelg – zwlaszcza pod adresem ulubienców – ale Murakami mi sie konsekwentnie naraza. A tak pieknie potrafi pisac!

Do dwóch ksiezyców nic nie mam – choc na pewno sciagnal je od Mickiewicza. Ksiezyc bliski mi jest od dziecinstwa i lektury „O dwóch takich co ukracli ksiezyc” (juz nie pamietam kto robil okladke). W opisach widze troche Chagalla – a to ladne skojarzenie (koza tez chyba zapozyczona od Marka Ch?). Cóz z tego jak, niczym dysonans, Haruki przeplata ksiezycowa sonate dysonansem dwóch motywów, które budza we mnie sprzeciw. Po pierwsze motyw kokonu, poczwarek i wykluwania sie owadów – no, zeby to owadów – bo nigdy nie wiadomo, co w takim kokonie moze sie znajdowac (opis Aomame w kokonie przypomina Calineczke na platku rózy). Basn o Calineczce byla ladna, a opisy Murakamiego przyprawiaja o mdlosci. Po co mu te owady? Co za zboczone zainteresowanie entomologia? Czemu nie zostawic wykluwania sie larw entomologom-naukowcom? W dodatku polaczenie owadów z kozami daje wrazenie niekoherentnosci – bo to zupelnie inna grupa zwierzat. I do tego jeszcze te koszmarne krasnoludki, których zadna zoologia nie notuje – bo trudno Marie Konopnicka nazwac zoologiem. 1Q84 wzbudza w moim umysle, ksztaltowanym nigdys na mózg naukowca, zamet. Wielokrotnie brnelam dalej – niczym wierna narzeczona (bajki braci Grimm) – a jednoczesnie zbieralo mnie na wymioty i ogarniala chec rzucenia ksiazki w diably.

Drugi, przyprawiajacy mnie o odruch wymiotny (miejmy nadzieje, ze przemieni sie w rzyg chroniczny) motyw to opisy seksualnych rytualów. Nie, zebym byla pruderyjna. Raczej na odwrót – Murakami mógly poczytac dobra literature erotyczna. Z jednej strony jakby mroczne mysli o czynach nierzadnych go kusza i laskocza wyobraznie twórcza – lecz jak juz dochodzi do realizacji wlochaych mysli, to nagle jakby cofal sie pól kroku. Nikogo nie obrazajac, nie zdaje sie ekspertem na tym polu. Po co obnazac swoja niewiedze – de facto obnazajac najwyzej obsesje – skoro sie otrzymalo w darze boski dar narracji? Te techniczne opisy zwiazane z seksualnoscia to atonalny, totalny zgrzyt.

Czyli – wzmagajaca sie eklektycznosc punktów odniesienia (azjatyckie silenie sie na europejskosc?), zawirowanie w zoologii, perwersje opisane w terminach technicznych – wiec czy jest w tej ksiazce cos dobrego? Jak zwykle, styl pisarski Harukiego. Przebijajace w tle czesci Japonii, które nie sa zglobalizowane ani z-egzotyzowane na europejskie. Opis kota lizacego sie za oknem. A przede wszystkim obraz dojmujacej samotnosci – tu moga sobie raczke podac z Houllebecqiem. Niestety, usmiercil w drugiej czesci jedna z interesujacych bohaterek. Ma jakby zaciecie sadystyczne: jak tylko komus z bohaterów udaje sie nawiazac ludzki kontakt czy wyprostowac swoja relacje to bum! Zapadnia lapki na myszy zabija kogos. Z jednej strony nowoczesny i racjonalny swiat, a z drugiej ciemne moce sie na nas czaja. Najgorzej, ze sa wszechobecne i kazdego wczesniej czy pózniej dosiegna. Taki obraz swiata wzbudza we mnie sprzeciw, bo obserwacje in situ wskazuja na istnienie wysepek szczescia, a przynajmniej powodów do zadowolenia dla sporej czesci populacji ludzkiej ( o motylach, kozach i krasnoludkach trudno mi sie wypowiadac wiarygodnie).

Nie wiem czy zdecyduje sie na czesc trzecia – choc z natury jestem ciekawa i bywam konseksekwentna. Murakami, dawny kochas i bajerant, mocno mnie rozczarowal –  jeszcze sie nie zdecydowalam czy mu wybacze.

Portret damy-Stéenhoff

In Feminizm, Ksiazki, Szwecja on 2 listopada 2011 at 01:39

Christina Carlsson Wetterberg /…bara ett öfverskott af lif…/…tylko okruchy zycia…/ 2010


 

 

Elin Rydberg i Emil Melander zaatakowali Fride z ortodoksyjnego religijnego oraz konserwatywnego swiatopogladowo punktu widzenia. Oba ich wystapienia zostaly opublikowane. Elin Rydberg, która przemawiala na wiecu protestacyjnym w Sundvall, uwazala, ze Frida Stéenhoff postponuje „nasze najwznioslejsze watosci, które nas uczynily tym, czym bylismy i jestesmy. Chodzi o nasz dom, nasza ojczyzne i nasza wiare chrzescijanska.”

 

 

Sila by mówic – a cierpliwosc i czas normalnego czytelnika bloga sa mocno ograniczone. I jak to pogodzic ze sprawiedliwym przedstawieniem intrygujacej postaci Fridy Sténhoff?

Niemal wszyscy pisza ksiazki, co utrudnia znalezienie czegos wartosciowego w istnym zalewie grafomanii – a z drugiej strony daje szanse autorom mniej znanym, bedacym czesto pasjonatami tematu. Na wiosne pisalam o Elsie Kleen, która mi sie objawila jako siostrzana dusza. Dzisiaj Elsa musi sie nieco posunac na postumencie, zeby zrobic miejsce dla Fridy (dziwnym zbiegiem okolicznosci obejrzalam pare dni temu wystawe Friedy Kahlo). Obie panie przywrócily moja wiare w kreatywne i oryginalne myslenie Szwedek, co zamierzam wykorzystac w przyszlosci. Ciagle bowiem czestowana jestem komentarzami: bo ty jestes taka nieszwedzka – wiec teraz moge zapytac: a Elsa? A Frida? Z  tym, ze zaden normalny Szwed o nich nie slyszal – pozostaje mi wiec stanie sie misjonarka zapomnianych indywidualnosci.

Inna uwaga, która mi absolutnie nie moze uciec, to mysl powstala juz pod wplywem lektury „Uppsala kvinnor”. Zastanawialam sie wtedy kto byl w Szwecji odpowiednikiem „wysadzonych z siodla” i Zydów, którzy stworzyli inteligencje polska. Jakos w glowie mialam taki obraz, ze Szwecja jest tworem socjaldemokracji. Tymczasem coraz bardziej odkrywam, iz wiele idei, przyswojonych pózniej przez lewice, wyleglo sie w glowach osób urodzonych w rodzinach zamoznych, czesto u córek pastorów, polityków czy oficerów. Na przyklad caly ruch kobiet,  w tym walka o pelne prawa wyborcze, na poczatku zostal stworzony przez kobiety prawicy. Wiele z tych kobiet zaangazowalo sie równiez w ruch pokojowy – kojarzony po drugiej wojnie z blokiem wschodnim (pokojowa nagroda Lenina). Na dodatek znany z nazistowskich sympatii Henry Ford byl mocno zaangazowany w ruch pacyfistyczny podczas pierwszej wojny swiatowej i sfinansowal wyprawe do Europy statku z amerykanskimi pacyfistami na pokladzie. Kobiety planowaly zakonczyc wojne juz w 1916 roku – cel szlachetny choc utopijny. Pomyslodawczyni  nazywala sie Rosika Schwimmer i byla wplywowym ideologiem z Budapesztu. Czyli historia nie jest tym, czego sie naucza w szkole i warto zachowac chlonnosc umyslu – czego zreszta Frida S byla najlepszym przykladem.

Frida urodzila sie w niekonwencjonalnej rodzinie Wadströmów. Jeden z przodków walczyl o wyzwolenie czarnych niewolników, za co otrzymal dozywotnio przydomek Philonegros. Przydomek, którego uzywal jako trzeciego imienia takze ojciec Fridy, pastor odlamu szwedzkiego kosciola (pietysci) i kolekcjoner. Wokól ojca skupiala sie sztokholmska inteligencja wywodzaca sie z ówczesnych wyzszych sfer, w tym artystycznie uzdolniona ksiezniczka Eugenia. Frida od dziecka przejawiala zdolnosci plastyczne i niezalezny charakter. Z jednej strony dopasowala sie do konwencji swoich czasów, a z drugiej wyrazala glosno zdecydowane opinie. Talent polemiczny ksztaltowala wczesnie w korespondencji z ojcem. Wczesnie tez wyszla za maz, za lekarza o niezwyklym imieniu Gotthilf. Matka Gotthilfa nazywala sie de domo von Sokolovsky czyli mozna ja podejrzewac o polskie nazwisko Sokolowska – taka ciekawostka. W kazdym razie maz okazal sie zeslana z nieba podpora i pomoca na zycie – równie w swoim sposobie myslenia odwazny i niekonwencjonalny jak Frida. Pani Stéenhoff etykietkowana jest jako pisarka i debatorka – choc to nie wyczerpuje szerokiej gamy jej poczynan. Przede wszytskim byla intelektualistka, uksztaltowana przez wielkie miasto i miedzynarodowe kontakty. Nowe prady chlonela najpierw z Francji (La Fronde), a pózniej z Londynu i od niemieckich feministek. Uczestniczyla w wielu miedzynarodowych konferencjach – czesto wspólnie z Gotthilfem. Lenin z Krupska niech sie schowaja – podobnego tandemu intelektualnie-moralnego szukac by ze swieca. Zajmowali sie m.in. sprawami higieny, ruchem trzezwosci, chorobami wenerycznymi, prostytucja, prawami wyborczymi dla kobiec, odpowiedzialnoscia ojców za dzieci, warunkami zycia robotników, antykoncepcja, wolna miloscia, homoseksualizmem, malzenstwem, warunkami finansowymi kobiet, ochrona matek i stworzeniem godnych warunków dla kazdego dziecka. Znane z publikacji Ellen Key „nastepny wiek bedzie wiekiem dziecka” to cytat ze sztuki pióra Fridy.

Sama Frida widziala sie chyba najbardziej jako dramaturg. Zaprzegla swoje pióro w sluzbie idei, co brzmi malo zachecajaco, lecz przysporzylo jej przyjaciól (i wrogów), a takze pozytywnej krytyki w swoim czasie. Podobno miala wrodzone wyczucie dialogu, a zwlaszcza dramaturgii. Mysle, ze z polskich ludzi pióra najpredzej mozna ja porównac z Gabriela Zapolska – tez zreszta panienka z dobrego domu. Stéenhoff zaintrygowana byla twórczoscia Ibsena – widocznie sprawy kobiet wisialy w powietrzu. Kazda ze sztuk ma silnie zarysowana glówna postac kobieca i przedstawia inny, odwazny (nie tylko na swoje czasy) aspekt zycia emocjonalnego i spolecznego. Frida potepiala malzenstwo zawarte bez milosci, w imie zdobycia utrzymania. Obnazala prawdziwa nature zwiazku miedzy kobietami, które ówczesni chetnie widzieli jako „siostrzane”. Walczyla o prawo kobiet od seksualnosci i milosci fizycznej niezwiazanej z prokreacja. Nie wiem czy jej dramaty nadawalyby sie jeszcze do czytania – ale podczas wystawiania na scenach szwedzkich, czesto na prowincji, zbieraly oklaski – takze od publicznosci robotniczej. Wystepowala przeciwko nacjonalizmowi oraz pózniej, nazizmowi – co w Szwecji wymagalo niemalej odwagi cywilnej.

Zapolska pedzla Falata

Przy tym, co bardzo mi sie podoba – i co zdobywalo jej zyczliwosc – byla ladna, elegancka i kulturalna kobieta (kulturalna w polskim znaczeniu – bo po szwedzku „kultiverad” znaczy zainteresowany kultura i odpowiednika pojecia „kultury osobistej” jezyk ten nie zna). Powiedzialabym – choc autorka biografii tak tego nie okresla – ze Frida Stéenhoff byla bez watpienia w kazdym calu dama (takiego pojecia jezyk szwedzki tez nie przewiduje). Miala niezwyklych przyjaciól – takich jak wspomniana juz szwedzka Ellen Key, norweska Katti Anker Moller czy dunski Georg Brandes (jeden z najwazniejszych glosów swojej epoki). Na portertach prezentuje sie niczym rokokowa dama – o filigranowych rysach, ale sciagnietych niemal w maske jakby chciala powiedziec: niech cie nie zwiedzie swiezosc mojej urody – moim zyciem rzadzi silny charakter i wyraznie zdefiniowane poglady. Usta zazwyczaj sa lekko skrzywione – Fride charakteryzowaloironiczne poczucie humoru i dystanasu do samej siebie.

 Frida po lewej, w srodku „Young Woman in White”, po prawej rokoko: Jean Baptiste Greuze

Literacko odrzucala Frida „sztuke dla sztuki” i koncenttrowala sie na konkretnych problemach – choc ani nie naturalistycznie, ani nie realistycznie. Prawde mówiac zabila mi cwieka, gdyz najbardziej jest kontynuatorka pradu lat 80-tych (1880) i jej twórczosc ma cos z Henry’ego Jamesa – zwlaszcza Portetu damy (1881). Nie sadze, zeby Frieda Jamesa znala – co prawda miewala kontakty z Wielka Brytania, ale byly to zazwyczaj kontakty aktywistki.

Reasumujac Frida Stéenhoff byla kobieta nowowczesna – i tak mozna by ja nazwac takze i dzis. Czytajac jej biografie przecieralam czasami oczy, gdyz zdawalo mi sie, ze doszlismy dalej. Tymczasem glos Fridy bylby zbyt odwazny takze i dzisiaj – przypomnienie jej idei i przekonan najwyrazniej wskazuje, iz w rozwoju robimy krok do przodu i dwa wstecz. Co prawda miala za zycia krytyków, a moze i wrogów – ale dzisiaj chyba nie mialaby z tymi samymi pogladami takiej sily przebicia, gdyz uciszono by ja na starcie. Jeszcze w wieku XIX jezdzila chetnie na nartach i na rowerze. W 1903 wprowadzila do jezyka szwedzkiego pojecie feminizmu w jego obecnej postaci. O starzeniu sie mówla tak:

Musi stac sie rzecza naturalna, iz jestesmy mlodzi tak dlugo jak dlugo sie mlodo czujemy; a nie starzy tylko dlatego, ze inni chca nas widziec starymi. Ze wzrostem dlugosci zycia przybedzie babc. Cieszenie sie babcia jest z korzyscia dla wnuków. „Moze to byc równie dobrze babcia tanczaca jazz i grajaca w tenisa jak i babunia w fotelu, opowiadajaca o czasach swojej odleglej mlodosci.”

Powiedziane w roku 1924, kiedy Frida miala 59 lat i wnuczke

Biografia napisana zostala z pasja i duzym zrozumieniem tematu. Autorka dotarla do nieznanych wczesniej tekstów zródlowych, w tym korespondencji Fridy. Nakreslila przy okazji szeroki obraz epoki – a wlasciwie kilku epok, unikajac pretensjonalnosci czy besserwisserstwa. Czarno-biale zdjecia pozwalaja zapoznac sie blizej z opisywanymi osobami. Kolejny kawal dobrej dziennikarskiej roboty – i kolejna wybitna kobieta przewrócona pamieci. Osobiscie ucieszylo mnie, ze nastepna feministka okazala sie byc mila, inteligentna i zadbana osoba.