szwedzkiereminiscencje

Archive for Grudzień 2010|Monthly archive page

Wystarczy zyc – Anne Tyler

In Ksiazki on 16 grudnia 2010 at 01:01

  Anne Tyler / Noah’s Compass / czyta Arthur Morey

 

Anne Tyler, dwukrotna laureatke nagrody Pulitzera, spotkalam juz wczesniej w audiobooku The Amateur Marriage. Byl tam nawet pewien polski czy tez polonijny akcent. W Noah’s Compass wystepuja Amerykanie o mniej zaznaczonej etnicznosci. Glówny bohater, Liam Pennywell, wbrew pozorom nie jest krezusem. Pieniadze nie wydaja sie odgrywac wielkiej roli w jego zyciu, do którego, jak na praktykujacego filozofa przystalo, podchodzi refleksyjnie. Wydaje mi sie, ze jest on w jakis sposób alter ego samej pisarki. Anne Tyler wychowala sie bowiem na obrzezach spoleczenstwa i do jedenastego roku zycia nie uczeszczala do szkoly. W tym czasie wytworzyl sie w niej dystans do tzw.zdobyczy cywilizacji i ten dystans pobrzmiewa w przemysleniach szescdziesiecioletniego Liama.

Milosnik statusu spolecznego / cenzusu powiedzialby brutalnie, ze Liam stacza sie po stopniach drabiny spolecznej (meandry jego zycia odslaniaja sie fragmentarycznie w formie jego mysli). Zaczynal od wykladów filozofii w renomowanej szkole, pózniej nauczal historii antycznej, nastepnie historii – w coraz mniej znamienitych przybytkach wiedzy – zeby na koniec zostac bez pracy. Na poczatku powiesci przeprowadza sie, ku zgrozie najblizszych, na przedmiescia. Jakby na potwierdzenie najgorszych domyslów zostaje napadniety we walsnym domu juz pierwszego wieczoru. Reszta ksiazki to dochodzenie do siebie i organizacja zycia w nowych warunkach. Poniewaz zycie nie znosi prózni, to wbrew poczatkowym obawom opuszczamy Liama, który nie tylko ma towarzytwo w domu, ale takze majace sens i dajace mu zadowolenie zajecie.

Anne Tyler jest mistrzynia obserwacji drobnych wydarzen, które pozornie nie ukladaja sie w calosc. Zachowala swiezosc spojrzenia i zdziwienie outsidera, któremu trudno sie dostosowac do bezdusznych regulacji i który ma odwage kwestionowac ich sensownosc. Zdziwienie nad bezsensownoscia wielu procedur jest na pewno pierwsza reakcja wielu osób. Z tym, ze wiekszosc zsocjalizowanych czlonków spoleczenstwa ukrywa swoje pierwotne reakcje – natomiast Liam Pennywell zadaje pytania, naiwny niczym dziecko. Czuje sie jakze czesto samotny – mimo formalnych wiezi w wieloma osobami. Ponadto ma wrazenie wlasnej niewystarczalnosci, poniewaz mimo dobrych checi meandry zycia nie zezwolily mu na zadne wiekopomne poczynania – ani na niwie prywatnej, ani zowodowej. Prawde mówiac po wstepie spodziewalam sie, ze nastepne siedem krazków traktowac bedzie o depresji starszego pana. Ale los bywa nieprzywidywalny i czesto, wbrew pozorom, laskawy. Liam zaczyna zupelnie sam i czuje sie opuszczony, a dane mu bedzie przezyc ozywcza przygode milosna i uspokojenie wzburzonych wód rodzinnego oceanu. Pod koniec akceptuje swoje koleje zycia – i co wiecej, dostaje niejako absolucje od najblizszych, co do których mial wrazenie, iz ich zdradzil czy tez nie spelnil ich oczekiwan. Okazuje sie, ze jest ”good enough” i ten fakt sprawia mu wyrazna ulge.

To taka ksiazka o wszystkim i niczym. Milosnikom wartkiej akcji na pewno nie usafysfakcjonuje. Tytul stanowi przeslanie autorki:

„Noah didn’t need to figure out directions, because the whole world was underwater and so it made no difference,” he tells Jonah. “There wasn’t anywhere to go. He was just trying to stay afloat.”

Skolatanych sercom niesie ukojenie: wszyscy staramy sie jak mozemy najlepiej. Wyniki moga byc lepsze lub gorsze, lecz wszystkim dane bywa tylko jedno zycie (o ile nie jest sie kotem). I trzeba to zycie przezyc, nie dreczac sie przesadnie ambicjami wlasnymi badz cudzymi. Nie ma zadnej lepszej czy gorszej drogi do wyboru. Nie ma co gonic za szczególnym sensem – samo zycie w sobie jest trescia naszej egzystencji. Nie ma kompasu, nie sekstantu, nie ma busoli. Trzeba zdac sie na samego siebie i po prostu zyc, nawigujac niczym praojciec Noe.

(Wpis dedykuje marynarzom wszystkich mórz – takze tym, którzy nie zawineli do portu po przylaldku Horn. I temu, który mial na roztrzaskanej lodzi plynac na etap nastepny, a skonczyl na Buenos Aires).

Reklamy

Zew blekitnej krwi-Hohenzollernowie

In Ksiazki on 11 grudnia 2010 at 21:32

 

Eve Haas /Sekrety notatnika / 2010

 

 

Zaczne od okladki, która z jednej strony zaintrygowala mnie dama w kapeluszu, a z drugiej zirytowala dolem, nawiazujacym bezwstydnie do ”Dziewczynki w czerwonym plaszczyku” czy tez ”Listy Schindlera”. Widze, iz przedrukowano brytyjski oryginal, zas zdjecie dziewczynki pochodzi z Getty Images. Getty ma ostatnio u mnie slabe notowania, poniewaz zle wslawilo sie kupowaniem kradzionych eksponatów sztuki antycznej. Trudno tez porównywac historie dziewczynki z krakowskiego getta z dziewczynka, która zdazyla wyemigrowac do Londynu. W jakis sposób okladka rozmija sie z historia opisana w ksiazce, a szkoda.

Historia jest z typu niespotykanych i na pewno naklonila wiele osób do wertowania szpargalów rodzinnych. Autorka moglaby stac sie zupelnie banalna niemiecka Frau, gdyby nie zydowkie korzenie i dojscie Hitlera do wladzy. Jej ojciec, Hans Jaretzky, byl wzietym architektem z kregu Bauhausu. Razem z bratem udalo im sie schronic w Anglii, podczas gdy sedziwa matka, Anna, zostala sama w Czechoslowacji. Jeszcze dlugo po wojnie synowie ludzili sie, ze matce udalo sie umrzec spokojnie we wlasnym lózku. Niestety, czekal ja Terezin, a smierc wyzwolila od zeslania do Oswiecimia. Autorka bardzo kochala swoja babcie i czula sie z nia specjalnie zwiazana. Dlatego tez podjela uciazliwa i trwajaca lata peregrynacje do niemieckich archiwów – bo jak sie okazalo, babcia nie byla do konca ta, za która ja mieli.

Rzecz zupelnie jak z bajki: babcia okazal sie córka autentycznej ksiezniczki! Eve Haas dysponowala niewielkim, acz wytwornym, kajecikiem swojej prababki oraz niejasnymi opowiesciami rodzinnymi. Po nitce do klebka, potykajac sie o biurokracje NRD, odrzucajac oferte nie do odrzucenia czyli szpiegowanie na rzecz ”demokratycznych” Niemiec, autorce udaje sie wyjasnic pasjonujaca tajemnice swojego pochodzenia po mieczu. Rodzona prababka, Charlotte, byla córka polskiej Emilii Ostrowskiej (von Ostrowski). Emilia zniknela ze stronic nie tylko polskiej historii, poniewaz jako nastolatka zakochala sie bez pamieci w jednym z najbardziej moznych ludzi epoki, ksieciu Auguscie Pruskim Hohenzollernie, pogromcy Napoleona w bitwie narodów i uczestniku Kongresu Wiedenskiego. Czyli Polka, co chciala Niemca – choc z ta Polka sprawa chyba dyskusyjna, skoro jej ojciec, Adam, sluzyl w armii pruskiej. No ale losy Polski rozbiorowej bywaly skomplikowane, a poza tym Emilia wychowywala sie bez mamy. W kazdym razie, wracajac do naszych baranów, prababka Charlotte byla owocem zwiazku panny Ostrowskiej z jednym z najbogatszych ludzi epoki i ksieciem krwi. Jak to sie wiec stalo, ze zostala zarejestrowana pod zydowskim nazwiskiem? Tego nie zdradze, bo w koncu trzeba miec jakas motywacje do siegniecia po ksiazke.

Niestety, najslabsza strona tej pozycji jest sama narracja. Nie wiem czy moze to byc kwestia tlumaczenia, ale emocje jakos gina. W koncu nie kazdy i nie codzien odkrywa takie koneksje i Eve Haas byla chyba zarówno zaskoczona, jak i zachwycona romantyczna przygoda milosna swoich przodków. Tymczasem z tekstu wynika, ze najwiecej emocji przysporzyly jej wjazdy na teren NRD. Dumna z pochodzenia jest bez watpienia, gdyz na koncu zamiescila drzewo rodzinne, gdzie z jednej strony figuruje królowa Elzbieta II z siostra, a z drugiej synowie Eve. Radosc odszukania korzeni zaklócila jej jednak swiadomosc absurdalnej smierci babci. Anna, przesladowana podczas wojny jako Zydówka, tak na prawde byla wnuczka podziwianego przez Hitlera Hohenzollerna.

Lubie historie, wiec przezytalam z zainteresowaniem. Brakowalo mi informacji na temat panny Ostrowoskiej (polski watek) – Haas najwyrazniej zachwycila sie samczym Augustem i zaniedbala odszukac korzenie Emilii. W srodku wydania umieszczono kolorowe reprodukcje, wiec opisywane osoby sa jak najbardziej autentyczne. Dowiedzialam sie tez na czym polegalo malzenstwo morganatyczne. Ale jak sie preferuje walory literackie, to Sekretów notatnika nikomu nie polecam.

200 mil do domu-audio

In Ksiazki on 7 grudnia 2010 at 11:42

 

Sheila Burnford / The Increadible Journey / czyta Megan Follows

 

 

Pierwszym filmem w moim zyciu bylo Zólte psisko – mialam wtedy piec lat. Nastepnym bylo 200 mil do domu i musial na mnie zrobic wielkie wrazenie, poniewaz pamietam fragmenty do dzis. Zwlaszcza porywajaca walke kota z nurtami wartkiej rzeki. Bawilismy w rodzinie, ze moja mama, zwana i tak w domu Kotem to syjam, mlody larbrador to rzecz jasna bylam ja, zas ojcu przypadla rola przywódcy stada, starego bullteriera. Zabawa ta trwala jakis czas – wiec film musial talze przypasc do gustu moim rodzicom.

Audiobook pozyczalam, jak zwykle, w pospiechu i ani nie przeczytalam tekstu na koszulce. Nawet poczatek, wysluchany na spacerze, nie pozwolil mi sie zorientowac w sytuacji – dopiero pózniejsze fragmenty to byla przyslowiowa eureka. Jakby nie bylo, szczescliwy traf, ze siegnelam akurat po te pozycje w bibliotece. W czasie gotowania i prasowania przezywalam na nowo przygody malowniczej i dzielnej trójki, a nieodlaczne lzy usztywnialy kolnierzyki i doprawialy sosy. Ta ksiazka wzruszyla mnie tak samo jak w dziecinstwie i wzruszy pewnie kazdego, kto kocha zwierzeta.

Nie bede streszczac, gdyz pewnie wiekszosc widziala film (podobno byl remake w latach dziewiecdziesiatych). Zreszta to tylko trzy krazki – warto sprawic jako prezent gwiazdkowy dla calej rodziny. Ciekawostka dla milosników Ani z Zielonego Wzgórza: Megan Fellows, aktorka czytajaca The Increadible Journey, wcielala sie dwukrotnie w role Ani.

Biednemu zawsze wiatr w oczy-Rhys, cd.

In Feminizm, Ksiazki on 6 grudnia 2010 at 22:37

  Jean Rhys / Kvartet-Tiden / Postures-Quartet/ 1980

 

 

* Profesor Mira Marody z UW:

Bieda także wyklucza. Ona nie polega tylko na tym, że ktoś chodzi w dziurawych butach albo jest niedożywiony, ale na tym, że przerywają się jego kontakty społeczne. Bieda zawsze wiąże się z samotnością. Z tym, że zaczynamy funkcjonować na marginesie społeczeństwa, nie wiemy, czym ta reszta żyje, nie mamy znajomych, którzy nam powiedzą, że zwolnił się etat, czy poradzą, jak wziąć nisko oprocentowaną pożyczkę lub choćby podtrzymają na duchu.

 

* Ryszard Kapuscinski:

 

I niekonieczne ich ubóstwo musi być powodowane przez głód. Ten rozpatrujemy często w kategoriach jedzenia. Już w Biblii było napisane jednak, że „nie tylko chlebem człowiek żyje”. Człowiek może być ubogi, nie dlatego, że nic nie zjadł, tylko przez to, że go nie szanują, że go poniżają, że nim gardzą. Ubóstwo to jest taki stan społeczny i mentalny powodujący, że człowiek nie widzi wyjścia z sytuacji, w jakiej się znalazł. Człowiek nie wie, jak ze stanu ubóstwa przejść do stanu zamożności. Poświęcałem temu dużo uwagi, ponieważ cechą ubóstwa jest milczenie. Ubóstwo to stan niemożności wypowiedzenia się.

* Jean Rhys:

  • Czy nie bywasz czasem zmeczona soba? (Heidler)

  • Nie. Nie jestem zmeczona soba. Jestem raczej zmeczona zyciem, które mi przypadlo. (Marya)

     

ego kochanka Marii:

To obur

Nie masz pojecia czym jest misère. Nikt tego nie wie dopóki go bieda nie dopadla.(Stephan)

Oj, mialam to ja racje, mialam. Jean Rhys pisze o sobie, Jean Rhys pisze na smutnie, a wrecz depresyjnie. Jednak nie moglam sie oprzec, poniewaz wlasnie uplywal termin w bibliotece i ciekawosc przewazyla nad doswiadczeniem i rozumem. W kazdym razie „Kwartet” zdaje sie przyjemniejsza i bardziej zróznicowana lektura niz „Podróz w nieznane”. Dzieki postaci zlodzieja oraz wspomnieniu zalet Zydów przypomina mi miejscami Singera. Glówna bohaterka, Marya, ze nazwe ja Maria, znowu jest cudzoziemka – tym razem Brytyjka w Paryzu. Ma polskiego meza, Stephana, zwanego dalej Stefanem. Maria nie ma rodziny, zaledwie daleka ciotke. Utrzymuje sie z objezdnych wystepów rewiowych. Stefan wyzwala ja z biedy i niepewnosci egzystencji poprzez propozycje malzenstwa. Maria nie stawia zbyt wielu pytan – zyja ze Sefanem z dnia na dzien, w róznych miejscach Europy. Az ich dopada nieszczescie w Paryzu -Stefan okazuje sie zlodziejem i wedruje na rok za kratki, pozostawiajac zone bez srodków do zycia. Przygodni znajomi zdaja sie pochylic nad jej losem i oferuja pomoc – jak sie pózniej okazuje niezupelnie bezinteresowna. Maria wpada z deszczu pod rynne, tracac spokój ducha i szacunek otoczenia. Wszystko konczy sie tragicznie – co kazdy mzoe sobie sam doczytac.

Swiat powiesci Rhys to swiat, w którym wladze sprawuja mezczyzni. Kobiety ratuja sie solidarnoscia, co im pomaga zlagodzic skutki zlego traktowania przez panów i wladców. W równie kiepskim polozeniu znajduja sie zarówno zona, jak i kochanka – obie zalezne finansowo i fizycznie od nader niesymaptycznego mezczyzny. Zreszta portrety mezczyzn to slabosc Rhys – tak jak kobiety wychodza jej naturalnie, to mezczyzni zarysowani sa schematycznie i znajduja sie jakby zewnatrz, beda zarazem sprawcami nieszczesc. Maja niewiele ludzkich czy osobniczych cech. Stefan zaczyna byc sympatyczny po wyjsciu z wieznienia, ale i tak konczy tchórzliwa rejterada. Niemal wszystkie postacie sa wyalienowane i samotne, niezdolne do milosci czy podjecia odwaznych kroków. Maria ma taka mozliwosc dzieki pomocy zaoferowanej przez znajomego Amerykanina, czuje jednak w sobie wyuczona bezsilnosc i nie decyduje sie na nastepne ryzyko. Maria i Stefan to osoby, które licza jedynie na chwilowe zlagodzenie sytuacji i ich najpiekniejsze chwile sa jak wspomnienia dzieci z domu dziecka: ladna sukienka, przechadzka w sloncu, drobna poprawa losu. Trudne zycie wymusza bezwzglednosc postepowania, na która przeciez nie kazdy ma ochote. Jakby Maria byla wykalkulowana i lepiej rozumiala reguly gry, w która zostaje wciagnieta, wyszlaby przynajmniej z awantury z kapitalem. Niekochana w dziecinstwie nie potrafi rozróznic milosci od seksu. Niczym ofiara pedofila rozpaczliwie kocha samca, którego interesuje tylko jej cialo i wlasna przyjemnosc. Z romasu wychodzi wiec potargana na duchu i nie do konca rozumiejaca co ja wlasciwie spotkalo.

Kluczowa zdaje sie wypowiedz Lois, zony fertycznzajace, absolutnie oburzajace, kontunuowala glosem pelnym samozadowolenia, ile pieniadze znacza w zyciu kobiety. Zawsze to mówilam.

Bieda nie wybiera. Moze to byc kobieta, moze mezczyzna. Piekni albo i szpetni – ale nadal kobietom trudniej jest sie wywinac. Chyba, ze sa kute na cztery nogi, bezwzgledne i odwazne. Albo praktykuja ucieczke do przodu, w ramiona bogatego epuzera. Wtedy moga byc zamozne, zabepieczone na starosc, lecz nadal nieszczesliwe. Chetnie przeczytalabym o jakiejs szczesliwej kobiecie czy parze u Jean Rhys – ale to chyba pozostanie wishful thinking.

Z zycia szwedzkich wyzszych sfer-demaskator Ericson

In Ksiazki, Szwecja on 2 grudnia 2010 at 14:11

  Bengt Ericson /Den nya överklassen. En bok om Sveriges ekonomiska elit (Nowe sfery wyzsze. Ksiazka o szwedzkiej elicie finansowej) / 2010

 

 

Ta jesien nalezy do literatury faktu. ”Den motvillige monarken” nie czytalam jeszcze i chyba nie przeczytam. Zawsze wydawalo mi sie, ze szwedzki król to sympatyczny dyslektyk, ale po rewelacjach roztrabionych przez media zniesmaczyl mnie i to mocno. Sprawie dodaje pikanterii maly polski akcent: jedna z bywalczyn klubów, w którym starsi panowie cieszyli sie towarzystwem jakze mlodszych i o ilez piekniejszych kobiet byla niejaka Dominika Peczynski, osoba podkreslajaca w wywiadach swoje polskie pochodzenie i polski temperament. Skad inad kolezanka wspominanej w ksiazce Camilli Henemark, najpierw przyjaciólki króla, a pózniej…bezdomnej.

No, ale mam przeciez pisac o czyms zupelnie innym.

Kazdego posadzalabym o zaangazowanie spoleczne, ale nie reportera dzialu ekonomicznego. Bylego szefa wiodacych i znakomitych gazet. Bywszego korespondenta zagranicznego. Brzydko posadzalabym go, ze sam przeszedl do wyzszych sfer – a on tymczasem te sfery bezlitosnie obnaza i dezawuuje ich dyskretny urok.To jest jedna z najlepszych ksiazek, które ostatnio czytalam, a na pewno najlepsza ksiazka obrazujaca wspólczesna Szwecje. Nie tak jak Inga Lindström w niemieckiej TV, nie tak jak bohaterowie szwedzkich kryminalów, z wyjatkiem moze Stiega Larssona – który jako jedyny jest wiarygodny. Na dodatek nikt nie moze oskarzyc autora o nierzetelnosc, poniewaz material faktograficzny pochodzi z blisko czterdziestu lat odpowiedzialnej i wysoko ocenianej pracy dziennikarskiej. Czyta sie znakomicie, gdyz autor epatuje zjadliwym poczuciem humoru, a przy tym wyzywa sie slowotwórczo. Tworzy rózne smakowite okreslenia, które pewnie polska ”policje jezykowa” postawilyby w stan bojowy – a które doceniane sa przez wyksztalconych Szwedów (malo wyksztalceni ksiazek i tak nie czytaja). Najchetniej zacytowalabym cala ksiazke, i to w oryginale, zeby wszyscy mogli nacieszyc sie figlarnym stylem oraz wspomnianymi nowowyrazami (a co, kreatywnosc sie udziela).

Nowe sfery wyzsze nie odpowiadaja na pewno na pytanie czy pieniadze daja szczescie. Te prawde kazdy musi, niestety, odkrywac na wlasny rachunek (nie ma wiec latwej satysfakcji typu taki bogaty, a taki nieszczesliwy). Zaczyna od zestawienia stanu posiadania obywateli – i odkrywa, ze spora czesc spoleczenstwa szwedzkiego nie dysponuje zadnymi oszczednosciami. Czesc ma jakie-takie, 417 000 osób ma ponad milion na koncie, juz tylko 5 000 posiadada ponad 10 milionów koron, a na górze znaduje sie niewielka grupa 291 jednostek, które maja w skarpetce ponad 100 milionów SEK. Najwieksza rewelacje odkryl w sprawie tej ostatniej, zdedydowanie najmniej licznej grupy: owe 291 osoby dysponuja okolo 40% akumulowanego kapitalu! Czyli nie mozna nawet mówic o znanym z ekonomii podziale: 20% – 80%, bo 291 podzielone przez dziewiec milionów.to malenki ulamek promila. To tak na dobry poczatek.

    Nazwiska pewnie polskiemu czytelnikowi niewiele powiedza, oprócz znanego juz chyba na calej kuli ziemskiej Ingvara Kamprada, twórcy IKEI. Zazwyczaj sa to mezczyzni (surprize, surprize), którzy do majatku doszli sami (tzn. nie odziedziczyli fortuny), czesto z bardzo prostych rodzin. Ich zachowanie to schizofreniczna mieszanina dyskrecji i wulgarnego pokazywania sie przy nieodlacznej chciwosci polaczonej z brakiem skrupulów i awersji do placenia podatków. Starsze tradycje ma tylko rodzina Wallenbergów (polecam lekture Wikipedii), która kontroluje posrednio jedna trzecia szwedzkiego BNP. Polacy znaja na pewno takie marki jak Electrolux, Saab (teraz sprzedany), Scania (tez), ABB, Ericsson czy SEB. Zreszta panowie (to wyjatkowo patriarchalna rodzinka) Wallenbergowie na papierze nie posiadaja juz zadnych fabryk, Boze uchowaj. Utkali wielce efektywna (w generowaniu honorariów) siatke fundacji i przedsiebiorstw. Jako przyklad podam skromna kwote 63 000 koron, ile to zarabia za GODZINE zasiadania w radzie nadzorczej jeden z wiodacych kuzynów W. Trzeba wiec sobie od razu powiedziec, iz jestemy zdeklasowni i szwedzkie sfery wyzsze graja w zupelnie innej lidze.

 

Ericson wnikliwie analizuje gdzie owa nowa klasa superbogaczy mieszka, dokad jedzie na wakacje, jak spedza czas wolny, gdzie edukuje swoje pociechy oraz do jakich stowarzyszen czy klubów nalezy. Czym sie interesuje, co zbiera i jak sie ubiera. W wiekszosci wypadków premiowane sa zachowania grupowe, tak dla szwedzkiej kultury charakerystyczne. Najbardziej utkwil mi w glowie opis odzienia dyrektorów wielkich korporacji. Najciekawsze bylo to, ze wszystkie garnitury byly niemal identyczne co do koloru (przewaga ciemnoszarego) i fasonu – a pochodzily z sieciówek typu H&M lub jeszcze gorzej, Dressmana.

Ciekawe sa równiez uwagi w rozdziale ”Dzielenie sie z innymi”. Otóz szwedzcy wielcebogaci sie z reguly nie dziela – punkt, kropka. Niedawno zreszta te kwestie podejmowaly DN. DN opisywaly przedsiebiorce z zydowskimi korzeniami, który zalozyl fundacje pomagajaca mlodziezy i odwiedzil ufundowany przez siebie ”domu kultury”. Dyskutowano takze postawe Ingvara Kamprada, który zdecydowanie sie z nikim nie dzieli i nie daje ani grosza na cokolwiek. Wydaje mi sie, ze za czesc tej mentalnosci odpowiada protestantyzm – bo zarówno judaizm jak i Islam zalecaja dawanie jalmuzny. Ericson robi porównanie z zamoznymi Amerykaninami:

”W USA jest sie zlym czlowiekiem, jezeli nie pomaga sie spoleczenstwu, które pozwolilo ci na zbicie majatku. Z drugiej strony to sposób na zwrócenie uwagi i awans spoleczny.”

Natomiast w Szwecji tak nie jest, co mozna wyjasnic tylko ‚prawem Jante’ (http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Jante) – czyli króko mówiac nieprzyjemnym uczuciem przy wyróznianiu sie czy tez wyrastaniu ponad przecietnosc. Na pewno dotyczy to Stefana Perssona, który wedlug wielu zródel podarowal znaczace kwoty zgola cichcem, bez jakiejkolwiek wzmianki na ten temat.

 

Pozytywnym wyjatkiem jest mieszkajaca w Wielkiej Brytanii Sigrid Rausing, która tak odpowiada na niekonczace sie pytania o wplaty na dobroczynnosc:

”Pomagam dlatego, ze moge pomagac”

 

Jak to pózniej komentuje Ericson:

Na pewno to lata pobytu w Anglii tak ja uksztaltowaly. W odróznieniu od Szwecji, gdzie pomoc spoleczna zostala zmonopolizowana przez socjaldemokratyczny aparat panstwowy, istnieje w Wielkiej Brytanii dluga i nadal zywa tradycja wspólpracy na tym polu miedzy sfera panstwowa a prywatna.

Dla wszystkich, którzy tam mieszkali róznica nastawienia jest uderzajaca. W niektórych szwedzkich kregach dobroczynnosc jest nadal synonimem ”dawania z laski”; tutaj to panstwo ma ponosic odpowiedzialnosc za redystrybucje dóbr (co, jak wiadomo, dziala coraz gorzej). Natomiast w Wielkiej Brytanii wrecz przeciwnie, oczywistoscia bywa dzielenie sie nadmiarem stanu posiadania, im wyzsza sie zajmuje pozycje na drabinie spolecznej. Mozna to postrzegac jako relikt spoleczenstwa klasowego, ale jestesmy (w Szwecji) na jak najlepszej drodze do zbudowania sobie wlasnego.

 

Pozostaje zapytac sie jaki model pomocy bliznim prezentuje dzisiaj spoleczenstwo polskie?

Ksiazka Bengta Ericsona to unikalna anliza historyczno-socjologiczna. Unikalna, poniewaz Szwedzi z reguly nie patrza wstecz, tylko do przodu. Zas Ericson rewelacyjnie opisal powstanie i upadek rodów szlacheckich w Szwecji – takiego wnikliwego opisu nie napotkalam jeszcze w zadnej ksiazce historycznej. Kultura szwedzka ma podloze chlopskie, ale zawsze ciekawa bylam co sie stalo z ta szlachta i arystokracja, której kolejni wladcy nie byli w stanie wyciac w pien (jako politycznych pzreciwników, rzecz jasna)? Bengt E zastanawia sie tez nas konsekwencjami powstania spoleczenstwa o tak kolosalnym rozwarstwieniu dochodów – a co uwaza na ten temat kazdy moze sobie przeczytac w jego wspanialych Nowych sferach wyzszych. Polecam goraco na chlodne zimowe wieczory!