szwedzkiereminiscencje

Archive for Maj 2011|Monthly archive page

Laholms Kulturfestival 2011

In Muzyka, Pamietnik, Szwecja on 30 Maj 2011 at 21:56

Czyli: Festwal muzyki w Laholmie

 

Pare lat temu cos sie ruszylo w kulturze mojego malenkiego miasteczka. Pojawil sie festiwal muzyki, który odkrylam dopiero chyba po dwóch latach istnienia. Wybralam sie posluchac na powietrzu idoli moich rówiesników – i nie tylko. W kazdym razie ramy kulturowe typu muzyka pop wynosi sie z kraju ojczystego i w nowym kraju trzeba sie uczyc punktów odniesienia od nowa. Czesto zreszta nie mogac sie nadziwic jak TAKA muzyka mogla zdobyc taka popularnosc? Bylo to poznawcze – zwlaszcza ogladanie ludzi w starszym wieku szalejacych pólnocy na trawie.

 

Poniewaz dawno temu doszlam juz do wniosku, ze wszystkich piosenek mojego pokolenia w Szwecji i tak nie nadrobie, to z malym entuzjazmem zaglebilam sie w tegoroczny program, znaleziony szczesliwym trafem na stacji kolejowej. Oko rozbyslo mi dopiero na widok koncertów zadaszonych (maj potrafi byc tu chlodny i wilgotny), odbywajacych sie na dodatek w oswojonym juz Muzeum Rysunku. Nazwa wykonawcy, EMB skojarzyla mi sie z muzyka elektroniczna, za która nie przepadam, ale dla pewnosci weszlam na sajt muzeum. No nie dowierzalam wlasnemu szczesciu: zamiast miejscowej grupy mlodziezowej znalazlam informacje o muzyce renesansu i baroku! Sterylne  EMB oznacza swojskie Ensamble Mare Balticum. W programie obiecano spiew skowronka i innych ptaków oraz dzwieki matki natury. Wsiadlam na rower i pojechalam posluchac.

 

Dobrze zrobilam, bo beze mnie pewnie by nie bylo quorum. Jak zwykle sami emeryci – i to z tych starszych. Sztuk pare. Na okrase pod koniec wpadla para w srednim wieku z maleka córeczka oraz dziennikarz miejscowej gazety. Bardzo jestem ciekawa CO napisze w jutrzejszym wydaniu? Ze koncert byl wspanialy, a sala wypelniona po brzegi? Bo przeciez niewiele wysluchal – ale nie bede sie czepiac chlopaka. Moje plecy maja duza szanse ukazac sie na zdjeciu, gdyz siedzialam w pierwszym rzedzie, a rzedy byly rzadko zaludnione. Koncentrujac sie jednak na samym koncercie to byl rzeczywiscie niebywaly. Duza ilosc starych instrumentów, jedna zaziebiona spiewaczka i druga na jej miejsce. Nie dosc, ze ladnie spiewala, muzycy towarzyszyli jej dzielnie na wielu instrumentach (jeden z nich gral na lutni wybijajac rytm dzwoneczkami zalozonymi na stope), to jeszcze jeden z nich prezentowal zabytkowe instrumenty i opowiadal o programie koncertu. Az by sie prosilo, zeby zaprosic mlodziez szkolna!

 

Grano Wlochów, Brytyjczyka, Niemców, Francuza i jednego Szweda. Szwed tworzyl w wiezieniu w Kristianstad i pisal niezmiernie smutna muzyke – jakos mi sie zupelnie nie kojarzyla z ptakami i wiosna, lecz po prawdzie nie wiem jak wyglada wiosna w wiezieniu? Najbardziej ucieszyl mnie mój ulubiony typ utworu: ciaccona (jedna z wielu pisowni) – nagranie ponizej. Byla wspaniala i zagrania z werwa i entuzjazmem – warto bylo wybrac sie tylko dla niej!

 

 

Przykro mi, ze oswietlenie bylo „przeciw mnie” – budynek muzeum jest mocno przeszklony, a na zewnatrz zachodzilo widoczne dzis slonce. W kazdym razie jako szalony reporter siedzialam na przodzie, zeby móc nagrywac (i ngraniami podzielic). Zwlaszcza chcialam nagrac solistke, a zagapilam sie przy wprowadzajacej „Now is the month maying” Thomasa Morleya. W zamian za to zapraszam na Orazzia Vecchi:

 

 

Jak dobrze pójdzie to jutro relacja nastepnego koncertu. Zapowiedziano w programie wiolonczeliste Matsa Rondina.  Cale kalendarium wydarzen z muzeum tutaj: http://www.teckningsmuseet.se/se-o-gora/kalendarium/ . No to do jutra!

 

 

 

Reklamy

Nielatwa lekkosc bytu (we dwoje)-Dörrie

In Ksiazki, zwierzeta on 29 Maj 2011 at 17:55

Doris Dörrie, Blekitna sukienka, 2002/2007

 

 

Dzisiaj ksiazka inna, chuda w okresie mody na grube. Nić  watku akcji czasami rwie sie niczym organza, czasami rozposciera sie kuszaco niby tytulowa blekitna, organzowa sukienka. Zgodnie z tematem targów ksiazki niemieckojezyczna. Jelinkowa, pomyslalam na początku. Jak scenariusz, doszlam do wniosku pózniej. Dobra ksiazka, ciekawa autorka, skonstatowałam po przeczytaniu.

 

Najchetniej nie pisalabym nic, bo boje sie, ze czar prysnie. Czar kontaktu z nowym pisarzem, radosc odkrycia, lekki wstyd nieznajomosci. Uczucie prowincjusza, gdyz Dorris Dörrie nalezy do pisarzy, scenarzystów, rezyserów znanych i uznanych w Niemczech. Laureatka Deutscher Bücherpreis w 2003 wlasnie za Blekitna sukienke.

 

Co mi sie spodobalo? Inteligencja, odwaga i uczciwosc. Od czasu, kiedy uleglam w liceum Heinrichowi Böllowi mam slabosc do pisarzy niemieckojezycznych. Lubie ich sklonnosc do analizy, poddawaniu ocenie – nie innych, ale siebie samych. Blekitna sukienka oddzialywuje na czytelnika; jak sie okazuje, szczeroscia odczuc samej autorki. Dörrie ma doswiadczenie raka u najblizszej osoby oraz doswiadczenie smierci meza, w dodatku pod swoja nieobecnosc. Ma w sobie duza odwage mówienia o niezyjacym partnerze (w powiesci dzieli swoje doswiadczenie miedzy dwójke bohaterów) – bez wybielania siebie i idealizowania zmarlego. Najwieksza jej odwaga to powiedzenie sobie: trzeba zyc dalej. I ukazanie jak ciezko jest taka decyzje wprowadzic w zycie. Bardzo mi sie podoba ta niemiecka odwaga – tak jaskrawie kontrastujaca z polska wiara, ze zle o zmarlych nie nalezy mówic, produkujaca meczenników i wampiryzujaca zywych. Daje prawo do zaloby, prawo do rozpaczy i przenikliwego braku – a jednoczesnie pozwala bohaterom wygrzebac sie z grobu za zycia i mozolnie, metoda prób i bledów, budowac nowe  zwiazki.

 

Poza watkiem glównym mnóstwo ciekawych obserwacji dotyczacych codziennosci i wspólczesnosci – wiele komentarzy i mysli, które moglyby byc moje. Tortury dalekich lotów, zagubienie turysty na innych kontynentach, instynktowna obcosc innych kultur przy zachowaniu ludzkiego wspólnego mianownika. Obserwacja rytualów, fascynacja innoscia podszyta strachem. Niemoznosc ucieczki od siebie i znalezenia rozwiazania gdzie indziej. Opis Bali jak z mojego tamze pobytu: przedsiebiorcze kobiety na plazy oferujace masaz, manicure i pedicure – motyw kwiatka malowanego na paznokciach. Codzienna ofiara z kwiatów dla wszystkich bóstw. Egzotyczna dla nas kremacja – na cale szczescie nie musialam pochowac na Bali nikogo bliskiego. Za to odszukalam swoje zdjecia (to byla era sprzed aparatów cyfrowych) z kremacji w Ubudzie, na która sie wybralam. Zeskanowalam je i zapraszam na fotoreportaz.

 

 

 

 

 

 

 

 

Babette, bohaterka powiesci poleciala jeszcze potem do Meksyku – jak tam sie kiedys znajde podczas Swieta Zmarlych to obiecuje zdjecia kosciotrupów i innych uczestników obrzedów. A jak na razie ksiazke serdecznie polecam i koncze milszym akcentem – takie to malpiszony towarzysza turystom w swiatyniach Bali:

 

 

Zapraszam na Targi Ksiazki!

In Ksiazki, Szwecja on 26 Maj 2011 at 23:10

Nigdy nie sadzilam, ze ktos znajdzie mnie pod haslem „latwe kobiety” – az do dzis, kiedy zobaczylam takie wlasnie haslo wyszukiwarki. Pocieszylo mnie nieco drugie: „prorok-film sensacyjny”.

Dzisiaj akurat zamierzam wystapic w roli proroka nie tyle filmowego, co ksiazkowego. Chcialabym zrobic troche reklamy szwedzkim targom ksiazki, które sie odbywaja co roku w Göteborgu. Gazety opublikowaly wlasnie temat targów oraz czesciowa liste zaproszonych. Cytuje za dzisiejsza „Laholms Tidning”.

Targi Ksiazki w Göteborgu odbeda sie 22-25 wrzesnia. W tym roku tematem bedzie literatura niemieckojezyczna. W programie przewidziano udzial 831 zaproszonych gosci z dwudziestu krajów. Przyjada miedzy innymi:

  • Jonathan Franzen (opowiadac o najnowszej ksiazce „Wolnosc”)
  • Herta Müller
  • Mario Vargas Llosa
  • Peter Nadas
  • Lionel Shriver (od “Musimy rozmawiac o Kevinie”)
  • Cornelia Funke
  • Nina Hagen
  • Karl Ove Knausgård (zupelna histeria na jego temat w SE i NO)
  • Sofi Oksanen
  • Gyrdir Eliasson
  • Simon Sebag Montefiore
  • Peter Temple
  • Dorothee Elmiger (debiutujaca w SE Szwajcarka)
  • Ferdinand von Schirach (debiutant z DE)

Organizatorzy licza na sto tysiecy odwiedzajacych targi.

Kogo szwedzki czytelnik chce spotkac na targach? Okazuje sie, ze przoduja pisarze rodzimi. Za nimi plasuje sie Jonathan Franzen oraz noblisci. W tym roku przyjedzie tez wielu muzyków, którzy swiezo opublikowali swoje ksiazki. Organizatorzy planuja, ze niedziela przebiegnie pod znakiem muzyki.

Czyli jak ktos planuje swoja wizyte w Göteborgu to moze juz teraz rozwazyc, czy by nie przyjechac z koncem wrzesnia!

Szwedzki matriarchat-Lagerlöf

In Ksiazki, Szwecja on 23 Maj 2011 at 00:57

Selma Lagerlöf / Anna Svärd / 1928 / 2011? / e-book

Selma w roku wydania Anny

Postanowilam nie chomikowac fraz wyszukiwarek tylko dzielic sie delicjami od razu. Haslo na dzis: pszy garne kota w szwecji

 

Ksiazka w komórce brzmi dobrze (nie, nie tej, gdzie trzymam sloiki) – ale szwedzkich kryminalów juz nie moge, a poza nimi niewiele ofiaruja. Ucieszyl mnie kacik nowosci – i juz bylam przekonana, ze ktos popelnil ksiazke o Selmie. Selma w Szwecji jest jedna: ta na banknocie dwudziestokoronowym czyli Selma Lagerlöf. Zaladowalam wiec plik, gdzie domniemana Anna Svärd napisala biografie slynnej Selmy. Prosze sobie wyobrazic moje zdumienie jak zalozylam sluchwaki i okazalo sie, ze jest dokladnie na odwrót: to Lagerlöf napisala powiesc o losach Anny Svärd! Na swoje usprawiedliwienie napisze tylko, ze stracilam juz nadzieje, ze sie z Selma kiedykolwiek zaprzyjaznie. Czytajaca literature szwedzka kolezanka polecala mi co prawda Göste Berlinga, lecz nie dalam rady nawet pierwszemu rozdzialowi. Film Cesarz Porlugalii byl swietny dzieki wspanialym kreacjom Ingvara Hirdvalla i Cecilii Frode. Natomiast przeczytana w dziecinstwie Cudowna podróz to byl niestrawny glut – czytalam, poniewaz byla to jedyna ksiazka dostepna u gospodarzy w Szczyrku, gdzie w podstawówce jezdzilam na nartach i raz jeden, jedyny mieszkalam na tzw.kwaterach prywatnych.

Kiedy ochlonelam z szoku (a bylo to w pociagu relacji Göteborg-Kopenhaga) nie pozostalo mi nic innego tylko przeniesc sie sto piecdziesiat lat w szwedzka przeszlosc. Jak wyczytalam pózniej Anna stanowi ostatnia czesc trylogii o rodzie Löwensköld. Duzo tam obserwacji z zycia Wermlandii i zycia dworów w okolicy rodzinnej Mårbacki- i zapewne licznych znajomych porucznika Lagerlöf. Troche tez próznosci, poniewaz Selma opisuje rodzine pulkownika Ekenstedt (a nie porucznika) i baronów Löwensköld – w czasie kiedy jej ojciec zbankrutowal, a ona sama pracowala jako skromna nauczycielka. To znaczy, trzymajac sie chronologii, a nie wrodzonej zlosliwosci, to w czasie pisania Anny Lagerlöf byla juz uznana pisarka po Noblu, a Mårbacke udalo sie z obcych rak odkupic. Tym niemniej Selma identyfikuej sie – i sympatyzuje – z klasami wyzszymi. Anna zaskoczyla mnie jednak nie snobizmem Selmy, ale jej matriarchalnym widzeniem swiata. Nie zebym nie znala jej orientacji seksualnej oraz silnej pozycji w ruchu prefiminstycznym (nazwa moja z braku innej). Dzieki nagrodzie Nobla, swojej twórczosci oraz powiazaniami z „lepsza” czescia spoleczenstwa Selma stala sie autorytetem nie tylko na skale swojego kraju. Polecam tutaj ksiazke o zonie amerykanskiego architekta, Franka Wrighta. O ile dobrze pamietam pragnela ona poznac Ellen Key i po przyjezdzie do Szwecji odwiedzila takze Selme.

Wracajac do naszych baranów czyli Anny – mezczyzni wystepujacy w tej powiesci sa albo nieobecni albo slabi. Nie wnosza nic dobrego w zycie kobiet; czasami sa narzedziem w ich reka, a czasami sprawcami nieszczescia.. W kazdym razie rzady w takiej badz innej postaci sprawuja kobiety i to one sa sila nosna spoleczenstwa – gdyby nie ich pracowistosc, stanowczosc, rozsadek i dyplomacja to nic by nie dzialala na zadnym stopniu drabiny spolecznej. Ten sposób widzenia rózni sie skrajnie od Elizy Orzeszkowej i jej Nad Niemnem, gdzie pani Emilia (?) i jej globus histericus traktowane byly niepowaznie – sily zywotne narodu wystepowaly wylacznie w zascianku (zlosliwosc kaze mi dodac, ze zasciankowe „sily zywotne” zdaja sie miec nadal niezle i teraz). Tymczasem u Lagerlöf wystepujaca na górze piramidy Charlotte (de domo Löwensköld) charakteryzuje sie rozumem, sercem i autorytetem – i wydziera meza z objec smierci (oraz pijanego lekarza). Z poscigu po lodzie uchodzi nie tylko sucha stopa, lecz i z zyciem – podczas kiedy jej niezdarny krewniak, baron L zapada sie w otchlan. Charlotte zareczona kiedys byla z pastorem Karolem Arturem Ekenstedtem. To wlasnie Karol Artur (Szwedzi maja do tej pory nienosna maniere dwuimienia) jest zwornikiem trylogii – po Charlotte wiaze sie z Thea, a nastepnie z Anna. Thea to dopiero piece of work – zakochana do szalenstwa w Karolku, wiedzie siebie i ukochanego na droge religijnego obledu i wlóczegostwo (uwazane w Szwecji za szczyt degradacji i degrengolady). Zas sama Anna, której los w udziale przyniósl malzenstwo z zakochanym a to w Szarlotce, a to w Dorotce (Thea to zdrobnienie od Dorothea) ratuje sie pracowitoscia, dobrym sercem dla dzieci i przedsiebiorczoscia (ze sprzedawczymi pieszej przedzierzga sie w sprzedawczynie obwozna). Wszystko to, zeby utrzymac nie tylko wspólnego z Karolem syna, ale jeszcze dziesiatke przygarnietych sierot. Dzie-siat-ke! W tle wystepuje jeszcze proboszczowa, która ustawia wszystkich na swoje miejsca oraz siostra Karolka, niejaka Jacquette (nie jestem pewna pisowni, bo Szwedzi kalecza okrutnie francuska wymowe). Jacquette ma golebie serce i czyta na glos „slodkiej matce” (maleczce?), ale w odpowiednim momencie okazuje determinacje i stawia ultimatum ojcu pulkownikowi: albo Anna dostanie trzy tysiace koron albo Jacquette odda szwagierce otrzymane w prezencie gospodarstwo. Pulkownik ustepuje, a golebie serce powraca do gruchotania nad glowa sparalizowanej mateczki.

O samym Karolu Arturze nie ma co sie rozpisywac, bo byl zupelnie pozbawiony cech pozytywnych. Jakbym go koniecznie chciala bronic, tak jak sie teraz zastanowie, to moze nie mial, biedaczek, szans w otoczeniu takich dominujacych niewiast? Mimo zrozumienia mozliwej genezy jego brzydkich uczynków jakos i tak nie wzbudza mojej sympatii – za bardzo lubil ogladac kobiety sprzatajace na kolanach kuchnie jego domu. Lagerlöf tez chyba go nie lubila – na koniec zeslala na misje do nawracania pogan. Najbiedniejsza byla z tego wszystkiego Anna, bo otoczenie spodziewalo sie, iz podazy w slady swojego wielokrotnie niewiernego meza. Sympatie Selmy rozkladaja sie nierówno – zdecydowanie lepszy los szykuje ludziom, którzy urodzili sie w uprzywilejowanych rodzinach. Chyba jej podejscie do wlasnych bohaterów podszyte jest protestantyzmem?

Anna Svärd wydana byla w Polsce zaraz po ukazaniu sie w Szwecji czyli w 1929. Potem chyba nie – czyli szansa, zeby zbladzila pod strzechy nie nalezy do wielkich. Jakby ktos znalazl pod pokrywa kurzu na strychu to niech przeczyta – chetnie podyskutowalambym na temat tej ksiazki. Nie sadze, zebym znalazla wielu partnerów do dyskusji na jej temat w swojej okolicy.


Jak mnie mozna znalezc?

In Pamietnik on 17 Maj 2011 at 23:45

Dzisiaj sama przyjemnosc. Zbieralm i zbieralam az sie miarka przebrala – az nazbieralam góre hasel i linków, pod którymi zostaje wytropiona w Internecie. Lirael  robi to systematycznie, a ja kopiowalam od jakiegos czasu i czekalam cierpliwie az hasla zaczna sie powtarzac. Nic z tego; pomyslowosc internautów nie zna granic (par excellance). Zachowalam oryginalna pisownie i zapraszam na feerie fantazji ludzi skad inad obcych, ale jakze garnacych sie do mnie w poszukiwaniu:

Oprócz popularnych watków pornograficznych zaniepokoil mnie troche link o wyjmowaniu noza z glowy mezczyzny po czterech latach oraz kot, któremu jakis sadysta wbil strzale do lebka. Troche nieswojo tez mi sie zrobilo, ze mój blog odwiedzil wspólczesny zwolennik niewolnictwa – tyle dobrze, ze skierowal swoje wirtualne kroki w strone Wielkiej Brytanii. Najbardziej dumna jestem z linku o Linuxie, choc przyznac sie bez bicia, ze uzywam innego systemu operacyjnego. Zobaczymy co mi dobre wiatry przyniosa w najblizszym czasie?

Stulatek daje noge-Jonasson

In Ksiazki, Szwecja on 15 Maj 2011 at 12:56

Jonas Jonasson /Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann / Stulatek, który wylazl przez okno i przepadl bez wiesci / 2009 / e-book w formie audio

Poczatkowy fragment mozna znalezc tu: http://www.bokus.com/bok/9789186369279/hundraaringen-som-klev-ut-genom-fonstret-och-forsvann/

Z okazji niedzieli proponuje przebój szwedzkiego rynku wydawniczego – nie, nie kryminal! Kryminaly, panie i panowie, zdaja sie mocno passé w Szwecji wlasciwej. Pora teraz na literature sowizdrzalska w postaci Stulatka. Musze powiedziec, ze jeszcze troche a by mi ta pozycja umknela, ale dzieki pochwalom mojej znakomitej kolezanki Elisabeth zabralam ze soba w postaci e-book(a) Stulatka w podróz. Zeby bylo smieszniej polecalam tej samej Elisabeth Arto Paasilinne, na którym Jonasson sie wzorowal i o którym nawet napomyka w tekscie.

Czytajac recenzje na necie widac, ze Stulatka albo sie kocha albo nienawidzi – nietrudno zgadnac do której kategorii sama sie zaliczam. Ludzie sie smieja – ale jak sie spojrzy dalej wlasnego nosa to mozna zadac gogolowskie pytanie: Z czego smiejecie? Sami z siebie sie smiejecie! Z jednej strony fakt, milo jest posluchac wartkiej opowiesci o duzej ilosci malo prawdopodobnych acz smiesznych wydarzen. Z drugiej Jonasson wykorzystuje humor do zawarcia krytyki spolecznej czy historycznej i dla mnie to stanowi o wartosci ksiazki.

Akcja prowadzona równolegle – raz w roku dwa tysiace piatym, kiedy stuletni jubilat daje noge z zakladu ponurej starosci i udaje sie nie tyle w Polske, co w Szwecje; a raz biegnie przez caly wiek dzwudziesty, towarzyszac zyciu rzeczonego Allana Karlssona. Calego pierwszego watku zdradzac nie zamierzam, zeby nie psuc zabawy przyszlym czytelnikom. W kazdym razie moge zdradzic, ze Allan, mimo zaawansowanego wieku, nie byl zadnym poczciwym dziadkiem, a kochajacym zycie (i kieliszek wódeczki) weteranem. Poniewaz osobowosc nie zmienia nam sie z wiekiem, to Allan na starosc ani nie polubil serwowanej w srodku nocy kaszki z mleczkiem, ani pobierania rozkazów od szwedzkiego wydania siostry Ratched. Niezaleznosc w sensie fizycznym i mentalnym charakteryzowala bowiem Allana od wczesnego dziecinstwa. W momencie, kiedy miejscowi notable juz sie gotuja do zrobienia sobie zdjecia w „sedziwym jubilatem” czyli stuletnim pensjonariuszem zakladu, sam jubilat postanawia odzyskac kontrole nad wlasnym zyciem i opuszcza po angielsku planowane przyjecie, ulatniajac sie przez okno. Przez przypadek wchodzi w posiadanie walizki, która zamiast pozadanego przyodziewku zawiera kwote piecdziesieciu milionów koron. Od tej pory musi uciekac, gdyz jak wiadomo nie ma darmowych obiadów, a co dopiero ich wielokrotnosci. Uchodzac zawiera liczne acz niespodziewane sojusze i przyjaznie. Mimo statystycznie slabych szans udaje mu sie ( wraz z doborowym towarystwem) znalezc miejsce schronienia – nie tyle nawet przed zorganizowana przestepczoscia czy szwedzkim wymiarem sprawiedliwosci, co przed szwedzka opieka w domu staruszków. Ba, postanawia sie nawet ozenic i odkrywa, ze wcale nie jest impotentem (i ofiara szwedzkich eksperymentów sterylizacyjnych).

Musze porozmawiac z Elisabeth na temat watku pobocznego – czy ona tez dostrzega krytyke spoleczna plynaca spod pióra Jonassona? Krytyke, która pokazuje druga, bardziej sympatyczna strone Szwecji – krainy ludzi obdarzonych zdrowym rozsadkiem i nie do konca dowierzajacych biurokratom. Nie tej, ktora widac w mediach, lecz tej, która slychac w towarzyskich rozmowach. Jonasson mówi wyraznie, ze sprawiedliwosc i prawo to zazwyczaj dwie rózne rzeczy. Osmiesza ksenofobie i obnaza braki w opiece nad starszymi ludzmi. Opisuje przekrety przy preparowaniu zywnosci ( w tym sprzedawanych jako szwedzkie kurczaków z Polski). Ukazuje brak akceptacji dla innosci i prawo do wlasnego, pelnowartosciowego zycia ludzi nieprzystajacych do wzorca. W polityce demaskuje niemoralnosc i zlosliwie ukazuje mechanizmy wladzy. Wysmiewa sie ze swiatowych polityków, obrazujac ich raczej jako ulomne jednostki. Nie uznaje podzialu swiata na bogatych i biednych, na moznych i zniewolonych. W pewnym sensie nawoluje do rebelii (ucieczki przez okno, by odzyskac swoja godnosc). Jak kazdy autor sowzdrzalski Jonasson jest outsiderem w Szwecji – jego notka biograficzna podaje, ze osiedlil sie w Szwajcarii. Podobno pracuje tam nad nastepna ksiazka – tym razem juz jej nie przegapie.

Niezaleznie od tego czy ktos ma ochote posmiac sie czy tez zadumac nad tym dokad nasz swiat zmierza polecam Stulatka czytelnikom w kazdym wieku!


Szwedzki pociag donikad

In Pamietnik, Szwecja on 12 Maj 2011 at 12:20

Dzisiaj krótko na tematy nieliterackie – ale zycie nie sklada sie, niestety, wylacznie z czytania ksiazek. Czasami trzeba sie udac w podróz i czasami wsiasc w pociag.

Jak przyjechalam do Szwecji to pociagi chodzily niczym szwajcarskie zegarki, a konduktorzy tryskali luzem i dobrym humorem. Niestety, wszytsko sie potem sprywatyzowalo i teraz pasazerowie placa cene za wysokie zyski akcjonariuszy.  Pasazer moze zapomniec o okienkach biletowych czy z informacja – wszystko teraz ma sie odbywac przez telefon i internet. Szkoda tylko, ze koleje nie oferuja teleportacji – bo koniec konców dochodzi do fizycznego transportu i tu zaczynaja sie schody (czasami popsute jak ruchome schody na peronach Lundu). Pasazerowie korzystajacy regularnie z kolei spieraja sie od kiedy pociagi przestaly kursowac regularnie – na pewno przed ostatnia zim, a pewnie jeszcze przed ta przedostatnia.  Mój pociag w grudniu po prostu nie przyjechal i tylko uprzejmosci sasiadki zawdzieczam, ze dotarlam na lotnisko na czas. Do tej pory nie dostalam zwrotu za bilet, mimo ze obowiazuje tzw. gwaracja podrózy. A wracajac w sobote nie tylko ze pociag sie spóznil, peron zmienil w ostatniej chwili, to jeszcze na pokladzie dowiedzialam sie, ze albo zaplace podwójnie za bilet albo zostane wysadzona na najblizszej stacji. Na dodatek okazalo sie, ze bilet kosztuje dwa razy wiecej niz ten, który kupilam pzrez Internet! Poniewaz podrózowalam od piatej rano dla swietego spokoju zaplacilam na drugi bilet na ten sam pociag. Ale jak przyjechalam do domu to w swojej bezsilnej zlosci pomyslalam, ze opisze ten incydent w gazecie. Ulzylo mi juz jak wyslalam swój list do redakcji – nie sadzilam nawet, ze zostanie opublikowany. A jednak! Zalaczam wiec skan z wczorajszego wydania „Hallandsposten” wraz z odpowiedzia szefa d/s PR. Redakcja mnie wsparla obrazkiem i zlosciwym tytulem „W drodze do stacji koncowej?” – pewnie dlatego, ze wyrazilam nadzieje, iz firma przewozowa Öresundtåget wkrótce zbankrutuje.

Ostrzegam wiec wszystkich odwiedzajacych Szwecje przed podrózami Öresundtåget. A swoja droga szkoda, ze nie da sie dogadac z konduktorem tylko trzeba uzywac metody „ja pania opisze w gazecie”…

Jedna zla, druga niezla-remanent

In Ksiazki on 11 Maj 2011 at 23:27

Jojo Moyes / Srebrna zatoka / 2009

Okropny kit – pozyczylam z sentymentu do wschodniego wybrzeza Australii. Serie nazwano prenesjonalnie „Mysli kobiet” – ale chyba miano na mysli totalna bezmyslnosc. Jest to ksiazka, której czytac sie po prostu nie da. Na pewno to wklad autorki, choc jak sadze tlumaczka tez przylozyla sie do fiaska.  Jestem wszystkozernym czytelnikiem, byle tylko autor wykazal sie mistrzostwem w swoim gatunku badz zaofiarowal autentycznosc. Na pretensjonalnosc i nude jestem uczulona – no i na zlosc sobie akurat taka pozycje  wypozyczylam! Zgodnie ze szwedzkiem porzekadlem: skam på den som ger sig postanowilam nie oddac walki walkowerem. Poleglam i tak po paru stronach…  Odnotowuje z wylacznie z poczucia obowiazku. Na deser mala próbka tesktu, wybrana na chybi trafil:

Silniki umilkly, morze prawie ucichlo, tylko turysci rozmawiali jak wczesniej, a fale uderzaly o burty. Uwielbialam byc na morzu, patrzec na nasz dom – biala kropke na tle waskiej plazy, widziec, jak znika za któryms z wielu pólwyspów. Moze uwielbialam to tak bardzo, bo bylo mi to zakazane. Na ogól sluchalam sie mamy, ale w tym wypadku chodzilo o morze i delfiny!

Zdjecie ze wspomnianego we wstepie Newcastle – zrobione za moim drugim pobytem w Australii:

Jenny Gucci / Guccikrigen. Hur jag överlevde mord och intriger i världens största modehus / 2008


Po tej ksiazce z kolei niewiele sie spodziewalam. Z reguly nie kupuje nic przez telefon, ale dziewczyna byla mila i w rezultacie namówila mnie na zapisanie sie do klubu pocket’owego. Nie dowierzalam jednak jej rekomendacji „gwarantowanego sukcesu czytelniczego” i krakowskim targiem skoczylo sie na Wojnach Guccich. Ksiazka towarzyszyla mi w pogryzaniu mazurków w wielkanocnym sloncu. Polecam milosnikom zyciowych historii oraz pensjonarkom (plci obojga i w dowolnym wieku). Tu dygresja – podczas niedawnego pobytu w Polsce zostalam wciagnieta w rozmowe o najbogatszej Polce w Szwecji. Mój rozmówca byl zdania, ze jak sie mieszka na zamku i ma pieniadze to mozna odetchnac z ulga i polozyc na piernatach (uwazajac tylko na ewentulane ziarnka gro0chu). Czemu zaprzecza sama milionerka w ostatniej Pani. Ksiazka Jenny Gucci powinna posluzyc jak zimny prysznic wszystkim golddiggers – nawet jezeli autorki nie mozna posadzic o zagiecie parolu na bogatego dziedzica fortuny. Bo jak sie idzie do lózka z pieniedzmi to oprócz diamentów dostaje sie jeszcze stres, makabryczne historie i bezwzglednego partnera.

Najwiekszym walorem ksiazki jest jej autentycznosc oraz bezpretensjonalnosc autorki. Nie znam pani Gucci (Gucziowej?) i tak do konca nie moge byc pewna czy nie naklamala. Ale jesliby nawet nie opisala wszystkich szczególów to i tak pozostawila mnie z pelnia szacunku dla siebie. Ach, to marzenie o wspanialym mezczyznie, który nas porwie do swojego palacu! Ilez to kobiet poleglo q akcji albo uschlo w staropanienstwie wypatrujac mlodzienca na bialym rumaku. Jenny byla ladna, sredniouzdolniona kobieta, której marzeniem byl spiew na scenie. Pewnie by nadal spiewala (troche przypominaja mi sie powiesci pani Rhys) gdyby nie wpadla w oko Paolo Gucci. No i wpadla jak przyslowiowa sliwka w kompot, gdyz sie w mezczyznie w sile wieku zakochala. Byla zona idealna, towarzyszaca wszedzie malzonkowi, czasami tylko kontynuujac nauke spiewu i samo spiewanie. Spiewajaco weszla w klebowisko zmij, jakim byla niewatpliwie rodzina Guccich. Udalo jej zachowac integralnosc, co zyskalo respekt osób kluczowych w klanie. W tej rodzinie kobiety nie miewaly z zalozenia nic do powiedzenia i Jenny miala szczescie, ze nie posiadala wtedy ambicji designerskich ani businessowych. Ale i tak skonczylo sie smutno, bo w koncu pan i wladca znudzil sie zyciem rodzinnym i chcial miec troche uciech na boku – czemu sie, ku jego wielkiemu zdziwieniu, pani Gucciowa sprzeciwila. No to dal jej popalic, a pieniadze zapadly sie pod ziemie. Nader pouczajaca lektura, gdyz Jenny dokladnie opisuje wiele przekretów, które z powodzeniem stosuja mozni tego swiata. A przy okazji troche opisów ladnych wnetrz, eleganckich toalet i luksusów widzianych od srodka. Plus eloge dla przyjazni – Jenny nie stala sie gorzka czy zlosliwa, choc nie bylo jej lekko, o nie. Kryminal, którego by nie wymyslil sam Stieg Larsson, a wymyslilo zycie.

Po tej lekturze chyba przestane chodzic w kreacjach firmy Gucci 😉