szwedzkiereminiscencje

Archive for the ‘Feminizm’ Category

Dom wariatek – Agnes von K, Sigrid H & Nelly S

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja, Uncategorized on 6 marca 2017 at 23:08

Karin Johannisson ”Den sårade divan. Om psykets estetik”, 2015 (Zraniona diva. O estetyce psychiki)

divav

Spedzilam trudny weekend w domu wariatów, a wlasciwie to w domu wariatek – czyli w zlikwidowanym juz zakladzie Beckomberga w Sztokholmie. Nie dlatego, zeby mnie tam w kaftaniku i na sygnale odtransportowano, ale poniewaz ambitnie zabralam sie do kupionej na przecenie ksiazki. Autorka, Karin Johannisson, zmarla wlasnie jesienia, ku mojemu strapieniu, poniewaz bywala jasnym punktem debat telewizyjnych. Madra, sympatyczna, ladna – zajmowala sie historia idei, a zwlaszcza tej medycznej. Pewnie troche po mamie, niemieckiej studentce medycyny – a troche po tacie, profesorze jezyków nordyckich. Drugim powodem wytrwania przy tej nader ciekawej, acz chwilami meczacej lekturze, sa bohaterki opracowania: niegdys skandaliczna, dzis troche zapomniana pisarka, Agnes von Krusenstjärna (1894-1940); moja ulubiona malarka i uczennica Matisse’a, Sigrid Hjertén (1885-1948) oraz dyskusyjna laureatka literackiego nobla, Nelly Sachs (1891-1970). Pierwszej postawiono diagnoze histeria, drugiej schizofrenia, zas trzeciej – paranoja.

sigrid

Ach te diagnozy, ach te szpitale psychiatryczne, ach ci lekarze – niczym niezrealizowani badacze polarni. Bo taki Nansen wyplywal daleko Frammem, podczas gdy Freud wybral bezpieczenstwo zacisza buduaru, zeby zapuscic sie w otchlan duszy pacjentek. I czy w Szwecji moglo byc lepiej? Jak juz co, to tylko gorzej: panstwo bylo biedne, mieszczanstwo i szlachta slaba, stopien wyksztalcenia ludnosci niewielki, a wladza urzednika pantwowego nieomal nieograniczona. Ofiarami tych niewyzytych (pa)praczy bebechów stawaly sie glównie kobiety; te, którym nie w smak byla przypisywana im ”naturalna” rola malzonki i matki. Zamiast udawac przyjemne dla oka i ucha byly ”dzikie”, ironiczne, nieposluszne, chcialy sie uczyc i zawodowo pracowac. Rzecz jasna najtrudniej mialy te artystyczne i zdolne, poniewaz panowal mit meskiego (wylacznie) geniusza. Geniusz ten mógl sie spijac badz wariowac do woli, lecz diagnozowany byl i tak jako ”zupelnie normalny, choc nerwowo wyczerpany”. Tymczasem jego siostry – od pedzla czy pióra – nie tylko, ze diagnozowane byly jako chore psychicznie, to jeszcze do tego zamykane w zakladach, za przyzwoleniem meskich czlonków rodziny, a pózniej takze, za tym samym przyzwoleniem – lobotomowane. Tak zmarla elegancka Sigrid – dopóki jeszcze zyl, nota bene jej byly, maz, Isaak Grünewald, nie wyrazal zgody na lobotomie – ale po jego smierci, jedyny syn pary Hjertén-Grünewald, Ivan, zgodzil sie na operacje na zywym mózgu matki. W latach 1944-45 poddano lobotomii w szpitalu Serafimów szescdziesieciu pieciu pacjentów, przywozonych najczesciej z zakladu Beckomberga, z czego 89,23% stanowily kobiety. Z polskiego podwórka mozemy do tego dziedzictwa dodac Marie Komornicka vel Piotra Odmienca Wlasta. Oczywiscie, mozna sie pocieszac, iz kobiety o kapitale materialnym i spolecznym uniknely pulapki wariatkowa – tym niemniej rzadko która miala wystarczajaco silna pozycje. Czyli pieniadze oraz kochajaca i wspierajaca rodzine. Chorowita matka, córki Agnes nie lubila. Sigrid zostala wczesnie sierota (a obydwie wywodzily sie z elity), zas Nelly o wlas uniknela obozu koncentracyjnego, chroniac sie (na skutek interwencji Selmy Lagerlöf) wraz z matka w Szwecji . Nie musze dodawac, ze majatek rodziny Nelly przeszedl w obce, czyste rasowo rece, nie ulatwiajac im startu w nowym kraju.

Zeby nie byc goloslowna cytaty z Karin:

Siri Hustved zwracala uwage, iz mloda dziewczyna powinna otrzymac trening w alternatywnych emocjach kobiecych: zlosci, dzikosci, krzyku, bycia nieprzyjemna. W kryzysie kobiety maja bowiem tendencje do obwiniania siebie samych. Przestaja dzialac, staja sie defensywne i same siebie plasuja w kategorii patologii. ”Czulam sie szalona”, ”nie wiem, co sie ze mna stalo”. Po przekroczeniu umownej granicy kobieta moze byc zwyzywana czy tez niepochlebnie porównywana do czegos. Placzaca nazywana jest neurotyczka, krzyczaca histeryczka, okazujaca seksualnosc kurwa, a demonstrujaca jest czarownica.

Ekscentrycznosc, pretensjonalnosc, samoreklama nie mialy rodzaju zenskiego. Swiadczyly o szalenstwie.

Alternatywny rodzaj bycia kobieta zawsze oznaczal ryzyko.

IMG_2217

Dobrego Dnia Kobiet zycze wszystkim kobietom, a zwlaszcza tym alternatywnym!

Reklamy

Wojna domowa – wojna na milosc

In Feminizm, Ksiazki, Muzyka, Szwecja, Uncategorized on 2 marca 2017 at 13:51

ebba-1

To jest ksiazka, która narobila niezlego zamieszania w Szwecji. W formie papierowej, a takze zamierzonej opery (sic!) z premiera 6 czerwca kolo Mory oraz wersji scenicznej, z premiera juz jutro w Sztokholmie. Dlaczego? Zapewne z paru powodów. Na pewno z powodu autorki, slynnej profesor literatury i jezyków nordyckich, Ebby Witt-Brattström. Znanej ze swojego feministycznego zaangazowania, z politycznym epizodem w Feministycznej Inicjatywie wlacznie. Ale glównie popularnej jako wyszczekana, oczytana, atrakcyjna i calkiem czarujaca kobieta, chetnie zapraszana do studia telewizyjnego. Osoba, z która na pewno nie bedzie nudno. Zwiazana przez trzydziesci trzy lata z niemniej slynnym Horacym Engdahlem (w tym dwadziescia piec lat malzenstwa). Nazywanych para królewska szwedzkiej kultury, jako ze Horacy od lat dziewiecdziesiatych jest czlonkiem Szwedzkiej Akademii i przez wiele lat pelnil funkcje jej „permanentnego sekretarza”. Czyli osoby, która niczym kukulka z zegara, wylania sie zza drzwi o trzynastej w pewien pazdziernikowy czwartek i pompatycznym tonem oglasza kto w tym roku otrzymuje literackiego nobla. Nota bene Horacy skontrowal literacki debiut bylej zony „Ostatnia swinia”, czyli – podobno – wyborem monologów i aforyzmów. Pozwole sobie przetlumaczyc jedna strone historii rozstania w wersji Ebby:

ebba-2

No i tak to sie toczy przez cale 180 stron, z podtytulam zaczerpnietymi z Goethego, Szekspira, Strindberga, Kierkegaarda, Virginii Woolf, Tove Jansson, Sonii Åkesson (bardzo lubie jej wiersze), Beatlesów, Monthy Pythona i innych. Godni siebie przeciwnicy, spleceni w toksycznym klinczu. Blyskotliwi, nieustraszeni w ranieniu siebie nawzajem, celujacy dokladnie w najslabsze miejsce dawnego kochanka, a teraz smiertelnego wroga. Ona paruje ciosy odrobine szybciej, on wyraza agresje – i jak wynika z jej odpowiedzi, przechodzi do rekoczynów. Niby Ebba z Horacym zaprzeczaja, ze to o nich w ksiazce chodzi – ale czytelnik i tak wysnuwa wlasne wnioski.  Cytujac za Astrud Gilberto „milosc, kiedy odchodzi, jest nasmutniejsza rzecza”. Na co by odpowiedzial Ozzie Osborne „jestem taki nieszczesliwy i smutny – stracilem najlepszego przyjaciela w zyciu, moja kobiete”. Kto kogo bardziej zranil, niech osadzi kto chce. A ja, wszystkim zlamanym sercom, ku ukojeniu, dedykuje muzyke „Once I loved” oraz „Changes” – niestety, nie jestem czlonkiem premium i nie moge wkleic ponizej, jak planowalam. Nic to, wiosna idzie, zatem Panie i Panowie – badzmy dobrzy dla siebie na wiosne…

 

 

 

Letnio x 4

In Feminizm, Ksiazki, Muzyka, Pamietnik, Sztuka, Szwecja on 1 sierpnia 2014 at 20:21

Upal byl niemozebny – czytalam zachlannie ksiazki na plazy (skalistej), ale już na recenzowanie ich nie miałam ani sily, ani czasu. Czasu, ponieważ piekna pogoda przyszla po zakończeniu tygodniowego urlopu, zatem mogłam plazowac się dopiero po pracy. A po słonecznych kapielach, kapiele w podgrzanym do ludzkich temperatur Kattegacie. Zas po kapielach sloneczno-morskich codzienny koncert w Parku Zdrojowym, na białych laweczkach, a jakze. Teraz zaledwie dwadziescia pare stopni i mam wrazenie, ze marzne do szpiku kosci. Za to mózg wybudza się ze stanu hibernacji i skonczyla mi sie wymówka, ze na sleczenie przed komputerem zdecydowanie za goraco.

IMG_0997

Na dzisiaj proponuje az cztery pozycje – trochę po lebkach, bo choć ogladalnosc tego blogu, ku mojemu zdumieniu, utrzymuje się, to ostatnio tylko z rzadka widze komentarze. Nudno się pisze sobie a muzom, gdyż z zalozenia blog miał stać się centrum kontaktu z podobnymi do mnie (o co normalnie trudno). Szef kuchni dziś poleca trochę chinszczyzny: Jung Chang, Den sista kejsarinnan av Kina; niezawodna noblistkę Alice Munro, Brinannde livet; Joyo Moyes i Livet efter dig oraz lekturę dziecinstwa, Katherine Allfrey, Penny i dobra wrózka.

IMG_0983

Zaczne od tej ostatniej. Na wakacje często mam ochote zaglebic się w lekturze i zapomnieć o całym swiecie – zwłaszcza w dni deszczowe. Co prawda czytałam już wtedy Cesarzowa, ale szybko znudzily mi się szykany chińskiego dworu i zatesknilam za czyms bardziej swojskim. Penny Brown, jak brzmi tytul oryginalu, była prezentem od chrzestnej matki, pianistki. Zaplatala się w repertuar prezentowy jakby mimochodem, gdyż zazwyczaj dostawalam klasyki literatury przedwojennej (sprzed tej pierwszej wojny!), typu Pollyanna albo Jules Verne. Teraz zastanawiam się dlaczego akurat tak zapadla mi w pamięć? Chyba glównie dlatego, ze szesnastoletnia glówna bohaterka była niewiele ode mnie starsza, a już zupełnie samodzielna. Planujaca wakacje w Szkocji z jeszcze bardziej samodzielna Mojra Bret-Huttingdon. Kochałam opisy Mojry w kurtce losiowej i bryczesach, popijacej whisky, pitraszącej pod namiotem wspanialy omlet z kurkami i szybko kierującej turkusowym (!) samochodem. Ekscentrycznej, wielkodusznej damy o ostrym jezyku. No i opisy Szkocji, znanej mi wczesniej z historycznych „Porwanego za młodu”, „Katriony” oraz „Rob Roya”. Nota bene obecne czytanie szkockiej lektury miało moc sprawcza: w koncertowej muszli wysluchalam muzyki zespołu Rant, wywijajacego z zapalem na smyczkach (dwie Szetlandki i dwie Highlandki). Przy okazji natknelam się na znajomego skrzypka, który jednej Rantówce swój instrument pozyczyl. Czyli Penny i dobra wrózka ma nadal dla mnie wymiar magiczny. Warto dzieciom kupować dobre książki!

IMG_0984

Inna lektura stricte wakacyjna okazala się Joyo Moyes, otrzymana jako gratis, wraz z lipcowa Elle. Po polsku, jak znalazłam, zatytulowana Zanim się pojawiles. Wole jednak szwedzkie tłumaczenie Me before you – mniej dosłowne: Zycie po Tobie. Ksiazka sprawnie napisana; z poczuciem humoru, co akurat ważne ze względu na egzystencjalny watek główny. Autorka wykonuje pare wolt, wiec czytelnik nie jest w stanie przewidzieć rozwoju akcji. Niby Brytyjczycy wydali ostatnio tyle poczytnych pisarek, a jednak Joyo znalazła wlasna nisze. Podoba mi się, ze przedstawia na sposób równie wiarygodny osoby z różnym backgroundem. Każdy ma swoja prawde – Moyes nie stosuje tu dychotomicznego podzialu na prawde kobiet i mężczyzn; młodych i starych; robotników i warstwy uprzywilejowanej. Uniwersalne losy czy tez wspólny mianownik ludzkiej kondycji to w moim odczuciu, glówna sila powieści. Snując narracje o losach głównych bohaterów, Lou i Willa, obrazuje plastycznie zmiany społeczne, zachodzące w postmodernie. Sa przegrani – Lou, tracaca prace w kafejce oraz jej ojciec, zwolniony z fabryki. Sa tez wygrywający, jak Will, spekulujący przedsiębiorstwami. Choć na koniec to wlasnie on dokona sorti (w dobrym stylu), a wielka wygrana od losu wyciaga Lou – nie przypadkiem czy na piękne oczy, tylko kosztem pracy nad sobą oraz dobroczynnemu wpływowi Willa. A pod tym wszystkim temat trudny: kiedy jakość zycia bywa na tyle marna, ze wolno z niego aktywnie zrezygnowac? Nie raniąc zbytnio własnego otoczenia? Czy tak się w ogóle da? Moyes popelnila niezle czytadlo – ani płytkie, ani miałkie.

IMG_0980

Najlepsza, zgodnie z przewidywaniami, okazala się zawsze niezawodna Alice. Ku mojemu zaskoczeniu zdaje się mieć niedwowierzajaca prase w Polsce – albo to ja otwieram nie te artykuly, co trzeba? Osobiscie się do niej coraz bardziej przekonuje – choć niestety, nie ma co liczyc na ciag dalszy. Dear Life (Drogie zycie) zaczyna się tak znakomitym opowiadaniem (a opowiadan, z zasady, nie znosze), ze po jego przeczytaniu poczułam się juz nasycona – i musiałam ksiazke na chwile odlozyc. Trawiłam dobre pare tygodni, zanim się znowu powazylam o powrót do lektury. To jest wlasnie róznica miedzy literatura a ksiazka – ze wysublimowana, krótka forma wpija się pazurami w dusze, niczym wampir, i nie chce popuscic. Ba, jeszcze gorzej: ten wampir zlewa się w jedno własnymi odczuciami, z własnymi uczuciami – i już do końca nie wiadomo, czy Munro pisze o mnie, czy tez o kims innym. Takie odczucie towarzyszylo mi przy paru opowiadanich, choć nie przy wszystkich. Czesci, traktujaca o ludziach zbyt ode mnie dalekich, „slucha się” niczym basni o zelaznym wilku. Pisze „slucha”, a nie „czyta”, gdyż zdecydowanie mam wrazenie, ze opowiadania (no wlasnie!) Alice Munro przeznaczone sa do przekazywania w waskim gronie, tak ad hoc. Przypominają zasłyszane w dziecinstwie opowieści kobiet w różnym wieku, które podczas wspólnych wakacji, na spacerze albo przycupniete na lawce, wspominaly znanych im ludzi czy miejsca. Te wszystkie historie ludzkie charakteryzują się brakiem sensu moralnego, brakiem waznosci pojedynczego losu, brakiem logiki podejmowanych decyzji. Jednych prowadza w dobra strone, zas drugich na rozdroża. Kto ma racje? I kto to może – i ma prawo – sadzic? Ksiazka WSPA-NIA-LA!

IMG_0988

Chinska cesarzowa Cixi plasuje się gdzies po srodku. Lubie biografie, a szczególnie nieznanych mi wcześniej kobiet. Za wartość poznawcza autorka dostaje piatke. Z drugiej strony jej „poparcie” dla Cixi wydaje się trochę zbyt nachalne. Obraz Chin zawężony do ludności pochodzenia mongolskiego i Chinczyków Han. A gdzie inne grupy etniczne? Według Chang to wlasnie cesarzowa otwarla feudalne państwo srodka dla Europejczyków i Amerykanów, wbrew panującym, nieprzychylnym dla niej opiniom. Czyli ksiazka w zalozeniu miała obraz Cixi wybielić. Zawsze jednak istnieje ryzyko, ze reklama będzie zbyt nachalna i tak się trochę i tu stało. Zarówno dla samej cesarzowej, jak i pochwal dla Stanów Zjednoczonych. Z drugiej strony Stany rzeczywiście wypadają pozytywnie na tle agresywnej polityki imperialnych Europy, ze Szwedami wlacznie. Ciekawy okres w historii, koniec XIX i przełom XX wieku. Interesujące wycieczki w swiat eunuchów. Fascynuja, silna osobowość samej cesarzowej, która jako nastolatka została konkubina. Opisy psów pekińczyków. Dość paskudna historia wprowadzania chrzescijanstwa – zupełnie inna niż u Cronina. Jeszcze paskudniejsza historia znarkotyzowania Chinczyków opium, również przez Europejczyków – trudno czytac z czystym kolektywnym sumieniem. Autobiograficzne „Dzikie labedzie” były zdecydowanie ciekawsze. Pracy tej samej pisarki o Mao niestety nie znam. Na pewno dla nas jej ksiazki to kopalnia wiedzy o chińskich i azjatyckich uwarunkowaniach. Brakuje mi więcej informacji o zyciu codziennym innych warstw społecznych – co jedli, jak mieszkali, jak zyli. Bo biografia biografia, ale osoba portretowania musi zostać przedstawiona na tle swojej epoki. W Cesarzowej brakuje silnych postaci drugoplanowych. Trudno tez ustalić do końca stany emocjonalne – mysle, ze biograf ma trudne zadanie, ponieważ z jednej strony stara się bazować na faktach historycznych (z nieodłącznymi lukami), a z drugiej musi nadac swojemu bohaterowi zycie, aby go uczynic wiarygodnym. Tego ostatniego czynnika zabrakło – Cixi jawi się bardziej pomnikowa niż ludzka. Można powiedzieć, ze Chang przywraca Cixi utracona czesc i przedstawia ja jako produkt swojej epoki, natomiast nie udało się ukazac jej jako pełnokrwistej kobiety.

IMG_0977

Zdjecia-nie-na-temat z wystawy akwareli Larsa Lerina na wyspie Tjörn. W tym jeden malunek Krakowa!

Emilia, wnuczka Sonki –i Helene od ksiazek

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 10 lipca 2014 at 22:57

Lato, czyli długie, jasne dni na czytanie ksiazek. Podczas wizyty w Krakowie sprawiłam sobie w ksiegarni dwie zupełnie nowe: „Sonke” oraz „Bokserke”. Pierwsza, ponieważ przeczytałam wypowiedz Karpowicza w GW i jego jezyk mi się spodobal. Druga, bo już kiedyś blogozanka mi Plebanek zachwalala.

guson-atelier-malarskie

Sonke czyta się płynnie, gdyż jest to powiesc literacka, przypominajaca trochę „Bohin” Konwickiego. Wschodnie rubieże, nie do końca znane galileuszom – miejsce dla zdarzeń nie do końca realistycznych. Gdzies snuje się jeszcze mgla ballad i romansów i poetyka Kresów czy „Nad Niemnem”. W ten romantyczny krajobraz wpisuje się zycie niepiękne: biedne i brutalne. Niby stylowa, na wpól zapomniana, na wpól przemilczana historia – ale po chwili upojenia sama czynnoscia czytania błogostan zaklócily mi bolesne wątpliwości. Przypomniała mi się bowiem historia milosci francuskiej szesnastolatki do zonatego, niemieckiego czterdziestolatka. Dziewczyna mieszkala razem z rodzicami, którzy związek córki zaakceptowali, a później pomagali wychować wnuka. Niemiecki zolnierz wyruszyl po chwili na front, z którego już wiecej nie wrócil. Pragmatyczni chłopi francuscy (nie pamiętam, z którego to regionu) z sytuacja się pogodzili – nie bedac ani pod grozba pistoletu, ani nie czerpiąc dzieki Niemcowi profitów. Milosc to najwyraźniej we Francji tylko (az) milosc. A co u Karpowicza?

guston-przejazdzka-samochod

Karpowicz, zapewne zupełnie nieświadomie, dokonuje na swojej bohaterce brutalnego aktu odwetu. No bo co zawinila piekna dziewczyna, ze się w niej nie tyle panicz, co niemiecki zolnierz, zakochal? Z wzajemnoscia, czemu trudno się dziwic. Do tej pory spotykała Sonka na swojej drodze wyłącznie mężczyzn, którym była albo obojetna, albo którzy ja krzywdzili. A tu chłopak przystojny, z wykształconej rodziny. Pewnie – czego akurat autor nie definiuje – także odpowiednio wymyty, ogolony i elegancki. Patrzac z zewnątrz – ladna para z nich (by) była. A co robi pisarz? Pisarz się nad Sonka pastwi. I nie odgrywa tu roli, czy to pisarz czy tez może jej wlasni blizni, skoro historia prawdziwa podszyta. Jakby nie było, „wina” Sonki wymaga wielokrotnej pokuty, która do konca pietna z niej nie zmywa.

guston-port

Wina? Milosc, tylko ze nie we Francji (ani w Niemczech – pamiętny film z Olbrychskim i Hanna Schygulla), tylko na wschodnich polskich rubieżach. Kara? Smierc dziecka, rodziny, niewykluczone, ze także narzeczonego. Gwałt i poturbowanie, zakończone kalectwem – bohaterka utyka do końca zycia. Zycie jej darowano – tylko, ze stalo sie one nader nędzne. Dostala jeszcze jeden podarunek od losu: meza, który ja kochal i był dla niej dobry. Rzecz jasna, wojny nie przezyl. Az dziw bierze, ze pozwolonu psu przezyc! No i gdzie nam do cywilizacji? Gdzie tu chrzescijanska cnota miłosierdzia? Niemalze zabójstwo honorowe, jak – kurde – nie przymierzając, u Kurdów. Wiadomo, wojenne straty polskie liczniejsze niż francuskie. Winnych szukac by jednak wśród polityków, polozenia geopolitycznego, braku srodków i niepewnych sojuszy. Jedna kobieta winy za poległych chłopców nie udźwignie i nie odpokutuje. Mezczyzni zaczynają wojne, kobiety cierpia.

guston-spioch

Sonki synek wojny nie przezyl, ale jakby ich losy potoczyly się inaczej, to niewykluczone, iż urodziłaby jej się wnuczka Emilia, bohaterka najnowszej książki Grazyny Plebanek. Książki – dla mnie – niejednoznacznej. To znaczy, trudno mi ja zrecenzowac – niby niezla, lecz czegos mi w niej brakuje. Czyta się wartko, jednak sama powieść to jakby nie powieść, a cos miedzy pamiętnikiem a deklaracja programowa. Dużym plusem jest wspólczesna nam narracja – jakos mało teraz literatury osadzonej w terazniejszosci. Plusem (programowym?) – kobieta jako bohaterka. Mniej jednak wyrazista niż u Bator. W ogóle swiat globalnych przemian zdecydowanie lepiej Bator się udaje. Nie mogę oprzec się wrazeniu, iż entourage Plebanek sa nieostre – zresztą może tylko nieprecyzyjne. Bator stala się integralna czescia globalizacji – Plebanek dopiero aspiruje.

guston-agresja

Zaczne od własnego podwórka, czyli Szwecji. Czesc akcji „Bokserki”, odgrywajaca się tutaj, to taka Inga Lindström. Czyli jak sobie obcokrajowcy Szwecje wyobrazaja. Spektakl zaludniony aktorami polskimi, porozumiewający się po polsku i Szwecja jako malownicza, a wręcz egzotyczna scenografia. W jedynym, jedynym zdaniu cytowanym po szwedzku wystepuje blad językowy – o czym zresztą do autorki oraz wydawnictwa napisałam. Bez odzewu. Trochę to jak „bajka dla kucharek”: piękne (w domysle) Polki podbijają zagranice. Zupełnie nie ma realiów – w tym takich, które by obejmowaly polskie sprzątaczki czy polskich budowlańców. Odnoszę wrazenie, ze pisarka, mimo deklarowanego w prasie wieloletniego pobytu w Sztokholmie, w tkanke zywotna Szwecji się nie wgryzła.

guston-plaszcz

Dużo lepiej na tym tle wypadają opisy brukselskie – niestety, realizm dotyczy głównie pracy dla polskiej placówki konsularnej. Znakomite opisy feudalnych stosunków (pojawia się tez polski budowlaniec!) – nota bene dla odmiany których glówna bohaterka zadnych wysilków nie czyni. Niby wyemancypowana, ale głównie obyczajowo. Tutaj lezy sila powieści, gdyż autorka pozwala Emilii alias Lou korzystać z zycia na własnych warunkach. Bohaterka sama wybiera swoich mężczyzn i formy związków z nimi, jak również forme spędzania czasu wolnego czyli trenowanie boksu. Wiarygodne opisy uczuciowej matni, zmysłowych doznan, treningów, przekonujące portety innych adeptów boksu. Czuje się w nich autentyczne zaangażowanie oraz znajomość rzeczy. Ale jak dla mnie Emilia nie opuscila mentalnie polskiego grajdołka – typowe rozdarcie miedzy jedzeniem ciastka a trzymaniem go w spizarce. Zżyma się na obce widzenie Polski, lecz nic nie robi, żeby to widzenie zmienić. Przejawia bierny (niesmialy?), konsumpcyjny stosunek do swiata. Bierze, co jej zycie zaserwuje – w większym stopniu niż sama cos komus daje. Jej sympatie czy lojalnosc nie leza po stronie kobiety-szefa, choć pani ambasador wykazuje się madroscia. Fizycznie wytrenowana Lou jeszcze nie nauczyla się asertywności. Tkwi w poczuciu winy i poszukiwaniu „normalnych mężczyzn”, choć znajduje się w drodze, która prowadzi do wniosku, iż tzw. normalnosc nie istnieje. Pikantnie troche taki Janusz Wisniewski, choć z przekazem i literacko dużo lepsza. Ksiazka wazna jako pomost polsko-polski w zamet i rzekoma dekadencje zachodnia.

guston-malarz

Zupełnie inna jest Helene Huff – już niezyjaca Amerykanska żydowskiego pochodzenia. Tworzaca scenariusze dla raczkującej telewizji i marzaca o pisaniu. W międzyczasie czytajaca książki, w tym klasyków, niedostępnych na amerykańskim rynku. Nawiazuje zatem kontakt z antykwariatem w Londynie – i ten kontakt przeradza się się w trwajaca wiele dziesięcioleci przyjazn. Po latach kulminuje wizyta w stolicy Albionu – szczytowym punktem całego zycia Helene.

guston1

Ksiazka (to już wznowienie) ciekawa z wielu względów. Autorka posiada specyficzne poczucie humoru i zdolność krytycznej oceny. Z pasja wytrawnego bibliofila ocenia jakosc, wady i zalety wydania zamówionych lektur. Podczas, kiedy inni przeczytają piecdziesiat książek, Helene czyta jedna – po piecdziesiat razy. Jest ekscentryczna i dokładnie wie, czego chce, czego nie lubi oraz co jej sprawia przyjemność. Mimo szczupłego budżetu finansuje paczki okolicznościowe dla na wpól glodujacych Anglików, czym zaskarbia sobie ich wdziecznosc i przyjazn. Miała zresztą niewątpliwe szczęście, iż trafila na ludzi do siebie podobnych: zarówno ona, jak i oni byli skromni, zupełnie nie przejawiali postawy roszczeniowej – i los obszedł się z nimi laskawie. Wśród londyńczyków pojawili się także wyksztalceni i majętni (stare pieniądze), którzy wykazali w stosunku do pisarki szeroki gest, zapraszając na posiłki, wycieczki, sprawiając niewielki podarunki czy malując nawet portret. Trafila do klubu koneserów ksiazek i stala się jego honorowym członkiem. Nalezy dodac, ze byli to londynczycy przez epoka londyńczyków z polskiego serialu.

guston-w-wyrze

Pelna wdzięku i bezpretensjonalna lektura wakacyjna dla wszystkich milosników ksiazek, do Helene podobnych. Ilustracje pedzla Philipa Gustona, którego po raz pierwszy widzialam w Whitney w 1981.

Chimamanda trzyma fason

In Feminizm, Ksiazki, Pamietnik, Polskie refleksje on 30 listopada 2013 at 21:35

chimamanda-americanah

Mentalnie ciagle jestem gdzie indziej, zatem Chimamande potraktuje po macoszemu. Nie zasluzyla na to, ale w szwedzkich mediachja tak juz holubia, ze bilans i tak wyjdzie jej na plus.

the-big-tree2

Literacko „Americanah” jest troche gorsza niz „Polowa zóltego slonca”, natomiast tematycznie jest nam – a przynajmniej mnie – blizsza. Tak sobie wymyslilam, ze wezme ja w afrykanska podróz i mialam wielkie szczescie, gdyz na göteborskim lotnisku Landvetter spotkalam pokrewna dusze czytelnicza. Wbrew pozorom w ksiegarniach rzadko sie spotyka osoby obdarzone wyrafinowanym gustem literackim – zazwyczaj sa to tylko sprzedawcy ksiazek sprzedajnych. Tym razem jednak trafilam na dziewczyne, z która licytowalysmy sie ulubionymi ksiazkami, zeby zakonczyc transakcje na nabyciu (spolszczajac) „Amerykany”. Nastepna w kolejce ustawila sie Donna Tart.

dzrwi-indyjskie-dua

Sama ksiazke zostawilam nastepnym czytelnikom na Zanzibarze, wiec niestety, nie bede mogla sprawdzic pisowni imion bohaterów ani poczestowac stosownymi cytatami. Ale w sumie nie o literature czy sztuke opowiadania z tej ksiazce przeciez chodzi. Powiedzialabym, ze Adichie dolozyla swoje trzy grosze raczej do gatunku psychologiczno-socjologicznego w nurcie genderowym. Uff, brzmi nader pretensjonalnie! Tym niemniej to cos w rodzaju pamietnika Nigeryjki (przemyslenia sa bez watpienia kwintesencja doswiadczen wieloletniego stypendium autorki w Stanach). O podobna tematyke zawadzila Bator w „Chmurdalii”. Z tym, ze Chimamanda jest duzo odwazniejsza, mniej uszminkowana czy wystylizowana. Wszystkim tym, którzy uwazaja „Murzynków” za mniej wartosciowych ludzi ostrzegam przed otworzeniem tej ksiazki – poniewaz, z perspektywy osoby polskokorzennej i zamieszkalej „gdzies indziej”, refleksje o relacjach z rodzina z kraju zatrwazajaco przypominaja relacje polskie. W naszym europocentryzmie trudno nam przyjac, iz w znanej ze swoich ekstremalnych wiezien (czarna dziura w ziemi – tak mi je opisywal znajomy Szwed, który spedzil pól zycia w Afryce) Nigerii klasa srednia wyglada – i aspiruje – mniej wiecej tak samo jak u nas. Z tym, ze oni mówia zdecydowanie lepiej po angielsku…

the-old-dispensary

Czyli mamy srodowisko akademickie w stolicy kraju. Studenci pochodza badz z rodzin anglofilskich, badz amerykanofilskich. Zyja na mentalnej emigracji, w Neverlandzie, gdzie zycie toczy sie „normalnie”, ksiazki sa bardziej soczyste, a ludzie intelektualnie o dwa poziomy wyzej. Zeby sie tylko wyrwac z kraju, oj bedzie, to bedzie dopiero zycie dla mnie. TAM mnie docenia, razem z moimi pretensjonalnymi i prowincjonalnymi ambicjami bycia Brytyjczykiem czy Amerykaninem bardziej niz papiez wlasciwy. Zas dobra wrózka – jak to nie tylkow  bajkach bywa – wysluchuje owej duchowej mantry pary glównych bohaterów i karze ich spelnieniem najskrytszych marzen. Alter ego Chimammanzy wyjezdza do Stanów na studia, zas jej ukochany Obinze, w jakis czas pózniej stara sie ulozyc sobie zycie w Wielkiej Brytanii.

widok-z-klubu-angielskiego

Czy ich marzenai sie spelniaja? Czekaja ich rózne losy, choc i tak wychodzi na jedno czyli na zime naszej goryczy – uklon w strone niezawodnego proroczo Szekspira oraz Steinbecka. Chimammanda z jednej strony jawi sie bezlitosna, gdyz bezwzglednie odslania oszustwa i matactwa, o których kazdy z nich chce zapomniec i sie rozgrzeszyc, ale w koncu lituje sie nad glównymi bohaterami, pozwalajac im na happy end. W Nigerii – nagroda czy kara?

drzwi-zanzibarskie

Fenomelna jest jej analiza mechanizmów wchodzenia w nowe spoleczenstwo, nowa „kulture”, uczenia sie nowych kodów spolecznych. Czym moze byc kariera czy udane zycie dla nowoczesnej, wyksztaconej kobiety? Ciotka glównej bohaterki ksztalci sie z samozaparciem na lekarke – zeby zostac kochanka promimentnego polityka-generala. Mile zlego poczatki – az general ginie w zamachu, a ciocia musi uchodzic z synkiem, zabierajac ze  soba co moze, w tym najwazniejszy jest generator pradu. Wyjezdza w koncu do Stanów, gdzie próbuje sobie znowu „ulozyc zycie”, zwlaszcza z mysla o synku. Tymczasem wymarzona praca lekarza nie pörzynosi satysfakcji, nowy partner interesuje sie glównie jej pensja, a syn usiluje popelnic samobójstwo. Jaka cene placa nasze dzieci za decyzje o emigracji? Czy zmiana kraju cos komus summam summarum daje, czy tez to tylko caly pogrzeb na nic?

ulica-kobieta-z-proszkiem-n

Ciekawe sa refleksje na temat wygladu, zwlaszcza kobiet. Jak wiele moze oznaczac twoja fryzura, wybór ubrania, wybór marki. Co otwiera drzwi, a co je przed nosem zatrzaskuje? Gdzie przebiega granica miedzy twoim noim nowym i starym „ja”, a gdzie zaczyna sie deformacja i wypieranie samej siebie. Nikomu nie udaje sie przejsc sucha stopa przecz Czerwone Morze emigracji.

port-armaty

Nie wiem jaki jest obecnie status literacki Ngozi Adichie w Polsce, ale po angielsku mozna ja sobie kupic juz wszedzie – i przeczytac, smiejac sie przez lzy.

slodycz-zanzibaru

Zdjecia ze Stone Town czyli dawnej czesci stolicy wyspy Unguji.

targ-z-kobietami frangipani-i-bugenwilia

Arystokratka, takze ducha-Fraser

In Feminizm, Film, Ksiazki, Performance, Przywracanie pamieci, Sztuka on 21 września 2013 at 13:57

Antonia Fraser / Måste du gå? Mitt liv med Harold Pinter / 2011

antonia-fraser

Powiesciopisarka Antonia Fraser ma zycie jak z powiesci, którego tylko mogliby jej pozazdroscic wspólczesni celebryci. Celebryta to zdaje sie osoba badz piekna, badz zamozna, badz, której udalo sie napisac ksiazke, badz urodzona w znanej rodzinie, badz zwiazana z inna znana z gazet osoba. Tymczaem lady Antonia to nie tyle dwa w jednym, co caly pakiet: arystokratka z wiezów krwi i ducha, piekna kobieta (w typie lady Di), wyksztalcona na Oxfordzie poczytna autorka powiesci historycznych. Jej ciotka byla dramatopisarka, Christine Longfort, jej matka pisarka-arystokratka Elisabeth Longford, zas ojcem znany z filmu Longford legendarny labourzystowski polityk-arystokrata (w tym minister) Frank Longford. Pierwszy maz to to reprezentant Partii Konserwatywnej w Izbie Lordów, zas drugi to noblista Harold Pinter. Zeby nie zaciemniac obrazu nie przytocze juz mariazy szesciorga (!) dzieci lady Antonii, opisu jej zdolnego rodzenstwa ani nawet znakomitych koligacji rodziców. Jej zbeletryzowany pamietnik z czasu znajomosci z Pinterem zostal opublikowany pod tytulem „Czy Pani musi isc?”. Pytanie to (Must you go?) zadal jej Harold Pinter, kiedy wychodziala z przyjecia – i wlasnie to pytanie zmienilo ich losy, laczac w jeden wspólny los.

unter-den-linden-rury

To jest opowiesc o milosci na skale Tristana i Izoldy – czy tez, jak to kiedys powiedzial mój syn, Tristana i Witolda. Bo na ten temat nie ma dwóch zdan: to byla Milosc ze stron obu, o czym swiadczy ksiazka ze swojej, zyjacej strony lady Antonia oraz wierszami, z zaswiatów, Harold. Nota bene Pinter wydawal mi sie zawsze niesympatycznym sledziennikiem i niemal nie przysiadlam z wrazenia, kiedy sie okazalo, ze tak piekna kobieta jak Antonia nazwala go niezwykle atrakcyjnym i majacym powodzenie u kobiet! Oczywiscie istna uczta dla kulturalnych snobów, gdyz opisane sa spotkania na stopie przyjacielskiej z Salmanem Rushdie, Vatzlavem Havlem, Ianem McEwanem, Naipaulami, Judem Law, Sofia Coppola (której „Maria Antonina” opiera sie na powiesci Fraser), filmatyzacja „Kochanicy Francuza” oraz inne wydarzenia teatralno-filmowe swiata anlosaskiego. Jak równiez zapis zaangazowania politycznego, dotyczacego polityki wewnetrznej oraz zagranicznej, w tym demonstracja popierajaca Solidarnosc pod polska ambasada w Londynie.

berlin-przedwyborczy

Recenzje zwracaja uwage na opis rozwoju raka Pintera i zycie w cieniu realistycznej grozby smierci. Natomiast mnie spodobalo sie cos zupelnie innego, a mianowicie zapis komunikacji miedzy malzonkami. Niewatpliwie, cena byly wybuchy wscieklosci Pinetra, ale ich zwiazek opieral sie na uczciwosci, w tym intelektualnej. Byli wzajemnie swoimi pierwszymi czytelnikami i recenzentami. Czasami ranilo to ich dume, ale za kazdym razem doceniali szczerosci opinii i przeredagowywali krytykowany fragment. Budzi to mój szacunek, gdyz wiele osób nie chcialoby sie narazac ani na krytyke, ani na spodziewany wybuch gniewu. Jakims cudem – przynajmniej sadzac z zapisków lady Antonii – udawalo im sie zachowac równowage w zwiazku. Oboje pisali, oboje publikowali, oboje zarabiali. Korzystali wzajemnie z uzdolnien partnera, zamiast druga osoba opokarzac czy niszczyc. Zarówno w zyciu prywatnym, jak i publicznym wykazywali daleko idaca odwage. A przy okazji duza wyrozumialosc. Bo Harold, jak wszystkim bylo wiadomo, za kolnierz nie wylewal. Antonia plywala, jak tylko nadarzyla sie sposobnosc, co Harold najwyzej obserwowal. Za to bardzo wiele wspólnie podrózowali, spotykali ludzi, bywali na imprezach kulturalnych – a przy okazji uczestniczyli w uroczystosciach rodzinnych. Zyli pelnia zycia – i potrafiac sie ze wspólnego istnienia niemiennie cieszyc. Obserwujac rodzine Antonii mozna powiedziec, iz obdarzona zostala szczesliwymi genami, którymi potrafila opromienic takze i najblizszych. Ich zwiazek zadaje klam obiegowym opiniom oraz obala wiele teorii psychologicznych – poniewaz byl niezwykle udany wbrew alkoholizmowi, karierom obojga, rozbitym wczesnijeszym zwiazkom, dzieciom z poprzednich malzenstw, konwenansom zydowkiego pochodzenia Harolda czy arystokratycznego Antonii. Byl to takze zwiazek osób wszpanialomyslnych i szczodrych, o lata swietlne dalekich od idealów chciwego indywidualizmu. Dwie niekwestionowane indywidualnosci, potrafiace urzeczywistnic wlasne wartosci. Przy tym posilkujace sie poczuciem humoru oraz dystansem do siebie samych.

teure-energie

Na koniec ulubiony wiersz Antonii, napisany przez Harolda:

PARIS

The curtain white in folds,

She walks two steps and turns,

The curtain still, the light

Staggers in her eyes.

The lamps are golden,

Afternoon leans, silently.

She dances in my life.

The white day burns.

kwadryga

Ilustracje (przedwyborcze) z Berlina, jak zwykle nie nie na temat.

Lea- grawerka i medalierka królewska

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 1 września 2013 at 14:22

Elisabeth Kaldén / Lea, kunglig mynt och medaljgravör / 2011

lea

Dzisiaj nareszcie ksiazka! Udalo mi sie w koncu zamontowac tzw.front vel panel  na zmywarce, jak równiez wyfrezowac – celem przepuszczenia przewodu elektrycznego – otwór w pólce. Po tej powtórce ze szkolnych zajec techniczno-praktycznych pora na cos dla ducha i oka.

 

Nastepna pozycja porzywracajaca pamiec o wybitnych kobietach szwedzkich, a przy tym nawiazujaca do postaci wczesniej w Vademecum opisywanych. Przyjemnie jest przestac byc nowicjuszem w danym kraju i samodzielnie umiec powiazac nazwiska z osobami, miejscem dziaialnosci oraz epoka. Lea Ahlborn nosila zaszczytne miano królewskiej czy tez nadwornej grawerki podobnie jak kto? Czeslaw Slania oczywiscie, któremu po wielu latach wspanialego projektowania – nie tylko szwedzkich znaczków – przyznano zaszczytne miano nadwornego grawera. Nota bene kunszt grawerski mial szczescie do obcokrajowców: pierwszym królewskim grawerem zostal Szwajcar. Ojciec Lei byl co prawda rodowitym Szwedem, lecz juz jego zona Johanna Salmson pochodzila z niedawno osiadlej w Szwecji rodziny zydowskiej. Pisalam o tym wielokrotnie, ale i tym razem powtórze za autorka ksiazki, Elisabeth Kaldén, ze w roku 1815 znajdowalo sie w calej Szwecji zaledwie okolo stu piecdziesieciu rodzin zydowskich. Ci, którzy pracowali w Sztokholmie i zajmowali eksponowane stanowiska, jak nadworny grawer Salm Salmson, przechodzili na protestantyzmi i zmieniali imiona na szwedzkobrzmiace. Dlatego tez córka Salma z Rebeki stala sie…Johanna.

lea-sztance

Inne skojarzenia z osobami opisywanymi w Vademecum przywoluja medale, zaprojektowane przez Lee ku czci Edwarda Nonnena, agronoma i pomyslodawcy pierwszego w kraju Uniwersytetu Rolniczego. To brat licznych sióstr Nonnen, które kiedys zamieszkiwaly obszar dzisiejszego parku rozrywki Liseberg w Göteborgu. Jeszcze jeden znajomy to David Carnegie, który kiedys kupil cukrownie od papy Nonnena. Dla przypomnienia: Nonnen byl Anglikiem, zas Carnegie Szkotem. Jakby nie bylo, Szwecja obcokrajowcem stoi… Dlatego nie musze juz dodawac, iz maz Lei, niestrudzony dzialacz i pedagog w dziedzinie rekodziela artystycznego, Carl Ahlborn,  byl z urodzenia Niemcem.

 

Lea Frederika zyla w latach od 1826 do 1887. Od dziecinstwa przejawiala zdolnosci plastyczne – na tyle znaczace, iz wraz z trzema innymi mlodymi kobietami uzyskala pozwolenia studiowania na ówczesnej ASP. Z tym, ze kursy byly gorsze, poza normalnymi godzinami, a studia krótsze – ale i tak stworzyly precedens . Wyjechala pózniej studiowac do Paryza – znowu w gorszych (i na gorszych) warunkach niz brat Pehr. Bo to wlasnie Pehr mial przejac paleczke i warsztat po ojcu. Dobrze mu zreszta szlo do czasu, kiedy to nie zniósl psychicznej presji w postaci pokladanych w sobie nadziei – i dostal przyslowiowego pomieszania zmyslów. No i caly pogrzeb na nic, gdyz pieniadze i nadzieje rodzinna przepadly. Stad niespodziewana kariera Lei, gdyz odpowiednio wyksztalconego Szweda nie bylo, a zagranica znowu szukac bylo wstyd. Lea miala szczescie takze w zyciu prywatnym, gdyz maz Carl byl wyjatkowo sympatycznym i zapalonym milosnikiem sztuki, co ich polaczylo na zycie autentyczna pasja, a nie tylko wiezami malzenskimi. Czyli jak mawiaja wspólczesne feministki: najwazniejsze, zeby znalezc meza, który bedzie popieral twoja prace zawodowa.

lea-karolin

Lei dopisywalo szczescie równiez dlatego, iz jej matka, przy wydatnej pomocy dwóch sluzacych, zdjely z barków malzenstwa Ahlborn ciezar (czy tez rozkosze) wychowywania potomstwa oraz prowadzenia domu. Natomiast nieszczesciem byla przedwczesna smierc dzieci, z których tylko trójka przezyla swoich rodziców. Dzieci Lei byly takze wyjatkowo zdolne – zmarla w wieku lat dwudziestu dwóch Elin przejawiala wielkie zdolnosci jezykowe, Gerda zostala zaprzyjazniona z dunska grupa malarzy ze Skagen spiewaczka, Carl Gustav oficerem, zas Erik wybral kariere naukowa i muzyczna. Wszyscy byli tez ladni – i tak sobie mysle, ze widocznie w tych czasach nie podejrzewalo sie jeszcze pieknych kobiet o brak rozumu i zdolnosci…

 

Lea przeszla do historii nie tylko jako pierwsza kobieta w sluzbie panstwa, lecz takze jako ta, która nie pobrala ani jednego öre emerytury. Kiedy juz miala ochote isc na emerytur, w wieku lat siedemdziesieciu (co mozna poddac pod rozwage tym, którzy zadaja emerytury kilkadziesiat lat wczesniej), wysokosc tejze zostala powaznie obcieta w upokarzajacej dyskusji w Riksdagu (parlamencie). Jako kobieta rzekomo nie zaslugiwala na emeryture w pelnej wysokosci! Sama zas Lea nie nazywala sie emancypantka – wedlug jej wlasnych slów sympatyzowala z ruchem, jednak urodzila sie za wczesnie i nadmiar obowiazków nie pozwolil jej zaangazowac sie w prace na rzecz równouprawnienia. Pracowala wiec jeszcze dwa lata, niejako padajac na posterunku. Na stanowisku nadwornej grawerki zastapil ja uczen, który od lat niecierpliwie wyczekiwal smierci swojej dawnej mistrzyni.

lea-2-strony

Ksiazka jest pieknie opracowana graficznie, pelna fotofragii w odcieniu sepii oraz podobizn zaprojektowanych przez Lee medali.

Karnet kulturalny – w pigulce

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci on 4 sierpnia 2013 at 19:33

an-1

Dzisiaj musze sie pospieszyc, zeby wyjsc na przyslowiowa prosta. W karnecie kulturalnym zapraszam na wystawe malarstwa, przedstawienie szekspirowskiego „The Globe” oraz dwie ksiazki.

an-portret-patrzy

Jakbym miala zrobic ranking, to wygralaby zdecydowanie Alice Neel. Czy ktos o niej slyszal? No wlasnie, nikt! Czyli najwyzsza pora na pzredstwawienie artystki, poniewaz byla znakomita portrecistka. Niektóre malunki maja cos z Witkacego, niektóre z Lucjana Freuda czy Francisa Becona. Niespodziewanie u Amerykanki kreska zdaje sie wywodzic z koncówki CK-Austrii czyli od Kokoschki i Schielego. Mozna tylko spekulowac dlaczego sie nie pojawila wczesniej w swiadomosci ludzi interesujacych sie sztuka? Pewnie dlatego, ze kobieta, a na dodatek o sympatiach lewicowych. Z wygladu zona farmera mlecznego, z natury niezalezna. Interesujacy mezczyzni przewijali sie caly czas przez jej zycie, co skwapliwie uwieczniala na plótnie. Poza nimi kobiety – czesto w opresji albo w macierzynstwie. Jak dla mnie duze zaskoczenie i wspaniale odkrycie. A wszystko to w nowoczesnym muzeum akwareli w Skärholm, na polaczonej malowniczym mostem wyspie Tjörn, w szwedzkich szkierach.

an-syn-synowa

Miejsce drugie w rankingu zajmuje Ian McEwan wraz z „Sobota”. Oddaje honor, wybaczam „Hettan”, która mi zdecydowanie nie podeszla. Format podobny do „Pokuty”, znanej mi tylko filmowo. Rewelacyjna proza – i wlasciwie nie wazne jest o czym McEwan pisze – wasze jest, ze pisze. I to JAK! Pozwole sobie zacytowac fragment – ze szwedzkiego, z braku oryginalu czy polskiego przekladu:

 

Przerazona i bezradna czulam sie tylko raz w zyciu, przed pamietna operacja, kiedy caly czas balam sie, ze oslepne. A ty czekales razem ze mna. Byles taki powazny i niezgrabny. Rekawy bialego fartucha siegaly ci zaledwie do lokcia. Zawsze powtarzalam, ze to wtedy sie w tobie zakochalam. I to byla prawda. Czasami mi sie wydawalo, ze to tylko wybryk fantazji i ze zakochalam sie nieco pózniej. A dzisiaj wieczorem, w niebezpieczenstwie jeszcze wiekszym, byles ze mna znowu i usilowales nalac mi wzrokiem odwagi. Nadal ze mna. Po tylu latach. To mnie uratowalo. Ty.

kronborg

Na zaszczytnym trzecim miejscu Szekspir i „Król Lear”wraz z Philippem Grimbert i jego „Tajemnica”.  Szekspir niby autentyczny, gdyz w oryginale i w wykonaniu teatru „The Globe”. Ale niestety, w konwencji teatru objazdowego (no niby tak), niczym w czytanej w dziecinstwie ksiazce „Niezwykle wedrówki Benji Boone’a”. Albo obrazu Breughla Mlodszego z 1632 „Village Festival of St Hubert and St Anthony”. Za malo aktorów, za siermiezna scenografia, za duzo jarmarcznosci. Plus za róznorodnosc etniczna, kreacje aktorska Blazna oraz obu sióstr, mlodosc aktorów oraz radosc grania. Oraz – rzecz jasna – oprawa w postaci zamku Hamleta czyli dunskiego Kronborg w Helsingor. Pogoda dopisala, mimo zapowiadanej nawalnicy. Wspanialy przejazd Sundem oraz sztuczne ognie gdzies nad Helsingorem. Niestety, podczas przedstawienie slychac bylo skads inad. glosno grany rock Signum temporis? Perfekcyjna organizacja, fatalne wino i jeszcze paskudniejsze orzeszki. Za to wyjscie z zamku przy plonacych nad kanalem zniczach pozostawilo niezatarte wrazenie.

kronb-dziedzieniec

No i w koncu Grimbert. Mial pecha, ze czytalam go zaraz po McEwanie. Bardzo ciekawa opowiesc rodzinna, dobre pióro, autentycznosc, wrazliwosc itp. Niestety, pozostanie w cieniu „Soboty”. Ale „Tajemnice” przeczytac zdecydowanie warto! Rzadko zdarza sie pisarz, który pisze dokladnie tyle, ile trzeba. Plus za przekaz, dyscypline, jezyk oraz autentycznosc.

kronborg-brama

Powal(l)ona przez Avallone

In Feminizm, koty, Ksiazki on 24 marca 2013 at 13:01

Silvia Avallone / Stål / 2013

stal-avallone

Malo wiem o Wloszech, malo o wspólczesnej literaturze wloskiej. Zatrzymalam sie w rozwoju na czytanym w dziecinstwie Alberto Moravii. Ale dzieki wyjazdowi na narty we wloskie Alpy postanowilam nabyc na droge stosowna lekture – i tak stalam sie wlascicielka egzemplarza „Stali” Slivii Avallone. Rzecz dzieje sie nie tyle w górach, co nad morzem, w Piombino. Patrzac na mape Piombino moze zdac sie miejscem romantycznym: polozone nad Morzem Tyrenskim, w Toskanii, vis á vis napoleonskiej wyspy Elby. Tymczasem dla mieszkanców, a zwlaszcza ulicy Stalingradzkiej, pracowników ogromnej huty stali, zycie nie przedstawia sie w rózowych barwach, a Elba pozostaje majaczaca na horyzoncie mrzonka.

piombino

Nie jest to jednak powiesc ponura- wrecz przeciwnie. Zycie, uwiezione w mieszkalnych klatkach, wylewa sie szparami i szczelinami z betonowych bloków na plaze. Ludzie, równie bezdomni i wyrwani z kontekstu jak zasiedlajace stolownie czy plaze koty, staraja sie nadac trudnej egzystencji sens. Uciekaja kapac sie nad morze, snuja marzenia, odwiedzaja swiatynie pijanstwa i rozpusty, radzac sobie jak moga. Nie wylaczajac kradziezy miedzianych przewodów czy handlu kradzionymi dzielami sztuki. Kobiety maja wczesny, krótki i instnsywny okres kwitnienia – zeby wkrótce pochylic sie pod ciezarem wczesnego macierzynstwa, zajec domowych, dorabiania sprzataniem, kulakiem patriarchalnego meza tyrana. Industrialna tkanka spoleczna peka na oczach mieszkanców, huta – bedaca w przeszlosci miejscem pewnego, choc niebezpiecznego zarobku (ciagle wypadki) – chyli sie upadkowi. Zostaje wykupiona przez Chinczyków i planuje przeniesienie produkcji do…Polski. Degradacji ulega nie tylko przemysl, ale i stosunki miedzyludzkie – ludzie pograzaja sie powoli w beznadziei i degrengoladzie. Nie tylko Borys Bierezowski zdaje sie rozczarowany Zachodem – Avallone takze. Huta pelni w Piombino taka sama role jak gruba w swiecie Szczepana Twardocha. „Stal” stanowi swietna ilustracje opinii Andrei Camillieri:

 

Ponad 2 mln Włochów to analfabeci, 12 mln analfabeci wtórni, a dalszych 6 mln nie potrafi wyciągać wniosków z przeczytanych tekstów. To tacy ludzie głosują na Berlusconiego.

 

Jednak – jak to z dobra literatura bywa – nie o polityke, krytyke spoleczna czy analize socjologiczna tutaj chodzi. Sprawa toczy sie o dusze dwóch trzynastolatek, instynktownie splecionych w intensywnej przyjazni. Kto w tym wieku sie nie przyjaznil nie zrozumie – cala reszta WIE, jak wazni sa sprzymierzency-rówiesnicy, a zwlaszcza przyjaciólki. Tak wiec Anna i Francesca; jedna ciemno-, druga jasnowlosa. Wysokie, zgrabne, badace nadzieja i radoscia swoich rodziców. Ambitne i zdeterminowane za wszelka cene – podobnie zreszta jak starszy brat Anny i jego koledzy – wyrwac sie z Via Stalingrado. Ufne w swoja sile, jeszcze niewinne, o krok od pierwszych rozczarowac i porazek – które w miare rozwoju powiesci, niestety, je bolesnie dotykaja, rozdzielajac na chwile. Akurat najtrudniejsze chwile dopadaja je w okresie separacji. Lecz jak na rosliny ruderalne przystalo, znajduja w koncu wystarczajaco duzo sily, zeby sie podniesc, splesc w siostrzanym uscisku i wyruszyc wspólnie na rytualna kapiel oczyszczenia w morzu, na plazy niedostepnej dotad wyspy Elby.

 

Parafrazujac wielkiego smakosza Jeana Anthelme Brillant-Savarina i

 

Odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy.

 

Twierzde, iz odkrycie nowego pisarza jest jeszcze wiekszym szczesciem. Czytajcie Silvie A – podobno „Stal” tlumaczy sie wlasnie takze na jezyk polski (o ile sie juuz nie przetlumaczyla).

avallone

Piewca Polski B (jak)-Bator

In Feminizm, Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 11 stycznia 2013 at 16:50

Joanna Bator / Piaskowa Góra / 2009

piaskowa-gora

Osobisty ranking w Bator fan clubie prezentuje sie nastepujaco:

 

  1. Chmurdalia
  2. Kobieta
  3. Piaskowa Góra
  4. Ciemno, prawie noc

 

Czytajac nie po kolei, kolej nadeszla na „Piaskowa Góre”. Nie bylo az tak zle, jak sie obawialam – czyli zebym wszystko wiedziala po lekturze „Chmurdalii”, bedacej kontynuacja Góry. Tak sobie leze od dni paru i trawie te ksiazke, czytajac w miedzyczasie nastepna pania Falludi. Ale jakos nie moge wymyslic dobrego kata natarcia, poniewaz Góra byla dla mnie ksiazka, która zakonczyla sie dla mnie z chwila doczytania ostatniej stronicy. Tak, jak Chmurdalii jeszcze troche bym chetnie poczytala, to Góre odlozylam z ulga. Nie dlatego, zeby to byla zla czy nieciekawa ksiazka – wbrew przeciwnie. Opis PRL-u, tej czesci Polski, która potem stala sie Polska B, a która nigdy nie byla moja, jest przerazajaco wierny. To jest epopeja Polski pozaakademickiej, Polski pozawielkomiejskiej.

makaroniki

Jak sobie pomysle o Górze to widze rózowiutki, puchaty makaronik, przelozony w srodku masa. Makaronik – skad inad powracajacy do mody – symbolizujacy Dziunie vel Jadzie alias Jadwige, matke Polke swojej wyrodzonej, pozydowskiej córki, Dominiki. Na swoich popuchnietych nogach walczaca kazdego dnia o przetrwanie rodziny, czesto przy pomocy wody z octem badz innego srodka bakteriobójczego. Czytajaca Harlequiny i ogladajaca „Niewolnice Izaure”. Snujaca z jednej strony odrealnione plany o ksieciu z bajki, a z drugiej zadawalajaca sie de facto wyjazdem do Wroclawia i beza w cukierni. Lub w wersji de lux, jadaca na siedzaco nocnym pociagiem do Warszawy.

 

Zatrzaskuje okladke z ulga, poniewaz sie wstydze. Wstydze sie przynaleznosci do tego, za czym dziewczyny z Walbrzycha cala mlodosc tesknily i co stawalo sie losem wylacznie najbardziej zdesperowanych czy umotywowanych. Szkoly, gdzie nie do pomyslenia byloby uderzenie ucznia. Swiata dwumiesiecznych wakacji, nart, duzej rodziny, inteligenckich kolezanek i kolegów szkolnych. Oczywistosci wybrania nauki w liceum, a pózniej studiów akademickich. Czytam Góre i mysle: jakze ci ludzie wyszli na ludzi? Co moze to brzmi arogancko – ale swiat Piaskowej budziw we mnie odruch ucieczki, choc zdaje sobie sprawe, iz opisuje losy wiekszosci. A z drugiej strony jakby tak uwaznie poskrobac, to pod warstwa politury znalazlabym odpowiedniki przedstawicieli swiata Dominiki i w moim „oswieconym” swiecie.

 

Jak zwykle rewelacyjne portrety kobiece: Zofii, Haliny, Jadzi, Dominiki i tyle innych. Pisane poezja (niechby codziennosci) – sa Lesmianem czy Tuwimem podszyte. Pozwalaja na plynne przejscie historii przedwojennej w wojenna, zarazpowojenna, póznopowojenna oraz najnowsza. To bardzo cenne, gdyz literatura polska jakby sie charakteryzowala (mówiac jezykiem matematyki – Dominika by zrozumiala) nieciaglosciami tam, gdzie nasza historia zataczala meandry. Zupelnie inne sa ksiazki przedwojenne (szczególnie te „dla mlodziezy”), te o wojnie oddaja wylacznie groze paru lat (legendy partyzantów, kapitana Klossa czy czterech pancernych). Potem nastepuje wielka dziura, bo o tym co zaraz po wojnie pisac chyba ani nikt nie mial sily czy odwagi – no i nie bylo szans na publikacje prawdziwych opisów rzeczywistosci. Te dziure lataja dopiero teraz wspomnienia i pamietniki. Pózniej gleboka studnia stalinizmu i dopiero mala stabilizacja zaczela przystawac do czegos, co mogloby stanowic tlo akcji powiesci. I znowu zapasc stanu wojennego. Zas wolnosc lat dziewiecdziesiatych mrugala najpierw do nas oczkami disneyowskich zwierzatek, a teraz ma byc swiatowo – choc wychodzi jak zwykle. Natomiast Joanna Bator odwaznie wrzyna sie w zakalec polskiej historii, otwiera wrzody, buduje kladki zrozumienia poprzez ukazywanie historii oczymi poszczególnych osób – glównie kobiet. Zamiast skupiac sie na traumie czy wstydzic za brzydote otoczenia i uczynków skupia sie na tym, co zywotne: rodzinie (w rozmaitych postaciach), zwierzetach, roslinach, przyjazni, milosci, dazeniu do szczescia. Historie jej bohaterek, jakieby nie byly poplatane, maja swoja logike. Jakieby nie byly smieszne czy parszywe bohaterki Bator maja swój maly swiat i zaden z nich nie jest lepszy od drugiego. No, chyba ze ten zagraniczny. Bator jak malo kto odwaza sie opowiadac o polskiej tesknoscie za lepszym zyciem, za luksusem (funkcja zmienna w czasie), za niemieckim proszkiem do prania. Tesknocie za lepszym, zagranicznym zyciem, która mimo aspiracji europejskich nadal drzemie w wiekszosci obywateli.

schulz-1

Obrazuje takze mezczyzn, którzy bywaja wylacznie zdalnie sterowani, niedojedzeni, niedokochani, za to przepici i ogólnie do niczego. Mezczyzna polski powinien przeczytac pania Bator i zadumac sie nad wlasna kondycja, bo jego wizerunek nie jest pochlebny. I niezaprzeczalne to, ze jak okiem siegnac – niezaleznie od miejsca w strukturach spolecznych – polska kobieta Polska stoi. Niestety, kobieta ta ma spora nadwage ciala i niedosyt w duszy, wiec moze pora na zmiany kulturowe? Bo Bator pokazuje dosc wyraznie proces kastrowania, któremu poddani bywaja polscy mezczyzni: od mamusi poczawszy na zonie skonczywszy. Tutaj nie ma szansy na relacje zrównowazone: panuje albo szowinistyczna meska dominacja albo wywalczony w pocie czola matriarchat, ze zdegenerowanym i ubezwlasnowolnionym facetem. Nie da sie ukryc: obraz raczej koszmarny i nietwarzowy dla którejkolwiek z plci. W ogóle, jak dla mnie, opisy Bator maja tez w sobie cos z zaginionego swiata Brunona Schulza. Toutes les proportiones gardées – obraz Piaskowej Góry kojarzy mi sie z widokiem Tluji kopulujacej z drzewem, z czlowieczenstwem wymieszanym z szalenstwem. Zyciem w zróznicowanych formach, które zawsze znajduje ujscie i wypuszcza nowe pedy; takze przez haldy walbryskich kopaln. Schulz moze jeszcze dlatego, iz swiat dorastania – nazwijmy to – Dominiki juz zaniknal. Narodzil sie z nadziei umeczonych wojna istnien, zablysnal niczym banska mydlana (w rózach i fioletach) – i czar prysnal, podobnie jak banka.

schulz-2

Kawal dobrej literatury. Opowiadam o pani Bator napotkanym, czytajacym ksiazki Szwedom, a oni pytaja: to kiedy ukaze sie po szwedzku? Nie wiem kiedy – wiem tylko, ze zdecydowanie powinna!