szwedzkiereminiscencje

Archive for the ‘Przywracanie pamieci’ Category

Wyspiarski swiat malych szczesc – Jacobsen

In Ksiazki, Przywracanie pamieci on 6 kwietnia 2017 at 17:30

Roy Jacobssen, ”De osynliga”, 2016

de-osynliga

Dlaczego tak trudno pisac o dobrych ksiazkach? Nawet kartkujac literacki gniot, cisna mi sie zlosliwosci same pod pióro. A jak czytam ”Niewidocznych”, to jakby nie wiem, czemu mi sie tak bardzo ta powiesc spodobala? Ze literacka – zgoda. Ba, nawet poetycka. Estetycznie niby oszczedna, jak na norweska wyspe przystalo. Ludzie sa wlasciwie tacy sobie: ni beau ni laid lub ni chaud ni froid, jakby to powiedzial Francuz. Okladka szaro-buro-skandynawska-oszczedna (zdecydowanie froid w wyrazie). Krzeslo na niej niczym to Polanskiego z placu Zgody czyli obecnego Bohaterów Getta w moim rodzinnym Krakowie. Duze krzeslo, mala dziewczyneczka. Zapewne glówna bohaterka, Ingrid, która zamieszkiwala podobna wyspe miedzy rokiem 1913 a 1928. Pomyslec, cale sto lat temu – jak ten czas leci…

Mysle, ze za sukcesem ksiazki Jacobsena lezy tesknota, a wlasciwie to nawet dwie. Pierwsza tesknota za rajem utraconym czyli wspólnota w tempie slow. Takie slow life, niewyobrazalnie biedne, pelne pracy fizycznej i walki o przetrwanie – ale za to godne i na wlasnych warunkach. Wlasna wyspa, wlasne ziemniaki, barany i krowy. Wlasna rodzina – na dobre i na zle. Nie musi sie nikogo o nic prosic, a jak juz trzeba sie ukladac, to przysluguje prawo renegocjacji w dowolnym momencie. Bo zycie zdaje sie wybitnie nieprzewidywalne; nie tylko sily natury pelne sztormów i wichrów. Zapewne w swoim charakterze takie samo jak obecne, tylko ze nam wzrosla potrzeba kontroli oraz kompulsywnego ulepszania. Jesli na wyspie rodzi sie ktos z niepelna liczba chromosomów, to ma pelne prawo do dobrego zycia. Podobnie, jesli rodzi sie ktos bez przyslugujacego mu ojca (narodziny przyjmowane równie naturalnie jak smierc). A jak ktos popada w smutek, to warto odczekac az wróci z wewnetrznej podrózy sentymentalnej. Jezeli skads pojawia sie obce dzieci, to jedyna sluszna rzecza jest zaoferowac im dach nad glowa. Nota bene niewykluczone, iz matka owych dzieci byla nieprzyslowiowa matka-Polka. W kazdym razie posiadala polski serwis porcelanowy i mówila w dialekcie. Nie udalo mi sie natomiast odszyfrowac jej imienia, przedstawionego jako zezenie. Imie wyrafinowane niczym przezroczysty, wieloczesciowy serwis – w odróznieniu od swojsko-wyspiarkich Marii, Barbro (Barbary), Ingrid, Martina (Marcina) czy Hansa (Jana).

elisabet-ballong.jpg

Druga – suponowana – tesknota, to tesknota za przemieszaniem sie po wodzie. Od starozytnego ”navigare necesse est”, poprzez niesmiertelnego Conrada, ”Smierc na Nilu”, ”Belkot nad Nilem” (skoro niespodziewanie w Egipcie mentalnie sie znalezlismy), po ”Trzech panów w lódce, nie liczac psa”. Na wodzie, w lodzi wiekszej badz mniejszej, stajemy sie kims innym: odwiecznym wedrowca, przybyszem, rybakiem, odkrywca. Morze rozbudza nasza wyobraznie, pozwala wprowadzic pierwiastek niewiadomego oraz oczekiwania. Taki wlasnie conradowski nastrój trwania z oczekiwaniem panuje na wyspie Barröy. Nota bene wyczytalam wlasnie, ze to podróze morskie zrobily z Korzeniowskiego pisarza Conrada – et voilá! Z Barröy morska droga prowadzi do szkoly, do kosciola, na cmentarz, do sklepu czy przetwórni ryb. Lódz zabiera banki z mlekiem, przywozi gosci, uwozi Hansa na zimowe lowisko w okolicach Lofotów. Równie dobrze jak XX wiek mogloby to byc wczesne sredniowiecze. Niestety, ksiazka chyba dotychczas nieprzetlumaczona na jezyk polski – a szkoda, poniewaz wydaje mi sie o niebo lepsza od reklamowanego ostatnio Mortena Stroksnesa i jego ”Ksiegi morza”. Stroksnes sie madrzy, zas Jacobsen opowiada pólglosem. Jak zwykle, ci subtelni i interesujacy zostaja zagluszeni…

elisabet-segel

Wlasnorecznie namalowanych obrazów uzyczyla do tego wpisu Elisabet – za co jej serdecznie dziekuje!

Reklamy

Dom wariatek – Agnes von K, Sigrid H & Nelly S

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja, Uncategorized on 6 marca 2017 at 23:08

Karin Johannisson ”Den sårade divan. Om psykets estetik”, 2015 (Zraniona diva. O estetyce psychiki)

divav

Spedzilam trudny weekend w domu wariatów, a wlasciwie to w domu wariatek – czyli w zlikwidowanym juz zakladzie Beckomberga w Sztokholmie. Nie dlatego, zeby mnie tam w kaftaniku i na sygnale odtransportowano, ale poniewaz ambitnie zabralam sie do kupionej na przecenie ksiazki. Autorka, Karin Johannisson, zmarla wlasnie jesienia, ku mojemu strapieniu, poniewaz bywala jasnym punktem debat telewizyjnych. Madra, sympatyczna, ladna – zajmowala sie historia idei, a zwlaszcza tej medycznej. Pewnie troche po mamie, niemieckiej studentce medycyny – a troche po tacie, profesorze jezyków nordyckich. Drugim powodem wytrwania przy tej nader ciekawej, acz chwilami meczacej lekturze, sa bohaterki opracowania: niegdys skandaliczna, dzis troche zapomniana pisarka, Agnes von Krusenstjärna (1894-1940); moja ulubiona malarka i uczennica Matisse’a, Sigrid Hjertén (1885-1948) oraz dyskusyjna laureatka literackiego nobla, Nelly Sachs (1891-1970). Pierwszej postawiono diagnoze histeria, drugiej schizofrenia, zas trzeciej – paranoja.

sigrid

Ach te diagnozy, ach te szpitale psychiatryczne, ach ci lekarze – niczym niezrealizowani badacze polarni. Bo taki Nansen wyplywal daleko Frammem, podczas gdy Freud wybral bezpieczenstwo zacisza buduaru, zeby zapuscic sie w otchlan duszy pacjentek. I czy w Szwecji moglo byc lepiej? Jak juz co, to tylko gorzej: panstwo bylo biedne, mieszczanstwo i szlachta slaba, stopien wyksztalcenia ludnosci niewielki, a wladza urzednika pantwowego nieomal nieograniczona. Ofiarami tych niewyzytych (pa)praczy bebechów stawaly sie glównie kobiety; te, którym nie w smak byla przypisywana im ”naturalna” rola malzonki i matki. Zamiast udawac przyjemne dla oka i ucha byly ”dzikie”, ironiczne, nieposluszne, chcialy sie uczyc i zawodowo pracowac. Rzecz jasna najtrudniej mialy te artystyczne i zdolne, poniewaz panowal mit meskiego (wylacznie) geniusza. Geniusz ten mógl sie spijac badz wariowac do woli, lecz diagnozowany byl i tak jako ”zupelnie normalny, choc nerwowo wyczerpany”. Tymczasem jego siostry – od pedzla czy pióra – nie tylko, ze diagnozowane byly jako chore psychicznie, to jeszcze do tego zamykane w zakladach, za przyzwoleniem meskich czlonków rodziny, a pózniej takze, za tym samym przyzwoleniem – lobotomowane. Tak zmarla elegancka Sigrid – dopóki jeszcze zyl, nota bene jej byly, maz, Isaak Grünewald, nie wyrazal zgody na lobotomie – ale po jego smierci, jedyny syn pary Hjertén-Grünewald, Ivan, zgodzil sie na operacje na zywym mózgu matki. W latach 1944-45 poddano lobotomii w szpitalu Serafimów szescdziesieciu pieciu pacjentów, przywozonych najczesciej z zakladu Beckomberga, z czego 89,23% stanowily kobiety. Z polskiego podwórka mozemy do tego dziedzictwa dodac Marie Komornicka vel Piotra Odmienca Wlasta. Oczywiscie, mozna sie pocieszac, iz kobiety o kapitale materialnym i spolecznym uniknely pulapki wariatkowa – tym niemniej rzadko która miala wystarczajaco silna pozycje. Czyli pieniadze oraz kochajaca i wspierajaca rodzine. Chorowita matka, córki Agnes nie lubila. Sigrid zostala wczesnie sierota (a obydwie wywodzily sie z elity), zas Nelly o wlas uniknela obozu koncentracyjnego, chroniac sie (na skutek interwencji Selmy Lagerlöf) wraz z matka w Szwecji . Nie musze dodawac, ze majatek rodziny Nelly przeszedl w obce, czyste rasowo rece, nie ulatwiajac im startu w nowym kraju.

Zeby nie byc goloslowna cytaty z Karin:

Siri Hustved zwracala uwage, iz mloda dziewczyna powinna otrzymac trening w alternatywnych emocjach kobiecych: zlosci, dzikosci, krzyku, bycia nieprzyjemna. W kryzysie kobiety maja bowiem tendencje do obwiniania siebie samych. Przestaja dzialac, staja sie defensywne i same siebie plasuja w kategorii patologii. ”Czulam sie szalona”, ”nie wiem, co sie ze mna stalo”. Po przekroczeniu umownej granicy kobieta moze byc zwyzywana czy tez niepochlebnie porównywana do czegos. Placzaca nazywana jest neurotyczka, krzyczaca histeryczka, okazujaca seksualnosc kurwa, a demonstrujaca jest czarownica.

Ekscentrycznosc, pretensjonalnosc, samoreklama nie mialy rodzaju zenskiego. Swiadczyly o szalenstwie.

Alternatywny rodzaj bycia kobieta zawsze oznaczal ryzyko.

IMG_2217

Dobrego Dnia Kobiet zycze wszystkim kobietom, a zwlaszcza tym alternatywnym!

Uchodzca / Dipis

In Polskie refleksje, Przywracanie pamieci, Szwecja, uchodzcy, Uncategorized on 25 Maj 2016 at 21:20

Flannery O’Connor

”En bra karl är svårt att finna”/ Trudno o dobrego faceta

Backhåll 2013

flannery

Dyskusja o uchodzcach ostatnio jakby przycichla, co nie oznacza, ze sami uchodzcy fizycznie z Europy znikneli. Nie dalej jak wczoraj rozpoczeto w Grecji ewakuacje obozu spod granicy macedonskiej. Tymczasem akurat ukonczylam lekture zbioru opowiadan amerykanskiej katoliczki-rasistki, Flannery O’Connor (1925-1964), zwienczonego ”Dipisem” czy tez ”Uchodzca” (bo kto dzisiaj jeszcze wie, kim niegdys byl dipis?). Wczesniej nic tej autorki czytac mi nie bylo dane, choc jej nazwisko obilo niegdys o uszy. Odnosze wrazenie, iz nie jest szerzej znana polskiemu czytelnikowi, choc spod jej pióra wyszly utwory zdecydowanie literacko lepsze niz popularne obecnie nordyckie kryminaly. Pisze tak, jak lubie, czyli o miejscach i ludziach dobrze sobie znanych – a przed oczyma czytelnika maluje sie amerykanskie rustykalne Poludnie, odmalowane w niecale stulecie od zakonczenia wojny secesyjnej. Nie w wersji glamour, niczym w Tara z ”Przeminelo z wiatrem”, bo jakby rozmyte z obrazie, spowolnione i zbiedniale, choc nadal przesiakniete segregacja rasowa. Sama autorka spedzila wiele czasu w posiadlosci Andaluzja, dokad wojna (czyyaj: druga wojna swiatowa) zapedzila rodzine Matysiaków. Matysiakowie (zapewne niespokrewnieni z popularna w PRL-u rodzina radiowa) stali sie pierwowzorami bohaterów ”Uchodzcy”, polskiej rodziny emigrantów – i tu prosze sie nie smiac – Guizac.

danuta-danielsson

Guizacowie (Guzikowie?) zostali sciagnieci przez katolickiego ksiedza do pomocy w gospodarstwie u protestanckiej pani McIntyre. Nota bene religia odgrywa w opowiadaniach duza role, podobnie jak w zyciu samej O’Connor, wychowanej w czasie obowiazywania antykatolickich praw. Rodzice Guizacowie sa wymieniani tylko po nazwisku, za to O’Connor pofatygowala sie o nadanie imion dwójce dzieci: Rudolf i…Sledgewig (konia z rzedem temu, kto odgadnie polski pierwowzór imienia!). Tata G zabiera sie dziarsko do roboty, z zapalem godnym przodownika pracy, wzbudzajac tym niechec i zawisc zasiedzialych pracowników. Nadgorliwosc papy-uchopdzcy uniemozliwia innym proceder tradycyjnego bumelanctwa, kradziezy oraz bimbrownictwa. Kociol podgrzewanego niezadowolenia eksploduje tragedia, a w tragicznych koncach pani O’Connor zdaje sie najwyrazniej lubowac. Szukalam w Internecie wiadomosci, czy opowiadanie zostalo na jezyk polski przelozone. Z braku konkluzywnych odpowiedzi pokusilam sie o przetlumaczenie ze szwedzkiego paru ”zlotych mysli”, które moglyby zagoscic w glowie obywatela obecnej Rzeczpospolitej – tyle, ze o uchodzcach syryjskich. A tymczasem sa wytworem mózgu amerykanskiego ruralnego koltuna. Obcy na amerykanskim Poludniu to Europejczyk i katolik – w tym wypadku uchodzcy czyli polskie ofiary wojny. Zapraszam odwaznych do obejrzenia odbicia w krzywym zwierciadle i szczerej konfrontacji z naszym obrazem w oczach innych, takze w sojuszniczych Stanach Zjednoczonych American and Polish Dreams!

karen-7

Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu zauwazyla, ze wygladali tak samo jak inni. Wczesniej wyobrazala ich sobie niczym trzy niedzwiedzie spacerujace gesiego, obute, na holenderska modle, w drewniane chodaki, w marynarskich kapelusikach i kolorowych plaszczach, zapinanych na wiele guzików. Tymczasem kobieta nosila sukienke, która sama moglaby miec na sobie, a dzieci przypominaly dzieci z sasiedztwa.

…uszyly zaslony do okien, dwie czerwone i jedna zielona, poniewaz czerwone worki nie wystarczyly na wszystkie trzy. Pani McIntyre powiedziala, ze nie jest zrobiona z pieniedzy i nie stac jej na kupowanie zaslon. ”Jak oni na nie zareaguja?” zapytala Shortleyowa. ”Mysli pani, ze maja jakies pojecie o kolorach”, a pani McIntyre stwierdzila, iz po tym, co ci ludzie przeszli, powinni byc wdzieczni za wszystko, cokolwiek dostana.

Shortleyowa popatrzyla na ksiedza i przypomniala sobie, ze ci ludzie byli bardzo prymitywni w sprawach religii. Nigdy nie wiadomo w co moga wierzyc, poniewaz zadna z glupot nie zostala w ich kosciele zreformowana.

Kiedy oni wygladaja jak stad”, powiedzial staruszek z namyslem w glosie. ”Jezeli sa teraz stad, to sa skads”.

No wlasnie, zgadza sie”, powiedzial ten drugi. ”Oni mieszkaja tutaj”.

Brak logiki w rozumiwaniu czarnych zawsze irytowal Shortleyowa. ”To nie ich dom”, powiedziala. ”Ich dom lezy het, daleko, a oni dalej zachowuja sie tak, jak u siebie. Tutaj wszystko jest duzo bardziej cywilizowane niz skadkolwiek tylko oni pochodza.”

Sadzisz, ze potrafi jezdzic na traktorze, skoro nie zna ani slowa po angielsku?”

karen-v-b5

Nie zgadzam sie, zeby papiez w Rzymie mieszal sie do spraw mojej mleczarni”, wyglosil pan Shortley.

To nie Wlosi, to Polacy”, odpowiedziala. ” Polski, gdzie zwloki pietrzyly sie górami. Pamietasz te trupy?”

Sledgewig podobno twierdzi, ze mieszkali w murowanym domu i ze pewnej nocy ktos przyszedl i kazal im sie do rana zabierac. Myslisz, ze oni na prawde mieszkali kiedys w murowanym domu?”

Jakby jeszcze taka jedna rodzina tu sie sprowadzila, to nagle mówilibysmy wylacznie po polsku! Kolorowi by sie wyniesli i dwie polskie rodziny znalazlyby sie vis á vis pana Shortleya i niej samej! Zaczela sobie wyobrazac wojne slów, widziec polskie wyrazy walczace z angielskimi, skradajace sie podstepnie slowa, nie cale zdania, tylko pojedyncze wyrazy, paplanina, paplanina, paplanina, glosne i krzykliwe posuwaly sie do przodu i rozpoczynaly bitwe. Widziala brudne, przemadrzale i niereformowalne polskie wyrazy brukajace czyste angielskie slowa, az wszystkie byly równie utytlane. Widziala je w komplecie, zlozone w jednym pomieszczeniu na kupe, wszystkie niezywe i brudne, ich oraz jej, umieszczone na stosie niczym ciala widziane na kronice filmowej. Boze zachowaj! zawolala cicho, zachowaj od smierdzacej wladzy Szatana!

 

On jest z Polaka”, wymamrotal stary.

z Polski.”

W Polaku wcale nie jest tak, jak u nas”, powiedzial. ”Oni maja tam inne obyczaje”, i zaczal niedoslyszalnie mruczec. (…)

Nigdy takiego jeszcze u nas nie mielismy, o to mi sie rozchodzi”.

ten murzyn nie moze miec zadnej bialej zony z Europy. Pan Guizac nie moze w ten sposób rozmawiac z murzynem. On sie tylko podnieci, a poza tym to nie uchodzi. Moze uszloby w Polsce, ale tutaj absolutnie nie i pan, panie Guizac, musi skonczyc z tymi glupotami.”

wcale nie rozumiem jak taki czlowiek moze sie nazywac chrzescijaninem”, powiedziala, ”zeby sprowadzac tutaj biedna, niewinna dziewczyne i kazac jej wychodzic za takiego. Zupelnie tego nie rozumiem. Zupelnie!”

Jest opózniony w rozwoju”, orzekla. ”Nie pasuje do nas. Potrzebuje kogos, kto by sie do nas dostosowal”.

Nie podoba mi sie jego sposób bycia. Zupelnie nie wykazuje wdziecznosci za to, ze ich przyjelam.”

karen-bit-vejle3

Powiedzial, ze dokladnie pamieta twarz zolnierza, który rzucil w niego granatem i ze ten zolnierz mial na nosie male, okragle okulary – dokladnie takie same, jakie nosil pan Guizac.

Ale Guizac jest Polakiem, a nie Niemcem”, poprawila go Shortleyowa.

Nie ma wiekszej róznicy miedzy tymi dwoma sortami”, objasnil ja pan Shortley.

Pozbede sie tego faceta”, zakomunikowala. ”Nie mam w stosunku do niego zadnych zobowiazan. Mam zobowiazania wylacznie w stosunku do tych, którzy cos dla tego kraju uczynili, nie w stosunku do tych, którzy przyszli na gotowe i chca sie oblowic.”

Pomysl, ze bylo ich tysiace, pomysl o krematoriach i wagonach bydlecych, i o obozach, i chorych dzieciach, i Chrystusie Panu.”

Jest zapózniony w rozwoju i zaklócil nasz spokój”, stwierdzila, ”jestem logiczna, praktyczna kobieta i nie ma tu zadnych krematoriów, ani obozów, ani Chrystusa Pana – a jak stad wyjedzie, to gdzies indziej lepiej zarobi. Bedzie pracowal na roli i kupi samochód, a – i nie protestuj – im tylko o to chodzi, zeby sobie sprawic auto.”

Wszyscy ludzie zostali stworzeni równi i wolni”, zwrócil sie do pani McIntyre, ”a ja ryzykowalem swoje zycie i czlonki, zeby to udowodnic. Zaciagnalem sie na wojne, bilem, krwawilem i umieralem, zeby sie po powrocie dowiedziec, kto mi ukradl prace – wlasnie ci, z którymi walczylem. Granat o malo mnie nie rozerwal, ale mi sie wrylo w pamiec, kto go rzucil – niski facet z identycznymi brylami jak ten. Moze je kupowali w jednym sklepie. Taki maly swiat.”

Cytaty nie sa pogrupowane tematycznie, lecz chronoligicznie, zgodnie z kolejnoscia pojawiania sie w tekscie opowiadania. Wycinanki pochodza z wystawy ”Nozyczkami jak pedzlem” i sa autorstwa dunskiej Karen Bit Vejle. Pomnik ”Kobieta z torebka” upamietnia nasza rodaczke, Danute Danielsson, która zdzielila po glowie neonaziste w Växjö w roku 1985.

Karnet zimowy

In Film, Ksiazki, Pamietnik, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 6 lutego 2015 at 18:53

Ostatnio nie narzekam na brak kultury w moim zyciu – choc niekoniecznie to tylko przygoda literacka.

vbg-zima-wietrzna

Bawiac w Krakowie odwiedziłam retrospektywna wystawe malarstwa Olgi Boznanskiej i zachwyciłam się przedstawiona tam galeria portretów. Wiele z nich wywarlo na mnie wrazenie nie tylko ze względów artystycznych, ale glównie ze względów historycznych. Ilez wspaniałych, acz nieco zapomnianych, postaci miała okazje uwiecznic! Jakie ciekawe i miedzynarodowe zycie wiodła i ona, i jej modele. Poza Olga zainteresowala mnie wystawa o „Micie Galicji”, o którym już parokrotnie na lamach blogu wspominałam. Wystawa ciekawa i zróznicowana, z dawnymi granicami i topografia naszkicowana pod stopami. No i kino: „Bogowie” oraz „Ida”. Oba filmy spodobaly mi się, choć każdy inaczej. Z ciarkami na plecach czekam na werdykt Oscarowego jury, podzielając z lekka obawy co poniektórych ugrupowan (dalekich mi politycznie) o wydzwiek filmu. Wczoraj pokazywano „Ide”  w tutejszym klubie filmowym, podczas gdy ja wlasciwa zwiedzałam wnetrza dwudziestotonowych pojazdów opancerzonych, w ramach związkowej wycieczki badawczej (sic!).

Skoro już o klubie mowa, to zaczal swoja tegoroczna dzialalnosc nader udatnie, pokazem znakomitego filmu Volkera Schlöndorffa, „Diplomacy”. Pomyslalam: jakzesz to teatralne – no i w rzeczy samej, film transponuje grana z powodzeniem sztuke, uzywajac tych samych głównych aktorów. Znakomici aktorzy, mistrzowska gra, przyjemność czysta i cielesna. Ze swiata dyplomacji klub przeniósł się – a także i mnie z fotelem widza widza – w cztery strony swiata (trochę jak to w bajkach bywa). Owe cztery strony swiata to sawanna Kenii, góry Patagonii, wybrzeże Indii oraz marokański Atlas. Wszedzie tam dzieci musza pokonać wiele trudności (to już nie bajka, tylko zycie) w tytułowej drodze do szkoły. Film jest w zasadzie dokumentalny, ale zamiast typowych zblizen czy wyznan obserwowanych postaci oferuje barwne panoramy, z zapierajaca dech w piersiach przyroda. Wyraznie widać fascynacje scenarzysty i reżysera, Pascala Plissona, innym kontynentami, a zwlaszcza Afryka. Piekny film.

gbg-opera-przed-2

Nastepny wieczór klubowo-filmowy spedzilam w górach, obserwując perypetie szwedzkich turystów, w tym tytulowego „Turysty”. To niedoszly konkurent „Idy” do Oscara, laureat niezliczonej ilości Guldbaggar czyli najbardziej prestizowych nagród filmowych W Szwecji. Góry piękne, bohaterowie w najwyższym stopniu irytujący. Mam teorie, iż tytul filmu nawiazuje do baumanowskiej definicji „turysty” (jako przeciwienstwa „wagabondy”), ale jak do tej pory nikt mojej tezy nie potwierdzil. Czekam z niecierpliwoscia jakie recenzje ten film zbierze w Polsce.

Klub klubem, a kino kinem. W międzyczasie skonsumowalam oba, otrzymane od firmy w prezencie gwiazdkowym, bilety – na rezyserski debiut Angeliny Jolie oraz „Birdmana”. Angeline można sobie spokojnie odpuscic – wystarczy przeczytać historie zycia głównego bohatera „Unbroken” czuli Louisa Zamperiniego. Żaden film, a zwłaszcza filmatyzacja biogramu, zycia nie przebije, koniec, kropka. „Birdman” zdal mi się zdecydowanie ciekawszy, szczególnie iż zajmuje się sztuka przez duże „SZ”. Lubiany przeze mnie Edward Norton jako kontrowersyjny acz niekwestionowany gwiazdor oraz swietna Emma Stone jako córka Micheala Keatona. „Birdman” ma w sobie cos z Fossowskiego „All that jazz”, choć konczy się o niebo bardziej optymistycznie. Trudno być starzejącym się artysta – trudno, lecz nie beznadziejnie.

gbg-opera

Zas z doznan pozafilmowych – jedna wizyta w Göteborskiej operze, na „Krystynie z Duvemåli”, skomponowanej przez chłopców ABBAsów w odległym 1995 roku. Tak na marginesie to musical jest próba muzycznego przekładu powieści Wilhelma Moberga pt. „Emigranci”. Opera zachwyca wyrafinowana kolorystycznie i oszczedna w wyrazie architektura o charakterze okrętowym, a spektakl to mila dla ucha muzyka – no i nic poza tym. Koszmarna scenografia oraz zamilowanie do zadymy par excellence czyli siwego dymu nad scena. A takie swietne techniczne możliwości ma ta scena! Tymczasem  zdecydowano się na konwencje socrealistyczna, naszemu sercu niespecjalnie droga. Brzydkie kostiumy, niemal zupełny brak rekwizytów.

m-gbg-opera

W dunskiej Lousianie pierwsza retrospektywna wystawa Pauli Modersohn-Becker oraz trzy filmy Yael Bartany. Ku własnemu wielkiem zdziwieniu wkroczylam na projekcje w rytmie mazurka Dabrowskiego. Wiele osób czyta informacje o projekcie, trochę mniej siedzi na widowni. Ale wspaniale, ze ta prezentacja przekroczyla Wisle i Odre. Jestem z tych, którzy tesknia za Zydem i czuje się wzruszona, kiedy podobnie czuje ktoś z rozproszonej diaspory Zydów Polskich. Po Bartanie miałam mniejszy apetyt na oglądanie płaskich kompozycji – głównie portretów, a zwłaszcza autoportretów, ze szczególnym uwzglednieniem aktów – Pauli M-B. Wystwa unikalna, ponieważ prezentuje po raz pierwszy tak szeroki przekrój twórczości, nota bene zakwalifikowana przez nazistów jako Entartete Kunst. Widac m.in. wpływy Cranacha, Celnika Rousseua i Gauguina, ale jak dla mnie to za plaskie i z gruba ciosane malarstwo. Podobno Picasso zainspirowal się jednym z jej obrazów. Najbardziej przypadl mi do gustu autoportret w stylu „mumijnym”, którego turkosowosci tla nie udaje się zadnym zdjęciom na necie. Uwazam, ze Boznanska lepsza, podobnie jak Slewinski czy Makowski.

paula

Zas z książek: „Matka Makryna” Jacka Dehnela oraz „Wyznaje” Jaume Cabré. Wyznam szczerze (choć nie á propos „Wyznaje”), niczym księdzu na spowiedzi, ze mateczki do końca nie zmeczylam – tak mnie ta potwora niekonczacymi się…opisami tortur udreczyla. Gdyby nie to, ze w mlodosc czytałam „Przeslawna peregrynacje Tomasza Wolskiego” pióra swietej pamięci Tadeusza Lopalewskiego, to nawet nie wiem, czy bym i tyle była pokonala. Lezy teraz odlogiem i może mocy, niczym wino najlepsze,  jeszcze nabierze? Zdesperowana (i niemal zaopatrzona w dźwig) zabrałam się do niemal osiemsetstronicowej cegly-Jaumé. Nie chce zapeszać ani sobie przyjemności psuc, ale – odpluć przez lewe ramie i odpukać – powieść czyta się znakomicie. Szwedzi jeszcze, ku mojej cichej radości, tego autora nie odkryli, zatem czuje się jak odkrywca. Wkrótce wróce do „Wolnosci” (nie mylic z „Widmem wolności” ani „Ucieczka z kina ‘Wolnosc’”) w oddzielnym wpisie – ale to zupelnie inna bajeczka. Cdn.

Pamietnik inteligenta – Williams!!!

In Ksiazki, Przywracanie pamieci on 16 listopada 2014 at 18:50

John Williams, Stoner, e-book

aLPY-Z-SAMOLOTU

Podobnie jak Richard Yates, John Williams ukazuje sie czytelnikowi europejskiemu dopiero po smierci. Moze to wlasnie dlatego przyszedl do mnie pare dni po Wszystkich Swietych? Najchetniej przeczytalabym w formie ksiazkowej, ale tak sie zlozylo, ze wysluchalam z komórki. Blaski i nedze abonamentu powiesci w wydaniu dzwiekowym… Ku wielkiemu zaskoczeniu odkrylam wlasnie, iz wyszedl niedawno po polsku – zatem najchetniej npisalabym tylko: leciec duchem do ksiegarni, kupowac i czytac! Ba, tylko jak zachecic, nie rzucajac rybce przynety?

ptak2

Ze swiat oszalal na punkcie Stonera wydaje mi sie wiadomoscia nader krzepiaca. Podobno zachwycil sie nim Ian McEwan oraz Ana Gavalda – oboje mi nie tylko znani, lecz i duchowo bliscy. Powiesc o odpowiednim formacie – Williams napisal dokladnie tyle, ile trzeba. W epoce przegadanych kryminalów wraz z rozbuchana autoprezentacja na portalach spolecznosciowych, sukces skreslonej oszczednym jezykiem biografii uniwersyteckiego wykladowcy zaskoczyl nie tylko krytyków literackich. Knausgård na tysiacach stron doszedl zaledwie do polowy (swojego) zycia, podczas gdy na ulamku przez Ove zadrukowanego papieru William Stoner zdazyl sie urodzic, zyc i umrzec. Bo sedno nie w tym ile napisane, ale jak – i o czym.

lwy

William Stoner to taki inteligent, którego zycie toczy sie wokól ksiazek i uczelni. To jego wlasny wybór – syn farmera zamiast rolnictwa wybral Szekspira. W zasadzie zmiana zamierzonej profesji odbyla sie bezkonfliktowo – rodzice nie nastawali specjalnie na jedynaka. Stoner spotyka dwóch innych studentów, z którymi sie zaprzyjaznia: jeden zginie na pierwszej wojnie swiatowej, drugi zrobi kariere na uczelni Williama. Zyje glównie dla wykladanej przez siebie literatury oraz satysfakcji wyplywajacej z wykonywania zawodu nauczyciela. Rodzina nie staje sie bezpieczna przystania, zona przyjacielem, córka intelektualnym partnerem, uniwersytet drugim domem. Stoner ma tylko siebie samego, swoje przemyslenia i swoja integralnosc. Udaje mu sie w pewnym okresie znalezc milosc, spelniona na wszystkich plaszczyznach. Jednak konwencja epoki nie pozwala mu na decydujacy krok – czego tez nie domaga sie wyrozumiala partnerka. Inteligentny na tyle, zeby przejrzec gierki wspópracowników zadnych kariery i wladzy, pozwala im na machinacje do chwili, kiedy naruszaja jego sumienie. Placi cene za zachowanie wlasnego zdania – podobnie zreszta jak w zyciu rodzinnym. Zdaje sie, ze niemal caly swiat dokola to konwencja, koterie oraz wygodnictwo – i tylko Stoner, lekko roztargniony i na pozór nieobecny zachowuje charakter. Z jednej strony antybohater, choc zaden z niego Forrest Gump; ot, profesor literatury. Z drugiej strony Jedermann czyli kazdy z nas.

z-balonu-sepy

Des Teufels letzte Worte, nachdem er den Jedermann nicht bekommen hat:

Die Welt ist dumm, gemein und schlecht

Und geht Gewalt allzeit vor Recht,

Ist einer redlich, treu und klug,

Ihn meistern Arglist und Betrug.

 

(cytowane z von Hofmannsthala za Wikipedia)

 afrykanski-zachod

Popularnosc powiesci budzi nadzieje, ze zarówno ksiazka jak ksiazkozercy maja przyszlosc. Jak zwykle, wiesci o zmierzchu literatury wydaja sie przesadzone.

Wulgarnosc, kryzys malzenski i hrabia-Alpstein, Flynn, Tarnowski

In CK Monarchia, Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 26 października 2014 at 15:20

Dzisiaj remanent w sosie japonskim.

naomi-5

Na pierwsze danie proponuje „Caryce”, pióra Ellen Alpstein, wysluchana w jezyku polskim. Wysluchalam, poniewaz rzadko ktos sie do mnie po polsku odzywa – nawet jezeli jest to tylko tablet. Mloda kandydatka na caryce towarzyszyla mi w Brukseli, podczas przymusowego oczekiwania na nastepny odlot, a faworyta cara w hamaku na Zanzibarze. Caryca juz w czasie choroby po powrocie do domu – pewnie dosluchana niedokladnie, ale nie sadze, zeby to w jakis sposób wplynelo na moja ocene. Odnioslam wrazenie, ze autorka to w linii prostej spadkobierczyni pruskich junkrów, ale linia zawadzila jeszcze o Kenie (miejsce urodzenia Alpstein). Jej obraz Rosji to projekcja zachodnich leków: kraj dziki, biedny, a ludzie prymitywni. Dwór Piotra Wielkiego to jedna wielka ruja i poróbstwo. Zas sama glówna bohaterka – jak to Polki maja we zwyczaju – samicza, zarloczna, wulgarna i rozpustna; choc de facto matkujaca malzonkowi. Nie do konca mnie ta wizja przekonala, gdyz Piotr, poza gwaltownym charakterem, byl wizjonerem i jak sadze, czlowiekiem inteligentnym. Cóz mógl dostrzec w obozowej praczce, skoro stala sie jego towarzyszka zycia? Autorka, zajmujaca sie m.in. moda, ubrala Katarzyne alias Marte Skowronska w luksusowe szmatki, ale mnie sie wydaje, iz poza uroda (rozmyta w tluszczu w zachowanych konterfektach) musiala dysponowac jakimis zaletami umyslu, ducha i charakteru – skoro czlowiek wybitny o dzikiej naturze tak ja sobie upodobal. Do tego dochodzi nienajlepsze tlumaczenie: o co chodzi z tymi pozeranymi w duzych ilosciach „blinczykami”? Albo sa bliny – albo ewentualnie, w wersji angielskiej blinzies, które moga oznaczyz placuszki, bliny czy nalesniki. Takich niedoróbek translatorskich wystepuje wiecej – a kropka nad przyslowiowym i jest pretensjonalny i afektowany sposób czytania przez polska lektorke. Szkoda, ze autorka z aktorka sprawe zarznely, bo temat niewykle ciekawy!

naomi-1

Nastepna do golenia czyli drugie danie – Gillian Flynn ze swoja „Gone girl”, wysluchana z komórki w jezyku szwedzkim. Obecna wlasnie w kinie – patrz recenzja na blogu u Tamaryszka. Dlugo nie moglam sie zdecydowac co na jej temat uwazam, bo to troche powiesc z gatunku „zabili go(ja), uciekl(a)”. Watek sensacyjny zostawiam milosnikom kryminalów, zas sama zajme sie ciekawszym – w mojej, subiektywnej, ocenie – aspektem. Dotyczy on warunków egystencji w zachodniej cywilizacji, gdzie nie tyle jestesmy, ile sie w kazdej chwili musimy (mniej lub bardziej zdatnie) kreowac. Tak na marginesie – pisze na tym blogu jako Sygryda, lecz kto wie, moze jednak jestem mezczyzna? W kazdym razie kreujemy sie jak mozemy – w czym pomagaja lub przeszkadzaja nam rozmaite media. Glówna bohaterka, Amy, czasami sama nie wie czy jest sama soba czy tez alter ego stworzonej przez swoich rodziców bohaterki ksiazeczek dla dzieci. Tam powstal ideal, dla jednych do nasladowania, dla drugich do znienawidzenia, jako niesympatyczny portet przemadrzalej lizuski. Kim jest Amy wlasciwa: pierwowzorem czy tylko lustrzanym odbiciem wyidealizowanej córeczki? Rodzice, zajeci soba oraz powielaniem niezawodnego patentu na sukces, a co za tym idzie dochód, doznaja w pewnym momencie fiaska. Czasy sie zmienily, mlodziez czyta inne lektury, a moda na moralizowanie w wychowaniu odeszla do lamusa. Pewnego dnia okazuje sie, ze sa bankrutami – a na dodatek zatracili kontakt ze swoja córka. Amy wyjezdza do miejsca urodzenia swojego meza, Nicka – i co wlasciwie sie z nia stalo? Tego nie wie nikt – bo maz zajal sie wylacznie sam soba oraz prowadzeniem baru, rodzina meza ma swoje klopoty, zas malomiasteczkowa ludnosc ni kwapi sie do znajomosci z mieszkanka Nowego Jorku. Amy pisze pamietnik – choc po niewczasie okazuje sie, ze to tez falsarium. Urocza Amy, majetna kobieta sukcesu, stala sie piatym kolem u wozu. Malzenstwo z Nickiem nie przetrwalo utraty pracy, najpierw przez meza, potem przez zone. Uwazam, ze pani Flynn naleza sie brawa za obnazenie mechanizmów rynkowych, w których czlowiek jest tylko srodkiem produkcji lub równowartoscia swojego uposazenia. A tymczasem nikt nie zna dnia ani godziny: nie ma prostej ani recepty na sukces ani ubezpieczenia od porazki. Mozna powiedziec, ze wart Pac palaca czyli Amy to takie samo ziólko jak Nick. Dopóki byly (glównie zonine) pieniadze kazde z nich moglo sobie zafundowac wlasna strefe wolnosci i od czasu do czasu zlozyc danine drugiej stronie. W tym zyciu, które podziwia tak wielu, nie ma miejsca na starosc, chorobe, zniennosc fortuny – do czasu zyja sobie niczym Barbie i Ken. Ksiazka inteligentna i dobrze napisana, poniewaz daje sie wypowiedziec obu stronom, nikogo nie faworyzujac. Troche za dluga – mozna by ja skrócic przynajmniej o jedna trzecia. Warto przeczytac.

naomi-3

A na deser cos swojskiego – Andrew Tarnowski i „The last mazurka”, przeczytane na tablecie w jezyku angielskim. To byla lektura, na która mialam chrapke juz dawno – zmobilizowal mnie w koncu komentator pod wpisem o Stojowskim. XX-wieczna historia jednej z galezi rodu Tarnowskich. Relacjonowana z pewnym dystansem, co jej tylko wyszlo na dobre. Ksiazka bardziej ciekawa niz wybitna, relacjonujaca jeden z brakujacych fragmentów polskich losów. Jakby nie przetaczajace sie przez ziemie polskie wojny byloby to takie Brideshead revisited albo Downton Abbey. Kiedys zyli sobie u nas beztrosko ladni, mlodzi ludzie – nieprzystosowani zupelnie do trudów codziennosci. Bywajacy, polujacy, bawiacy sie, gospodarujacy lepiej lub gorzej w swoich majatkach. Przyszedl walec wojny i wyrównal – po tej pierwszej udalo sie jeszcze pozbierac, ale ta druga, w polaczeniu z nowym ustrojem, dokonala dziela zniszczenia. Wolalabym, zeby polska arystokracja mogla sobie spokojnie dozyc swojego kresu na miejscu, niczym stary drzewostan. To nie zawsze byli sympatyczni czy madrzy ludzie – cechowaly ich typowe polskie zalety i wady. Jakimkolwiek anchronizmem nie bylaby struktura spoleczna przed wojna, nikt nie zasluzyl sobie na podobne pasmo cierpien i upokorzen. Niezaleznie od postaw – od ucieczki po wspólprace z AK – odebrano tej warstwie podstawy egzystencji. Sam Andrew Tarnowski mial szczescie, gdyz jego matka byla w stanie ulozyc sobie nowe zycie rodzinne w Wielkiej Brytanii, co dalo mozliwosc nowego startu. Juz na wlasna reke i wbrew woli matki odnowil wiezy z Polska – co niekoniecznie przelozylo sie dobre kontakty z reszta rodziny. W kazdym razie ze zdjec patrzy elegancki, zrealizowany i przystojny mezczyzna – ze nie powiem, hrabia. Dla niego samego warte te lekture czytac.

naomi-6

Sos japonski w postaci zdjec z wczorajszego wernisazu Naomi Okubo.

naomi-4

Emilia, wnuczka Sonki –i Helene od ksiazek

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 10 lipca 2014 at 22:57

Lato, czyli długie, jasne dni na czytanie ksiazek. Podczas wizyty w Krakowie sprawiłam sobie w ksiegarni dwie zupełnie nowe: „Sonke” oraz „Bokserke”. Pierwsza, ponieważ przeczytałam wypowiedz Karpowicza w GW i jego jezyk mi się spodobal. Druga, bo już kiedyś blogozanka mi Plebanek zachwalala.

guson-atelier-malarskie

Sonke czyta się płynnie, gdyż jest to powiesc literacka, przypominajaca trochę „Bohin” Konwickiego. Wschodnie rubieże, nie do końca znane galileuszom – miejsce dla zdarzeń nie do końca realistycznych. Gdzies snuje się jeszcze mgla ballad i romansów i poetyka Kresów czy „Nad Niemnem”. W ten romantyczny krajobraz wpisuje się zycie niepiękne: biedne i brutalne. Niby stylowa, na wpól zapomniana, na wpól przemilczana historia – ale po chwili upojenia sama czynnoscia czytania błogostan zaklócily mi bolesne wątpliwości. Przypomniała mi się bowiem historia milosci francuskiej szesnastolatki do zonatego, niemieckiego czterdziestolatka. Dziewczyna mieszkala razem z rodzicami, którzy związek córki zaakceptowali, a później pomagali wychować wnuka. Niemiecki zolnierz wyruszyl po chwili na front, z którego już wiecej nie wrócil. Pragmatyczni chłopi francuscy (nie pamiętam, z którego to regionu) z sytuacja się pogodzili – nie bedac ani pod grozba pistoletu, ani nie czerpiąc dzieki Niemcowi profitów. Milosc to najwyraźniej we Francji tylko (az) milosc. A co u Karpowicza?

guston-przejazdzka-samochod

Karpowicz, zapewne zupełnie nieświadomie, dokonuje na swojej bohaterce brutalnego aktu odwetu. No bo co zawinila piekna dziewczyna, ze się w niej nie tyle panicz, co niemiecki zolnierz, zakochal? Z wzajemnoscia, czemu trudno się dziwic. Do tej pory spotykała Sonka na swojej drodze wyłącznie mężczyzn, którym była albo obojetna, albo którzy ja krzywdzili. A tu chłopak przystojny, z wykształconej rodziny. Pewnie – czego akurat autor nie definiuje – także odpowiednio wymyty, ogolony i elegancki. Patrzac z zewnątrz – ladna para z nich (by) była. A co robi pisarz? Pisarz się nad Sonka pastwi. I nie odgrywa tu roli, czy to pisarz czy tez może jej wlasni blizni, skoro historia prawdziwa podszyta. Jakby nie było, „wina” Sonki wymaga wielokrotnej pokuty, która do konca pietna z niej nie zmywa.

guston-port

Wina? Milosc, tylko ze nie we Francji (ani w Niemczech – pamiętny film z Olbrychskim i Hanna Schygulla), tylko na wschodnich polskich rubieżach. Kara? Smierc dziecka, rodziny, niewykluczone, ze także narzeczonego. Gwałt i poturbowanie, zakończone kalectwem – bohaterka utyka do końca zycia. Zycie jej darowano – tylko, ze stalo sie one nader nędzne. Dostala jeszcze jeden podarunek od losu: meza, który ja kochal i był dla niej dobry. Rzecz jasna, wojny nie przezyl. Az dziw bierze, ze pozwolonu psu przezyc! No i gdzie nam do cywilizacji? Gdzie tu chrzescijanska cnota miłosierdzia? Niemalze zabójstwo honorowe, jak – kurde – nie przymierzając, u Kurdów. Wiadomo, wojenne straty polskie liczniejsze niż francuskie. Winnych szukac by jednak wśród polityków, polozenia geopolitycznego, braku srodków i niepewnych sojuszy. Jedna kobieta winy za poległych chłopców nie udźwignie i nie odpokutuje. Mezczyzni zaczynają wojne, kobiety cierpia.

guston-spioch

Sonki synek wojny nie przezyl, ale jakby ich losy potoczyly się inaczej, to niewykluczone, iż urodziłaby jej się wnuczka Emilia, bohaterka najnowszej książki Grazyny Plebanek. Książki – dla mnie – niejednoznacznej. To znaczy, trudno mi ja zrecenzowac – niby niezla, lecz czegos mi w niej brakuje. Czyta się wartko, jednak sama powieść to jakby nie powieść, a cos miedzy pamiętnikiem a deklaracja programowa. Dużym plusem jest wspólczesna nam narracja – jakos mało teraz literatury osadzonej w terazniejszosci. Plusem (programowym?) – kobieta jako bohaterka. Mniej jednak wyrazista niż u Bator. W ogóle swiat globalnych przemian zdecydowanie lepiej Bator się udaje. Nie mogę oprzec się wrazeniu, iż entourage Plebanek sa nieostre – zresztą może tylko nieprecyzyjne. Bator stala się integralna czescia globalizacji – Plebanek dopiero aspiruje.

guston-agresja

Zaczne od własnego podwórka, czyli Szwecji. Czesc akcji „Bokserki”, odgrywajaca się tutaj, to taka Inga Lindström. Czyli jak sobie obcokrajowcy Szwecje wyobrazaja. Spektakl zaludniony aktorami polskimi, porozumiewający się po polsku i Szwecja jako malownicza, a wręcz egzotyczna scenografia. W jedynym, jedynym zdaniu cytowanym po szwedzku wystepuje blad językowy – o czym zresztą do autorki oraz wydawnictwa napisałam. Bez odzewu. Trochę to jak „bajka dla kucharek”: piękne (w domysle) Polki podbijają zagranice. Zupełnie nie ma realiów – w tym takich, które by obejmowaly polskie sprzątaczki czy polskich budowlańców. Odnoszę wrazenie, ze pisarka, mimo deklarowanego w prasie wieloletniego pobytu w Sztokholmie, w tkanke zywotna Szwecji się nie wgryzła.

guston-plaszcz

Dużo lepiej na tym tle wypadają opisy brukselskie – niestety, realizm dotyczy głównie pracy dla polskiej placówki konsularnej. Znakomite opisy feudalnych stosunków (pojawia się tez polski budowlaniec!) – nota bene dla odmiany których glówna bohaterka zadnych wysilków nie czyni. Niby wyemancypowana, ale głównie obyczajowo. Tutaj lezy sila powieści, gdyż autorka pozwala Emilii alias Lou korzystać z zycia na własnych warunkach. Bohaterka sama wybiera swoich mężczyzn i formy związków z nimi, jak również forme spędzania czasu wolnego czyli trenowanie boksu. Wiarygodne opisy uczuciowej matni, zmysłowych doznan, treningów, przekonujące portety innych adeptów boksu. Czuje się w nich autentyczne zaangażowanie oraz znajomość rzeczy. Ale jak dla mnie Emilia nie opuscila mentalnie polskiego grajdołka – typowe rozdarcie miedzy jedzeniem ciastka a trzymaniem go w spizarce. Zżyma się na obce widzenie Polski, lecz nic nie robi, żeby to widzenie zmienić. Przejawia bierny (niesmialy?), konsumpcyjny stosunek do swiata. Bierze, co jej zycie zaserwuje – w większym stopniu niż sama cos komus daje. Jej sympatie czy lojalnosc nie leza po stronie kobiety-szefa, choć pani ambasador wykazuje się madroscia. Fizycznie wytrenowana Lou jeszcze nie nauczyla się asertywności. Tkwi w poczuciu winy i poszukiwaniu „normalnych mężczyzn”, choć znajduje się w drodze, która prowadzi do wniosku, iż tzw. normalnosc nie istnieje. Pikantnie troche taki Janusz Wisniewski, choć z przekazem i literacko dużo lepsza. Ksiazka wazna jako pomost polsko-polski w zamet i rzekoma dekadencje zachodnia.

guston-malarz

Zupełnie inna jest Helene Huff – już niezyjaca Amerykanska żydowskiego pochodzenia. Tworzaca scenariusze dla raczkującej telewizji i marzaca o pisaniu. W międzyczasie czytajaca książki, w tym klasyków, niedostępnych na amerykańskim rynku. Nawiazuje zatem kontakt z antykwariatem w Londynie – i ten kontakt przeradza się się w trwajaca wiele dziesięcioleci przyjazn. Po latach kulminuje wizyta w stolicy Albionu – szczytowym punktem całego zycia Helene.

guston1

Ksiazka (to już wznowienie) ciekawa z wielu względów. Autorka posiada specyficzne poczucie humoru i zdolność krytycznej oceny. Z pasja wytrawnego bibliofila ocenia jakosc, wady i zalety wydania zamówionych lektur. Podczas, kiedy inni przeczytają piecdziesiat książek, Helene czyta jedna – po piecdziesiat razy. Jest ekscentryczna i dokładnie wie, czego chce, czego nie lubi oraz co jej sprawia przyjemność. Mimo szczupłego budżetu finansuje paczki okolicznościowe dla na wpól glodujacych Anglików, czym zaskarbia sobie ich wdziecznosc i przyjazn. Miała zresztą niewątpliwe szczęście, iż trafila na ludzi do siebie podobnych: zarówno ona, jak i oni byli skromni, zupełnie nie przejawiali postawy roszczeniowej – i los obszedł się z nimi laskawie. Wśród londyńczyków pojawili się także wyksztalceni i majętni (stare pieniądze), którzy wykazali w stosunku do pisarki szeroki gest, zapraszając na posiłki, wycieczki, sprawiając niewielki podarunki czy malując nawet portret. Trafila do klubu koneserów ksiazek i stala się jego honorowym członkiem. Nalezy dodac, ze byli to londynczycy przez epoka londyńczyków z polskiego serialu.

guston-w-wyrze

Pelna wdzięku i bezpretensjonalna lektura wakacyjna dla wszystkich milosników ksiazek, do Helene podobnych. Ilustracje pedzla Philipa Gustona, którego po raz pierwszy widzialam w Whitney w 1981.

Muzyczna nostalgia – jazzowo

In Muzyka, Pamietnik, Przywracanie pamieci on 20 czerwca 2014 at 13:00

Paradoksem rodzinnego Krakowa jest koegzystencja mieszczanstwa, raczej z tych drobnych i zakorzenionych w CK Austrii badz w snach o przedwojniu, z atencja do inteligentnego wygłupu, artystowskich ciągot oraz wszelakiego rodzaju kolorowych ptaków (a zwłaszcza tych nadużywających). Nikomu w Szwecji nie jestem w stanie przekazac, iż w Krakowie to można zostać wylacznie profesorem lub artysta – a najlepiej to i jednym, i drugim. Co prawda Szwedzi chętnie spiewaja gremialnie, głównie w chórach przykościelnych (mimo deklarowanego ateizmu), ale przyzwolenie na wygłup maja wylacznie nastolatki. Tudzież pijani – jednak wyłącznie w piątek i sobote poznym wieczorem. Nawet parasolowe określenie artystów nie obejmuje ani malarzy, ani innych plastykow – artysta ma być wyłącznie sceniczny. Może to być połykacz ognia albo spiewajacy treser szczurów – byle straszyl, tumanil, przestraszal. Postacie w malowniczo pomiętych ubraniach, często-gesto zaludniające przybytki spotkan urodzonych krakusów, nie wzbudzają tutaj zaufania. Po co siedzieć w scisku i oparach skoro można posiedzieć na otwartej werandzie wlasnego domu?

worcoholic-przy-pompie

Moim własnym domem pozostanie na zawsze Kraków, który bohatersko broni się przed inwazja kohorty zagranicznych turystów. Ow Kraków ciemnych mieszkan, ze stosami starych gazet i rzedami zakurzonych butelek. Kraków wszechstronnie uzdolnionych znajomych, ze specyficznym poczuciem humoru i ciągotami do całonocnego rozstrzasania weltschmerzu. Jednym z takich znajomych – ba, w dodatku pewnie najstarszym – jest Jasiek Purchla (dla ciekawych zdjecia archiwalne tu: http://www.szpnr1.republika.pl/) . Sila rzeczy stalam sie swiadkiem rozwoju jego drogi muzycznej – od piosenek z harcerstwa wykonywanych na szkolnych lekcjach spiewu, poprzez wspolne spiewanie przy ognisku w liceum, az po wspolprace ze studentami Akademii Muzycznej w okresie studiow. Teraz zaczely mnie dochodzic sygnaly, ze Jas gra na prawde dobrze, ale do tej pory nie mialam mozliwosci zweryfikowania tych subiektywnych, bo pochodzacych z ust wspolnych znajomych, opinii. Zdesperowana poprosilam o spotkanie w tworca, z ktorej to milej pogawedki wyszlam obdarzona dwoma kompaktami. Lekkomyslnie obiecalam zrecenzowac na blogu – czyli co, tanie to drogie albo slowo sie rzeklo…

worcaholic-to-nie-j-moj-swi

Szczerze mowiac, bylam obaw pelna, czy aby znajde cos dla siebie – nasze drogi z Jasiem sie ostatnio rozeszly. Czasami jednak szczescie sprzyja i jedna z plyt przypadla mi zdecydowanie do gustu. Mysle o „To nie moj swiat”, nagranej na przelomie 2012 i 2013 . Tekst i muzyka: Jan Purchla. Milosc od pierwszego spojrzenia, a wlasciwie przesluchania. Czemu? Glownie przez skojarzenia pozytywne ze znajomymi wykonawcami. Przede wszystkim ze Skaldami z plyty „Od wschodu do zachodu slonca”. Wyznam szczerze, przedkladam Jasia liryka nad Janka zbereznika. Co prawda „Zuzanna w kapieli”, z drugiego podarowanego mi krazka, wzbudza skojarzenia z bardem naszej mlodosci, Leonardem Cohenem, lecz Cohen pobrzmiewa takze lekko i w „To nie moj swiat”. Za to Skaldowie bez pudla: wokal, instrumentacja, zawieja, (nad kazdym wisi) katastrofa, cisza (choc nie krzyczy). Z tymi skrzypkami i chorkiem to troche pod Grechute, ale Skaldowie goruja. Joanna Slusarczyk w duecie niczym Lucja Prus z Zielinskim. Nastepny w kolejce to Wysocki, ktorym podszyty zdecydowanie „Lodolamacz Lenin”. W innych utworach pobrzmiewa nawet Quincy Jones sprzed 30 lat, Cotton Club (Mambo no 16) oraz Piwnica – zwlaszcza w „Mambie ” oraz „Sa milosci”. No i Niemen, zarowno w nawiazaniu do „Pod Papugami” jak i „Dziwny jest ten swiat” w tytulowym „To nie moj swiat”. Oczywiscie sa to cytaty czy tez zródla inspiracji, poniewaz muzyka ma charakter jazzowy. Taki liryczny, melodyjny jazz. Dobry do sluchania w samochodzie, w pracy na sluchawkach, mycia okien albo i do zatanczenia wieczorem. A jak ktos sie chce wsluchac w slowa, to znajdzie przeslanie spoleczno-polityczne od Jasia przekornika.

Muzycznie najbardziej spodobal mi sie „Zorba i ja”, ktory ma zadatki na czepliwca, podobnie zreszta jak „Wielka cisza”. Najbardziej za serce ujela mnie ballada „Nie stanie sie nic”, szczegolnie za genderowe ujecie: raz mowa o siostrze, raz o bracie. Filozoficznie i z dystansem. Ladnie brzmi takze „Patrycja” – Joasia Slusarczyk spiewa niczym Dzida za starych czasow. Slabe strony? Manieryczne przeciaganie w wibrato samoglosek przez soliste – choc glownie na tym drugim, tu nie recenzowanym krazku. Poza tym wymowa angielskiego slowa „destiny” – Worcoholic wybiera wlasciwa sciezke spiewajac po polsku.

No i co jeszcze? Jak juz raz powiedzial mistrz: reszta jest milczeniem. Albo wielka cisza.

 

Gdzie ci mezczyzni?-Malczewski

In CK Monarchia, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 25 stycznia 2014 at 23:48

Rafal Malczewski / Pepek swiata

 stepowski-mlody

Kochani, cuda sie zdarzaja, nie tylko raz do roku – i na pewno nie tylko kolo Wielkiej Nocy. Przylecial do mnie z wizyta znakomity malarz, pan Rafal, wyekspediowany przez nieoceniona Lirael – niech zyja blogozanki! W dodatku zaopatrzyla go na droge w niemal przedwojenny torcik wedlowski, zeby nie wpadal w dluzsza goscine z pustymi rekoma. Po torciku nie ma juz nawet okruszynek, ale z panem Rafalem nadal sobie milo przy herbacie gawedzimy. Zazwyczaj ja leze na sofie, zas Rafal na…stole. Lirael – dziekuje raz jeszcze!

 

O samej ksiazce napisano juz wszystko – ja dorzuce ino tylko garsc refleksji postlekturowych.

 stepowski-starszy

Refleksja numer jeden: imponuje determinacja oraz odwaga podazania za glosem serca postaci opisywanych przez Rafala Malczewskiego. Zakopianczyków z wyboru – i  mimo wszystko. Nie tylko gawedziarzy, lecz takze ludzi czynu. Kobiet i mezczyzn, tworzacych dosc egzotyczna mieszanke.

 halden

Refleksja numer dwa: dla mnie to tematy bliskie. Opisywany w ksiazce Mariusz Zaruski to patron mojego szczepu harcerskiego. Cala szkole srednia udawalam sie jesienia na rajd Zaruskiego, z tradycyjna wizyta na cmentarzu na Pekowym Brzyzku, chodzeniem po Tatrach, a nastepnie przejsciem w Gorce.

 mto-ovning

Refleksja numer trzy: ksiazka zawiera sporo fotografii. Patrze sobie na nie i zastanawiam sie gdzie sie podziali ci eleganccy mezczyzni? Siedzacy nieskrepowanie przy stolikach lokali, zarówno przyczesani, jak i wysportowaniu? W dobrze skrojonych tweedach? Dla zilustrowania, o co mi chodzi, pozwole sobie wkleic wspomnienie w dziecinstwa – zdjecia meza mojej chrzestnej matki. Mezczyzny zawsze eleganckiego, mówiacego ze swada, dobrze wyksztalconego i wychowanego. Ech, gdzie ci mezczyzni?

  MTO-alla

Na deser zdjecie z norweskiego Halden, dokad wybralam sie ze stowarzyszeniem SKS ogladac reaktor doswiadczalny oraz centrum MTO.

Vademecum nostaliczne, ostatnie! Opus XXXIX

In Pamietnik, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 13 października 2013 at 15:17

Czasami odnosze wrazenie, iz nasze losy ksztaltuja sie ponad naszymi glowami – a juz na pewno poza nasza swiadomoscia! No bo jak inaczej wytlumaczyc fakt, ze kiedy powiesilam w sypialni plakat z retrospektywnej wystawy Meret Oppenheim w Berlinie, gdzie twarz artystki zdobia wspólsrodkowe, kropkowane okregi, a potem postanowilam zbudowac parawan, to wlasnie IKEA wypuscila limitowana kolekcje z materialem, którego wzór wpisuje sie we wzór okregów z plakatu? I ze z trzech mozliwych wzorów akurat ten sobie wybralam, choc planowalam inny? Na dodatek nazywa sie ping-pong, a sportowi temu oddawalam sie zupelnie niedawno. Kto na  mnie patrzy? Kto mnie sledzi? Kto za mnie decyduje, skoro na dodatek nadal mysle, ze to  jednak JA siedze w fotelu kierowcy?

pingpong

Wystawe Meret w Martin-Gropius-Bau polecam serdecznie – nie tylko jako znajomej opisywanych tu wczesniej: Bretona, Maar, Raya, Giacomettiego, Picassa, Ernsta i Arpa. Niedawno obchodzilaby stulecie swoich urodzin. To nastepna piekna, inteligentna i kochajaca zycie kobieta, która nawet wlasny ojciec-lekarz podejrzewal, iz cos musi z nia byc nie tak – i dopiero Jung zapewnil go, ze Meret ze swoich osobliwosci…wyrosnie (sic!). Przeciwniczki kultury mieszczanskiej nie mialy – i nie maja – latwo…

meret-oppenheim

A teraz pora na nastepny smakowity odcinek Vademecum. Jak juz zapowiadalam, ostatni. Rodzi sie pytanie: co dalej? Miejmy nadzieje, ze wladze odgórne zadbaja, zeby zródelko natchnienia do pisania tego bloga nie wyschlo!

pingpong-material

Kolejki

Przy wsiadaniu do autobusu, w sklepach czy tez urzedach nie wystepuje w Szwecji zjawisko „winogron” czyli wielowymiarowych kolejek. Ogólnie uwaza sie, ze Szwedzi stac w kolejkach kochaja i dlatego sie nie wpychaja. Osobiscie blizsza jest mi teoria, ze kolejek nie cierpia – stad wynalazek automatu z numerkami. Po wejsciu do Urzedu Skarbowego, apteki czy kwiaciarni kazdy automatycznie rozglada sie za automatem wydajacym bilety z numerkiem, naciska guzik i spokojnie udaje sie w kierunku najblizszego krzesla, czekajac wygodnie na swoja kolej. Oczywiscie przy wejsciu do autobusu numerków nie ma, ale i tak ludzie sie w kolejce ustawiaja – wykazujac przy tym doskonala pamiecia co do kolejnosci i naleznego miejsca kolejkowiczów. Nie ma zjawiska „bo ja tu zajelam kolejke”, nie ma „ja tu stoje z zona”. Zreszta kolejki posuwaja sie szybko i kazdy zostaje obsluzony i nabywa bez klopotów pozadane dobra. Nie ma wiec powodów, zeby sie przepychac albo, nie daj Panie, wpychac. Powiedzialabym nawet, ze wbrew przeciwnie, czesto ludzie wpuszczaja sie nawzajem slowami „ty chyba bylas pierwsza”. Na co zagadnieta osoba mówi z usmiechem „alez skad, prosze, wejdz pierwsza”. I tym milym sposobem unika sie niepotrzebnego stresu.

Natomiast osoby, które mimo wszytsko by sie nachalnie wpychaly musza sie liczyc ze sprawnym zablokowaniem drogi przez kogos z pozornie niezainteresowanych oczekujacych. Nie znam innej nacji, która równie sprawnie potrafi sie napuszyc i sila woli zajac wiecej miejsca niz przypisana postura fizyczna. Osoby te jakby rosly w oczach i skutecznie, bez slowa, sa w stanie przeprowadzic wyoutowanie intruza. Nie ma wiec co zywic nadziei, iz Szwedzi jako glupi i naiwni nic nie zauwaza – jak trzeba dysponuja duza dawka zdrowego rozsadku oraz chlopskiej przebieglosci i sily. Tylko ze na codzien staraja sie unikac sytuacji konfliktowych oraz stresogennych, metodycznie planujac swoje dzialania. Kolejka w Szwecji jest jednym z niezmordowanych przejawów przyrodzonego ducha szwedzkiej organizacji.

http://www.youtube.com/watch?v=HsM4ivPItD0

Zamilowanie do techniki

Sedno sprawy znakomicie oddaje Slawomir Mrozek w „Baltazarze”. Opisuje poczatki podrózy statkiem pasazerskim „United States”. Wspólpasazerami Mrozka zostali szwedzki profesor uniwersytetcki i turecki prawnik (czyli dwóch humanistów).

Znajomosc zaczela sie od razu w kabinie. Poniewaz ja oswiadczylem, ze jako zacofany Polak nie bede w stanie obslugiwac nowoczesnych urzadzen, poprosilem o to Szweda. Przylaczyl sie do mnie Turek, który stwierdzil, ze dorównuje Polakowi pod wzgledem zacofania. Szwed objasnil nam obu zasady dzialania urzadzen sanitarnych i od razu zapanowala miedzy nami harmonia. (strona 217)

Oprócz obslugiwania baterii laziekowych oraz automatów do wydawania numerków Szwedzi maja na swym koncie i inne wynalazki, takie jak: zamek blyskawiczny, pacemaker, klucz nastawny zwany w zaleznosci od regionu Polski szwedzkim, francuskim badz angielskim, segregator, dymanit, zapalki, lozysko kulkowe, kuchenke naftowa (prymus), opakowanie tetra-pak, aparat lustrzanke, respirator, tytanowa srubke do mocowania zebów, sztuczna nerke, kolorowa grafike i myszke komputerowa, system GPS, trzypunktowe pasy bezpieczenstwa. Maja tez duzy wklad w rozwoju przemyslu papierniczego – od papieru gazetowego, w który nadal zaopatruja niemal caly swiat, poprzez papier do suszenia rak po pieluchy i opatrunki. Zreszta funkcjonalna seria Tork czyli Suszka wystepuje czesto nie tylko w szwedzkich, lecz takze i polskich toaletach. Patrzac sie dookola widac urzadzenia szwedzkich marek: lodówki, pralki, suszarki, zmywarki, odkurzacze, maszyny kuchenne. Zlewy, meble, muszle toaletowe, porcelana kuchenna, kamionki, szklo ozdobne i okienne, materialy i maszyny budowlane. Przechodzac przez jezdnie naciska sie przycisk szwedzkiego automatu, zamykajac drzwi mieszkania uzywa szwedzkich zamków, gotujac szwedzkich garnków stalowych i zeliwnych patelni. Jak na rzadlo zaludniony kraj z niewielka iloscia mieszkanców ilosc szwedzkich produktów jest imponujaca. Rzecz jasna szwedzki rynek podlega teraz takim samym zmianom jak i w innych rozwinietych krajach i dochodzi do koncentracji majatku i produkcji, outsourcingu itp. (które na przyklad wylozyly szwedzki przemysl tekstylny), ale mimo tego i tak ilosc szwedzkich produktów, funkcjonalnych i dobrej jakosci imponuje. Stare produkty odchodza do lamusa, a na scene wkraczaja nowe, takie jak urzadzenia pomocnicze codziennego uzytku dla reumatyków. A przede wszystkim, nawet natrafiajac na nowe urzadzenie, Szwed od razu wie do czego sluzy i jak go uzywac. Mam osobista teorie, ze to zycie w twardych warunkach (nieprzyjazny klimat, surowa przyroda, rzadkie zaludnienie i bieda) wyksztalcily w tutejszych mieszkancach szczególna mutacje genu na zdolnosci techniczne.

Z Internetu korzystaja niemal wszyscy, niezalenie od wieku – podobnie jak z zaawansowanych komórek. Jesli na rynku pojawi sie nowe urzadzenie, to mozna byc pewnym, ze ciagota do nowinek technicznych skusi Szweda do zakupu. Ludzie nie boja sie nowosci – a wrecz sie o nie upominaja. Nie wchodzi tu w gre chec pochwalenia sie przed sasiadem czy kolega, ale wartosc uzytkowa urzadzenia. Zludzenia oszczednosci czasu i ulatwienia zycia napedza handel urzadzeniami elektronicznymi, grami i oprogramowaniem.