szwedzkiereminiscencje

Archive for Grudzień 2013|Monthly archive page

2013 in review

In Uncategorized on 31 grudnia 2013 at 20:34

Portal goszczacy mój blog od zarania szczodrobliwie obdarowal mnie statystyka z roku 2013. Jak kazda statystyka, wyrównuje – i nie wspomina o wzroscie poczytalnosci w Tanzanii (tak!) ani o egzotycznych haslach, które niewiadomymi sciezkami do mnie gosci sprowadzaja. Dzisiejsze perelki  to „czy szwedy sa przystojni” oraz „blog opowiadania erotyczne”. Portal portalem, a ja sama od siebie dziekuje serdecznie wszystkim czytelnikom – a zwlaszcza tym czestym – za wizyty oraz cenne, celne i dowcipne komentarze.

Do Siego Roku!

 

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2013 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

A New York City subway train holds 1,200 people. This blog was viewed about 6,000 times in 2013. If it were a NYC subway train, it would take about 5 trips to carry that many people.

Click here to see the complete report.

Reklamy

Pollock i Jorn w Danii, Jonasson w Afryce

In Ksiazki, Sztuka, Szwecja on 29 grudnia 2013 at 19:54

Jonas Jonasson / Analfabeten som kunde räkna /2013

Ze Jorn byl europejskim odpowiednikiem Pollocka pisalam juz tutaj w Vademecum. Zeszlego lata przypomnialam nawet lokalnej gazecie, ze przy okazji obchodów czterystulecia pokoju w Knäredzie powinno sie pamietac i o wspólczesnych wiezach dawnej Skanii z macierza, a mianowicie dzialajacych po obu stronach Sundu braciach Jörgensen. Wycinka z gazety nie moge znalezc (tekst ukazal sie akurat wtedy, kiedy wylatywalam do Krakowa) – pozwole wiec sobie zamiescic wyslany do redakcji tekst. Rzecz jasna, nie spotkal sie z zadna reakcja redakcji ani odpowiedzialnego za obchody urzedu gminy Laholm. Zaproszono za to królowa Danii oraz króla Szwecji, z których zadne – surprise, surprise – nie przybylo.

 

400-års jubileums nya ikoner?

Det känns som om man letade med ljus och lykta efter länkar mellan Sverige och Danmark pga. 400-års firande av Knäreds fred. Med huvudet uppe i det kungliga – som valde att svika jubileum – missar man däremot några självklara länkar, som förtjänar att bli uppfriskade och tagna i den allmänna sfären igen.

Jag tänker på snapphanar och den konstnärliga koloni i Drakabygget – förresten ett gammalt snapphanenäste. Gamla Skåne (Skåne, Halland och Blekinge) skiftade national tillhörighet, genomgick en turbulent period på 1500- och 1600-hundratalet – och erbjöd tillflykt för olika slags rebeller. Bland snapphanar kunde man träffa danskar, svenskar, tyskar och polacker. En av moderna rebeller, som utvandrade från Danmark och bosatte sig vid norra slutningen av Hallandsåsen var Jörgen Nash. Som fick sällskap av sin fru, Lis Zwick – och ibland av sin bror, Asger Jorn. Plus ett par hundra internationella konstnärer från hela världen. Nash var en av stora personligheter inom modern poesi och konst, som avled 2004. Väldigt ofta gynnar döden en konstnär – men en så produktiv och kreativ skapare som Jörgen Nash tyvärr verkar falla i glömskan. Både han och hans bror Asger lämnade avtryck på europeiska kultureliter efter andra världskriget: från gruppen Cobra, genom abstrakt expressionism (tachism), den Situationistiska Internationalen, som banade vägen för studentrevolten i Paris 1968, till Frihetens Verkstad i Drakabygget. Deras verk finns representerade på MoMA i New York – men var finns deras minne bevarat i Laholm?

Det nalkande jubileum borde ge ett ypperligt tillfälle att leta fram, damma av samt exponera givna svensk-danska länkar. Den stolta rebelltraditionen känns fortfarande aktuell – och det intellektuella arvet efter bröderna Jörgensen, som de egentligen hette, borde föras vidare. Jag undrar varför konstnär med sådan signifikans inte lyfts fram av Laholms kommun ansvariga för kulturliv samt 400-års firande av Knäreds fred?

 

W ten sposób udalo mi sie nawiazac do dwóch tematów, które mi sie dzisiaj cisna pod pióro: 1. wystawy w dunskim muzeum sztuki Louisiana oraz najnowszej ksiazki znanego ze Stulatka i niegdys tu recenzowanego Jonasa Jonassona. Wlasciwie moglabym sie z tematem rozprawic krótko: polecam numer jeden, odradzam numer dwa. Ale czy tak sie godzi?

jorn-pollock

Muzeum Lousiana zachwycalam sie wielokrotnie – i tak, zdaje sie, mi zostanie. Pieknie polozone, dobrze architektonicznie rozwiazane, ciekawie wystawiajace. Tak przy okazji – jakbym jechala szosa, to moglabym w drodze do Lousiany minac posiadlosc Karen Bixen. Tak wiec moje wpisy – jakby podswiadomie – zazebiaja sie ze soba. Zaraz po Swietach niewielu zwiedzajacych czyli mozna skoncentrowac sie na sztuce. I to jakiej! Pollock nadal wbija w ziemie. Jorn, niestety, troche mniej – choc chwilowo sie nie daje. Mimo ze w innych kategoriach góruje (niezwykle przystojny, spolecznie zaangazowany, miedzynarodowy, podczas wojny czynny w ruchu oporu) to artystycznie jakby za intelektualny i wykalkulowany. Pollock, którego byc moze krzywdzaco, kojarze w dwoma pasjami: do alkoholu i do swoich malunków, jest niesamowity. Zastanawialam sie czy nie tylko dlatego, ze porazil mnie wielkim plótnem w muzeum Nowego Jorku (MoMA, wtedy jeszcze MMA)? Ale wtenczas nie bylam chyba na Pollocka gotowa, raczej mnie przerazil niz zachwycil. A teraz: oj, oj, oj! Troche tez irytowala mnie nad (nad)uzywana obecnie forma wystaw komparatywnych – czy nie jest tak, ze mozna ta metoda udownic kazda teze – a nawet jej przeciwienstwo? Ale nadal spelnie swoja funkcje – duzo ciekawej sie oglada wystawe o pewniej strukturze niz niekonczacy sie ciag obrazów wystawy indywidualnej. Link na wystawe to: http://www.louisiana.dk/uk/Menu/Exhibitions/Jorn+%26+Pollock/Jorn+%26+Pollock

analfabeten

Teraz do Jonassona. Mam mu za zle, poniewaz kupilam sobie wlasny egzemplarz w jakiejs astronomicznej cenie, a okazal sie ksiazka, której wcele nie chce miec. Oczywiscie, trudno napisac druga ksiazke tak dobra jak Stulatek. I – gwoli prawdzie – czesci poswiecone Szwecji nie sa wcale zle. Natomiast karkolomny pomysl uczynienia glówna bohaterka czarnej poludniowoafrykanki, Nombeko, okazal sie – wlasnie karkolomny. Nadal uwazam, ze lepiej pisac o tym, co sie zna /na czym sie zna, niz o tym, czego sie ani nie zna, ani nie pojmuje. Szczególnie po ostatnich wakacjach w Afryce nie uwazam, zeby bieda, postkolonializm, problemy czarnej populacji itp. byly szczególnie smieszne. Jonasson niby solidaryzuje sie ze swoja bohaterka, ale czyni to po swojemu, szwedzkiemu. Tak, jakby kazda analfabetka na drugiej pólkuli tylko czekala, aby znalezc sie w Szwecji! I tak, jakby Szwecja otwarla na osciez wrota dla imigrantów z Afryki. Oczywiscie, byl juz film o ET, to czemu niby nie ma byc ksiazki o przemianie czarnej analfabetki w jeden z najtezszych umyslów Skandynawii? Wspólczesne fragmenty, dotyczace milosciwie nam panujacego króla oraz premiera sa na prawde smieszne i dowcipne. Reszta – taka sobie. Jak zwykle widac wplyw prozy i humoru Aarta Paasalinny. Na szwedzkie ekrany weszla wlasnie ekranizacja Stulatka, a Niemcy zakupili podobno prawa do Analfabetki. Jonassonowi proponuje na raz nastepny kierunek odwrotny: jak to szwedzki analafbeta znalazl szczescie i swoje miejsce w zyciu w Soweto…

Remanenty niedoczytane – Blixen, Davies

In Ksiazki, Pamietnik, Szwecja on 26 grudnia 2013 at 11:40

karen-blixten

Karen Blixen / Den afrikanska farmen / 1985

Norman Davies / Slaget om Warszawa. Upproret 1944 / 2003

blixen-pozegnanie

W zeszlym roku ogladalam znakomity film dokumentalny o zwiazku Karen Blixen z mlodszym o trzydziesci szesc lat literaturoznawca, Aage Henriksenem. Byl to zwiazek z silam nadprzyrodzonymi w tle (lub nie  tylko w tle!) – a ja tym czasem, w swojej naiwnosci, wypozyczylam sobie „Pozegnanie z Afryka” majac przed oczyma Meryl Streep. Chcialam jeszcze troche pogrzac sie w sloncu Afryki, lecz proza Blixen podzialala na mnie niczym zimny prysznic (co podczas szwedzkiej jesieni nie nalezy do przyjemnosci). Poczytalam zatem selektywnie, gdyz inaczej nie dalam rady. Blixen byla podobno jak na swoje czasy niezmiernie progesywna, ale dzisiaj brzmi gorzej od „Murzynka Bambo”. Wierszowi Tuwima zarzuca sie rasizm – proza Blixen ukazuje zasieki nie do pokonania, miedzy nia sama a ludnoscia lokalna. Prawdopodobnie arystokratyczne przywary po tatusiu przewazyly – patrzac dzisiaj to coctail rasizmu z egzotyzmem – i nie wiem w sumie, co gorsze. Trudno, wole Tuwima, Streep, a juz na pewno Redforda!

davies

Blixen wykopalam w piwnicy miejscowej bliblioteki – a przy okazji zaoczylam Normana Daviesa. Pozyczylam, zeby cos doczytac do konca – Boze igrzysko zabral mój syn wyjezdzajac do Polski i tyle je widzialam. Niech bedzie Powstanie – choc temat mam juz przepracowany i w glowie ulozony. No i znowu caly pogrzeb na nic, bo jak sie zabralam na dobre za czytanie, to przyszedl wywiad z Andrzejem Wajda w GW – co mnie tylko utwierdzilo w dotychczasowych przekonaniach. Najlepsza ksiazka o Powstaniu to Bialoszewski – natomiast Davies pisze to, co szlyszalam od dziecka: ze Zachód nas zostawil i tyle. Sadze, iz opracowanie bylo w zamierzeniu przeznaczone dla czytelnika angielskojezycznego, choc jak zwykle, Zachód sie nami nie interesuje i ksiazka miedzyladowala w piwnicy, zanim za pare lat zostanie wystawiona do koszy z darmowa literatura. Chetnie bym poczytala wiecej o Churchillu, do którego mam slabosc – ale ze wzgledu na tajnosc archiwów musze poczekac jeszcze jakies piecdziesiat lat. A za dwadziesia do trzydziestu maja nastapic wojny z robotami (to zupelnie inna bajeczka), czyli najprawdopodobniej, niczym Jas, nie doczekam.

ksiazki-gwiazdkowe

Z czystym sumienim odkladam ksiazki biblioteczne i ukladam sie na sofie z prezentami gwiazdkowymi!

Merry-Christmas-2013

Cdn.

Prosze redakcji – o jezyku

In Pamietnik, Polskie refleksje, Szwecja, Szwedzki Zwiazek Inzynierow on 14 grudnia 2013 at 17:59

Obawiam sie, ze recenzji ksiazki jeszcze jakis czas nie bedzie. Pozegnania z Afryka nie da sie czytac, zas zapoznanie sie z grubym Normanem Daviesem zajmie mi troche czasu. Nowonabyte lektury maja tematyke kulinarna. W koncu panuje wrzawa i uroczystosci przedswiateczne, z nieodlacznymi przyjeciami i niekonczacymi sie próbnymi Wigiliami. W ciagu ostatniego tygodnia bylam juz na trzech, jutro zaproszona zostalam na czwarta, a w przyszlym tygodniu grozi mi jeszcze jedna. Dlatego dzisiaj z innej beczki (choc nie bedzie to beczka ani z kapusta, ani ze sledziami na dania wigilijne).

list-do-redakcji

Listonosz wrzucil mi wczoraj najswiezszy numer „Inzyniera” czyli zwiazkowego kwartalnika. Po raz kolejny zdziwilam sie po zobaczeniu na jednej z poczatkowych stron wlasnego (i niespotykanego tutaj) imienia, zanim sobie jak przez mgle przypomnialam, ze napisalam przeciez kiedys list do redakcji.

lipstickfruit

Tym razem sprowokowala mnie dziennikarkaa, która – jak zwykle z dobrymi checiami – wylala dziecko z kapiela (czego sie inzynierach nie powinno spodziewac). Teza byla sluszna – szkoda, iz wiecej doktorantów z zagranicy nie pozostaje w Szwecji, sluzac krajowi swoja wiedza oraz intelektem. Pewnie, przyjemnie by bylo poczuc sie jak mile widziany gosc! Tymczasem do wywiadu wybrano Iranke, która okazala sie na tyle obrotna, ze sprawila sobie tutaj mieszkanie – natomiast przebojowosci nie starczylo jej na nauke jezyka. Naiwnie chwalila zalety uzywania wylacznie angielskiego. Jak na osobe z kwitkiem na zdolnosci w pewnym kierunku niezwykle nieinteligetne stwierdzenie.

durian

Nie chcac nauczyc sie jezyka kraju, w którym chcialby sie osiasc czlowiek sam skazuje sie na wykluczenia i marginalizacje. Moze lepsze jest getto akademickie niz getto bezrobotnych, ale brak uczestnicrwa w zyciu spolecznym dopadnie kazdego wczesniej badz pózniej – albo dzieci tej osoby. Jezyk to komunikacja, klucz do kulltury, historii, zwyczajów – i kaceptacji. Brak checi nauki jezyka kraju zamieszkania to, w moim odczuciu,  wielka arogancja.

otwieranie-orzecha-kokosowe

A tymczasem polskie media opisuja opinie wielu rodaków, którzy sa przekonani, ze to wlasnie Szwecja stanie sie ich cieplym i opiekunczym lonem, da mieszkanie, samochody (liczba mnoga!), wakacje, a na starosc godziwa emeryture. Zamiast zangazowac sie polityke czy dzialalnosc spoleczna obrazili sie na swój kraj urodzenia. Oczywyscie, kazdy moze spróbowac szczescia – jak to mawiaja Amerykanie: nice try. W jakim jednak jezyku ci wsyscy chetni na latwa stabilizacje poprosza o swoja „dzialke” zlotego runa? W jakim wytlumacza w szpitalu, co ich boli (choc akurat polskicj lekarzy w Szwecji nie brakuje – inna sprawa, czy beda chcieli rozmawiac po polsku) albo mechanikowi, co im sie zepsulo w samochodzie? Jak nawiaza kontakty sasiedzkie czy z rodzicami kolezanek i kolegów swoich dzieci?

gozdziki

Doktorantka-nie-doktorantka, kazdej osobie planujacej w pocie czola wyjazd do innego kraju radze ze szczerego serca: jezyk to klucz  do sukcesu, aktywnosci oraz powazania przez tubylcó.. Jezyków warto sie zawsze uczyc, a w wypadku zamieszkania w innym kraju nie ma innego wyjscia.

 

Zaangazowana pielegniarka – Watson

In Ksiazki, Pamietnik on 8 grudnia 2013 at 14:14

christie-watson

Rozwój demokracji literackiej powoduje, iz pisza teraz wszyscy, a wydaja nieoniecznie zdolni. Ilosc publikowanych ksiazek ani wzrost poziomu wyksztalcenia bialej populacji nie przechodzi, niestety, w jakosc – nie po raz pierwszy odnosze wrazenie, iz literacka cywilizacja europejska zakonczyla sie juz dawno temu. Najgorzej z tymi, co to maja dobre intencje – ale w koncu nie mozna zabronic pisac o takiej Afryce wszystkim tym, którzy nie sa Kapuscinskim, Naipaulem ani Coetzeem. Gdzies na fali autentycznego zaangazowania unosi sie brytyjska pielegniarka, Christie Watson.

dzieci1

Tiny sunbirds, far away, to nastepna ksiazka o Nigerii, dalekiej jednak od akademickiej i sytej Nigerii Adichie. Pani Watson ma partnera Nigeryjczyka-muzulmanina i patrzy na kraj niebieskimi oczyma mzungu. Co do jej entuzjazmu, empatii i zachwytu Nigeria nie na dwóch zdan – natomiast nie przekonuje mnie jej dyplom ukonczenia kursu Creative writing, a juz zwlaszcza próba rozladowania napiecia przy pomocy humoru. Z humorem róznie bywa; a zwlaszcza tym, który przekracza granice. W kazdym razie melodramat to zdecydowanie nie mój genre – a tak by chyba tonacje emocjonalna tej ksiazki mozna okreslic. Problemem wazungu bywa, iz w pewnym momencie staja sie ni psem, ni wydra – Watson jakby popierala kierunek, w jakim zycie popycha glówna bohaterke. Jest nia dwunastoletnia dziewczyneczka o imieniu Blessing – podobna pewnie do tej, która uchwycilam w Jambiani. Czy Europejka popieralaby odbieranie porodów pzrez swoja córke, która na dodatek nie moze chodzic do szkoly? Na pewno nie! I nie przekonuje mnie tlumaczenie typu TIA – this is Africa.

dziewczyneczka

Akcja powiesci rozwija sie nastepujaco: matka Blessing i jej starszego o dwa lata Ezekiela rozstaje sie z ojcem, którego zlapala in flagranti z inna kobieta. Pociaga to za soba utrate atrakcyjnej pracy w hotelu, zarezerwowanej wylacznie dla mezatek. Z ciezkim sercem opuszcza stolice i wprowadza sie do rodziców w Warri, w delcie Nigeru. Trafia tam z deszczu pod rynne. Ojciec, dawniej aktywny chrzescijanin, stal sie w miedzyczasie równie aktywnym muzulmaninem. Rodzina zyje w systemie feudalnym, utrzymujac miedzy innymi kierowce, jego liczne zony i jeszcze bardziej liczne potomstwo. Nikt nie ma stalego zródla dochodu, a warunki bytowania sa nader prymitywne. Nie starcza takze na oplate czesnego, nawet w szkole lokalnej – dzieci zaczynaja tam nauke, ale musza ja wkrótce przerwac. To doprowadza do tragedii Ezekiela, który na dodatek mial nieszczescie urodzic sie alergikiem. Matka walczy o prace, a potem o place, zeby zrealizowac marzenie o wyksztalceniu swoich dzieci. Najbardziej zaradna okazuje sie babcia, która pracuje jako polozna po okolicznych wsiach. Kiedy Blessing przerywa szkole, babcia zaczyna zabierac ja ze soba, aby przyuczyc do zawodu.

skala-koralowa

Nie ma watpliwosci co do tego, kim pani Watson jest z zawodu – jej opisy wystepujacych rodzajów obrzezania kobiet oraz zwiazanych z nimi komplikacji sa wyjatkowo fachowe i plastyczne. Podobnie jak opisy napadów astmy Ezekiela. Ale wolalabym, zeby odwaznie mówila pelnym glosem: obrzezanie kobiet to barbarzynstwo, zatrucie srodowiska przez zachodnie koncerny, wydobywajace gaz i rope w delcie Nigru to skandal i zbrodnia przeciwko mieszkancom. Eksploatowanie Afryki powinno sie skonczyc, a tamtejsze panstwa zadbac o szanse dla swoich wyksztalconych obywateli. Tymczasem zrobila z dziadka, skadinad inzyniera, i absolwenta nigeryjskiej uczelni, kompletnego glupka – choc dziadek odkuwa sie na koncu na fermach wielkich i sluzacych do wedzenia slimaków. Moze to i historia z zycia wzieta, jakich w Nigerii wiele. Nie przekonuje mnie jednak konwencja – ni to Macondo, ni to Dickens, ni to „Zycie jest wspaniale”. Tymczasem recenzje zbiera niezle – wiec kto, niech czyta. Ja tam mysle, ze lepiej poczytac dobra ksiazke…

white-sands-resort

Zdjecia nadal afrykanskie, choc z East-y Coast-y – a nie z Afryki Zachodniej.

sok-ztrzciny-2