szwedzkiereminiscencje

Archive for Luty 2015|Monthly archive page

Manierystyczna* kakofonia iberyjska

In Ksiazki on 15 lutego 2015 at 12:14

Podobal mi sie nastrojowy film „Red violin” z 1998 roku – miedzy innymi dzieki kreacji charyzmatycznego i rudowlosego (niczym tytulowe skrzypce) Jasona Flemynga. Mniej spodobalo mi sie, ze Jaume Cabré wykorzystuje podobny watek jako osnowe swojej ksiazki.

cabre

Bo z „Wyznaje” to bylo tak, ze dostalam powiesc w prezencie gwiazdkowym od zachwyconej autorem kuzynki. Szwedzkie tlumaczenie nie istnieje, zatem stworzono mi niepowtarzalna okazje zapoznania sie z czyms swiezym. Zaczelam lekture, wciagnal mnie barwny swiat intensywnych przezyc i egzotycznych miejsc, sporo sie usmialam – no i na koniec nic wlasnie. Sama siebie pytam, co mi z tej ksiazki zostalo – i nie pozostalo mi z niej nic. Abstrahujac od powtórzenia (skopiowania?) watku skrzypiec z Cremony, nie podoba mi sie równiez zerowanie na watkach oswiecimskich. Jakas morbidyczna pora nam nastala, kiedy domy mody lansuja ubrania wzorowane na pasiakach obozowych – nie dalej jak dzisiaj slyszalam o wypuszczonym wlasnie na rynek przez Urban Outfitters materiale w pasy, z rózowym trójkatem stygmatyzujacym homoseksualistów. Wczesniej jakas sieciówka zaliczyla podobna wpadke. Majgull Axelsson w „Nie mam na imie Miriam” takze przyswoila sobie Auschwitz. Globalizacja watków stala sie powszechna – nie tylko wszyscy jestemy Charlie, ale i wszyscy jestesmy wiezniami obozów zaglady. Gdzie Rzym, a gdzie Krym – ciekawa jest Barcelona pana Cabré, interesujacy jest (wlasnie) Rzym. Sródziemnomorska sceneria wystarczajaca na ramy powiesci, która by sie zawarla w polowie objetosci obecnej (cegla na niemal 800 stron). Po co koniecznie Antwerpia, Oswiecim, Tybinga, Paryz, Londyn, Cremona, Tallin i jeszczie wiele, wiele innych miejsc. Kompleksy parweniusza? Czyzby sie obawial, ze Hiszpan piszacy o Hiszpanii nikogo by nie zainteresowal?

Sagrada-Familia4

Cabré ma latwosc pisania i kreowania postaci, niczym Stig Larsson – i staje sie ofiara szybkosci oraz sprawnosci wlasnego pióra. Opowiada wartko, inteligentnie, dowcipnie. Bryluje znajomoscia kultury starych mistrzów: filozofia, muzyka, malarstwo, rekodzielo, antyki, literatura i jezyki – you name it. Nie daje czytelnikowi ani chwili wytchnienia, zagadujac go i zabawiajac na smierc. Wystarczylby sam watek glównego bohatera, bez „obowiazkowego” ostatnio watku kryminalnego – w dodatku wielokrotnego. Wyjatkowy przyklad na „overdo”  albo, jak czesto mawiaja Szwedzi: mialo byc swietnie, a wyszlo…jak zwykle. Dobra zabawa, póki sie czyta. A potem – wielka cisza. Stoner zaznaczyl sie o wiele mocniej w mojej swiadomosci, przekazujac to samo: wszystko to marnosc nad marnosciami. Warte zachodu sa wiedza i milosc, a zycie jak to zycie – w malo malowniczy sposób i tak dobiegnie konca.

Carrer-Montcada

Na okrase i pocieche dla wielbicielek autora wklejam dowcipny, lekko absurdalny, fragment – jeden z wielu, nad którymi parsknelam smiechem. Cudownie ozywcze bylo równiez pojawianie sie w najbardziej nieoczekiwanych momentach, niczym greckiego chóru starców, dzielnego szeryfa Carsona oraz Czarnego Orla, wodza plemienia Arapaho. Przy okazji eloge dla tlumaczki, pani Anny Sawickiej!

 

Zatrzymalismy sie przed drzwiami auli. Objal mnie zawstydzony, powiedzial dziekuje, przyjacielu i wprowadzil do srodka, gdzie trzydziesci procent z setki zgromadzonych uczestników seminarium poswieconego lingwistyce i filozofii ze zdziwieniem spojrzalo na dziwna kobiete, niejaka Ulrike Hörstrup, lysa i z wydatnym brzuszkiem, która nie miala w sobie ani grosza kobiecosci. W czasie gdy Adrian porzadkowal w glowie koncepcje, których nie miala, Johannes Kamenek przypomnial obecnym o problemach zdrowotnych profesor Hörstrup i przekonywal, ze spotkalo ich szczescie w postaci profesora Adriana Ardevola, który bedzie mówil o…który teraz zabierze glos.

 

* W znaczeniu: jeszcze nie barok, ale juz blisko

Reklamy

Karnet zimowy

In Film, Ksiazki, Pamietnik, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 6 lutego 2015 at 18:53

Ostatnio nie narzekam na brak kultury w moim zyciu – choc niekoniecznie to tylko przygoda literacka.

vbg-zima-wietrzna

Bawiac w Krakowie odwiedziłam retrospektywna wystawe malarstwa Olgi Boznanskiej i zachwyciłam się przedstawiona tam galeria portretów. Wiele z nich wywarlo na mnie wrazenie nie tylko ze względów artystycznych, ale glównie ze względów historycznych. Ilez wspaniałych, acz nieco zapomnianych, postaci miała okazje uwiecznic! Jakie ciekawe i miedzynarodowe zycie wiodła i ona, i jej modele. Poza Olga zainteresowala mnie wystawa o „Micie Galicji”, o którym już parokrotnie na lamach blogu wspominałam. Wystawa ciekawa i zróznicowana, z dawnymi granicami i topografia naszkicowana pod stopami. No i kino: „Bogowie” oraz „Ida”. Oba filmy spodobaly mi się, choć każdy inaczej. Z ciarkami na plecach czekam na werdykt Oscarowego jury, podzielając z lekka obawy co poniektórych ugrupowan (dalekich mi politycznie) o wydzwiek filmu. Wczoraj pokazywano „Ide”  w tutejszym klubie filmowym, podczas gdy ja wlasciwa zwiedzałam wnetrza dwudziestotonowych pojazdów opancerzonych, w ramach związkowej wycieczki badawczej (sic!).

Skoro już o klubie mowa, to zaczal swoja tegoroczna dzialalnosc nader udatnie, pokazem znakomitego filmu Volkera Schlöndorffa, „Diplomacy”. Pomyslalam: jakzesz to teatralne – no i w rzeczy samej, film transponuje grana z powodzeniem sztuke, uzywajac tych samych głównych aktorów. Znakomici aktorzy, mistrzowska gra, przyjemność czysta i cielesna. Ze swiata dyplomacji klub przeniósł się – a także i mnie z fotelem widza widza – w cztery strony swiata (trochę jak to w bajkach bywa). Owe cztery strony swiata to sawanna Kenii, góry Patagonii, wybrzeże Indii oraz marokański Atlas. Wszedzie tam dzieci musza pokonać wiele trudności (to już nie bajka, tylko zycie) w tytułowej drodze do szkoły. Film jest w zasadzie dokumentalny, ale zamiast typowych zblizen czy wyznan obserwowanych postaci oferuje barwne panoramy, z zapierajaca dech w piersiach przyroda. Wyraznie widać fascynacje scenarzysty i reżysera, Pascala Plissona, innym kontynentami, a zwlaszcza Afryka. Piekny film.

gbg-opera-przed-2

Nastepny wieczór klubowo-filmowy spedzilam w górach, obserwując perypetie szwedzkich turystów, w tym tytulowego „Turysty”. To niedoszly konkurent „Idy” do Oscara, laureat niezliczonej ilości Guldbaggar czyli najbardziej prestizowych nagród filmowych W Szwecji. Góry piękne, bohaterowie w najwyższym stopniu irytujący. Mam teorie, iż tytul filmu nawiazuje do baumanowskiej definicji „turysty” (jako przeciwienstwa „wagabondy”), ale jak do tej pory nikt mojej tezy nie potwierdzil. Czekam z niecierpliwoscia jakie recenzje ten film zbierze w Polsce.

Klub klubem, a kino kinem. W międzyczasie skonsumowalam oba, otrzymane od firmy w prezencie gwiazdkowym, bilety – na rezyserski debiut Angeliny Jolie oraz „Birdmana”. Angeline można sobie spokojnie odpuscic – wystarczy przeczytać historie zycia głównego bohatera „Unbroken” czuli Louisa Zamperiniego. Żaden film, a zwłaszcza filmatyzacja biogramu, zycia nie przebije, koniec, kropka. „Birdman” zdal mi się zdecydowanie ciekawszy, szczególnie iż zajmuje się sztuka przez duże „SZ”. Lubiany przeze mnie Edward Norton jako kontrowersyjny acz niekwestionowany gwiazdor oraz swietna Emma Stone jako córka Micheala Keatona. „Birdman” ma w sobie cos z Fossowskiego „All that jazz”, choć konczy się o niebo bardziej optymistycznie. Trudno być starzejącym się artysta – trudno, lecz nie beznadziejnie.

gbg-opera

Zas z doznan pozafilmowych – jedna wizyta w Göteborskiej operze, na „Krystynie z Duvemåli”, skomponowanej przez chłopców ABBAsów w odległym 1995 roku. Tak na marginesie to musical jest próba muzycznego przekładu powieści Wilhelma Moberga pt. „Emigranci”. Opera zachwyca wyrafinowana kolorystycznie i oszczedna w wyrazie architektura o charakterze okrętowym, a spektakl to mila dla ucha muzyka – no i nic poza tym. Koszmarna scenografia oraz zamilowanie do zadymy par excellence czyli siwego dymu nad scena. A takie swietne techniczne możliwości ma ta scena! Tymczasem  zdecydowano się na konwencje socrealistyczna, naszemu sercu niespecjalnie droga. Brzydkie kostiumy, niemal zupełny brak rekwizytów.

m-gbg-opera

W dunskiej Lousianie pierwsza retrospektywna wystawa Pauli Modersohn-Becker oraz trzy filmy Yael Bartany. Ku własnemu wielkiem zdziwieniu wkroczylam na projekcje w rytmie mazurka Dabrowskiego. Wiele osób czyta informacje o projekcie, trochę mniej siedzi na widowni. Ale wspaniale, ze ta prezentacja przekroczyla Wisle i Odre. Jestem z tych, którzy tesknia za Zydem i czuje się wzruszona, kiedy podobnie czuje ktoś z rozproszonej diaspory Zydów Polskich. Po Bartanie miałam mniejszy apetyt na oglądanie płaskich kompozycji – głównie portretów, a zwłaszcza autoportretów, ze szczególnym uwzglednieniem aktów – Pauli M-B. Wystwa unikalna, ponieważ prezentuje po raz pierwszy tak szeroki przekrój twórczości, nota bene zakwalifikowana przez nazistów jako Entartete Kunst. Widac m.in. wpływy Cranacha, Celnika Rousseua i Gauguina, ale jak dla mnie to za plaskie i z gruba ciosane malarstwo. Podobno Picasso zainspirowal się jednym z jej obrazów. Najbardziej przypadl mi do gustu autoportret w stylu „mumijnym”, którego turkosowosci tla nie udaje się zadnym zdjęciom na necie. Uwazam, ze Boznanska lepsza, podobnie jak Slewinski czy Makowski.

paula

Zas z książek: „Matka Makryna” Jacka Dehnela oraz „Wyznaje” Jaume Cabré. Wyznam szczerze (choć nie á propos „Wyznaje”), niczym księdzu na spowiedzi, ze mateczki do końca nie zmeczylam – tak mnie ta potwora niekonczacymi się…opisami tortur udreczyla. Gdyby nie to, ze w mlodosc czytałam „Przeslawna peregrynacje Tomasza Wolskiego” pióra swietej pamięci Tadeusza Lopalewskiego, to nawet nie wiem, czy bym i tyle była pokonala. Lezy teraz odlogiem i może mocy, niczym wino najlepsze,  jeszcze nabierze? Zdesperowana (i niemal zaopatrzona w dźwig) zabrałam się do niemal osiemsetstronicowej cegly-Jaumé. Nie chce zapeszać ani sobie przyjemności psuc, ale – odpluć przez lewe ramie i odpukać – powieść czyta się znakomicie. Szwedzi jeszcze, ku mojej cichej radości, tego autora nie odkryli, zatem czuje się jak odkrywca. Wkrótce wróce do „Wolnosci” (nie mylic z „Widmem wolności” ani „Ucieczka z kina ‘Wolnosc’”) w oddzielnym wpisie – ale to zupelnie inna bajeczka. Cdn.