szwedzkiereminiscencje

Archive for Luty 2014|Monthly archive page

Ptica-szczeglica – Tartt

In Ksiazki, Sztuka on 23 lutego 2014 at 14:42

Donna Tartt / Steglitsan / Goldfinch / Szczygiel / 2013 / 782 strony

szczygiel

Po zakonczeniu lektury „Szczygla” zajrzalam na net, zeby skonfrontowac wlasne wrazenia z tzw.profesjonalna krytyka – i porazka totalna! O czym ci ludzie pisza? Czesc myli fakty, wiekszosc narzeka na dlugosc powiesci. Czyzby krytycy literaccy nie mieli juz czasu ani ochoty na czytanie?

 

Los, który zetknal glównego bohatera „Szczygla”, Theo (Teosia?), z mistrzem zycia, Borysem (o nim troche dalej), w napadzie zlosliwosci zeslal mi na towarzysza podrózy do pracy osobe o zupelnie innych zainteresowaniach. Lagodnie rzecz ujmujac. Zajadlego rasiste, który jednak – jak sadze – nakarmilby glodnego, niezaleznie od koloru skóry. Mój towarzysz podrózy nie ma guzika „wylacz” i buzuje energia juz od godzin wczesnoporannych – badz póznonocnych, jak bym je okreslila. No i co nowego – wita mnie juz w drzwiczkach samochodu. Czytam ksiazke. I co, dobra? Dobra. No, a czemu dobra? Aaa, podoba Ci sie, bo jest o ludziach takich, jak Ty. Niezla recenzja mu wyszla. Zdecydowanie lepiej wycelowal niz profesjonalisci

carel-fabritius

Przede wszystkim piekna okladka. Wygladajacy spod oderwanego papieru pakowego ptaszek sportretowany zostal przez ucznia Rembrandta, niejakiego Carela, zwanego Fabritiusem czyli Ciesla. Papier oslania obraz, który – na skutek akcji opisanej w powiesci – na czas nieokreslony zniknal ze scian muzeów. Przechowywany czasowo w oblóczce poduszki, zamiast fachowo (czego tez sie dowiadujemy za posrednictwem Tartt) w przezroczystym papierze, opakowanym warstwa plastyku z bablami. Mroczny przedmiot pozadania, szantazu i porachunków gangsterskich. Okladka sygnalizuje temat lektury: milosc do sztuki i rezonans, jaki w nas sztuka wzbudza. W kazdym jakies inne dzielo – najwazneijsze, zeby odnalezc cos dla siebie. Ulotnego – niczym szczygiel – którego ktos uwiazal, zeby zatrzymac na zawsze.

 

Poza sztuka ksiazka traktuje o tradycji – czy moze tesknoty za tradycja. Ta, która drzemie w starych przedmiotach: przez kogos i dla kogos zaprojektowanych, nad których ocaleniem pracuja restauratorzy mebli. Tradycji zamierajacego rzemiosla. Tradycji wynaturzajacych sie rodzin (manhattanska rodzina Babour, Pippa i jej krewni, niekoherentna rodzina Theo). Krytycy po obu stronach narzekaja na nadmiar szczególów konserwatorskich – jak moga? Zareczam, iz nigdy nie bywali w domach krakowskich, z nieodlaczna wielka szafa w przedpokoju. A na szafie niezliczony zbiór butelek i starych gazet. Tartt pisze o Manhattanie. Ja czytam: Stare Miasto Krakowa. Domy pelne ksiazek. Mama Theo, oszczedzajaca na lunchu, zeby miec na muzeum. Jakbym sama siebie widziala. Mieszkalam krótko na Upper East Side, wszytskie oszczednosci przeznaczajac na wstep do muzeów. W tym MoMA, zwanego wtedy jeszcze MMA (to tu odgrywa sie wstepna, najbardziej dramatyczna scena Szczygla).

MoMA

Nastepny wymiar to wymiar ludzki. Szerloki Holmsy krytyki wytropili Dickensa, przy czym odetchneli, jakby wykonali kawal dobrej roboty. Jakis wnikliwiec dogrzebal sie nawet Balzaka, nota bene zupelnie nieznanego uczniowi szwedzkiemu. I zrobili z Tartt nostalgiczna idiotke, zafiksowana na XIX wiek – w podtekscie: nic nowego nie wymyslila. Szukaja ze swieca analogii z Oliwera Twista – a fe! Mistrzostwo powiesciopisarki polega na polaczeniu tradycji dobrej literatury dawnej z przenikliwa i bolesna analiza ponowoczesnosci. Wlasnie o nas, wspólczesnych traktuja m.in. ostatnie strony, do których byc moze krytycy juz nie dotrwali. Bije sie sz myslami, ale chyba nie zamieszcze stosownego fragmentu. Po pierwsze, bylby za dlugi; po drugie czuje sie niepewna wlasnego kunsztu translatorskiego – tak pieknie autorka to napisala! Tartt stawia podstawowe pytania: kim jestem? Jak mam zyc? Co jest dla mnie najwazniejsze? Jak dokonywac wyborów? Czym jest zycie? Czyli pytania i refleksja, których notorycznie brakuje wspólczesnemu konsumentowi zycia. Inteligentnie poituje tez „odpowiedzi” zachodniegu ruchu masowego uzdrowienia – i tu pokusze sie o cytat:

 

Skad mozemy wiedziec, co jest dla nas dobre? Kazdy psycholog, kazdy doradca d/s kariery, kazda ksiezniczka u Disneya zna odpowiedz: „Badza soba sama.” „Idz za glosem swojego serca”.

Tymczasem natrafiam na problem, o wytlumaczenie którego chcialbym kogos poprosic. Co, jezeli serce moje nie jest godne zaufania? (…) Nie chce pilnie udac sie sciezka cnoty, wiodacej ku normalnosci, rozsadnym porom, regularnym wizytom u lekarza, stabilnym relacjom z ludzmi i przewidywalnej karierze zawodowej, gazeta i brunch w niedziele, wszystko, co obiecuje, iz stane sie w jakis sposób lepszym czlowiekiem? A moze lepiej, niczym Borys, rzucic sie smiejac, na leb, na szyje, w otchlan nastepnego, wabiacego nas szalenstwa?

 

I tu wkracza na scene Borys.

 

Summa summarum Tart jakby wystawiala laurke posrednio Polakom, poniewaz mama Borysa byla Polka z Rzeszowa. Tata byl Ukraincem (co nie przeszkadza krytykom nazywac Borysa Rosjaninem!). Mimo wszystkich swoich negatywów: alkoholizm od dziesiatego roku zycia, nieustabilizowana sytuacja rodzinna, narkotyki i gansterka, Borys wydaje sie przechodzic sucha stopa przez rozmety zycia –a przy okazji podaje pomocna reke takze i Theo. Ba, nie tylko potrafi przetrwac – jego aktywnosc sprawia, ze odnosi sukces za sukcesem. Nie wiem, kogo autorka poznala – pewnie kogos starszego pokolenia, ale Borys spiewa sobie: aaa, aaa, byly sobie kotki dwa. Poza tym mówi do swojej dziewczyny „Kotku”, co dosc smiesznie wyglada w wersji obcojezycznej. Czasami wtraca cos po polsku, czasami po ukrainska badz rosyjsku. Ku mojemu rozczarowaniu krytycy nie docenili watku polskiego pochodzenia Borysa. A tymczasem to Borys jest pelnokrwistym królem zycia i panem ponowoczesnosci.

tartt

Co jeszcze? Jako przykrywka do rozwazan filozoficznych posluzyla sie Tartt watkiem sensacyjnym. Dosc zreszta udatnym, choc na szczescie nie dominujacym. Ale to nie dzieki niemu dobrze sie czyta – pisarka niezwykle zrecznie prowadzi akcje, rysuje postaci jak zywe, nie wspominajac juz o wnetrzach czy entourege’ach (jak dla mnie wspanialych, jak dla krytyków „o 300 stron za dlugich”). Pelno tez pólcieni, zatrzymanych klatek filmu, zmyslowych wrazen zapisanych w pamieci. Wprowadza osoby czyniace dobro – i to osobom, które potrafia to docenic (stad m.in. oskarzenie o dickensyzm). W mojej czesci swiata bezinteresowna zyczliwosc generalnie nie istnieje, wiec sobie przynajmniej poczytalam, ku serca pokrzepieniu. Duzo tez odniesien nie tylko do sztuki, ale takze literatury swiatowej – od tej dawniejszej (Proust, a jakze) po wspólczesna (Stieg Larsson). Powiesc osoby inteligentnej i kulturalnej dla osób inteligentnych i kulturalnych? Jakkolwiek by to pretensjonalnie i staroswiecko nie brzmialo, taka chyba jest kwintesencja esencji.

 

Czytac koniecznie!