szwedzkiereminiscencje

Archive for Styczeń 2012|Monthly archive page

Szwedzka awangarda-Spektrum

In Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 30 stycznia 2012 at 21:10

Johan Svedjedal / Spektrum. Den svenska drömmen / 2011

Ostatnia zajawka z GW:

Pamiętam dzień, w którym ojciec wrócił do domu z pierwszym od wojny legalnym wydaniem „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”. Pokazał mi je i zapytał, czy wiem, kto to napisał. „Sergiusz Piasecki”
Był żołnierzem, szpiegiem, przemytnikiem, bogaczem, żebrakiem, więźniem i buntownikiem. Był Rosjaninem, Białorusinem, Polakiem. Był pisarzem i moim dziadkiem.

Czy ktos wczesniej slyszal o Sergiuszu P? I owszem, slyszeli o nim Szwedzi i to juz w 1938 roku! Jakim cudem? Ano, dzieki rodzenstwu Riwkin. Mieli szanse – podobnie jak Piasecki – stac sie „Rosjanami, Bialorusinami, Polakami”, a zostali – no wlasnie? Pewnie: „Rosjanami, Bialorusinami, Szwedami, Amerykanami”. Choc najstarsza z rodzenstwa, Eugenia, mogla byc bez watpienia nazwana takze „Polka”, gdyz spedzila w Warszawie wiele lat i przetlumaczyla pare ksiazek na szwedzki. Miala reke do pisarzy trefnych po wojnie, wydawanych w rodzinnym wydawnictwie Spektrum obok przyszlych noblistów: T.S.Eliota, Gunnara Myrdala, André Gide’a, Harry’ego Martinssona i Eyvinda Johnsona. W tym eminentnym gronie zawarli sie równiez: Ferdynand Goetel „Z dnia na dzien” w 1932, Zygmunt Nowakowski „Przyladek dobrej nadziei” w 1934, wspomniany juz Sergiusz Piasecki „Kochanek Wielkiej Niedzwiedzicy” w 1938 oraz Jerzy Kossowski „Ceglany dom” w 1932.

Przebój rynku wydawniczego anno domini 2011 nie jest jednak, niestety, poswiecony podbojowi Szwecji przez przedwojennych polskich pisarzy. Ta rewelacja zarówno jezeli chodzi o tresc jak i grafike to historia fenomenu zwanego Spektrum, a bedacego nazwa najpierw magazynu, a pózniej wydawnictwa. Autor – dosc pretensjonalnie – snuje paralele do grupy Bloomsbury, nie jestem jednak przekonana co do koniecznosci szukania porównan czy odpowiedników. Po mojemu oryginalnosc notowana bywa wyzej niz odpowiednik – lecz Szwedzi kochaja takie porównania (wielokrotnie jestem pytana: czy polski i slowacki to jak szwedzki i dunski czy jak szwedzki i norweski?). Tymczasem Spektrum bylo unikalne nie tylko w skali szwedzkiej – grupa emigrantów zamieszkala w Sztokholmie, stworzyla sile intelektualnego przyciagania tak wielka, ze skupily sie wokól nich najwieksze talenty literackie, artystyczne i spoleczne epoki – i to na przestrzeni zaledwie paru lat. Po czym wszystko rozpadlo sie z hukiem, a twórcy calego zamieszania rozjechali po swiecie – umykajac przed wierzycielami, w których objecia ich ten wiekopomny projekt wpedzil. Poza tym czlonkowie Bloomsbury Group byli wiele lat przyjaciólmi, zas Spektrum przypominalo gniazdo szerszeni czy tez zbiorowisko dysfunkcjonalnych osób, szukajacych zbawienia w psychoanalizie (Karin Boye miala romans z wiekszoscia, w tym z zona Ekelöfa). Rodzina Riwkinów, mimo pewnych klopotów, wydawala sie jedyna w miare normalna – to do nich pozostali sie przytulali, przychodzili po inspiracje czy zródlo dochodów, zeby w koncu zwyzywac od Zydów i przemilczec w historii.

Teraz slów pare o rodzinie Riwkinów, poniewaz to pewnie ich jedyna szansa, zeby po polsku zaistniec. Papa, urodzony w Homlu Scholom Sender czyli Alexander (ze zachowam pisownie szwedzka) studiowal filozofie w Heidelbergu, a pózniej pracowal w przemysle drzewnym. Sprzedawal do Estonii, Lotwy i Polski szwedzka mase drzewna i celuloze. W Heidelbergu spotkal Fride Perleman, z która sie ozenil i splodzil piatke uzdolnionych dzieci. Jak to nie omieszkal odnotowac Svedjedal Alexander z malzonka nalezeli do „Zydów wschodnich”, gdyz Frida takze urodzila sie na terytorium carskiej Rosji. Szwedzka ksenofobia, rasizm czy tez antysemityzm – sama nie wiem jak mam to nazwac – uczynily juz  koncem XVIII wieku wyrazna dystynckje miedzy „Zydem zachodnim”, a „Zydem wschodnim”. Ten pierwszy mógl sie ewentualnie osiedlic w Riket (szwedzki odpowiednik slowa Reich, stosowany do dzis) jesli spelnial cenzus majatkowy. Ten drugi byl od razu persona non grata. W ogóle ludzie z tzw.Wschodu – z Polska wlacznie – sa (nadal) w Szwecji mocno podejrzani. Alexander ewakuujac rodzine przed wojna i potem Rewolucja Pazdziernikowa, musial juz miec jakis majatek, skoro sie przedostal przez szwedzkie ucho igielne. Obywatelstwa jednak do konca zycia nie dostal. Nastepne pokolenie to wspomniana juz Eugenia, krótkotrwale zamezna z Söderbergiem, którego to nazwiska uzywala. Nastepny Zew czyli Ami, potem Anna, Josef i w koncu Motja.

Anna Riwkin-Brick zostala uznanym fotografem. Wyróznialy ja zwlaszcza portrety oraz zjecia tanczacych. Pod koniec zycia wspólpracowala z Astrid Lindgren. Portetowala takze osoby z kregu Spektrum. Ale najwazniejsza osoba, glównym motorem, zarzadzajacym i mózgiem Spektrum stal sie Josef. Zdecydowanie czlowiek-orkiestra, gdyz w latach 1931-35 zdolal wylonic w tlumu tych najzdolniejszych. Publikowal poezje, z tym surrealistycza, przeklady – czesto wlasne -, artykuly o tancu, architekturze modernistycznej, nowym czlowieku i wizji spoleczenstwa, marksizmie, muzyce, ekonomii, pedagogice i sztuce. Ilustracje GAN-a oraz Grupy Halmsztadzkiej. Skandaliczne obyczajowo powiesci Agnes von Krusenstjerna. I to wszystko niedlugo po ukonczeniu dwudziestego roku zycia!

Z osób zwiazanych ze Spektrum nalezy zdecydowanie wymienic poetke i pisarke Karin Boye, autorke powiesci Astarte i Kollokaina (pierwowzór Orwellowskiej 1984). Erika Mestertona, który dozyl niemal stu lat i pod koniec zycia tlumaczyl poezje Herberta. Gunnara Ekelöfa, naczelngo poete szwedzkiego modernizmu.

Trzeba absolutnie przyznac Svedjedalowi, ze wykonal kawal rzetelnej roboty. Udalo mu sie iniknac uczonkowatosci – jest autorem niezwykle taktownym, lecz uwypukla dyskretnie co trzeba. Polaczenie w calosc nazwisk, które znalam, ukazanie symaptii i antypatii, warunków zycia i pracy, a nawet romansów uczlowiecza i przybliza upomnikowione w Szwecji postaci. Mam tez nadzieje, ze Josef Riwkin zostanie na stale przywrócony zbiorowej pamieci. Oskarzany o „zydowskosc”, która miala polegac na sklonnoscie do interesów, okazal sie wizjonerem kultury, który polegl na skutek…nieumiejstnosci robienia pieniedzy. Szwedzka literatura i kultura ma wobec niego dlug.

Annika Lyth tchnela typograficznego ducha czasu, stosujac czcionke bez szeryfu. Reprodukowane zdjecia, ilustracje i okladki przyblizaja zarówno epoke, jak i opisywanych ludzi. Znakomita literatura faktu!

Przyjemna ”sluchawka”-Winspear

In Ksiazki, moda on 29 stycznia 2012 at 15:23

Jacqueline Winspear / Lögnen / Pardonable lies / 2008-audio

Zupelnie mile towarzystwo przy sniadaniu, ta pani W i jej bohaterka, Maisie Dobbs. Dobrze sie slucha, potem zapomina polowe, nastepny krazek i tak do samego konca.

Jacqueline Winspear to Brytyjka, która przeniosla sie do Stanów i tam stworzyla serie obyczajowych kryminalów, z kobieta detektywem w roli glównej oraz pierwsza wojna swiatowa w tle. Przy okazji jeszcze troche starych i bogatych rodów brytyjskich oraz kultowy samochód pani detektyw, MG.

Maisie nie da sie nie lubic – zadna tam posh, tylko przedstawicielka klasy robotniczej, której dane bylo zdobyc opiekuna i wyksztalcenie. Maisie posluguje sie psychologia – i tutaj opisy zdaja sie autentyczne, gdyz autorka zajmowala sie zawodowo coachingiem. Jak na panienke z ludu Maisie jest swiatala obyczajowo – pewna noga wkracza do francuskiego klubu gay’ów, prowadzonego przez Indonezyjke. Wlasciwie wszyscy wystepujacy w ksiazce, niezaleznie od kraju, przejawiaja niezwykle nowoczesna i dojrzala mentalnosc. Sila powiesci jest na pewno realistyczny obraz kobiety pracujacej, która musi negocjowac ceny, spotykac ludzi z róznych srodowisk, zarzadzac personelem, odbierac auto od mechanika. Sadze, ze za to ja czytelnicy polubili, za te latwa identyfikacje – choc jak sadze autentyczna Brytyjka swoich czasów bylaby inna. Ale Winspear sprzedaje w Stanach, gdzie zostala laureatka tamtejszej Nagrody Agathy (Amerykanie najwyrazniej zawlaszczyli Christie). Sprzedaje I wojne swiatowa, sprzedaje zamki Francji i brytyjskich arystokratów. Mysle, ze czytaja ja glównie kobiety, poniewaz nie szczedzi opisów eleganckich toalet (koniecznie od „pani Chanel”!).

Maisie jest sprawiedliwa i taktowna, bardzo efektywna i ma dosc chaotyczne – acz nie szokujace – zycie prywatne. W sumie jest bardzo middle class, mimo ocierania sie earlów i baronów. Politycznie poprawne (z dzisiejszej perspektywy), bez uroczej brytyjskiej ekscentrycznosci, takie to wszystko milusie i z happy endem. Ale w sumie dziala i pewnie jeszcze kiedys sobie jakas Maisie pozycze. Winspear dobrze wyczula rynek – przyjemniej slucha sie o estetycznej i etycznej kobiecie lat miedzywojennych niz o zapitym policjancie wspólczesnym. Nie jest to literatura literatura, ale zupelnie dobra „sluchawka”.

Niedoczytany-Christensen

In Ksiazki on 22 stycznia 2012 at 17:17

Lars Saabye Christensen / Halvbrodern (Pólbrat) / 2001

 

Dziwnymi sciezkami chodza gusta czytelnicze i zawsze sie zastanawiam czy istnieje logiczna przyczyna powodzenia pewnych pisarzy staja w pewnym kraju / kregu kulturowym, a w  drugim nie? Pytanie to zadawalam sobie czytajac Pólbrata pióra Larsa Saabye Christiansena, który tak zachwycil Joanne. A ja? Zawalczylam przez pierwsze dwiescie stron, podczytalam koniec i sie wycofalam. Na cale szczescie mialam papier pod reka i notowalam naplywajace skojarzenia na goraco.

Zaczac trzeba od tego, ze LSC przegapilam juz w momencie kiedy Rada Skandynawii (Nordiska Rådet) nadawala mu swoja nagrode w 2002. Ale nawet jakbym go odkryla juz podówczas tez nie sadze, zeby mnie byl uwiódl – gdyz przed nim czytalam paru – sorry – podobnych. Pod szwedzka strzeche nie trafil na trwale – wszystkie jego tytuly preza sie w bibliotece na pólce, zamiast wyjsc do czytelnika. Text szwedzkiej Wikipedii to zalewdie ulamek polskiego.

Ksiazka zaczyna sie od wyprawy (pól)braci do kiosku. Jak zaczelam czytac to pomyslalam: nie, mam juz dosyc tych skandynawskich naskórkowych obrazów dorastania. Muzyka popularna w Vittuli Niemiego (August 2000), Uderdog Flygta (August 2001), a nawet Pekniecie w krysztale córki Gyllenhammara. Przeszlam zatem do nastepnej czesci, opisujacej prababcie, babcie i matke chlopców. W sumie najciekawsza i najgladsza w czytaniu. Taka jaka by mogla napisac Monika Fagerholm (Wspaniale kobiety nad woda – nominowana do Augusta 1995). Doszlam do ojca mlodszego pólbrata, niskopiennego Barnuma. No i co widza oczy duszy mojej? Carla-Johana Vallgrena i jego „Vidunderliga kärlekens historia”. Zwany historia o pieknosci i bestii – historia milosci telepatycznego karla i pieknej Henriette. Nagrodzonej Augustem w 2002.

We fragmentach morskich nic nie moze przebic Carstena Jensena. Podobnie stosuja „realizm magiczny” – zreszta to samo dotyczy Vallgrena. Widocznie takie tu w powietrzu „vibby” (wibracje) lataja. Dlugie, zawile i pelne szczególów powiesci pisze tez PO Enquist. Jego „Wizyta lekarza zycia” powstala wczesniej niz Pólbrat i tez mi go troche przypomina (August 1999). Nie wspominajac basni Anderssena – denerwuje mnie tym samym: pustka, zimnem i ta zabijajaca chec zycia bieda. Skandynawskie powiesci to jedna wielka „Dziewczynka z zapalkami” – ciagle gdzies ktos umiera i wszyscy nad ta smiercia przechodza do porzadku dziennego. Nie lubie tego zmuszajacego do emocjonalnego dystansu scenariusza, zapewne wymuszonego klimatem i bieda. Pewnie, ze wszyscy pomrzemy – ale to nie powód, zeby sie angazowac i miec troche radosci w zyciu. Tyle naszego, co zawalczymy – a nie takie kismetowskie poddawanie sie losowi.

Pisac pisze JSC rzeczywiscie ladnymi zdaniami – ale tak tez pisze Knausgård. Samo pisanie to za malo – a wrecz odwrotnie, jak ktos umie pisac, to niech napisze cos, czego lektura dawalaby radosc i przezycia duchowe! Co prawda najbardziej szwedzkim slowem jest „vemod” (nie wiem jakie byloby najbardziej norweskie?), lecz ten nastrój nie odpowiada mojemu polskiemu temperamentowi. Wypracowana przez stulecia madrosc skandynawskiego chlopa i drwala tylko mnie doluje. Gdzies jako bottomline czaja sie wartosci pierwszej fali literatury pólnocy – tej z miedzywojnia, jak na przyklad „Dziewcze ze Slonecznego Brzegu. Marsz weselny”.

Humor typowy „suchy”(wytrawny?), skandynawski przypominal mi pierwsza samodzielnie przeczytana ksiazke, „Nalle, wesoly niedzwiadek” zapomnianego juz tutaj nieco Gösty Knutssona. Mlodszy i niewielki wzrostem brat nazywal sie Nilsen, co mi z kolei skojarzylo sie z malpka Pippi Långstrump, panem Nilssonem, Motyw cyrku budzi skojarzenjie z Elvira Madigan. Amerykanski samochód papy Nilsena wpisuje sie w popularny nurt istniejacej szczatkowo do dzisiaj kultury raggare (podrywaczy). Tego rodzaju samochody, odpicowane i z muzyka na caly regulator, nosza nazwe raggarebilar czyli auta do podrywu. Podobny opisuje Maj-Gull Axelsson w „Kwietniowej czarownicy” (August 1997 – takze motyw kalectwa)..

Reasumujac: JSC wrzucil do kotla znane skandynawskie ingrediencje i zespolil sprawnym piórem. Jeszcze jedna rozwlekla, choc niepozbawiona ciekawych momentów powiesc. Jak dla mnie – tylko tyle. Po tej anderssenowskiej lekturze czuje sie wyposzczona i zglodniala na ogrody, barwy, piekno i przygody dzielnych wojowników Basni Tysiaca i Jednej Nocy.

Zbereznik noblista – McEwan

In Ksiazki on 22 stycznia 2012 at 01:18

Ian McEwan / Hetta / 2010 – audiobook

Obiecywalam sobie wiele, bo to i autor Atonement – znanego mi tylko z wersji filmowej, lecz, o niebiosa, cóz to byl za film (a ksiazka podobno jeszcze lepsza)! Szwedzki tytul Hetta i grafika obwoluty daly mi na poczatku uwierzyc, iz tytul oryginalu to Heat, co z kolei jest nazwa dostepnego w aptece lubrykantu, obiecujacego goraca ekstaze. Z czasem okazalo sie, ze tytul po angielsku to Solar, zas zarówno o doznanaiach literackich, jak i ekstatycznych moge zapomniec. Hetta okazala sie ksiazka w genre „rozrywka” czy tez wlasciwie satyra. Skad inad w zalozeniu smieszna, ale tylko Arto Paasalinna pozwala sie smiac przez cale dziesiec krazków utworu.

Komizm powstaje przy zderzeniu biegunów: wysokie-niskie. Wysokie, bo o profesorze nobliscie zazwyczaj ma sie wysokie mniemanie. Nie tylko o poziomie naukowym, ale takze – nie wiedzac czemu – moralnym. Tymczasem bohater Hetta okazuje sie raczej niesympatyczny – i to zarówna zawodowo, jak i prywatnie. Prywatnie jest zbereznikiem i sybaryta, a poza tym tchórzem, klamca i morderca. Dosc sprytnym i dosc zdolnym – to trzeba mu przyznac. Mimo braku aparycji (co z kolei jest skutkiem braku zahamowan w jedzeniu i piciu) Michael Beard zdazyl zawrzec piec zwiazków malzenskich, splodzic córeczke pozamalzenska oraz uwiesc niezliczona ilosc kobiet. Z jednej strony to niby parodia – a z drugiej McEwan zdaje sie przeceniac powaby lysiny, otluszczenia i egoizmu w skutecznosci uwodzenia kobiet. Poznajac mysli Michaela Bearda nasuwa sie natretne pytanie: ile w nich moze byc autentycznych doznan i pragnienn samego autora?

Nastepne bieguny, warunkujace napiecie komiczne, to tematyka badan naukowych. McEwan wybral dla swojego noblisty-fizyka zagadnienia wzrostu zrównowazonego, zmian klimatycznych oraz alternatywnych zródel energii. Sam zreszta mial okazje wybrac na Szpitsbergen z grupa artystów i ich niezakotwiczone w realiach wizje dostarczyly ma materialu przesmiewczego. Z jednej strony przedstawia ludzi okreslajacych sie jako zaangazowani, którzy czesto otrzymali mandal publiczny do rozwiazania problemów nekajacych swiat, ba, zbawienia go od katastrofy. Drugi biegun to malosc i nieporadnosc owych ludzi: podbieranie sobie wyników prac badawczych, walka o srodki na prace naukowe i mozliwosc wzbogacenia sie, wzajemne podgryzanie oraz niemoznosc skompletowania ubrania polarnego czy tez oddania moczu na mrozie. Nasuwa sie pytanie: jak te fajtlapy i oszolomy maja dokonac dziela ocalenia planety?

Po rozdaniu nobli szwedzka telewizja pokazuje zawsze transmisje z dyskusji z noblistami, która prowadzi dziennikarz BBC. Od lat sledze te debaty i musze stwierdzic, ze sa one coraz bardziej oderwane od rzeczywistosci. Moze w tym roku prowadzaca dziennikarka byla wyjatkowo slabo przygotowana i nieinteligentna, ale z drugiej strony wiara, ze to wlasnie naukowcy zbawia swiat zdaje sie dzis anachronizmem. Czyli tu akurat McEwan wykazal szybka reakcje i przenikliwosc. Zaimponowal mi tez oczytaniem w temacie – bo tak sie sklada, ze robilam studia podyplomowe wlasnie ze srodowiska i energii. Celnie oddaje przewage dobrych checi nad konkretnymi dokonaniami, mnogosc teorii i pewnego rodzaju miotanie sie srodowiska naukowego – i nie tylko.

Caly czas czekalam tylko zlosliwie az glównego bohatera pokara za popelnienie niezliczonych podlosci, ale jak to bywa, sprawiedliwosci na tym swiecie nie uswiadczysz i choc spotkala go kara, to jednak – wedlug mojej oceny – niewspólmierna w stosunku do listy przewinien. McEwan stworzyl wyjatkowo niesympatycznego typa, co w jakims stopniu jest nie fair w stosunku do czytelnika, który chyba jednak woli sie z glównym bohaterem – choc czasami – utozsamiac. Na dodatek nie stworzyl mu przeciwwagi czyli zgrabnie zarysowanej postaci innego mezczyzny, nie wspominajac juz o kobietach. Kobiety sa pokazane jako przyglupie, niezaleznie od stopnia wyksztalcenia czy wieku. Wszystkie marza jedynie o usidleniu niskiego grubasa w poplamionym ubraniu; o tym, zeby byc dla niego dobre, prasowac mu koszule oraz dobrze karmic i serwowac drinki. W wolnym czasie od prowadzenia Bearda do alkowy i wykonywania prac domowych ze spiewem na ustach – oraz poza godzinami poswieconymi pracy zawodowej – znajduja sobie latwo kochanków. Odnosze wrazenie, iz autor niezle sportretowal meska psychike, lecz powinien jeszcze poswiecic troche czasu na obserwacje zywych kobiet.

Z zainteresowaniem wysluchalam tylko krazka pierwszego i ostatniego – reszte mozna wlasciwie pominac. Chwilowo odnosze wrazenie, ze Ian McEwan zapracowal sobie u mnie na miejsce na liscie: never more.

Galicyjska gaweda-Stojowski

In CK Monarchia, Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 17 stycznia 2012 at 23:34

Andrzej Stojowski / Romans polski. Kareta / 1975

Szukajcie a znajdziecie: szukalam Musila, a znalazlam Stojowskiego. Musil znalazl sie dopiero wczoraj – lekko pogryziony przez szynszyle, pod telewizorem. Wszystko to w szale po Bernhardzie, który wyzwolil we mnie tesknote za rodzinna CK Monarchia.

Ksiazke dostalam kiedys w szkole jako nagrode i nigdy do konca nie przebrnelam – widocznie niektórym lekturom wskazane jest lezakowanie. Teraz mi zupelnie przypasowala – a wrecz im dalej od przewrócenia ostatniej strony tym wieksza mnie tesknota ogarnia. Przede wszystkim to jedzenie! Niezaleznie czy czasy króla Stasia czy tez nadciaga pierwsza wojna – jedzenie odgrywa role zasadnicza. Poprawia humory i stosunki rodzinne, ma byc obfite i spozywane w milej atmosferze.

Czas ostatni ubierac sie, ze dwie godziny tylko do obiadu, podadza wieczorem. Ojcu bardzo dale sie zalezec – kochany ojciec! Sam do kuchni chodzil, kosztowal sosów, jakies przyprawy radzil kucharzowi, az kucharz zly, zmarszczyl sie – i tak zrobi po dawnemu!

Zas sama uczta tak sie toczyla:

Bulion byl znakomity, a wino z Madery wytrawne, az wuj Artur pochwalil. Pieczen znosna, za to kuropatwy…no, jej sie dostala moze wyjatkowo sucha – czy gosciom tez? Szczesciem, ta Karoliny tlusta sie wydaje, a nie wiedziec czemu to Karoliny wlasnie bala sie najbardziej Klaudia. Ach, ojciec znów zrobil plame z czerwonego wina – na obrusie plame, na kamizelce! Juz wstac chciala, pomagac ojcu – jest taki niezreczny! Powstrzymala sie w pore, sa goscie – nie wypada! (…) Soufflé oklaply troche – za dlugo stal na bratrurze, moze tez i cukru za wiele wsypali – az ciagnie sie, niedobrze! Przeciez pani Julia, ciocia Julia, dobiera – to moze nie az tak strasznie zle?
– Doskonaly wasz wegrzyn! – Wuj Artur pochwalil, a on sie zna na winach!

No i czy nie przyjemnie by tak by bylo zasiasc w takim rodzinnym gronie?

Choc poza posilkami obowiazywalo prawo dzungli: jedni majatek zdobywali podstepem, a drudzy – ku zgorszeniu krewnych – praca wlasnych rak i gra na gieldzie. Kobiety mogly sobie poszalec dopiero jako wdowy – wczesniej byly strategicznie wydawane za maz. Choc niektóre, te bardziej charakterne postawily na swoim i poszly za glosem serca. Ku najpierw zgrozie, a potem rezygnacji reszty rodziny.

Podobno Stojowski opisywal historie wlasnej rodziny, a jako Skarbek-Stojowski, potomek Potockich i Dzialynskich zdecydowanie mial co. Przetacza sie cala historia Polski, widziana z perspektywy prowincji, od konca XVIII do poczatków XX wieku. Jest i wujek od Napoleona, który pada ofiara galicyjskich rzezi chlopskich. Sa powstanie i powstancy – oraz ich przeciwnicy. Namiestnicy cesarscy. Szlachta, arystokraci, sluzba, przemyslowcy, wielcy finasisci. Zony i kochanki. Polowania, sluzba w cesarskich formacjach i koszarach. I tu nie moge sie oprzec, zeby nie wkleic do sztambucha zdjecia wlasnych krewnych:

Ku swojemu zdziwieniu znalazlam w tekscie takze pare nader interesujacych sentencji:

Bo ludzie zamknieci w swoim egoizmie chca, by ich kochano, choc sami nie sa zdolni do milosci.

Oraz:

Prawda to jest ta wersja, która swiat przyjmuje

Sa tez zacytowane autentyczne ogloszenia prasowe i afisze, w tym list gonczy – wielorakie smaki i smaczki zapomnianej Galicji. Skandale i emigracja do Ameryki. Konie.
Odkrycie ropy naftowej na Podkarpaciu. Powolny rozwój przemyslu.Wladza mediów – w tym wypadku dziennikarzy i gazet. Uluda szczesliwego zycia. Jak ktos lubi gawede szlachecka, zycie niespieszne i plotki niekasliwe, to z przyjemnoscia sie zanurzy w historii jednego ze znacznych rodów galicyjskich. Potwierdza sie stara prawda, ze zaden pisarz nie przebije fantazja samego zycia.

 

 

 

Emancypantki – Hedvall

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Szwecja on 16 stycznia 2012 at 15:23

Barbro Hedvall / Vår rättmätiga plats / Nalezne nam miejsce / 2011  

 

 

Tym razem ksiazka faktu. Szukajac materialu do spotkania sieci kobiet natknelam sie na ksiazke bylej komentatorki politycznej Dagens Nyheter – i znalazlam dokladnie to, czego szukalam. Zreszta zagadnienia emancypacji przezywaja renesans: amerykanska Mrs.Schröder z „Boardwalk impire” cieszy sie z uzyskania przez kobiety praw wyborczych, zas córki brytyjskiego earla z „Downton Abbey” podczas pierwszej wojny przyzwyczaily sie do robienia czegos pozytecznego i chca takze w czasach pokoju pracowac.

Pisalam wczesniej o biografiach dwóch pasjonujacych kobiet: Elsy Kleen i Friedy Stéenhoff oraz o „Kobietach z Uppsali”. Wzbudzily zainteresowanie i pomyslalam sobie, iz nieslusznie historia zlozyla je do lamusa. Na pewno czesciowo za sprawa stosunku Szwedów do historii – czy tez braku takowego. Szwedzi zyja nie tyle nawet dniem dzisiejszym, co jutrem. Z drugiej strony istnieja gender studies, a przede wszystkim kobiety korzystaja z rozmaitego rodzaju nieznanych ich prababkom przywilejów, zupelnie sie nad tym nie zastanawiajac. Wiec przez zwyczajna przyzwoitosc moze warto sie zainteresowac KTO nam w uzyskaniu równouprawnienia pomógl? Szczególnie, ze byly to osobowosci, których w dzisiejszej „plastykowej” Szwecji nie uswiadczy. Osoby barwne, z charakterem, cietym jezykiem, zaawansowanym intelektem, odwaga cywilna. Nazywajace sie feministkami. O pogladach, których gloszenie i dzisiaj prowokowaloby, szczególnie w Polsce. Stad refleksja: czy potrafimy uszanowac ich wysilek i wykorzystac jak nalezy prawa, o które sufrazystki bily sie na ulicach?

 

Choc akurat Szwedki sie od sufrazystek odciely. Szwecja to w ogóle kraj umiaru, konsensusu i „nie wychylaj sie”. Wiec demonstracja odbyla sie tylko jedna, w Göteborgu. Reszta byla to praca organiczna i u podstaw – choc tutaj takiego pojecia sie nie uzywa. Delegatki wyruszaly w teren, podrózujac trzecia klasa kolei i konmi rozstawnymi. Ich organizacja zrzeszyla siedemnascie tysiecy czlonkin w dwiescie piecdziesiat siedmiu okregach. Liczba ludnosci wynosila podówczas cztery miliony,  z czego jedna czwarta wyemigrowala, a spora czesc (glównie mezczyzni) rozplywala sie w alkoholu. Dla porównania: zwiazek inzynierów zrzesza dzis 30.000 kobiet, przy liczbie ludnosci ca 9 milionów. Komunikowaly sie przy pomocy recznie pisanych listów. Pracowaly po godzinach, a dzien pracy bywal dlugi. Pracowaly wylacznie spolecznie.

Ksiazka wbudzila mój zachwyt forma graficzna. Przypomina mi fenomenalna „Nastolaki nie lubia wierszy” w opracowaniu Butenki. Ma spory format, dosc gruby papier i cale mnóstwo zdjec, wycinków z gazet, bilecików, ogloszen, zaproszen, petycji, portretów, zakladek do ksiazek, karykatur. Dzieki temu nie miesza sie nazwisk, gdyz nazwiska maja twarze i charaktery. No i nie ma mowy, zeby dac sie nabrac na ciagle obecny mit wasatej i zaniedbanej feministki: byly to glównie panie z towarzystwa, czesto ze znanych rodzin, wiele mialo autentyczny talent plastyczny. Ubrane nie tylko elegancko i starannie, lecz wrecz á la mode. Byla to zreszta swiadoma strategia – co doskanale mozna zrozumiec. Prawica juz wtedy straszyla kobietonami. XIX wyobrazenie o kobiecie bylo straszne: z natury miala byc czysta, staranna, pilna, zorganizowana, skromna. Na przelomie wieków nalozyl sie na ten juz zwichrowany obraz jeszcze przesad wrodzonej lubieznosci – oto niejaki Otto Weininger napisal „”Plec i charakter”. Praca ta zostala przyjeta z nienaleznym jej szacunkiem (m.in. przez Strindberga, Musila, Kafke, a nawet Wittgenseina). Autor wysunal smiala teze, ze swiat dzieli sie na szlachetny, moralny i górny pierwiastek meski oraz sciagajacy go w przepasc pierwiastek zenski, cielesny i obdarzony dzikimi zadzami. A ja zawsze myslalam (Zapolska), ze to w mezczyznie drzemie dzikie zwierze! Ten mizoginiczny obraz mial na pewno wplyw na styl ubrania aktywistek: chodzily w kapeluszu, zapiete pod szyje i niemal meskich kapotach. Taka i moda panowala, ale chyba posrednio Weiningerowi zawdzieczaja swój mundurek wspólczesne businesswomen.

Zawsze wydawalo mi sie, ze sprawa równouprawnienia kobiet to haslo lewicowe. Tymczasem – kiedy kobiety zaczely sie dopominac o zycie na takich samych prawach – lewicy jako takiej jeszcze nie bylo. W Szwecji babcia rewolucji kobiet jest Fredrika Bremer (o której tez juz kiedys pisalam). Jej „Herta” wywarla nota bene takze duzy wplyw na kobiety w Polsce. Ona tez sprytnie wykpila sie z konfliktu: kobiece-meskie. Zawyrokowala, iz obie plcie potrzebuja sie nawzajem – i dzieki tej komplemetarnosci uniknieto wojny plci. Sprytny zabieg – choc Hedvall (i ja tez) raczej widzialaby prawa dla kobiet jako czesc praw czlowieka. Wracajac do polityki – role lewicy pelnila pod koniec XIX i na przelomie wieków socjaldemokracja oraz liberalowie (partia komunistyczna powstala dopiero w 1917). Czyli prawa kobietom wywalczyly kobiety z górnej strefy stanów srednich – takze te, które byly wrazliwe na niedole robotnic, wyrobnic rolnych czy sluzacych. Polityki staraly sie unikac jak ognia, co tez prawdopodobnie opóznilo wynik. Jak mozna przewidziec prawica, majaca wtedy przewage majatkowa i polityczna, opózniala przyznanie kobietom praw wyborczych tak dlugo jak mogla. Zupelnym kuriozum byla propozycja jednego z poslów (nie zaszczyce go z imienia!): zeby mezczyzni-poslowie dysponowali podwójnym glosem wyborczym: jednym za siebie, a drugim za swoja zone (sic!).

Nieprawdziwy okazuje sie takze obraz emancypantki jako „kwasnych winogron” i zagorzalych starych panien. Najpelniej mogly sie udzielac kobiety, których faceci byli rzecznikami ich praw. Podbnie jak u slynnej Emmeline Pankhurst czy wczesniej Mary Wollstonecraft popierajacych ich i postepowych mezów akademików, lekarzy, wojewodów, polityków, redaktorów mialy szwedzkie ikony ruchu: Else Kleen, Frieda Stéenhoff, jej siostra Ellen Hagen, Gulli Petrini (pierwsza kobieta fizyk z tytulem doktorskim), Greta Hellberg, Anna Bugge Wicksell czy Agda Montelius. Wazne jest tez zaangazowanie spoleczne – wybiegajace poza tylko prawa wyborcze – wiekszosci dzialaczek. Pracowaly na rzecz wychowania w trzezwosci, pomocy ubogim, mozliwosci zdobycia wyksztalcenia dla kobiet, mozliwosci utrzymania sie z wlasnej pracy, zwalczania prostytucji, regulacji urodzen, akceptacji dla dzieci pozamalzensich, a zaraz przed i podczas pierwszej wojny na rzecz pokoju. To niebywale, ale ruch pokojowy to byl do nie az tak dawna „ruch leninowski”, bo podobnie jak kwestie praw dla kobiet komunistyczna lewica zawlaszczyla takze ruch obronców pokoju. Ba, swoja wojowniczoscia i brakiem finezji zbrzydzila nawet slowo: dzialacz-dzialaczka, aktywista-aktywistka. Uzywam tych slów, bo jak mam pisac? Swiadoma jednak jestem negatywnej konotacji emocjonalnej – co de facto jest razaca niepsrawiedliwoscia dla osób, które z porywów serca, a nie checi zysku pracowaly pro publico bono. Ten zapomniany idealizm zasluguje na szacunek.

 

Dla nas ciekawe jest male polonicum – rok 1911, druga nagroda Nobla dla Sklodowskiej-Curie. Czesc kobiecego establissmentu protestuje, bo Sklodowska „ponoc romasuje z zonatym i rozbija rodzine”. Wiedzialam z biografii, ze protestowali mezczyzni – a tu kobiety tez. W kazdym razie jako sie opamietaly i zasluzona noblistke uczczily jak trzeba.

Wiecej opisywac nie bede, bo i tak juz przekraczam norme. Ksiazka Hedvall czaruje nie tylko wysmakowana grafika, ale takze zacheca do czytania przystepnoscia stylu, poczuciem humoru oraz mieszanka: niskie-wysokie. Czyli – jak na wytrawnego reportera politycznego przystalo – na jasno nakreslona sytuacje polityczna nakladaja sie watki obyczajowe i wspólczesne komentarze odautorskie. Barbro traktuje swoje bohaterki nie tyle z pietyzmem, co z wielka sympatia. Zachecona ta ksiazka szukalam na necie informacji o polskich emancypantkach. Ale one – niczym rycerze pod Giewontem – zdaja sie spac jeszcze. Tylko czasami powola sie na jakas – niczym ten glos na puszczy – Magdalena Sroda.

 

Wariacje pianistów-Bernhard

In Ksiazki, Muzyka on 7 stycznia 2012 at 14:23

Thomas Bernhard / Undergångaren / 2004

(czytane do muzyki Bacha)

Juz sam tytul, w oryginale:Der Untergeher nastrecza trudnosci. Bo przegrany to ten, która gral i nie wygral. Loser to takze tez, który zawsze przegrywa. Zas Untergang to m.in. tytul filmu o upadku Hitlera. Na cale szczescie istnieje dokladny szwedzki odpowiednik, który po angielsku oznacza: fall, destruction, ruin, doom, perdition. Czyli: zeby upasc, nalezy najpierw znajdowac sie wysoko. Zeby popasc w ruine trzeba najpierw zdobyt swietnosc. Tytul w oryginale sugeruje kogos, kto osiagnal bardzo wiele i pózniej to stracil. Spadl z wysoka.

Szwedzi by powiedzieli, ze Bernhard jest „bardzo specjalny” (co tutaj oznacza: zdecydowanie odbiegajacy od normy). Pisze jednym ciagiem, pozornie caly czas to samo, dorzucajac caly czas detale, krazac i okrezajac czytelnika. Troche czasu ulpywa zanim czytelnik sie do takiej formy narracji przystosuje. Kiedy juz troche okrzeplam  wpadalo mi do glowy kolejno kogo mi pisarz Bernhard przypomina? Przypominal mi:

  • Jelinek,
  • Kafke (szczególnie motyw zamku)
  • Musila
  • Gombrowicza
  • Pisarzy czeskich
  • Innych pisarzy opisujacych CK-Austrie

Nastepna zagwozdka bylo rozszyfrowanie glównych bohaterów: narratora,Wertheimera i Glenna Goulda. Trzech pianistów w trzech mozliwych (hipotetycznie) konstelacjach:

  • Jeden pianista, dotkniety schizofrenia, o trzech róznych osobowosciach
  • Swieta trójca, konstelacja trójkata, gdzie zawsze dwóch wystepuje na przeciwko jednego
  • Matrioszka: sluchamy narratora, zeby odkryc Werheimera, w którego wnetrzu kryje sie Glenn Gould

Poza tym motyw Austrii, bo tak jak zolnierz Hlaski myslal tylko o jednym, to Bernhard pisze zawsze o Austrii. Podobno Grydzewski „chodzil zawsze z pieknym psem, airdale-terrierem. Slonimski twierdzil, ze ten pies nie lubil swojego pana, co bylo tragedia zycia…nie pana, tylko psa.” Tak i rzecz sie pzredstawia Bernhardem i Austria: TB meczy sie, gdyz mu z ojczyzna nie po drodze. Przy czym Austrii dodal tylko splendoru, a sam okupil te milosc-nienawisc cierpieniem. Zreszta nie on jeden – Jelinek przeciez tez. I tak sobie mysle, ze Austria – skad inad kiedys dla nas synonim dobrobytu w postaci mydelka Fa z Mexico Platz – rzeczywiscie ma klopot z tozsamoscia. Po pierwsze wlasnie „upadek i destrukcja” – bo jak sie poczyta Jasienice to moc i potega Austrii oraz jej dominujaca rola w Europie robia wrazenie. Siatka szpiegów, zwiazki z Watykanem, polityka obsadzania tronów, niszczenia kolejnych panstw. Potem jeszcze CK, którego slady czuje sie jeszcze w moim macierzystym Krakowie. A teraz? Teraz lezy i kwiczy. Pieniadze niby sa, kultura niby jest – i co z tego? Mnie przypomina karkas upieczonego indyka z resztkami miesa na piersi – reszta zostala zjedzona, skrzydla i nogi oderwane (pytanie tylko czy indyk moze lezec i kwiczec?). Czy tytulowym upadlym i przegranym jest Wertheimer czy moze jego ojczyzna, matka Austria? W dodatku Bernhard wyglada jak typowy Austriak, a wrecz jak Mozart na slynnych czekoladkach:

Poza tym: czy zwyciestwo Glenna Goulda nie jest symbolicznym zwyciestwem Ameryki nad Europa? (TB pisal powiesc w czasie kiedy Ameryka Pólnocna znajdowala sie jeszcze w dynamicznym okresie). Moze ten upadek to nie tylko ruina Werheimera, jego ojczystej Austrii, ale takze naszej rodzinnej Europy?

Jakby TB pisal przystepniej to jego lekture mozna by polecic biednym tego swiata – w jego swiecie pieniadze szczescia zdecydowanie NIE daja. Wszyscy trzej pianisci to potomkowie rodzin bogatych, finansowo niezaleni i uzdolnieni, mogacy robic co im na mysl wpadnie. Tylko ze to bogactwo przygniata ich, a Werheimowi wpada do glowy wylacznie spacer z zamku do miejscowej gospody. Zas wolnosc poczynan sprowadza sie do terroryzowania wlasnej siostry. Opetani sa glównie mysla o doskonalosci. Porazke ponosi cywilizacyjny mit, ze warto sie ksztalcic, niemiecki mit ze „Ûbung macht den Meister”. Ucza sie, cwicza, a potem – juz na szczycie – odkrywaja, ze ktos (Gould) jest jeszcze lepszy. A jak nie jest sie najlepszym to nie warto zyc… Przypomina sie matka w „Pianistce” Jelinek. Mnie bolesnie przypomina sie wychowanie w Krakowie. A najlepszy z najlepszych, Gould? Tez nie byl szczesliwy i umarl przedwczesnie. Czy warto wiec dazyc do idealu?

Nota bene zwycieza zamieszczone u tamaryszka motto Kolakowskiego:

Chcieć niezbyt wiele.

Moral wpisuje sie tez dokladnie w rozwazania Barlomieja Dobraczynskiego z WO:

Jak być szczęśliwym?

Przyjmujemy zwykle dwie strategie szukania sensu – czyli szczęścia – w życiu. Pierwsza: ustawiasz standardy jak najwyżej i próbujesz im sprostać

Takie strategie maksymalistyczne są, paradoksalnie, strategiami ograniczającymi, wręcz samobójczymi. Iwaszkiewicz, Márai – nieszczęśliwi. Być może dlatego, że wielki intelekt podsuwał im wysokie standardy, do których świat nie pasował.

Czyli znowu Kolakowski sie klania:

Nie szukać szczęścia

Jedna rzecz podobala mi sie zdecydowanie: ze Bernhard opisuje ekscentyków. Takich do entej potegi, takich na prawde odjechanych. I ze przedstawia ich jako wrazliwych, zdolnych ludzi – a nie niebezpiecznych wariatów. Jezeli byli niebezpieczni, to glównie dla siebie. Nie wiem jak inni, ale ja sobie zycze w 2012 jak najwiekszej ilosc autentycznych ekscentryków! Takich niesfotoszopowanych, niepieknych na pierwszy rzut oka. Prawdziwych.

Kto to czyta?-Nesbo

In Ksiazki on 1 stycznia 2012 at 19:03

Jo Nesbo / Fladdermusmannen / 2011 / e-book

 

W bibliotece w Halmstad wybór e-booków marny, a na spacer z kims chodzic trzeba. Tym razem padlo wiec na ulubienca mojej kuzynki, Jo Nesbo. Ostatnio zreszta widzialam miniwywiad z nim: niby troche artysta (muzyk), troche mózgowiec (analityk gieldowy), troche miesniowiec (byly pilkarz). W wywiadzie wykazywal autoironie, co mnie zachecilo. Niestety, kryminaly w ogóle to nie mój genre, a pierwszy kryminal Jo jest w moich oczach (a wlasciwie uszach, bo sluchalam) dzielem z cyklu: marnosc to nad marnosciami.

 

 

Po pewnym czasie przestalam sledzic kto, kogo i dlaczego, poniewaz wszystko to przestalo miec sens. Nesbo mial chyba za duzo pomyslów na jedna ksiazke: 1. antybohater, 2.norweski policjant jedzie down under i pokazuje miejscowym jak to sie robi, 3. sentymentalne wspomnienia o pierwszej milosci, 4.typowo skadynawska akcja oswieceniowa na temat „historia Australii i aborygenów”. Jakkolwiek lubie wielu Norwegów to bywaja oni jeszcze bardziej naiwni niz Szwedzi. Po przeczytaniu jednej ksiazki czy obejrzeniu jednego filmu sa juz EKSPERTAMI w danej dziedzinie i do glowy im nie wpadnie krytyczna analiza zródel informacji. Wszystko to przyczynilo sie pozytywnie do historycznego wyjscia z analfabetyzmu i pijanstwa, ale w dzisiejszym, zlozonym swiecie, przy eksplozji mediów bywa delikatnie rzecz biorac zbytnim uproszczeniem. Co prawda czytelnik skandynawski, sadzac z recenzji, wlasnie sobie te misje oswieceniowa ceni, ale sama nie wiem czy mnie smieszy czy tez obezwladnia glupota i stereotypami? Zreszta – mimo nawiazania do mitologii aborygenów (a jak sadze powinno sie raczej rozwazac wiele mitologii) – to wystepujacy w Czlowieku-nietoperzu aborygeni to: narkoman, bokser i bezdomny alkoholik. Czyli de facto pisarz traktuje miejscowych jak etniczna dekoracje, podzielajac w glebi duszy opinie bialych Australijczyków: ze to obiboki i niepoprawne pijaki.

 

 

Poniewaz bylam w Australii dwukrotnie (i mialam do czynienia z ludzmi urodzonymi tamze) to nie moglam sie nadziwic dlaczego na ten przyklad autor nazwal jednego z bohaterów Toowoomba? Toowoomba to miasto w Queensland, przez które przejezdzalam (stad zapamietalam), natomiast akcja ksiazki toczy sie w Sydney (stolicy New South Wales). Za malo wiem o aborygenach, ale Nesbo nie przekonal mnie, zeby musieli nazywac sie nazwami geograficznymi – a jakby co to juz bym wybrala cos blizej stolicy NSW. Czy Nesbo popatrzyl tylko na mape i wybral na chybi trafil? To troche tak jakby pisal kryminal o Polsce nazwal kogos Myslenice…

 

 

Za z przyjemnoscia powspominalam okolice Darling Harbour

 

 

Zaczelam sie przy okazji zastanawic nad fenomenem poczytnosci kryminalów. Po co i dlaczego? Wnioski nie byly optymistyczne. Chyba wiele osób marzy, zeby stac sie antybohaterem –  zamiast chodzic w garniturze do pracy w korporacji zaczac spijac sie codziennie, rozbic auto szefa i zabic go na miejscu. Albo zeby zwyzywac swoja zone od „kurew” – bo zazwyczaj w kryminalach jezyk daleki jest od salonowego. Albo zeby ja udusic, zgwalciwszy wprzódy. A kobiety? Zeby spotkac tajemniczego nieznajomego, z którym wzniosie sie na wyzyny  ekstazy seksualnej. Bo role sa tradycyjne: on jest brutalny, niedomyty i ziejacy wódka, a ona atrakcyjna barmanka albo prostytutka. To ja juz wole telewizyjne produkcje brytyjskie, gdzie Helen Mirren gra szefa policji albo M wydaje polecenia Bondowi. Co prawda Nesbo jako ekonomista ukonczyl zapewne tylko trzy lata studiów uniwersyteckich, ale po przedstawicielu najbardziej równouprawnionego kraju na swiecie spodziewalam sie wiecej. Moze dlatego uciekl z akcja do Oz? Wzmacniajac stereotypy latwych blondynek-skandynawek, fuj!

 

 

Glupia ta ksiazka. Glupia i tyle. Agatha Christe w grobie by sie przewracala gdyby nie byla tak dobrze wychowana. Jedyna zaleta, to ze powspominalam Oz, z Frazer Island (nadmieniona w tekscie) i Sydney – i mam pretekst to zilustrowania wpisu wlasnymi zdjeciami.

 

2011 in review

In Pamietnik on 1 stycznia 2012 at 01:58

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2011 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

A New York City subway train holds 1,200 people. This blog was viewed about 6 500 times in 2011. If it were a NYC subway train, it would take about 5 trips to carry that many people.

Click here to see the complete report.