szwedzkiereminiscencje

Archive for Sierpień 2012|Monthly archive page

Grzesznosc nasza codzienna – Munro

In Ksiazki on 11 sierpnia 2012 at 10:05

Alice Munro / Kärlek, vänskap, hat (Kocha, lubi, szanuje…) / 2010

Dobrze, ze pozostaje w bliskich kontaktach z kotem, to bede miala kogo – wybacz, Kocinku! – odwrócic do góry nogami. Bo Alice Munro po raz pierwszy oczarowala mnie kompletnie. I nie, nie bede odszczekiwac, bo jeszcze wystrasze (zszokowanego juz odwracaniewm do góry nogami) kota.

Nota bene ostatnie opowiadanie ze zbioru czytalam w oryginale juz wczesniej on-line i bardzo mi sie wtedy spodobalo. Podobno takze sfilmatyzowane – ale filmu nie znam. Rzadko mi sie zdarza, ze lubie opowiadania – i to na dodatek wszystkie zamieszczone w zbiorku. Musialam znalezc sie na tej samej czestostliwosci co Alicja, poniewaz tym razem otworzyla przede mna drzwi do istnej Krainy Czarów. Pozwolilam sobie na slow reading i smakowanie tekstu, czego ta proza sie wyraznie domaga. Jezeli zaczyna sie lektura z glowa w chmurach albo pelna strapien czy mysli o obiedzie, to sie duzo traci. Munro pisze dla czytelnika uwaznego i dokladnego, który doceni detale i kompozycje. Bo misternie splata rózne watki, przemieszcza sie w czasie, zaprasza rozmaite osoby i czesto nie konczy, jakby tylko slabo zarysowanych, watków. Troche to jakby komponowala obraz, gdzie wiele palm barwnych o róznych intensywnosciach ma sie zlozyc w calosciowe wrazenie. Czesto o czyms tylko napomyka i ten woal tajemnicy stanowi dla mnie najwiekszy urok opowiadan. Bo nic tak nie dobija przyjemnosci czytania jak postawienie kropki nad „i” czyliwyeliminowanie przestrzeni dla wyobrazni. Nie do konca wiem jak AM to zrobila, ale udalo jej sie wywabic moje wlasne doswiadczenia i mysli. To bardzo niebezpieczny proceder: opisywanie czyichs mysli. Doznalam sprzecznych uczuc: z jednej strony mile lechce swiadomosc, ze ktos inny mysli podbnie jak ty, ale z odwrotnej strony patrzac czujesz sie zlapana na goracym uczynku (mysli nie do konca uczesanych).

 

A przede wszytskim spodobala mi sie tolerancja – bohaterkami sa kobiety (i mezczyzni), którym zdarzaja sie chwile slabosci i których strategie przezycia sa czyms naturalnym; czescia integralna ich zycia. Bohaterowie nie wypieraja sie ich, tylko przechowuja troskliwie w pamieci, owiniete rózowa wata czulosci. Przez te drobne slabostki, przez dazenie do szczescia, przez ped do korzystania z zycia latwo sie z obrazowanymi postaciami identyfikowac. W centrum uwagi znajduja sie relacje ludzkie – te rodzinne i te pozadomowe: przyjaznie szkolne, kontakty z sasiadami, przygodnymi znajomymi, personelem domu opieki. Nigdy do konca nie wiadomo kogo los postawi na naszej drodze i które spotkanie okaze sie dla nas decydujace. Munro nienachalnie podkresla, ze zdani sami na siebie wiedniemy i degenerujemy sie – i ze wlasnie wchodzenie w interakcje z innymi potrafi z nas wywabic to, co w nas najlepsze.

 

Ksiazke wypozyczylam dzieki rewelacyjnej okladce niezawodnej Lotty Külhorn – okladce, która przypomniala mi ogladane na wakacjach w dziecinstwie czarno-biale filmy amerykanskie z lat piecdziesiatych. Okladka poteguje wrazenie tajemnicy i daje przedsmak czegos zabronionego, acz pieknego i wartego przezycia. Wielka zaleta Munro jest – w odróznieniu od amerykanskich filmów wspólczesnych – serwowanie zycia takiego, jakie dla wiekszosci ludzi bywa. Pelnego rozczarowan i kompromisów, niespelniajacego marzen mlodosci, choc czasami zaskakujacego pozytywnie. Wystepujacy w opowiadaniach ludzie sa tacy jak aktorzy lat piecdziesiatych niektórzy: mezczyzni z brzuchem, a co poniektórzy lysi. Kobiety czasami z nadwaga, a czasami starsze. Bez operacji plastycznych i kreacji designera – choc Alice duzo wie o ubraniach i czasami daje sobie w tym temacie pofolgowac. Najwazniejsze jest, ze nie moralizuje. Pozwala stworzonym (podpatrzonym?) postaciom dokonywac indywidualnych wyborów, nie bedacych przedmiotem oceny autorki. Dlatego postaci sie zdzaja sie realistyczne, niczym dalecy krewni (dalecy, bo jak pisalam wczesniej Alice czesto celowo cos przemilcza albo „rozmazuje palcem”). W Milosci dominuje doswiadczenie zyciowe starszej pani, pogodznej z regulami ziemskiej egzystencji.

 

Ladne!

 

(Zeby bylo smieszniej AM zrobila product placement ksiazce wspominanej przez mnie niedawno Nancy Mitford. Do tekstów opowiadan wpowadza tez pisarzy i artystów, których lubie – czyli okazalo sie, po paru ksiazkach, ze jednak mamy wiele wspólnego. Lepiej pózno…)

Reklamy

What took you so long?-Bennett

In Ksiazki on 5 sierpnia 2012 at 22:52

Alan Bennett / Drottningen vänder blad / 2008

Och i ach, och i ach – gdzie byles, Alanie Bennetcie, przez cale moje zycie? Zgodnie z oczekiwaniami znowu sama przyjemnosc – i strona za strona wrazenie blogostanu tylko sie potegowalo. Bo to i humor, i czytanie ksiazek, i Nancy Mitford, i Alice Munro. Filmatyzacja ksiazek Nancy sklonily mnie do przeczytania ksiazki Cecilii Hagen o „niesamowitych siostrach Mitford” (o dwóch z nich wspominala niedawno GW w kontekscie kobiet zafascynowanych Hitlerem). Nota bene Cecila Hagen jest potomkiem siostry Fridy von Stéehoff, o której juz kiedys (z zachwytem) pisalam. Alice Munro czytam wlasnie i po raz pierwszy sprawia mi to duza przyjemno0sc – wiec nie tylko tylko Bennett sauté, ale takze krewni i znajomi królika – jak sie okazuje jakze wspólni.

Wbrew pozorom rzadko kim i czym sie zachwycam, ale AB znalazl uniwersalna formule, gdzie smieszy – choc nie tumi i przestrasza, tylko inteligetnie daje do myslenia. Pomimo tego, ze znamy sie zaledwie od jednej ksiazki otwarcie Królowej bylo niczym spotkanie ze starym znajomym, gdzie rozumiemy sie wpól slowa. Co prawda Snusk podobal mi sie bardziej, ale to byc moze wina kolejnosci czytania. Jak równiez filmu Królowa z niezrównana Helen Mirren. Choc wole ja jako komisarz Tennyson albo zone zlodziej w filmie Greenawaya. W kazdym razie film obejrzalam przed ksiazka Bennetta i w zwiazku z tym nie calkiem wierze w prawdopodobienstwo fabuly. Z drugiej jednak strony: who knows?

 

Jeszcze o zbieznosci – od dziecka bylam upominana „nawet królowa angielska jak wychodzi z pokoju gasi swiatlo”. Kogo jak kogo, ale królowej zdecydowanie nie znosilam! Zreszta nie do konca wierzylam, podejrzewajac haniebno-snobistyczny podstep rodzicielski. A tymczasem co mówi królowa brytyjska u AB?

 

Zgodnie z wiescmi, nie calkiem wyssanymi z palca, mam zwyczaj wedrówki po palacu Buckhingham i gaszenia lamp.

 

Czyli jednak – nie tyle wankowiczowski smrodek dydaktyczny, a znajomosc szerokiego swiata!

 

Na koniec cytat, niemal wienczacy dzielo. Cala ksiazka (znowu niewielka, acz elegancko wysmakowana) pelna jest refleksji na temat czytania oraz pozytku z wyzej wymienionego. Jakby sie dokladnie przyjrzec to takze ostra satyra na nasze czasy, kiedy czytanie ksiazek stalo sie o ile nie ekstrawagancja, to ewentualnie czynnoscia podejrzana i potencjalnie niebezpieczna – takze w kraju slynnych uczelni w Oxfordzie i Cambridge. Recenzujac krótko, Królowa to wyznanie milosci Alana Benneta do literatury, pod którym nic tylko sie podpisac!

 

Zasadniczo warto zaryzykowac stwierdzenie, ze poprzez czytanie ksiazek uzyskuje sie jedynie potwierdzenie tego, co nam wczesniej w glowie zakielkowalo – gdzies w podswiadomosci. Po to siega sie po ksiazki, zeby sie utwierdzic we wlasnym przekonaniu. Innymi slowy: dzieki ksiazce stawiamy kropke nad „i”.

 

Ja kropki nad „i” tutaj nie postawie – niech kazdy czytelnik zrobi to dla siebie, siegajac po lekture Alana Benneta, Nancy Mitford, Alice Munro albo innego, swojego peta literackiego.

Przyzwoitosc profesora-Bartoszewski

In Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 3 sierpnia 2012 at 20:59

Wladyslaw Bartoszewski / I hjärtat av Europa / Warto byc przyzwoitym / 2007

 

 

Zanim dotarlam po nowe lektury do biblioteki, glównie polegujac z powodu choroby, powrócilam do dawno nieczytanej ksiazki z wlasnej pólki: „Zaginionej dziewczyny” Ludwika Swiezawskiego. Dostalam „za wzorowe zachowanie i bardzo dobre wyniki w nauce” od Komitetu Rodzicielskiego w podstawówce. Niestety, ksiazka nie wytrzymala próby czasu i pan Swiezawski chyba cierpial na dorazny brak gotówki, skoro wzial udzial w udowadnianiu niezachwianej polskosci Ziem Odzyskanych. Nie potepiam go, ale wyszedl malo strawny pasztet, w którym uchodzcy z Równego i Lwowa totalnie ignoruja  historie uchodzców niemieckich z Ziem Zachodnich.

Do biblioteki jednak w koncu dojechalam i natrafilam na „wystawce” na ksiazke profesora Bartoszewskiego. Wlasciwie powinnam byla ja zostawic na zer jakiegos Szweda (po szwedzku ksiazka ma zmieniony tytul na „W sercu Europy. Polska – refleksje i wspomnienia”), ale nie moglam sie powstrzymac. I jak zwykle, intuicja mnie nie zawiodla. Pan Bartoszewski napoil moje serce (nie mylic z sercem Europy) nadzieja, ze gdzies jeszcze sa ludzie przyzwoici. Ba, jak sam sie wyrazil, przyzwoitosc poplaca! Nie bardzo licze na jakiekolwiek nagrody w tym zyciu – ani w nastepnym – lecz sam fakt wypowiedzenia na glos takiej banalnej, acz zapomnianej prawdy dodal mi sily.

 

A wszystko przez to, ze od jakiegos czasu uczestnicze w staraniach o poprawe losu starego nauczyciela. Pomysl nienowy, bo juz panna Howard w „emancypantkach” zbierala srodki na utrzymanie starych nauczycielek. Niby od czasów Prusa wiele sie zmienilo, choc losy spoleczenstw wydaja sie zatoczyc kólko – i nagle Prus, Balzac oraz Dickens nabieraja aktualnosci. Zupelnie niedawno napotkalam sie na reakcje ludzi, którzy by siebie bez watpienia okreslili za posiadajacych wyzsze morale niz srednia krajowa, na cos w rodzaju agresji. Agresji, ze ktos nauczycielowi chce pomagac, bo oni by nie pomagali, bo czemu wlasnie nauczycielowi a nie listonoszowi? Niestety, stare osoby nie posiadajace rodziny zdane sa na laske opieki panstwowej,  a ta nie spelnia standartów europejskich. Nie spelnia nawet standartów ludzkich. Dlatego stara osoba wymaga zainteresowania bliskich, a  w razie braku bliskich to kogo? Studiowalam kiedys psychologie i uczylam sie o mechanizmach obronnych, ale wtedy nie sadzilam, iz dane mi bedzie wysluchac calej ich gamy u siebie w kuchni od wlasnych przyjaciól. Ze przyzwoitosc ludzi, którzy chca komus pomóc, wywola reacje agresywna.

 

Wczesniej jeszcze mialam inny przypadek z przyzwoitoscia – bo akurat takie slowo cisnelo mi sie na usta. Moja kuzynka zapytala mnie: dlaczego tak sie interesujesz choroba mojej mamy? Nie wiem jaka mogla miec na mysli motywacje, ale historii choroby starej kobiety raczej brukowcowi nie sprzedam. Zapytalam sie jej zatem: czy nie wpadlo Ci do glowy, ze po prostu jestem osoba przyzwoita? I po drugiej stronie sluchawki zapadla cisza – jakby nie zrozumiala sensu mojej wypowiedzi, a przyzwoitosc, nawet w warstwie werbalnej, odeszla juz w niepamiec. Majac nadzieje, ze to nie tylko relikt bylej epoki zacytuje profesora – we wlasnym przekladzie ze szwedzkiego – czyli tekst bedzie odbiegac od oryginalu:

 

Rozliczajac moje zycie wyraznie widze, ze warto byc przyzwoitym. I to doswiadczenie „bycia przyzwoitym”, bycia przekonanym i konsekwentnym w pewnych kwestiach, wierze ze nie wolno nikogo ponizac, chcialem przekazac moim przyjaciolom w obozie.(…) Tak zostalem wychowany i tak zylem.

 

I jeszcze jedna madra mysl – o tym, jak podniesc sie i isc dalej, pomimo zaznanych trudnosci:

 

…warto byc tolerancyjnym. Najlepiej skoncentrowac sie na tym, co dobre i zapomniec o strasznych rzeczach, które ludzie sobie wzajemnie wyrzadzili. Inaczej trudno by bylo przezyc. Staram sie celowo wyprzec to, co zle, zeby móc isc dalej. Nikt nie daje rady przezyc znajdujac sie na dluzsza mete w stalym stanie (o)presji.

 

Czyli waro korzystac z przyjemnosci zycia i cieszyc sie nim – bo co bylo, to sie nie odstanie, a zyje sie tylko raz!

 

Reszta ksiazki to znana wiekszosci historia – do czytania na pozytek Szwedom. Dla mnie lektura tej ksiazki bylo to duza przyjemnoscia obcowania z czlowiekiem o duzej godnosci i integralnosci charakteru oraz sprecyzowanych pogladach – a cechy te nader cenie. Zywie nadzieje, ze nie odejda do lamusa wraz z nieuchronnym odchodzeniem pokolenia profesora Bartoszewskiego, gdyz sa kwintesencja czlowieczenstwa.

Brytyjski humor-Bennett

In Ksiazki on 1 sierpnia 2012 at 23:14

Alan Bennett  / Snusk (Smut) / 2012

O, bogini czytania – a wiec gdzies jestes! Jestes i lejesz balsam z miodem na moja obolala dusze, skatowana czytaniem ksiazek nijakich, niedobrych oraz przereklamowanych.

 

Nie ma to jak humor, a humorem wsród humorów oznacza sie zwlaszcza humor brytyjski. Celny i zjadliwy, lekko surrealistyczny czy tez absurdalny – ale mieszczacy sie w granicach realizmu, co tylko poteguje jego absurd. I takie sa dwa opowiadania pióra Alana Bennetta w ksiazce „Sprosnosci. Dwa opowiadania erotyczne”. Gdzie slowo „sprosnosc” trzeba czytac z przymrózeniem oka, gdyz pan AB odznacza sie dobrym smakiem i wulgarnosci unika. Ale co powie (a wlasciwie napisze) to jego…

W pierwszym opowiadaniu spotykamy wdowe Donaldson, która dorabia sobie w szpitalu, odgrywajac role pacjentek z rozmaitymi dolegliwosciami. I tu ciekawostka, bo brytyjskie studia lekarskie najwyrazniej obejmuja rozmowe lekarza oraz pielegniarki z pacjentem – i ta umiejetnosc bywa trenowana oraz oceniana. Mam znajomych lekarzy, którzy kiedys byc moze beda mnie leczyc, wiec pewnie powinnam siedziec cicho – ale ten, kto uwaza, ze polskim lekarzom przydalby sie taki efektywny trening niech podniesie reke! Dobrze, mozna juz opuscic rece.

 

Mrs Donaldson dorabia sobie nie tylko w szpitalu, lecz takze odnajmujac pokój, ku zgorszeniu swojej nudnej córki, Gwen. I tu dopiero zaczynaja sie przygody zacnej wdowy – a przy okazji i zycie szpitalne zaczyna zaniebirac rumienców. Wiecej nie moge zdradzic, zeby nie popsuc zabawy. W drugim opowiadaniu poznajemy rodzine Forbes. Syn wlasnie sie zeni -ku rozgoryczeniu matki – z osoba, która nazywa sie Betty Greene. Taka porzadna rodzina, a tu jakas panna Greene. Porzadna? Jeszcze chwila, a autor odsloni kulisy poczynan obu pokolen Forbesów. Cierpliwy czytelnik na pewno sie nie rozczaruje!

Czytalam na plazy, co jakis czas parskajac smiechem, ku wielkiej uciesze wspólplazowiczów. Czyli ksiazka Alana Bennetta rozwesela czytelnika i jego otoczenie, a wiec wydatek na ksiazke spolecznie zwraca sie wielokrotnie. Ksiazeczka malutka, cieniutka i jakze udana! Nareszcie ktos, kto sie przeciwstawil istnej manii pisania przegadanych „cegiel”, kto cyzeluje jezyk i potrafi zbudowac dramaturgie udanej bistorii na niewielu stronicach. Zachowuje tez cieply stosunek do bohaterów, wybaczajac wszelkie przywary ludzkie – choc w koncu karzac zlych, a nagradzajac dobrych, czyli moral jest. Mysle, ze wiele z tych osób mozna by utozsamiac z naszymi krewnymi czy sasiadami – stopien identyfikacji oceniam na wysoki.

 

Inteligetna ksiazka, inteligentna rozrywka – podszyta gdzies powaga i sensem moralnym.

W zalewie miernoty i pretensjonalnych wypocin jakze WARTO przeczytac!