szwedzkiereminiscencje

Archive for the ‘Polskie refleksje’ Category

Uchodzca / Dipis

In Polskie refleksje, Przywracanie pamieci, Szwecja, uchodzcy, Uncategorized on 25 Maj 2016 at 21:20

Flannery O’Connor

”En bra karl är svårt att finna”/ Trudno o dobrego faceta

Backhåll 2013

flannery

Dyskusja o uchodzcach ostatnio jakby przycichla, co nie oznacza, ze sami uchodzcy fizycznie z Europy znikneli. Nie dalej jak wczoraj rozpoczeto w Grecji ewakuacje obozu spod granicy macedonskiej. Tymczasem akurat ukonczylam lekture zbioru opowiadan amerykanskiej katoliczki-rasistki, Flannery O’Connor (1925-1964), zwienczonego ”Dipisem” czy tez ”Uchodzca” (bo kto dzisiaj jeszcze wie, kim niegdys byl dipis?). Wczesniej nic tej autorki czytac mi nie bylo dane, choc jej nazwisko obilo niegdys o uszy. Odnosze wrazenie, iz nie jest szerzej znana polskiemu czytelnikowi, choc spod jej pióra wyszly utwory zdecydowanie literacko lepsze niz popularne obecnie nordyckie kryminaly. Pisze tak, jak lubie, czyli o miejscach i ludziach dobrze sobie znanych – a przed oczyma czytelnika maluje sie amerykanskie rustykalne Poludnie, odmalowane w niecale stulecie od zakonczenia wojny secesyjnej. Nie w wersji glamour, niczym w Tara z ”Przeminelo z wiatrem”, bo jakby rozmyte z obrazie, spowolnione i zbiedniale, choc nadal przesiakniete segregacja rasowa. Sama autorka spedzila wiele czasu w posiadlosci Andaluzja, dokad wojna (czyyaj: druga wojna swiatowa) zapedzila rodzine Matysiaków. Matysiakowie (zapewne niespokrewnieni z popularna w PRL-u rodzina radiowa) stali sie pierwowzorami bohaterów ”Uchodzcy”, polskiej rodziny emigrantów – i tu prosze sie nie smiac – Guizac.

danuta-danielsson

Guizacowie (Guzikowie?) zostali sciagnieci przez katolickiego ksiedza do pomocy w gospodarstwie u protestanckiej pani McIntyre. Nota bene religia odgrywa w opowiadaniach duza role, podobnie jak w zyciu samej O’Connor, wychowanej w czasie obowiazywania antykatolickich praw. Rodzice Guizacowie sa wymieniani tylko po nazwisku, za to O’Connor pofatygowala sie o nadanie imion dwójce dzieci: Rudolf i…Sledgewig (konia z rzedem temu, kto odgadnie polski pierwowzór imienia!). Tata G zabiera sie dziarsko do roboty, z zapalem godnym przodownika pracy, wzbudzajac tym niechec i zawisc zasiedzialych pracowników. Nadgorliwosc papy-uchopdzcy uniemozliwia innym proceder tradycyjnego bumelanctwa, kradziezy oraz bimbrownictwa. Kociol podgrzewanego niezadowolenia eksploduje tragedia, a w tragicznych koncach pani O’Connor zdaje sie najwyrazniej lubowac. Szukalam w Internecie wiadomosci, czy opowiadanie zostalo na jezyk polski przelozone. Z braku konkluzywnych odpowiedzi pokusilam sie o przetlumaczenie ze szwedzkiego paru ”zlotych mysli”, które moglyby zagoscic w glowie obywatela obecnej Rzeczpospolitej – tyle, ze o uchodzcach syryjskich. A tymczasem sa wytworem mózgu amerykanskiego ruralnego koltuna. Obcy na amerykanskim Poludniu to Europejczyk i katolik – w tym wypadku uchodzcy czyli polskie ofiary wojny. Zapraszam odwaznych do obejrzenia odbicia w krzywym zwierciadle i szczerej konfrontacji z naszym obrazem w oczach innych, takze w sojuszniczych Stanach Zjednoczonych American and Polish Dreams!

karen-7

Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu zauwazyla, ze wygladali tak samo jak inni. Wczesniej wyobrazala ich sobie niczym trzy niedzwiedzie spacerujace gesiego, obute, na holenderska modle, w drewniane chodaki, w marynarskich kapelusikach i kolorowych plaszczach, zapinanych na wiele guzików. Tymczasem kobieta nosila sukienke, która sama moglaby miec na sobie, a dzieci przypominaly dzieci z sasiedztwa.

…uszyly zaslony do okien, dwie czerwone i jedna zielona, poniewaz czerwone worki nie wystarczyly na wszystkie trzy. Pani McIntyre powiedziala, ze nie jest zrobiona z pieniedzy i nie stac jej na kupowanie zaslon. ”Jak oni na nie zareaguja?” zapytala Shortleyowa. ”Mysli pani, ze maja jakies pojecie o kolorach”, a pani McIntyre stwierdzila, iz po tym, co ci ludzie przeszli, powinni byc wdzieczni za wszystko, cokolwiek dostana.

Shortleyowa popatrzyla na ksiedza i przypomniala sobie, ze ci ludzie byli bardzo prymitywni w sprawach religii. Nigdy nie wiadomo w co moga wierzyc, poniewaz zadna z glupot nie zostala w ich kosciele zreformowana.

Kiedy oni wygladaja jak stad”, powiedzial staruszek z namyslem w glosie. ”Jezeli sa teraz stad, to sa skads”.

No wlasnie, zgadza sie”, powiedzial ten drugi. ”Oni mieszkaja tutaj”.

Brak logiki w rozumiwaniu czarnych zawsze irytowal Shortleyowa. ”To nie ich dom”, powiedziala. ”Ich dom lezy het, daleko, a oni dalej zachowuja sie tak, jak u siebie. Tutaj wszystko jest duzo bardziej cywilizowane niz skadkolwiek tylko oni pochodza.”

Sadzisz, ze potrafi jezdzic na traktorze, skoro nie zna ani slowa po angielsku?”

karen-v-b5

Nie zgadzam sie, zeby papiez w Rzymie mieszal sie do spraw mojej mleczarni”, wyglosil pan Shortley.

To nie Wlosi, to Polacy”, odpowiedziala. ” Polski, gdzie zwloki pietrzyly sie górami. Pamietasz te trupy?”

Sledgewig podobno twierdzi, ze mieszkali w murowanym domu i ze pewnej nocy ktos przyszedl i kazal im sie do rana zabierac. Myslisz, ze oni na prawde mieszkali kiedys w murowanym domu?”

Jakby jeszcze taka jedna rodzina tu sie sprowadzila, to nagle mówilibysmy wylacznie po polsku! Kolorowi by sie wyniesli i dwie polskie rodziny znalazlyby sie vis á vis pana Shortleya i niej samej! Zaczela sobie wyobrazac wojne slów, widziec polskie wyrazy walczace z angielskimi, skradajace sie podstepnie slowa, nie cale zdania, tylko pojedyncze wyrazy, paplanina, paplanina, paplanina, glosne i krzykliwe posuwaly sie do przodu i rozpoczynaly bitwe. Widziala brudne, przemadrzale i niereformowalne polskie wyrazy brukajace czyste angielskie slowa, az wszystkie byly równie utytlane. Widziala je w komplecie, zlozone w jednym pomieszczeniu na kupe, wszystkie niezywe i brudne, ich oraz jej, umieszczone na stosie niczym ciala widziane na kronice filmowej. Boze zachowaj! zawolala cicho, zachowaj od smierdzacej wladzy Szatana!

 

On jest z Polaka”, wymamrotal stary.

z Polski.”

W Polaku wcale nie jest tak, jak u nas”, powiedzial. ”Oni maja tam inne obyczaje”, i zaczal niedoslyszalnie mruczec. (…)

Nigdy takiego jeszcze u nas nie mielismy, o to mi sie rozchodzi”.

ten murzyn nie moze miec zadnej bialej zony z Europy. Pan Guizac nie moze w ten sposób rozmawiac z murzynem. On sie tylko podnieci, a poza tym to nie uchodzi. Moze uszloby w Polsce, ale tutaj absolutnie nie i pan, panie Guizac, musi skonczyc z tymi glupotami.”

wcale nie rozumiem jak taki czlowiek moze sie nazywac chrzescijaninem”, powiedziala, ”zeby sprowadzac tutaj biedna, niewinna dziewczyne i kazac jej wychodzic za takiego. Zupelnie tego nie rozumiem. Zupelnie!”

Jest opózniony w rozwoju”, orzekla. ”Nie pasuje do nas. Potrzebuje kogos, kto by sie do nas dostosowal”.

Nie podoba mi sie jego sposób bycia. Zupelnie nie wykazuje wdziecznosci za to, ze ich przyjelam.”

karen-bit-vejle3

Powiedzial, ze dokladnie pamieta twarz zolnierza, który rzucil w niego granatem i ze ten zolnierz mial na nosie male, okragle okulary – dokladnie takie same, jakie nosil pan Guizac.

Ale Guizac jest Polakiem, a nie Niemcem”, poprawila go Shortleyowa.

Nie ma wiekszej róznicy miedzy tymi dwoma sortami”, objasnil ja pan Shortley.

Pozbede sie tego faceta”, zakomunikowala. ”Nie mam w stosunku do niego zadnych zobowiazan. Mam zobowiazania wylacznie w stosunku do tych, którzy cos dla tego kraju uczynili, nie w stosunku do tych, którzy przyszli na gotowe i chca sie oblowic.”

Pomysl, ze bylo ich tysiace, pomysl o krematoriach i wagonach bydlecych, i o obozach, i chorych dzieciach, i Chrystusie Panu.”

Jest zapózniony w rozwoju i zaklócil nasz spokój”, stwierdzila, ”jestem logiczna, praktyczna kobieta i nie ma tu zadnych krematoriów, ani obozów, ani Chrystusa Pana – a jak stad wyjedzie, to gdzies indziej lepiej zarobi. Bedzie pracowal na roli i kupi samochód, a – i nie protestuj – im tylko o to chodzi, zeby sobie sprawic auto.”

Wszyscy ludzie zostali stworzeni równi i wolni”, zwrócil sie do pani McIntyre, ”a ja ryzykowalem swoje zycie i czlonki, zeby to udowodnic. Zaciagnalem sie na wojne, bilem, krwawilem i umieralem, zeby sie po powrocie dowiedziec, kto mi ukradl prace – wlasnie ci, z którymi walczylem. Granat o malo mnie nie rozerwal, ale mi sie wrylo w pamiec, kto go rzucil – niski facet z identycznymi brylami jak ten. Moze je kupowali w jednym sklepie. Taki maly swiat.”

Cytaty nie sa pogrupowane tematycznie, lecz chronoligicznie, zgodnie z kolejnoscia pojawiania sie w tekscie opowiadania. Wycinanki pochodza z wystawy ”Nozyczkami jak pedzlem” i sa autorstwa dunskiej Karen Bit Vejle. Pomnik ”Kobieta z torebka” upamietnia nasza rodaczke, Danute Danielsson, która zdzielila po glowie neonaziste w Växjö w roku 1985.

Wulgarnosc, kryzys malzenski i hrabia-Alpstein, Flynn, Tarnowski

In CK Monarchia, Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 26 października 2014 at 15:20

Dzisiaj remanent w sosie japonskim.

naomi-5

Na pierwsze danie proponuje „Caryce”, pióra Ellen Alpstein, wysluchana w jezyku polskim. Wysluchalam, poniewaz rzadko ktos sie do mnie po polsku odzywa – nawet jezeli jest to tylko tablet. Mloda kandydatka na caryce towarzyszyla mi w Brukseli, podczas przymusowego oczekiwania na nastepny odlot, a faworyta cara w hamaku na Zanzibarze. Caryca juz w czasie choroby po powrocie do domu – pewnie dosluchana niedokladnie, ale nie sadze, zeby to w jakis sposób wplynelo na moja ocene. Odnioslam wrazenie, ze autorka to w linii prostej spadkobierczyni pruskich junkrów, ale linia zawadzila jeszcze o Kenie (miejsce urodzenia Alpstein). Jej obraz Rosji to projekcja zachodnich leków: kraj dziki, biedny, a ludzie prymitywni. Dwór Piotra Wielkiego to jedna wielka ruja i poróbstwo. Zas sama glówna bohaterka – jak to Polki maja we zwyczaju – samicza, zarloczna, wulgarna i rozpustna; choc de facto matkujaca malzonkowi. Nie do konca mnie ta wizja przekonala, gdyz Piotr, poza gwaltownym charakterem, byl wizjonerem i jak sadze, czlowiekiem inteligentnym. Cóz mógl dostrzec w obozowej praczce, skoro stala sie jego towarzyszka zycia? Autorka, zajmujaca sie m.in. moda, ubrala Katarzyne alias Marte Skowronska w luksusowe szmatki, ale mnie sie wydaje, iz poza uroda (rozmyta w tluszczu w zachowanych konterfektach) musiala dysponowac jakimis zaletami umyslu, ducha i charakteru – skoro czlowiek wybitny o dzikiej naturze tak ja sobie upodobal. Do tego dochodzi nienajlepsze tlumaczenie: o co chodzi z tymi pozeranymi w duzych ilosciach „blinczykami”? Albo sa bliny – albo ewentualnie, w wersji angielskiej blinzies, które moga oznaczyz placuszki, bliny czy nalesniki. Takich niedoróbek translatorskich wystepuje wiecej – a kropka nad przyslowiowym i jest pretensjonalny i afektowany sposób czytania przez polska lektorke. Szkoda, ze autorka z aktorka sprawe zarznely, bo temat niewykle ciekawy!

naomi-1

Nastepna do golenia czyli drugie danie – Gillian Flynn ze swoja „Gone girl”, wysluchana z komórki w jezyku szwedzkim. Obecna wlasnie w kinie – patrz recenzja na blogu u Tamaryszka. Dlugo nie moglam sie zdecydowac co na jej temat uwazam, bo to troche powiesc z gatunku „zabili go(ja), uciekl(a)”. Watek sensacyjny zostawiam milosnikom kryminalów, zas sama zajme sie ciekawszym – w mojej, subiektywnej, ocenie – aspektem. Dotyczy on warunków egystencji w zachodniej cywilizacji, gdzie nie tyle jestesmy, ile sie w kazdej chwili musimy (mniej lub bardziej zdatnie) kreowac. Tak na marginesie – pisze na tym blogu jako Sygryda, lecz kto wie, moze jednak jestem mezczyzna? W kazdym razie kreujemy sie jak mozemy – w czym pomagaja lub przeszkadzaja nam rozmaite media. Glówna bohaterka, Amy, czasami sama nie wie czy jest sama soba czy tez alter ego stworzonej przez swoich rodziców bohaterki ksiazeczek dla dzieci. Tam powstal ideal, dla jednych do nasladowania, dla drugich do znienawidzenia, jako niesympatyczny portet przemadrzalej lizuski. Kim jest Amy wlasciwa: pierwowzorem czy tylko lustrzanym odbiciem wyidealizowanej córeczki? Rodzice, zajeci soba oraz powielaniem niezawodnego patentu na sukces, a co za tym idzie dochód, doznaja w pewnym momencie fiaska. Czasy sie zmienily, mlodziez czyta inne lektury, a moda na moralizowanie w wychowaniu odeszla do lamusa. Pewnego dnia okazuje sie, ze sa bankrutami – a na dodatek zatracili kontakt ze swoja córka. Amy wyjezdza do miejsca urodzenia swojego meza, Nicka – i co wlasciwie sie z nia stalo? Tego nie wie nikt – bo maz zajal sie wylacznie sam soba oraz prowadzeniem baru, rodzina meza ma swoje klopoty, zas malomiasteczkowa ludnosc ni kwapi sie do znajomosci z mieszkanka Nowego Jorku. Amy pisze pamietnik – choc po niewczasie okazuje sie, ze to tez falsarium. Urocza Amy, majetna kobieta sukcesu, stala sie piatym kolem u wozu. Malzenstwo z Nickiem nie przetrwalo utraty pracy, najpierw przez meza, potem przez zone. Uwazam, ze pani Flynn naleza sie brawa za obnazenie mechanizmów rynkowych, w których czlowiek jest tylko srodkiem produkcji lub równowartoscia swojego uposazenia. A tymczasem nikt nie zna dnia ani godziny: nie ma prostej ani recepty na sukces ani ubezpieczenia od porazki. Mozna powiedziec, ze wart Pac palaca czyli Amy to takie samo ziólko jak Nick. Dopóki byly (glównie zonine) pieniadze kazde z nich moglo sobie zafundowac wlasna strefe wolnosci i od czasu do czasu zlozyc danine drugiej stronie. W tym zyciu, które podziwia tak wielu, nie ma miejsca na starosc, chorobe, zniennosc fortuny – do czasu zyja sobie niczym Barbie i Ken. Ksiazka inteligentna i dobrze napisana, poniewaz daje sie wypowiedziec obu stronom, nikogo nie faworyzujac. Troche za dluga – mozna by ja skrócic przynajmniej o jedna trzecia. Warto przeczytac.

naomi-3

A na deser cos swojskiego – Andrew Tarnowski i „The last mazurka”, przeczytane na tablecie w jezyku angielskim. To byla lektura, na która mialam chrapke juz dawno – zmobilizowal mnie w koncu komentator pod wpisem o Stojowskim. XX-wieczna historia jednej z galezi rodu Tarnowskich. Relacjonowana z pewnym dystansem, co jej tylko wyszlo na dobre. Ksiazka bardziej ciekawa niz wybitna, relacjonujaca jeden z brakujacych fragmentów polskich losów. Jakby nie przetaczajace sie przez ziemie polskie wojny byloby to takie Brideshead revisited albo Downton Abbey. Kiedys zyli sobie u nas beztrosko ladni, mlodzi ludzie – nieprzystosowani zupelnie do trudów codziennosci. Bywajacy, polujacy, bawiacy sie, gospodarujacy lepiej lub gorzej w swoich majatkach. Przyszedl walec wojny i wyrównal – po tej pierwszej udalo sie jeszcze pozbierac, ale ta druga, w polaczeniu z nowym ustrojem, dokonala dziela zniszczenia. Wolalabym, zeby polska arystokracja mogla sobie spokojnie dozyc swojego kresu na miejscu, niczym stary drzewostan. To nie zawsze byli sympatyczni czy madrzy ludzie – cechowaly ich typowe polskie zalety i wady. Jakimkolwiek anchronizmem nie bylaby struktura spoleczna przed wojna, nikt nie zasluzyl sobie na podobne pasmo cierpien i upokorzen. Niezaleznie od postaw – od ucieczki po wspólprace z AK – odebrano tej warstwie podstawy egzystencji. Sam Andrew Tarnowski mial szczescie, gdyz jego matka byla w stanie ulozyc sobie nowe zycie rodzinne w Wielkiej Brytanii, co dalo mozliwosc nowego startu. Juz na wlasna reke i wbrew woli matki odnowil wiezy z Polska – co niekoniecznie przelozylo sie dobre kontakty z reszta rodziny. W kazdym razie ze zdjec patrzy elegancki, zrealizowany i przystojny mezczyzna – ze nie powiem, hrabia. Dla niego samego warte te lekture czytac.

naomi-6

Sos japonski w postaci zdjec z wczorajszego wernisazu Naomi Okubo.

naomi-4

Nowodworczyk Conrad – Lord Jim

In Ksiazki, Polskie refleksje on 11 stycznia 2014 at 19:43

Joseph Conrad / Lord Jim / 1966, tlumaczyla Aniela Zagórska

lord-jim2

Dzisiejsza szata graficzna bylaby najlepsza ilustracja do ”Jadra ciemnosci”, ale przyjdzie jej uzupelnic zapiski o ”Lordzie Jimie”. Jak widac, najzazartszymi czytelnikami tej lektury byly u mnie domu…szynszyle. Sama zabieralam sie do Lorda wielokrotnie – i wielokrotnie mnie odrzucalo. W dziecinstwie sluchalam „Ocalenia” i „Zwyciestwa”, zatrzymujac w uszach – na cale zycie – magiczne slowa „Malaje” czy „tuan”. Nie bardzo podazalam wtedy za akcja, ale pamietam rytm zycia na morzu i nostalgiczny nastrój tropików. Bialych ludzi rozmaitych nacji, których los – z tej czy innej przyczyny – rzucil nie tylko na inne kontynenty, lecz takze w zupelnie inne krajobrazy oraz konfiguracje spoleczne. Ludzi, którzy mimo ucieczki, znowu stawali przed waznymi wyborami moralnymi, zasadzkami czy tez walka wrecz. U Conrada czlowiek zawsze mial jakby dwa zycia: jedno cielesne, praktyczne, nacechowane walka, cierpieniem czy konfontacja z wrogimi wplywami – i to wewnetrzne, gdzie pozostawal soba.

daddy-musesa-a-la-firda

Wiele lat temu, siedzac na tarasie willi na Bali, tropiki przyszly do mnie i zrozumialam bialych, którzy po zakonczeniu kolonializmu nie chcieli wracac do „domu”. Wczesniej trudno mi bylo pojac swiat, w którym ludzie poruszali sie ograniczen, bez granic, czesto uciekajac nie tylko od biedy czy ucisku politycznego, ale nawet od tzw.ramienia sprawiedliwosci. Zyjac w PRL takie swiatowe eskapady nie bardzo miescily sie w glowie: bo skoro wtedy bylo tak zle, to czemu egozotyczna przygoda bywala dla tak wielu dostepna? W dodatku dla przestepców? Kiedy nawet do NRD nielatwo nam bylo wyjechac? Jak to mozliwe, ze ktos znal tyle jezyków, w tym narzecza afrykanskie czy azjatyckie? A Korzeniowski przeplynal swiat o wiek wczesniej niz Kapuscinski! Czyli jesli ktos cos wiedzial o swiecie, to wlasnie on.

d-m-wenisaz

Po powrocie z Zanzibaru wezbrala we mnie chec powrotu w atmosfere podrównikowa. I tym razem ksiazka otworzyla sie przede mna, niczym Morze Czerwone przed Mojzeszem. Niepostrzezenie wslizgnelam sie w Azje poludniowowschodnia, widziana ze strony waterfront – jakby podobna do tej w Stone Town czy na Malcie. Eleganckie hotele, niczym wybudowane dla wspólczesnego turysty „all inclusive”, bardziej ekstrawaganckie i z charakterem bary dla strych wyg. Nawet zólty pies mial dla mnie postac zaprzyjaznionego Rudego z zanzibarskiej plazy Paje.

daddy-m-kaos-i-kongo

Lorda Jima znaja wszyscy – a teraz to nawet ja – wiec nie ma co streszczac. Czytajac dzisiaj doznalam wrazen dwojakich. Po pierwsze primo Korzeniowski musial byl niezmiernie inteligentny. Mial typowa dla imigranta zdolnosc obserwacji innych i oko dla detalu. Jego refleksje sa równie aktualne dzisisiaj – ze pozwole sobie jeden cytat przytoczyc. Czyz nie tacy sa wlasnie nowoczesni parweniusze, obserwujacy otoczenie zza okna autobusu – niczym zlote rybki ze swojego akwarium – licytujacy sie potem iloscia zaliczonych krajów, kolekcjonujacy „pamiatki” i porównujacy sie z sasiadami?

Parowiec dazacy na Wschód przyplynal tego popoludnia i wielka jadalnia hotelu byla wiecej niz w polowie zapelniona ludzmi zaopatrzonymi w stufuntowe bilety podrózy naokolo swiata. Znajdowaly sie tam pary malzenskie jakby zadomowione w nowym otoczeniu i nudzace sie z soba juz w srodku podrózy; male i duze grupy biesiadników i pojedynczy goscie – a wszyscy, jedzac uroczyscie lub ucztujac halasliwie, mysleli, rozmawiali, zartowali lub krzywili sie, tak jak to przywykli robic u siebie w domu. Co zas do ich chlonnosci wrazen oraz inteligencji – nie przewyzszali nia swoich kufrów, co staly w pokojach na górze. Podobnie jak bagaze, poznaczeni byli etykietami, które stwierdzaly, ze przejezdzali przez takie to takie miejscowowsci – i cenili sobie wysoko to wyróznienie swych osób, zachowujac kartki naklejone na walizkach jako udokumentowane swiadectwa, jedyny trwaly slad korzysci wyniesionych z podrózy.

d-m-wernisaz2

Wtóre primo czyli refleksja numer dwa pokrywa sie z mysleniem Jana Klaty w dzisiejszej GW. Wybór tuana Jima, majacy symbolizowac spranie plamy z honoru, wzbudza we mnie gwaltowny sprzeciw – ba, nawet niezgode. Po co szedl na pewna zaglade, skoro swoja wine odkupil juz wieloma laty wzorowej sluzby? Skoro tak wiele na wyspie dokonal? I wreszcie – jak mógl zrobic takie swinstwo kobiecie, która go go kochala i meznie wspierala? Nota bene niczym Emilia Plater… Jak mógl ja sama zostawic w takiej trudnej sytuacji? Wszystko, od komórek rogowych paznokci az po cebulki wlosowe, buntuje sie we mnie przeciw takiej gloryfikacji martyrologii! Przeciez i sam Korzeniowski jakze dotkliwie zaznal wyobcowania, i biedy bedacej konsekwencja poswiecenia „sprawie” swoich rodziców. Skad takie przekonianie w mezczyznie polskim, ze nie ma lepszego konca niz „bohaterska” smierc? Zaprogramowany na maksimum czterdziesci lat zycia, nie daje sobie juz rady w wieku srednim, gdyz nie ma wypracowanych wzorów. Inaczej niz chlop szwedzki czy kupiec niemiecki zamiast cieszyc sie wnukami, majatkiem czy tez po prostu zyciem, wiednie, ucieka w chorobe badz inne cierpietnictwo (bo zona mnie dziesiec lat temu rzucila). Brrrr! Pieknie pisze Conrad, ale byl dla swojego bohatera niepotrzebnie okrutny. Do mnie przemawia bardziej cytat Bochenskiego z bitwy o Monte Cassino – tabliczka z napisem:

 

Nie badz glupi – nie daj sie zabic!

 

Nie zabijaj – powinno sie takze stosowac do wielkich pisarzy…

d-m-wernisaz3

Prosze redakcji – o jezyku

In Pamietnik, Polskie refleksje, Szwecja, Szwedzki Zwiazek Inzynierow on 14 grudnia 2013 at 17:59

Obawiam sie, ze recenzji ksiazki jeszcze jakis czas nie bedzie. Pozegnania z Afryka nie da sie czytac, zas zapoznanie sie z grubym Normanem Daviesem zajmie mi troche czasu. Nowonabyte lektury maja tematyke kulinarna. W koncu panuje wrzawa i uroczystosci przedswiateczne, z nieodlacznymi przyjeciami i niekonczacymi sie próbnymi Wigiliami. W ciagu ostatniego tygodnia bylam juz na trzech, jutro zaproszona zostalam na czwarta, a w przyszlym tygodniu grozi mi jeszcze jedna. Dlatego dzisiaj z innej beczki (choc nie bedzie to beczka ani z kapusta, ani ze sledziami na dania wigilijne).

list-do-redakcji

Listonosz wrzucil mi wczoraj najswiezszy numer „Inzyniera” czyli zwiazkowego kwartalnika. Po raz kolejny zdziwilam sie po zobaczeniu na jednej z poczatkowych stron wlasnego (i niespotykanego tutaj) imienia, zanim sobie jak przez mgle przypomnialam, ze napisalam przeciez kiedys list do redakcji.

lipstickfruit

Tym razem sprowokowala mnie dziennikarkaa, która – jak zwykle z dobrymi checiami – wylala dziecko z kapiela (czego sie inzynierach nie powinno spodziewac). Teza byla sluszna – szkoda, iz wiecej doktorantów z zagranicy nie pozostaje w Szwecji, sluzac krajowi swoja wiedza oraz intelektem. Pewnie, przyjemnie by bylo poczuc sie jak mile widziany gosc! Tymczasem do wywiadu wybrano Iranke, która okazala sie na tyle obrotna, ze sprawila sobie tutaj mieszkanie – natomiast przebojowosci nie starczylo jej na nauke jezyka. Naiwnie chwalila zalety uzywania wylacznie angielskiego. Jak na osobe z kwitkiem na zdolnosci w pewnym kierunku niezwykle nieinteligetne stwierdzenie.

durian

Nie chcac nauczyc sie jezyka kraju, w którym chcialby sie osiasc czlowiek sam skazuje sie na wykluczenia i marginalizacje. Moze lepsze jest getto akademickie niz getto bezrobotnych, ale brak uczestnicrwa w zyciu spolecznym dopadnie kazdego wczesniej badz pózniej – albo dzieci tej osoby. Jezyk to komunikacja, klucz do kulltury, historii, zwyczajów – i kaceptacji. Brak checi nauki jezyka kraju zamieszkania to, w moim odczuciu,  wielka arogancja.

otwieranie-orzecha-kokosowe

A tymczasem polskie media opisuja opinie wielu rodaków, którzy sa przekonani, ze to wlasnie Szwecja stanie sie ich cieplym i opiekunczym lonem, da mieszkanie, samochody (liczba mnoga!), wakacje, a na starosc godziwa emeryture. Zamiast zangazowac sie polityke czy dzialalnosc spoleczna obrazili sie na swój kraj urodzenia. Oczywyscie, kazdy moze spróbowac szczescia – jak to mawiaja Amerykanie: nice try. W jakim jednak jezyku ci wsyscy chetni na latwa stabilizacje poprosza o swoja „dzialke” zlotego runa? W jakim wytlumacza w szpitalu, co ich boli (choc akurat polskicj lekarzy w Szwecji nie brakuje – inna sprawa, czy beda chcieli rozmawiac po polsku) albo mechanikowi, co im sie zepsulo w samochodzie? Jak nawiaza kontakty sasiedzkie czy z rodzicami kolezanek i kolegów swoich dzieci?

gozdziki

Doktorantka-nie-doktorantka, kazdej osobie planujacej w pocie czola wyjazd do innego kraju radze ze szczerego serca: jezyk to klucz  do sukcesu, aktywnosci oraz powazania przez tubylcó.. Jezyków warto sie zawsze uczyc, a w wypadku zamieszkania w innym kraju nie ma innego wyjscia.

 

Chimamanda trzyma fason

In Feminizm, Ksiazki, Pamietnik, Polskie refleksje on 30 listopada 2013 at 21:35

chimamanda-americanah

Mentalnie ciagle jestem gdzie indziej, zatem Chimamande potraktuje po macoszemu. Nie zasluzyla na to, ale w szwedzkich mediachja tak juz holubia, ze bilans i tak wyjdzie jej na plus.

the-big-tree2

Literacko „Americanah” jest troche gorsza niz „Polowa zóltego slonca”, natomiast tematycznie jest nam – a przynajmniej mnie – blizsza. Tak sobie wymyslilam, ze wezme ja w afrykanska podróz i mialam wielkie szczescie, gdyz na göteborskim lotnisku Landvetter spotkalam pokrewna dusze czytelnicza. Wbrew pozorom w ksiegarniach rzadko sie spotyka osoby obdarzone wyrafinowanym gustem literackim – zazwyczaj sa to tylko sprzedawcy ksiazek sprzedajnych. Tym razem jednak trafilam na dziewczyne, z która licytowalysmy sie ulubionymi ksiazkami, zeby zakonczyc transakcje na nabyciu (spolszczajac) „Amerykany”. Nastepna w kolejce ustawila sie Donna Tart.

dzrwi-indyjskie-dua

Sama ksiazke zostawilam nastepnym czytelnikom na Zanzibarze, wiec niestety, nie bede mogla sprawdzic pisowni imion bohaterów ani poczestowac stosownymi cytatami. Ale w sumie nie o literature czy sztuke opowiadania z tej ksiazce przeciez chodzi. Powiedzialabym, ze Adichie dolozyla swoje trzy grosze raczej do gatunku psychologiczno-socjologicznego w nurcie genderowym. Uff, brzmi nader pretensjonalnie! Tym niemniej to cos w rodzaju pamietnika Nigeryjki (przemyslenia sa bez watpienia kwintesencja doswiadczen wieloletniego stypendium autorki w Stanach). O podobna tematyke zawadzila Bator w „Chmurdalii”. Z tym, ze Chimamanda jest duzo odwazniejsza, mniej uszminkowana czy wystylizowana. Wszystkim tym, którzy uwazaja „Murzynków” za mniej wartosciowych ludzi ostrzegam przed otworzeniem tej ksiazki – poniewaz, z perspektywy osoby polskokorzennej i zamieszkalej „gdzies indziej”, refleksje o relacjach z rodzina z kraju zatrwazajaco przypominaja relacje polskie. W naszym europocentryzmie trudno nam przyjac, iz w znanej ze swoich ekstremalnych wiezien (czarna dziura w ziemi – tak mi je opisywal znajomy Szwed, który spedzil pól zycia w Afryce) Nigerii klasa srednia wyglada – i aspiruje – mniej wiecej tak samo jak u nas. Z tym, ze oni mówia zdecydowanie lepiej po angielsku…

the-old-dispensary

Czyli mamy srodowisko akademickie w stolicy kraju. Studenci pochodza badz z rodzin anglofilskich, badz amerykanofilskich. Zyja na mentalnej emigracji, w Neverlandzie, gdzie zycie toczy sie „normalnie”, ksiazki sa bardziej soczyste, a ludzie intelektualnie o dwa poziomy wyzej. Zeby sie tylko wyrwac z kraju, oj bedzie, to bedzie dopiero zycie dla mnie. TAM mnie docenia, razem z moimi pretensjonalnymi i prowincjonalnymi ambicjami bycia Brytyjczykiem czy Amerykaninem bardziej niz papiez wlasciwy. Zas dobra wrózka – jak to nie tylkow  bajkach bywa – wysluchuje owej duchowej mantry pary glównych bohaterów i karze ich spelnieniem najskrytszych marzen. Alter ego Chimammanzy wyjezdza do Stanów na studia, zas jej ukochany Obinze, w jakis czas pózniej stara sie ulozyc sobie zycie w Wielkiej Brytanii.

widok-z-klubu-angielskiego

Czy ich marzenai sie spelniaja? Czekaja ich rózne losy, choc i tak wychodzi na jedno czyli na zime naszej goryczy – uklon w strone niezawodnego proroczo Szekspira oraz Steinbecka. Chimammanda z jednej strony jawi sie bezlitosna, gdyz bezwzglednie odslania oszustwa i matactwa, o których kazdy z nich chce zapomniec i sie rozgrzeszyc, ale w koncu lituje sie nad glównymi bohaterami, pozwalajac im na happy end. W Nigerii – nagroda czy kara?

drzwi-zanzibarskie

Fenomelna jest jej analiza mechanizmów wchodzenia w nowe spoleczenstwo, nowa „kulture”, uczenia sie nowych kodów spolecznych. Czym moze byc kariera czy udane zycie dla nowoczesnej, wyksztaconej kobiety? Ciotka glównej bohaterki ksztalci sie z samozaparciem na lekarke – zeby zostac kochanka promimentnego polityka-generala. Mile zlego poczatki – az general ginie w zamachu, a ciocia musi uchodzic z synkiem, zabierajac ze  soba co moze, w tym najwazniejszy jest generator pradu. Wyjezdza w koncu do Stanów, gdzie próbuje sobie znowu „ulozyc zycie”, zwlaszcza z mysla o synku. Tymczasem wymarzona praca lekarza nie pörzynosi satysfakcji, nowy partner interesuje sie glównie jej pensja, a syn usiluje popelnic samobójstwo. Jaka cene placa nasze dzieci za decyzje o emigracji? Czy zmiana kraju cos komus summam summarum daje, czy tez to tylko caly pogrzeb na nic?

ulica-kobieta-z-proszkiem-n

Ciekawe sa refleksje na temat wygladu, zwlaszcza kobiet. Jak wiele moze oznaczac twoja fryzura, wybór ubrania, wybór marki. Co otwiera drzwi, a co je przed nosem zatrzaskuje? Gdzie przebiega granica miedzy twoim noim nowym i starym „ja”, a gdzie zaczyna sie deformacja i wypieranie samej siebie. Nikomu nie udaje sie przejsc sucha stopa przecz Czerwone Morze emigracji.

port-armaty

Nie wiem jaki jest obecnie status literacki Ngozi Adichie w Polsce, ale po angielsku mozna ja sobie kupic juz wszedzie – i przeczytac, smiejac sie przez lzy.

slodycz-zanzibaru

Zdjecia ze Stone Town czyli dawnej czesci stolicy wyspy Unguji.

targ-z-kobietami frangipani-i-bugenwilia

Po drugiej stronie lustra-elegia-Ros/z/enberg

In Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 24 lipca 2013 at 20:36

Kiedy jako dziecko przecinalam Kazimierz czulam doglebna pustke. Zdewastowana i ponura dzielnica, po wojnie zasiedlona przypadkowaymi lokatorami, mieszczaca skup butelek oraz sklepy z drobna galanteria. A jednak charakter budynków nie pozostawial watpliwosci: to bylo miasto w miescie. Nie wiem jakie wrazenie sprawiala Lódz po wojnie – pewnie jeszcze bardziej puste, po dawnych mieszkancach niemieckich, po dawnych mieszkancach zydowskich. Jednym z nich byl Dawid Rozenberg, syn niewielkiego fabrykanta tkanin. Mial – podbnie jak starszy brat Natek – zostac technikiem, a pózniej inzynierem wlókiennikiem. Planowany rozwój wypadków wstrzymala wojna. Dawid (przed wojna Dadek) i jego brat Naftali (Natek) do konca zycia korespondowali ze soba po polsku.

rosenberg

Dziennikarza Görana Rosenberga znam z telewizji. Prowadzi ciekawe, poglebione programy na tematy, nazwijmy to, socjologiczne. Usmiechniety, grzeczny, robiacy wrazenie odprezonego i osadzonego na trwale w spoleczesntwie szwedzkim. Tymczasem jego nagrodzona Augustem w roku 2012 ksiazka „Krótki przystanek w drodze z Auschwitz” odkrywa inna, jakze ktucha, strone egzystencji. Jak równiez kawalek polsko-zydowsko-szwedzkiej historii. Sledzi dzieje rodziców po Oswiecimiu. Analizuje zycie ojca az do samobójczej smierci. Usmiechniety Göran stracil – zazwyczaj równie usmiechnietego – ojca majac lat jedenascie. Niczym w ukladance, puste miejsce w Lodzi bylo kompensowane przez naddatek w Södertälje: niepotrzebna Szwecji, rozpoczliwa egzystencje ocalonych z Zaglady.

 

Zanim Rosenberg junior odnajdzie swój glos w narracji, zacznie pisac zdania zbyt kunsztowne, w zamierzeniu zapewnie literackie. Niepotrzebnie, gdyz odzyskujac swój glos brzmi porywajaco, starajac sie skleic w okruchów wspomnien, wycinków prasowych, korespondencji oraz starych fotografii los Rozenberga seniora (który wymienil „z” na „s” w nazwisku dopiero po uzyskaniu szwedzkiego obywatelstwa). Rekonstruuje sytuacje polityczna i gospodarcza Szwecji oraz mozliwosci nowego startu dla cudem ocalalych robotników przymusowych, którzy – mlodzi – za wszelka cene chcieli rozpoczac zycie na nowo i w nowym miejscu. Wiekszosc przewiezionych tutaj emigrowala dalej i tylko garstka nielicznych – o ile pamietam kolo trzech procent – zostala na zawsze. Poza duzymi miastami, gdzie nie wolno im bylo osiedlac sie. Po zaliczeniu obozów przejsciowych. Najpierw chwytajac pana Boga (Jahwe?) za nogi, ze maja jakakolwiek prace, a pózniej prace te przeklinajac, gdyz nie dawala zadnych mozliwosci awansu czy zmiany. Dawid Rozenberg stal sie robotnikiem fabryki ciezarówek, jednoczesnie przynoszac synowi sterty ksiazek z biblioteki, posylajac go do szkly muzycznej i marzac o dalszym ksztalceniu sie i zmianie pracy na bardziej stymulujaca. Tymczasem – jak na uragowisko – zostal ograniczony do czynnosci, podobnych do wykonywanej u schylku Trzeciej Rzeszy niewolniczej pracy. Mógl spawac, mógl giac rury, ale szefowie nie pozwolili ma na zadne ekstrawagancje typu kursy czy praca w ówczesnym centrum komputerowym. Ponownie zostal zredukowany do wlasnej sily roboczej.

 

Jaka jest pointa Rosenberga, syna Rozenberga? Ze ojciec stal sie – przede wszytskim – ofiara przezytej traumy wojennej. Ale takze ofiara niezrozumienia i wyizolowania w nowym kraju, gdzie na wszelkie sposoby i z wielka energia staral sie caly czas dopasowac. Zeby z czasem zrozumiec, ze ten domniemany raj nigdy nie pozwoli mu na zrealizowanie swoich inteligenckich pasji, a nawet wiecej: nigdy nie pozbedzie sie podejrzliwosci w stosunku do dziwnego, niewesolego przybysza. Ile w nas jest sily? Ile kazdy w stanie uniesc? Jedni ugna sie, zeby kiedys podniesc. Seniora Rozenberga wykorzenienie zlamalo.

Walesowa waleczna

In Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 16 lipca 2013 at 22:44

No i nareszcie wakacje! Pokonczylam dwie lektury, zaczete przed jakims czasem. W tym ksiazke Danuty Walesy, która niemal wstydliwie zaoferowala mi rodzina w Krakowie. Zaczelam czytac na miejscu, zeby zakonczyc dopiero po przerowadzce. No i co? No i mnie sie podoba!

danuta-w

Najbardziej frapuja mnie reakcje negatywne, które ta ksiazka wywolala. Bo tresc znaja wszyscy – moja lektura polskich bestsellerów bywa, sila rzeczy, spózniona. Nie znam tez polskich recenzji – ani tych chwalacych, ani tych ganiacych. Jako terra incognita w temacie pozwole sobie podzielic sie supozycjami CZEMU pani Danuta – ze sobie pozwole na taka poufalosc – z jednej strony zebrala owacje, a z drugiej wielu mocno nadepnela na odcisk. Gdyz echa reperkusji ksiazki odbijaja sie rozglosnie w prasie, w tym tej internetowej, do której i ja mam dostep.

 

Mysle, ze tyle podziwu, co i zlosci budzi integralnosc chcarakteru. Pani Danuta nie dala sie skorumpowac wladzy. Prezydentowa czy nie, miala swoje priorytety i obowiazki. Choc mogla, nie zostala celebrytka. Sadze, ze to wielu prowokuje. Skoro niby trendy jest miec sukces, to jakze od sukcesu kuponów nie odcinac? Skromnosc i wstrzemiezliwosc sa cnotami wczorajszymi. Podobnie zreszta jak zaznaczenie wlasnej odrebnosci. Zamiast pisac, ze od razu zobaczyla wielkosc meza, pisze, ze zobaczyla faceta, który jej sie spodobal. Nigdy nie zostala jego apologetka, mimo, ze byla jego opoka. To musi denerwowac panie, które kreuja swoich slubnych na gwiazdy. Mimo ze kobieta domowa, to swoje myslala i robila. Nie konkurowala z Lechem, ale tez nie stawiala go powyzej siebie. Sila rzeczy mieli zycie odrebne i pani Danuta ma charakter i sile, zeby to glosno wreszcie powiedziec. Nie zostala matka narodu, nigdy nie miala takich aspiracji czy ambicji – i wcale tego nie zaluje.

kallabadhuset-strand

Mimo pewnych chropowatosci jezykowych, które jednak stanowia dowód autentycznosci wypowiedzi, sledzimy pasjonujaca droge budzenia sie swiadomosci kobiety, która przeszla dluga droge i caly czas starala sie zachowac siebie. Nie nazywajac tak tego, opisala losy tysiecy kobiet, którez powodu wychowania oraz poczucia odpowiedzialnosci musza sobie dac rade z problemami praktycznymi dotyczacymi rodziny oraz problemów bytowych. Jej ksiazka to samo zycie: ktos musial sie zaopiekowac dziecmi, ktos musial im dac jesc. To nie byla atrakcyjna praca, o która stara sie tysiac kandydatek: to byla organiczna praca u podstaw, która obarczal ja – nazwijmy to los. Jestem pelna podziwu jak ta kobieta chwacko sie sprawila z wychowaniem gromady dzieci!

 

Musi tez prowokowac szczera opowiesc o wlasnych korzeniach. Historia jej zycia przypomina wielu osobom wlasna historie tzw. awansu spolecznego, jakim bylo wyrwanie sie ze wsi do miasta. Oraz – gdzies w tle – zaznaczenie kondycji wsi polskiej, która nie pozwalala i pewnie nadal nie pozwala rozwinac sie w pelni talentom czy ambicjom. To przypomnienie tudziez pamiec moze byc bolesne dla tych, którzy podobnie sie wyrwali, lecz w przeciwienstwie do pani Danuty chca o tym zapomniec. Mnie jej losy przypomnialy o pomocach domowych, które mnie wychowywaly i dla których pobyt w miescie stawal sie mozliwoscia zdobycia skromnego wyksztacenia oraz obycia w swiecie. Wiele takich osób stwarza potem niekoniecznie oparta na faktach legende, wypierajac sie swojego pochodzenia. Natomiast pani Danuta mówi: tu sie urodzilam, taka mialam rodzine, taka mialam sciezke zycia, to sa moje zyski – a to moje straty w bilansie.

morze-pzredwieczorne

No i to opowiadanie o wlasnej rodzinie, o wlasnych dzieciach. Sa jak reszta swiata: jedni blizsi sercu, inni niezrozumiali. Dzieci sa przede wszystkim swoje wlasne –  a dopiero potem zwiazane z ojcem, matka czy tez z zadnym z nich. Odnosze wrazenie, ze w Polsce to duzo odwaga powiedziec, iz sie ma rózne dzieci: mniej lub bardziej zdolne czy mnie lub bardziej kochajace. Z jednej strony niczym matka-Polka, a z drugiej pani Danuta mówi: dzieci dostaly podobne szanse i wychowanie; zrobilam dla nich wszytsko, co moglam. Teraz sa zwodowane i glównie od nich zalezy jak sobie to zycie uloza. Tak jakby mówila: ja swoje juz zrobilam, teraz mam prawo wybierac swoje pasje. I ma racje!

 

Unikajac pokusy kreowania sie na bohaterke, stala sie nia na pewno dla kobiet, które przychodza ma spotkania z autorka. Nie wiem, na ile fakty sie zgadzaja ani na ile obraz pani Danuty pokrywa sie z „obiektywnym” obrazem Danuty Walesy. Nie udajac, iz mnie zachwycily walory literackie, nie moge sie oprzec przed podziwem dla dzielnosci tej kobiety.

 

Ilustracje w tekscie – jak widac – nie maja z trescia lektury wiele wspólnego.

Vademecum XXVII, malowane

In Pamietnik, Polskie refleksje, Szwecja on 12 Maj 2013 at 12:23

Dzisiaj znowu telegraficznie. Co prawda przeczytalam juz Amosa Oza, ale nie mam czasu go pzremyslec, a juz na pewno opisac. Wkrótce.

Ilustracje pochodza z najnowszego projektu „wielkie malowanie”, który skonsumowal mój czas wolny. Do nastepnego!

kuchnia-zachristowana

Wakacje przemyslowe – i fiordy

 

Warto wiedziec, ze szwedzka wiosna pelna jest rozmaitych swiat, bedacych dniami wolnymi od pracy, zatem trudno jest zalatwic swoje sprawy w urzedach – ale i tak to nic w porównaniu z latem, a wlasciwie Latem. Szwedzi oddaja wtedy swoje cumy i odplywaja w krótki rejs rozkoszy: orgii opalania sie, spotkan towarzyskich i rodzinnych oraz cieszenia sie zyciem. Szwed zimowy (pory ciemnej) przepoczwarza sie w Szweda letniego (pory jasnej) i wychodzi z niego Wloch pólnocy – oczywiscie tylko w zamknietym gronie. Lato spedza sie w kraju, w najlepiej odziedziczonym, lekko nadgryzionym zebem czasu domku letnim lub na lódce – tu wystepuje podzial na zwolenników zagli i lodzi motorowych. Wystarczy popatrzec na reklame piwa: synomim szczescia to kapiele morskie, wygrzewanie sie na skalach i swiezo zlowione ryby na obiad. Najlepsza scenerie oferuja szkiery okolic Sztokholmu, Gotlandia oraz Bohuslän na zachodnim wybrzezu – a zwlaszcza obrzeza jedynego w Szwecji prawdziwego fiordu (tröskelfjord), Gullmarsfjorden.

 

Co prawda nazwa „fiord” uzywana jest takze dla okreslenia i innych zatok, ale geologicznie rzecz biorac tylko Gullmarsfjorden spelnie kryteria: wysoki próg (tröskel) przy ujsciu, a za nim „dziura” czyli zaglebienie siegajace w Gullmarsfjorden 116 metrów, a w fiordach norweskich dochodzace do jednego kilometra wglab. Stwarza to unikalne srodowisko dla zycia organizmów morskich. Poniewaz fiordy powstaly przez topnienie jezora lodowca (obecnie w formie potoku), górna warstwe wody w fiordzie stanowi woda slodka wymieszana ze slona, tzw. woda baltycka (male zasolenie), o zawartosci soli miedzy 10 a 28 promili. Ta warstwa ma okolo 10 metrów glebokosci i jest najplytsza u ujscia fiordu. Pod nia znajduje sie warstwa wody ze Skagerraku, ciezsza ze wzgledu na wieksza zawartosc soli, od 28 do 33 promili. Ta warstwa schodzi do mniej wiecej 40 metrów ponizej poziomu powierzchni morza – w Gullmarsfjorden do glebokosci progu. Pod nia znajduje sie okolo 80 metrów najciezszej wody ze Skagerraku wymieszanej w woda Morza Pólnocnego, o zasoleniu od 33 do 35 promili. Temperatura tej najnizszej warstwy wynosi przez caly rok miedzy 6 a 8 stopni Celsiusza. Dzieki unikalnej kombinacji warstw wody w Gullmarsfjorden wystepuje zadziwiajaca róznorodnosc fauny, czesciowo wystepujacej tylko w tym srodowisku, w tym wiele gatunków endemicznych.

 

Ale wracajac do szwedzkiego lata – haslem do obchodów i powszechnej laby jest – niezaleznie od pogody – Midsommar czyli Kupalnocka, swietowana przez pare jasnych i nietrzezwych dni. Potem juz niemal lipiec, a lipiec to nadal tradycyjny miesiac wakacyjny. Szkoly koncza swoja dzialalnosc juz z  poczatkiem czerwca, a wakacje szkolne trwaja do polowy sierpnia – zeby rodziny mogly sie soba nacieszyc w najjasniejszej porze roku. Kiedy Szwecja byla typowym krajem przemyslowym organizowano robotnikom, alles zusammen do kupy, wakacje przemyslowe. Tradycja ta zyje do tej pory, choc wiekszosc produkcji przeniosla sie do innych krajów, w tym do Polski. Na urlop ida w lipcu wszyscy: od wlasciciela fabryki, poprzez personel biurowy, po robotników i linie produkcyjne staja. Wprawia to w oslupienie zagranicznych kontrahentów i partnerów handlowych, gdyz nie ma mowy, zeby sie z kimkolwiek w lipcu w sprawach sluzbowych skontaktowac. Warto wziac ten fakt pod uwage planujac interesy w Szwecji. Co prawda spoleczenstwo zmienia sie i ostatnia moda dla ekscentryków jest branie urlopu w sierpniu, ale warunki klimatyczne sie nie naginaja do rytmu zmian gospodarczo-spolecznych: w polowie sierpnia robi sie na szwedzkiej plazy wilgotno i zimno.

diana-sciana

 

Co o sobie wzajemnie myslimy?

 

Obraz danego kraju to wypadkowa wiedzy i niewiedzy, skladajaca sie na stereotyp czy tez zbiór przesadów. Stereotypy i przesady sa pewnego rodzaju „podpórkami”, pozwalajacymi uporzadkowac obraz swiata. Trzeba podkreslic, ze mamy je w glowie wszyscy, choc nie wszyscy sa swiadomi swojego sposobu myslenia. W Szwecji badaniami nad obrazem kraju z oczach swiata zajmuje sie Instytut Szwedzki, Svenska institutet. Pracownicy Instytutu zwrócili uwage na dwa wazne zjawiska. Po pierwsze, ze sluchajac wiesci z danego kraju filtrujemy je podswiadomie, wybierajac te, które wzmacniaja nasze przekonania. Czyli jesli myslimy o szwedzkiech produktach jako synonimie wysokiej jakosci, to przepuscimy mimo uszu fakt, ze producent zdecydowal sie na zróznicowana jakosc i sprzedaje lepsze pralki do Szwecji niz do Polski. Drugie zjawisko to podobienstwo przesadów i stereotypów we wszystkich krajach– zmienia sie tylko ich natezenie. Czyli przekonanie o „szwedzkiej jakosci” mozna spotkac na calym swiecie – w jednych krajach silniejsze niz w drugich.

 

Ciekawa mapke nastawienia do Szwecji mozna zobaczyc tutaj: http://sverigebilden.si.se/ Wedlug szwedzkich badan Polacy oceniaja Szwedów na 4,36 z pieciu mozliwych punktów, czyli na 87,2%  idealu (najwyzej oceniana organizacja spoleczenstwa; nizej kolejno: magnes talentów, ludnosc, gospodarka, kultura, turystyka). Lepiej oceniaja ich tylko Niemcy, na 4,48 punktów czyli 89,6% idealu (maksimum oceny podobnie jak u Polaków). Statystycznie najgorzej oceniana jest Szwecja w Afryce  i Azji. W Stanach czesto sie miesza Szwecje ze Szwajcaria.

 

Przymykajac nieco oko i uruchamiajac poczucie humoru podziele sie paroma przesadami. Niestety, zarówno Szwedzi jak i Polacy chyba wstydzili sie swoich pogladów, gdyz mimo ponawianych prósb nie chcieli sie ze mna dzielic.

 

CDN!

 

Lubie Lubiewo!-Witkowski

In Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 3 lutego 2013 at 11:48

Michal Witkowski / Lubiewo bez cenzury / 2012

 lubiewo

Pójde dzisiaj na skróty i posluze sie cytatem Pawla Felisa z recenzji filmu ”Drogówka”:

Żyjemy w kraju ludzi seksualnie niespełnionych i wygłodniałych, gotowych na niemal wszystko dla paruset złotych, lojalnych wobec siebie tylko do momentu, gdy na drodze lojalności stanie swój własny, egoistyczny interes. Ale jest w tych bohaterach – nas? – coś jeszcze: jakieś odwieczne upokorzenie, nieuleczalny, polski kompleks, świadomość poniżenia, które trzeba sobie wynagrodzić.

Do tego cytatu powróce – a teraz wstep natury innej. Mianowicie ksiazka Witkowskiego, przeczytana przeze mnie poniewczasie (czyli hucznej polskiej premierze), staje sie znowu swoistym hot stuff, w momencie przetracenia przez Sejm skromnych prób nadania podstawy prawnej zwiazkom partnerskim. I znakomitej wypowiedzi, skad inad dosc konserwatywnej, pani Kluzik-Rostkowskiej, ze Polacy maja problem z mówieniem o swojej seksualnosci. Tej „normalnej”, heteromalzenskiej – a co dopiero takie fiksum-dyrdum (okresie Bator  jak najbardziej na miejscu!) jak w wersji homo. Podczas gdy pani dyrektor mojego szwedzkiego zakladu pracy (rzad tysiaca dusz) jest lesbijka, wszyscy o tym wiedza i nie przeszkadza to ani wladzom koncernu, ani jej podwladnym. A tymczasem Ludwik Dorn wypowiada sie na temat kandydatury Anny Grodzkiej w sposób dyskryminujacy, nawet sobie nie zdajac sprawy, ze kogos publicznie dyskryminuje – a siebie kompromituje:

– Jeżeli jest wyrazista, to jest wyrazista nie z racji swoich poglądów, ale z racji swojego transseksualizmu. To nie jest wina pani Grodzkiej, i to nie ma nic wspólnego z atakiem na nią. Mój podstawowy argument jest taki, że takie osoby otacza aura dziwności, dziwaczności, a od tego już tylko krok do śmieszności i braku powagi.

 

Cytujac slowa wieszcza: Oto Polska – dzialaj teraz!

 

Witkowski tymczasem pisze pod prad – pod prad wiekszosci, nie potrafaiacej rozmawiac o seksie w kategoriach innych niz „obowiazek malzenski”, „swinstwo” albo „grzech”. Pisze o ludziach, którzy sie seksualnosci nie tylko nie wstydza, ale jest to naczelny motor ich dzialania. Powiedzmy sobie, ludzi o podobnym temperamencie mozna znalezc w obozie heteryków – tylko który ma sie odwage przyznac? Co niemniej wazne, lamie inteligenckie tabu pisania o ludziach w jakis sposób zyjacych na marginesie bez tradycyjnej pogardy i poczucia wyzszosci w stosunku do „parobka”, Janka muzykanta, naszej szkapy  czy ubogiej wdowy komornicy. Opisuje ich biede, znoszona z godnoscia i bez ulubionego polskiego cierpietnictwa. Zamiast biadolic, ze „Zachód nas zostawil” witkowskie cioty zagospodarowuja wstydliwe obszary PRL, takie jak stacjonujacy zolnierze radzieccy czy wiezniowie. Autor pisze o brzydocie bez zapedów poprawiania jej – ale tez bez epatowania czy idealizowania. Zycie jest takie jakie jest – i w jakich czasach przyszlo nam zyc. Nie ma co narzekac, tylko zabrac sie do dziela – kazdy na miare swoich mozliwosci i potrzeb.

Podoba mi sie tez obraz PRL, w którym odnajduje siebie i znajome drobne detale. Oddany nie jako smietnik, nie jako obóz udreczenia prawdziwych Polaków tylko kraj, w którym wiekszosc populacji jakos sobie radzila. Podoba mi sie ciaglosc w odczuwaniu rzeczywistosci – nie ma podzialu na rzeczpospolite o kolejnych numerach, bo zycie jest jedno. Podoba mi sie takze dyskretne wysmiewanie aktualnych fetyszy, typu grill (jako rozrywka „polskiej nizszej klasy sredniej”) czy gejów (przejecie okreslenia politycznie poprawnego przez „swiatowych” rodaków). Wylapal nawet moje ulubione nowopolskie slowo, „pijar”! Nawiazal do osobistych faworytów takich jak „Niebezpieczne zwiazki” oraz „Czastki elementarne”. Nie przemilczal wstydliwych juz dzisiaj budek z rozmaitym chlamem, który zalewal Polske z koncem lat osiemdziesiatych i z poczatkiem dziewiecdziesiatych. Znakomita, szczera i niepodkolorowana (no, moze troszeczke na korzysc glównych bohaterów) kronika z okresu przelomu PRL i okresu transformacji.

Wszystko to – rzecz jasna – psu na buty by sie zdalo gdyby nie dar opowiadania. Opowiadania niczym w szlacheckich barokowych bujdach, których slucha sie znakomicie mimo dziwów, nieciaglosci i braku logiki –  a moze wlasnie dlatego? Pisanego slowem mówionym. Zestawionego jak zywoty swietych. To obrazy wspólczesnych swietych Aleksych, którzy mimo pomyj na glowe dalej robia swoje, w pelni przekonania o swoim prawie do miejsca na ziemi – nawet jezeli to tylko reklamówka zawierajaca caly dobytek i pobliskie krzaki w parku. To jest obraz czlowieka, która ma takie samo prawo do istnienia jak kazdy inny.

Bardzo sie w moich oczach Michal Witkowski zrehabilitowal – po, w moich oczach, zupelnie nieudanym wystepnie w „Rozmowach z pisarkami”. Poprosze o jeszcze!

Piewca Polski B (jak)-Bator

In Feminizm, Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 11 stycznia 2013 at 16:50

Joanna Bator / Piaskowa Góra / 2009

piaskowa-gora

Osobisty ranking w Bator fan clubie prezentuje sie nastepujaco:

 

  1. Chmurdalia
  2. Kobieta
  3. Piaskowa Góra
  4. Ciemno, prawie noc

 

Czytajac nie po kolei, kolej nadeszla na „Piaskowa Góre”. Nie bylo az tak zle, jak sie obawialam – czyli zebym wszystko wiedziala po lekturze „Chmurdalii”, bedacej kontynuacja Góry. Tak sobie leze od dni paru i trawie te ksiazke, czytajac w miedzyczasie nastepna pania Falludi. Ale jakos nie moge wymyslic dobrego kata natarcia, poniewaz Góra byla dla mnie ksiazka, która zakonczyla sie dla mnie z chwila doczytania ostatniej stronicy. Tak, jak Chmurdalii jeszcze troche bym chetnie poczytala, to Góre odlozylam z ulga. Nie dlatego, zeby to byla zla czy nieciekawa ksiazka – wbrew przeciwnie. Opis PRL-u, tej czesci Polski, która potem stala sie Polska B, a która nigdy nie byla moja, jest przerazajaco wierny. To jest epopeja Polski pozaakademickiej, Polski pozawielkomiejskiej.

makaroniki

Jak sobie pomysle o Górze to widze rózowiutki, puchaty makaronik, przelozony w srodku masa. Makaronik – skad inad powracajacy do mody – symbolizujacy Dziunie vel Jadzie alias Jadwige, matke Polke swojej wyrodzonej, pozydowskiej córki, Dominiki. Na swoich popuchnietych nogach walczaca kazdego dnia o przetrwanie rodziny, czesto przy pomocy wody z octem badz innego srodka bakteriobójczego. Czytajaca Harlequiny i ogladajaca „Niewolnice Izaure”. Snujaca z jednej strony odrealnione plany o ksieciu z bajki, a z drugiej zadawalajaca sie de facto wyjazdem do Wroclawia i beza w cukierni. Lub w wersji de lux, jadaca na siedzaco nocnym pociagiem do Warszawy.

 

Zatrzaskuje okladke z ulga, poniewaz sie wstydze. Wstydze sie przynaleznosci do tego, za czym dziewczyny z Walbrzycha cala mlodosc tesknily i co stawalo sie losem wylacznie najbardziej zdesperowanych czy umotywowanych. Szkoly, gdzie nie do pomyslenia byloby uderzenie ucznia. Swiata dwumiesiecznych wakacji, nart, duzej rodziny, inteligenckich kolezanek i kolegów szkolnych. Oczywistosci wybrania nauki w liceum, a pózniej studiów akademickich. Czytam Góre i mysle: jakze ci ludzie wyszli na ludzi? Co moze to brzmi arogancko – ale swiat Piaskowej budziw we mnie odruch ucieczki, choc zdaje sobie sprawe, iz opisuje losy wiekszosci. A z drugiej strony jakby tak uwaznie poskrobac, to pod warstwa politury znalazlabym odpowiedniki przedstawicieli swiata Dominiki i w moim „oswieconym” swiecie.

 

Jak zwykle rewelacyjne portrety kobiece: Zofii, Haliny, Jadzi, Dominiki i tyle innych. Pisane poezja (niechby codziennosci) – sa Lesmianem czy Tuwimem podszyte. Pozwalaja na plynne przejscie historii przedwojennej w wojenna, zarazpowojenna, póznopowojenna oraz najnowsza. To bardzo cenne, gdyz literatura polska jakby sie charakteryzowala (mówiac jezykiem matematyki – Dominika by zrozumiala) nieciaglosciami tam, gdzie nasza historia zataczala meandry. Zupelnie inne sa ksiazki przedwojenne (szczególnie te „dla mlodziezy”), te o wojnie oddaja wylacznie groze paru lat (legendy partyzantów, kapitana Klossa czy czterech pancernych). Potem nastepuje wielka dziura, bo o tym co zaraz po wojnie pisac chyba ani nikt nie mial sily czy odwagi – no i nie bylo szans na publikacje prawdziwych opisów rzeczywistosci. Te dziure lataja dopiero teraz wspomnienia i pamietniki. Pózniej gleboka studnia stalinizmu i dopiero mala stabilizacja zaczela przystawac do czegos, co mogloby stanowic tlo akcji powiesci. I znowu zapasc stanu wojennego. Zas wolnosc lat dziewiecdziesiatych mrugala najpierw do nas oczkami disneyowskich zwierzatek, a teraz ma byc swiatowo – choc wychodzi jak zwykle. Natomiast Joanna Bator odwaznie wrzyna sie w zakalec polskiej historii, otwiera wrzody, buduje kladki zrozumienia poprzez ukazywanie historii oczymi poszczególnych osób – glównie kobiet. Zamiast skupiac sie na traumie czy wstydzic za brzydote otoczenia i uczynków skupia sie na tym, co zywotne: rodzinie (w rozmaitych postaciach), zwierzetach, roslinach, przyjazni, milosci, dazeniu do szczescia. Historie jej bohaterek, jakieby nie byly poplatane, maja swoja logike. Jakieby nie byly smieszne czy parszywe bohaterki Bator maja swój maly swiat i zaden z nich nie jest lepszy od drugiego. No, chyba ze ten zagraniczny. Bator jak malo kto odwaza sie opowiadac o polskiej tesknoscie za lepszym zyciem, za luksusem (funkcja zmienna w czasie), za niemieckim proszkiem do prania. Tesknocie za lepszym, zagranicznym zyciem, która mimo aspiracji europejskich nadal drzemie w wiekszosci obywateli.

schulz-1

Obrazuje takze mezczyzn, którzy bywaja wylacznie zdalnie sterowani, niedojedzeni, niedokochani, za to przepici i ogólnie do niczego. Mezczyzna polski powinien przeczytac pania Bator i zadumac sie nad wlasna kondycja, bo jego wizerunek nie jest pochlebny. I niezaprzeczalne to, ze jak okiem siegnac – niezaleznie od miejsca w strukturach spolecznych – polska kobieta Polska stoi. Niestety, kobieta ta ma spora nadwage ciala i niedosyt w duszy, wiec moze pora na zmiany kulturowe? Bo Bator pokazuje dosc wyraznie proces kastrowania, któremu poddani bywaja polscy mezczyzni: od mamusi poczawszy na zonie skonczywszy. Tutaj nie ma szansy na relacje zrównowazone: panuje albo szowinistyczna meska dominacja albo wywalczony w pocie czola matriarchat, ze zdegenerowanym i ubezwlasnowolnionym facetem. Nie da sie ukryc: obraz raczej koszmarny i nietwarzowy dla którejkolwiek z plci. W ogóle, jak dla mnie, opisy Bator maja tez w sobie cos z zaginionego swiata Brunona Schulza. Toutes les proportiones gardées – obraz Piaskowej Góry kojarzy mi sie z widokiem Tluji kopulujacej z drzewem, z czlowieczenstwem wymieszanym z szalenstwem. Zyciem w zróznicowanych formach, które zawsze znajduje ujscie i wypuszcza nowe pedy; takze przez haldy walbryskich kopaln. Schulz moze jeszcze dlatego, iz swiat dorastania – nazwijmy to – Dominiki juz zaniknal. Narodzil sie z nadziei umeczonych wojna istnien, zablysnal niczym banska mydlana (w rózach i fioletach) – i czar prysnal, podobnie jak banka.

schulz-2

Kawal dobrej literatury. Opowiadam o pani Bator napotkanym, czytajacym ksiazki Szwedom, a oni pytaja: to kiedy ukaze sie po szwedzku? Nie wiem kiedy – wiem tylko, ze zdecydowanie powinna!