szwedzkiereminiscencje

Archive for Wrzesień 2012|Monthly archive page

Vademecum – opus wtóre

In Feminizm, Pamietnik, Szwecja on 28 września 2012 at 23:05

 

Jestem mniej wiecej w jednej trzeciej Greya – i jak na razie dobrze mi idzie. Do domniemanej pornografii jeszcze nie dotarlam, choc zaczely juz sie „momenty”. Z koncowa ocena powstrzymam sie jednak do momentu przeczytania calosci. Na goraco mam pare spontanicznych refleksji. Pierwsza, ze jest to ksiazka w stylu filmu „An education” czy klasycznego juz „Bonjour tristesse”. Zreszta takich ksiazek bylo i wiecej – o tym jak to dojrzaly mezczyzna spotyka interesujaca dziewczyne i wprowadza ja w swiat. Z tym, ze powiesciowy Grey jest duzo bardziej politycznie poprawny niz wiekszosc literackich uwodzicieli – panienka jest juz pelnotetnia i ma dwadziescia pare lat, zas róznica wieku miedzy partnerami to zaledwie lat szesc. Poza tymChristian G ani nie jest zonaty, ani nie ma aktualnie zadnych innych kochanek na skladzie. Jak na sadyste to jest bardzo sympatyczny i opiekunczy – sadyzm ma pozostac chyba tylko seksualna fantazja. W ogóle Grey to marzenie wiekszosci kobiet: przystojny, przedsiebiorczy, zamozny, dobrze ubrany, wysportowany, zainteresowany kultura i MA czas dla wybranki – mimo jednoczesnego prowadzenia miedzynarodowych interesów na duza skale. Do swojej lubej zwraca sie uprzejmie i przedstawia swojej mamusi – jak do tej pory nie natknelam sie na specjalne wulgaryzmy. Czyli grzeczna ksiazka dla grzecznych dziewczynek. No, moze w wyjatkiem przyznania, iz dziewczynki posiadaja fantajze erotyczne oraz potrzeby seksualne – i tu zaczyna sie aspekt feministyczny, tak wychwalany m.in. przez byla pania komisarz, Margot Wallström. Na dodatek opisy uwodzenia nasycone sa fachowoscia, niczym konsultowane z zawodowymi womanizerami. Opisy samych „momentów” takze charakteryzuja sie – jak do tej pory – dobrym smakiem, znajomoscia anatomii oraz fizjologii. Skandalu nie czuje ani o mile – albo jestem totalnie zdemoralizowana, kto wie? CDN w miare zaawansowania lektury.

A teraz – dbajac o urozmaicenie i zmiane plodostanu – nastepny fragment Vademecum.

 

Goscinnosc

 

Szadze, ze Szwedzi obraziliby sie jakby ich nazwac niegoscinnymi. Jak cie zaprosza na impreze to wszytsko bedzie na wysoki polysk i zapiete na ostatni guzik. Do czasu az alkohol wyzwoli wszystkich – o ile bedzie to ten rodzaj imrezy. W kazdym razie nie jest to goscinnosc nam znana i wielu Polaków przezywa mocny szok kulturowy. Znajomi opowiadali mi na przyklad, ze chcieli nawiazac stosunki z sasiadka. Sasiadka wpadala na drinka póty póki byla whisky w butelce. Jak sie alkohol skonczyl, to sie skonczyla przyjazn. Innym klasykiem jest przychodzenie z czyms dobrym do jedzenia i picia – alkohol zostaje wlozony do kredensu, a wiktualy do lodówki. Darczyncy tymczasam zostaja poczestowani kawa oraz ewentualnie suchym ciasteczkiem.

 

Wracajac jednak do proszonego przyjecia to trzeba sie na nie zameldowac juz na kwadrans przed wyznaczonym czasem (patrz: punktualnosc). W progu przywitaja cie gospodarze z välkomstdrink – czyli przywitalnym drinkiem: skål och välkommen! To pierwszy ze skåli tego wieczoru. Dom bywa wysprzatany na wysoki polysk, a stól zastawiony bogato i udekorowany fikusnie poskladanymi serwetkami. Poza tym swieze kwiaty w wazonie – i to nie tylko te przyniesione przez gosci. Jedzenie przerywane licznymi toastami, a czasami nawet mowami. W pewnym momencie zaczynaja tez obowiazywac spiewy chóralne – a w zasadzie nie tyle spiewy, co spiewane toasty. Reszte imprezy litosciwie przemilcze.

 

W kazdym razie nie nalezy sadzic, ze jak szwedzcy znajomi zjada do was na wakacje, to mozna liczyc na rewanz w postaci udostepnienia domku letniskowego czy chocby piwnicznej izby. Jezeli dajesz, to znaczy ze chcesz i stac cie – czyli praktycznie rzecz biorac twoja strata. Nie ma tez wpadania bez zapowiedzenia czy tez po uprzednim zapowiedzeniu sie w terminie krótszym niz miesiac. No, chyba ze jestes kolega z wojska czy tez sasiadem od dwudziestu lat i dzielicie wspólna maszyne do odsniezania.

 

Gwoli sprawiedliwosci chcialabymj jeszcze dodac, ze kiedy uda ci sie nawiazac prawdziwie przyjacielskie stosunki z autochtonami, to mozesz sie u nich najesc do woli. Ale to juz pod haslem przyjaciele.

 

 

Niespodzianki – unikac!

 

Szwedzi generalnie nie doceniaja uroku niespodzianek. Chyba, ze jest to niespodzianka typu wysoka wygrana na loterii. Albo jak przyjdziesz na wizyte z butelka wódki. Spontanicznych prezentów nie przyjmuja, poniewaz obawiaja sie, ze mozesz liczyc na rewanz. Choc ostatnio zdarza sie, ze przyjma, tlumaczac to twoja „kultura”. Rzecz jasna w tym wypadku nie mozesz nadal liczyc na to, ze ktos bedzie pamietal o twoich urodzinach i zlozy zyczenia. Moze sie tez zdarzyc, ze nie tylko ktos od ciebie prezentu nie przyjmie (nawet dla swietego spokoju), ale jeszcze zrobi ci wyklad. Wyklad, ze dajac perfumy przyczyniasz sie do wzrostu liczby alergii i cierpienia zwierzat w laboratoriach. Ze papier, w który zawinales prezent zostal wybielony za pomoca chloru i ze przyczyniasz sie zwiekszenia zanieczyszczenia srodowiska naturalnego – jak chcesz, to chetnie mozesz pozyczyc broszure o zgubnych skutkach intensywnej konsumpcji. Przy okazji mozna tez uslyszec przygane, ze twoje przystosowanie do kraju o wyzszym stopniu cywilizacji (w domysle: Szwecji) przebiega w stopniu niewystarczajacym, poniewaz nadal sie nie stosujesz do obowiazujacych w danym domu zasad. Bo nie istnieje jedna Szwecja – ale pewnie tyle, ilu Szwedów.

 

Zaserwowane dania typu „niepodzianka” pozostana na stole nietkniete – nawet niewielka zmiana w tradycyjnej recepturze salatki wywoluje w Szwedzie oburzenie i odbiera apetyt. Celna ilustracja jest scena z filmu „Lato z Göranem”: tytulowy Göran zamierza sie sie oswiadczyc narzeczonej, granej przez Aleksandre Rappaport. Zainspirowany amerykanskimi filmami Göran wklada zareczynowy pierscionek do kieliszka z szampanem – po czym Aleksandra ten pierscionek polyka. Dlawi sie nie tylko z powodu pierscionka w przelyku, ale takze z oburzenia, ze niedoszly oblubieniec smial jej zrobic niespodzianke. Rzecz jasna ze slubu wyszly nici.

 

Nie ma wiec co liczyc, ze ktos pójdzie z toba dzisiaj do kina, nawet jak mu zafundujesz bilet i zaoferujesz transport. Ludzie maja zaplanowane zycie na wiele tygodni do przodu – nawet jezeli to planowanie obejmuje pranie, czytanie ksiazki czy inny wypoczynek. Zamiana w ostatnim momencie formy relaksu jest zupelnie niedopuszczalna.

 

 

Pomaganie innym

 

Szwedzi generalnie sa szalenie dumni ze swojej pomocy panstwom rozwijajacym sie. Co prawda od czasu do czasu przetacza sie afera, ze panstwo szwedzkie dwadziescia lat temu pomagalo tej zlej stronie konfliktu. Tym niemniej pomoc glodujacym w Afryce czy Azji to nadal punkt honoru i obywatel bez zmruzenia oka akceptuje fakt, ze znaczna czesc jego podatków poswiecona jest na fundusz pomocowy. Poza pomoca panstwowa istnieje tez wiele organizacji charytatywnych. Niestety i one targane bywaja skandalami – jak Czerwony Krzyz z arystokratycznym Johannem af Donner. Johann, zatrudniony wczesniej w Funduszu Badan nad Rakiem, zdefraudowal pare milionów koron ze skladek na rzecz obu tych organizacji. Podobno uwazal, ze za swoja, wysoka zreszta, pensje nie byl w stanie zapewnic godziwego standartu zycia swojej rodzinie.

 

Pojedynczy Szwed wplaca tez czesto miesieczna skladke dla „przysposobionego dziecka” w jakims biednym kraju. Pieniadze – w zalozeniu – poswiecone sa na edukacje konkretnej osoby. Z tym biednym krajem to sprawa wzgledna – moja kolezanka placi od lat na mlodocianego Chinczyka, a Chiny wyrastaja przeciez teraz na najwieksza potege swiatowa, nie tylko ze wzgledu na dzatki ze Szwecji. Od paru lat modne tez sa wplaty na minipozyczki – mimo róznych ocen idei Muhammada Yunusa. Organizacji, za pomoca których mozna podobno pomóc konkretnej osobie, zazwyczaj kobiecie, jest mnóstwo i wiekszosc ma swoje sajty na Internecie. Mozna tam wybrac konkretna osobe, na konto której chce sie dokonac wplaty. Wiekszosc organizacji zapewnia tez feedback czyli kontakt po jakims czasie, zeby sie dowiedziec jakie skutki odniosla zamierzona pomoc. Bardzo popularne sa gotowe pakiety, zawierajace na przyklad jedna koze i dwie kury – albo cos podobnie konkretnego. Taki pakiet kosztuje kilkaset koron czyli kwote, na której wydanie stac jest Szweda, kiedy pragnie poczuc sie dobry z okazji swiat Bozego Narodzenia.

 

Natomiast nie mozna liczyc na pomoc konkretnej osobie w najblizszym otoczeniu. Duzo latwiej jest Szwedowi wplacic na konto na rzecz pomocy gdzies daleko niz dostrzec potrzebe pomocy pod samym nosem. Tak wiec uchodzcy, chowajacy sie przed deportacja, moga liczyc na pomoc garstki obywateli. Tym bardziej godne podziwu jest, ze mimo niepopularnosci decyzji nadal pomagaja pracownicy Szwedzkiego Kosciola, lekarze czy dentysci.

 

Zebractwo jest postrzegane jako lenistwo i z zasady Szwed zebraka nigdy nie wesprze – nawet zagranica. Z duza pewnoscia siebie powie, ze to sprawa dla socjalu i ze zebrak powinien udac sie do odpowiedniego urzedu. Wiara w moc i szczodrosc panstwa pozostaje niewzruszona mimo coraz gorszych czasów. Widok zebraka wywuluje agresje. Nikt raczej tez sie nie zaoferuje, zeby kupic ci mleko, o ile zachorujesz – mimo goraczki czy zlamania zeber trzeba sobie samemu organizowac pomoc – np.dzwoniac do sasiada. Poproszony przez telefon na pewno ci pomoze.

 

Mimo braku religijnosci Szwedzi nadal po protestancku zdaja sie uwazac biede czy klopoty jako cos w rodzaju kary od Boga i cos, na co ktos najwyrazniej zasluzyl. I czym powinno sie zajac panstwo. Podobnie zreszta jak nikt nie lubi czuc sie zmuszony do pomagania bliskiej rodzinie, nawet jezeli chodzi o wkrecenie zarówki raz na rok dziewiecdziesialetniej matce. Prawdziwy Szwed deklaruje, ze po to placi podatki, zeby matka miala pomoc na starosc.

 

Niektóre jednak z prób pomocy reprezentantów „sumienia swiata” (bo tak Szwedzi o sobie chetnie mysla) sa zupelnie udane i daja praktyczny efekt. Niedawno bylam na wykladzie jednej z zalozycielek Fair Monkey, projektu konkretnej pomocy kobieton z Gwatemali z plemieniania Majów. Wykorzystujac rekodzielo wykonuja tradycyjnymi metodami ozdoby i tkaniny, zaprojektowane przez projektantów zachodnioeuropejskich. Z tych tkanin szyje sie potem odziez, poduszki i torby. Strona szwedzka nauczyla tez Gwatemalki kontroli jakosci, zeby ich produkty odpowiadaly wymaganiom europejskiego konsumenta. Ceny w szwedzkim sklepie nie sa wygórowane, a kolory i wzory wyrobów atrakcyjne, wiec ludzie kupuja. Dzieki temu kobiety w odleglej czesci swiata moga wyksztalcic swoje dzieci.

Reklamy

Vademecum – opus pierwsze

In Szwecja on 21 września 2012 at 22:14

W lekturze Nigerianki posunelam sie dopiero do jednej trzeciej ksiazki – kiedy Fifty shades of Grey wyladowal na moim „nakastliku” i zaczal prezyc swój tusty grzbiet w poczekalni do przeczytania. Podobno pierwsze sto stron to straszne nudy, ale wypowiem sie dopiero jak (sadystycznie) wbije w niego zeby. Ze streszczenia zamieszczonego na okladce wnioskuje, ze przypomina mocno „Opowiesc O” – co do której to pozycji nie jestem pewna czy zostala aby przelozona na jezyk polski? Poniewaz jednak kiedys cale lato poswiecilam programowo na studiowanie litaratury erotycznej, z Anais Nin i jej przynaleznym Henry Millerem oraz z wlasnie wspomniana Anna Declos vel Dominique Aubry alias Pauline Réage wlacznie, to mam w pamieci pare tytulów w celu ewentualnego dokonania analizy komparatywnej.

 

Na razie jednak wpis o tresci zgola innej – czyli poczatek mojego Vademecum, w którym zebralam wieloletnie doswiadczenia z oraz przemyslenia o Szwecji. Rzecz jasna, nalezy sie disclaimer: zawarte tam opinie sa skrajnie subiektywne i widziane przez pryzmat moich osobistych doswiadczen. Ktos inny, w innej sytuacji czy innym czasie widzi Szwecje w zupelnie innym swietle. Jednak jak to mawiali dawni bajkobisarze: i ja tam bylam, miód i wino pilam – element osobistej identyfikacji od zawsze odgrywal decydujaca role w przekazie. Acha – i jeszcze jedna uwaga natury formalnej: tekst pisany zostal „jak leci” – bez koncowej redakcji, korekty, pointy czy cenzury. Hasla nie podlegaja zadnej logice i nie sa zgrupowane alfabetycznie. Jedno potraktowane wyczerpujaco, zas drugie potraktowane po lebkach – bo taki akurat mialam dzien. To tyle – a teraz zapraszam do przyjemnosci voyeuristycznej czyli podgladania Szwecji i Szwedów od srodka!

Szwecja – vademecum (nader) subiektywne

Przydatne dla:

 

  • ciekawych swiata
  • turystów
  • studentów
  • i pracowników

 

Wstep

 

Zawsze myslalam, ze jak napisze ksiazke, to bedzie miala ona tytul „ I am a winner, but I have not won yet”. Tymczasem padlo na vedemecum zycia w Szwecji – ze wzgledu na ilosc pytan, na które zawsze musze odpowiadac podczas pobytów w ojczyznie. Nie ukrywam, ze zmobilizowal mnie tez wywiad dla Wysokich Obcasów, który przeprowadzila ze mna pani Agnieszka Kublik (zalaczony na koncu tekstu).

 

Nie zostalam dziennikarzem – choc kiedys chcialam. Nie jestem tez politologiem i nie dysponuje narzedziami do obiektywnej oceny stanu panstwa – za to mam oczy otwarte, wrazliwosc i oko do detalu. A detal czesto decyduje i staje kamieniem granicznym miedzy sukcesem a kleska. Tak wiec od przyjazdu do Szwecji, przeszlo dwadziescia lat temu, obserwuje ten kraj: najpierw z perspektywy zabiej i zupelnego outsidera, pózniej ostroznie stawiajacej kroki osoby, która pragnie akceptacji, az do poczucia sie pewniej, uczestnictwa i stawiania zadan, jako pelnoprawny czlonek spoleczenstwa czyli obywatel. Pracujac wytrwale nad przyswojeniem sobie jezyka, nad zrozumieniem kultury. Rozmawiajac z ludzmi w róznym wieku, o róznych zawodach i zyciorysach. Studiujac psychologie, w tym komunikacje i psychologie spoleczna. Studiujac socjologie, zeby zrozumiec spoleczenstwa postindustrialne. Studiujac „Nacjonalizm i etnicznosc w Europie”, zeby sie dowiedziec co konretnie sprawia, ze czujemy sie i jestesmy odbierani jako Polacy czy Szwedzi. Wycinajac konstrukcje z papieru podczas warsztatów z róznic kulturowych na kursie International Trade Manager. Praktykujac zrozumienie innych kultur podczas pracy w eksporcie. Sluchajac wylacznie szwedzkiego radio, ogladajac wylacznie szwedzka telewizje. Przyjazniac sie ze Szwedkami i Szwedami. Dzieki temu uzyskalam wlasny obraz kraju – zupelnie subiektywny, ale i osobisty, bo zdobyty duzym samozaparciem i zaangazowaniem emocjonalnym. To byla – jak mawiaja Szwedzi – istna stålbad. A stålbad to jedno z tych nieprzetlumaczalnych pojec zwiazanych z inna kultura.

 

Pobyt w Szwecji stal sie dla mnie wyprawa naukowo-odkrywcza, niczym wyjazd Bronislawa Malinowskiego na Nowa Gwinee. Urodzona i wychowana w centrum wielkiego miasta i srodowisku akademickim, absolwentka prestizowych szkól, osiadlam niespodziewanie dla siebie samej na szwedzkiej prowincji. Kultura Szwecji ma swoje korzenie w kulturze wiejskiej, a szwedzka wies i male miasteczka emanuja atosfera rzadko – mimo silnych wiatrów nadmorskich – wietrzona i mocno zwiazana z ruralnymi korzeniami. To jest Szwecja opowiesci sowizdzalskich, zywcem wzietych ze „Stulatka, który dal noge prze okno i zniknal” Jonasa Jonassona, epigonów datujacego sie w latach piecdziesiatych XX wieku ruchu raggare czyli podrywaczy i wieczorków w tancbudach. Z drugiej strony miejsce pracy od podstaw lokalnych talentów i entuzjastów: miejscowego Felliniego, przedwojennego burmistrza, który pisal sztuki teatralne, zeby wzbogacic miasto w rzezby; wspólnot komunistycznych i artystycznych oraz wczesnej rzezby slynnego dzis na caly swiat Larsa Vilksa.

 

O Szwecji pisze sie teraz w Polsce duzo, co nie znaczy prawdziwie. Kazdy ma inna perspektywe i moge zrozumiec, ze rodacy chetnie dziela punkt dziennikarza, który wyrusza w delegacje i po angielsku przeprowadza wywiad z tutejszym celebryta. To jest jednak punkt widzenia z zewnatrz, zas interlokutor filtruje informacje, znieksztacona dodatkowo przez obcy dla stron obu jezyk. W rezultacie spotykam sie w Polsce z obrazem Szwecji jako kraju gdzie „wszystko jest za darmo”, gdzie „ludziom jest za dobrze i juz nie wiedza co wymyslic”, gdzie „w glowie im sie poprzewracalo od dobrobytu”, nie wspominajac juz o przesadzie, ze „wszyscy Szwedzi sa glupi”. Te komentarze mówia wiecej o komentujacych niz o Szwecji – swiadcza o slabym stopniu orientacji nie tylko dotyczacej Szwecji, ale i wspólczesnego swiata, o kompleksach i zazdrosci. Dziennikarze równiez widza to, co chca zobaczyc (samospelniajace sie przepowiednie): kawiarnie Sztokholmu pelne roslych blondynów saczacych caffe latte, poniewaz nie wybiora sie pare przystanków metra dalej, do multietnicznych dzielnic Rinkeby czy Fittja. Gdzie, nota bene, spotkaliby takze polskich emigrantów. Ale emigrant jest ziemia niczyja: w Szwecji powiedza mu: jak sie nie podoba, to wynocha do domu (w domysle: do Polski). W Polsce domaga sie wytlumaczenia czegos tak niewytlumaczalnego jak napici i wymiotujacy na promach Szwedzi. W Brukseli zaatakowal mnie kiedys grecki urzednik Komisji Europejskiej, swiecie oburzony, ze Polska przylaczyla sie do wojny w Iraku – który chyba przecenil mój wplyw na polityke zagraniczna (chodzilam co prawda do szkoly z ministrem, ale akurat nie z tym odpowiedzialnym za inwazje). Emigrant to chlopiec do bicia, choc dysponuje co najmniej dwoma kulturami. Dlatego czesto albo otorbia sie w polskosci, albo przemianowuje na Szweda, zmieniajac dla wygody nazwisko i nadajac swoim dzieciom czysto szwedzkie imiona (których czasami nie potrafia sami wymówic – jak to bylo z Göranem Rosenbergiem).

 

Zas obraz Szwecji jako polskiego raju to kolejne haslo niniejszej publikacji. Podobnie zreszta jak zjawisko Ingi Lindström – bo nie tylko Polacy nie moga sie oprzec dyskretnemu czarowi Szwecji. Miedzy bajki wlozyc mozna na przyklad tezy cytowanego w hen Thomasa Steinfelda. Po przejrzeniu publikacji na polskich portalach i wpisów na blogach Szwedzi zdaja sie zaspokajac nasza potrzeba egzotycznosci – niczym w sredniowieczu dalekie ludy, która mialy byc cale wlochate czy tez miec uszy na plecach. Na jednym z portali znalazlam same sensacje typu gwalty czy zabójstwa, co zdecydowanie wykrzywia obraz rzeczywistosci. Na szwedzkiej prowincji nadal mozna czuc sie bezpiecznie i wyjsc z domu nie zamykajac drzwi na klucz czy tez zostawic niezamkniety samochód. W porównaniu z polskimi zwyczajami ryglowania sie po zmierzchu i zjazwisku zaniku nazwisk lokatorów, za to pojawieniu sie domofonów, mozna sie zastanawiac, gdzie ludzie boja sie wiecej o wlasne zycie i mienie?

 

No i vice versa – niewielka odleglosc geograficzna nie przeklada sie na bliskosc kulturowa czy ciekawosc poznania. Szwedzi holduja zazwyczaj jeszcze gorszym przesadom niz Polacy i sie tego nie wstydza. Albo co jeszcze gorsze: nic nie wiedza i niczego sie nie chca dowiedziec.

 

Przyznam sie od razu, iz nie jest to moja pierwsza próba przyblizenia Szwecji czytelnikowi polskiemu. Wczesniej mialam ochote tlumaczyc kryminaly, które – jak uwazam. niezle oddaja zycie codzienne. Przetlumaczylam spory fragment ksiazki – nie wybralam Stiega Larssona tylko dlatego, ze pisze grube ksiazki – i skontaktowalam sie z redakcja wydawnictwa „Otwartego”. Dla mnie jednak wydawnictwo przedstawilo opcje zamknieta – mila pani w redakcji wytlumaczyla mi, ze „Polacy nie czytaja kryminalów” (sic!) To bylo jeszcze przed wydaniem Stiega, który jak taran wymiótl droge innym autorom. Takze tej autorce, której ksiazki zamierzalam przyswoic polskiemu czytelnikowi. Widocznie byl to znak, ze powinnam mówic sama za siebie, a nie tlumaczyc cudze mysli.

 

Kon – jaki jest – kazdy widzi. Szwecja takoz. Ale, jak to mawiaja Szwedzi, piekno lezy w oku ogladajacego. A ze oko umiejscowiono niedaleko od mózgu, pozwole sobie doladowac baze danych o naszym pólnocnym sasiedzie swieza partia subiektywnych danych. A nuz kraj sfermentowanego sledzia w puszce zyska na uroku? Szwecja jest piekna, straszna, a przede wszystkim – inna.

Po przerwie – remanenty i nie tylko

In Ksiazki, Kulinaria, Muzyka, Pamietnik, Przywracanie pamieci, Szwecja on 14 września 2012 at 22:42

W rzeczy samej, absentowalam sie chwile. Najpierw odbywlam podróz – takze sentymentalna – do mojego macierzystego grodu (widok na mój kosciól parafialny):

Pózniej doznalam wstrzasu anafilaktycznego – dzieki polskiemu lekarstwu na zoladek. Zdarza sie rzadziej niz raz na dziesiec tysiecy…

A jeszcze potem wciagnela mnie wezbrana fala zycia zawodowego. Z pozytywów – zrobili mi pare profesjonalnych zdjec (to akurat moge uzywac prywatnie):

Z negatywów – mam totalnie ugotowany mózg (mózdzek na goraco w kokilkach?). Za to mam na skladzie dwa remanenty. Pierwszy to ksiazka autorki „Elegancji jeza” , Muriel Barbery. Elegancje poznalam w wersji filmowej – ksiazke czytala z przyjemnoscia moja kolezanka, która nie czytuje literatury literackiej. Ale film mial w sobie „cos” – absolutnie nie przecze. Zas „Smakoszka” skusila mnie apetycznym tytulem, lecz moich kulinarnych oczekiwan nie spelnila. Kocham stare ksiazki kucharskie, uwielbiam dobre jedzenie oraz gotowanie na cztery rece, z kims, kto lubi i gotowac, i jesc. Moze nie bylam dostatecznie skupiona – w kazdym arzie odnioslam wrazenie, iz w tej ksiazce chodzilo o cos innego niz jedzenie. Idea zdala mi sie jednak na tyle pretensjonalna, ze zupenie nie przystawala do czytania na plazy oraz otaczajacego mnie szumu fal. Bardzo dziwne doswiadczenie: przeczytalam w zasadzie wiekszosc ksiazki bez zrozumienia przeslania i bez odczuwania przyjemnosci. Duzy druk i krótkie rozdzialy, a poza tym pokawalkowanie, majace dac wglad w stan mentalny osób dramatu. Z tym, ze dramatu zupelnie nie odczulam. Byl to jakis malo dramatyczn dramat, a nawet jego niezrozumienie nie odcisnela drmatycznego pietna na moim zyciu. Ksiazka mdla niczym klopsiki w szarym sosie.

Drugi remanent to zbiór Borisa Betzikoffa „Szwedzki Zyd wspomina”. Najciekawsze sa wspomnienia dorastania w zydowskiej diasporze w Sztokholmie. Poza tym z lekka przerazajace cytaty hierarchów szwedzkiego i dunskiego Kosciola z lat trzydziestych. Przerazajace, gdyz przypominaja do zludzenia wspólczesne wypowiedzi o koncu cywilizacji i potrzebie rzadów silnej reki. Czyli protestanci podobnie jak katolicy aktywnie przyczyniali sie do szerzenia antysemityzmu. Ciekawy byl tez fragment z zycia biblioteki (Betzikoff zostal bibliotekarzem) – podczas prelekcji czytelnicy domagali sie demokratyzacji jezyka czyli nieuzywania „trudnych” wyrazów. Zwrócilam na to uwage, poniewaz pisalam na ten temat w moim vademecum o Szwecji. Zawsze milo doznac potwierdzenia wlasnych obserwacji.

Poza remanentami, jak to zwykle latem, powrócilam do „Slawy i chwaly”. To jest ksiazka mojego zycia, o której pisac sie nie podejmuje. Za kazdym razem znajduje cos dla siebie – i za kazdym razem odkrywam cos nowego. Powiesc dla wrazliwych – zwlaszcza na piekno i na muzyke. Tak jak inni otwieraja Biblie i kieruja sie znalezionym na chybi-trafil cytatem, tak ja w jakis sposób kieruje sie „Slawa i chwala”. Iwaszkiewicz stal sie moim wiernym i lojalnym przyjacielem. Ksiazka nad ksiazkami – dla mnie.

 

Boje sie, ze niewiele teraz bede miala czasu na czytanie i pisanie – za co prosze o wybaczenie. Czytam „Polowe zóltego slonca”, co zapowiada sie wcale-wcale. Gdzies w tyle glowy budzi sie we mnie chec zapoznania z „Fifty shades of Grey” – i skonfrontowania tego tekstu z Anis Nin oraz Henry Millerem. Obejrzalam wlasnie wywiad z autorka – która przypominala jako zywo Dawn French (moze troche mniej puszysta, lecz ten sam rodzaju humoru). Osoba z poczuciem humoru pisze zapewne niezle (chcialam uzyc slowa „dowcipnie”, ale w okreslonym kontekscie akurat to slowo mogloby nabrac innego znaczenia)? Podobno czytaja ja glównie kobiety. Jak spotkam w ksiegarni na lotnisku to pewnie sie nie opre. A w miedzyczasie moze zaczne po prostu wywieszac kolejne hasla mojego vademecum o Szwecji? Bo tego i tak nikt nie wydrukuje – a skoro juz wiosna siedzialam i stukalam w klawiature to moze by tak ktos to przeczytal? W ten sposób rozwiazalabym sprawe aktywnosci na blogu – ku mojemu zaskoczeniu codziennie ktos tu wpada, niezaleznie od mojej aktywnosci. Czuje sie jednak zobowiazana – jako wzorowa pani domu czy tez prowadzaca salon – do zabawiania gosci i czestowania czyms wiecej niz gammal skåpmat (resztkami z obiadu). Wiec jesli nie odnotuje protestów to przejde na publikowanie vademecum. Zywie nadzieje, ze z przerwami na ksiazki, bez których zycia sobie zupelnie nie wyobrazam!