szwedzkiereminiscencje

Vademecum – opus pierwsze

In Szwecja on 21 Wrzesień 2012 at 22:14

W lekturze Nigerianki posunelam sie dopiero do jednej trzeciej ksiazki – kiedy Fifty shades of Grey wyladowal na moim „nakastliku” i zaczal prezyc swój tusty grzbiet w poczekalni do przeczytania. Podobno pierwsze sto stron to straszne nudy, ale wypowiem sie dopiero jak (sadystycznie) wbije w niego zeby. Ze streszczenia zamieszczonego na okladce wnioskuje, ze przypomina mocno „Opowiesc O” – co do której to pozycji nie jestem pewna czy zostala aby przelozona na jezyk polski? Poniewaz jednak kiedys cale lato poswiecilam programowo na studiowanie litaratury erotycznej, z Anais Nin i jej przynaleznym Henry Millerem oraz z wlasnie wspomniana Anna Declos vel Dominique Aubry alias Pauline Réage wlacznie, to mam w pamieci pare tytulów w celu ewentualnego dokonania analizy komparatywnej.

 

Na razie jednak wpis o tresci zgola innej – czyli poczatek mojego Vademecum, w którym zebralam wieloletnie doswiadczenia z oraz przemyslenia o Szwecji. Rzecz jasna, nalezy sie disclaimer: zawarte tam opinie sa skrajnie subiektywne i widziane przez pryzmat moich osobistych doswiadczen. Ktos inny, w innej sytuacji czy innym czasie widzi Szwecje w zupelnie innym swietle. Jednak jak to mawiali dawni bajkobisarze: i ja tam bylam, miód i wino pilam – element osobistej identyfikacji od zawsze odgrywal decydujaca role w przekazie. Acha – i jeszcze jedna uwaga natury formalnej: tekst pisany zostal „jak leci” – bez koncowej redakcji, korekty, pointy czy cenzury. Hasla nie podlegaja zadnej logice i nie sa zgrupowane alfabetycznie. Jedno potraktowane wyczerpujaco, zas drugie potraktowane po lebkach – bo taki akurat mialam dzien. To tyle – a teraz zapraszam do przyjemnosci voyeuristycznej czyli podgladania Szwecji i Szwedów od srodka!

Szwecja – vademecum (nader) subiektywne

Przydatne dla:

 

  • ciekawych swiata
  • turystów
  • studentów
  • i pracowników

 

Wstep

 

Zawsze myslalam, ze jak napisze ksiazke, to bedzie miala ona tytul „ I am a winner, but I have not won yet”. Tymczasem padlo na vedemecum zycia w Szwecji – ze wzgledu na ilosc pytan, na które zawsze musze odpowiadac podczas pobytów w ojczyznie. Nie ukrywam, ze zmobilizowal mnie tez wywiad dla Wysokich Obcasów, który przeprowadzila ze mna pani Agnieszka Kublik (zalaczony na koncu tekstu).

 

Nie zostalam dziennikarzem – choc kiedys chcialam. Nie jestem tez politologiem i nie dysponuje narzedziami do obiektywnej oceny stanu panstwa – za to mam oczy otwarte, wrazliwosc i oko do detalu. A detal czesto decyduje i staje kamieniem granicznym miedzy sukcesem a kleska. Tak wiec od przyjazdu do Szwecji, przeszlo dwadziescia lat temu, obserwuje ten kraj: najpierw z perspektywy zabiej i zupelnego outsidera, pózniej ostroznie stawiajacej kroki osoby, która pragnie akceptacji, az do poczucia sie pewniej, uczestnictwa i stawiania zadan, jako pelnoprawny czlonek spoleczenstwa czyli obywatel. Pracujac wytrwale nad przyswojeniem sobie jezyka, nad zrozumieniem kultury. Rozmawiajac z ludzmi w róznym wieku, o róznych zawodach i zyciorysach. Studiujac psychologie, w tym komunikacje i psychologie spoleczna. Studiujac socjologie, zeby zrozumiec spoleczenstwa postindustrialne. Studiujac „Nacjonalizm i etnicznosc w Europie”, zeby sie dowiedziec co konretnie sprawia, ze czujemy sie i jestesmy odbierani jako Polacy czy Szwedzi. Wycinajac konstrukcje z papieru podczas warsztatów z róznic kulturowych na kursie International Trade Manager. Praktykujac zrozumienie innych kultur podczas pracy w eksporcie. Sluchajac wylacznie szwedzkiego radio, ogladajac wylacznie szwedzka telewizje. Przyjazniac sie ze Szwedkami i Szwedami. Dzieki temu uzyskalam wlasny obraz kraju – zupelnie subiektywny, ale i osobisty, bo zdobyty duzym samozaparciem i zaangazowaniem emocjonalnym. To byla – jak mawiaja Szwedzi – istna stålbad. A stålbad to jedno z tych nieprzetlumaczalnych pojec zwiazanych z inna kultura.

 

Pobyt w Szwecji stal sie dla mnie wyprawa naukowo-odkrywcza, niczym wyjazd Bronislawa Malinowskiego na Nowa Gwinee. Urodzona i wychowana w centrum wielkiego miasta i srodowisku akademickim, absolwentka prestizowych szkól, osiadlam niespodziewanie dla siebie samej na szwedzkiej prowincji. Kultura Szwecji ma swoje korzenie w kulturze wiejskiej, a szwedzka wies i male miasteczka emanuja atosfera rzadko – mimo silnych wiatrów nadmorskich – wietrzona i mocno zwiazana z ruralnymi korzeniami. To jest Szwecja opowiesci sowizdzalskich, zywcem wzietych ze „Stulatka, który dal noge prze okno i zniknal” Jonasa Jonassona, epigonów datujacego sie w latach piecdziesiatych XX wieku ruchu raggare czyli podrywaczy i wieczorków w tancbudach. Z drugiej strony miejsce pracy od podstaw lokalnych talentów i entuzjastów: miejscowego Felliniego, przedwojennego burmistrza, który pisal sztuki teatralne, zeby wzbogacic miasto w rzezby; wspólnot komunistycznych i artystycznych oraz wczesnej rzezby slynnego dzis na caly swiat Larsa Vilksa.

 

O Szwecji pisze sie teraz w Polsce duzo, co nie znaczy prawdziwie. Kazdy ma inna perspektywe i moge zrozumiec, ze rodacy chetnie dziela punkt dziennikarza, który wyrusza w delegacje i po angielsku przeprowadza wywiad z tutejszym celebryta. To jest jednak punkt widzenia z zewnatrz, zas interlokutor filtruje informacje, znieksztacona dodatkowo przez obcy dla stron obu jezyk. W rezultacie spotykam sie w Polsce z obrazem Szwecji jako kraju gdzie „wszystko jest za darmo”, gdzie „ludziom jest za dobrze i juz nie wiedza co wymyslic”, gdzie „w glowie im sie poprzewracalo od dobrobytu”, nie wspominajac juz o przesadzie, ze „wszyscy Szwedzi sa glupi”. Te komentarze mówia wiecej o komentujacych niz o Szwecji – swiadcza o slabym stopniu orientacji nie tylko dotyczacej Szwecji, ale i wspólczesnego swiata, o kompleksach i zazdrosci. Dziennikarze równiez widza to, co chca zobaczyc (samospelniajace sie przepowiednie): kawiarnie Sztokholmu pelne roslych blondynów saczacych caffe latte, poniewaz nie wybiora sie pare przystanków metra dalej, do multietnicznych dzielnic Rinkeby czy Fittja. Gdzie, nota bene, spotkaliby takze polskich emigrantów. Ale emigrant jest ziemia niczyja: w Szwecji powiedza mu: jak sie nie podoba, to wynocha do domu (w domysle: do Polski). W Polsce domaga sie wytlumaczenia czegos tak niewytlumaczalnego jak napici i wymiotujacy na promach Szwedzi. W Brukseli zaatakowal mnie kiedys grecki urzednik Komisji Europejskiej, swiecie oburzony, ze Polska przylaczyla sie do wojny w Iraku – który chyba przecenil mój wplyw na polityke zagraniczna (chodzilam co prawda do szkoly z ministrem, ale akurat nie z tym odpowiedzialnym za inwazje). Emigrant to chlopiec do bicia, choc dysponuje co najmniej dwoma kulturami. Dlatego czesto albo otorbia sie w polskosci, albo przemianowuje na Szweda, zmieniajac dla wygody nazwisko i nadajac swoim dzieciom czysto szwedzkie imiona (których czasami nie potrafia sami wymówic – jak to bylo z Göranem Rosenbergiem).

 

Zas obraz Szwecji jako polskiego raju to kolejne haslo niniejszej publikacji. Podobnie zreszta jak zjawisko Ingi Lindström – bo nie tylko Polacy nie moga sie oprzec dyskretnemu czarowi Szwecji. Miedzy bajki wlozyc mozna na przyklad tezy cytowanego w hen Thomasa Steinfelda. Po przejrzeniu publikacji na polskich portalach i wpisów na blogach Szwedzi zdaja sie zaspokajac nasza potrzeba egzotycznosci – niczym w sredniowieczu dalekie ludy, która mialy byc cale wlochate czy tez miec uszy na plecach. Na jednym z portali znalazlam same sensacje typu gwalty czy zabójstwa, co zdecydowanie wykrzywia obraz rzeczywistosci. Na szwedzkiej prowincji nadal mozna czuc sie bezpiecznie i wyjsc z domu nie zamykajac drzwi na klucz czy tez zostawic niezamkniety samochód. W porównaniu z polskimi zwyczajami ryglowania sie po zmierzchu i zjazwisku zaniku nazwisk lokatorów, za to pojawieniu sie domofonów, mozna sie zastanawiac, gdzie ludzie boja sie wiecej o wlasne zycie i mienie?

 

No i vice versa – niewielka odleglosc geograficzna nie przeklada sie na bliskosc kulturowa czy ciekawosc poznania. Szwedzi holduja zazwyczaj jeszcze gorszym przesadom niz Polacy i sie tego nie wstydza. Albo co jeszcze gorsze: nic nie wiedza i niczego sie nie chca dowiedziec.

 

Przyznam sie od razu, iz nie jest to moja pierwsza próba przyblizenia Szwecji czytelnikowi polskiemu. Wczesniej mialam ochote tlumaczyc kryminaly, które – jak uwazam. niezle oddaja zycie codzienne. Przetlumaczylam spory fragment ksiazki – nie wybralam Stiega Larssona tylko dlatego, ze pisze grube ksiazki – i skontaktowalam sie z redakcja wydawnictwa „Otwartego”. Dla mnie jednak wydawnictwo przedstawilo opcje zamknieta – mila pani w redakcji wytlumaczyla mi, ze „Polacy nie czytaja kryminalów” (sic!) To bylo jeszcze przed wydaniem Stiega, który jak taran wymiótl droge innym autorom. Takze tej autorce, której ksiazki zamierzalam przyswoic polskiemu czytelnikowi. Widocznie byl to znak, ze powinnam mówic sama za siebie, a nie tlumaczyc cudze mysli.

 

Kon – jaki jest – kazdy widzi. Szwecja takoz. Ale, jak to mawiaja Szwedzi, piekno lezy w oku ogladajacego. A ze oko umiejscowiono niedaleko od mózgu, pozwole sobie doladowac baze danych o naszym pólnocnym sasiedzie swieza partia subiektywnych danych. A nuz kraj sfermentowanego sledzia w puszce zyska na uroku? Szwecja jest piekna, straszna, a przede wszystkim – inna.

  1. Pomyślę i poczytam (ze zrozumieniem) o tym jutro. Twarze Grey’a i Szwedów w jednym stoją domu… może być gorąco…

  2. myslisz, ze zdemaskowany grey byl w poprzednim zyciu szwedem?

    na razie nadal lezy u mnie nietkniety…

  3. Nim uraczysz nas komparatywną analizą twarzy Greya oraz rozlicznych (odkrytych przez ciebie bezlitośnie ?) twarzach Szwedów,
    przeczytawszy zamieszczony tytułem wstępu tekst, rzekę tako: to ‚sam miód’. Jeśli tak będzie dalej, masz we mnie wiernego czytelnika.
    You win soon!

  4. o, mam jeszcze troche tego towaru! ciesze sie z wlasnego przyczynku do rozwoju czytelnictwa we wroclawiu i okolicach😉

    no i zapraszam na dalsze czesci :-))

  5. A propos tego erotycznego lata… O, to sobie zaszalałaś! Tak cięgiem erotyki czytać, to mocne nerwy trzeba mieć.😉 W ubiegłym roku na wrocławskich Nowych Horyzontach było japońskie różowe kino. Absolutne kuriozum, bo większość filmów dość siermiężnie podchodziła do subtelności. Krążyły w kuluarach śmiechy i chichoty. Żałuję, że nie skosztowałam, ale menu było tak obfite, że cięłam, wszystkie zbytki.

    Nadrabiam, czyli goszczę się na blogach po okresie wstrzemięźliwości – dlatego dopiero teraz komentuję.
    Vademecum jestem bardzo ciekawa. Przybywaj świecie piękny i straszny!

  6. no masz! odpowiedzialam, a tu system mi sygnalizuje, ze „erorrr”. horror, nie error1

    w kazdym razie nieobecnosc znam z autopsji – sama grzesze zaniednaiem w stosunku do jakze ulubionych blogów ,-)

    lato z ksiazka (erotyczna) przemawia przemawia do mnie bardziej – ale ty jestes (takze) kiniara, wiec sam sobie chciales grzegorzu dyndalo… b lubie ostatnio kino japonskie, choc moze troche inny genre. czyli: wszystko przede mna, la vie en rose oraz rózowe japonce filmowe

    na vademecum zaparszam serdecznie! skandali nei zaserwuje, za to doswiadczenia – nie powiem juz ilu – ostatnich lat. hjärtligt välkommen!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: