szwedzkiereminiscencje

Po przerwie – remanenty i nie tylko

In Ksiazki, Kulinaria, Muzyka, Pamietnik, Przywracanie pamieci, Szwecja on 14 Wrzesień 2012 at 22:42

W rzeczy samej, absentowalam sie chwile. Najpierw odbywlam podróz – takze sentymentalna – do mojego macierzystego grodu (widok na mój kosciól parafialny):

Pózniej doznalam wstrzasu anafilaktycznego – dzieki polskiemu lekarstwu na zoladek. Zdarza sie rzadziej niz raz na dziesiec tysiecy…

A jeszcze potem wciagnela mnie wezbrana fala zycia zawodowego. Z pozytywów – zrobili mi pare profesjonalnych zdjec (to akurat moge uzywac prywatnie):

Z negatywów – mam totalnie ugotowany mózg (mózdzek na goraco w kokilkach?). Za to mam na skladzie dwa remanenty. Pierwszy to ksiazka autorki „Elegancji jeza” , Muriel Barbery. Elegancje poznalam w wersji filmowej – ksiazke czytala z przyjemnoscia moja kolezanka, która nie czytuje literatury literackiej. Ale film mial w sobie „cos” – absolutnie nie przecze. Zas „Smakoszka” skusila mnie apetycznym tytulem, lecz moich kulinarnych oczekiwan nie spelnila. Kocham stare ksiazki kucharskie, uwielbiam dobre jedzenie oraz gotowanie na cztery rece, z kims, kto lubi i gotowac, i jesc. Moze nie bylam dostatecznie skupiona – w kazdym arzie odnioslam wrazenie, iz w tej ksiazce chodzilo o cos innego niz jedzenie. Idea zdala mi sie jednak na tyle pretensjonalna, ze zupenie nie przystawala do czytania na plazy oraz otaczajacego mnie szumu fal. Bardzo dziwne doswiadczenie: przeczytalam w zasadzie wiekszosc ksiazki bez zrozumienia przeslania i bez odczuwania przyjemnosci. Duzy druk i krótkie rozdzialy, a poza tym pokawalkowanie, majace dac wglad w stan mentalny osób dramatu. Z tym, ze dramatu zupelnie nie odczulam. Byl to jakis malo dramatyczn dramat, a nawet jego niezrozumienie nie odcisnela drmatycznego pietna na moim zyciu. Ksiazka mdla niczym klopsiki w szarym sosie.

Drugi remanent to zbiór Borisa Betzikoffa „Szwedzki Zyd wspomina”. Najciekawsze sa wspomnienia dorastania w zydowskiej diasporze w Sztokholmie. Poza tym z lekka przerazajace cytaty hierarchów szwedzkiego i dunskiego Kosciola z lat trzydziestych. Przerazajace, gdyz przypominaja do zludzenia wspólczesne wypowiedzi o koncu cywilizacji i potrzebie rzadów silnej reki. Czyli protestanci podobnie jak katolicy aktywnie przyczyniali sie do szerzenia antysemityzmu. Ciekawy byl tez fragment z zycia biblioteki (Betzikoff zostal bibliotekarzem) – podczas prelekcji czytelnicy domagali sie demokratyzacji jezyka czyli nieuzywania „trudnych” wyrazów. Zwrócilam na to uwage, poniewaz pisalam na ten temat w moim vademecum o Szwecji. Zawsze milo doznac potwierdzenia wlasnych obserwacji.

Poza remanentami, jak to zwykle latem, powrócilam do „Slawy i chwaly”. To jest ksiazka mojego zycia, o której pisac sie nie podejmuje. Za kazdym razem znajduje cos dla siebie – i za kazdym razem odkrywam cos nowego. Powiesc dla wrazliwych – zwlaszcza na piekno i na muzyke. Tak jak inni otwieraja Biblie i kieruja sie znalezionym na chybi-trafil cytatem, tak ja w jakis sposób kieruje sie „Slawa i chwala”. Iwaszkiewicz stal sie moim wiernym i lojalnym przyjacielem. Ksiazka nad ksiazkami – dla mnie.

 

Boje sie, ze niewiele teraz bede miala czasu na czytanie i pisanie – za co prosze o wybaczenie. Czytam „Polowe zóltego slonca”, co zapowiada sie wcale-wcale. Gdzies w tyle glowy budzi sie we mnie chec zapoznania z „Fifty shades of Grey” – i skonfrontowania tego tekstu z Anis Nin oraz Henry Millerem. Obejrzalam wlasnie wywiad z autorka – która przypominala jako zywo Dawn French (moze troche mniej puszysta, lecz ten sam rodzaju humoru). Osoba z poczuciem humoru pisze zapewne niezle (chcialam uzyc slowa „dowcipnie”, ale w okreslonym kontekscie akurat to slowo mogloby nabrac innego znaczenia)? Podobno czytaja ja glównie kobiety. Jak spotkam w ksiegarni na lotnisku to pewnie sie nie opre. A w miedzyczasie moze zaczne po prostu wywieszac kolejne hasla mojego vademecum o Szwecji? Bo tego i tak nikt nie wydrukuje – a skoro juz wiosna siedzialam i stukalam w klawiature to moze by tak ktos to przeczytal? W ten sposób rozwiazalabym sprawe aktywnosci na blogu – ku mojemu zaskoczeniu codziennie ktos tu wpada, niezaleznie od mojej aktywnosci. Czuje sie jednak zobowiazana – jako wzorowa pani domu czy tez prowadzaca salon – do zabawiania gosci i czestowania czyms wiecej niz gammal skåpmat (resztkami z obiadu). Wiec jesli nie odnotuje protestów to przejde na publikowanie vademecum. Zywie nadzieje, ze z przerwami na ksiazki, bez których zycia sobie zupelnie nie wyobrazam!

  1. Pierwsze recenzje donoszą, że „50 twarzy Greya” (pol. tytuł) jest literaturą bardzo słabą. Ciekaw jestem, jak ją ocenisz z feministycznych (i nie tylko) pozycji (choć może w tym kontekście to nie jest najlepsze słowo)😉

    • tutaj czytalam krytyke, ze to wariacja na temat bajki o kopciuszku. inne feministki chwala, ze opisuje kobieca seksualnosc. ogólnie mam wrazenie, ze autorka trafila na niedoceniana (i niedoszacowana) grupe kobiet, kt z tych czy innych wzgledów nie sa spelnione. wbrew pozorom to nie te biusciaste, tylko szare myszki, czeste zreszta religijne (kt by nikt o wybujale potrzeby ani fantazje nie podejrzewal)

      boje sie tylko, ze moze to byc nudne na wiecej niz dwie strony – niejaki pan wisniewski znudzil mnie niemozebnie. zreszta merytorycznie tez nie byl najlepszy😉

  2. No ale dlaczego nie żywisz (!) nadziei na publikację Vademecum? Ja się chętnie w tym rozsmakuję, ale czy tym samym nie zamkniesz sobie drogi do wersji książkowej?
    Super że sięgnęłaś po „Połówkę żółtego słońca”. Mam ogromny sentyment. Przeczytasz, to na pewno będziesz chciała skomentować. I to będzie zdrowy odruch.
    A propos: „wstrząs anafilaktyczny” brzmi bardzo usprawiedliwiająco i jakoś tak nie budzi zazdrości. Pozdrawiam serdecznie i powitalnie.
    I jeszcze tylko dodam, że spodobało mi się zdanie: „kolezanka, która nie czytuje literatury literackiej”. Od razu sobie przyswajam ten cenny bon mot. Bo czuję, że się przyda.🙂

  3. witaj, renée po przerwie! tzw.wstrzas to to, co maja alergicy orzeszkowi albo pszczeli. ja mialam szczescie, ze sie zatrzymalo w pore. wygladalam jak po nieudanej operacji plastycznej

    vedemecum w zalazku wyslalam do jednego wydawnictwa – bez echa. wiem, ze pewnie trzeba do tysiaca – ale jakos przestalam wierzyc, ze jakiekolwiek wydawnictwo jakikolwiek przyslany tekst czyta. wiec juz wole jak tekst przeczyta trzech wiernych czytelników na blogu

    polski daje wieksze mozliwosci jezykowe niz szwedzki – tu by sie powiedzialo „literatura literatura” w znaczeniu „literatury literackiej”. co z kolei w indonezyjskim oznaczalo by „literatury” (liczbe mnoga)😉

    „polówke” czytam kiedy moge – tylko ze opasla z niej bestia. b dobrze sie czyta i niezle tlumaczenie na szwedzki. feedback na pewno bedzie!

  4. Sygrydo, twój parafialny już gdzieś widziałam. A i tak twoja (ujawniona w końcu) uroda wydaje się znaczniejsza.
    Przypomnę sobie zatem ‚Sławę…” może nie doznam wstrząsu, poczytam (jeśli trafię) Smaken – też nie myślę gdy gotuję. Poza tym lubię duże litery, fizjologia się kłania (choć filozofia brzmiałaby na miarę S. Dumnej!).
    O Grey’u nie czytaj ani nie pisz. Natomiast Vademecum, bardzo proszę, choćby dziś!

    • ewo, no nareszcie udalo ci sie przeciagnac technike na swoja strone! wspaniele, ze moge cie znowu goscic!!

      grey zawita do mnie we czwaretk-piatek – wydawnictwo wyslalo dzisiaj rano. tylko pierwsza czesc, jak na razie😉 NA PEWNo cos na jego temat napisze…

      a w miedzyczasie serdecznie pozdrawiam z gulagu🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: