szwedzkiereminiscencje

Archive for Lipiec 2013|Monthly archive page

Po drugiej stronie lustra-elegia-Ros/z/enberg

In Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 24 lipca 2013 at 20:36

Kiedy jako dziecko przecinalam Kazimierz czulam doglebna pustke. Zdewastowana i ponura dzielnica, po wojnie zasiedlona przypadkowaymi lokatorami, mieszczaca skup butelek oraz sklepy z drobna galanteria. A jednak charakter budynków nie pozostawial watpliwosci: to bylo miasto w miescie. Nie wiem jakie wrazenie sprawiala Lódz po wojnie – pewnie jeszcze bardziej puste, po dawnych mieszkancach niemieckich, po dawnych mieszkancach zydowskich. Jednym z nich byl Dawid Rozenberg, syn niewielkiego fabrykanta tkanin. Mial – podbnie jak starszy brat Natek – zostac technikiem, a pózniej inzynierem wlókiennikiem. Planowany rozwój wypadków wstrzymala wojna. Dawid (przed wojna Dadek) i jego brat Naftali (Natek) do konca zycia korespondowali ze soba po polsku.

rosenberg

Dziennikarza Görana Rosenberga znam z telewizji. Prowadzi ciekawe, poglebione programy na tematy, nazwijmy to, socjologiczne. Usmiechniety, grzeczny, robiacy wrazenie odprezonego i osadzonego na trwale w spoleczesntwie szwedzkim. Tymczasem jego nagrodzona Augustem w roku 2012 ksiazka „Krótki przystanek w drodze z Auschwitz” odkrywa inna, jakze ktucha, strone egzystencji. Jak równiez kawalek polsko-zydowsko-szwedzkiej historii. Sledzi dzieje rodziców po Oswiecimiu. Analizuje zycie ojca az do samobójczej smierci. Usmiechniety Göran stracil – zazwyczaj równie usmiechnietego – ojca majac lat jedenascie. Niczym w ukladance, puste miejsce w Lodzi bylo kompensowane przez naddatek w Södertälje: niepotrzebna Szwecji, rozpoczliwa egzystencje ocalonych z Zaglady.

 

Zanim Rosenberg junior odnajdzie swój glos w narracji, zacznie pisac zdania zbyt kunsztowne, w zamierzeniu zapewnie literackie. Niepotrzebnie, gdyz odzyskujac swój glos brzmi porywajaco, starajac sie skleic w okruchów wspomnien, wycinków prasowych, korespondencji oraz starych fotografii los Rozenberga seniora (który wymienil „z” na „s” w nazwisku dopiero po uzyskaniu szwedzkiego obywatelstwa). Rekonstruuje sytuacje polityczna i gospodarcza Szwecji oraz mozliwosci nowego startu dla cudem ocalalych robotników przymusowych, którzy – mlodzi – za wszelka cene chcieli rozpoczac zycie na nowo i w nowym miejscu. Wiekszosc przewiezionych tutaj emigrowala dalej i tylko garstka nielicznych – o ile pamietam kolo trzech procent – zostala na zawsze. Poza duzymi miastami, gdzie nie wolno im bylo osiedlac sie. Po zaliczeniu obozów przejsciowych. Najpierw chwytajac pana Boga (Jahwe?) za nogi, ze maja jakakolwiek prace, a pózniej prace te przeklinajac, gdyz nie dawala zadnych mozliwosci awansu czy zmiany. Dawid Rozenberg stal sie robotnikiem fabryki ciezarówek, jednoczesnie przynoszac synowi sterty ksiazek z biblioteki, posylajac go do szkly muzycznej i marzac o dalszym ksztalceniu sie i zmianie pracy na bardziej stymulujaca. Tymczasem – jak na uragowisko – zostal ograniczony do czynnosci, podobnych do wykonywanej u schylku Trzeciej Rzeszy niewolniczej pracy. Mógl spawac, mógl giac rury, ale szefowie nie pozwolili ma na zadne ekstrawagancje typu kursy czy praca w ówczesnym centrum komputerowym. Ponownie zostal zredukowany do wlasnej sily roboczej.

 

Jaka jest pointa Rosenberga, syna Rozenberga? Ze ojciec stal sie – przede wszytskim – ofiara przezytej traumy wojennej. Ale takze ofiara niezrozumienia i wyizolowania w nowym kraju, gdzie na wszelkie sposoby i z wielka energia staral sie caly czas dopasowac. Zeby z czasem zrozumiec, ze ten domniemany raj nigdy nie pozwoli mu na zrealizowanie swoich inteligenckich pasji, a nawet wiecej: nigdy nie pozbedzie sie podejrzliwosci w stosunku do dziwnego, niewesolego przybysza. Ile w nas jest sily? Ile kazdy w stanie uniesc? Jedni ugna sie, zeby kiedys podniesc. Seniora Rozenberga wykorzenienie zlamalo.

Elisabeth Costello to Coetzee czyli historia niemocy meskiej- Powolny

In Ksiazki on 21 lipca 2013 at 19:16

Latwo sie pisze o ksiazkach z salonu odrzuconych – trudno o tych, które wywarly wrazenie. Przede mna dluga lista refleksji – nota bene zainteresowaly mnie zupelnie inne aspekty niz wychwycone przez szwedzkich recenzentów (o napuszonych polskich nie wspomne – tam szesciesieciolatek nazywany jest – sic! – „starcem”!). Zobaczymy, na ile uda mi sie tego planu dotrzymac, zeby sie nie zapisac na smierc i zdazyc jeszcze dzisiaj wyjsc na plaze. W kazdym wypadku zamierzam poslugiwac sie sie tlumaczeniem tytulu „Powolny”, a nie „Powolny czlowiek”, poniewaz uwazam je za trafniejsze. Szwedzki tytul to „Den Långsamme” czyli wlasnie „powolny”, a tlumaczenie tekstu powiesci na szwedzki jest po prostu znakomite. Nie uwazam by, jesli w jezyku oryginalu wystepuja dwa slowa, tlumaczenie na polski równiez dwa slowa zawierac musialo.

coetzee

Nareszcie zrozumialam dlaczego Coetzee dostal literackiego Nobla i dwa bookery. Czytalam jego wczesniejsze ksiazki i pozostalo mi glównie wrazenie dojmujacego smutku oraz bycia kopana (przez autora). Wczesniej opisywal pasmo ponizen, jakby spowodowane masochizmem (pisarza? czytelnika?).  Moglam wspólczuc, ale wywolywaly we mnie sprzeciw. Powolny to pierwsza powiesc Coetzeego, która mnie autentycznie wciagnela i zainteresowala. Takze ze wzgledu na miejsce akcji czyli Australie, z która przezylam niegdys dluzszy flirt. Moze innosc Powolnego wynika z incytamentu, jakim byla dla przeprowadzka pisarza na nowy kontynent?

 

Ilosc stronic optymalna, a na dodatek to jakby nie jedna ksiazka, tylko co najmniej dwie tam zawarte. Bo zaczyna sie niczym literatura klasyczna – bardziej wyrafinowana proza niz u Balzaka (mój mistrz powiesci). Jak na matematyka przystalo, Coetzee posluguje sie dyscyplina oarz trafnoscia sformulowan – pisze wpspaniale. Szescdziesieciolatek na rowerze ulega wypadkowi, amputuja mu noge, skutkiem czego po powrocie do domu potrzebuje opieki. Przychodzi pielegniarka o imieniu Marjana i pacjent sie w niej zakochuje. Moglaby to byc ladna powiesc o starzeniu oraz spóznionej milosci (która zawsze przychodzi w niespodziewanej postaci i „zlym” czasie), ale to nie u przekornika Coetzee, który juz w mlodosci interesowal sie teatrem absurdu! Nie rezygnujac z pierwszej narracji autor zaczyna druga i wprowadza nagle postac niejakiej Elisabeth Costello, zapewne pisarki. I tutaj interpretacja jest mnoga – moze alter ego pisarza (szescdziesieciolatek) cierpi na zaburzenia typu DID czyli mnoga osobowosc? Moze to kobieca strona osobowosci pisarza? Albo szesciesieciolatka? W kazdym razie Coetzee wyraznie rozdziela swiat mentalny glównego bohatera, Paula, od swiata Elisabeth. Paul to chlodny rozum i to, co sto lat temu definiowano jako element meski. Elisabeth to serce, swiat uczuc i to co niegdys nazywano elementem kobiecym. Na dodatek autor ukazuje rys mizoginiczny, gdyz brutalnie pozbawia rzeczona Elisabeth atrakcyjnych elementów kobiecosci, typu zdrowia, urody czy wdzieku. Elisabeth jaka jest, kazdy widzi: stara, zapasiona, chora. A jednak to ona rzadzi – i jej obraz w oczach Paula jest jakby zemsta za kobieca przewage.

nagie-kapielisko-dla-panow

Nie mówiac juz o Marijanie, która Paula wrecz nokautuje. Niczym pierwotna Gaja, bogini plodnosci i zycia, silna i (w oczach pacjenta) prymitywna. Z tym, ze Marijana prawdziwa niespecjelnie go interesuje – zakochuje sie we wlasnej projekcji idealu kobiety: wielkiego, otwartego i przyjaznego lona. Bardziej kobieta-matka niz kobieta-kochanka. Sadzi, ze boginie przeblaga darami – caly czas przelicytowuje sam siebie, w jakims oblakanczym amoku i pogoni za króliczkiem, który de facto nie ucieka. Sam siebie nakreca, sam siebie unieszczesliwia. A Marijany nie pyta o zdanie, nie pyta o samopoczucie ani stan uczuc, nie pyta o rodzine, nie pyta o poglady na sztuke. Z jej niedoskonalego angielskiego oraz z racji zawodu podrzednej roli woli budowac zludzenie mentalnego podporzadkowania, które chetnie by i obrócil w podporzadkowanie fizyczne. I nagle doznaje szoku, gdyz bogdanka okazuje sie byc nie ta, która sobie wykreowal. A powiedzmy sobie szczerze, iz wymarzyl sobie – podobnie jak wielu innych – kobiete-zwierciadlo, w której oczach odbijac sie beda jego zaínteresowania oraz domniemana wielkosc. Kobiete, która bedzie zyla dla opatrywania jego kikuta nogi i wysluchiwania historii jego zakurzonych fotografii. Kobiety wieznia, a z drugiej strony zyciodajnego zródla zdrowia i motywacji do dzialan.

 

Tymczasem prawdziwa Marijana pracuje na dwóch etatach. Ma trójke dzieci, z których dwoje przysparza jej zmartwien. Jest chorwacka konserwatorka fresków, która chetnie by zajela sie malowaniem obrazów, jesli by jej czas tylko na to pozwolil. Ma meza, z którym jest szczesliwa. Stara sie, jak moze, odnalezc w roli prywatnej pielegniarki, kiedy Paul zaczyna ja powoli korumpowac. Kulturalny i kokietujacy nieszczesciem starszy pan zaczyna zachowywac sie niczym Golum i inicjuje skomplikowana gre w obiecanki. Pomoze w jednym, zaplaci za drugie. Nic nie szkodzi, cala przyjemnosc po jego stronie – tylko, ze gdzies za tym wszystkim nie stoi bezinteresownosc. A Marijana jakby nie wiedziala, ze nie ma darmowych obiadów – w momencie przyjecia pierwszego daru staje sie platniczka netto. Walczy ze swoim sumieniem, szczególnie, ze Paul powoli wciaga cala rodzine opiekunki. Zdaje mu sie, iz walczy o uczucie, podczas gdy walczy o wladze nad dusza Marjany, która niepostrzezenie jakby sie przemieniala w Fausta. I bardzo byc moze, ze Paul staby sie goethowskim diablem, gdyzby wlasnie nie interwencja Elisabeth Costello, która swoim kobiecym oraz literackim pierwiastkiem nie sprowadza egoisty Paula ze zlej drogi.

gunnebo-mat

Z tym, ze jak Elisabeth kobieta proponuje Paulowi wspólna przyszlosc, to ten odmawia. Chetnie bym wysluchala jakiegos uzasadnienia tej meskiej niemocy, czemu lepszy jest samotny los, polaczony z litowaniem sie nad soba niz zaakceptowanie wlasnej ulomnosci, procesu starzenia oraz towarzystwa drugiej osoby? Podobno mezczyzni znosza samotnosc gorzej – dlaczego wiec odtracac przyjazna dlon? A Paul jakby sie uparl: albo zona innego, mlodsza o przeszlo dwadzisecia lat i nim nie zainteresowana – albo zadna! Dlaczego?

 

Ciekawa jest takze opowiesc Elisabeth o Sindbadzie i starcu, który prosi o przewieznienie na drugi brzeg, zeby potem bezwzglednie wykorzystac sytuacje przewagi. Czy Coetzee ma na mysli literature? Czy ma na mysli kobiety? Ta podwójna natura Elisabeth Costello pozostaje nadal dla mnie tajemnica – co tylko poteguje zaciekawienie lektura i jej autorem.

 

Bardzo interesujace sa tez rozwazania dotyczace imigranctwa Paula oraz Marijany. Coetzee vel Paul to element obcy gdziekolwiek by sie nie znalazl. Pomieszanie nacji przed emigracja, odmiennosc srodowiska imigracyjnego, wieczne rozdarcie miedzy krajem starym a nowym, niemoznosc dokonania wyboru. I jednoczescie swiadmosc tworzenia historii – byc moze staro-nowej, wielkiej kategorii ludzi w stanie transformacji, w stanie przejscia miedzy dwoma krajami. Obserwacje dotyczace stereotypów, które nawet przy dobrej woli dowiedzenia sie czegos o nowych znajomych wylaniaja sie ze starych opracowan czy wlasnych schematów myslowych. W tym kontekscie nowe jest spojrzenie na Balkany, których mieszkancy jakby zastapili Rosjan – z jednej strony mityczni, z drugiej kryminalni, na dodatek patriarchalni (mezczyzni to domniemani parwdziwi mezczyzni, zas kobiety to domniemane prawdziwe kobiery). Po prostu inni. Dlatego pewnie Paul ulega pokusie wyobrazenia sobie Bogu ducha winnej opiekunki jako bogini zapomnianej i prymitywnej cywilizacji Morza Sródziemnego, archaicznej i budzacej tesknote za utraconym rajem matki nas wszystkich.

 

Szwedzka okladka dostaje plus za design – w odróznieniu od polskiej, która zdaje sie wyjatkowo depresyjna. Powiesc niezmiernie zajmujaca i intektualnie stymulujaca, nawet jezeli pozostawila mnie z obrazem Coetzee jako egoisty i narcyza. Na pocieszenie: wyjatkowo inteligentnego i swiadomego swoich niedoskonalosci – a to juz zawsze cos! Polecam.

gunnebo-dricka

Zdjecie tablicy informacyjnej przed nagim kapieliskiem meskim w Varberg, które funkcjonuje nieprzerwanie od przeszlo stu lat – oraz letniego posilku. Obok meskiego znajduje sie takze kapielisko damskie.

Salon odrzuconych – Winterson

In Ksiazki on 19 lipca 2013 at 23:24

To moje kolejne podejscie do Winterson – i kolejna porazka. Skusila mnie piekna okladka, tytul oraz tekst o tym, jaka to swietna ksiazka byc nie powinna. Pojechala ze mna na plaze i okazalo sie, ze namietnosci w niej ani za grosz – przynajmniej na poczatku. No, jesli nie liczyc namietnosci do obcinania glów kurzych, czym sie trudnil glówny bohater. Za to mnóstwo nasmiewania sie z Francuzów, zwlaszcza z Napoleona. To jest jakas alternatywna zemsta Anglików, a zwlaszcza jednej Angielki, bo pisze o Napoleonie niczym o Czarnym Ludzie, który nie marzy o niczym innym jak o inwazji na Wielka Brytanie. I wogóle ma obsesje na tle Brytyjczyków – choc w zasadzie wybiera sie na wschód, a nie na zachód.

winterson

Niby pisarka chciala odbrazowic i oddramatyzowac genre powiesci historycznej, lecz wyszla glównie farsa. Do obiecanej historii milosnej oraz Wenecji nie doszlam, kiedy mi powiesc obmierzla. Prawde rzeklszy nie lubie ostentacyjnej ignorancji – a Winterson od razu deklatuje, ze w Wenecji nigdy nie byla, co jej najwyrazniej nie przeszkadza w opisach tejze. Jezeli mozna wysnuc ogólny wniosek, iz wlasnie ta taktyka byla sila pociagowa w procesie tworzenia, to ja juz wole opasle dziela nudnych speców od historii.

balkon-kwiatowy

Zólwie tempo na Zanzibarze-Szejnert

In Ksiazki on 18 lipca 2013 at 20:50

Tak jak Walesowa ujela mnie prostota, tak pani Szejnert zniechecila pretesjonalnoscia. Temat Zanzibaru dla mnie niewykle atrakcyjny, wiec az zaklaskalam w lapki z radosci, jak w ksiegarni Znaku ksiazke zaoczylam. Z przeceny na dodatek – wydawalo sie, tym lepiej. Tymczasem ta przecena musiala miec byla swoja przyczyne, a przyczyna owa byla najpewniej zakalcowatosc dziela.

szejnert-zanzibar

Z jednej strony niby popieram zaangazowanie autorki w ekologiczna przyszlosc wyspy, dziele pasje do historii oraz zainteresowanie miejscem kobiet w tejze. Tymczasem dobrnelam do konca z zacisnietymi zebami i piana na ustach, zeby nie bylo, ze sie za szybko poddalam. Niby opowiesc okraszona zdjeciami, co powinno stanowic atrakcje. Tymczasem odbitki sa male i niepodpisane, porozrzucane nieporzadnie po tekscie. Nieporzadek (niekoniecznie po konachanowsku mily) staje sie w ogóle slowem najlepiej okreslajacym kostrukcje ksiazki. Moze mialo byc: dla kazdego cos milego, ale wyszlo trzy po trzy. Troche kolonizacji, troche arystokracji, zaprawione rewolucja, polonikami oraz brakiem pradu. Ze stronic ksiazki emanuje paskudny zapach, niejako leimotiv i glówny landmark Zanzibaru.

gunnebo-1

O ile rozumiem zalozeniem podstawowym bylo ukazanie wyspy poprzez rozmaite domostwa – niczym skorupa jest domem zólwia (zielonego). Ale opisy domów sa z reguly malo plastyczne, wymieszane z historia i polityka. Autorka dziekuje w poslowiu Alicji Kapuscinskiej za udostepnienie archiwum meza i cien Kapuscinskiego pada na ambicje literackie. Ale Ryszard K byl talentem samorodnym i niepowtarzalnym – cala ta polityczne peregrynacja autorki wypada nieprzekonujaco. To mialy byc chyba szkice literackie czy tez reportazowe – tymczasem, po prawdzie , wolalabym tematyczny rozdzial materialu. Moze to i nie przewodnik, ale wprowadzenie pewnej struktury nie zaskzodzilo jeszcze zadnej twórczosci – poza stricte literacka. Odnosze mgliste wrazenie, iz autorka w literture moze i celowala, lecz lietracka strzala do celu nie doleciala.

gunnebo-2

I tyle – wiecej nie ma co pisac. Czuje sie gleboko zawiedziona, gdyz kraina ciekawa i gozdzikiem – a nie tylko kloaka – pachnaca. Byc moze zycie zweryfikuje moja ocene i po wyjezdzie na Zanzibar podziele opinie pani Szejnert. Na razie jednak pozwole sobie zachowac moje wlasne wyobrazenie o tej nietuzinkowej krainie, naznaczonej handlem niewonikami, ale równiez wspóistnieniem rozmaitych grup enicznych – bedaca jakby pograniczem miedzy Afryka, Europa a Azja. A ja pogranicza z zalozenia lubie.

gunnebo-park

Ilustracje z Gunnebo slott, w którego ogrodach smialam sie wczoraj do rozpuku z letniego przedstawienia.

gunnebo-zilenik

Walesowa waleczna

In Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 16 lipca 2013 at 22:44

No i nareszcie wakacje! Pokonczylam dwie lektury, zaczete przed jakims czasem. W tym ksiazke Danuty Walesy, która niemal wstydliwie zaoferowala mi rodzina w Krakowie. Zaczelam czytac na miejscu, zeby zakonczyc dopiero po przerowadzce. No i co? No i mnie sie podoba!

danuta-w

Najbardziej frapuja mnie reakcje negatywne, które ta ksiazka wywolala. Bo tresc znaja wszyscy – moja lektura polskich bestsellerów bywa, sila rzeczy, spózniona. Nie znam tez polskich recenzji – ani tych chwalacych, ani tych ganiacych. Jako terra incognita w temacie pozwole sobie podzielic sie supozycjami CZEMU pani Danuta – ze sobie pozwole na taka poufalosc – z jednej strony zebrala owacje, a z drugiej wielu mocno nadepnela na odcisk. Gdyz echa reperkusji ksiazki odbijaja sie rozglosnie w prasie, w tym tej internetowej, do której i ja mam dostep.

 

Mysle, ze tyle podziwu, co i zlosci budzi integralnosc chcarakteru. Pani Danuta nie dala sie skorumpowac wladzy. Prezydentowa czy nie, miala swoje priorytety i obowiazki. Choc mogla, nie zostala celebrytka. Sadze, ze to wielu prowokuje. Skoro niby trendy jest miec sukces, to jakze od sukcesu kuponów nie odcinac? Skromnosc i wstrzemiezliwosc sa cnotami wczorajszymi. Podobnie zreszta jak zaznaczenie wlasnej odrebnosci. Zamiast pisac, ze od razu zobaczyla wielkosc meza, pisze, ze zobaczyla faceta, który jej sie spodobal. Nigdy nie zostala jego apologetka, mimo, ze byla jego opoka. To musi denerwowac panie, które kreuja swoich slubnych na gwiazdy. Mimo ze kobieta domowa, to swoje myslala i robila. Nie konkurowala z Lechem, ale tez nie stawiala go powyzej siebie. Sila rzeczy mieli zycie odrebne i pani Danuta ma charakter i sile, zeby to glosno wreszcie powiedziec. Nie zostala matka narodu, nigdy nie miala takich aspiracji czy ambicji – i wcale tego nie zaluje.

kallabadhuset-strand

Mimo pewnych chropowatosci jezykowych, które jednak stanowia dowód autentycznosci wypowiedzi, sledzimy pasjonujaca droge budzenia sie swiadomosci kobiety, która przeszla dluga droge i caly czas starala sie zachowac siebie. Nie nazywajac tak tego, opisala losy tysiecy kobiet, którez powodu wychowania oraz poczucia odpowiedzialnosci musza sobie dac rade z problemami praktycznymi dotyczacymi rodziny oraz problemów bytowych. Jej ksiazka to samo zycie: ktos musial sie zaopiekowac dziecmi, ktos musial im dac jesc. To nie byla atrakcyjna praca, o która stara sie tysiac kandydatek: to byla organiczna praca u podstaw, która obarczal ja – nazwijmy to los. Jestem pelna podziwu jak ta kobieta chwacko sie sprawila z wychowaniem gromady dzieci!

 

Musi tez prowokowac szczera opowiesc o wlasnych korzeniach. Historia jej zycia przypomina wielu osobom wlasna historie tzw. awansu spolecznego, jakim bylo wyrwanie sie ze wsi do miasta. Oraz – gdzies w tle – zaznaczenie kondycji wsi polskiej, która nie pozwalala i pewnie nadal nie pozwala rozwinac sie w pelni talentom czy ambicjom. To przypomnienie tudziez pamiec moze byc bolesne dla tych, którzy podobnie sie wyrwali, lecz w przeciwienstwie do pani Danuty chca o tym zapomniec. Mnie jej losy przypomnialy o pomocach domowych, które mnie wychowywaly i dla których pobyt w miescie stawal sie mozliwoscia zdobycia skromnego wyksztacenia oraz obycia w swiecie. Wiele takich osób stwarza potem niekoniecznie oparta na faktach legende, wypierajac sie swojego pochodzenia. Natomiast pani Danuta mówi: tu sie urodzilam, taka mialam rodzine, taka mialam sciezke zycia, to sa moje zyski – a to moje straty w bilansie.

morze-pzredwieczorne

No i to opowiadanie o wlasnej rodzinie, o wlasnych dzieciach. Sa jak reszta swiata: jedni blizsi sercu, inni niezrozumiali. Dzieci sa przede wszystkim swoje wlasne –  a dopiero potem zwiazane z ojcem, matka czy tez z zadnym z nich. Odnosze wrazenie, ze w Polsce to duzo odwaga powiedziec, iz sie ma rózne dzieci: mniej lub bardziej zdolne czy mnie lub bardziej kochajace. Z jednej strony niczym matka-Polka, a z drugiej pani Danuta mówi: dzieci dostaly podobne szanse i wychowanie; zrobilam dla nich wszytsko, co moglam. Teraz sa zwodowane i glównie od nich zalezy jak sobie to zycie uloza. Tak jakby mówila: ja swoje juz zrobilam, teraz mam prawo wybierac swoje pasje. I ma racje!

 

Unikajac pokusy kreowania sie na bohaterke, stala sie nia na pewno dla kobiet, które przychodza ma spotkania z autorka. Nie wiem, na ile fakty sie zgadzaja ani na ile obraz pani Danuty pokrywa sie z „obiektywnym” obrazem Danuty Walesy. Nie udajac, iz mnie zachwycily walory literackie, nie moge sie oprzec przed podziwem dla dzielnosci tej kobiety.

 

Ilustracje w tekscie – jak widac – nie maja z trescia lektury wiele wspólnego.

Vademecum XXXIV, nadal kitowe

In Pamietnik, Szwecja on 13 lipca 2013 at 21:48

Odbylam – a co najwazniejsze – przezylam nastepna lekcje kite surfingu. I to  w szkwalach, co nie bylo na pewno specjalnie pedagogiczne. Kitowalismy sie w zatoczce najbardziej na prawo – zdjecia zrobione pare dni wczesniej, kiedy ani sie spodziewalam, ze tam tak szybko wróce. Bo kite surfing jest jak sluzba-nie-druzba: instruktor dzwoni, ze wiatr ma byc jutro rano, wiec zamiast do pracy trzeba leciec na leb, na szyje na zajecia.

getteron

Pozostale zdjecia z portu w rybackiej wiosce Bua, któa dzisiaj swietowala dzien makreli. Glówna atrakcja byla smazona makrela, ale juz stanie po nie do atrakcji nie nalezalo. Poprzestalam wiec na ozreszkach w cukrze. I w tym rybno-slodkim nastroju zapraszam na nastepna, edukacyjna czesc Vademecum.  Vi ses!

Szkola

 

System szkolnictwa przypomina polski, choc diabel – jak zwykle- siedzi w szczególach. Szwedzi wyobrazaja sobie polska mlodziez jako pilnie przykladajaca sie do nauki i koniecznie grajaca Chopina, co jednak chyba nie nazbyt dokladnie oddaje rzeczywistosc. W obu krajach podobna sie staje niewatpliwie rola nauczyciela, który niedlugo nazywac bedzie uczniów „klientami” – wladza w szkole wymknela sie pedagogom z reki i znalazla na polu niczyim. Jak sadze, sytuacja na tyle dziwna, ze niedlugo powinna nadejsc reakcja. Ostatnio bowiem, ku oburzeniu wszystkim nauczycieli, z ministrem szkolnictwa wlacznie, szwedzki sad orzekl, ze nauczyciel – podobnie jak policjant (sic!) – powinien sie liczyc z pewna doza przemocy ze strony uczniów. Nauczyciele ogólnie sa bardzo czujni – boja sie urazic ucznia, a juz nie daj Boze, dotknac go fizycznie. Skutkiem tego cialo pedagogiczne notorycznie zaniza wymagania, obsluguje uczniów i boi sie rozdzielic walczacych czy tez zwrócic uczniowi uwage. Szkola zwala odpowiedzialnosc na rodziców i vice versa. Czesto odnosi sie wrazenie, iz obie strony abdykowaly – na czym tylko traca dzieci i mlodziez. Optymizmem na przyszlosc nie napawa równiez fakt, ze na studia pedagogicznie ida na ogól mniej uzdolnieni studenci.

 

W szkole szwedzkiej nie daje sie nauczycielom kwiatów, a juz na pewno zadnych prezentów rzeczowych. Cala klasa sklada sie ewentualnie po pare koron na symbolicznego kwiatka na koniec roku – jednego od wszystkich. Rodzice mile widziani sa w szkole wylacznie jako zaproszeni na zebrania. Nauczyciele reaguja szalenie nerwowo na niezapowiedziana wizyte, która kojarzy sie glównie z mozliwoscia zaskarzenia szkoly albo innych nieprzyjemnosciam – mimo tego, ze czesto deklaruja zarówno chec kontaktu jak i zapraszaja na lekcje. Oczywiscie wszystko zalezy od szkoly – to samo dotyczy zreszta przedszkola, zerówki czy swietlicy – ale zazwyczaj wychowawcy nie bywaja zainteresowani pogladami rodziców czy wymiana doswiadczen. Zdarzaja sie takze nauczyciele zaangazowani, lubiacy twoje dziecko i mówiacy wrecz, iz to rodzice sa najlepszymi specjalistami od swoich dzieci. Wiekszosc jednak uwaza sie za bardziej kompetentnych i traktuje zainteresowanych rodziców podejrzliwie. Chyba, ze chodzi o uprzatniecie podwórka czy dostarczenie darmowych materialów na prace reczne.

 

Nauka zaczyna sie w wieku lat szesciu, od zerówki. Potem nastepuje trzy lata tzw.stadium nizszego, potem trzy lata sredniego oraz trzy lata wyzszego – czyli odpowiednik polskiego gimnazjum. Czesto kazda z tych szkól miesci sie w innym budynku lub nawet w innej miejscowosci (Szwecja to kraj rozlegly). Dzieci zagwarantowany maja dojazd do szkoly  autobusem, a w razie odleglego gospodarstwa taksówka. Otrzymuja tez w szkole wiekszosc materialów biurowych oraz wypozyczaja podreczniki, które na ogól nie opuszczaja budynku szkolnego. Zadania domowe naleza do rzadkosci – dzieci pracuja zindywidualizowanym trybem nazuczania. Czesto odbywaja sie debaty typu „za” i „przeciw”, a wiekszosc prac odbywa sie w grupach. Ma to swoje wady i zalety: czesc mlodziezy staje sie werbalna i przekonana o swojej racji, a czesc uczy sie wygodnictwa i oczekiwania az ich zadania rozwiaze ktos inny. Mlodziez, która nie podejmuje od razu studiów (dosc spory odsetek) odczuwa po maturze dosc twarde spotkanie z rzeczywistoscia, gdyz w szkole slysza caly czas o swojej wysokiej wartosci, a nauczyciele oraz rodzice niewiele od mlodziezy wymagaja. W najlepszej sytuacji sa wtedy osoby, które podejmowaly prace podczas wakacji i zdolaly zapoznac sie z regulami obowiazujacymi w miejscu pracy. Zarówno w szkole podstawowej jak i sredniej mlodziez odbywa praktyki, które maja ja zachecic do szybkiego podejmowania pracy i czesto stwarzaja iluzje zycia zawodowego skladajacego sie z tortów i nagród.

 

Uczniowi przysluguje tez darmowy obiad. Liczebnosc klasy zalezy od umiejscowienia szkoly – wiejskie sa mniej liczne niz osiedlowe. Z reguly jakis dwudziestu do trzydziestu uczniów. W zaleznosci od systemu nauczania i rodzaju szkoly uczniowie mieszani  sa na klasy na rózne sposoby. Mój syn chodzil najpierw do pierwszej klasy z polowa kolezanek i kolegów z zerówki, a w drugiej i trzeciej klasie do mieszanej klasy skladajacej sie z pierwszaków, drugo- i trzecioklasistów. Nastepne trzy lata udalo mu sie przetrwac w jednym skladzie – to byla juz trzecia konstelacja – i nastepne znowu w jednym (nie liczac podzialu na grupy na pracach recznych i angielskim). W kazdym razie konczac szkole podstawowa mial wielu kolegów, lecz niewielu przyjaciól. Ten system uczy szybkiego wchodzenia w nowe konstelacje, ale nie sprzyja rozwojowi glebokich relacji, które wymagaja spedzonego wspólnie czasu.

 

O swietlice mozna sie starac dla dziecka od zerówki do ukonczenia trzeciej klasy. Potem dzieci musza juz sobie radzic same, co jest o tyle nielogiczne, iz w zasadzie zabronione jest pozostawianie nieletnich bez nadzoru doroslych. Dawniej istnialy jeszcze tzw. ungdomsgårdar czyli cos w rodzaju lokalu dla mlodziezy, ale na skutek prywatyzacji czasu wolnego te miejsca niemal zaniknely. A szkoda, gdyz glównie w miastach, choc nie tylko, istnieje potrzeba zapewnienia wspólnych zajec czy miejsca spotkan dla mlodziezy, która nie zajmuje sie intensywnym uprawianiem sportu i nie ma zorganizowanego czasu po szkole. Oczywiscie nie sa to czasy Janusza Korczaka czy Haliny Górskiej, ale „chlopcy z ulic miasta” (obecnie tworzacy gangi) zdaja sie nadal aktualnym pojeciem.

 

Szwedzka szkola ma bardzo duze ambicje i uwaza sie za najlepsza w Europie. Organizacja i pedagogika podlegaja fluktuacjom bedacymi pochodna ducha czasu i polityki. W zaleznosci od tego czy rzadzi lewica czy prawica szkoly sa prywatyzowane badz wzmacniana pozycja szkoly publicznej. Elitarne szkoly prywatne z internatem sa zaledwie trzy: Sigtunaskolan Humanistiska Läroverket, Lundsbergs skola i Grennaskolan i sa to szkoly elitarne. Ostatnio pod lupa, ze wzgledu na program telewizyjny o penalizmie i fryzowaniu rzeczywistosci w celu przyznania nienaleznych dotacji. Tym niemniej produkuja nadal formalnych badz nieformalnych przywódców, jak chocby dyrektor banku SEB, Annika Falkengren czy byly przywódca partii Ny demokrati, Ian Wachtmeister. Innym krytykowanym aspektem dzialanosci prywatnych szkól jest generowanie zysku. Dyskutowane jest tez funkjonowanie szkól o chrakterze religijnym, nie wypelniajacych narzuconej przez ministerstwo misji i programu nauczania. Tym niemniej dzieki reformie prywatyzacyjnej powstaly takze spoleczne przedszkola i kameralne szkoly, w tym z pedagogika Marii Montesori.

 

Niezaleznie od barwy rzadzacych partii podstawowym zalozeniem, polityki szkolnictwa jest oferowanie wysokiego poziomu nauczania, niezaleznie od miejsca zamieszkania. To sa szczytne relikty polityki socjaldemokratów, slabo, niestety, przystajace do wspólczesnosci. Dopiero od niedawna wolno krytykowac szkole czy glosno powiedziec, ze istnieja róznice. Statystyka jest jednak bezlitosna: z obszarów zamieszkanych przez imigrantów uciekaja dzieci szwedzko-szwedzkie, czesc uczniów ma problemy z opanowaniem jezyka szwedzkiego, a nauczanie staje sie meka dla nauczyciela  i ucznia. W Szwecji nie powtarza sie klasy, dlatego dla niektórych uczniów problemy narastaja z czasem. Oceny wystawiane w skali (skala ocen takze zmienia sie w zaleznosci od panujacych trendów) wystepuja dopiero w ósmej klasie – wczesniej rodzice i dziecko otrzymuja cos w rodzaju  zawoalowanej oceny ustnej. Kwestia ocen w szkole to od lat szescdziesiatych przedmiot goracej debaty politycznej. W kazdym razie statystyka obejmuje uczniów ocenianych – i nie wszyscy zdolaja wypelnic minimalne kryteria, zeby ocene koncowa ze wszystkich przedmiotów otrzymac. Ilosc uczniów z brakiem kompletu ocen rosnie.

 

Czysto polityczna jest koncepcja, ze kazdy mlody czlowiek ma ukonczyc szkole srednia. Uzywa sie nawet nazwy „matura” (studenten), chociaz egzamin maturalny w Szwecji nie istnieje. Na uzyskanie kompletu ocen uczen pracuje cala szkole srednia, w zaleznosci od wymagan swoje profilu nauczania. Liceum (zwane po szwedzku gymnasium) oferuje klasy wyrównawcze dla uczniów problematycznych, profile teoretyczne, przygotowujace do studiów wyzszych oraz profile zawodowe. Zarówno nowe przedmioty jak i nowe profile sa zwierciadlem postmodernistycznych zmian zachodzacych w spoleczenstwie i wyrazem biurokratycznej kreatywnosci, prowadzacej czesto do fabrykowania przyszlych bezrobotnych. Obecnie podnosza sie glosy rozsadku, zeby wprowadzic zarzucony jako nienowoczesny system uczniowski i ksztacic mlodziez w nadal potrzebnych i dobrze oplacanych zawodach praktycznych takich jak blacharz czy malarz pokojowy. W kazdym wypadku niezaleznie od wybranego charakteru profilu w dniu ukonczeniu szkoly sredniej uczniowie ubieraja biale czapki, sa ozdoba przyjec rodzinnych i odbieraja prezenty.

bua-pion

 

Kursy i szkoly „wieczorowe”

 

Szwedzi sa wielkimi milosnikami kursów wszelakich – zarówno w pracy, jak w czasie wolnym. Maja lepsze samopoczucie w grupie i wrazenie, ze wespól-wzespól zmoga wiecej. Dzieki temu pedowi do wieczorowej wspólnej nauki wyszli z analfabetyzmu. Kursy pelnia funkcje dwojaka: naukowa oraz towarzyska. Te popoludniowe z przewaga drugiego pierwiastka. Prowadzone sa przez rozmaitego rodzaju towarzystwa, zazwyczaj o zabarwieniu politycznym albo trzezwosciowy (ABF, Vuxenskolan, NBV, Medborgareskolan). Kazdego roku w skrzynce na listy mozna znalezc oferte tych stowarzyszen i podjac decyzje. Kiedys najlepsza opinia cieszyly sie kursy gotowania, poniewaz podobno mozna tam bylo poznac kogos plci przeciwnej. Zaryzykowalam raz kurs medytacji, na którym jednak medytowania nauczyc sie bylo nie sposób. Prowadzac sama nauczanie niemieckiego i polskiego nie moglam sie z kolei nadziwic slabemu tempu nauki. Nowoscia sa zajecia ze zbierania grzybów. Na kursy uczeszczaja osoby w kazdym wieku.

 

Zupelnie inny charakter maja Grundvux i Komvux. Wbrew pozorom do niedawna poziom wyksztacenia Szwedów nie byl imponujacy. Po wojnie obowiazywal model oddawania mlodziezy do nauki zawodu po ukonczeniu paru klas szkoly podstawowej – przy czym chlopcy czesto jeszcze wysylani byli na morze, zeby sie wyszumiec. W okresie wzrostu gospodarczego fabryki i zaklady wolaly o sile robocza, która w koncu trzeba bylo przywozic w postaci imigrantów z Finlandii, Jugoslawii czy Grecji. Zreszta nawet w takiej wysokotechnologicznej brazny jak branza atomowa w ciagu dalszym wielu rutynowanych pracowników opiera sie glównie o wiadomosci praktyczne, lezace lepiej pragmatycznej i technicznej natury Szweda. Kiedy w latach dziewiecdziesiatych skonczyl sie boom gospodarczy, rzad postawil na podniesienie umiejetnosci formalnych sporej rzeszy bezrobotnych, która musiala sie przekwalifikowac.

 

Grundvux to szkola dla doroslych, którzy potrzebuja uzupelnic wyksztalcenie w ramach szkoly podstawowej, a Komvux w ramach szkoly sredniej. Obie formy ciesza sie duzym powodzeniem – a zwlaszcza Komvux, na którym spora grupa mlodziecy poprawia sobie oceny. Na przyklad mlodziez, która chce studiowac medycyne musi miec najwyzsze oceny z wymaganych przedmiotów, co sie nie zawsze sie udaje przy pierwszym podejsciu. Dlatego tez czesto powtarzaja kurs na Komvuxie. Inna forma poprawy ocen jest pisanie Högskoleprovet czyli Testu na Studia. Problemem mlodziezy staja sie niekompletne swiadectwa czyli brak ocen ze wszystkich przedmiotów, co nie pozwala sie starac na studia. Poniewaz nie mozna powtarzac klasy mlodziez musi sie gdzies przez rok przechowac, poniewaz zarówno nauke na Grundvux jak i Komvux mozna rozpoczac dopiero po dwudziestym roku zycia. Szkoly te sa bezplatne, a na utrzymanie i podreczniki mozna wziac pozyczke na takich samych zasadach jak studenci szkól wyzszych. Dawniej mozna bylo uzyskac finansowanie z zakladu pracy, ale czasy sie zmienily i patronalizm zakladowy jest w zaniku.

bua-1

Vademecum, opus XXXIII, kitowe

In Pamietnik, Przywracanie pamieci, Szwecja on 6 lipca 2013 at 19:47

Zrobilo sie lato! Na razie niesmiale – ale w kazdym wypadku mozna juz chodzic bez kurtki.  Ja dzisiaj nie tylko, ze bez kurtki – ale nawet zanurzylam sie w morzu. Moze tak nie do konca, zeby zazyc odswiezajacej kapieli, ale w celu nauczenia sie sterowania smokiem. Czyli kite (nawiasem mówiac to po szwedzku „drake”, co koresponduje z dzisiejszym haslem „drakkabygget”)  – bo mowa o kursie kite surfingu na jednych z pobliskich plaz. Uczac sie nie mialam wiele czasu na fotografowanie – udalo mi sie jednak chyba uchwycic atmosfere przygotowan do lotu smokiem. Kurs zostanie kontynuowany, jak tylko wiecej powieje. Prowadzil go blond efeb, którego zycie uplywa w takt wiejacych wiatrów. Podejsce do zycia niczym swiezy powiew, zwazywszy tempo zycia wielu innych obywateli. Alprzed nami jeszcze pare hasel Vademecum – w kazdym razie koniec zbliza sie wielkimi krokami. Do nastepnego!

kite-1

Zycie na pograniczu – dunskie Kresy

Jak zwykle barwne postaci to ci z góry i z dolu spoleczenstwa. Mainstream kompulsywnie sie stara do siebie upodobnic i jeden pilnuje drugiego, zeby sie nie wychylal. Szwedzi maja wyjatkowe zamilowanie do mainstreamu i teraz niemal kazdy uwaza sie przedstawiciela klasy sredniej. Tym niemniej niektóre dzielnice miasta czy obszary przyciagaja do siebie niepokorne dusze. Taka dzielnica w Sztokholmie jest Söder. Takim obszarem jest poludnie obecnej Szwecji (czyli Södra Sverige – czyzby poludnie mialo z zalozenia cos niepokornego w sobie?).

Dla ulatwienia mozna wyobrazic sobie Szwecje poludniowa jako dunskie Kresy. Dania panowala tu na tyle dlugo, ze mieszkancy Skanii glosno mówia o odlaczeniu sie od jednej (szwedzkiej) i przylaczeniu do drugiej (dunskiej) korony. Nie ma sie co dziwic – historycznie rzecz biorac Dania byla potezniejszym i bogatszym panstwem. Na poludniu zawsze sie jezdzilo na zakupy do Danii czy w adwencie do Kopenhagi na jarmark swiateczny. Oglada sie dunska telewizje, a ludzie z reguly bez klopotu porozumiewaja sie z Dunczykami – czego nie potrafi mieszkaniec Sztokholmu, nie rozumiejacy nawet wymowy Skanczyka. To sa tereny nadgraniczne, przechodzace kolejno to w jedne, to na drugie rece. Tu toczyla sie wojna i wojska maszerowaly we wszystkich kierunkach. Tutaj zbiegali jency, a jeszcze wczesniej niewolnicy, trälar. Znajdowali schronienie na polanach rozleglych lasów i czesto osiadali na stale. To tu wreszcie grasowali snapphanar.

kite-2

Pojecie snapphanar uzywane bylo powszechnie w Szwecji w XVII wieku jako synonim zdrajców czy rozbójników. W okresie wojen dunsko-szwedzkich byli to mieszkancy dawnej Skanii (obecnej Skanii, Hallandii i Blekinge), którzy wspierali armie dunska. Gdyby Sienkiewicz byl Szwedem to pewnie by ich opisal jako kawalerów z fantazja – bo operowali mniej wiecej w czasach Potopu, szarpali wroga na tylach i co rusz to lapali jezyka. Co wiecej, do towarzystwa mieli innych najemników, gdyz byla to formacja platna: Niemców i Polaków, a nawet…Szwedów. Tak nazywano tez broniacych sie przed Szwedami chlopów. No i rozbójników, których okresowo bylo pelno na drodze. Do tej pory mozna oglada groty w Hallandsåsen, w których podobno urzedowali lokalni zbóje czyli wlasnie snapphanar. Wszyscy oni podtrzymywali dumne tradycje szesnastowiecznego Nilsa Dacke, chlopa i przywódcy powstania przeciwko Gustawowi Wazie.

Nic wiec dziwnego, ze to na poludniu znany z pózniejszego przedstawienia Mohameta jako psa na rondzie, Lars Vilks, umiescil swoja dekonstruktywistyczna i konceptualna Nimis na poludniu czyli na plazy i obrzezach rezerwatu na Kullaberg. Nimis (För mycket) zbudowana zostala z drewna wyrzuconego przez morze i stanowila sól w oku lokalnych wladz budowlanych, które uznaly rzezbe za samowole budowlana. Tymczasem konstrukcja nadal nie tylko stoi, ale i rosnie – zawiera obecnie zawrotna ilosc 160 tysiecy gwozdzi. Niczym ptak Feniks odradza sie z podpalen i sztormów, które okresowo niszcza wieze budowli. Warto zobaczyc, choc nielatwo trafic. W roku 1986 Nimis zostala sprzedana znanej parze artystów Jeanne-Claude i Christo, co swiadczy dobitnie o randze projektu.

kite-3

W poludniowej Szwecji schronienie znajdowali rebelianci rozmaitego autoramentu – takze ci o nowatorskich pogladach. Miedzy innymi kontrowersyjni artysci dunscy, wywodzacy sie z sytuacjonistów. To bardzo ciekawy ruch, dzieki któremu narodzily sie zarówno punk jak i graffiti. W Polsce sytuacjonizm laczany jest – tradycyjnie – z Francja i ruchem, który doprowadzil do rewolty majowej w 1968 roku. Mimo róznic regionalnych wszyscy sytuacjonisci zwracali sie przeciwko swiatowi mieszczanskiemu i konsumpcji – mam  nieodparte wrazenie, ze w przyszlosci jeszcze o nich uslyszymy. Osoba kluczowa w Skandynawii byl Dunczyk, malarz Asger Jorn (1914-73), wczesniejszy czlonek zalozyciel ruchu COBRA (Copenhagen, Bryssel, Amsterdam; dzialajaca 1948-1951), a pózniej Miedzynarodówki Sytuacjonistycznej, dzialajacej miedzy rokiem 1967 a 1972. Bratem wybitnego taszysty Asgera Jorna byl homo ludens Jörgen Nash (1920-2004), malarz, poeta, rezyser filmów krótkometrazowych (w tym z surrealista, René Charem), prowokator, organizator orgiastycznych happeningów i performer. Jörgen Nash wslawil sie miedzy innymi tym, ze wzial na siebie odpilowanie glowy Syrenki kopenhaskiej w roku 1964 (wiadomosc potwierdzona przez sasiadów Drakabygget, którym Jörgen post factum na goraco przebieg akcji relacjonowal).

Co najmniej dwa miejsca sa laczone z barwnymi Dunczykami: Drakabygget i Ubbeboda. Tak na marginesie to obie nazwy miejscowowsci tez sa malownicze, o ile pozwoli sie fantazji zmienic troche pisownie. En drake to po szwedzku smok, zas bygget oznacza budowe. Obebodd (zmieniajac troche konfiguracje liter) znaczy niezamieszkaly, pusty. Czyli artysci wybrali wybrali dzialalnosc w Smoczobudowie i Pustce – i to jeszcze przed moda na historie z gatunku fantasy! Na poczatku lat szescdziesiatych bracia zalozyli kolonie artystyczna zwana Bauhaus-Sytuacjonisci (Bauhaus Situationiste), od roku 1964 zwana Warsztat Wolnosci Drakabygget (Drakabygget — frihetens verkstad). Odbywaly sie tam miedzynarodowe warsztaty, happeningi, zakrapiane i nie tylko imprezy w duchu otwartosci i zmyslowosci. Latwo mozna sobie wyobrazic przerazenie i zgorszenie okolicznych mieszkanców, których jednak ci egzotycznie przybysze i awanturnicy fascynowali, a co po niekórych i inspirowali. Jedni narzekali glosno, inni podgladali z krzaków. Nash mieszkal w Drakabygget az do smierci, a teraz mieszka tam nadal jego trzecia zona (druga zmienila plec), artystka Lis Zwick. Jak sie okazuje zarówno Ubbeboda jak i Drakabygget to dawne „twierdze” snapphanar. Podobno za pomoc snapphanar na przydroznym debie – ku przestrodze innych, zmierzajacych wzdluz obecnej autostrady E4 – powieszeni zostali: wlasciciel gospodarstwa Drakabygget, poczmistrz wraz z szynkarzem z Örkenljunga. Nota bene sama nazwa Drakabygget sugeruje, ze moglo sie tu znajdowac miejsce kultu juz za czasów Wikingów.

Z kolei w Ubbeboda odbyly sie w roku 1974 studniowe warsztaty rzezbiarskie. Uczestniczyla w nich kolonia artystyczna z Drakabygget, Niemcy (kolonia wspólpracowala z grupa SPUR), Polacy i Japonczycy. Polska artystka konceptualna, Teresa Murak, spowodowala swoja instalacja „Równowaga balansu” (skladajacej sie z dziury w ziemi oraz kupca gruntu z wykopu) interwencje policji. Trzydziestolecie warsztatów uczcilo ponad piecdziesieciu artystów z calego swiata, w tym Yoko Ono, która akurat przebywala w Danii. Czlonkiem kolonii artystów byl takze Yoshio Nakajima, który wystawial swoje prace miedzy innymi na Biennale w Krakowie. Yoshio Nakajima uczestniczyl w przeszlo pieciuset happeningach, w tym wspólnie ze wspomniana juz Yoko Ono i Robertem Rauschenbergiem. Warsztat Wolnosci Drakabygget nazywany jest Ostatnia awangarda dwudziestego wieku – przez kolonie przewinelo sie kilkuset artystów z róznych krajów. Ich dzialalnosc miala wymiar nie tylko plastyczny, ale takze polityczny, obyczajowy i poetycki – o korzeniach w ruchu lewicowym, anarchistycznym i pokojowym (wydawano pismo skierowane przeciwko broni nuklearnej). Ich dzialanosc byla nie tylko efemyryda, zwazajac na wymiar artystyczny i zasieg oddzialywania. Dlatego skandalem jest, ze próba stworzenia miejscowego, dunsko-szwedzkiego muzeum na miejscu czyli w Örkeljunga nie powiodla sie.  Ani mieszkancy okolicznym gmin ani nawet stolicy nie zdaja sobie sprawy z rangi tego miejsca. Najdziwniejszy w tym wszystkim, ze szefowie lokalnych biur turystycznych i pracownicy urzedów gmin caly czas sie glowia co by tu wymyslic, zeby przyciagnac turystów. Zdecydowanie lepiej rozreklamowany jest naiwistyczny rzezbiarz ludowy Döderhultarn (Axel Robert Petersson) niz abstrakcyjni ekspresjonisci o swiatowym formacie (europejscy odpowiednicy Jacksona Pollocka).

Na styku obecnej Skanii i Hallandii odkrylam tez niedawno partie Nordisk Union czyli Unia Skandynawii – dziwna mieszanke anarchistów z ksenofobami, zamierzajaca przywrócic skandynawski charakter i zjednoczyc Danie, Szwecje i Norwegie. Przewodniczacy Unii, Dunczyk o ponad tysiacletnich korzeniach rodzinnych, o malo mnie pobil, poniewaz odwazylam sie skrytykowac Muamara Khadafiego i jego Zielona Ksiazeczke. O ile zrozumialam, przewodniczacy Unii jest glównie przeciwny: Chinczykom, Stanom Zjednoczonym, imigrantom (sam bedac dunskim imigrantem w Szwecji) oraz Islamowi. Nie znam liczebnosci Unii, ale nie cieszy sie chyba zbytnim powodzeniem. Sam przewodniczycy – weteran kopenhaskiej dzielnicy Christiania i konsekwentny uzytkownik substancji uznanych za nielegalne – nie agituje wsród ludzi, oddajac sie glównie grze na gitarze wsród wlasnych obrazów i oczekiwaniu na zasluzona emeryture.

kite-4

 

Czy u Was tez tyle tych biednych?

To pytanie zadala mi w Polsce krewna kolezanki, emerytowana nauczycielka. Pogarda w jej glosie nie pozwalala na zludzenia: biednych powinno sie wyslac na Madagaskar. Nie wiem jakie byly doswiadczenia tej pani – jedno jest pewne, w Szwecji podobna wypowiedz bylaby zle przyjeta. Obowiazuje obojetnosc i przekonanie o roli opiekunczej panstwa – ze to panstwo, za nasze wysokie podatki, zapewni miedzy innymi pomoc tym, którzy chwilowo popadli w klopoty finansowe. Takie byly zalozenia, a tymczasem zycie potoczylo sie tak, ze róznice w dochodach zamiast sie wyrównywac tylko sie powiekszaja. Oczywiscie, podobnie jak teraz w Polsce, definicja biedy odbiega od biedy w Darfurze. Ale, wbrew pozorom, emeryci zyja zazwyczaj niezwykle skromnie, nie ma latem tanich owoców ani jarzyn, a za bilety w komunikacji miejskiej emeryci placa nadal, choc troche mniej. Wystraczy popatrzec do koszyka emeryta w sklepie spozywczym, zeby zobaczyc namacalny dowód skromnej egzystencji.

Po ludziach starszych, druga grupa narazona na biede sa, jak zwykle, dzieci. Istnieje wspaniala organizacja Rädda barnen czyli Ratujmy Dzieci, bedaca czescia miedzynarodowej sieci organizacji Save the Children. Przeciwdziala ona ubóstwu dzieci, takze w Szwecji, prowadzac monitoring i ocene sytuacji – które nie zawsze przypadaja do gustu rzadzacym politykom. Niezaleznie od przepychanki przy którym rzadzie dzieci mialy gorzej, Rädda barnen stwierdza rok po roku, iz problem ubóstwa wsród dzieci szwedzkich nie zmniejsza sie tylko nasila, wraz z postepujacym rozwarstwieniem spoleczenstwa. Najbardziej narazone sa dzieci imigrantów oraz rodziców samodzielnie wychowujacych dzieci. Wsród dzieci imigrantów wychowywanych przez jednego rodzica odsetek ubóstwa wynosil 50,3% wedlug raportu z 2006 roku. Najwiekszy odsetek biednych dzieci wystepowal w gminach (miastach), gdzie zyje najwiecej imigrantów, jak Malmö 31,4%, Landskrona 23,6% czy Göteborg 20,7%. Najmniejszy odsetek wystepowal w zamoznych gminach z niewielka iloscia imigrantów, znanych jako bastion prawicy: Lomma 4,8%, Kävlinge 5,6% czy Kungsbacka 5,8%.

m-kite-wyrazne

Oczywiscie, mozna mierzyc biede na rózne sposoby, lecz ostatnie badania UNICEF nie byly juz dla Szwecji korzystne (raport z roku 2012, bazujacy na danych z 2009). Wedlug UNICEF ca 7,3% szwedzkiech dzieci zylo w ubóstwie. Wedlug standartów Rädda barnen wiecej, bo az 13,0%. Po raz pierwszy zbadano tez ilosc dzieci zyjacych ponizej granicy ubóstwa. Najlepiej wypadla Finlandia z 10,8% dzieci. Polska znalazla sie na dziewietnastej pozycji, z 20,6% dzieci. Szwecja uplasowala sie za Polska, na dwudziestej drugiej pozycji z odsetkiem 21,1% dzieci zyjacych ponizej granicy ubóstwa. Czyli na pytanie: czy u Was tez tyle tych biednych (dzieci) mozna odpowiedziec: nie, u nas jest wiecej! Róznica miedzy oboma krajami nie jest duza – czyli mozna powiedziec, ze mniej wiecej tyle samo dzieci zyje ponizej minimum socjalnego i odczuwa skutki braku pieniedzy na oplacenie wycieczki szkolnej czy zakup butów na zime. Róznica jest taka, ze dzieci szwedzkie korzystaja w szkole z podreczników i dostaja darmowy lunch, wiec róznice sa mniej widoczne.