szwedzkiereminiscencje

Archive for Lipiec 2012|Monthly archive page

Juvenilia dwudziestolatka-Wallace (DFW)

In Ksiazki on 29 lipca 2012 at 12:06

David Foster Wallace / Systemets sopkvast (Miotla systemu) / 2012

Przez gosci mam zaleglosci (wyszlo do rymu!) w pisaniu, wiec bedzie krótko. Zreszta dlugo to za bardzo nie ma o czym, mimo grubosci ksiazki..

 

Powoli dochodze d wniosku, ze domniemana znakomistosc prozy Wallace’a jest czyms wymyslonym na uzytek klubu snobów – i z niecierpliwoscia czekam na kogos, kto mi udowodni, ze sie myle.. Zaraz wyjasnie skad mi sie wziela ta teoria konspiracji, których z reguly unikam. Otóz po szwedzku wydano – nota bene zupelnie ostatnio – dwie powiesci DFW: Miotle oraz Króla. O Królu juz pisalam – ze to jakies nieporozumienie. Ze spuscizmy po Wallace’ie pozostalo mi jeszcze do przeczytania magnum opus czyli Infinite Jest. Poza nim istnieje tylko pare noweli i esejów. Na wydanie Infinite w Szwecji  musze jeszcze troche poczekac, choc po angielsku moge sobie sprowadzic za jedyne 124 SEK. Co daje dobre przebicie korony na strone, przy calych 1079 stronicach tekstu. W kazdym razie dziela skrajne (pierwsze i ostatnie) nazywane sa przez krytyków malo miarodajnymi w ocenie pisarstwa Wallace’a. Bo pierwsze to wprawka, zas trzecie to tylko wydane posmiertnie notatki do powiesci.

 

Miotla systemu przypomina mi po pierwsze amerykanskie filmy o szkole sredniej. Widac, ze autor swiezo studiowal i wchodzenie w swiat doroslych jest jego nowym, ekscytujacym doswiadczeniem. Po drugie – zapewne z zalozenia – miala to byc ksiazka do smiechu. Obawiam sie (sadzac takze z opinii szwedzkiego krytyka), ze nawet satyra. Tymczasem swiat przyspieszyl i sie zmienil – wiec satyra zbladla (poniewaz odnosila sie nie do ludzi, lecz rozwoju technicznego i spolecznego). Po trzecie Wallace ma jakis dziwny pociag do najnudniejszych z mozliwych scenerii. Po urzedzie podatkowym, opisanym w Królu, przyszla pora na…centralke telefoniczna. Jak na filozofa (a moze wlasnie dlatego?) przejawia niemal obsesyjna fascynacje przedmiotami niegdys wysokotechnologicznymi. Fascynuje go swiat technologii, komercji i reklamy – ale brakuje mu wiadomosci i doswiadczenia z branzy, co czyni opisy naiwnymi. Po czwarte jak juz wpadnie na dobry pomysl i wymysli cos ciekawego, to zamiast rozwinac ten watek, porzuca go albo doprowadza do wysrubowanego ekstremum. Ciekawa byla babcia, która robila sie niebieska, o ile temperatura otoczenia byla nizsza od temperatury ciala – ale babcia zaginela. Ciekawa byla gadajaca papuga kakadu, lecz zostala sprzedana do religijnego kanalu telewizyjnego – i opis jej dalszych losów jest tak zagmatwany i smieszny na sile, ze nie doczytalam wszystkiego. Podobnie zreszta jak przebiegu niekonczacych sie sesji terapeutycznych.

 

Powiesc przypomina mi najczesciej scenariusz i czesciowo rozpisana jest na role. Mysle, ze dobry scenarzysta móglby z tego materialu cos-niecos wykroic, wyrzucajac najgorsze dluzyzny i film bylby niezly. Chwilami przypomina mi juvenilia Witkacego, choc uwazam, ze Witkacy przejawial lepszy humor w wieku lat osmiu niz Wallace w wieku lat dwudziestu pieciu. Kiedys, w szkole, te juvenilia przeczytalam, w poszukiwaniu niedlugiej sztuki do wystawienia na lekcji jezyka polskiego. Wystawilam Księżniczke Magdalene, czyli Natrętnego ksiecia z roku 1893. Starsze niz Miotla, ale zdecydowanie jarsze! Zeby bylo jeszcze mniej smiesznie, chwyta sie Wallace taniego tricku i nadaje bohaterom „wielemówiace” czy tez „smieszne” nazwiska, co w jego wykonaniu nie wychodzi poza poziom humoru z podstawówki. Znowu Witkacy sie klania – jakby Wallace poczytal mistrza, to by moze sie czegos nauczyl – albo schowal pod stól ze wstydu.

 

Po przeczytaniu Miotly systemu mam ochote zadac tradycyjne pytanie, zwiazane z kazda teoria konspiracji: kto za tym stoi? To znaczy, kto stoi za opinia, ze Wallace jest pisarzem wybitnym? I czy ten ktos czytal Witkacego? A jezeli to cale lobby, to czyje i co komu z lobbowania za Wallacem? Bylam juz pelna zwatpienia  i zadawalam sobie pytania typu: jezeli Wallace to przyszlosc literatury to czy nie dane mi juz nigdy bedzie przeczytac dobrej ksiazki? Z desperacji i zwatpienia wyprowadzila mnie nastepna lektura, o krórej juz wkrótce. Uff – traktujac Miotle jako wypadek przy pracy – odetchnelam z ulga: Sa jeszcze na swiecie dobre ksiazki.czyli – czyli mówiac slowami Roberta Stillera ze Zwierzydelek:

 

Chodzi sobie ptak kiwi

I juz sie nie dziwi:

 

Bo sa jednak na swiecie

Ptakowie prawdziwi!

Reklamy

Bajki dla doroslych-Oates

In Feminizm, Ksiazki on 21 lipca 2012 at 23:23

Joyce Carol Oates (jako Rosamond Smith) / Brudgummen / The Barrens / 2003 / audio / czyta Krister Henriksson

Pisane do muzyki Billa Withersa

Podobnie jak co jakis czas trzeba wyczyscic twrady dysk komputera, wszystko z niego wymazac i zainstalowac od nowa, tak i w zyciu czasami dobrze zrobic sobie okres wyzerowania i sie zresetowac. Dawniej na wszystko pomagala mi Ania  Zielonego Wzgórza. Teraz pomaga lektura Wspomnien gorszycielki Krzywickiej. Z rzadka wspomagana Sekretarzykiem babuni pióra Maryny Okeckiej-Bromkowej (o ziemianskim zyciu na Wolyniu). Nota bene babunia by Krzywickiej i przez rekawiczki nie tnekla. Okecka-Bromkowa to, par excellance, nie ta klasa co Stojowski, ale czyta sie z prawdziwa przyjemnoscia – a wygrzebalam w taniej ksiegarni sto lat temu, przeceniona na szesc zlotych z bodajze dwudziestu pieciu. Tym razem zastosowalam kuracje wzmocniona. Poniewaz jednak infekcja, która mnie dopadla okazala sie wyjatkowo dlugotrwala i wredna, to po przeczytaniu ksiazek resetujacych postanowilam sobie jeszcze posluchac bajek dla doroslych. Padlo na kryminal pióra nieocenionej JCO – ona co by nie napisala, to dla mnie bingo!

Rewelacyjnie czyta Krister Henriksson, aktor znakomicie wychowany i o pieknym glosie. Tak, ze polozylam sie pod puchowa koldra to poczulam niczym w dziecinstwie, kiedy babcia albo ciocia czytaly mi bajki. Co prawda nie wszystkiego do konca wysluchalam, poniewaz od czasu do czasu popadalam w blogostan i zasypialam – albo po protu mialam goraczke – tym niemniej w glowie pozostal mi obraz tytulowych Pine Barrens, w których rozgrywa sie akcja powiesci. A poniewaz duzo miejsca JCO poswiecila artystkom i ich dzielom, to od razu skojarzyli mi sie prerafaelici i obraz Ofelii pedzla sir Johna Everetta Millaisa. W okolicach Pine Barrens grasuje bowiem seryjny morderca, która zabija kobiety, okalecza ich ciala, czasami zakopuje, a czasami zostawia na widok publiczny. Sugestywna proza Oates sprawila, ze z calej powiesci pozostal mi glównie obraz niedostepnych piaszczystych obszarów, porosnietych sosna, storczykami i miesozernymi roslinami. Poza tym sa – jak zwykle – niespecjalnie sympatyczni faceci i w taki czy inny sposób nienajlepiej traktowane kobiety i dzieci. Ale wielka sila Oates lezy w narracji – po prostu az kusi, zeby zamknac oczy i sluchac, slucha, sluchac – wylegujac sie pod sosna. Moze to byc Las Stumilowy, a moze i byc Pine Barrens.

Wo die wilden Kerle wohnen-Nash

In Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 16 lipca 2012 at 00:38

Jörgen Nash / Vingeslag over vandet / 1994

Tak sie zlozylo, ze po raz pierwszy zetknelam sie z ksiazeczka Maurice Sendaka „Gdzie mieszkaja dzikie stwory” w jezyku niemieckim. Mój syn mial wtedy trzy lata i niemiecka przyjaciólka stwierdzila, iz jak najbardziej nalezy mu sie tytul „dzikiego chlopaka” (wilder Kerl). Tytul ten tym bardziej przyslugiwalby les enfants terribles skandynawskiej – i europejskiej – kultury, braciom Jörgenowi Nashowi i Asgerowi Jornowi. Którzy z domu nazywali sie po prostu: Jörgensen (zamiast przeglosu powinnien byc znaczek przekreslenia, którego na mojej, szwedzkiej, klawiaturze brak). Zyli nie tak dawo temu – Nash zmarl w roku 2004 – ale patrzac na obecny kierunek rozwoju spoleczenstw, zdajacych sie zgodnie maszerowac w szeregu konsumcjomizmu, w swietlanym kierunku nowego mieszczanstwa, to az sie wierzyc nie chce, ze swiat wywinal taka wolte. Bracia zgodnie sie pewnie teraz w swoich grobach przewracaja. Na zdjeciu ponizej nie tyle przewracajacy sie grobie Nash i Jorn, ale Finn Sörensen, zakopany na dziedzincu Drakkabygget na cale czternascie godzin (wykopany dzieki interwencji policji). Nastepnie zostal zawieziony na psychuszke w Helsingborgu i wypuszczony dopiero po czterech dobach na skutem protestów spolecznych.

Wszystko zaczelo sie od tego, ze mieszkam po sasiedzku z mitycznym miejscem Drakkabygget, które chcialam opisac we wlasnie tworzonym vedemecum. Zamierzalam sie czegos wiecej dowiedziec od osób które znaly dramatis personae, co moze mi jeszcze dane bedzie, ale co na razie sie opóznia. A mnie mija termin zwrotu ksiazki, wypozyczonej z biblioteki w Malmö. Ksiazka jest tak piekna, ze bym jej najchetniej nie zwracala – gdyby sie tylko dalo. Co prawda napisana glównie po dunsku (czasami jeszcze dla urozmaicenia po norwesku i szwedzku), lecz bogacie ilustrowana, a przede wszystkim cudownie graficznie opracowana przez (trzecia) zone Jörgena Nasha, Lise Zwick. Te wlasnie Lise mam nadzieje spotkac, o ile moi posrednicy znowu nie zawioda. A ze przynajmniej jeden z nich, jeszcze od czasów zamieszkania w bohemicznej Christianii, zazywa tego i owego, to musze sie uzbroic w chrzescijanska cnote cierpliwosci.

Bracia J, jak ich bede odtad nazywac, nie mieszcza sie w ciasnych ramach statycznej historii sztuki. Bo ze sztuke uprawiali, to nie ulega najmniejszej watpliwosci: poezje, malarstwo, emalie, ceramike, rzezbe, happening, collage, assemblage – i jeszcze pewnie pare wyzej niewymienionych rodzajów sztuki by sie znalazlo. Z jednej strony to bogactwo talentów – od lietrackiego, po plastyczny i zaangazowanie spoleczne. Nie dajacy sie zakwalifikowac w zadnym aspekcie zycia: zaczynali w organizacji religijnej, byli aktywnymi czlonkami organizacji komunistycznej podczas wojny i stworzyli intelektualne podwaliny miedzy innymi rewolty 1968 dzieki swojemu zaangazowaniu w ruch sytuacjonistów. Zaangazowaniu to malo – nalezeli do czlonków zalozycieli i pózniej rozsadzali ciasne ramy organizacji. Buntowniczy i anarchistyczni, nie znoszacy autorytetów, spoleczenstwa mieszczanskiego, zyli tak, jak nauczali. Jorn nie przyjal nagrody Gughenheimów, postponujac darczynce. Nash wywedrowal do Szwecji, tworzac osrodek dla kiluset miedzynarodowych artystów. Pozostajac jeszcze przy stronie plastycznej, od której rozpoczelam ten akapit: wspóltwórcy grupy COBRA, taszysci, sytuacjonisci w Paryzu, we Wloszech i w Szwecji, wspólpracujacy m.in. z niemiecka grupa SPUR. Asger Jorn nalezy do najwybitniejszych malarzy lat piecdziesiatych sztuki swiatowej. Mlodszy brat, Jörgen Nash, zyskal uznanie glównie jako poeta.

Chyba przejelam od Szwedów manie szukania odpowiedników, bo ogladajac prace Nasha zastanawialam sie intesywnie kogo mi w polskiej sztuce najbardziej przypomina. No i okazalo sie, ze potrzebowalam bym paru odpowiedników (tylko do strony plastycznej): Hasiora, Kantora i Beresia. A jeszcze te dzikie kolory, niczym u klasycznych fowistów. Niektóre rysunki braci J przypominaja jako zywo Witkacego. Z Jornem jest latwiej: zostal sklasyfikowany jako abstrakcyjny ekspresjonista.

Ksiazka wydana zostala, zeby uczcic szescdziesiacielecie pracy twórczej Jörgena Nasha – zaczynal w wieku lat czternastu,  z okazji strajku wlókniarzy w rodzinnym Silkenborgu. Jakos sie go te czwórki trzymaly, gdyz zmarl w dziesiec lat pózniej, zas w roku 1964 najprawdopodobniej obcial glowe kopenhaskiej Malej Syrence. Sprawa nie jest wyjasniona do konca, ale pod koniec zycia Nash przyznawal sie do czynu, który kiedys narobil wiele halasu. Zapewno dla wielu trudne bylo do przyjecia powazne przeslanie Nasha – wiezionego podczas wojny w berlinskim Zuchthaus Moabit, zaangazownaego po stronie syndykalistów, obroncy praw Indian w Amazonii – poniewaz glosil haslo homo ludens, czlowieka bawiacego sie. Jego szeroka twarz jasniala radoscia zycia – w odróznieniu od niezmiernie przystojnego starszego brata. Protestowal przeciw wojnie w Wietnamie (happening w kopenhaskim teatrze królewskim w 1971), masakrze w Pekinie, w Sarajewie – a mimo to ludzie pamietaja go glównie jako gospodarza domu, gdzie wszyscy biegali po podworcu na golasa. Jednoczesnie zgorszyl i zarazil wolnoscia szwedzkich chlopów, wlascicieli sasiednich zagród. Jakkolwiek jego ludyczna dzialalnosc miala glebokie filozoficzne przeslanki, wywodzace sie od innego Dunczyka, Kierkegaarda (z elementami Nietschego), to niewtajemniczeni widzieli glównie wielki wyglup.

Jako pointe pozwole sobie wkleic gotowy juz fragment mojego tekstu, który zawarty bedzie w vademecum:

 

Z kolei w Ubbeboda odbyly sie w roku 1974 studniowe warsztaty rzezbiarskie. Uczestniczyla w nich kolonia artystyczna z Drakabygget, Niemcy (kolonia wspólpracowala z grupa SPUR), Polacy i Japonczycy. Polska artystka konceptualna, Teresa Murak, spowodowala swoja instalacja „Równowaga balansu” (skladajacej sie z dziury w ziemi oraz kupca gruntu z wykopu) interwencje policji. Trzydziestolecie warsztatów uczcilo ponad piecdziesieciu artystów z calego swiata, w tym Yoko Ono, która akurat przebywala w Danii. Czlonkiem kolonii artystów byl takze Yoshio Nakajima, który wystawial swoje prace miedzy innymi na Biennale w Krakowie. Yoshio Nakajima uczestniczyl w przeszlo pieciuset happeningach, w tym wspólnie ze wspomniana juz Yoko Ono i Robertem Rauchenbergiem. Warsztat Wolnosci Drakabygget nazywany jest Ostatnia awangarda dwudziestego wieku – przez kolonie przewinelo sie kilkuset artystów z róznych krajów. Ich dzialalnosc miala wymiar nie tylko plastyczny, ale takze polityczny, obyczajowy i poetycki – o korzeniach w ruchu lewicowym, anarchistycznym i pokojowym (wydawano pismo skierowane przeciwko broni nuklearnej). Ich dzialanosc byla nie tylko efemyryda, zwazajac na wymiar artystyczny i zasieg oddzialywania. Dlatego skandalem jest, ze próba stworzenia miejscowego, dunsko-szwedzkiego muzeum na miejscu czyli w Örkeljunga nie powiodla sie.  Ani mieszkancy okolicznym gmin ani nawet stolicy nie zdaja sobie sprawy z rangi tego miejsca. Najdziwniejszy w tym wszystkim, ze szefowie lokalnych biur turystycznych i pracownicy urzedów gmin caly czas sie glowia co by tu wymyslic, zeby przyciagnac turystów. Zdecydowanie lepiej rozreklamowany jest naiwistyczny rzezbiarz ludowy Döderhultarn (Axel Robert Petersson) niz abstrakcyjni ekspresjonisci o swiatowym formacie (europejscy odpowiednicy Jacksona Pollocka).

Sluzace-Stockett

In Ksiazki on 14 lipca 2012 at 15:46

Kathryn Stockett / Niceville / Sluzace / 2010

Mam dosc ostrozne podejscie do bestsellerów – moze  z przekory: bo jak wszyscy czytaja to ja nie musze. Z drugiej strony pojecie kultury przewartosciowuje sie i przynajmniej w Szwecji nie ma juz snobizmu na dziela niezrozumiale i pisane dla waskiego grona. Tak wiec – z okazji wakacji – postanowilam wybrac bestseller o odpowiednio zachecajacej grubosci. I zostalam – zreszta nie po raz pierwszy – bardzo pozytywnie zaskoczona. Niceville to powiesc ciekawa i dajaca poczucie autentycznosci. Jak zwykle wychodzi ksiazce na dobre, kiedy autor zna to, co opisuje. Oprócz autentycznosci powiesc ma wiele innych walorów: bohaterowie, w zwlaszcza bohaterki, caly czas rozwijaja sie, mozemy uczestniczyc od srodka w ciekawej epoce na poludniu Stanów Zjednoczonych, akcja wcale nie jest przewidywalna i czesto zaskakuje.

Poczatek powiesci jest troche dlugi i chyba najmniej udany, jakby Stockett dopiero rozgrzewala sie. Co pewnie oddaje stan faktyczny, gdyz Niceville to jej debiut literacki. Na dodatek odrzucony przez przeszlo piecdziesieciu wydawców – co z kolei napawa nadzieja na przyszlosc wszystkich debiutantów, wierzacych w swój talent: happy end nadal istnieje, jako nagroda za wytrwalosc. I tu przypomniala mi sie Ania z Zielonego Wzgórza, która mocno przezywala kazdy zwrot swoich tekstów. Chyba by nie dala rady dostosowac sie do ostrej konkurencji naszych czasów? Z drugiej strony Niceville w pozytywny sposób mi Anie przypomina – swoja staroswieckoscia, wizytami klubu pan, wielopokoleniowym zyciem rodzinnym o i wreszcie zainteresowaniami literackimi glównej bohaterki, Eugenii vel Skeeter.

Miejsce akcji do miasto Jackson w stanie Mississipi, a czas to poczatek lat szescdziesiatych. Budzi sie swiadomosc czarnej ludnosci i gdzies w tle przemawia Martin Luther King. Powstaja zalazki ruchu hippisowskiego i debiutuje Bob Dylan. Tymczasem w swiadomosci bialej ludnosci Poludnia nic sie nie zmienia – ba, jedna z mlodych kobiet wystepuje z inicjatywa zbudowania oddzielnej toalety na zewnatrz dla czarnej sluzby, poniewaz kolorowi „posiadaja inny rodzaj bakterii”. Wtedy akurat Skeeter wraca do domu bez meza, za to z zaliczona edukacja akademicka i marzeniami o karierze pisarskiej. Powoli dojrzewa do zebrania swiadectwa czarnych sluzacych, co polaczone jest z niebezpieczenstwem dla niej samej, a przede wszystkim dla jej informatorek. Na cale szczescie jedna z nich wpada na wyrafinowany sposób ochrony tozsamosci autorek wspomnien.

Tyle tytulem streszczenia. Jak autorka mówi w interview, które znalazlam na necie, zaczela pisac z nostalgii za domem (pracowala w Nowym Jorku) i dopiero w trakcie pisania zaczela sobie uswiadamiac niesprawiedliwosci spoleczne, których czescia byla ona sama. Stockett wychowana zostala przez czarna sluzaca, która oddala jej rodzinie czesc swojego zycia, a wychowywanym dzieciom dala duzo milosci. Co z kolei automatycznie przekierowalo moje mysli na moje wlasne wychowanie, poniewaz wczesne dziecinstwo spedzilam w towarzystwie zakwaterowanych u nas pomocy domowych. Chociaz nikt im toalety na zewnatrz nie chcial budowac to nalezaly one do innego swiata. Przyjezdzaly ze wsi i pracujac u nas szly na kursy wieczorowe: kroju i szycia, kelnerskie czy sekretarskie. W niedziele, kiedy mialy wychodne, spotykaly sie z kolezankami – innymi pomocami domowymi. Czasami umawialy sie na spotkanie z zolnierzami. Po zakonczeniu kursów najczesciej znikaly i przychodzila nowa „dziewczyna”. Bylam z nimi bardzo zwiazana – po jednej zostaly mi zszyte gruba nicia, ukochane bajki braci Grimm oraz „O krasnoludkach i sierotce Marysi”. Wszyscy byli dla nich grzeczni, ale byl to stosunek nacechowany poczuciem wyzszosci, jak teraz z przykroscia stwierdzam. Poswiecily nam czesc zycia, ale we wspomnieniach rodzinnych nigdy nie wystepuja.

 

O fenomenie sluzacych pisala tez Irena Krzywicka we „Wspomnieniach gorszycielki”:

 

Mielismy tez sluzaca, zjawisko niemal powszechne w jako tako sie majacych rodzinach. Sluzaca bardzo malo kosztowala i byla niezbedna w owym spoleczenstwie przedindustrialnym, gdzie wszytsko trzeba bylo robic recznie. (..) Wszyscy w naszej kamienicy mieli sluzace i z mysla o nich budowano tak zwane schody „kuchenne”. Mozna bylo byc demokrata, socjalista, komunista, ale peta dawnych obyczajów byly tak silne, ze niepodobna bylo sobie wyobrazic, aby sluzaca chodzila innymi schodami jak kuchenne, aby nie calowala pani w reke albo pozwalala sobie usiasc w jej obecnosci.

 

Zatem nie tyle oddzielna toaleta, co oddzielne schody.

 

No i niczym pointa nadeszla teraz afera z wypowiedziami Wojewódzkiego i Figurskiego na temat ukrainskich sluzacych, poniewaz im sie slowo „Ukrainka” – niczym zolnierzowi Hlaski – tylko z jednym kojarzy. I ze zlym traktowaniem. Czyli, czytajac Niceville (noszace zreszta po polsku adekwatny tytul „Sluzace”), zamiast odczuwania latwego poczucia wyzszosci nad amerykanskim Poludniem warto poswiecic chwile refleksji nad naszym stosunkiem do tych, którzy aktualnie zajmuja sie sprzataniem, wychowanim dzieci czy pielegnacja ogrodów – i naszym stosunkiem do nich. Niestety, wiem jak Szwedzi traktuja swoich pomocników i zdecydowanie nie sa wzorem do nasladowania. Niedawno jechalam autem z kolezanka, która bardzo pracuje nad swoim statusem. Zatrzymalysmy sie, zeby pozdrowic jej sasiadke z prestizowej miejscowosci, w której znajdowalysmy sie. Kolezanka przedstawila mnie sasiadce – zas ta podala mi reke dopiero po rozwianiu watpliwosci, iz nie jestem zadnym rodzajem sluzacej… Jak zwykle uratowalo mnie wrodzone poczucie humoru, ale na chwile przenioslam sie w inny swiat – i nie bylo to przyjemne. Nie tylko radiowym dziennikarzom polecam cwiczenie z mentalna zamiana ról!

 

Elegancka literatura-Ekström

In Ksiazki, Szwecja on 6 lipca 2012 at 20:03

Johanna Ekström / Om man håller sig i solen / 2012

Image

Szwedzki bestseller – glównie ze wzgledu na postac autorki. Szkoda, ze glównie dlatego, poniewaz powiesc posiada wybitne walory literackie, a wrecz poetyckie. Johanna Ekström jest córka Pera Wästberga oraz Margarety Ekström. To znowu polskiemu czytelnikowi niewiele powie – za to kazdy niewatpliwie slyszal o nagrodzie Nobla. A literackiego nobla przyznaje zalozona w 1786 roku Akademia Szwedzka, w której zasiada m.in. Per Wästberg. Alles klar?

Image

Ksiazka uzyskala rozglos niejako w genre rozliczenia dzieci z rodzicami, choc mocno od niego odbiega. Johanna chce glównie zrozumiec siebie sama i dlatego, jako kobieta w ciazy, dokonuje podrózy w czasie do krainy swojego (szczesliwego?) dziecinstwa. Jako wychowana w mocno estetyzujacej rodzinie, chlubiacej sie dobrym smakiem i zamieszczanej w czasopismach jako wzór tegoz, zachowuje elegancki umiar. Musialo to byc nielatwe, gdyz uczucia pozostaja uczuciami – czy to u króla, czy to u bandyty. W kazdym razie jest kolejna osoba przelamujaca tabu i kwestionujaca szczesliowsc dziecinstwa tylko dlatego, ze przyszlo sie na swiat w stadle ludzi wybitnych. Papa W pisal od zawsze, poezje i proze, you name it. Mam na pólce jedna z jego ciekawych powiesci – a wlasciwie wybiorze korespondencji artystycznych sióstr z komentarzem pisarza. Mama E pisala do momentu dotkniecia wylewem krwi do mózgu, ale jej twórczosci nie znam. Tworzyli razem pare ludzi innych niz wszyscy – do czasu czyli odejscia Pera, po dlugotrwalym romansie (nie pierwszym w zyciu i nie ostatnim). Szwarccharakterem j niewatpliwie pan ojciec, czarujacy wieczny chlopiec, obecnie zyjacy z mlodsza o 32 lata czwarta zona. Po wydaniu ksiazki córki powiedzial charakterystycznie dla siebie: no comments! Zawsze moja córke bardzo kochalem.

Klasyczna ksiazka rozliczeniowa jest biografia Marleny Dietrich pióra jej córki, Marii Rivy. Riva dekontruuje mit divy, pisze o Marlenie od kuchni (z kielbasami i szorowaniem podlogi wlacznie), o jej morderczej dyscyplinie i braku zainteresowania seksem. Ekström tak daleko sie nie posuwa, choc szuka odpowiedzi na to samo pytanie: dlaczego czuje sie tak zle, skoro wyrastala w uprzywilejowanych warunkach? Rodzina Wästberg-Ekström byla kulturalna do upadu, obracala sie najlepszym towarzystwie w kraju i zagranica i nie bylo w niej miejsca na emocje, na podniesiony glos, na balagan, na zalamanie czy niepowodzenie. To, co wygladala malowniczo w czasopismach uczynilo z osób dramatu zakladników wlasnej doskonalosci. Jeszcze przed czasami socjalnych mediów rodzice Johanny i jej brata wykreowali sie na pieknych, cieszacych sie sukcesem i budzacych zazdrosc innych. Córka zostala wciagnieta nie tylko w dostosowanie sie do wymogów, ale tez wspóltworzenie mitu rodzinnego. Miala byc mala osobowoscia, czyms posrednim miedzy dzieckiem a doroslym. W zasadzie dzieckiem mogla byc wylacznie u dziadków oraz ze swoja chrzestna matka. I to tam uswiadomila sobie, ze mozmliwa jest inna ocena jej otoczenia, kiedy dziadek nazywal ojca „tym Zydem”.

Elegancja opuszcza Johanne tylko w jednym przypadku – wyjatkowo niepochlebie i zjadliwie pisze o polskich sprzataczkach oraz polskiej krawcowej (w odróznieniu od obiektywnego sportretowania brytyjskich dziewczyn do dziecka). Troche mnie to zastanowilo, lecz jak zwykle, wyjasnienie sie znalazlo. Otóz czwarta zona ojca jest Polka! I na jej przykladzie ladnie widac wplyw papy W, zmieniajacego rzeczywistosc na estetyzuaca. Nie mysle tylko o wygladzie, choc widac róznice klasy (albo i dwóch) – czwarta zona zaczela stosowac szwedzka wersje imienia, a polskie nazwisko zastapila „atczestwem”. Zamiast mówic o niej jako o masazystce (choc nie wyklaczam ze to tylko jeden z zawodów) Pär mówi o niej jako o…artystce. Okazalo sie, ze fotografowala od zawsze, a teraz jeszcze maluje oleje. Moze troche staroswieckie podejscie do sztuki – za to brzmi dumnie. I jakby sie ladnie prezentowalo na Facebooku!

Image

Dzieci estetycznej pary zaplacily wysoka cene – brat zbuntowal sie wczesniej i wyjechal na dlugo. Siostra zaliczyla okres nieleczonej anoreksji (rodzice nie przyjmowali choroby do wiadomosci), kompulsywnego sprzatania i pomocy w domu, a pózniej destruktywnych zachowan. Miala klopoty z budowanie relacji, które ze swojej natury zawieraja takze mniej piekne czy malownicze momenty. Nie wierzyla, ze ktos moze ja pokochac. I po tym jak sobie przemyslala i uporzadkowala w glowie swoje zycie chciala porozmawiac na ten temat z rodzicami. No i okazalo sie, ze znowu zostala ze swoimi problemami sama – krucha mama po wylewie nie nadala sie rozmów zasadniczych, zas pieknoduch tatus jak zwykle zaprzeczal istnieniu czegos innego jak carpe diem. Z tym, ze on korzysta, a otoczenie placi zdrowiem na duchu i ciele.

Bardziej obronna reka wyszedl syn, który zbuntowal sie jeszcze w dziecinstwie. Córka Johanna, cierpiac na syndrom grzecznej dziewczynki, dlugo musiala szukac swojej tozsamosci, nie bedacej tozsamoscia rodzinna. Publikujaca swoje wiersze juz jako nastolatka uzywa unikalnego jezyka i raczej stwarza skojarzenia niz nazywa rzeczy po imieniu. Dzieki temu powiesc nie smakuje gorzko, ma lekka konsystencje pianki, jest jeasna i nienagannie estetyczna. Jak to mówia Szwedzi: ränderna går aldrig ur (pasków u zebry nie da sprac) – choc w tym wypadku dobry smak wyniesiony z domu stal sie zdecydowanie zaleta. Zawsze narzekam na jezyk swzedzki, ze nadaje sie predzej do wbijania gwozdzi niz do tworzenia poezji, ale wyartykulowany przez Johanne Ekström jest na prawde piekny. Pozostaje miec nadzieje, iz ksiazka nie zostanie uznana za za waska i zostanie przetlumaczona na polski. Na prawde dobra literatura – na dodatek z przeslaniem.

Zapomniana elegancja-Dariaux

In moda, Przywracanie pamieci on 4 lipca 2012 at 23:32

Elegans / Geneviève Antoine Dariaux / 2005

 

 

Z okazji wakacyjnego lata temat przyjemny, choc absolutnie nie latwy. Dzieki koszowi w supermarkecie natknelam sie na istna perelke-dokument minionych czasów. Patrze na znalezione w Internecie zdjecie madame Dariaux, która prezentuje sie równie swietnie jakby to byla wlascicielka salonów, opisanych przez Prousta. Podobnie anarchicznie brzmia zreszta udzielane przez nia wskazówki i rady – a szkoda! Natomiast fakt, ze ludzie nadal czytaja jej dzielo swiadczy na pewno o tesknocie za eleganacja i pieknem oraz o poszukiwaniau wzorców. Gdzie bowiem okiem siegnac dominuje amerykanska obojetnosc dla walorów estetycznych odzienia, a dominuja: praktycznosc, zmiennosc i niska cena – alternatywnie marka czyli (potezny) producent.

Niedawno udalam sie wraz z kolezanka do markowego sklepu, w modnej miejscowowsci nadmorskiej, poniewaz kolezanka postanowila dokonac zakupu spodni letnich w kolorze…kitu. Niefektowne spodnie pod kolana, o kroju sportowym, byly niemilosciernie drogie. Madame D bylaby zreszta zdegustowana juz samym materialem – nazywa bowiem bawelne wlóknem dla ubogich. Zas kolor ”kitowy” równiez nie wystepuje w jej propozycjach na lato (biel, cytryna, turkus lub pomarancz). Nie wspomne o polskich konotacjach typu spodnie kitowe czy tez spodnie do kitu… Natomiast niewykluczone, ze pochwalilaby kolezankowy ”ortalion” firmy Burberry, gdyz zaleca kupowanie efektownych okryc wierzchnich (=plaszczy, bo slowo ”kurtka” nie wystepuje w jej slowniku).

 

Ksiazka napisana zostala piecdziesiat lat temu, kiedy jeszcze Francja byla królestwem elegancji i mody. W zwiazku ze zmiana obyczajowosci, stylu zycia oraz postepujaca globalizacja – przez która reportaze z Afryki ukazuja Afrykanów w wyciagnietych podkoszulkach oraz baseballówkach, z komórka w rece – na calym swiecie wygladamy coraz mniej oryginalnie i upodobniamy sie do siebie. Nie widac juz udzierganych wlasnorecznie swetrów – dominuje masowa produkcja. I choc w pewnych sferach status nadal wyznacza szyty recznie garnitur czy suknia, warunkiem jednak bywa pochodzenie z Saville Row albo haute couture. Ubrania szyte w domu albo w Azji nie sa uznawane za szykowne – budza wrecz politowanie. Tymczasem wiekszosc – coraz tlustszej – populacji notorycznie nosi zle dopasowane ubrania, upierajac sie przy tym przy noszeniu dzinsów, które w wiekszosci wypadków albo sie wrzynaja w posladki albo gdzies odstaja (najczescie i jedno, i drugie) – co na pewno nie umkneloby bacznemu oku madame D. Z szytymi w domu ubraniami zaczyna byc podobnie jak z domowym ciastem. W Szwecji stalo sie synonimem biedy – choc bywa o wiele smaczniejsze.

Dla mnie moda – i w obecnie mozliwym zakresie elegancja – sa pojeciami istotnymi. Jak sie okazuje – nie tylko dla mnie. Posluze sie tutaj (meskimi) cytatami z ksiazki:

 

Ubieraj sie zawsze na tyle kosztownie, na ile ci pozwala sakiewka, choc nie wulgarnie – ladnie, choc nie krzykliwie, albowiem ubiór zdradza charakter czlowieka. (Shakespeare)

 

Moda j próba zastosowania sztuki w sposobie zycia i  w stosunkach z innymi ludzmi. (Oliver Wendell Holmes)

 

Zly gust to rodzaj zlego morale. (Bovee)

 

Prawdziwie wysubimowany gust bywa wyznacznikiem wysublimowanej osobowosci. (Fielding)

 

Przy okazji pozwole sobie powolac sie na cytat z ostatniej „Elle”:

 

W modzie chodzi o sprawienie przyjemnosci sobie samej. Natomiast seksowny ubiór ma na celu zaspokojenie gustów kogos innego (kto najczesciej sadzi, ze Gucci i Pucci to dwa krasnoludki ze swity Królewny Sniezki).

 

„Elle” zwraca uwage na zjawisko seksualizacji codziennego ubioru na sposób, na który na pewno nie zgodzilaby sie pani Dariaux. Wedle jej wskazówek nie mozna absolutnie zakladac butów na obcasie do spodni – które w jej pojeciu nadaja sie glównie do wizyty na wsi i wykonane sa z tweedu badz flaneli. Nie ma tez mowy o dekoltach w ciagu dnia, zas na kazdej rece mozna nosic zaledwie jeden pierscionek. O tatuazach, piercingach itp. nawet nie wspomina. Ma bardzo stanowcze zdanie na temat sposobu ubrania nastolatek: zadnych kolczyków przed ukonczeniem siedemnastego roku zycia i zadnych parasolek przed pietnastym!

 

W miedzyczasie nastolatki zaczely dyktowac mode, a ich matki przebieraja sie czestoza swoje córki. Czasy zmienily sie, a pozostala madrosc zyciowa. Madame D, z wlasciwa sobie wnikliwoscia, klasyfikuje mezów (i absztyfikantów) na:

 

  • Takiego, co to nic nie zauwaza i pyta: „czy to nowa sukienka, kochanie?” widzac cie w kreacji sprzed dwóch lat
  • Meza idealnego, którego uwagi nie ujdzie nawet najdrobniejszy szczegól twojej garderoby i który na dodatek potrafi sluzyc wnikliwa rada
  • Dyktatora, co to zawsze wie lepiej w czym ci do twarzy

 

Ma tez bardzo trzezwe spojrzenie na dokonywanie zakupów z kolezanka – odradza! Z jej doswiadczenia wynika, iz najtudniejsze sa zakupy z:

 

  • Taka, która chce koniecznie byc toba – zakochuje sie od razu w kazdej sukience, na która padnie twój wzrok
  • Taka, która ma mniejszy budzet – bedzie ci, odczuwajac przy tym Schadefreude, doradzala zakup najmniej twarzowych kreacji
  • Taka, która jest znakomicie ubrana i zorientowana w modzie – skupi na sobie zainteresowanie personalu sklepowego, a ty odejdziesz z kwitkiem

 

Podsumowujac: smakujaca salonami lektura do czytania haslami, w chwilach nostalgii oraz zapotrzebowania na inspiracje.