szwedzkiereminiscencje

Archive for Maj 2014|Monthly archive page

Nowe ksiazki – Andersson, Ingemarsson

In Ksiazki, Pamietnik, Szwecja on 24 Maj 2014 at 19:41

Krótko, gdyz pogoda dopisuje, zarówno piszącym, jak i czytającym. Lepiej polozyc się z ksiazka w lezaku niż sleczec przed ekranem komputera. Miejscowi już od trzynastego stopnia Celsiusza paradują w szortach i letnich sukienkach – az strach bierze, co będzie dalej?

lenaandersson

Okropnie to zlosliwie zabrzmi, ale odnoszę wrazenie, iż Szwedzi nareszcie się nauczyli pisać książki. Dzieje się to samo, co niegdyś w muzyce, potem designie. Nagle wszyscy, na trzy cztery zaczeli dzialac w określonym kierunku – i potrafią osiagnac równa, przyzwoita jakość. O nowatorstwie nie ma mowy, ale można już poczytac z przyjemnoscia. Na przykład taka Lena Andersson, która za „Samowolne postepowanie – powieść o milosci” zasluzenie otrzymala zeszłorocznego „Augusta”. Lena A to pisarka niestereotypowa; jej tematyka, jezyk oraz forma skacza niejako z kwiatka na kwiatek. Nie wydaje zbyt często i zaskakuje na tyle, ze bywa na ustach dziennikarzy, zanim znowu zapadnie w niepamięć. Trudno mi ocenic, na ile rzeczywiście jest popularna wśród czytelników? Chyba bywa głównie pupilka krytyków i takich – jak na ten kraj – nietypowych konsumentów literatury jak ja. Pamietam jej „Czy dawniej było lepiej?” oraz „O, to ty jesteś Szwedem?”, które narobily sporo szumu. Obie zresztą mi się spodobaly – były wyjątkowo bezpośrednie i odważne. Może wlasnie dlatego ma takie slabe wzięcie u pani Kowalskiej, która w chwilach wytchnienia nie chce się zastanawiać nad trudnymi kwestiami o charakterze historycznym, socjologicznym czy etycznym?

golab-2

Nowy „August” polecany jest zresztą jako lektura terapeutyczna – patrz ostatni numer „Tary”, gdzie wlasnie odkryto, iż książki oddzialywuja pozytywnie na psychikę. Miedzy innym zalecano „Samowolne postepowanie” jako wsparcie w procesie leczenia złamanego serca. Glówna bohaterka powieści, niejaka Estera, pala bowiem nieodwzajemniona miloscia do uznanego artysty, Raska. Milosc dopada ja nieoczekiwanie – która to nieoczekiwanosc szwedzkie slowo „rask” oznacza. Dopada ją w pełni kariery i zdawaloby się spełnienia osobistego – a jednak! Idąc za glosem serca zostawia dotychczasowego partnera (będzie pewnie musial leczyc serce lektura) i stara się wkraść w laski pana swojego organu krwiopompowniczego i uczuciowego. Niestety, los pastwi się nad biedna krytyczka sztuki (az się prosi, żeby napisac: „sztuczki”). Los oraz bezwzględny Nieoczekiwany. Co prawda zdarza mu się skorzystać z fizycznych powabów zapalonej wielbicielki, ale jej z kolei nie udaje się przekuc owych momentów slabosci w trwaly związek. No i caly pogrzeb na nic – Estera przemeblowala swoje dotychczasowe zycie, żeby być z Raskiem, podczas gdy Rask pozostaje od dawna z związku z inna. Jak to ktoś napisał: niech się smieje ten, którego podobna sytuacja ominela. Wszyscy inni mogą się latwo rozpoznać w maniakalnych czy depresyjnych stanach bohaterki. Przy okazji napisane swoistym jezykiem – wartkim, ciętym, ironicznym, który nie szczędzi zadnego z bohaterów. Jezyk ratuje powieść gdzies po polowie, kiedy już dokładnie wiadomo, o co chodzi i u czytelnika nastepuje stan lekkiego przesycenia. Tym niemniej ksiazka jedyna w swoim rodzaju – zobaczymy czym pani Lena Andersson jeszcze nas zaskoczy?

kajsa-ingemarsson

Kajsa Ingemarsson, zanim zajela się pisaniem, dala się poznac jako osoba blyskotliwa, o niezmiernie ciętym jezyku. Wystepowala w programach rozrywkowych, próbując potem swoich sil jako modelka. Pisanie chyba wychodzi jej najlepiej, gdyż daje ujście dla znakomitego daru obserwacji oraz poczucia humoru. W „Kole fortuny”, z kobiecej perspektywy, opisuje wspólczesna Szwecje w pigułce. Losy trzech kobiet i przedstawicielek trzech generacji splatają się na chwile w niewielkim miasteczku, jakich tu wiele. Katalizatorem procesu odmiany stala się czwarta kobieta, prywatnie Jeanette, zas sluzbowo Janina. Nastarsza z naszej trójki, Miriam, to lekko zaniedbana pani domu. Czuje się trochę samotna, gdyż dzieci już dorosły, a maz najczęściej przebywa w delegacji (czy takie slowo jeszcze w polskim wystepuje?). W sumie jednak dominuje poczucie spełnienia – do czasu, kiedy mezowska delegacja okazuje się mieć na imie Yvonne. Nastepna z bohaterek, Nina, to miescowa fryzjerka, z niezrealizowana kariera artystyczna. A trzecia to wyedukowana w Uppsali prawniczka, chwilowo na macierzyńskim – i w poszukiwaniu swojego miejsca na nowych smieciach. I pewnie, gdyby nie Jeanette alias Janina, bladzilyby samotrzec w mrokach niepewności, zanim znalazłyby własne przeznaczenie. Kolo fortuny zrzadzilo jednak inaczej – i kazda z trójki sąsiadek popchnieta została w odpowiednim kierunku. Po czym Janina spakowala się i – nie, nie odleciała na miotle, tylko wsiadla do swojego zaniedbanego samochodu i odjechala w kierunku kolektywu artystycznego w Dalarna. Reasumując, ksiazka typu feel good, ale tym razem pisze to bez zlosliwosci. Czytałam ciurkiem, na dodatek z duza uciecha. „Kolo fortuny” daje do myslenia, nie dreczac przy okazji czytelnika. Niespodziewanie dobrze napisane – przywodzi na myśl zlota ere pisarek brytyjskich. Na koniec jeszcze ciekawostka; Kajsa Ingemarsson studiowala miedzy innymi jezyk polski na Unwiersytecie Sztokholmskim. Nastepnie została zwerbowana przez kontrwywiad, w którym pracowala przez pare lat. Czym przypomina Brytyjki zatrudnione w Bletchey Park czy Londynie – w tym moja ulubienice, Mary Wesley / Mary Aline Mynars Siepman. Czyli: nie lekceważcie kobiet z poczuciem humoru – ona mogą się okazac agentkami! Może ktoś kiedyś zlituje się na Kajsa i powiesci jej pióra na jezyk polski przelozy – albo sama i autorka przerzuci się na jezyk Reya?

alla-vi-barn-i-bullerbyn

Zdjecie nietematyczne pochodzi z wczorajszego balu.

Reklamy

Wiosna czytelnicza

In Ksiazki, Pamietnik, Sztuka, Szwecja on 11 Maj 2014 at 14:10

 

las-wiosennyWiele wody w Wisle uplynelo od ostatniego wpisu – czas ten jednak wypelniony byl m.in. lektura. Zlozona choroba korzystalam z dobrodziejstwa techniki, poniewaz nareszcie wylansowano app dla sluchaczy literatury. Zasada jest niezwykle prosta: w dostepnej cenie abonamentu miesiecznego mozna wysluchac tylu ksiazek, ile tylko sie zamarzy – albo zdazy. Niezdolna do samodzielnego czytania, a w zasadzie do czegokolwiek, wlaczalam „play” w komórce i mniej lub bardziej odplywalam. Dzieki temu zapoznalam sie z nastepujacymi pozycjami:

 

–         Helen Fielding, Mad about the boy (po szwedzku),

–         Chris Cleave, Little Bee (The Other Hand) (jak wyzej),

–         Markus Zusak, The Book Thiev (w wersji oryginalnej czyli po angielsku),

–         Majgull Axelsson, Jag heter inte Miriam (slucham nadal po szwedzku, z mieszanymi odczuciami, o czym ponizej).

 

Poza tym w formie pisanej po raz kolejny biografia Katii Mann oraz „Kärlekens historia” Nicole Krauss, której nie doczytalam jesienia. Rozprawie sie z tymi pozycjami w sposób bezpardonowy – czyli w paru slowach.

pierwiosnek

Fielding taka sama jak zwykle – ci sami glówni bohaterowie (Brigdet Jones i jej wierni przyjaciele), ten sam styl, ten sam humor. Z zalet: jak zwykle bystre obserwacje zmian zachodzacych z naszym zyciu, bezlitosnosc, autoironia glównej bohaterki. Konczy sie – niestety i jak zwykle – dosc mieszczansko.

 

Cleave to kolejna osoba ukaszona przez Nigerie. To juz trzecia powiesc w ciagu ostatniego roku, która o Nigerie emocjonalnie zahacza. Z typowo brytyjskim samobiczowaniem opisuje system przyjmowania emigrantów, skutki globalizacji i kolonializmu. Mocuje sie problemem odpowiedzialnosci swiata sytego i bezpiecznego za sytuacje czesci trawionych przez konflikty, wojne, fizyczna brutalnosc. Czy mozna bronic brutalnego systemu traktowania azylantów, zawiedzionych juz wielokrotnie przez wszystkie systemy? Co widoczne szczególnie wyraznie w przypadku maloletnich, jak tytulowa Little Bee. Powiesc powinno sie dystrybuowac wszystkim wyruszajacym na wakacje typu all inclusive – jako refleksje, ze za sztucznie stwarzanymi namiastkami raju gospodarze walcza o przetrwanie, a czesto tez o zycie. Ich wojny to nie tylko wojny plemienne „dzikusów”, jak chetnie chcielibysmy wierzyc, lecz czesto walka o bogactwa naturalne i wielkie (zachodnie) pieniadze.

konwalie-z-bliska

Zusak znakomicie czytany, co na pewno dodalo uroku – bo pare lat temu nie bylam w stanie przebrnac przez poczatek tego dziela. Czytany byl rewelacyjny – druga wojna oczyma niemieckiej dziewczynki na bawarskiej wsi. Komiczny i hiperrealistyczny opis zycia mieszkanców, z których jedna para decyduje sie na adopcje glównej bohaterki. Matka Liesel, komunistka, zostaje zeslana – do konca nie dowiadujemy sie dokad – i wszelki slad po niej ginie. Jedyna ostoja dziecka, a pózniej juz dziewczyny, staje sie nowa rodzina, sasiedzi, przyjaciel – a nastepnie równiez ksiazki. Mylilby sie jednak ktos, kto by oczekiwal opowiesci o intektualnych doznaniach mlodej adeptki sztuki czytania – a jak konkretnie ksiazki odzdzialaly na zycie Liesel dowie sie kazdy, który ze „Zlodziejka ksiazek” sie zapozna. Polecam!

biale-kwiecie

Axelsson denerwujaca, jak zwykle – z tym, ze miejscami na prawde dobrze pisze. Mam z nia biede, gdyz irytuje mnie nieustannie, a jednak gotujac czy prasujac wlaczam komórke i nadal slucham. Szwedów opetalo cos od paru lat i profituja (z rozmyslem uzywam takiego slowa) na drugiej wojnie i Zagladzie. Nie dalej jak w piatek obejrzalam dokumentaz o uznanym rezyserze, Larsie Norén. Ten z kolei wybral sie do ocalalego z Auschwitz francuskiego Zyda, który sie przyjaznil z Primo Levim. Norén z roztrzesionymi (alkoholizmem) rekami pyta na bezdechu jak wiele razy Samuel w Oswiecimiu mial napady porannej depresji i odmówil wstania z pryczy. O pokolenie starszy Samuel poklepuje Larsa po plecach, jakby mówiac „du courage”. Czemu pieszczoszek szwedzkiego establissmentu kulturalnego i hegemon teatralny chce koniecznie babrac sie w ponizeniu i bólu? Ten, któremu latwo (zbyt latwo?) zyc chce koniecznie wlezc w skóre ofiary, domaga sie intymnych wyznan w imie domniemanego pokrewienstwa dusz (zaluje, ze nie jestem Zydem, bo lubie Kafke, wyznaje Norén). Z tym, ze rzecz jasna, teraz latwo sie wypowiadac o nazizmie i Holocoascie, bo od lat wiadomo, kto byl bad guy, a kto good guy. Szwedzi, zamiast zmierzyc sie z wlasna polityka lat trzydziestych i czterdziestych, podszywaja sie pod ofiary hitlerowskiej maszyny unicestwienia i wyzysku. Majstersztyk! Axelsson stosuje dokladnie te sama sztuczke: jej glówna bohaterka, podajaca sie za Zydówke Miriam, tak na prawde jest niemiecka Cyganka/Romka, znajduje po wojnie przystan w Szwecji – podobnie jak niefikcyjny ojciec Görana Rosegrena, o którym pisalam niecaly rok temu. Jako stara kobieta wyznaje po raz pierwszy, iz tak na prawde nie ma na imie Miriam – czyli nie jest Zydówka. Niestety, Majgull nie moze sie powstrzymac od sugestywnych opisów perypetii obozowych, ze scenami ponizenia i okrucienstwa – jakby sie w nich lubowala. Czy to sadyzm czy masochizm? Jak lubi ostra jazde, to polecalabym jeden ze wspólczesnych konfliktów, chocby – nie szukajac daleko – obecny na Ukrainie. Ale to wymagaloby odwagi, takiej fizycznej oraz cywilnej. Zatem pani Axelsson zajmuje wygodna pozycje i krytykuje juz raz skrytykowanych. Bo czymze by na kulturalnej niwie byli Szwedzi bez Niemców?

bazant-piekny

Jeszcze dwa slowa o „The History of Love”. Jak zwykle twierdze, ze nie masz polskich patriotów nad Zydów na emigracji – tak pieknych wspomnien jak glównych bohaterów ze Slonimia nie uswiadczysz w polskiej literaturze wspólczesnej (bo Litwo, ojczyzno moja… to zdecydowanie inna epoka). Rozmawiasz z rodakami osiadlymi poza granicami kraju to zdaja sie stanowic nowe, wykorzenione plemie. Zas w powiesci Krauss, zadedykowanej dziadkom (sa ich zdjecia!), wszytsko zaczelo sie i skonczylo w Slonimiu. Powiesc niezla jako taka, ale to, co dotyka to podszyte autentycznoscia losy Zydów-tulaczy. Czyli znowu w podtekscie wojna i Zaglada – tyle, ze tutaj opowiesc jest, w odróznieniu od odtwórczych Szwedów, prawdziwa. A przy okazji zajrzalam do Wikipedii i dowiedzialam sie, ze w Slonimiu urzedowal nie tylko Michal Kazimierz Oginski, lecz takze urodzil sie Michal Marks, ten od brytyjskiej sieci Marks&Spencer.

agnes-cleve-barn

No i wiosna, jak na zalaczonych obrazkach. Oprócz wiosny wystawa retrospektywna malo znanej tutaj, rodzimej modernistki Agnes Cleve.

m-agnes-c2