szwedzkiereminiscencje

Chick (chic) lit nie tylko dla blondynek

Plum Sykes, Bergdorfblondiner, 2004 (Norstedts 2007)

Jak wakacje to wakacje – poniewaz moje zycie czytelnicze zdominawali ostatnio panowie J&J (Jasienica i Jensen), to trzeba wreszcie dac szanse kobiecie. Nie mogę już czytac o nieszczesciach ludzkich i co prawda na proze typu „glamour” tez nie mialam ochoty, ale jak wyczytalam, ze pani Sykes skonczyla Oxford, to się zdecydowalam na pocket jej pióra. I się nie zawiodlam.

Uwazam, ze jest to prawdziwsza opowiesc niż „Diabel ubiera się u Prady” Lauren Weisbereger. Weisberger zachowuje się podgladacz – z jednej strony potepia w czambul powierzchowny swiat mody, a z drugiej zdaje się nim uwiedziona (i dzieki opisowi mody sprzedaje ksiazke). Bergdorfowskie blondynki to raport z oka cyklonu, pisany przez autetycznego insider’a. Victoria Plum Sykes zna zarówno swiat arystokracji brytyjskiej jak i amerykanskiej mody. Traktuje swoje bohaterki z cieplem i dystansem, ironicznie komentujac ich zdecydowanie niezakotwiczony w rzeczywistosci byt. Metoda prób i bledów owe skad inad nieglupie, lecz oglupione przez majatek i swiat uludy bohaterki odnajduja w koncu sciezke do szczescia. Dziewczyny te bliskie mi są także dlatego, ze wiele lat temu wychowywalam na letnim obozie podobne egzemplarze. Wtedy bylam nimi przerazona – a glównie ich nieobecnymi i kompensujacymi swoja nieobecnosc pieniedzmi rodzicami. Chcialabym wierzyc, ze Susan, Abby, Pam, Amy, Leslie i inne odnalazly się w zyciu równie dobrze jak Julie Bergdorf i narratorka, mówiaca o sobie „moi”.

Akcja rozgywa się glównie na  Manhattanie, z wypadami do Cannes, Paryza czy innych stosownie elganckich miejsc. Narratorka i zarazem glówna heroina romansu sprytnie nie zdradza swojego imienia. Wystepuje zazwyczaj stadnie, wspólnie ze swoja serdeczna przyjaciólka Julia i paroma innym dziedziczkami fortun, których wspólnym mianownikiem jest adres w oklicach Park Avenue. Panienki zajmuje się glównie swoim wygladem, plotkami oraz zdobywaniem niedostepnych dla smiertelnika atiraliów. W miedzyczasie testuja relacje z rozmaitym typem mezczyzn, gdzie koncowym celem jest znalezienie pieknego i bogateho partnera na zycia. Są przy tym przerazajaco naiwne i egzaltowane i tylko przychylnosci autorki zawdzieczaja, ze z kazdej glupawej przygody wychodza cale – i bogatsze o nastepne doswiadczenia. Zachowujac cieply stosunek do swoich bohaterek Sykes nie szczedzi krytyki powierzchonemu, zbytkownemu i zakreconemu do granic mozliwosci stylowi zycia – napedzanego glównie przez media i komercje. Pozwala dziewczynom (a nawet niektórym facetom) zachowac czlowieczenstwo i przeprowadza sucha stopa swoja bohaterke do niespodziewanego happy end’u.

Po lekturze Blondynek pozostana mi dwie pamiatki: po pierwsze wyrazenie „beyond”. Po drugie ostatnio w sklepie kosmetycznym omal nie zakupilam opakowania „brazylijskiego wosku twardego” – brazyliczyk to okreslenie kluczowe w tej powiesci. Powiedzialabym, ze to wiecej niż po przeczytaniu wielu renomowanych pisarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: