szwedzkiereminiscencje

Archive for Styczeń 2011|Monthly archive page

Nowozytny prorok-Eliezer Urbach

In Ksiazki, Polskie refleksje on 30 stycznia 2011 at 19:24

Eliezer Urbach /Wyrwany z piekieł

http://www.jezus-izrael-zydzi.pl/htm/ksiazki/wyrwanyzpiekiel.pdf

 

Wczoraj szukalam Turkiestanu i pierwszej wojny swiatowej, a natknelam sie na wspomnienia Elierzera Urbacha z czasów tej drugiej. Wszystko pewnie przez to, ze na stoliku pietrza mi sie wylacznie opasle tomiszcza, a pierwsza próba zaprzyjaznienia sie z nimi zakonczyla sie porazka. Chyba zaloze salon odrzuconych albo opisze „fragmenty”, skladajace sie zazwyczaj z jednej kartki z przodu i jednej z tylu liczacego siedemset stronic tekstu. W odróznieniu od uznanych, chwalonych i „wybitnych” dziel literatury wspomnienia Eliezera daja sie czytac. Przeczytalam jednym tchem za jedno popoludnie. Zasluga na pewno tlumacza, gdyz oryginal ukazal sie po angielsku.

Elierzer sam o sobie pisze (powinno byc wlasciwie: „pisal”, gdyz w 2009 roku), za ma latwosc zawierania kontaktów. To za malo powiedziane, Eliezera nie da sie po prostu nie lubic. Jego zdjecie ujrzalam dopiero po zakonczeniu ksiazki i wylonilam go bez trudu z masy ludzkiej – poznalam po biblijnej brodzie oraz wesolym spojrzeniu. Mial niezwykla zylke do awanturniczych podrózy, a przy tym duzy optymizm. Parl do przodu jak nakrecony, ale jednoczesnie potrafil zrezygnowac z obranej drogi, przyznac sie do pomylki i rozpoczac na nowo. I na nowo. I jeszcze raz na nowo.

Chlopak jakich pewnie wielu; urodzony i wychowany w niewielkiej miejscowosci, w pewnych dziedzinach zdolny (jezyki – opanowal ich do konca zycia az dziewiec), towarzyski, kochany przez rodzine, która patrzyla ja jego psoty przez palce. Pamieta antysemityzm przed wojna, pamieta tez swoja ulubiona polska piastunke i kolegów. Pamieta jak do Skoczowa przyszli Niemcy i jako siedemstastolatek zaczal próbowac sie ocalic ucieczka. Pamieta tez blogoslawienstwo ojca. A potem sie zaczyna film sensacyjny – moze nie az tak karkolomny jak ostatnia produkcja Petera Weira, za to na pewno prawdziwy. Urbach przedostaje sie z kolegami na tereny zajete przez ZSRR: Przemysl, Lwów i Stanislawów. Otrzasa sie ze zludzen w stosunku do realnego komunizmu. On, który ze skoczowskimi chlopakami dyskutowal idee socjalistyczne. Imponuje blyskawiczna zdolnoscia wyciagania wniosków i podejmowania decyzji, co wiele razy go wybawi z trudnego polozenia, ale i wiele razy poprowadzi do zbyt impulsywnych dzialan. W ramach „repatriacji” zostaje skierowany na Syberie, gdzie razem z bratem wspólnie pracuja przy wycince lasów. Uklad Sikorski-Majski daje im wolnosc, choc do polskiego wojska nie zostaja przyjeci. Próba przedostania sie do Afganistanu, wiezienie, brat umiera. Próba przetrwania, dobrzy ludzie pomagaja. Praca. Armia Czerwona. Szczesliwe wybawienie od frontu. Dojscie do Berlina. Lódz. Lublin. Skoczów. Próba utrzymania sie. Areszt i „propozycja wspólpracy”. Ucieczka do Monachium. Ucieczka do Paryza. Wyjazd do Palestyny. Trudne poczatki. Ozenek. Trudne warunki. Decyzja o wyjezdzie do Brazylii. Trudne poczatki. Trudne warunki. Próba uruchomienia firmy. Fiasko. Wyjazd do Amazonii w poszukiwaniu diamentów. Fiasko. Nowy start w nowym miescie. Zona zarzadza odwrót do Izraela. Izrael. Kanada. Stany.

Na poludniowej pólkuli zdarza sie rzecz dla Eliezera najwazniejsza. Spotyka odrodzonych w Duchu Swietym prezbiterian i odczuwa radosc przebywania we wspólnocie. To spotkanie daje mu sile. Zona, Sara, tez postanawia sie przylaczyc. Juz w Izraelu, ku przerazeniu rodziny, czynnie szukaja kontaktu z innymi Zydami, którzy przeszli na protestantyzm. Studiuje pilnie Biblie i nie znajduje sprzecznosci miedzy byciem Zydem, a byciem protestantem. Umie swoja wiara zarazic innych i otrzymuje propozycje zostania misjonarzem. Jako misjonarz sprawdza sie w Ameryce Pólnocnej, gdzie mieszka az do smierci. W 1986 roku leci po raz pierwszy po wojnie do Polski. Spotyka serdecznych ludzi, odzyskuje dawna nieruchomosc ojca i wykorzystuje ja jako miejsce spotkan wspólwierców.

Ksiazka bardzo wywazona, w której Urbach nie pisze zle o nikim, nie uzala sie nad soba i zdaje sie pamietac same dobre chwile. Autor zdaje sie wyznawac zasade „nie swieci garnki lepia” i podejmuje wyzwania z tym samym entuzjazmem i nie zrazajac sie – choc na przyklad egzamin na prawo jazdy w Stanach zdal dopiero za czwartym razem. Wierzy w to, ze mu ludzie pomoga – i potrafi te, niewielka zazwyczaj pomoc, docenic. Musial tez miec fantastyczna zone. Decyzje o malzenstwie podjeli po zaledwie jednym spotkaniu, a Sara towarzyszyla mu dzielnie i zakorzeniala w praktycznych problemach zycia az do smierci. W koncu nie kazda kobieta zdobylaby sie na entuzjazm, gdyby malzonek postanowil udac sie na inny kontynent  ewangelizowac w jezyku jej nie znanym.

Reasumujac: jest to opowiadanie o tym jak to nigdy w zyciu nic nie wiadomo. Gdyby nie wojna Eliezer Urbach stalby sie karczmarzem w Skoczowie – zapewnie lubianym i dobrze prosperujacym. Nie przezywalby zadnych duchowych rozterek. Jakby mial tez inna nature, to móglby wrócic ze Wschodu zlamany i rozgoryczony. Albo na odwrót, wlaczyc sie w budowe Polski Ludowej. Mógl tez wybrac mala stabilizacje w Izraelu. A Eliezer wybral droge wyboista i pelna meandrów – która go doprowadzila do szczesliwego konca. Troche to jak w grze komputerowej, gdzie bohater wchodzi na coraz to wyzsze poziomy i ciagle rozpoczyna nowe zycie. Eliezer zdal sie osiagnac najwyzszy pulat w tej grze i zgarnac wielka wygrana.

Reklamy

Widmo milosci–sadysta Vargas Llosa

In Feminizm, Ksiazki on 25 stycznia 2011 at 13:18

Czyli: co mezczyzna zrobilby kobiecie z zemsty za odrzucona milosc

Mario Vargas Llosa /Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki / 2009

 

 

Vargas Llosa nie zalapal sie u mnie na pierwsza fale czytania prozy iberoamerykanskiej. Za duzo bylo tych latynosów i trzeba bylo podjac strategiczna decyzje kogo czytac. Padlo na Carpentiera, Cortazara i Marqueza. W szkole sredniej mialam nader malo czasu na czytanie ksiazek w ciagu roku szkolnego – pamietam, ze klejone wydanie „Eksplozji w Katedrze” napuchlo od wilgoci na letnim obozie harcerskim. A na Cortazara podrywalam góralskiego narzeczonego na obozie narciarskim (poszedl na to, choc nie spodziewalam sie).

 

Teraz jednak nie mam juz wymówki od lektury VL – po cierpliwym odsluchaniu mowy noblowskiej, gdzie mi sie zdawalo, ze swietnie rozumiem hiszpanski, przyszlo tegorocznemu laureatowi przemówic do mnie slowem pisanym. W nieocenionej bibliotece w Halmstad rzucila mi sie w oczy wyrafinowana okladka, co zdecydowalo o wyborze Szelmostw niegrzecznej dziewczynki. Szelmostwa przyprawily mnie o wiele wrazen (choc moze nie o takim charakterze jak tytul obiecuje) – ale po kolei. Zaglebiajac sie w lekture najpierw pomyslalam sobie, ze wszystko w porzadku, bo nareszcie ktos wspólczesny pisze ksiazke, której akcja przebiega chronologicznie. Za chwile zaczelam sie niepokoic, poniewaz mialam wrazenie, iz autor wpadl w szerokie koleiny literatury XIX- wiecznej i sie juz stamtad nie wygramoli. Udalo mu sie to jednak w mniej wiecej jednej trzeciej ksiazki: akcja przyspieszyla i zaczely sie ciekawe historie poboczne, bedace smaczkiem i esencja tej powiesci. Zapowiadane w recenzjach perwersje nie zaczely sie wczesniej niz po przeczytaniu polowy utworu. Wtedy pojawily mi sie w glowie surrealistyczne obrazy, a na koniec duzy znak zapytania – o interpretacje „niegrzecznej dziewczynki”.

Jezykowo jest Dziewczynka bardzo konserwatywna. Z jednej strony latwosc czytania, a z drugiej lekki niedosyt – nie zaszkodziloby wieksze zróznicowanie stylistyczne i kreatywnosc linwistyczna (w koncu Nobel oblige!). Szczerze rzeklszy, lekko sie zawiodlam. Wspaniale sa za to wplatane w akcje historie zycia róznych osób, których sciezki krzyzuja sie z kretymi drogami glównego bohatera, Ricardo Somocurdio. Tutaj Vargas Llosa szkicuje szybko, acz wyraziscie, wykazuje sie duzym, czesto surrealistym poczuciem humoru, przerysowuje i blaguje bezwstydnie. Te poboczne opowiastki maja typowe cechy tego, co kojarze z dawnych czasów z literatura iberoamerykanska (nawet loze tortur nie zmusi mnie wymównienia naduzywanego pojecia „realizmu magicznego”). Opisywane osoby sa barwne – a zwlaszcza mezczyzni. VL wykazuje w ogóle lepsza znajomosc mezczyzn – do tego jeszcze wróce. Osoby te pojawiaja sie jak grzyby po deszczu i nagle robia sorti. Sam Ricardo jest wyjatkowo nudny i bez polotu – podobno alter ego samego pisarza. Udaje mu sie co prawda zrealizowac marzenie o osiedleniu sie w Paryzu i podjeciu pracy tlumacza; ba, nawet przezywa fascynacje ruchem rewolucyjnym. Potem jednak wraca do temperatur umiarkowanych i trzyma sie z dala od wszelkich dramatów. Tzn. stara sie trzymac, bo od czasu do czasu dokonuje burzliwego entré milosc jego zycia. A poniewaz milosc niejedno ma imie, to i glówna bohaterka przeistacza sie z Lily (co zreszta okazuje sie nie byc jej prawdziwym imieniem) w pól tuzina innych aliasów. Ich znajomosc przechodzi rózne fazy i przeistacza z chlodnej w perwesyjna, a na koniec romantyczna.

Tutaj do mojej glowy wkroczyl Luis Buñuel i jego dwa filmy: Widmo wolnosci oraz Mroczny przedmiot pozadania (na ten film podrywalam po niemiecku przystojnego Chorwata). Zatytulowalam nawet ten wpis Widmo milosci, poniewaz podobnie jak rezyser ukazywal idee wolnosci w roznych czasach, srodowiskach i sytuacjach, tak Dziewczynka zdaje sie byc poszukiwaniem, a na pewno ukazaniem róznych rodzajów milosci. Zadna z nich nie jest dobra – dla nikogo. Zawiera duzy element destrukcji (i autodestrukcji), wiele cierpienia (z któremu po prawdzie nic nikomu nie przychodzi). Na dodatek suma uczucia w zwiazku zdaje sie byc constant: jak Ricardo szaleje, to jego partnerka pozostaje lodowata. Im mniej jemu zalezy, tym bardziej dziewczynka sie stara – co za kazdym razem wiecej ja kosztuje.

Najwieksza perwersja jest obraz kobiety w glowie Marii Vargasa Llosy. Przypomina ona jedna z osobowosci kobiety w filmie Mroczny przedmiot. Kobieta zdaje sie igrac wylacznie z goracymi i erotycznie nakierowanymi uczuciami mezczyzny. Im bardziej on jej pozada, tym bardziej ona go odpycha. Mimo zgody na seks pozostaje bierna i oziebla, czego zdaje sie autor nie jest w stanie jej wybaczyc. Jedyne sceny ekstazy, polegajace nota bene na podporzadkowaniu sobie kochanki, prezywa Ricardo na rozkaz japonskiego voyerysty. Za odrzucenie, upokorzenie czy nieodzajemnienie fizycznej milosci kobieta musi byc okrutnie ukarana – i tutaj okrucienstwo pisarza nie zna granic. Lily ostaje bestialsko okaleczona, cudem powraca do zdrowia tylko po to, zeby ja usmiercono przerzutami raka po wczesniejszych, kaleczacych cialo operacjach. Wydaje mi sie, ze VL czerpie perwersyjna przyjemnosc z tego karania kobiety zycia. Nie wiem kto mu zrobil kuku – pewnie nie wyjasnili tego nawet lacanisci, przed którymi autor zreszta bardzo przestrzega. Na koncu ksiazki grand finale: kobieta zostaje zlozona na oltarzu literatury; umiera, zeby Ricardo mial o czym pisac.

Ten koniec mnie, prawdze rzeklszy, zniesmaczyl. Sedziwy pisarz powinien miec lepsze podejscie do kobiet. Widzialam go u Skavlana w TV gdy szarmancko calowal raczki zgromadzonych w studio pan. Tymczasem dla niego kobieta zdaje sie wylacznie materialem na strazniczke domowego ogniska w dzien, a oddana jednemu mezczyznie ladacznice noca. Tak czy siak ma sluzyc jednemu panu – i ta macho-koncepcja zdecydowanie mi sie nie podoba. A moze to miala byc ksiazka o kobietach, które sie zbuntowaly wlasnie przeciw takiej roli? W kazdym razie faktem pozostaje kara jakiej autor zyczy wszystkim awanturniczym buntowniczkom. Tymczasem niegrzeczna dziewczynka robi tylko to, co mezczyzni robili przez epoki: pojawia sie i znika, korzystajac w miedzyczasie z uroków zycia.

Po ksiazke na pewno warto siegnac – dla opisów Peru czy wspomnianych pelnokrwistych postaci pobocznych. W tym dwa akcenty polskie: pierwszy to niedoszla zona przyjaciela Ricarda. Drugi to korzenie zydowskiej rodziny paryskiego sasiada. Male, a cieszy! Tak reklamowane perwersje seksualne mnie osobiscie nie zgorszyly, ale zyje w koncu w kraju „szwedzkiego grzechu”. Ba, nabralam nawet ochoty na wycieczke do Japonii…

Szkoda czasu i atlasu-Ursula Hegi

In Ksiazki on 25 stycznia 2011 at 13:05

Ursula Hegi / Sacred Time

 

 

Niektóre ksiazki nie powinny nigdy zostac napisane – do nich nalezy niewatpliwie Sacred Time. Nie udalo mi sie dosluchac nawet drugiego krazka do konca. Nie nadaje sie nawet do zajec kuchennych – a juz na pewno nie do sluchania w czasie posilku, gdyz monotonia i brak akcji potrafia zepsuc nierozwaznemu sluchaczowi apetyt. Mialam wrazenie, ze jakas plotkarska sasiadka wtargnela sila do mojej kuchni i relacjonuje mi plotki ze swojej klatki schodowej, rozwodzac sie nad szczególami zycia osób, których nie znam i których los jest mi serdecznie obojetny. Osób, których na pewno nie chce poznac i których egzystencja pograzona byla dotychczas w  mroku niewiedzy. Pompatyczny tytul pozostaje w razacym kontrascie z mizerna trescia (wysluchanego 1,75 krazka) i wrecz sie z tej tresci natrzasa. Nie nalezy draznic ciekawosci sluchacza, bo rozczarowany i rozgoryczony zemsci sie i napisze niedobra recenzje. Zgin, przepadnij silo nieczysta, a kysz!

Ci wspaniali imigranci-Anders Johnson

In Ksiazki, Polskie refleksje, Szwecja on 20 stycznia 2011 at 14:09

Anders Johnson / „Garpar, gipskatter och svartskallar” (Szwaby, makaroniarze i asfalty) / 2010

 

 

Dzisiaj pora na istna cegle – duza monografie (300 stron formatu A4) pióra bylego redaktora naczelnego Dagens Nyheter, Andersa Johnsona. Tytul z zalozenia lekko prowokujacy, co ma zapewne sluzyc nobilitacji slów uzanawanych powszechnie za obrazliwe. Te trzy okreslenia róznych grup imigrantów w Szwecji to zreszta tylko malownicza ilustracja „entuzjazmu” ludnosci lokalnej dla przybycia przedstawicieli innych nacji. Autor zajmuje stanowisko dosc przekorne i po przeczytaniu monografii mozna sie zastanawiac co jest prawdziwie szwedzkie w Szwecji? Troche to przypomina komentarze tatusia w serialu ”Goodness gracious me”, który wszedzie widzial Hindusów:

http://www.youtube.com/watch?v=zfpqfwt_cLg

http://www.youtube.com/watch?v=-fQrY1r5OD4&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=hjWd9a8Ck8U&feature=related

Johnson wszedzie widzi obcokrajowców. Bo na przyklad firma Abba, znana kazdemu szwedzkiemu dziecku z tubki z ulubionym „kawiorem”, uzywanym do jajka, zostala zalozona przez Norwega. Ukochane „szwedzkie” ogórki konserwowe w plasterkach firmy Felix (prawdziwy Szwed jada wylacznie szwedzkie produkty) to wynalazek czeskiego Zyda, Herberta Felixa. Kiedy w rozpaczy zwróci sie ku firmie Findus, to kupi nie u swojego, ale u Norwega, Johana Throne Holsta. Nie pocieszy sie tez tabliczka czekolady marki Marabou, poniewaz wyprodukowaneo ja w fabryce tego samego Holsta. Czekoladki konkurencyjnej firmy Cloetta to tez wytwór przedsiebiorczasci Szwajcarów, którzy debiurtowali w dodatku w Danii. Ciasteczka Göteborgs Kexfabrik zaczal wypiekac Robert Cruickhank z Aberdeen na postawie przepisów swojej szkockiej mamy. Przemysl tekstylny, obecnie juz wyprowadzony z kraju, rozwinal sie dzieki Anglikom. Wytop stali, finansowany czesto przez Holendrów, dzieki Belgom i  Brytyjczykom. Anglicy i Szkoci przyczyli sie gruntownie do przeprowadzenia prac inzynieryjnych rozmaitego zakresu: od przekopania Göta kanalu po budowe statków i maszyn parowych dla np.licznych tartaków. Wszystkiego tego na wolowej skórze nie spisze – z czego pzrecietny pan / pani Svensson ma tylko swiadomosc przybycia Walonów. Kazdy ciemnowlosy i bardziej temperamentny Szwed przysiegnie, ze pochodzi wlasnie od tej niewielkiej, bo liczacej tylko dziewiecset osób, grupki. Reszta utonela w mroku niepamieci.

Sama nie wiem jak o tych wszystkich odkryciach opowiedziec mezowi mojej kolezanki, Leny. Lene sprowadzilam na zla droge, poniewaz odwazyla sie ze mna wstapic do Lidla i uzaleznila od tamtejszych gruszek. Kupuje teraz wielkie torby tanich i swiezych owoców w Lidlu, ale nie przyznaje sie przed mezem. Maz uparcie twierdzi, ze niemiecki sklep oznacza wybrakowane towary i gnijace odpady. Jak sie dowie o nieszwedzkosci Kalles kaviar i innych produktów, to grozi mu chyba smierc glodowa.

Nie bede sie rozpisywac wiecej o wszystkich zdobyczach postepu i rzecze pieniedzy, która wplynela do Szwecji razem z imigrantami. Wspomne tylko, ze Zydom zabronione bylo osiedlanie sie na terenie Szwecji  do konca XVIII wieku. Potem zezwolono na wjazd wylacznie tzw.Zydów zachodnich, czyli bogatych przedsiebiorców. Biedota z terenów zaborowej Polski czyli tzw.Zydzi wschodni mogli sie osiedlac w Szwecji dopiero w drugiej polowie XIX wieku. Miejsca osiedlenia sie bylo scisle okreslone, jak równiez sposób zarobkowania. Pisze to, bo Polacy oskarzani bywaja pzrez Szwedów o wrodzony antysemityzm – a w czasie kiedy Szwecja odwazyla sie na ograniczony eksperyment zydowski na terenie Rzeczpospolitej Zydzi zyli juz wieki cale.

 

Teraz o odkryciu natury osobistej. Opisywana wczesniej moja byla tesciowa pochodzila z Holandii. Jej matka nazywal sie de domo Versteegh, co jest nazwiskiem starej szlacheckiej rodziny. Miala kuzyna, który, jak sie mówilo, byl wlascicielem lasów na pólnocy Szwecji. Wspominano mieszkanie na Stureplan w Sztokholmie (tam znajduja sie znane knajpy, w których imprezuje np.ksiezniczka Madelaine), ale myslalam, ze to czysta fantazja (bo cala rodzina byla obdarzona wyjatkowa kreatywnoscia). Tymczasem okazalo sie po pierwsze, ze przywedrowalo tutaj az czterech braci. Nie wiedzialam tez, ze ich ojciec byl burmistrzem Edamu. Bracia posiadali nie tylko skromny las, co cale imperium i nalezeli do tzw.baronów drzewnych. Jeden z ich potomków zapisal sie mniej swietnie w historii, poniewaz to przeciw niemu zbuntowali sie robotnicy, co doprowadzilo do krwawo stlumionych protestów w Ådalen w 1931 roku. To bardzo znane wydarzenie we wspólczesnej historii Szwecji i Bo Wideberg nakrecil na ten temat film. Az mnie ciarki przeszly! Natomiast rodzina V miala sie znakomicie i w latach siedemdziesiatych i osiemdziesiatych nalezala do najbardziej zamoznych mieszkanców kraju.

Z czego mi nic wlasnie, ale lubie ciekakwe historie, a ta jest zdecydowanie pasjonujaca. Jak ktos zna szwedzki to moze sobie wiecej poczytac tutaj: http://www.zaramis.nu/blog/2010/04/13/versteegh-och-graningeverken/

Ksiazka napisana jest bardzo przystepnie i pieknie opracowana graficznie. Zastrzezenia mam jedynie co do chyba nieswiadomego germanofilstwa autora. Wyslalam wlasnie dwie strony uwag krytycznych do wydawnictwa i zobaczymy czy sie tym przejma i ustosunkuja. Nie mam sily opisywac tych bledów rzeczowych raz jeszcze – wspomne tylko nazwanie Niemcem Eryka Pomorskiego (czyli Bogislawa) ze slowianskiego rodu Gryfitów oraz konsekwentne nazywanie przez caly okres okolo tysiaca lat Gdanska miastem niemieckim.

Acha, no i polonica. Jedynym Polakiem, któremu poswiecono wiele uwagi jest Henryk Bukowski (wspomniana zostala takze rola Fryderyki Bremmer w pomocy Polakom po powstaniach – o czym tez pisalam kiedys we wpisie o FB).

Mino pewnych braków dobrze sie stalo, ze ta monografia sie ukazala. To dzielo ambitne i przywracajace pamieci zbiorowej osoby jakze zasluzone i jakze zapomniane.

(pisane dlugopisem firmy Ballograf, wynalezionym przez wegierskiego Zyda, Eugena Spitzera)

Witaj roku 2011!

In Ksiazki, Muzyka, Polskie refleksje on 11 stycznia 2011 at 20:12

Wracam na blogosfere po sporej przerwie. Za jednym zarazem spóbuje nadgonic zaleglosci spowodowane wyjazdem,  biesiadowaniem swiatecznym oraz bogatym karnetem kulturalnym w Warszawie. Nagromadzilo mi sie ksiazek sztuk cztery, z czego trzy w formie drukowanej i jedna w formie audiobooku. Od tego ostatniego zaczne.

 

 

1. Peter Mayle / The vintage Caper / 2010 / czyta (znakomicie) Erik Davies

 

Jak to w zyciu bywa, kiedys musi byc ten pierwszy raz. A za pierwszym idzie drugi – przed samym wyjazdem wysluchalam The Vintage Caper ( Skok na wino? Draka z winem? Heca z winem? Awantura o wino? – inne propozycje tlumaczenia tytulu mile widziane). Zas w Warszawie jednym z dwóch obejrzanych w TV filmów byl A Good Year, jak sie okazuje oparty o ksiazke Petera Mayle! Peter Mayle http://www.petermayle.com/index.php to Brytyjczyk osiadly, ze tak powiem, na jesien zycia w Prowansji. Jego glówne zainteresowania to jedzenie i picie – a dokladnie kuchnia francuska i takiez wina. Nie wiedzac o nim nic na poczatku pomyslalam, ze Amerykanin, poniewaz akcja ksiazki zaczyna sie w Stanach. Byl jednak zbyt wyczulony na róznice kultur i zbyt zachwycony podrobami na talerzu. Rzeczywiscie, ni to pies, ni wydra – bo w koncu wyspiarze znani sa z abnegacji kulinarnej. W sumie jednak niezla kombinacja, bo humor zostal mu brytyjski, przy francuskim upodobaniu do kulinarii oraz wdzieków niewiescich.

The Vintage Caper pomyslany jest jako kryminal, choc dosc szybko przemienia sie w opis smakowitej konsumpcji. Jakby ktos byl zainteresowany jakie wino podac do potrawki z nerek, to Peter Meyle pomoze z wyborem. Najbardziej niesympatyczny jawi sie poszkodowany czyli amerykanski prawnik, którego drogocenna kolekcja win zostaje zrabowana. Najsympatyczniejsi sa Francuzi, w tym the bad guy calej historii. Glównym bohaterem, oprócz wina, jest Sam Levitt. Amerykanin, ale tez i smakosz. Wynajmuje go firma ubezpieczoniowa, która podejrzewa jakies machlojki w zniknieciu kolekcji win, a przy tym nie ma ochoty na wyplate wysokiego odszkodowania. Dochodzenie prowadzi Sama do ojczyzny win oraz do wspólpracy z lokalna smakoszka (a jakze) Sophie Costes. Wspólnie z kuzynem Sophie przechytrzaja zleceniodawce kradziezy i wszystko sie konczy (smakowitym) happy endem.

Slucha sie gladko, choc lepiej sluchac na pelny zoladek. Glównie dzieki znakomitemu narratorowi, Erikowi Davies. Poza tym zadnych wulgaryzmów ani nawet frytek z octem. Tylko szesc krazków, czyli tyle ile trzeba, zeby zaciekawic, a nie zanudzic. Nawiazujaca do tresci okladka w ksztacie etykietek na wino to oryginalny pomysl.

 

 

 

2. Pawel Jasienica /Rzeczpospolita Obojga Narodów: Dzieje agonii t. 3

  

 

Czytalam z dwóch wydan – choc akurat nie tego, co na obrazku. Jedno wydanie bylo wyjatkowo kryzysowe, bo bez ilustracji, klejone i z tak slabym drukiem, ze trzeba bylo czytac siedzac pod sama lampa. Ale sie tym trudnosciom nie dalam i nie zaluje, bo Jasienica jest jak zwykle porywajacy. Sadze, ze bede do niego wracala – podobnie jak mój osiemdziesieciotrzyletni wujaszek. Faktów tyle, co na lekcjach historii do trzeciej potegi. Jasienica jak zwykle nie szczedzi madrych i wnikliwych uwag. Ukazuje zarówno ludzka podlosc jak i wielkosc ducha – bez wyraznego zajmowania stanowiska, na chlodno, przedstawiajac racje wszystkich stron. Na dodatek nie szczedzi opisów tla miedzynarodowego i dokladnie analizuje wplyw sytuacji miedzynarodowej na losy Polski. Mimo tego, ze to juz koniec Rzeczpopolitej imponuje galeria ludzi autentycznie zaangazowanych, którzy czesto przyplacili swoje zaangazowanie majatkiem, wygnaniem badz zyciem. Jedyna uwaga krytyczna to zbyt malo kobiet na kartach historii, ale to niestety choroba powszechna. Opisanych zostalo i tak garsc arystokratek – troche wiecej niz wystepuje w naszej zbiorowej pamieci. Zaluje, ze Jasienica nie zdazyl zaglebic sie w dzieje zaborowe, bo na pewno odkrylby znowu malo znane Kawalskiemu fakty. Inna sprawa czy Kowalski w ogóle dzisiaj czyta Jasienice albo czy czyta w ogóle?

 

3. Agata Tuszynska / Oskarzona Wiera Gran / 2010

  

 

(pisane przy dzwiekach piosenek Wiery)

Pora teraz na mój prezent gwiazdkowy. O ksiazce wczesniej czytalam i musze powiedziec, iz rozczarowala mnie próba promocji polegajaca na wyeksponowaniu konfliktu miedzy Gran a Szpilmanem. Chcialam sie dowiedziec jak najwiecej o niemal dzis zapomnianej gwiezdzie estrady – i troche sie jednak zawiodlam. Zdaje sobie sprawe, ze Tuszynska dosc pózno dotarla do piosenkarki i ze ich kontakt byl ograniczony. Autorka zreszta sama podkresla, ze jej ksiazka nie jest próba biografii. Wiekszosc kart zapelniaja dywagacje pisarki na temat mozliwych motywacji, przyczyn i scenariuszy. Przez te niepewnosc, spowodowana niewatpliwie przez dziury w materiale dokumentalnym, Tuszynska nie mówi pelnia glosu. Jej rozwazania przypominaja raczej pokatne szepty czy plotki – a wlasciwie cala ksiazka przypomina mi bulwarowy magazyn plotkarski. Uwazam, ze ksiazce wyszloby na dobre jakby autorka nie bawila sie w drobiazgowego sedziego, tylko odegrala role adwokata Wiery. Jakby napisala: Wiera zostala niesprawiedliwie potraktowana po wojnie i to zrujnowalo jej zycie. Jakby to byla tragiczna opowiesc o kosztach slawy i skutkach zawisci ludzkiej. Jakby emocje zostaly wyeksponowane – bo trudno obiektywnie badac ludzka krzywde, podlosc czy wscieklosc.

Duza zaleta „Oskarzonej Wiery Gran” sa zdobiace kolejne etapy zycia Wiery zdjecia; zdjecia z archiwum artystki oraz zdjecia przedmiotów z nia zwiazanych – przypomnialo mi sie kairskie muzeum Um Kultum. Z tym, ze Um wielbiona jest nadal w calym swiecie arabskim, zas Wiera ulegla zapomnieniu. Wydaje mi sie, ze to wstyd – w koncu niewielu artystów polskich osiagnelo taki sukces zagranica.

http://www.youtube.com/watch?v=6fPZ8jrcqOE&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=M502s2tNyJI&feature=related

Nie wspominajac o przebojach krajowych.

http://www.youtube.com/watch?v=5GD67mJ4inI&feature=related

 Czy interpretacji przebojów swiatowych:

http://www.youtube.com/watch?v=QhitfIQTijU&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=6fPZ8jrcqOE&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=blJ_0BdlolA&feature=related

Ksiazka Tuszynskiej ma swoje cienkosci, ale mimo to chwala autorce na wyciagniecie z mroków niepamieci Wiery i jej pieknego glosu. Przy okazji mozna sobie na portalu you tube posluchac jaki wielki wklad w polska piosenke mieli inni artysci Polacy-Zydzi. Niemal mi teraz wstyd, ze wlasnie taka muzyke wysmiewalam jako dziecko, kiedy ciocia mojej mamy sluchala w zachwyceniu.

 

4. Maria Pia Gardini / Bylam scjentologiem / 2008

  

 

Niemal wychodze na prosta – to juz ostatnia przeczytana ksiazka. Czyta sie nader lekko, choc moze niecalkiem przyjemnie. O scjentologach uslyszalam chyba przed dziesieciu laty przy okazji debaty na szwedzkim portalu dla akademików shortcut. Ktos sie zapytal co to za religia czy ugrupowanie i wiele osób wlaczylo sie w goraca dyskusje. Az mi sie nie chcialo wierzyc, ze tak wiele nieglupich na pozór osób wierzy w taki – po mojemu- stek bzdur. Nie jestem milosniczka science-fiction, wiec sama idea kosmity inwadujacego Ziemie zupelnie mi zdyskredytowala podstawy wiedzy scjentologicznej. Potem obejrzalam w szwedzkiej TV tzw. badajacy reportaz o Narconon, jego powiazaniach z scjentologami oraz ich misji lapania duszyczek w Szwecji. O ile dobrze pamietam chodzilo o grube finasowe przekrety, uniemozliwione w koncu przez wladze lokalne. Czyli w zasadzie wiedzialam o nich cos niecos, ale brakowalo mi opowiadania od wewnatrz osoby ze scjentologami zwiazanej. Niekoniecznie Johna Travolty czy Toma Cruise – raczej kogos, kto sie od ruchu odlaczyl i ma teraz krytyczne podejscie.

To, co przeczytalam przeroslo moje oczekiwania, gdyz opowiesc Marii Pii Gardini przypomina raczej film niz zywot jednej kobiety. Maria Pia pochodzila z niezwyle zamoznej rodziny, uzywala zycia i zrobila kariere jako producent filmowy. Pewnie by wiodla nadal przyjemne zycie pieknej i cieszacej sie sukcesem kobiety, gdyby nie klopoty z córka. Jedynaczka Federica stala sie narkomanka uzalezniona od heroiny i postanowila spróbowac wyjsc z choroby w jednym z osrodków Narcononu. Nieswiadomie – choc tak, jak to pewnie zostalo ukartowane – wdepnela w nastepne uzaleznienie: od scjentologów. Scjentologowie skonstruowali diabelska siec, w która wylapuja jednostki niestabilne psychicznie, ale ze stabilna zawartoscia portfela. Caly system polega na tym, ze trzeba caly czas sie doskonalic. W celu doskonaleniu przechodzi sie kursy i nabywa liczne, niepotrzebne acz niezmiernie drogie gadzety. To poczatek schodów czy tez spirali wchodzenia w uzaleznienie – gdyz celem organizacji jest wypranie mózgu oraz opróznienie kont bankowych do czysta. Scjentolodzy maja strukture mafijna i nekaja ofiary zbiorowo, przekraczajac wszystkie granice dobrego smaku czy dobrego wychowania. Ich namolnosc, chamstwo, szukanie haków oraz wlasnie uzaleznienie pólprzytomnego delikwenta wykracza daleko poza granice przyzwoitosci i wyobrazni. Maria Pia brnela w to bagno z pólprzymknietymi oczami, poniewaz podazala sladami córki, pozornie szczesliwej w tej organizacji. Kwoty wyludzone przez scjentologów przyprawiaja o zawrót glowy: tylko jeden kurs kosztowal równowartosc samochodu. Gardini zaszla w strukturach organizacji bardzo daleko i zostala nawet ogloszona „audytorem” roku (audytor to nie tyle rewizor, co rodzaj spowiednika). Tymczasem u córki wykryto AIDS, co doprowadzilo do smierci, mimo zabobonów scjentologicznych uprawianych przy jej lózku. Gardini otrzezwiala i postanowila wycofac sie, co oplacila calym swoim, niebagatelnym, majatkiem. Dzieki zmyslowi do interesów oraz twardemu charakterowi wymknela sie ze szponów swoich „dobroczynców”, a nawet wyprocesowala czesc utraconego majatku. Czyli scjentologowie byli dla niej przyslowiowym drogo okupionym doswiadczeniem.

Historia bez watpienia pasjonujaca i opowiedziana z imponujaca szczeroscia. Niestety, jezyk jest nienajlepszy i styl tracacy sensacja. Najgorsze sa wstepy dwóch wloskich panów (po co dwa, skoro jeden to za duzo?). Ale jak juz sie pokona te jezykowa niewygode, to mozna spokojnie sie oddac podgladowi tej tajemniczej sekty od wewnatrz. Dla lubiacych plotki wspomne, ze autorka spotkala na lonie scjentologów Travolte, Cruise’a oraz Chicka Corree.