szwedzkiereminiscencje

Nowozytny prorok-Eliezer Urbach

In Ksiazki, Polskie refleksje on 30 Styczeń 2011 at 19:24

Eliezer Urbach /Wyrwany z piekieł

http://www.jezus-izrael-zydzi.pl/htm/ksiazki/wyrwanyzpiekiel.pdf

 

Wczoraj szukalam Turkiestanu i pierwszej wojny swiatowej, a natknelam sie na wspomnienia Elierzera Urbacha z czasów tej drugiej. Wszystko pewnie przez to, ze na stoliku pietrza mi sie wylacznie opasle tomiszcza, a pierwsza próba zaprzyjaznienia sie z nimi zakonczyla sie porazka. Chyba zaloze salon odrzuconych albo opisze „fragmenty”, skladajace sie zazwyczaj z jednej kartki z przodu i jednej z tylu liczacego siedemset stronic tekstu. W odróznieniu od uznanych, chwalonych i „wybitnych” dziel literatury wspomnienia Eliezera daja sie czytac. Przeczytalam jednym tchem za jedno popoludnie. Zasluga na pewno tlumacza, gdyz oryginal ukazal sie po angielsku.

Elierzer sam o sobie pisze (powinno byc wlasciwie: „pisal”, gdyz w 2009 roku), za ma latwosc zawierania kontaktów. To za malo powiedziane, Eliezera nie da sie po prostu nie lubic. Jego zdjecie ujrzalam dopiero po zakonczeniu ksiazki i wylonilam go bez trudu z masy ludzkiej – poznalam po biblijnej brodzie oraz wesolym spojrzeniu. Mial niezwykla zylke do awanturniczych podrózy, a przy tym duzy optymizm. Parl do przodu jak nakrecony, ale jednoczesnie potrafil zrezygnowac z obranej drogi, przyznac sie do pomylki i rozpoczac na nowo. I na nowo. I jeszcze raz na nowo.

Chlopak jakich pewnie wielu; urodzony i wychowany w niewielkiej miejscowosci, w pewnych dziedzinach zdolny (jezyki – opanowal ich do konca zycia az dziewiec), towarzyski, kochany przez rodzine, która patrzyla ja jego psoty przez palce. Pamieta antysemityzm przed wojna, pamieta tez swoja ulubiona polska piastunke i kolegów. Pamieta jak do Skoczowa przyszli Niemcy i jako siedemstastolatek zaczal próbowac sie ocalic ucieczka. Pamieta tez blogoslawienstwo ojca. A potem sie zaczyna film sensacyjny – moze nie az tak karkolomny jak ostatnia produkcja Petera Weira, za to na pewno prawdziwy. Urbach przedostaje sie z kolegami na tereny zajete przez ZSRR: Przemysl, Lwów i Stanislawów. Otrzasa sie ze zludzen w stosunku do realnego komunizmu. On, który ze skoczowskimi chlopakami dyskutowal idee socjalistyczne. Imponuje blyskawiczna zdolnoscia wyciagania wniosków i podejmowania decyzji, co wiele razy go wybawi z trudnego polozenia, ale i wiele razy poprowadzi do zbyt impulsywnych dzialan. W ramach „repatriacji” zostaje skierowany na Syberie, gdzie razem z bratem wspólnie pracuja przy wycince lasów. Uklad Sikorski-Majski daje im wolnosc, choc do polskiego wojska nie zostaja przyjeci. Próba przedostania sie do Afganistanu, wiezienie, brat umiera. Próba przetrwania, dobrzy ludzie pomagaja. Praca. Armia Czerwona. Szczesliwe wybawienie od frontu. Dojscie do Berlina. Lódz. Lublin. Skoczów. Próba utrzymania sie. Areszt i „propozycja wspólpracy”. Ucieczka do Monachium. Ucieczka do Paryza. Wyjazd do Palestyny. Trudne poczatki. Ozenek. Trudne warunki. Decyzja o wyjezdzie do Brazylii. Trudne poczatki. Trudne warunki. Próba uruchomienia firmy. Fiasko. Wyjazd do Amazonii w poszukiwaniu diamentów. Fiasko. Nowy start w nowym miescie. Zona zarzadza odwrót do Izraela. Izrael. Kanada. Stany.

Na poludniowej pólkuli zdarza sie rzecz dla Eliezera najwazniejsza. Spotyka odrodzonych w Duchu Swietym prezbiterian i odczuwa radosc przebywania we wspólnocie. To spotkanie daje mu sile. Zona, Sara, tez postanawia sie przylaczyc. Juz w Izraelu, ku przerazeniu rodziny, czynnie szukaja kontaktu z innymi Zydami, którzy przeszli na protestantyzm. Studiuje pilnie Biblie i nie znajduje sprzecznosci miedzy byciem Zydem, a byciem protestantem. Umie swoja wiara zarazic innych i otrzymuje propozycje zostania misjonarzem. Jako misjonarz sprawdza sie w Ameryce Pólnocnej, gdzie mieszka az do smierci. W 1986 roku leci po raz pierwszy po wojnie do Polski. Spotyka serdecznych ludzi, odzyskuje dawna nieruchomosc ojca i wykorzystuje ja jako miejsce spotkan wspólwierców.

Ksiazka bardzo wywazona, w której Urbach nie pisze zle o nikim, nie uzala sie nad soba i zdaje sie pamietac same dobre chwile. Autor zdaje sie wyznawac zasade „nie swieci garnki lepia” i podejmuje wyzwania z tym samym entuzjazmem i nie zrazajac sie – choc na przyklad egzamin na prawo jazdy w Stanach zdal dopiero za czwartym razem. Wierzy w to, ze mu ludzie pomoga – i potrafi te, niewielka zazwyczaj pomoc, docenic. Musial tez miec fantastyczna zone. Decyzje o malzenstwie podjeli po zaledwie jednym spotkaniu, a Sara towarzyszyla mu dzielnie i zakorzeniala w praktycznych problemach zycia az do smierci. W koncu nie kazda kobieta zdobylaby sie na entuzjazm, gdyby malzonek postanowil udac sie na inny kontynent  ewangelizowac w jezyku jej nie znanym.

Reasumujac: jest to opowiadanie o tym jak to nigdy w zyciu nic nie wiadomo. Gdyby nie wojna Eliezer Urbach stalby sie karczmarzem w Skoczowie – zapewnie lubianym i dobrze prosperujacym. Nie przezywalby zadnych duchowych rozterek. Jakby mial tez inna nature, to móglby wrócic ze Wschodu zlamany i rozgoryczony. Albo na odwrót, wlaczyc sie w budowe Polski Ludowej. Mógl tez wybrac mala stabilizacje w Izraelu. A Eliezer wybral droge wyboista i pelna meandrów – która go doprowadzila do szczesliwego konca. Troche to jak w grze komputerowej, gdzie bohater wchodzi na coraz to wyzsze poziomy i ciagle rozpoczyna nowe zycie. Eliezer zdal sie osiagnac najwyzszy pulat w tej grze i zgarnac wielka wygrana.

  1. Błagam, zdradź, co to za tomiszcza tak Ci się piętrzą i w dodatku niezbyt zachwycają.
    Faktycznie, Eliezer prezentuje się bardzo sympatycznie, ma w sobie coś z Mikołaja.🙂 I nie tyle broda, co uśmiech.
    Jego zdolności językowe były imponujące. W Twoim stylu.
    Eliezer Urbach mógłby swoim życiorysem obdzielić kilkadziesiąt osób, tyle wydarzeń.
    Takie historie zawsze mnie bardzo krzepią i pozwalają z dystansem spojrzeć na własne „problemy”.

    • no wlasnie – eliezer to taki wspólczesny swiety

      u mnie na stoliku pietrza sie: 1. siegfried lenz „muzeum zimi ojczystej”, 550 stron. od liceum chcialam przeczytac lenza, a teraz jakos mi slabo idzie. 2. peter esterhazy „harmonia caelestis”. podobno jedna z najlepszych ksiazek dziesiecioklecia (wg.GW), 710 stron, podzielonych na 200 fragmentów. wiekszosc zaczyna sie od „mój ojciec” albo „moja matka”. wyjatkowo kochajacy syn?? 3. g d roberts „shantaram” 690 stron. na jakims forum wyczytalam, ze to „wyjatkowo przereklamowana ksiazka”. moja ambicja j wyrobic swoaja opinie, ale az sie boje. czy czytalas moze któras z tych pozycji i mozesz mnie natchnac nadzieja?

  2. Faktycznie, liczba stron imponująca w tych pozycjach.
    Niestety, nie znam ich jeszcze z autopsji.
    O „Shantaramie słyszałam bardzo skrajne opinie: od zachwytów po oceny bardzo niskie. To może być intrygująca lektura.
    „Harmonię caelestis” przeczytam w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale z góry zakładam, że będę musiała mieć dużo czasu i bezstresową – na ile to możliwe – atmosferę.
    Czy zaopatrzyłaś się już w „Wydanie poprawione”? http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=91316
    To chyba warto przeczytać od razu po „Harmonii…”, choć historia jest bardzo przygnębiająca.
    Lenz to dla mnie terra incognita, nie czytałam jeszcze nic.
    Trzymam kciuki!🙂

    • mam harmonie po szwedzku – a szwedzi jeszcze nie uzupelnili😉 tak na serio to czytalam o wspólpracy nieslawnej. cóz, ta rodzina ma tak dluga historie, ze jedna parszywa owca mogla jej sie przydarzyc. w kazdym razie dojrzewam do nieczytania

      natomiast rozpoczelam w akcie rozpaczy „shantarama” i mi sie podoba – jak na arzie. przeczytalam tylko skromne 100 stron i mnie ciagnie do kontynuowania przygód. strasznie fajne tlumaczenie!

  3. Jeśli dotarłaś do setnej strony i jest w porządku, to dalej pójdzie jak z płatka.🙂 Pamiętam, że ktoś twierdził (też na jakimś forum), że to książka jego życia. Może aż takich iluminacji nie przeżyjesz, ale powinno być fajnie. Zazdroszczę Ci, że sobie właśnie wędrujesz po Indiach.🙂
    Piszesz o świetnym tłumaczeniu „Shantarama”. Czytasz go po szwedzku czy po polsku?

    • czytam po polsku – dlatego wspomnialam o tlumaczeniu, zeby pochwalic zdolnego tlumacza. tlumaczyla pani maciejka mazan, kt wykazala sie duzym talentem slowotwórczym i poczuciem humoru przy tlumaczeniu hinduskiego-angielskiego barwnego przewodnika shantarama

  4. Już zetknęłam się z tą tłumaczką. Zawsze intrygowało mnie jej imię.
    Wspaniałych chwil z „Shantaramem”! Mam nadzieję na obszerną recenzję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: