szwedzkiereminiscencje

Archive for the ‘Szwecja’ Category

Dom wariatek – Agnes von K, Sigrid H & Nelly S

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja, Uncategorized on 6 marca 2017 at 23:08

Karin Johannisson ”Den sårade divan. Om psykets estetik”, 2015 (Zraniona diva. O estetyce psychiki)

divav

Spedzilam trudny weekend w domu wariatów, a wlasciwie to w domu wariatek – czyli w zlikwidowanym juz zakladzie Beckomberga w Sztokholmie. Nie dlatego, zeby mnie tam w kaftaniku i na sygnale odtransportowano, ale poniewaz ambitnie zabralam sie do kupionej na przecenie ksiazki. Autorka, Karin Johannisson, zmarla wlasnie jesienia, ku mojemu strapieniu, poniewaz bywala jasnym punktem debat telewizyjnych. Madra, sympatyczna, ladna – zajmowala sie historia idei, a zwlaszcza tej medycznej. Pewnie troche po mamie, niemieckiej studentce medycyny – a troche po tacie, profesorze jezyków nordyckich. Drugim powodem wytrwania przy tej nader ciekawej, acz chwilami meczacej lekturze, sa bohaterki opracowania: niegdys skandaliczna, dzis troche zapomniana pisarka, Agnes von Krusenstjärna (1894-1940); moja ulubiona malarka i uczennica Matisse’a, Sigrid Hjertén (1885-1948) oraz dyskusyjna laureatka literackiego nobla, Nelly Sachs (1891-1970). Pierwszej postawiono diagnoze histeria, drugiej schizofrenia, zas trzeciej – paranoja.

sigrid

Ach te diagnozy, ach te szpitale psychiatryczne, ach ci lekarze – niczym niezrealizowani badacze polarni. Bo taki Nansen wyplywal daleko Frammem, podczas gdy Freud wybral bezpieczenstwo zacisza buduaru, zeby zapuscic sie w otchlan duszy pacjentek. I czy w Szwecji moglo byc lepiej? Jak juz co, to tylko gorzej: panstwo bylo biedne, mieszczanstwo i szlachta slaba, stopien wyksztalcenia ludnosci niewielki, a wladza urzednika pantwowego nieomal nieograniczona. Ofiarami tych niewyzytych (pa)praczy bebechów stawaly sie glównie kobiety; te, którym nie w smak byla przypisywana im ”naturalna” rola malzonki i matki. Zamiast udawac przyjemne dla oka i ucha byly ”dzikie”, ironiczne, nieposluszne, chcialy sie uczyc i zawodowo pracowac. Rzecz jasna najtrudniej mialy te artystyczne i zdolne, poniewaz panowal mit meskiego (wylacznie) geniusza. Geniusz ten mógl sie spijac badz wariowac do woli, lecz diagnozowany byl i tak jako ”zupelnie normalny, choc nerwowo wyczerpany”. Tymczasem jego siostry – od pedzla czy pióra – nie tylko, ze diagnozowane byly jako chore psychicznie, to jeszcze do tego zamykane w zakladach, za przyzwoleniem meskich czlonków rodziny, a pózniej takze, za tym samym przyzwoleniem – lobotomowane. Tak zmarla elegancka Sigrid – dopóki jeszcze zyl, nota bene jej byly, maz, Isaak Grünewald, nie wyrazal zgody na lobotomie – ale po jego smierci, jedyny syn pary Hjertén-Grünewald, Ivan, zgodzil sie na operacje na zywym mózgu matki. W latach 1944-45 poddano lobotomii w szpitalu Serafimów szescdziesieciu pieciu pacjentów, przywozonych najczesciej z zakladu Beckomberga, z czego 89,23% stanowily kobiety. Z polskiego podwórka mozemy do tego dziedzictwa dodac Marie Komornicka vel Piotra Odmienca Wlasta. Oczywiscie, mozna sie pocieszac, iz kobiety o kapitale materialnym i spolecznym uniknely pulapki wariatkowa – tym niemniej rzadko która miala wystarczajaco silna pozycje. Czyli pieniadze oraz kochajaca i wspierajaca rodzine. Chorowita matka, córki Agnes nie lubila. Sigrid zostala wczesnie sierota (a obydwie wywodzily sie z elity), zas Nelly o wlas uniknela obozu koncentracyjnego, chroniac sie (na skutek interwencji Selmy Lagerlöf) wraz z matka w Szwecji . Nie musze dodawac, ze majatek rodziny Nelly przeszedl w obce, czyste rasowo rece, nie ulatwiajac im startu w nowym kraju.

Zeby nie byc goloslowna cytaty z Karin:

Siri Hustved zwracala uwage, iz mloda dziewczyna powinna otrzymac trening w alternatywnych emocjach kobiecych: zlosci, dzikosci, krzyku, bycia nieprzyjemna. W kryzysie kobiety maja bowiem tendencje do obwiniania siebie samych. Przestaja dzialac, staja sie defensywne i same siebie plasuja w kategorii patologii. ”Czulam sie szalona”, ”nie wiem, co sie ze mna stalo”. Po przekroczeniu umownej granicy kobieta moze byc zwyzywana czy tez niepochlebnie porównywana do czegos. Placzaca nazywana jest neurotyczka, krzyczaca histeryczka, okazujaca seksualnosc kurwa, a demonstrujaca jest czarownica.

Ekscentrycznosc, pretensjonalnosc, samoreklama nie mialy rodzaju zenskiego. Swiadczyly o szalenstwie.

Alternatywny rodzaj bycia kobieta zawsze oznaczal ryzyko.

IMG_2217

Dobrego Dnia Kobiet zycze wszystkim kobietom, a zwlaszcza tym alternatywnym!

Wojna domowa – wojna na milosc

In Feminizm, Ksiazki, Muzyka, Szwecja, Uncategorized on 2 marca 2017 at 13:51

ebba-1

To jest ksiazka, która narobila niezlego zamieszania w Szwecji. W formie papierowej, a takze zamierzonej opery (sic!) z premiera 6 czerwca kolo Mory oraz wersji scenicznej, z premiera juz jutro w Sztokholmie. Dlaczego? Zapewne z paru powodów. Na pewno z powodu autorki, slynnej profesor literatury i jezyków nordyckich, Ebby Witt-Brattström. Znanej ze swojego feministycznego zaangazowania, z politycznym epizodem w Feministycznej Inicjatywie wlacznie. Ale glównie popularnej jako wyszczekana, oczytana, atrakcyjna i calkiem czarujaca kobieta, chetnie zapraszana do studia telewizyjnego. Osoba, z która na pewno nie bedzie nudno. Zwiazana przez trzydziesci trzy lata z niemniej slynnym Horacym Engdahlem (w tym dwadziescia piec lat malzenstwa). Nazywanych para królewska szwedzkiej kultury, jako ze Horacy od lat dziewiecdziesiatych jest czlonkiem Szwedzkiej Akademii i przez wiele lat pelnil funkcje jej „permanentnego sekretarza”. Czyli osoby, która niczym kukulka z zegara, wylania sie zza drzwi o trzynastej w pewien pazdziernikowy czwartek i pompatycznym tonem oglasza kto w tym roku otrzymuje literackiego nobla. Nota bene Horacy skontrowal literacki debiut bylej zony „Ostatnia swinia”, czyli – podobno – wyborem monologów i aforyzmów. Pozwole sobie przetlumaczyc jedna strone historii rozstania w wersji Ebby:

ebba-2

No i tak to sie toczy przez cale 180 stron, z podtytulam zaczerpnietymi z Goethego, Szekspira, Strindberga, Kierkegaarda, Virginii Woolf, Tove Jansson, Sonii Åkesson (bardzo lubie jej wiersze), Beatlesów, Monthy Pythona i innych. Godni siebie przeciwnicy, spleceni w toksycznym klinczu. Blyskotliwi, nieustraszeni w ranieniu siebie nawzajem, celujacy dokladnie w najslabsze miejsce dawnego kochanka, a teraz smiertelnego wroga. Ona paruje ciosy odrobine szybciej, on wyraza agresje – i jak wynika z jej odpowiedzi, przechodzi do rekoczynów. Niby Ebba z Horacym zaprzeczaja, ze to o nich w ksiazce chodzi – ale czytelnik i tak wysnuwa wlasne wnioski.  Cytujac za Astrud Gilberto „milosc, kiedy odchodzi, jest nasmutniejsza rzecza”. Na co by odpowiedzial Ozzie Osborne „jestem taki nieszczesliwy i smutny – stracilem najlepszego przyjaciela w zyciu, moja kobiete”. Kto kogo bardziej zranil, niech osadzi kto chce. A ja, wszystkim zlamanym sercom, ku ukojeniu, dedykuje muzyke „Once I loved” oraz „Changes” – niestety, nie jestem czlonkiem premium i nie moge wkleic ponizej, jak planowalam. Nic to, wiosna idzie, zatem Panie i Panowie – badzmy dobrzy dla siebie na wiosne…

 

 

 

Uchodzca / Dipis

In Polskie refleksje, Przywracanie pamieci, Szwecja, uchodzcy, Uncategorized on 25 Maj 2016 at 21:20

Flannery O’Connor

”En bra karl är svårt att finna”/ Trudno o dobrego faceta

Backhåll 2013

flannery

Dyskusja o uchodzcach ostatnio jakby przycichla, co nie oznacza, ze sami uchodzcy fizycznie z Europy znikneli. Nie dalej jak wczoraj rozpoczeto w Grecji ewakuacje obozu spod granicy macedonskiej. Tymczasem akurat ukonczylam lekture zbioru opowiadan amerykanskiej katoliczki-rasistki, Flannery O’Connor (1925-1964), zwienczonego ”Dipisem” czy tez ”Uchodzca” (bo kto dzisiaj jeszcze wie, kim niegdys byl dipis?). Wczesniej nic tej autorki czytac mi nie bylo dane, choc jej nazwisko obilo niegdys o uszy. Odnosze wrazenie, iz nie jest szerzej znana polskiemu czytelnikowi, choc spod jej pióra wyszly utwory zdecydowanie literacko lepsze niz popularne obecnie nordyckie kryminaly. Pisze tak, jak lubie, czyli o miejscach i ludziach dobrze sobie znanych – a przed oczyma czytelnika maluje sie amerykanskie rustykalne Poludnie, odmalowane w niecale stulecie od zakonczenia wojny secesyjnej. Nie w wersji glamour, niczym w Tara z ”Przeminelo z wiatrem”, bo jakby rozmyte z obrazie, spowolnione i zbiedniale, choc nadal przesiakniete segregacja rasowa. Sama autorka spedzila wiele czasu w posiadlosci Andaluzja, dokad wojna (czyyaj: druga wojna swiatowa) zapedzila rodzine Matysiaków. Matysiakowie (zapewne niespokrewnieni z popularna w PRL-u rodzina radiowa) stali sie pierwowzorami bohaterów ”Uchodzcy”, polskiej rodziny emigrantów – i tu prosze sie nie smiac – Guizac.

danuta-danielsson

Guizacowie (Guzikowie?) zostali sciagnieci przez katolickiego ksiedza do pomocy w gospodarstwie u protestanckiej pani McIntyre. Nota bene religia odgrywa w opowiadaniach duza role, podobnie jak w zyciu samej O’Connor, wychowanej w czasie obowiazywania antykatolickich praw. Rodzice Guizacowie sa wymieniani tylko po nazwisku, za to O’Connor pofatygowala sie o nadanie imion dwójce dzieci: Rudolf i…Sledgewig (konia z rzedem temu, kto odgadnie polski pierwowzór imienia!). Tata G zabiera sie dziarsko do roboty, z zapalem godnym przodownika pracy, wzbudzajac tym niechec i zawisc zasiedzialych pracowników. Nadgorliwosc papy-uchopdzcy uniemozliwia innym proceder tradycyjnego bumelanctwa, kradziezy oraz bimbrownictwa. Kociol podgrzewanego niezadowolenia eksploduje tragedia, a w tragicznych koncach pani O’Connor zdaje sie najwyrazniej lubowac. Szukalam w Internecie wiadomosci, czy opowiadanie zostalo na jezyk polski przelozone. Z braku konkluzywnych odpowiedzi pokusilam sie o przetlumaczenie ze szwedzkiego paru ”zlotych mysli”, które moglyby zagoscic w glowie obywatela obecnej Rzeczpospolitej – tyle, ze o uchodzcach syryjskich. A tymczasem sa wytworem mózgu amerykanskiego ruralnego koltuna. Obcy na amerykanskim Poludniu to Europejczyk i katolik – w tym wypadku uchodzcy czyli polskie ofiary wojny. Zapraszam odwaznych do obejrzenia odbicia w krzywym zwierciadle i szczerej konfrontacji z naszym obrazem w oczach innych, takze w sojuszniczych Stanach Zjednoczonych American and Polish Dreams!

karen-7

Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu zauwazyla, ze wygladali tak samo jak inni. Wczesniej wyobrazala ich sobie niczym trzy niedzwiedzie spacerujace gesiego, obute, na holenderska modle, w drewniane chodaki, w marynarskich kapelusikach i kolorowych plaszczach, zapinanych na wiele guzików. Tymczasem kobieta nosila sukienke, która sama moglaby miec na sobie, a dzieci przypominaly dzieci z sasiedztwa.

…uszyly zaslony do okien, dwie czerwone i jedna zielona, poniewaz czerwone worki nie wystarczyly na wszystkie trzy. Pani McIntyre powiedziala, ze nie jest zrobiona z pieniedzy i nie stac jej na kupowanie zaslon. ”Jak oni na nie zareaguja?” zapytala Shortleyowa. ”Mysli pani, ze maja jakies pojecie o kolorach”, a pani McIntyre stwierdzila, iz po tym, co ci ludzie przeszli, powinni byc wdzieczni za wszystko, cokolwiek dostana.

Shortleyowa popatrzyla na ksiedza i przypomniala sobie, ze ci ludzie byli bardzo prymitywni w sprawach religii. Nigdy nie wiadomo w co moga wierzyc, poniewaz zadna z glupot nie zostala w ich kosciele zreformowana.

Kiedy oni wygladaja jak stad”, powiedzial staruszek z namyslem w glosie. ”Jezeli sa teraz stad, to sa skads”.

No wlasnie, zgadza sie”, powiedzial ten drugi. ”Oni mieszkaja tutaj”.

Brak logiki w rozumiwaniu czarnych zawsze irytowal Shortleyowa. ”To nie ich dom”, powiedziala. ”Ich dom lezy het, daleko, a oni dalej zachowuja sie tak, jak u siebie. Tutaj wszystko jest duzo bardziej cywilizowane niz skadkolwiek tylko oni pochodza.”

Sadzisz, ze potrafi jezdzic na traktorze, skoro nie zna ani slowa po angielsku?”

karen-v-b5

Nie zgadzam sie, zeby papiez w Rzymie mieszal sie do spraw mojej mleczarni”, wyglosil pan Shortley.

To nie Wlosi, to Polacy”, odpowiedziala. ” Polski, gdzie zwloki pietrzyly sie górami. Pamietasz te trupy?”

Sledgewig podobno twierdzi, ze mieszkali w murowanym domu i ze pewnej nocy ktos przyszedl i kazal im sie do rana zabierac. Myslisz, ze oni na prawde mieszkali kiedys w murowanym domu?”

Jakby jeszcze taka jedna rodzina tu sie sprowadzila, to nagle mówilibysmy wylacznie po polsku! Kolorowi by sie wyniesli i dwie polskie rodziny znalazlyby sie vis á vis pana Shortleya i niej samej! Zaczela sobie wyobrazac wojne slów, widziec polskie wyrazy walczace z angielskimi, skradajace sie podstepnie slowa, nie cale zdania, tylko pojedyncze wyrazy, paplanina, paplanina, paplanina, glosne i krzykliwe posuwaly sie do przodu i rozpoczynaly bitwe. Widziala brudne, przemadrzale i niereformowalne polskie wyrazy brukajace czyste angielskie slowa, az wszystkie byly równie utytlane. Widziala je w komplecie, zlozone w jednym pomieszczeniu na kupe, wszystkie niezywe i brudne, ich oraz jej, umieszczone na stosie niczym ciala widziane na kronice filmowej. Boze zachowaj! zawolala cicho, zachowaj od smierdzacej wladzy Szatana!

 

On jest z Polaka”, wymamrotal stary.

z Polski.”

W Polaku wcale nie jest tak, jak u nas”, powiedzial. ”Oni maja tam inne obyczaje”, i zaczal niedoslyszalnie mruczec. (…)

Nigdy takiego jeszcze u nas nie mielismy, o to mi sie rozchodzi”.

ten murzyn nie moze miec zadnej bialej zony z Europy. Pan Guizac nie moze w ten sposób rozmawiac z murzynem. On sie tylko podnieci, a poza tym to nie uchodzi. Moze uszloby w Polsce, ale tutaj absolutnie nie i pan, panie Guizac, musi skonczyc z tymi glupotami.”

wcale nie rozumiem jak taki czlowiek moze sie nazywac chrzescijaninem”, powiedziala, ”zeby sprowadzac tutaj biedna, niewinna dziewczyne i kazac jej wychodzic za takiego. Zupelnie tego nie rozumiem. Zupelnie!”

Jest opózniony w rozwoju”, orzekla. ”Nie pasuje do nas. Potrzebuje kogos, kto by sie do nas dostosowal”.

Nie podoba mi sie jego sposób bycia. Zupelnie nie wykazuje wdziecznosci za to, ze ich przyjelam.”

karen-bit-vejle3

Powiedzial, ze dokladnie pamieta twarz zolnierza, który rzucil w niego granatem i ze ten zolnierz mial na nosie male, okragle okulary – dokladnie takie same, jakie nosil pan Guizac.

Ale Guizac jest Polakiem, a nie Niemcem”, poprawila go Shortleyowa.

Nie ma wiekszej róznicy miedzy tymi dwoma sortami”, objasnil ja pan Shortley.

Pozbede sie tego faceta”, zakomunikowala. ”Nie mam w stosunku do niego zadnych zobowiazan. Mam zobowiazania wylacznie w stosunku do tych, którzy cos dla tego kraju uczynili, nie w stosunku do tych, którzy przyszli na gotowe i chca sie oblowic.”

Pomysl, ze bylo ich tysiace, pomysl o krematoriach i wagonach bydlecych, i o obozach, i chorych dzieciach, i Chrystusie Panu.”

Jest zapózniony w rozwoju i zaklócil nasz spokój”, stwierdzila, ”jestem logiczna, praktyczna kobieta i nie ma tu zadnych krematoriów, ani obozów, ani Chrystusa Pana – a jak stad wyjedzie, to gdzies indziej lepiej zarobi. Bedzie pracowal na roli i kupi samochód, a – i nie protestuj – im tylko o to chodzi, zeby sobie sprawic auto.”

Wszyscy ludzie zostali stworzeni równi i wolni”, zwrócil sie do pani McIntyre, ”a ja ryzykowalem swoje zycie i czlonki, zeby to udowodnic. Zaciagnalem sie na wojne, bilem, krwawilem i umieralem, zeby sie po powrocie dowiedziec, kto mi ukradl prace – wlasnie ci, z którymi walczylem. Granat o malo mnie nie rozerwal, ale mi sie wrylo w pamiec, kto go rzucil – niski facet z identycznymi brylami jak ten. Moze je kupowali w jednym sklepie. Taki maly swiat.”

Cytaty nie sa pogrupowane tematycznie, lecz chronoligicznie, zgodnie z kolejnoscia pojawiania sie w tekscie opowiadania. Wycinanki pochodza z wystawy ”Nozyczkami jak pedzlem” i sa autorstwa dunskiej Karen Bit Vejle. Pomnik ”Kobieta z torebka” upamietnia nasza rodaczke, Danute Danielsson, która zdzielila po glowie neonaziste w Växjö w roku 1985.

Karnet zimowy

In Film, Ksiazki, Pamietnik, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 6 lutego 2015 at 18:53

Ostatnio nie narzekam na brak kultury w moim zyciu – choc niekoniecznie to tylko przygoda literacka.

vbg-zima-wietrzna

Bawiac w Krakowie odwiedziłam retrospektywna wystawe malarstwa Olgi Boznanskiej i zachwyciłam się przedstawiona tam galeria portretów. Wiele z nich wywarlo na mnie wrazenie nie tylko ze względów artystycznych, ale glównie ze względów historycznych. Ilez wspaniałych, acz nieco zapomnianych, postaci miała okazje uwiecznic! Jakie ciekawe i miedzynarodowe zycie wiodła i ona, i jej modele. Poza Olga zainteresowala mnie wystawa o „Micie Galicji”, o którym już parokrotnie na lamach blogu wspominałam. Wystawa ciekawa i zróznicowana, z dawnymi granicami i topografia naszkicowana pod stopami. No i kino: „Bogowie” oraz „Ida”. Oba filmy spodobaly mi się, choć każdy inaczej. Z ciarkami na plecach czekam na werdykt Oscarowego jury, podzielając z lekka obawy co poniektórych ugrupowan (dalekich mi politycznie) o wydzwiek filmu. Wczoraj pokazywano „Ide”  w tutejszym klubie filmowym, podczas gdy ja wlasciwa zwiedzałam wnetrza dwudziestotonowych pojazdów opancerzonych, w ramach związkowej wycieczki badawczej (sic!).

Skoro już o klubie mowa, to zaczal swoja tegoroczna dzialalnosc nader udatnie, pokazem znakomitego filmu Volkera Schlöndorffa, „Diplomacy”. Pomyslalam: jakzesz to teatralne – no i w rzeczy samej, film transponuje grana z powodzeniem sztuke, uzywajac tych samych głównych aktorów. Znakomici aktorzy, mistrzowska gra, przyjemność czysta i cielesna. Ze swiata dyplomacji klub przeniósł się – a także i mnie z fotelem widza widza – w cztery strony swiata (trochę jak to w bajkach bywa). Owe cztery strony swiata to sawanna Kenii, góry Patagonii, wybrzeże Indii oraz marokański Atlas. Wszedzie tam dzieci musza pokonać wiele trudności (to już nie bajka, tylko zycie) w tytułowej drodze do szkoły. Film jest w zasadzie dokumentalny, ale zamiast typowych zblizen czy wyznan obserwowanych postaci oferuje barwne panoramy, z zapierajaca dech w piersiach przyroda. Wyraznie widać fascynacje scenarzysty i reżysera, Pascala Plissona, innym kontynentami, a zwlaszcza Afryka. Piekny film.

gbg-opera-przed-2

Nastepny wieczór klubowo-filmowy spedzilam w górach, obserwując perypetie szwedzkich turystów, w tym tytulowego „Turysty”. To niedoszly konkurent „Idy” do Oscara, laureat niezliczonej ilości Guldbaggar czyli najbardziej prestizowych nagród filmowych W Szwecji. Góry piękne, bohaterowie w najwyższym stopniu irytujący. Mam teorie, iż tytul filmu nawiazuje do baumanowskiej definicji „turysty” (jako przeciwienstwa „wagabondy”), ale jak do tej pory nikt mojej tezy nie potwierdzil. Czekam z niecierpliwoscia jakie recenzje ten film zbierze w Polsce.

Klub klubem, a kino kinem. W międzyczasie skonsumowalam oba, otrzymane od firmy w prezencie gwiazdkowym, bilety – na rezyserski debiut Angeliny Jolie oraz „Birdmana”. Angeline można sobie spokojnie odpuscic – wystarczy przeczytać historie zycia głównego bohatera „Unbroken” czuli Louisa Zamperiniego. Żaden film, a zwłaszcza filmatyzacja biogramu, zycia nie przebije, koniec, kropka. „Birdman” zdal mi się zdecydowanie ciekawszy, szczególnie iż zajmuje się sztuka przez duże „SZ”. Lubiany przeze mnie Edward Norton jako kontrowersyjny acz niekwestionowany gwiazdor oraz swietna Emma Stone jako córka Micheala Keatona. „Birdman” ma w sobie cos z Fossowskiego „All that jazz”, choć konczy się o niebo bardziej optymistycznie. Trudno być starzejącym się artysta – trudno, lecz nie beznadziejnie.

gbg-opera

Zas z doznan pozafilmowych – jedna wizyta w Göteborskiej operze, na „Krystynie z Duvemåli”, skomponowanej przez chłopców ABBAsów w odległym 1995 roku. Tak na marginesie to musical jest próba muzycznego przekładu powieści Wilhelma Moberga pt. „Emigranci”. Opera zachwyca wyrafinowana kolorystycznie i oszczedna w wyrazie architektura o charakterze okrętowym, a spektakl to mila dla ucha muzyka – no i nic poza tym. Koszmarna scenografia oraz zamilowanie do zadymy par excellence czyli siwego dymu nad scena. A takie swietne techniczne możliwości ma ta scena! Tymczasem  zdecydowano się na konwencje socrealistyczna, naszemu sercu niespecjalnie droga. Brzydkie kostiumy, niemal zupełny brak rekwizytów.

m-gbg-opera

W dunskiej Lousianie pierwsza retrospektywna wystawa Pauli Modersohn-Becker oraz trzy filmy Yael Bartany. Ku własnemu wielkiem zdziwieniu wkroczylam na projekcje w rytmie mazurka Dabrowskiego. Wiele osób czyta informacje o projekcie, trochę mniej siedzi na widowni. Ale wspaniale, ze ta prezentacja przekroczyla Wisle i Odre. Jestem z tych, którzy tesknia za Zydem i czuje się wzruszona, kiedy podobnie czuje ktoś z rozproszonej diaspory Zydów Polskich. Po Bartanie miałam mniejszy apetyt na oglądanie płaskich kompozycji – głównie portretów, a zwłaszcza autoportretów, ze szczególnym uwzglednieniem aktów – Pauli M-B. Wystwa unikalna, ponieważ prezentuje po raz pierwszy tak szeroki przekrój twórczości, nota bene zakwalifikowana przez nazistów jako Entartete Kunst. Widac m.in. wpływy Cranacha, Celnika Rousseua i Gauguina, ale jak dla mnie to za plaskie i z gruba ciosane malarstwo. Podobno Picasso zainspirowal się jednym z jej obrazów. Najbardziej przypadl mi do gustu autoportret w stylu „mumijnym”, którego turkosowosci tla nie udaje się zadnym zdjęciom na necie. Uwazam, ze Boznanska lepsza, podobnie jak Slewinski czy Makowski.

paula

Zas z książek: „Matka Makryna” Jacka Dehnela oraz „Wyznaje” Jaume Cabré. Wyznam szczerze (choć nie á propos „Wyznaje”), niczym księdzu na spowiedzi, ze mateczki do końca nie zmeczylam – tak mnie ta potwora niekonczacymi się…opisami tortur udreczyla. Gdyby nie to, ze w mlodosc czytałam „Przeslawna peregrynacje Tomasza Wolskiego” pióra swietej pamięci Tadeusza Lopalewskiego, to nawet nie wiem, czy bym i tyle była pokonala. Lezy teraz odlogiem i może mocy, niczym wino najlepsze,  jeszcze nabierze? Zdesperowana (i niemal zaopatrzona w dźwig) zabrałam się do niemal osiemsetstronicowej cegly-Jaumé. Nie chce zapeszać ani sobie przyjemności psuc, ale – odpluć przez lewe ramie i odpukać – powieść czyta się znakomicie. Szwedzi jeszcze, ku mojej cichej radości, tego autora nie odkryli, zatem czuje się jak odkrywca. Wkrótce wróce do „Wolnosci” (nie mylic z „Widmem wolności” ani „Ucieczka z kina ‘Wolnosc’”) w oddzielnym wpisie – ale to zupelnie inna bajeczka. Cdn.

Sorry mate! – Hirschi

In Ksiazki, Szwecja on 7 grudnia 2014 at 11:52

Hans M Hirschi / The Fallen Angels of Karnataka / Kindle

 

Okropne bywa odkrycie, ze mimo pozytywnego nastawienia do autora, ksiazka zawodzi. Znam Hansa osobiscie i jest superfacetem. Kobiety szaleja za nim: oczytany, elokwentny, wrazliwy, dobrze ubrany. Tymczasem nic im po zachwytach, bo to gej – i takze o gejach Upadle anioly traktuja. Zeby bylo mi trudniej, Hans ma lekkie pióro i pisze potoczyscie. Okazuje sie jednak, iz matura (w tym wypadku doktorat) i chec szczera nie zrobia z nikogo pisarza. Wybacz, mate, ale wyszla pretensjonalna szmira.

vbg-mikolajowo

Mam nadzieje, ze autor – bo na pewno nie pisarz – nie zna jeszcze polskiego, choc opanowal juz wiele innych jezyków – i nie zranie go ta niepochlebna recenzja. Nota bene Hans pisze po angielsku, bedac z urodzenia Szwajcarem, studiujac niegdys w Stanach, a osiadlszy na dobre w Szwecji. No a gdzie sie rozgrywa akcja jego utworu? Kolejno (a i tak nie wymienie wszystkich) w Norwegii, Wielkiej Brytanii, Francji, Turcji, Egipcie, Australii, na Karaibach i w Indiach. Potwierdza sie moje wielokrotne spostrzezenie, ze piszacy wychodzi najlepiej na pisaniu o rzeczach na których sie zna…. Moze najblizsze sa autorowi Indie, gdzie zatrudnil jakis czas temu matke-surogatke swojego synka.

 

Hans, skadinad inteligentny jak rzadko kto, powiela stereotypy. Norwegowie uwazani sa przez swoich szwedzkich sasiadów za glupich i naiwnych – i taki tez jawi sie glówny bohater, urodziwy prostaczek, Haakon. Przez lata pracuje jako pieczeniarz przy obrzydliwie bogatym Charlesie, nie dopuszczajac do siebie skandalicznej i tragicznej prawdy o pracodawcy. Przymyka oko, majac na wzgledzie wylacznie wlasna korzysc. Drugi stereotyp to homoseksualizm Brytyjczyków – szwaccharakter reprezentuje Albion. Pobrzmiewaja wyraznie dalekie echa „Portretu Doriana Graya”. Na dodatek Brytyjczyk to arystokrata-milioner. Zreszta, szwarccharakter okazal sie jeszcze na dodatek pedofilem, choc Hans übernatretnie podkresla przepasc miedzy homoseksualizmem a pedofilia – jakby czytelnik byl kompletnym idiota. Ksiazka ma, niestety, charakter nachalnie dydaktyczny – wiec doczytalam tylko przez uprzejmosc i sympatie dla piszacego.

 

Zaczyna sie troche jak film „Philadelphia”: Haakon zaraza sie HIV od swojego francuskiego ukochanego, który niedlugo potem umiera w jego ramionach. Zeby kiczowi stalo sie zadosc, na lawce w parku – niewykluczone, ze w samym Lasku Bulonskim. Na poczatku zreszta traktowalam te lekture jak Mary Poppins dla doroslych – sa tez nawiazania do bliskiego mojemu dziecinstwu Juliusza Verne’a. Bohaterowi wszystko sie udaje, ma kochajacych rodziców oraz paru niezlych kolegów ze szkoly. Ale chce czegos wiecej i w stolicy, do której sciaga, spotyka na swojej drodze samych dobrych ludzi. Tak wiec z zagrody prosta sciezka wkracza na ambasadorskie salony, a potem te fizyczne salony dziedziczy. Wszystko niczym za dotknieciem rózdzki czarodziejskiej. Gdyby Hans te bajke dalej pociagnal, to moze wyszedl by jakis Stulatek, co dal noge i nie wrócil. Tymczasem zachcialo mu sie popularnej obecnie branzy kryminalnej – degenerat (jak to Brytyjczycy maja w zwyczaju, o czym wie kazdy czytelnik Agathy Christie czy P D James) dopuszcza sie czynów jeszcze bardziej lubieznych i niegodnych niz zazwyczaj – tutaj zaczyna sie mala wstawka z Shantarama. Jak widac dokladnie, autor jest czlowiekiem niezwykle oczytanym!

 

Tyle, ze ten collage kupy sie nie trzyma. Psychologicznie postaci sa niespójne i jednowymiarowe. Mieszkancy krajów rozwijajacych sie przedstawieni sa jako szlachetni dzicy i przepuszczeni przez filtr egzotyzmu. Glówny bohater nie wiadomo czy emocjonalnie niedorozwiniety czy tez naiwny – gdyz jego lukratywne, wieloletnie podróze z sadystycznym pedofilem stawiaja go niewatpliwie w dwuznacznym swietle. Inni ludzie pojawiaja sie wylacznie jako tlo albo do zaspokajania narcystycznych potrzeb Haakona, w tym potrzeby dobroczynnosci w przestarzalej formie (pan dobry da pieniadze). Nota bene „dobroc” Haakona przejawia sie na przyklad w tym, ze proponuje sluzbie, zeby zwracala sie do niego po imieniu. To inni dostarczaja ja mu pieniedzy (money is no issue!), mozliwosci, pomyslu na zycie, pracy czy uczuc. Nawet milosc miedzy mezczyznami pokazana zostala niczym w Harlequinie. Jesli wiec jesli ktos pragnie sie czegos wiecej dowiedziec o milosci homoerotycznej, to polecilabym raczej swietny film „Zycie Adeli”. Ksiazke Hansa, mimo przystepnej ceny na Amazonie, skazuje na wieczny czysciec Internetu zgodnie z cytatem z wzmiankowanego juz Graya:

 

„Nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są tylko książki dobrze napisane i źle napisane”

 

Upadle anioly sa antyteza czyli ksiazka natretnie moralizatorska i zle napisana, choc to podobno possibly the best book written by Hans Hirschi to date.

Letnio x 4

In Feminizm, Ksiazki, Muzyka, Pamietnik, Sztuka, Szwecja on 1 sierpnia 2014 at 20:21

Upal byl niemozebny – czytalam zachlannie ksiazki na plazy (skalistej), ale już na recenzowanie ich nie miałam ani sily, ani czasu. Czasu, ponieważ piekna pogoda przyszla po zakończeniu tygodniowego urlopu, zatem mogłam plazowac się dopiero po pracy. A po słonecznych kapielach, kapiele w podgrzanym do ludzkich temperatur Kattegacie. Zas po kapielach sloneczno-morskich codzienny koncert w Parku Zdrojowym, na białych laweczkach, a jakze. Teraz zaledwie dwadziescia pare stopni i mam wrazenie, ze marzne do szpiku kosci. Za to mózg wybudza się ze stanu hibernacji i skonczyla mi sie wymówka, ze na sleczenie przed komputerem zdecydowanie za goraco.

IMG_0997

Na dzisiaj proponuje az cztery pozycje – trochę po lebkach, bo choć ogladalnosc tego blogu, ku mojemu zdumieniu, utrzymuje się, to ostatnio tylko z rzadka widze komentarze. Nudno się pisze sobie a muzom, gdyż z zalozenia blog miał stać się centrum kontaktu z podobnymi do mnie (o co normalnie trudno). Szef kuchni dziś poleca trochę chinszczyzny: Jung Chang, Den sista kejsarinnan av Kina; niezawodna noblistkę Alice Munro, Brinannde livet; Joyo Moyes i Livet efter dig oraz lekturę dziecinstwa, Katherine Allfrey, Penny i dobra wrózka.

IMG_0983

Zaczne od tej ostatniej. Na wakacje często mam ochote zaglebic się w lekturze i zapomnieć o całym swiecie – zwłaszcza w dni deszczowe. Co prawda czytałam już wtedy Cesarzowa, ale szybko znudzily mi się szykany chińskiego dworu i zatesknilam za czyms bardziej swojskim. Penny Brown, jak brzmi tytul oryginalu, była prezentem od chrzestnej matki, pianistki. Zaplatala się w repertuar prezentowy jakby mimochodem, gdyż zazwyczaj dostawalam klasyki literatury przedwojennej (sprzed tej pierwszej wojny!), typu Pollyanna albo Jules Verne. Teraz zastanawiam się dlaczego akurat tak zapadla mi w pamięć? Chyba glównie dlatego, ze szesnastoletnia glówna bohaterka była niewiele ode mnie starsza, a już zupełnie samodzielna. Planujaca wakacje w Szkocji z jeszcze bardziej samodzielna Mojra Bret-Huttingdon. Kochałam opisy Mojry w kurtce losiowej i bryczesach, popijacej whisky, pitraszącej pod namiotem wspanialy omlet z kurkami i szybko kierującej turkusowym (!) samochodem. Ekscentrycznej, wielkodusznej damy o ostrym jezyku. No i opisy Szkocji, znanej mi wczesniej z historycznych „Porwanego za młodu”, „Katriony” oraz „Rob Roya”. Nota bene obecne czytanie szkockiej lektury miało moc sprawcza: w koncertowej muszli wysluchalam muzyki zespołu Rant, wywijajacego z zapalem na smyczkach (dwie Szetlandki i dwie Highlandki). Przy okazji natknelam się na znajomego skrzypka, który jednej Rantówce swój instrument pozyczyl. Czyli Penny i dobra wrózka ma nadal dla mnie wymiar magiczny. Warto dzieciom kupować dobre książki!

IMG_0984

Inna lektura stricte wakacyjna okazala się Joyo Moyes, otrzymana jako gratis, wraz z lipcowa Elle. Po polsku, jak znalazłam, zatytulowana Zanim się pojawiles. Wole jednak szwedzkie tłumaczenie Me before you – mniej dosłowne: Zycie po Tobie. Ksiazka sprawnie napisana; z poczuciem humoru, co akurat ważne ze względu na egzystencjalny watek główny. Autorka wykonuje pare wolt, wiec czytelnik nie jest w stanie przewidzieć rozwoju akcji. Niby Brytyjczycy wydali ostatnio tyle poczytnych pisarek, a jednak Joyo znalazła wlasna nisze. Podoba mi się, ze przedstawia na sposób równie wiarygodny osoby z różnym backgroundem. Każdy ma swoja prawde – Moyes nie stosuje tu dychotomicznego podzialu na prawde kobiet i mężczyzn; młodych i starych; robotników i warstwy uprzywilejowanej. Uniwersalne losy czy tez wspólny mianownik ludzkiej kondycji to w moim odczuciu, glówna sila powieści. Snując narracje o losach głównych bohaterów, Lou i Willa, obrazuje plastycznie zmiany społeczne, zachodzące w postmodernie. Sa przegrani – Lou, tracaca prace w kafejce oraz jej ojciec, zwolniony z fabryki. Sa tez wygrywający, jak Will, spekulujący przedsiębiorstwami. Choć na koniec to wlasnie on dokona sorti (w dobrym stylu), a wielka wygrana od losu wyciaga Lou – nie przypadkiem czy na piękne oczy, tylko kosztem pracy nad sobą oraz dobroczynnemu wpływowi Willa. A pod tym wszystkim temat trudny: kiedy jakość zycia bywa na tyle marna, ze wolno z niego aktywnie zrezygnowac? Nie raniąc zbytnio własnego otoczenia? Czy tak się w ogóle da? Moyes popelnila niezle czytadlo – ani płytkie, ani miałkie.

IMG_0980

Najlepsza, zgodnie z przewidywaniami, okazala się zawsze niezawodna Alice. Ku mojemu zaskoczeniu zdaje się mieć niedwowierzajaca prase w Polsce – albo to ja otwieram nie te artykuly, co trzeba? Osobiscie się do niej coraz bardziej przekonuje – choć niestety, nie ma co liczyc na ciag dalszy. Dear Life (Drogie zycie) zaczyna się tak znakomitym opowiadaniem (a opowiadan, z zasady, nie znosze), ze po jego przeczytaniu poczułam się juz nasycona – i musiałam ksiazke na chwile odlozyc. Trawiłam dobre pare tygodni, zanim się znowu powazylam o powrót do lektury. To jest wlasnie róznica miedzy literatura a ksiazka – ze wysublimowana, krótka forma wpija się pazurami w dusze, niczym wampir, i nie chce popuscic. Ba, jeszcze gorzej: ten wampir zlewa się w jedno własnymi odczuciami, z własnymi uczuciami – i już do końca nie wiadomo, czy Munro pisze o mnie, czy tez o kims innym. Takie odczucie towarzyszylo mi przy paru opowiadanich, choć nie przy wszystkich. Czesci, traktujaca o ludziach zbyt ode mnie dalekich, „slucha się” niczym basni o zelaznym wilku. Pisze „slucha”, a nie „czyta”, gdyż zdecydowanie mam wrazenie, ze opowiadania (no wlasnie!) Alice Munro przeznaczone sa do przekazywania w waskim gronie, tak ad hoc. Przypominają zasłyszane w dziecinstwie opowieści kobiet w różnym wieku, które podczas wspólnych wakacji, na spacerze albo przycupniete na lawce, wspominaly znanych im ludzi czy miejsca. Te wszystkie historie ludzkie charakteryzują się brakiem sensu moralnego, brakiem waznosci pojedynczego losu, brakiem logiki podejmowanych decyzji. Jednych prowadza w dobra strone, zas drugich na rozdroża. Kto ma racje? I kto to może – i ma prawo – sadzic? Ksiazka WSPA-NIA-LA!

IMG_0988

Chinska cesarzowa Cixi plasuje się gdzies po srodku. Lubie biografie, a szczególnie nieznanych mi wcześniej kobiet. Za wartość poznawcza autorka dostaje piatke. Z drugiej strony jej „poparcie” dla Cixi wydaje się trochę zbyt nachalne. Obraz Chin zawężony do ludności pochodzenia mongolskiego i Chinczyków Han. A gdzie inne grupy etniczne? Według Chang to wlasnie cesarzowa otwarla feudalne państwo srodka dla Europejczyków i Amerykanów, wbrew panującym, nieprzychylnym dla niej opiniom. Czyli ksiazka w zalozeniu miała obraz Cixi wybielić. Zawsze jednak istnieje ryzyko, ze reklama będzie zbyt nachalna i tak się trochę i tu stało. Zarówno dla samej cesarzowej, jak i pochwal dla Stanów Zjednoczonych. Z drugiej strony Stany rzeczywiście wypadają pozytywnie na tle agresywnej polityki imperialnych Europy, ze Szwedami wlacznie. Ciekawy okres w historii, koniec XIX i przełom XX wieku. Interesujące wycieczki w swiat eunuchów. Fascynuja, silna osobowość samej cesarzowej, która jako nastolatka została konkubina. Opisy psów pekińczyków. Dość paskudna historia wprowadzania chrzescijanstwa – zupełnie inna niż u Cronina. Jeszcze paskudniejsza historia znarkotyzowania Chinczyków opium, również przez Europejczyków – trudno czytac z czystym kolektywnym sumieniem. Autobiograficzne „Dzikie labedzie” były zdecydowanie ciekawsze. Pracy tej samej pisarki o Mao niestety nie znam. Na pewno dla nas jej ksiazki to kopalnia wiedzy o chińskich i azjatyckich uwarunkowaniach. Brakuje mi więcej informacji o zyciu codziennym innych warstw społecznych – co jedli, jak mieszkali, jak zyli. Bo biografia biografia, ale osoba portretowania musi zostać przedstawiona na tle swojej epoki. W Cesarzowej brakuje silnych postaci drugoplanowych. Trudno tez ustalić do końca stany emocjonalne – mysle, ze biograf ma trudne zadanie, ponieważ z jednej strony stara się bazować na faktach historycznych (z nieodłącznymi lukami), a z drugiej musi nadac swojemu bohaterowi zycie, aby go uczynic wiarygodnym. Tego ostatniego czynnika zabrakło – Cixi jawi się bardziej pomnikowa niż ludzka. Można powiedzieć, ze Chang przywraca Cixi utracona czesc i przedstawia ja jako produkt swojej epoki, natomiast nie udało się ukazac jej jako pełnokrwistej kobiety.

IMG_0977

Zdjecia-nie-na-temat z wystawy akwareli Larsa Lerina na wyspie Tjörn. W tym jeden malunek Krakowa!

Emilia, wnuczka Sonki –i Helene od ksiazek

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 10 lipca 2014 at 22:57

Lato, czyli długie, jasne dni na czytanie ksiazek. Podczas wizyty w Krakowie sprawiłam sobie w ksiegarni dwie zupełnie nowe: „Sonke” oraz „Bokserke”. Pierwsza, ponieważ przeczytałam wypowiedz Karpowicza w GW i jego jezyk mi się spodobal. Druga, bo już kiedyś blogozanka mi Plebanek zachwalala.

guson-atelier-malarskie

Sonke czyta się płynnie, gdyż jest to powiesc literacka, przypominajaca trochę „Bohin” Konwickiego. Wschodnie rubieże, nie do końca znane galileuszom – miejsce dla zdarzeń nie do końca realistycznych. Gdzies snuje się jeszcze mgla ballad i romansów i poetyka Kresów czy „Nad Niemnem”. W ten romantyczny krajobraz wpisuje się zycie niepiękne: biedne i brutalne. Niby stylowa, na wpól zapomniana, na wpól przemilczana historia – ale po chwili upojenia sama czynnoscia czytania błogostan zaklócily mi bolesne wątpliwości. Przypomniała mi się bowiem historia milosci francuskiej szesnastolatki do zonatego, niemieckiego czterdziestolatka. Dziewczyna mieszkala razem z rodzicami, którzy związek córki zaakceptowali, a później pomagali wychować wnuka. Niemiecki zolnierz wyruszyl po chwili na front, z którego już wiecej nie wrócil. Pragmatyczni chłopi francuscy (nie pamiętam, z którego to regionu) z sytuacja się pogodzili – nie bedac ani pod grozba pistoletu, ani nie czerpiąc dzieki Niemcowi profitów. Milosc to najwyraźniej we Francji tylko (az) milosc. A co u Karpowicza?

guston-przejazdzka-samochod

Karpowicz, zapewne zupełnie nieświadomie, dokonuje na swojej bohaterce brutalnego aktu odwetu. No bo co zawinila piekna dziewczyna, ze się w niej nie tyle panicz, co niemiecki zolnierz, zakochal? Z wzajemnoscia, czemu trudno się dziwic. Do tej pory spotykała Sonka na swojej drodze wyłącznie mężczyzn, którym była albo obojetna, albo którzy ja krzywdzili. A tu chłopak przystojny, z wykształconej rodziny. Pewnie – czego akurat autor nie definiuje – także odpowiednio wymyty, ogolony i elegancki. Patrzac z zewnątrz – ladna para z nich (by) była. A co robi pisarz? Pisarz się nad Sonka pastwi. I nie odgrywa tu roli, czy to pisarz czy tez może jej wlasni blizni, skoro historia prawdziwa podszyta. Jakby nie było, „wina” Sonki wymaga wielokrotnej pokuty, która do konca pietna z niej nie zmywa.

guston-port

Wina? Milosc, tylko ze nie we Francji (ani w Niemczech – pamiętny film z Olbrychskim i Hanna Schygulla), tylko na wschodnich polskich rubieżach. Kara? Smierc dziecka, rodziny, niewykluczone, ze także narzeczonego. Gwałt i poturbowanie, zakończone kalectwem – bohaterka utyka do końca zycia. Zycie jej darowano – tylko, ze stalo sie one nader nędzne. Dostala jeszcze jeden podarunek od losu: meza, który ja kochal i był dla niej dobry. Rzecz jasna, wojny nie przezyl. Az dziw bierze, ze pozwolonu psu przezyc! No i gdzie nam do cywilizacji? Gdzie tu chrzescijanska cnota miłosierdzia? Niemalze zabójstwo honorowe, jak – kurde – nie przymierzając, u Kurdów. Wiadomo, wojenne straty polskie liczniejsze niż francuskie. Winnych szukac by jednak wśród polityków, polozenia geopolitycznego, braku srodków i niepewnych sojuszy. Jedna kobieta winy za poległych chłopców nie udźwignie i nie odpokutuje. Mezczyzni zaczynają wojne, kobiety cierpia.

guston-spioch

Sonki synek wojny nie przezyl, ale jakby ich losy potoczyly się inaczej, to niewykluczone, iż urodziłaby jej się wnuczka Emilia, bohaterka najnowszej książki Grazyny Plebanek. Książki – dla mnie – niejednoznacznej. To znaczy, trudno mi ja zrecenzowac – niby niezla, lecz czegos mi w niej brakuje. Czyta się wartko, jednak sama powieść to jakby nie powieść, a cos miedzy pamiętnikiem a deklaracja programowa. Dużym plusem jest wspólczesna nam narracja – jakos mało teraz literatury osadzonej w terazniejszosci. Plusem (programowym?) – kobieta jako bohaterka. Mniej jednak wyrazista niż u Bator. W ogóle swiat globalnych przemian zdecydowanie lepiej Bator się udaje. Nie mogę oprzec się wrazeniu, iż entourage Plebanek sa nieostre – zresztą może tylko nieprecyzyjne. Bator stala się integralna czescia globalizacji – Plebanek dopiero aspiruje.

guston-agresja

Zaczne od własnego podwórka, czyli Szwecji. Czesc akcji „Bokserki”, odgrywajaca się tutaj, to taka Inga Lindström. Czyli jak sobie obcokrajowcy Szwecje wyobrazaja. Spektakl zaludniony aktorami polskimi, porozumiewający się po polsku i Szwecja jako malownicza, a wręcz egzotyczna scenografia. W jedynym, jedynym zdaniu cytowanym po szwedzku wystepuje blad językowy – o czym zresztą do autorki oraz wydawnictwa napisałam. Bez odzewu. Trochę to jak „bajka dla kucharek”: piękne (w domysle) Polki podbijają zagranice. Zupełnie nie ma realiów – w tym takich, które by obejmowaly polskie sprzątaczki czy polskich budowlańców. Odnoszę wrazenie, ze pisarka, mimo deklarowanego w prasie wieloletniego pobytu w Sztokholmie, w tkanke zywotna Szwecji się nie wgryzła.

guston-plaszcz

Dużo lepiej na tym tle wypadają opisy brukselskie – niestety, realizm dotyczy głównie pracy dla polskiej placówki konsularnej. Znakomite opisy feudalnych stosunków (pojawia się tez polski budowlaniec!) – nota bene dla odmiany których glówna bohaterka zadnych wysilków nie czyni. Niby wyemancypowana, ale głównie obyczajowo. Tutaj lezy sila powieści, gdyż autorka pozwala Emilii alias Lou korzystać z zycia na własnych warunkach. Bohaterka sama wybiera swoich mężczyzn i formy związków z nimi, jak również forme spędzania czasu wolnego czyli trenowanie boksu. Wiarygodne opisy uczuciowej matni, zmysłowych doznan, treningów, przekonujące portety innych adeptów boksu. Czuje się w nich autentyczne zaangażowanie oraz znajomość rzeczy. Ale jak dla mnie Emilia nie opuscila mentalnie polskiego grajdołka – typowe rozdarcie miedzy jedzeniem ciastka a trzymaniem go w spizarce. Zżyma się na obce widzenie Polski, lecz nic nie robi, żeby to widzenie zmienić. Przejawia bierny (niesmialy?), konsumpcyjny stosunek do swiata. Bierze, co jej zycie zaserwuje – w większym stopniu niż sama cos komus daje. Jej sympatie czy lojalnosc nie leza po stronie kobiety-szefa, choć pani ambasador wykazuje się madroscia. Fizycznie wytrenowana Lou jeszcze nie nauczyla się asertywności. Tkwi w poczuciu winy i poszukiwaniu „normalnych mężczyzn”, choć znajduje się w drodze, która prowadzi do wniosku, iż tzw. normalnosc nie istnieje. Pikantnie troche taki Janusz Wisniewski, choć z przekazem i literacko dużo lepsza. Ksiazka wazna jako pomost polsko-polski w zamet i rzekoma dekadencje zachodnia.

guston-malarz

Zupełnie inna jest Helene Huff – już niezyjaca Amerykanska żydowskiego pochodzenia. Tworzaca scenariusze dla raczkującej telewizji i marzaca o pisaniu. W międzyczasie czytajaca książki, w tym klasyków, niedostępnych na amerykańskim rynku. Nawiazuje zatem kontakt z antykwariatem w Londynie – i ten kontakt przeradza się się w trwajaca wiele dziesięcioleci przyjazn. Po latach kulminuje wizyta w stolicy Albionu – szczytowym punktem całego zycia Helene.

guston1

Ksiazka (to już wznowienie) ciekawa z wielu względów. Autorka posiada specyficzne poczucie humoru i zdolność krytycznej oceny. Z pasja wytrawnego bibliofila ocenia jakosc, wady i zalety wydania zamówionych lektur. Podczas, kiedy inni przeczytają piecdziesiat książek, Helene czyta jedna – po piecdziesiat razy. Jest ekscentryczna i dokładnie wie, czego chce, czego nie lubi oraz co jej sprawia przyjemność. Mimo szczupłego budżetu finansuje paczki okolicznościowe dla na wpól glodujacych Anglików, czym zaskarbia sobie ich wdziecznosc i przyjazn. Miała zresztą niewątpliwe szczęście, iż trafila na ludzi do siebie podobnych: zarówno ona, jak i oni byli skromni, zupełnie nie przejawiali postawy roszczeniowej – i los obszedł się z nimi laskawie. Wśród londyńczyków pojawili się także wyksztalceni i majętni (stare pieniądze), którzy wykazali w stosunku do pisarki szeroki gest, zapraszając na posiłki, wycieczki, sprawiając niewielki podarunki czy malując nawet portret. Trafila do klubu koneserów ksiazek i stala się jego honorowym członkiem. Nalezy dodac, ze byli to londynczycy przez epoka londyńczyków z polskiego serialu.

guston-w-wyrze

Pelna wdzięku i bezpretensjonalna lektura wakacyjna dla wszystkich milosników ksiazek, do Helene podobnych. Ilustracje pedzla Philipa Gustona, którego po raz pierwszy widzialam w Whitney w 1981.

Nowe ksiazki – Andersson, Ingemarsson

In Ksiazki, Pamietnik, Szwecja on 24 Maj 2014 at 19:41

Krótko, gdyz pogoda dopisuje, zarówno piszącym, jak i czytającym. Lepiej polozyc się z ksiazka w lezaku niż sleczec przed ekranem komputera. Miejscowi już od trzynastego stopnia Celsiusza paradują w szortach i letnich sukienkach – az strach bierze, co będzie dalej?

lenaandersson

Okropnie to zlosliwie zabrzmi, ale odnoszę wrazenie, iż Szwedzi nareszcie się nauczyli pisać książki. Dzieje się to samo, co niegdyś w muzyce, potem designie. Nagle wszyscy, na trzy cztery zaczeli dzialac w określonym kierunku – i potrafią osiagnac równa, przyzwoita jakość. O nowatorstwie nie ma mowy, ale można już poczytac z przyjemnoscia. Na przykład taka Lena Andersson, która za „Samowolne postepowanie – powieść o milosci” zasluzenie otrzymala zeszłorocznego „Augusta”. Lena A to pisarka niestereotypowa; jej tematyka, jezyk oraz forma skacza niejako z kwiatka na kwiatek. Nie wydaje zbyt często i zaskakuje na tyle, ze bywa na ustach dziennikarzy, zanim znowu zapadnie w niepamięć. Trudno mi ocenic, na ile rzeczywiście jest popularna wśród czytelników? Chyba bywa głównie pupilka krytyków i takich – jak na ten kraj – nietypowych konsumentów literatury jak ja. Pamietam jej „Czy dawniej było lepiej?” oraz „O, to ty jesteś Szwedem?”, które narobily sporo szumu. Obie zresztą mi się spodobaly – były wyjątkowo bezpośrednie i odważne. Może wlasnie dlatego ma takie slabe wzięcie u pani Kowalskiej, która w chwilach wytchnienia nie chce się zastanawiać nad trudnymi kwestiami o charakterze historycznym, socjologicznym czy etycznym?

golab-2

Nowy „August” polecany jest zresztą jako lektura terapeutyczna – patrz ostatni numer „Tary”, gdzie wlasnie odkryto, iż książki oddzialywuja pozytywnie na psychikę. Miedzy innym zalecano „Samowolne postepowanie” jako wsparcie w procesie leczenia złamanego serca. Glówna bohaterka powieści, niejaka Estera, pala bowiem nieodwzajemniona miloscia do uznanego artysty, Raska. Milosc dopada ja nieoczekiwanie – która to nieoczekiwanosc szwedzkie slowo „rask” oznacza. Dopada ją w pełni kariery i zdawaloby się spełnienia osobistego – a jednak! Idąc za glosem serca zostawia dotychczasowego partnera (będzie pewnie musial leczyc serce lektura) i stara się wkraść w laski pana swojego organu krwiopompowniczego i uczuciowego. Niestety, los pastwi się nad biedna krytyczka sztuki (az się prosi, żeby napisac: „sztuczki”). Los oraz bezwzględny Nieoczekiwany. Co prawda zdarza mu się skorzystać z fizycznych powabów zapalonej wielbicielki, ale jej z kolei nie udaje się przekuc owych momentów slabosci w trwaly związek. No i caly pogrzeb na nic – Estera przemeblowala swoje dotychczasowe zycie, żeby być z Raskiem, podczas gdy Rask pozostaje od dawna z związku z inna. Jak to ktoś napisał: niech się smieje ten, którego podobna sytuacja ominela. Wszyscy inni mogą się latwo rozpoznać w maniakalnych czy depresyjnych stanach bohaterki. Przy okazji napisane swoistym jezykiem – wartkim, ciętym, ironicznym, który nie szczędzi zadnego z bohaterów. Jezyk ratuje powieść gdzies po polowie, kiedy już dokładnie wiadomo, o co chodzi i u czytelnika nastepuje stan lekkiego przesycenia. Tym niemniej ksiazka jedyna w swoim rodzaju – zobaczymy czym pani Lena Andersson jeszcze nas zaskoczy?

kajsa-ingemarsson

Kajsa Ingemarsson, zanim zajela się pisaniem, dala się poznac jako osoba blyskotliwa, o niezmiernie ciętym jezyku. Wystepowala w programach rozrywkowych, próbując potem swoich sil jako modelka. Pisanie chyba wychodzi jej najlepiej, gdyż daje ujście dla znakomitego daru obserwacji oraz poczucia humoru. W „Kole fortuny”, z kobiecej perspektywy, opisuje wspólczesna Szwecje w pigułce. Losy trzech kobiet i przedstawicielek trzech generacji splatają się na chwile w niewielkim miasteczku, jakich tu wiele. Katalizatorem procesu odmiany stala się czwarta kobieta, prywatnie Jeanette, zas sluzbowo Janina. Nastarsza z naszej trójki, Miriam, to lekko zaniedbana pani domu. Czuje się trochę samotna, gdyż dzieci już dorosły, a maz najczęściej przebywa w delegacji (czy takie slowo jeszcze w polskim wystepuje?). W sumie jednak dominuje poczucie spełnienia – do czasu, kiedy mezowska delegacja okazuje się mieć na imie Yvonne. Nastepna z bohaterek, Nina, to miescowa fryzjerka, z niezrealizowana kariera artystyczna. A trzecia to wyedukowana w Uppsali prawniczka, chwilowo na macierzyńskim – i w poszukiwaniu swojego miejsca na nowych smieciach. I pewnie, gdyby nie Jeanette alias Janina, bladzilyby samotrzec w mrokach niepewności, zanim znalazłyby własne przeznaczenie. Kolo fortuny zrzadzilo jednak inaczej – i kazda z trójki sąsiadek popchnieta została w odpowiednim kierunku. Po czym Janina spakowala się i – nie, nie odleciała na miotle, tylko wsiadla do swojego zaniedbanego samochodu i odjechala w kierunku kolektywu artystycznego w Dalarna. Reasumując, ksiazka typu feel good, ale tym razem pisze to bez zlosliwosci. Czytałam ciurkiem, na dodatek z duza uciecha. „Kolo fortuny” daje do myslenia, nie dreczac przy okazji czytelnika. Niespodziewanie dobrze napisane – przywodzi na myśl zlota ere pisarek brytyjskich. Na koniec jeszcze ciekawostka; Kajsa Ingemarsson studiowala miedzy innymi jezyk polski na Unwiersytecie Sztokholmskim. Nastepnie została zwerbowana przez kontrwywiad, w którym pracowala przez pare lat. Czym przypomina Brytyjki zatrudnione w Bletchey Park czy Londynie – w tym moja ulubienice, Mary Wesley / Mary Aline Mynars Siepman. Czyli: nie lekceważcie kobiet z poczuciem humoru – ona mogą się okazac agentkami! Może ktoś kiedyś zlituje się na Kajsa i powiesci jej pióra na jezyk polski przelozy – albo sama i autorka przerzuci się na jezyk Reya?

alla-vi-barn-i-bullerbyn

Zdjecie nietematyczne pochodzi z wczorajszego balu.

Wiosna czytelnicza

In Ksiazki, Pamietnik, Sztuka, Szwecja on 11 Maj 2014 at 14:10

 

las-wiosennyWiele wody w Wisle uplynelo od ostatniego wpisu – czas ten jednak wypelniony byl m.in. lektura. Zlozona choroba korzystalam z dobrodziejstwa techniki, poniewaz nareszcie wylansowano app dla sluchaczy literatury. Zasada jest niezwykle prosta: w dostepnej cenie abonamentu miesiecznego mozna wysluchac tylu ksiazek, ile tylko sie zamarzy – albo zdazy. Niezdolna do samodzielnego czytania, a w zasadzie do czegokolwiek, wlaczalam „play” w komórce i mniej lub bardziej odplywalam. Dzieki temu zapoznalam sie z nastepujacymi pozycjami:

 

–         Helen Fielding, Mad about the boy (po szwedzku),

–         Chris Cleave, Little Bee (The Other Hand) (jak wyzej),

–         Markus Zusak, The Book Thiev (w wersji oryginalnej czyli po angielsku),

–         Majgull Axelsson, Jag heter inte Miriam (slucham nadal po szwedzku, z mieszanymi odczuciami, o czym ponizej).

 

Poza tym w formie pisanej po raz kolejny biografia Katii Mann oraz „Kärlekens historia” Nicole Krauss, której nie doczytalam jesienia. Rozprawie sie z tymi pozycjami w sposób bezpardonowy – czyli w paru slowach.

pierwiosnek

Fielding taka sama jak zwykle – ci sami glówni bohaterowie (Brigdet Jones i jej wierni przyjaciele), ten sam styl, ten sam humor. Z zalet: jak zwykle bystre obserwacje zmian zachodzacych z naszym zyciu, bezlitosnosc, autoironia glównej bohaterki. Konczy sie – niestety i jak zwykle – dosc mieszczansko.

 

Cleave to kolejna osoba ukaszona przez Nigerie. To juz trzecia powiesc w ciagu ostatniego roku, która o Nigerie emocjonalnie zahacza. Z typowo brytyjskim samobiczowaniem opisuje system przyjmowania emigrantów, skutki globalizacji i kolonializmu. Mocuje sie problemem odpowiedzialnosci swiata sytego i bezpiecznego za sytuacje czesci trawionych przez konflikty, wojne, fizyczna brutalnosc. Czy mozna bronic brutalnego systemu traktowania azylantów, zawiedzionych juz wielokrotnie przez wszystkie systemy? Co widoczne szczególnie wyraznie w przypadku maloletnich, jak tytulowa Little Bee. Powiesc powinno sie dystrybuowac wszystkim wyruszajacym na wakacje typu all inclusive – jako refleksje, ze za sztucznie stwarzanymi namiastkami raju gospodarze walcza o przetrwanie, a czesto tez o zycie. Ich wojny to nie tylko wojny plemienne „dzikusów”, jak chetnie chcielibysmy wierzyc, lecz czesto walka o bogactwa naturalne i wielkie (zachodnie) pieniadze.

konwalie-z-bliska

Zusak znakomicie czytany, co na pewno dodalo uroku – bo pare lat temu nie bylam w stanie przebrnac przez poczatek tego dziela. Czytany byl rewelacyjny – druga wojna oczyma niemieckiej dziewczynki na bawarskiej wsi. Komiczny i hiperrealistyczny opis zycia mieszkanców, z których jedna para decyduje sie na adopcje glównej bohaterki. Matka Liesel, komunistka, zostaje zeslana – do konca nie dowiadujemy sie dokad – i wszelki slad po niej ginie. Jedyna ostoja dziecka, a pózniej juz dziewczyny, staje sie nowa rodzina, sasiedzi, przyjaciel – a nastepnie równiez ksiazki. Mylilby sie jednak ktos, kto by oczekiwal opowiesci o intektualnych doznaniach mlodej adeptki sztuki czytania – a jak konkretnie ksiazki odzdzialaly na zycie Liesel dowie sie kazdy, który ze „Zlodziejka ksiazek” sie zapozna. Polecam!

biale-kwiecie

Axelsson denerwujaca, jak zwykle – z tym, ze miejscami na prawde dobrze pisze. Mam z nia biede, gdyz irytuje mnie nieustannie, a jednak gotujac czy prasujac wlaczam komórke i nadal slucham. Szwedów opetalo cos od paru lat i profituja (z rozmyslem uzywam takiego slowa) na drugiej wojnie i Zagladzie. Nie dalej jak w piatek obejrzalam dokumentaz o uznanym rezyserze, Larsie Norén. Ten z kolei wybral sie do ocalalego z Auschwitz francuskiego Zyda, który sie przyjaznil z Primo Levim. Norén z roztrzesionymi (alkoholizmem) rekami pyta na bezdechu jak wiele razy Samuel w Oswiecimiu mial napady porannej depresji i odmówil wstania z pryczy. O pokolenie starszy Samuel poklepuje Larsa po plecach, jakby mówiac „du courage”. Czemu pieszczoszek szwedzkiego establissmentu kulturalnego i hegemon teatralny chce koniecznie babrac sie w ponizeniu i bólu? Ten, któremu latwo (zbyt latwo?) zyc chce koniecznie wlezc w skóre ofiary, domaga sie intymnych wyznan w imie domniemanego pokrewienstwa dusz (zaluje, ze nie jestem Zydem, bo lubie Kafke, wyznaje Norén). Z tym, ze rzecz jasna, teraz latwo sie wypowiadac o nazizmie i Holocoascie, bo od lat wiadomo, kto byl bad guy, a kto good guy. Szwedzi, zamiast zmierzyc sie z wlasna polityka lat trzydziestych i czterdziestych, podszywaja sie pod ofiary hitlerowskiej maszyny unicestwienia i wyzysku. Majstersztyk! Axelsson stosuje dokladnie te sama sztuczke: jej glówna bohaterka, podajaca sie za Zydówke Miriam, tak na prawde jest niemiecka Cyganka/Romka, znajduje po wojnie przystan w Szwecji – podobnie jak niefikcyjny ojciec Görana Rosegrena, o którym pisalam niecaly rok temu. Jako stara kobieta wyznaje po raz pierwszy, iz tak na prawde nie ma na imie Miriam – czyli nie jest Zydówka. Niestety, Majgull nie moze sie powstrzymac od sugestywnych opisów perypetii obozowych, ze scenami ponizenia i okrucienstwa – jakby sie w nich lubowala. Czy to sadyzm czy masochizm? Jak lubi ostra jazde, to polecalabym jeden ze wspólczesnych konfliktów, chocby – nie szukajac daleko – obecny na Ukrainie. Ale to wymagaloby odwagi, takiej fizycznej oraz cywilnej. Zatem pani Axelsson zajmuje wygodna pozycje i krytykuje juz raz skrytykowanych. Bo czymze by na kulturalnej niwie byli Szwedzi bez Niemców?

bazant-piekny

Jeszcze dwa slowa o „The History of Love”. Jak zwykle twierdze, ze nie masz polskich patriotów nad Zydów na emigracji – tak pieknych wspomnien jak glównych bohaterów ze Slonimia nie uswiadczysz w polskiej literaturze wspólczesnej (bo Litwo, ojczyzno moja… to zdecydowanie inna epoka). Rozmawiasz z rodakami osiadlymi poza granicami kraju to zdaja sie stanowic nowe, wykorzenione plemie. Zas w powiesci Krauss, zadedykowanej dziadkom (sa ich zdjecia!), wszytsko zaczelo sie i skonczylo w Slonimiu. Powiesc niezla jako taka, ale to, co dotyka to podszyte autentycznoscia losy Zydów-tulaczy. Czyli znowu w podtekscie wojna i Zaglada – tyle, ze tutaj opowiesc jest, w odróznieniu od odtwórczych Szwedów, prawdziwa. A przy okazji zajrzalam do Wikipedii i dowiedzialam sie, ze w Slonimiu urzedowal nie tylko Michal Kazimierz Oginski, lecz takze urodzil sie Michal Marks, ten od brytyjskiej sieci Marks&Spencer.

agnes-cleve-barn

No i wiosna, jak na zalaczonych obrazkach. Oprócz wiosny wystawa retrospektywna malo znanej tutaj, rodzimej modernistki Agnes Cleve.

m-agnes-c2

Woda na mój mlyn-Thulin

In Ksiazki, moda, Szwecja on 21 kwietnia 2014 at 11:18

Camilla Thulin / Gör om mig. Finn din stil med Camilla Thulin / 2014

camilla

Moja ulubienica (na okladce) – nie zawiodla, jak zwykle. Wspominalam o niej tu wielokrotnie – jedna z niewielu Szwedek ze stylem! Pieknie ubrana, a przy okazji milosniczka psów. Odwalila kawal dobrej roboty piszac ksiazki o wspólczesnym odzieniu dla pan i panów. Tym razem zastosowala chwyt dosc ryzykowny: zaprosila do metamorfoz dziewiec kobiet w wieku srednim (które zdaje sie w Polsce nazywa sie „seniorkami”?). Osiem aktywnie pracujacych i jedna emerytowana nauczycielke. Wszystkie jakos wyrosly ze swojego stylu mlodzienczego oraz natoletnich rozmiarów – a potem juz sie nigdy nie odnalazly. Z jednej strony klasyk, poniewaz w wirze pracy oraz zycia rodzinnego nie maja dla siebie czasu, ale glównie zabraklo im jednak pomyslunku. A moze po prostu dobrych wzorców? Bo w kraju, gdzie szczytem ambicji bywa gonienie USA, kult mlodosci przezywa nadal swoje apogeum. Tymczasem, kiedy dawniej krawiec szyl na miare ubrania dla zywych ludzi, sieciówki oferuja glównie odziez projektowana na manekiny – kuszac przy okazji niskimi cenami. Kobiety, czesto w panice, wpadaja do sklepu w poszukiwaniu „czegos” na wieczorne wyjscie z koleznkami z pracy – i wychodza z pólrozwiazaniem, pijacym w jednym miejscu i zwisajacym z drugiego. Krawcowa jest droga – o ile w ogóle mozna taka firme znalezc – wiec nowy zakup pozostaje niefunkcjolany, wiszac sobie latami na wieszaku i zajmujac miejsce w szafie.

camilla-ann

Zle sa modele, a jeszcze gorsze bywaja materialy. Poza tym norna meska niepostrzezenie wdarla sie do szafy kobiety-szefa. Jak juz kiedys pisalam, dwadziesicia lat nie uswiadczylas czarnego w szwedzkim sklepie odziezowym. Królowaly same wymiotne pastele. W koncu lat dziewiecdziesiatych dokonal sie przelom i czarny zostal kolorem dominujacym. Z tym, ze, niestety, kiepsko do jasnej, skandynawskiej karnacji pasuje – podobnie jak do starszej cery. Kto ma wyczucie plastyczne dokonuje trafnych wyborów – a cala reszta kopiuje kogos, stara sie czarnym zamaskowac niedoskonalosci figury czy tez po prostu „stawia na pewna karte”. Zreszta same Szwedki przyznaja, ze ubraniowo sa tchórzliwe. Camilla radzi, co zostawic w szafie, a czego sie pozbyc. Nastepnie znajduje pare kolorów podstawowych i podpowiada material oraz forme. Z metamorfozami róznie bywa, ale tymi trudno sie nie zachwycic. Te kobiety ze zle ubranych staly sie podczasowo eleganckie. W zaleznosci od potrzeb, pracy czy temperamentu wybrano zupelna klasyke lub outfity z pazurem.

camilla-charlotte

Przykro mi, ze nie moge zamiescic wszytskich zdjec, ale zapewniam, ze wszystkie przemiany byly równie udane jak te, które (losowo) wybralam. Thulin zamieszcza w koncu ksiazki liste sklepów internetowych, które sa – jej zdaniem – godne polecenia. Poza tym publikuje sklad swojej kosmetyczki, gdzie dominuja produkty firmy Inglot! A zwlaszcza cienie, olówki do oczy oraz lakiery do paznokci. Na zdjeciu widac równiez polski krem – mile czasy nam nastaly, kiedy polskie produkty zostaja docenione przez zagranicznych profesjonalistów (my znamy ich wysoka jakosc od dawna). Swoimi doswiadczeniami dzieli sie równiez stylistka, która pomagala w znalezieniu pasownego makijazu dla metamorfozowanych dam. Na deser jeszcze pare cytat z Camilli. Nie moge sie oprzec, poniewaz jakby mi ktos z ust wyjal… Podobnie jak Camilli zdarza mi sie, zupelnie niedwiadomie, prowokowac od czasu do czasu bezczelne komentarze pod adresem mojego wygladu. Zazwyczaj od pasywno-agresywnych szarych myszek albo samozwanczych wyroczni… A oto (swiete) slowa Camilli:

camilla-eva

Wielu pracodawców wymaga od swoich podwladnych tonowania kobiecosci. Inne kobiety staly sie ofiarami tzw.analizy kolorystycznej, gdzie amatorka wbila im do glowy szalone kolory oraz dzikie zasady zestawiania tychze. Inne zostaly juz na wstepie okaleczone zlymi radami przez swoje matki albo nielojalne przyjaciólki. Niestety, pomniejszanie poczucia wartosci swoich sióstr to czesta cecha kobiecego charakteru, która powinnysmy zwalczac za wszelka cene! Czasami jak slysze te wszystkie glupoty, to mam ochote sprac po pysku wyglaszajace je paniulki…

 

Amen!

A na (wielkanocny) deser fragment koncertu göteborskiego jazzbandu – tan na gitarze to maz mojej kolezanki: