szwedzkiereminiscencje

Archive for Październik 2014|Monthly archive page

Wulgarnosc, kryzys malzenski i hrabia-Alpstein, Flynn, Tarnowski

In CK Monarchia, Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 26 października 2014 at 15:20

Dzisiaj remanent w sosie japonskim.

naomi-5

Na pierwsze danie proponuje „Caryce”, pióra Ellen Alpstein, wysluchana w jezyku polskim. Wysluchalam, poniewaz rzadko ktos sie do mnie po polsku odzywa – nawet jezeli jest to tylko tablet. Mloda kandydatka na caryce towarzyszyla mi w Brukseli, podczas przymusowego oczekiwania na nastepny odlot, a faworyta cara w hamaku na Zanzibarze. Caryca juz w czasie choroby po powrocie do domu – pewnie dosluchana niedokladnie, ale nie sadze, zeby to w jakis sposób wplynelo na moja ocene. Odnioslam wrazenie, ze autorka to w linii prostej spadkobierczyni pruskich junkrów, ale linia zawadzila jeszcze o Kenie (miejsce urodzenia Alpstein). Jej obraz Rosji to projekcja zachodnich leków: kraj dziki, biedny, a ludzie prymitywni. Dwór Piotra Wielkiego to jedna wielka ruja i poróbstwo. Zas sama glówna bohaterka – jak to Polki maja we zwyczaju – samicza, zarloczna, wulgarna i rozpustna; choc de facto matkujaca malzonkowi. Nie do konca mnie ta wizja przekonala, gdyz Piotr, poza gwaltownym charakterem, byl wizjonerem i jak sadze, czlowiekiem inteligentnym. Cóz mógl dostrzec w obozowej praczce, skoro stala sie jego towarzyszka zycia? Autorka, zajmujaca sie m.in. moda, ubrala Katarzyne alias Marte Skowronska w luksusowe szmatki, ale mnie sie wydaje, iz poza uroda (rozmyta w tluszczu w zachowanych konterfektach) musiala dysponowac jakimis zaletami umyslu, ducha i charakteru – skoro czlowiek wybitny o dzikiej naturze tak ja sobie upodobal. Do tego dochodzi nienajlepsze tlumaczenie: o co chodzi z tymi pozeranymi w duzych ilosciach „blinczykami”? Albo sa bliny – albo ewentualnie, w wersji angielskiej blinzies, które moga oznaczyz placuszki, bliny czy nalesniki. Takich niedoróbek translatorskich wystepuje wiecej – a kropka nad przyslowiowym i jest pretensjonalny i afektowany sposób czytania przez polska lektorke. Szkoda, ze autorka z aktorka sprawe zarznely, bo temat niewykle ciekawy!

naomi-1

Nastepna do golenia czyli drugie danie – Gillian Flynn ze swoja „Gone girl”, wysluchana z komórki w jezyku szwedzkim. Obecna wlasnie w kinie – patrz recenzja na blogu u Tamaryszka. Dlugo nie moglam sie zdecydowac co na jej temat uwazam, bo to troche powiesc z gatunku „zabili go(ja), uciekl(a)”. Watek sensacyjny zostawiam milosnikom kryminalów, zas sama zajme sie ciekawszym – w mojej, subiektywnej, ocenie – aspektem. Dotyczy on warunków egystencji w zachodniej cywilizacji, gdzie nie tyle jestesmy, ile sie w kazdej chwili musimy (mniej lub bardziej zdatnie) kreowac. Tak na marginesie – pisze na tym blogu jako Sygryda, lecz kto wie, moze jednak jestem mezczyzna? W kazdym razie kreujemy sie jak mozemy – w czym pomagaja lub przeszkadzaja nam rozmaite media. Glówna bohaterka, Amy, czasami sama nie wie czy jest sama soba czy tez alter ego stworzonej przez swoich rodziców bohaterki ksiazeczek dla dzieci. Tam powstal ideal, dla jednych do nasladowania, dla drugich do znienawidzenia, jako niesympatyczny portet przemadrzalej lizuski. Kim jest Amy wlasciwa: pierwowzorem czy tylko lustrzanym odbiciem wyidealizowanej córeczki? Rodzice, zajeci soba oraz powielaniem niezawodnego patentu na sukces, a co za tym idzie dochód, doznaja w pewnym momencie fiaska. Czasy sie zmienily, mlodziez czyta inne lektury, a moda na moralizowanie w wychowaniu odeszla do lamusa. Pewnego dnia okazuje sie, ze sa bankrutami – a na dodatek zatracili kontakt ze swoja córka. Amy wyjezdza do miejsca urodzenia swojego meza, Nicka – i co wlasciwie sie z nia stalo? Tego nie wie nikt – bo maz zajal sie wylacznie sam soba oraz prowadzeniem baru, rodzina meza ma swoje klopoty, zas malomiasteczkowa ludnosc ni kwapi sie do znajomosci z mieszkanka Nowego Jorku. Amy pisze pamietnik – choc po niewczasie okazuje sie, ze to tez falsarium. Urocza Amy, majetna kobieta sukcesu, stala sie piatym kolem u wozu. Malzenstwo z Nickiem nie przetrwalo utraty pracy, najpierw przez meza, potem przez zone. Uwazam, ze pani Flynn naleza sie brawa za obnazenie mechanizmów rynkowych, w których czlowiek jest tylko srodkiem produkcji lub równowartoscia swojego uposazenia. A tymczasem nikt nie zna dnia ani godziny: nie ma prostej ani recepty na sukces ani ubezpieczenia od porazki. Mozna powiedziec, ze wart Pac palaca czyli Amy to takie samo ziólko jak Nick. Dopóki byly (glównie zonine) pieniadze kazde z nich moglo sobie zafundowac wlasna strefe wolnosci i od czasu do czasu zlozyc danine drugiej stronie. W tym zyciu, które podziwia tak wielu, nie ma miejsca na starosc, chorobe, zniennosc fortuny – do czasu zyja sobie niczym Barbie i Ken. Ksiazka inteligentna i dobrze napisana, poniewaz daje sie wypowiedziec obu stronom, nikogo nie faworyzujac. Troche za dluga – mozna by ja skrócic przynajmniej o jedna trzecia. Warto przeczytac.

naomi-3

A na deser cos swojskiego – Andrew Tarnowski i „The last mazurka”, przeczytane na tablecie w jezyku angielskim. To byla lektura, na która mialam chrapke juz dawno – zmobilizowal mnie w koncu komentator pod wpisem o Stojowskim. XX-wieczna historia jednej z galezi rodu Tarnowskich. Relacjonowana z pewnym dystansem, co jej tylko wyszlo na dobre. Ksiazka bardziej ciekawa niz wybitna, relacjonujaca jeden z brakujacych fragmentów polskich losów. Jakby nie przetaczajace sie przez ziemie polskie wojny byloby to takie Brideshead revisited albo Downton Abbey. Kiedys zyli sobie u nas beztrosko ladni, mlodzi ludzie – nieprzystosowani zupelnie do trudów codziennosci. Bywajacy, polujacy, bawiacy sie, gospodarujacy lepiej lub gorzej w swoich majatkach. Przyszedl walec wojny i wyrównal – po tej pierwszej udalo sie jeszcze pozbierac, ale ta druga, w polaczeniu z nowym ustrojem, dokonala dziela zniszczenia. Wolalabym, zeby polska arystokracja mogla sobie spokojnie dozyc swojego kresu na miejscu, niczym stary drzewostan. To nie zawsze byli sympatyczni czy madrzy ludzie – cechowaly ich typowe polskie zalety i wady. Jakimkolwiek anchronizmem nie bylaby struktura spoleczna przed wojna, nikt nie zasluzyl sobie na podobne pasmo cierpien i upokorzen. Niezaleznie od postaw – od ucieczki po wspólprace z AK – odebrano tej warstwie podstawy egzystencji. Sam Andrew Tarnowski mial szczescie, gdyz jego matka byla w stanie ulozyc sobie nowe zycie rodzinne w Wielkiej Brytanii, co dalo mozliwosc nowego startu. Juz na wlasna reke i wbrew woli matki odnowil wiezy z Polska – co niekoniecznie przelozylo sie dobre kontakty z reszta rodziny. W kazdym razie ze zdjec patrzy elegancki, zrealizowany i przystojny mezczyzna – ze nie powiem, hrabia. Dla niego samego warte te lekture czytac.

naomi-6

Sos japonski w postaci zdjec z wczorajszego wernisazu Naomi Okubo.

naomi-4

Reklamy

Poetyckie pisanie bebechami-Selasi

In Ksiazki, Pamietnik on 5 października 2014 at 21:52

Taiye Selasi / Ghana must go

ghana-must-go

Nastepna piekna kobieta z afrykanskimi korzeniami – tajemnica pozostaje czym zajmuja sie przystojni Afrykanczycy. Czemu nie literatura? Uzdolniona pisarka, z zakwalifikowaniem której Zachód ma problem. Przeczytalam ksiazke, mysle: zajrze jeszcze na jakies recenzje, bo sama nie moge zdecydowac, co uwazam. No i w recenzjach odczytuje wlasne zwatpienie, ze to historia rodzinna, w której nie sposób sie polapac. Jak taki New York Times nie wie o co tam chodzi to jak ja – biedna mala myszka – mam wiedziec? Ale koniec konców ksiazke nabylam (w kiosku brukselskiego lotniska, gdzie brutalny los zgotowal mi dluzszy pobyt), zgodnie z filozofia czytania afrykopodobnej literatury w Afryce, czyli feedback na blogu sie nalezy. Ghana must go na pewno jest bardziej interesujaca niz otaczajacy mnie Scandinavian noir, na punkcie którego podobno zwariowal swiat, a zwlaszcza Brytyjczycy. W Ghanie sa kolory, sa zapachy, sa smaki. Niezaleznie od pewnych nieciaglosci jest to takze gotowa powiesc, a nie wprawka literacka czy tez wypracowanie podlug wytycznych kursu creative writing. Gdyby pisarka jeszcze nie trzymala tak kurczowo swoich wychuchanych bohaterow pod kwoczymi skrzydlami!

start-z-arushy-lepszy

Po spacerze po pelnym kleszczy i much losich lesie ulozyla mi sie w glowie opinia nastepujaca. Ksiazka obrazuje koszty transformacji egzotycznych dla nas narodów Ghany i Nigerii. Pierwszym etapem zmian stala sie mozliwosc ksztalcenia zywiciela rodziny (pisarka lansuje nazwe „Afropolita”) w demoludach. Kweku, ojciec i lekarz, zdobywal pierwsze szlify medyczne w Polsce. Etap drugi to Stany, dokad owczym pedem (znanym juz z Chimamandy) afrykanska inteligencja stara sie dostac. Trzecim etapem jest powrót do zródel czyli matki Afryki (powrót do Itaki). Temat ciekawy, zwlaszcza w kontekscie polskiej emigracji, której wlasnie sie dobiera do skóry pan Modzill. Glówna bohaterka jest matka-Afrykanka, piekna Fola z domieszka szkockiej krwi (drobny snobizm autorki?). Jej zycie to istny dramat grecki: smierc ukochanego ojca, emigracja, rezygnacja ze studiów prawniczych w imie rodziny, zalamanie kariery meza, marny koniec malzenstwa, turbuletne próby wychowania czwórki potomstwa, która i tak wychodzi obciazona psychicznie. Do tego powracajacy ostatnio w prasie tak modny watek kazirodczy.

skad-przychodzimy-dokad-idz

Pytanie: dlaczego wyszlo tak zle skoro zaczynalo sie tak dobrze? Cala rodzina niezwykle zdolna, kazdy piekny na swój sposób. Odnosze wrazenie, ze slaboscia powiesci moze byc brak jakiejkolwiek diagnozy ze strony Selasi. Porównywana z Zadie Smith nie ma jej wnikliwosci i zdolnosci analizy, z Chimamanda – wrazliwosci na zderzenia kulturowe, z Lahiri – zróznicowania pokolenia imigrantów i ich potomstwa. Miota swoimi bohaterami i dreczy ich niepotrzebnie. Pisze ozdobnie, poetycko, na tle wysublimowanej przyrody. Tylko co z tego? Zalaczony na koncu ksiazki esej „Bye-bye, Babar or what is Afropolitan?” zdaje sie bardziej wnikliwy. W powiesci Selasi przedstawia lament: o Zachodzie, rzucilismy perly miedzy wieprze, nasza uzdolniona i wyksztalcona inteligencja wdarla sie przez twoje zasieki, a ty jej do serca nie przytuliles. Przypomnialy mi sie opowiesci kolezanki z Egiptu, ze tamtejsza elita chce rozmawiac wylacznie po angielsku. Podczas gdy Jared Diamond przekonuje Zachód co do wyzszosci kultur uznawanych za pierwotne, a ja jade po inspirujace tkaniny na Zanzibar i lad staly Tanzanii, wyksztalcona warstwa Afrykanów robi wszystko, zeby nas przescignac w globalizacji i problemach cywilizacji pólkuli pólnocnej.

manyara-bawoly-flamingi

Po powrocie do Europy staralam sie zapoznac z lektura nadeslanego mi poczta prezentu urodzinowego czyli ksiazki panów Adama Gusowskiego i Piotra Mordela pt. „Der Club der polnischen Versager”. Niestety, moje zle przeczucia spowodowane koszmarna okladka w czasie czytania tylko sie potwierdzaly. Jakos nie mam serca do opowiesci sowizdrzalskich, zwlaszcza w wykonaniu silacych sie na wesolosc polskich inteligentów. Humor w postaci buforu i ofiary dla krwiozerczego Niemca… Jak samemu siebie sie nie potraktuje powaznie to jak mozna oczekiwac wziecia naszych opinii i odczuc na serio? Ksiazka laduje do zbierania kurzu w salonie odrzuconych.

idioci

Zdjecia z wakacji

paje-by-masaje