szwedzkiereminiscencje

Przyzwoitosc profesora-Bartoszewski

In Ksiazki, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci on 3 sierpnia 2012 at 20:59

Wladyslaw Bartoszewski / I hjärtat av Europa / Warto byc przyzwoitym / 2007

 

 

Zanim dotarlam po nowe lektury do biblioteki, glównie polegujac z powodu choroby, powrócilam do dawno nieczytanej ksiazki z wlasnej pólki: „Zaginionej dziewczyny” Ludwika Swiezawskiego. Dostalam „za wzorowe zachowanie i bardzo dobre wyniki w nauce” od Komitetu Rodzicielskiego w podstawówce. Niestety, ksiazka nie wytrzymala próby czasu i pan Swiezawski chyba cierpial na dorazny brak gotówki, skoro wzial udzial w udowadnianiu niezachwianej polskosci Ziem Odzyskanych. Nie potepiam go, ale wyszedl malo strawny pasztet, w którym uchodzcy z Równego i Lwowa totalnie ignoruja  historie uchodzców niemieckich z Ziem Zachodnich.

Do biblioteki jednak w koncu dojechalam i natrafilam na „wystawce” na ksiazke profesora Bartoszewskiego. Wlasciwie powinnam byla ja zostawic na zer jakiegos Szweda (po szwedzku ksiazka ma zmieniony tytul na „W sercu Europy. Polska – refleksje i wspomnienia”), ale nie moglam sie powstrzymac. I jak zwykle, intuicja mnie nie zawiodla. Pan Bartoszewski napoil moje serce (nie mylic z sercem Europy) nadzieja, ze gdzies jeszcze sa ludzie przyzwoici. Ba, jak sam sie wyrazil, przyzwoitosc poplaca! Nie bardzo licze na jakiekolwiek nagrody w tym zyciu – ani w nastepnym – lecz sam fakt wypowiedzenia na glos takiej banalnej, acz zapomnianej prawdy dodal mi sily.

 

A wszystko przez to, ze od jakiegos czasu uczestnicze w staraniach o poprawe losu starego nauczyciela. Pomysl nienowy, bo juz panna Howard w „emancypantkach” zbierala srodki na utrzymanie starych nauczycielek. Niby od czasów Prusa wiele sie zmienilo, choc losy spoleczenstw wydaja sie zatoczyc kólko – i nagle Prus, Balzac oraz Dickens nabieraja aktualnosci. Zupelnie niedawno napotkalam sie na reakcje ludzi, którzy by siebie bez watpienia okreslili za posiadajacych wyzsze morale niz srednia krajowa, na cos w rodzaju agresji. Agresji, ze ktos nauczycielowi chce pomagac, bo oni by nie pomagali, bo czemu wlasnie nauczycielowi a nie listonoszowi? Niestety, stare osoby nie posiadajace rodziny zdane sa na laske opieki panstwowej,  a ta nie spelnia standartów europejskich. Nie spelnia nawet standartów ludzkich. Dlatego stara osoba wymaga zainteresowania bliskich, a  w razie braku bliskich to kogo? Studiowalam kiedys psychologie i uczylam sie o mechanizmach obronnych, ale wtedy nie sadzilam, iz dane mi bedzie wysluchac calej ich gamy u siebie w kuchni od wlasnych przyjaciól. Ze przyzwoitosc ludzi, którzy chca komus pomóc, wywola reacje agresywna.

 

Wczesniej jeszcze mialam inny przypadek z przyzwoitoscia – bo akurat takie slowo cisnelo mi sie na usta. Moja kuzynka zapytala mnie: dlaczego tak sie interesujesz choroba mojej mamy? Nie wiem jaka mogla miec na mysli motywacje, ale historii choroby starej kobiety raczej brukowcowi nie sprzedam. Zapytalam sie jej zatem: czy nie wpadlo Ci do glowy, ze po prostu jestem osoba przyzwoita? I po drugiej stronie sluchawki zapadla cisza – jakby nie zrozumiala sensu mojej wypowiedzi, a przyzwoitosc, nawet w warstwie werbalnej, odeszla juz w niepamiec. Majac nadzieje, ze to nie tylko relikt bylej epoki zacytuje profesora – we wlasnym przekladzie ze szwedzkiego – czyli tekst bedzie odbiegac od oryginalu:

 

Rozliczajac moje zycie wyraznie widze, ze warto byc przyzwoitym. I to doswiadczenie „bycia przyzwoitym”, bycia przekonanym i konsekwentnym w pewnych kwestiach, wierze ze nie wolno nikogo ponizac, chcialem przekazac moim przyjaciolom w obozie.(…) Tak zostalem wychowany i tak zylem.

 

I jeszcze jedna madra mysl – o tym, jak podniesc sie i isc dalej, pomimo zaznanych trudnosci:

 

…warto byc tolerancyjnym. Najlepiej skoncentrowac sie na tym, co dobre i zapomniec o strasznych rzeczach, które ludzie sobie wzajemnie wyrzadzili. Inaczej trudno by bylo przezyc. Staram sie celowo wyprzec to, co zle, zeby móc isc dalej. Nikt nie daje rady przezyc znajdujac sie na dluzsza mete w stalym stanie (o)presji.

 

Czyli waro korzystac z przyjemnosci zycia i cieszyc sie nim – bo co bylo, to sie nie odstanie, a zyje sie tylko raz!

 

Reszta ksiazki to znana wiekszosci historia – do czytania na pozytek Szwedom. Dla mnie lektura tej ksiazki bylo to duza przyjemnoscia obcowania z czlowiekiem o duzej godnosci i integralnosci charakteru oraz sprecyzowanych pogladach – a cechy te nader cenie. Zywie nadzieje, ze nie odejda do lamusa wraz z nieuchronnym odchodzeniem pokolenia profesora Bartoszewskiego, gdyz sa kwintesencja czlowieczenstwa.

Advertisements
  1. Widzę, że masz flamaster z białym wkładem 🙂
    Mam nadzieję, że każde pokolenie ma swoich prof. Bartoszewskich, inaczej świat dawno zszedłby na manowce.
    Dziś jest trochę inaczej, szybciej; ludzie wydają się więc może inni.
    I pewnie są, tak jak każde następne pokolenie – w porównaniu z poprzednim.
    Wiadomo i liczę na to; zmieniamy się na tyle powolnie – by przyzwoitość jeszcze długo nie wyewoluowała w nieprzyzwoitość jako cechę typowo ludzką.

  2. nie, ale mam photoshopa! 😉

    tez mam taka nadzieje – deklaracje czesto slabo pokrywaja sie z akcja. czasami na dobre, a czasami na zle. niewykluczone takze, ze przyzwoitosc nazywa sie dzisiaj inaczej?

  3. Miałem Twojego bloga w rss. Do tego wpisu. Pan Bartoszewski, maturzysta, który nigdy nie zaprotestował przeciwko tytułowaniu go profesorem jest zaprzeczeniem wszystkiego, co kojarzyć się może ze słowem „przyzwoity”. Przyzwoity człowiek nie zezwoliłby na takie kłamstwa. Pan Bartoszewski zaprotestował czynnie, jako członek kapituły Orderu Orła Białego, przeciwko przyznaniu go rotmistrzowi Pileckiemu, prawdziwemu bohaterowi. To straszne, jak łatwo zrobić wodę z mózgu inteligentnym, zdawałoby się, ludziom. Wystarczy pleść o sobie bajdy, być elokwentnym i wesołym i gadać w kółko o sobie. Uwierzą. Sorry, ale Władysław Bartoszewski jest zaprzeczeniem przyzwoitości. Obojętnie ile by książek o sobie napisał i o ilu wielkich ludziach, którzy do niego dzwonili po radę, by opowiedział.
    Wiem, że pewnie skasujesz ten komentarz.
    Jeśli chcesz obejrzeć kogoś naprawdę wartościowego, prawdziwą postać, kogoś kto w Powstaniu walczył, a nie drukował gazetki na zapleczu, kogoś kto jest NAPRAWDĘ PRZYZWOITY, a nie tylko ma gębę pełną frazesów o przyzwoitości, to obejrzyj to:
    daję link do części pierwszej, a jest chyba dziesięć. I wierz mi, że nie padniesz ofiarą kolejnego oszusta:

    i dalsze.

    Ja już potem nie mogłem oglądać potwornego bufona i karierowicza. Na tle profesora Kieżuna budził jedynie litość.
    .
    Pozdrawiam mimo naiwności,

    Traube

  4. witaj marku – musze cie rozczarowac – nie j to blog typu politycznego, dlatego nie podejmuje sie dyskusji z toba

    zatwierdzilam twój wpis, poniewaz cenie sobie róznorodnosc opinii. pozwole sobie jednak zachowac swoja

    rotmistrz pilecki podobno zostal ostatnio zaanektowany przez jakis kiboli, co nie sadze, zeby mu sie spodobalo za zycia

    niezaleznie od twojej opinii o profesorze bartoszewskim b cie prosze o okazanie mu szacunku na moim blogu – chocby ze wzgledu na wiek. dobre wychowanie tego wymaga, a ja jestem wylacznie zainteresowana kontaktami z ludzmi wysokiej kultury osobistej,

    pozdr \ m

    • Dziękuję za odpowiedź.
      Mój komentarz ma z polityką tyle wspólnego, co sprostowanie skierowane do kogoś, kto napisał na przykład, że stolicą Węgier jest Bukareszt. Tytuł profesorski nie jest formą grzecznościową, a w omawianym przypadku porównać można jego stosowanie do nazywania ministranta biskupem.
      Zawsze wydawało mi się, że człowiek przyzwoity koryguje nienależne mu pochlebstwa.
      Major nazwany generałem, zwykły lekarz nazwany ordynatorem, ksiądz wikariusz nazwany proboszczem itd. itp.
      Przyzwoity, skromny i znający swoje miejsce człowiek, reaguje w naturalny sposób, z szacunku dla siebie i dla – działającego błędnie, acz w dobrej wierze – rozmówcy.
      Nie wiem, czy Tobie sprawiłoby przyjemność, gdyby ktoś tytułował Ciebie, dajmy na to Panią Dyrektor albo Panią Profesor, jeśli nie jesteś dyrektorem albo profesorem.
      Nie będę ciągnął tej dyskusji. Bez obaw:)
      Czytałem wiele Twoich wpisów, jestem zatem przekonany, że kiedyś, tak na spokojnie, zastanowisz się nad tym, co napisałem. Ja też mieszkam w Szwecji, gdzie tytuły naukowe nie odgrywają żadnej roli poza malutkim światkiem wokół uniwersytetów. Tym bardziej zdumiewa mnie ten polski fetyszyzm wokół tytulatury i próżność osób czułych na nienależne im głaski.
      Co do Pileckiego zaś, to chyba nie z powodu kiboli pan Bartoszewski sprzeciwił się przyznaniu mu Orderu Orła Białego. Pośmiertnie! Trzeba żywić bardzo głęboki szacunek dla pana B., aby tę decyzję zrozumieć. Ja pojąć jej nie jestem w stanie.
      Med vänliga hälsningar,
      Traube

      • marku – dziekuje za nastepny wpis

        jezeli u mnie bywasz to zapewne zauwazyles, ze j to blog subiektywno-bukinistyczny. czyli pisze glównie o ksiazkach – i o tym jak je odbieram. generalnie uwazam, ze 1.co mnie i tobie niewiasto albo 2. nie sadzcie, byscie nie byli sadzeni. albo 3.vad vet jag? – jak to sie mawia w SE. albo 4. vem är jag att döma? tak wiec jesli sie nawet wyzjadliwiam i pastwie nad ksiazka i jej autorem, to ze wzgledów literackich – a nie osobistych. czyli: chetnie wyslucham twojej opinii o ksiazce, a nie o jej autorze

        dla mnie mieszkanie w SE j tozsame z poszerzeniem horyzontów – dlatego sie dziwie, ze mieszkajac tutaj wykazujesz sie tak nikla tolerancja? przeciez widzisz na codzien, ze szwedzi zyja glównie wlasnym zyciem i ze przekonaniami – a mimo to pozwalaja sie wypowiedziec kompletnym odjechancom. wczoraj wlasnie napotkalam jednego takiego – przewodniczacy partii nordisk union (maja sajt na necie). o malo mnie nie udusil jak sie dowiedzial, ze nie palam zachwytem nad muamarem khadafim… koniecznie chcial wspólnie poczytac zielona ksiazeczke, ale udalo mi sie ujsc z zyciem zanim urzeczywistnil swoja obietnice / grozbe 😉

        i skoro u mnie bywasz to zauwazyles pewnie takze, ze jestem byxmyndig. w zwiazku z powyzszym zdecydowanie nie potrzebuje nikogo, kto by korygowal moje zachowanie czy poglady. a juz na pewno nie u mnie w „domu”, gdyz blog j rodzajem wirtualnej siedziby, w kt miesci sie nawet salon odrzuconych. faux pas, monsieur w! czy bywajac u szwedów pouczasz ich jak maja zyc?

        tytulów zazwyczaj nie (nad)uzywam – choc pochodze z miasta o wielkim zamilowaniu do tychze. natomiast nie widze powodów do urawnilowki – zylam chwile w PRL i jakos nie przepadalam za byciem nazywana obywatelka (choc samo slowo w sobie ladne) nazwisko, imie. juz nie wspomne o „towarzyszce” albo NRD-owskim „kollegin”. semantycznie do sprawy podchodzac polecam cytat szekspira o rózy. jednym ze swiadomych zabiegów niemieckich byla próba deprecjacji polskich partyzantów przez nazywanie ich „die polnischen banditen” – co nie zmienia faktu, ze byli to polacy walczacy o wolnosc (podobny zabieg stosowala szwedzka överheten w stosunku do snapphanar po przejeciu skanii)

        reasumujac: u siebie w domu mozesz nazywac kogo chcesz jak chcesz, ale bywajac u mnie respektuj – prosze – mnie, jako pania domu oraz tych, kt darze szacunkiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: