szwedzkiereminiscencje

Antropologiczny eksperyment-Kuegler

In Ksiazki on 9 Listopad 2011 at 00:59

Sabine Kuegler / Djungelbarn / Dziecko dzungli / 2011 / e-book

 

To kolejna z towarzyszek spacerów (na ostatnim z nich spotkalam sarne – i to w samo poludnie!). Nie bede sie nad ta pozycja przesadnie rozwodzic – pierwsza czesc umilala mi pobyt na swiezym powietrzu, zeby w polowie zaczac nuzyc. Mocna strona jest autentycznosc historii, zas slaba konstrukcja literacka oraz brak refleksji czy umieszczenia w kontekscie. Wspomnienia spisane zostaly przez trzydziestoletnia Sabine, która dziesiec lat spedzila w autentycznej dzungli – skutkiem czego autorka nie musiala pisac tasiemcowych wypracowan w szkole i nie podszkolila stylu. Z drugiej strony jak na osobe z wyksztalceniem w duzej czesci domowym i która uzywala na codzien paru jezyków na przemian, ksiazka jest imponujacym osiagnieciem. Szalenie ciekawe sa wrazenia z zycia codziennego w Europie zaraz po przylocie z Nowej Gwinei – jak sadze Kuegler chroni tutaj swoja prywatnosc  -i  nie zaprasza czytelnika na wszystkie smaczne zderzenia kultur, a szkoda!

 

 

Rodzice Sabine, Niemcy z klasy sredniej, postanowili zostac misjonarzami (religijny podtekst zostal przez Kuegler taktycznie pominiety). Ona sama rodzi sie podczas pobytu w Nepalu, doswiadcza powrotu do Niemiec i w koncu wyjazdu – tym razem na dlugo – na Papue. Wyprawa odbywa sie pod haslami badan jezykowych. W ojcu rozwija sie zylka podróznika-odkrywcy. Dzieki temu znajduje nieznane dotad bialemu czlowiekowi i slynace z okrucienstwa plemiona wojowników Fayu. Wyprawa ma happy end, gdyz jedno z plemion godzi sie na pobyt rodziny: rodziców, starszej siostry, Sabine oraz mlodszego brata. Czesc z opisów pobytu jest bardzo ciekawa – czesc zycie w dzungli idealizuje. Nawet teraz dla Sabine dzungla Fayu to kraina wiecznej szczesliwosci.

 

 

Ksiazka zostala sfilmatyzowana – dostarczyla wrecz wymarzonengo materialu. Kuegler napisala takze druga czesc wspomnien i jezdzila z odczytami m.in. do Stanów. Opisy zycia sa ciekawe, lecz po mojemu powinny zostac umiejscowione w szerszej perspektywie. Brakuje mi rozwazan na temat: czy rodzice europejscy maja prawo wywozic dzieci do dzungli wiedzac, ze kiedys powróca i beda sie musialy zaadaptowac do nowych i przerazajacych (w oczach przybysza z innego swiata) warunków? Czy biali maja prawo posadowic sie wsród „dzikich ludów”, zeby je badac? Czy nie mysla o zagrozeniach jakie ich inwazja moze dla ludnosci pierwotnej oznaczac: choroby bialego czlowieka, demoralizacja, zmiana sposobu zycia, wzorców rodzinnych, inwazja nastepnych bialych itp? Czy maja prawo leciec na Papue i nawracac „dzikich”? W ksiazce dominuje naiwna wiara dziecka w dobroc, nieomylnosc i pozytywny wplyw rodziców – Sabine przypisuje ich dobremu przykladowi zaprzestanie wojen miedzy plemionami. Czemu nie podaje ani jednego przykladu mozliwego negatywnego skutku tej eskapady? Koniec konców rodzice tez wrócili do Niemiec – predzej bym ich rozgrzeszyla jakby tak pokochali Fayu, ze zostali tam na zawsze. Jakby walczyli o ich polityczne prawa – czy tez prawa czlowieka. Jakby zalozyli fundacje i kwestowali na zachowanie endemicznych gatunków fauny i flory. Tymczasem ich wyjazd zdaje sie tylko kaprysem, pomyslem na zycie czy egzotyczna przygoda – po czym wrócili do wygodnego zycia na Zachodzie. Caly czas odkladali pieniadze na kupke (tzn. bank dla nich odkladal), wiec ksztalcenie dzieci w prywatnej szkole w Szwajcarii czy w Stanach nie stanowilo problemu. Tylko czy te pieniadze na wyksztalcenie zrekompensowaly dzieciom szok kulturowy?

 

Note bene refleksji na ten temat w ogóle nie widzialam na necie, w materiale promujacym ksiazke czy recenzjach – oprócz krytyki za brak wzmianki o dyskryminacji Fayu w Indonezji.

 

Pisze ten tekst zaraz po obejrzeniu filmu dokumentalnego „Tajemnica plemienia” – przedstawiajacego Yanomani w Orinoko (nie da sie uniknac skojarzenia z Fiedlerem). Tutaj wizyta antropologów zakonczyla sie zdemaskowana po latach pedofilia (Jacques Lizot, protegowany samego Lévi-Staussa!), prostytucja, epidemia odry oraz kwasinaukowymi badaniami amerykanskiej Komisji Atomowej. Wszystko przy cichej zgodzie misjonarzy – az sie wlosy jeza i chyba bede musiala dzisiaj spac w szlafmycy, zeby nie porobic dziur w poduszkach.

 

 

Poniewaz nie mam zdjecia okladki (ksiazke zaladowalam w bibiotece za pomoca sznurka) to zamieszczam zdjecia z dzisiejszego filmu – czyli plemienia Yanomani.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: