szwedzkiereminiscencje

Vademecum – opus piate

In Ksiazki, Kulinaria, Pamietnik, Sztuka, Szwecja on 28 Październik 2012 at 18:47

Nieśmiertelnik żółty – październik wlasnie dobiega konca. We czwartek obserwowalam wspaniale widowisko na niebie: czesc niebosklonu przybrala barwy zimne, niebiesko-zielone, a czesc pozostala w tradycyjnych cieplojesiennych zólciach, pomaranczach, zlocieni oraz brazach. Z tych zielono-niebieskich spadla za chwile grad – co aparat uchwycil w fornie kresek. Zaobserwowanej zmiany tonacji na niebie nie dane mi jednak bylo zarejestrowac, poniewaz prowadzilam samochód. Zdjecie moglam „zlapac” chwile pózniej, jak zjechalam na parking:

Na zewnatrz widowiska jesienne, zas we wnetrzu wystawa Nilsa Dardela, a  wlasciwie von Dardela. Tematycznie sie komponuje z „Erotycznym ogrodem Apolonii” Poli Dwurnik, o której czytalam w piatek. Kolorystycznie i stylistycznie z twórczoscia Sary Lipskiej, o której dowiedzialam sie takze dwa dni temu. Plakat z „Czarna Diana” kupilam sobie, nakleilam na tekture znaleziona w smietniku i wezme ze soba do pokoju hotelowego.

A teraz do Vedemecum – dzisiaj, zgodnie z obietnica, bedzie o jedzeniu. Smacznego!

Jedzenie

 

Jedzenie to temat-rzeka i to nie tylko w kazdym kraju, ale wrecz w kazdym domu. Niestety, nie moge sie rozpedzic z ksiazka kucharska, poniewaz czekaja na mnie jeszcze inne hasla. W kazdym razie uwazam, iz nie ma nic bardziej patriotycznego niz zoladek i jedna z najwiekszych bolaczek po przeprowadzce bywa zdobycie jedzenia, które nam smakuje. Za czasem zmienia sie smak i dochodza nowe potrawy – o ile pozostaniemy otwarci. Wszystko zalezy czy wybierzemy w kuchni linie konserwatywna, czy tez liberalna. Konserwatysci przywozili i przywoza z Polski wiktualy tutaj niedostepne, a uzywane w rodzinnej kuchni. Zycie konserwatysty dawniej bylo trudne, ale teraz dzieki obecnosci w Unii zarówno Polski jak i Szwecji na pólkach supermarketów pojawiaja sie polskie ogórki kiszone, kapusta kiszona, kasza gryczana, a nawet, w niektórych, kielbasa krakowska. Dawniej liczyc mozna bylo tylko na polskie sklepiki, usytuowane wylacznie w duzych miastach. Czyli dawniej konserwatysta kulinarny musial sie liczyc z sobotnia wycieczka do innej miejscowowosci, jezeli zamarzyla mu sie polska kielbasa czy budyn z torebki.

 

Sama reprezentuje linie liberalna, co przejawia sie w tym, ze niechetnie gotuje to samo danie dwukrotnie – a jakby co, to juz w inny sposób. Tak, ze nie cierpialam zbytnio z powodu nieobecnosci polskich wytworów. Na poczatku za to cierpialam na niedobór jarzyn i owoców. Jak sadze Polacy nie doceniaja tanich truskawek, malin czy porzeczek, które obradzaja  co lato – tutaj to towary luksusowe. Teraz sytuacja na rynku owocowo-warzywnym zmienila sie na lepsze, gdyz po pierwsze pojawily sie nowe sieci sklepów, a po drugie Szwecja przystapila do Unii Europejskiej i zwiekszyl sie asortyment. Nadal jednak najlepsze i najswiezsze jarzyny czy owoce mozna nabyc w sklepikach arabskich oraz na targu – zazwyczaj takze od Kurda czy Araba. Rozwój „zielonego” rynku przyspieszyla moda na zdrowa zywnosc oraz zdrowe odzywianie sie. Zdrowe – co oznacza w praktyce takie, jakie jest akurat modne i jakie pasuje odzywiajacej sie osobie ze wzgledów ideologicznych badz smakowych. Ba, niektórym odzywianie sie zastapilo nawet religie i stalo sie najwazniejsza kwestia w zyciu. Co z kolei jest prosta konsekwencja konsumpcyjnego stylu zycia i tycia – wiele osób, które bardzo przytyly ratuje sie operacja zmniejszenia zoladka i pózniejsza drastyczna dieta. Albo próbuje zeszczuplec przy pomocy jednej z modnych diet. W kazdym razie nalezy byc przygotowanym na nie tyle dyskusje, co monologi o jedzeniu – co mnie na przyklad odbiera zupelnie apetyt. Czesto mi sie zdarza, ze siadam do stolu ze swoim sniadaniem na przeciw szwedzkiej kolezanki, która wykrzykuje: alez ty zdrowo jesz! A ja jem to, co lubie – a mam z Polski nawyk jedzenia duzych ilosci zielenin wszelkiego rodzaju. Lubie tez eksperymentowac, dlatego wole upiec pizze na mace orkiszowej, co zyskuje mi miano „zdrowotnej” pani domu.

W kazdym razie wielu wspólczesnych Szwedów, a wlasciwie to wspólczesnych Szwedek, zyje wedlug zasady: jestes tym, co jesz. Wiele kobiet przeszlo tez na diete tradycyjnie meska, zawierajaca duzo miesa. Eksperci z kolorowych gazet twierdza, ze te osoby podkreslaja swój status, poniewaz mieso jest produktem drogim. Czyli: jestem lepsza, bo stac mnie na zywienie sie miesiwem. Podczas gdy druga osoba jest scisla wegetarianka i nie splami ust nawet ryba. Znalam tez blisko osobe, która odzywiala sie niemal wylcznie jogurtem wlasnej produkcji. W kazdym razie na jaki by egzemplarz „jestem tym, co jem” nie natrafic, nalezy zachowac zimna krew, udawac, ze sie slucha, nie do konca przyznawac sie do wlasnych nawyków zywnosciowych i robic – a wlasciwie jesc – swoje.

 

W tradycji kulturalnej zapisuje sie kultura, historia, geografia i gospodarka kraju. Szwedzkie tradycyjne potrawy swiadcza o biedzie, braku fantazji i korzystaniu z bogactw morza. Gwoli sprawiedliwosci musze dodac, ze Szwedzi, wierni swojej naczelnej zasadzie bycia narodem nowoczesnym, rozwineli sie teraz kulinarnie i mozna tu zjesc na prawde dobrze. Duza w tym zasluga imigrantów, zwlaszcza tych z poludnia. Przywiezli ze soba przyprawy i kuchnie sródziemnomorska, a poza tym prowadzili i prowadza spora czesc restauracji. Niekoniecznie tych ekskluzywnych, ale czesto vägkrogar czyli knajpy przydrozne. Ludnosc miejscowa zaczela tez wykorzystywac przyrodzone bogactwa naturalne, takie jak brusznice (lingon) i grzyby. Podobno brusznice zaczeto zbierac z poczatkim XX wieku, a jako grzyby okreslane sa zazwyczaj kurki i pieprznik trabkowy (zwany przeze mnie trabkowcami). Co do reszty zapanowala dopiero ostatnio moda na grupowe i zorganizowane udawanie sie do lasu ze znawca przyrody albo ksiazka grzybiarska. Lasy szwedzkie w dobrym sezonie obfituja w prawdziwki, do zbierania których zdaje sie zachecili Szwedów Wlosi. Podobno bowiem przyjezdzali tu i wywozili „towar” calymi ciezarówkami. Wloska kuchnia jest w modzie, zatem i prawdziwki uznane zostaly jako grzyb godny szwedzkiego podniebienia.

Jak dla mnie najbardziej zauwazalna tradycja szwedzka jest duze spozycie produktów morza. O róznym stopniu przetworzenia, jakosci i swiezosci. Zaczne od najwiekszych horrorów czyli sledzia fermentowanego w puszce (surströmming) oraz ryby w lugu (lutfisk). Ta pierwsza to rarytas Pólnocy, zas bez drugiej nie obejdzie sie zaden stól wigilijny. Sledz fermentowany nie jest niczym innym niz sfermentowanym sledziem – tak tez smakuje, a przede wszystkim taki wydziela fetor. Sprzedawany w puszkach z bombazem i jedzony zaczynajac od trzeciego czwartku sierpnia. Zawiniety w podplomyk, czasami jeszcze uszczelniony zgniecionym ziemniakiem z cebulka. Zapijany mlekiem i wódka w sporych ilosciach. Nie polecam jako prezentu dla rodziny w Polsce – sama o malo nie dostalam wilczego biletu na nieokreslona przyszlosc. Natomiast jezeli chodzi o rybe z lugu, to bywala rozmaitego rodzaju: dorsz, szczupak, sandacz, leszcz lub sieja. Dzisiaj to zazwyczaj molwa pospolita albo czarniak. Ryba zostaje najpierw ususzona, a pózniej lezakuje w lugu. W sklepie mozna kupic porcjowane kawalki, które nastepnie z tego lugu trzeba wymoczyc w wodzie. W rezultacie zostaje samo bialko – a ryba zatracila juz dawno smak. Mozna zjesc, o ile sos do ryby uda sie – i jest to nie tyle moja opinia, co miejscowych znajomych. Ubogim krewnym smacznych i swiezych dan z zyjatek morskich jest ulubiony dodatek Szwedów i niezbedny element walizek podczas podrózy zagranicznych: Kalles kaviar. Nie nalezy dac zwiesc sie nazwie i kupowac jako kawioru – miejscowi uzywaja go jako dodatku do jajek na miekko albo wyciskaja paste na kanapke – tez najlepiej z jajkiem.

 

Poza tymi ekstremami w wózkach ze swieza ryba mozna kupic ryby na prawde znakomite (i drogie), homary i krewetki – a takze akompaniujace sosy i salatki, z których osoby o wrazliwych zoladkach powinny raczej zrezygnowac – ze wzgledu na duza zawartosc tlustego majonezu. Lepiej w domu ukrecic wlasne aioli, które traktowane jest niemal jak szwedzki sos.

 

Na wszystkie swieta, do kanapki oraz tortu kanapkowego jada sie sledzie. Z tym, ze rozróznia sie sledzie baltyckie – dawniej lowione miedzy Kalmarem a polskim wybrzezem- czyli strömming oraz wszystkie inne czyli sill. Czesto marynowane na slodko, z róznymi sosami. Glówne danie na Kupalnocke czyli Midsommar – wtedy polane smietana i posypane szczypiorkiem. Poza sledziem jako ryba odswietna popularny jest losos: wedzony na cieplo badz zimno oraz solony. Solic mozna samemu z lodówce: surowego w soli, cukrze, pieprzu i koperku. Byle tylko w naczyniu szklanym, a nie worku z PCW, zeby sie nie nalykac ftalatów. Popularny jest takze losos gotowany czy grilowany. Dawniej mozna bylo kupic smiesznie taniego lososia mrozonego z Kanady, ale niestety ryb wszedzie coraz mniej. Skandynawowie przyrzadzaja tez pasztety i klopsiki z ryby, ale nie sa to zazwyczaj dania dostosowane do  kontynentalnego zoladka. Za to krewetki sa pyszne i dlugo bylo to typowe danie na piatkowy podryw: wpadnij do mnie na krewetki, bagietke i biale wino. Teraz lepiej sie juz nie przyznawac, ze je sie bialy chleb, poniewaz inne mody nam nastaly (i dobrze). Równie smaczne sa raki jadane gremialnie i w papierowych czapeczkach w sierpniu oraz homary. Niestety, coraz czescie kupowane  w formie mrozonki z Chin.

 

W ten sposób opisalam to, co w kuchni szwedzkiej najsmaczniejsze i pozostaly mi bardziej banalne potrawy. Szwed bywa zazwyczaj zwolennikiem standaryzacji – o ile nie przyjdzie moda na zmiane i wtedy zmieniaja gusty wszyscy na raz. Wiekszosc kraju pokrywaly i pokrywaja lasy, po których dawniej pasly sie chude krowy. Na zime krowy bywaly zazwyczaj zazynane, poniewaz chlop nie mial mozliwosci wykarmienia zwierzyny przez zime. W ramach nauki szwedzkiego uczylam sie, ze w zimie biedna ludnosc, która stanowila wtedy wiekszosc populacji, przezimowywala nie tyle o chlebie i wodzie, ale o kaszy i samogonie. I o ile samogon przetrwal stulecia w formie niezmienionej, to kasza zostala na dlugie dziesieciolecia wyeliminowana z jadlospisu. Teraz wraca na fali zdrowej zywnosci – przedstawiana jako nowosc: sprzedawana w paskarskich cenach i aptekarskich porcjach.

 

A skoro juz o chlebie wspomnialam, to doszlam do przeszkody dla polskiego zoladka nie do pokonania. Mianowicie typowy chleb szwedzki jest slodzony melasa (do wyboru: jasna badz ciemna) i slodki w smaku. Nawet ten pieczony na zakwasie. Kiedys jakis Polak rozejrzal sie po dziale piekrniczym i wybuchnal: tyle chleba, a nie ma co jesc!. Teraz jednak sytuacja poprawila sie – na pewno w malych (czytaj: drogich) piekarniach sprzedawaje sie chleby zwane wloskimi, szwajcarskimi, z orzechasmi wloskimi, na zakwasie bez melasy. Swieze sa bardzo smaczne – warto je albo zjesc od razu, albo czesc od razu zamrozic. Moga bowiem miec niemila tendencje do tezenia na dzien nastepny, co sklania w strone ponurych dywagacji typu: co oni do tego chleba wlasciwie dodaja? W kazdym razie chleb na zakwasie zadomowil sie, na cale dla nas szczescie – na stale. Nawet przed biblioteka miejska stoi tablica: grzanki z chleba na zakwasie. Nie da sie ukryc, chlebowo bylismy do przodu o wieki cale przed melasolubnym narodem szwedzkim. Inna sprawa, ze najlepszy chleb bywa wypiekany w domu. Z kolei w tej modzie Szwedzi byli pierwsi. Nolens volens stalam sie mistrzem wypieku chleba z mak rozmaitych zbóz o róznym stopniu rozdrobnienia, wzbogacone róznymi dodatkami. W sklapie arabskim dostalam nawet pamietana z dziecinstwa czarnuszke.

 

Ziemniaki sa tutaj niezwykle smaczne. Sprzedawane w sklepach myte, w kategoriach: maczne i zwarte. Mlode ziemniaczki stanowia co roku nieodlaczny element posilku na Kupalnocke. Musze przyznac, ze podziwiam szwedzkich rolników, którym co roku – niezaleznie od aury – udaje sie wyhodowac tanie ziemniaki juz z koncem czerwca. Ziemniaki sa tez podstawa takich dan kuchni domowej (husmanskost) jak raggmunk, råraka i palt.

 

Mieso jada sie najchetniej macierzystego chowu, reklamowane jako wolne od antybiotyków i najzdrowsze. Szwedzi wierza jak jak w mantre, ze nigdzie na swiecie nie masz lepszego jedzenia nad plody gleb szwedzkich i zwloki rozumnych czworonogów z rodzimych zagród. Bez zmruzenia oka kupuja dwa razy drozszy szwedzki miód, o którym Kubus Puchatek powiedzialby, ze najbardziej przypomina ser, niz miód turecki czy argentynski – a na zdrowy rozum kwiatów (i pylku) wiecej na poludniu. Tymczasem szwedzkie czesci kurczaka w mrozonce sa równie nasolone i nasaczone woda jak i w innych krajach. „Szynka swiateczna” w celu poprawienia stopnia jadalnosci powinna zostac od razu grilowana, poniewaz ocieka woda i smakuje opuchlizna. Te wszystkie oszustwa trudno przejrzec, poniewaz mieso sprzedawane jest zawsze w porcjach i zaplastykowane. Za to godna polecenia jest dziczyzna – zazwyczaj wlasnorecznie upolowana.

 

Kielbasy nalezy w tym kraju unikac jak ognia, poniewaz jej smak bywa szokiem dla polskiego podniebienia. Sama nie wiem która jest gorsza: kielbasa z Falun (falukorv) czy tez taka z okami tluszczu? Falukorv sklada sie z bardzo niewielkiej ilosci miesa i przypomina smakiem mortadele z okresu PRL. Stanowi podstawowe danie w rodzinach wielodzietnych ze wzgledu na niska cene. Starsi preferuja falukorv pokrojony w plastry, na wpól spalone na patelni – koniecznie zeliwnej. Danie to nalezy do typowej husmanskost czyli kuchni domowej.

 

Husmanskost to rozdzial sam w sobie. Ludzie starsi nadal preferuja dania tej kuchni. W kazdy  czwartek oferuje sie zawsze zupe grochowa (ärtsoppa) i nalesniki z marmolada (pannkakor). Zupa grochowa jest jedna z niewielu znanych mi szwedzkich zup- czasami mozna jeszcze natknac sie na pomidowora i gulaszowa. Kuchnia domowa to w praktyce kawalek miesa i ziemniaki w burym sosie. Uznawane za najbardziej szwedzkiej danie kulki miesny przywedrowaly tutaj z poludnia. W kazdym razie synonimem dobrego jedzenia sa „mamine kulki miesne” (mammas kötbullar). Inna typowa szwedzka potrawa jest kwasne mleko, filmjölk. Jedzone jako oddzielne danie na sniadanie, posypane cynamonem, ewentualnie z dodatkiem brusznic, a obecnie takze jakis platków.

 

Innymi specjalnosciami szwedzkiej kuchni sa tort kanapkowy (smörgåstårta) i stól szwedzki (smörgåsbord). Ten pierwszy troche w zaniku, ale preferowany przez starsze pokolenie i podawany na uroczystych przyjeciach typu konfirmacja, wesele, jubileusze czy urodziny. Sklada sie w paru warstw chleba (bialy albo ciemniejszy) przelozonych gestym sosem majonezowo-smietanowym. Kazda warstwa zawiera dodatkowo kombinacje krewetek, lososia, ogórka, jajek, ikry, koperek, pomidorów, rzodkiewiek, sledzia i szynki. Dekoruje sie i kroi jak tort. Danie szalenie sycace i bedace dobrym podkladem do swiatecznej okowity. I tak jak tort kanapkowy jest daniem nowym, wywodzacym sie z lat szescdziesiatych, to szwedzki stól ma w kuchni szwedzkiej dluga tradycje i reprezentuje wszystko to, co w niej najlepsze. Obecnie najczesciej spotykany w postaci próbnej Wigilii czyli julbord. Wszystko zalezy od poziomu lokalu oraz kieszeni klienta, ale w dobrej resauracji mozna przesiedziec przy takim stole pól dnia i caly czas próbowac nowych smakolyków. Szwedzka mentalnosc i tradycja robila zawsze róznice miedzy codziennoscia a swietem Na codzien bowiem Szwedzi jedza skromnie – czesto bierze sie do pracy tzw.matlåda czyli plastykowe pudelko po lodach zawierajace pozostalosci po wczorajszym obiedzie. Natomiast jak szalec to szalec – i z okazji rozmaitego rodzaju swiat czy po imprez zakladowych ludzie przescigaja sie w obzarswie i opijstwie – bo tego inaczej sie nie da nazwac. Podstawa julbord sa sledzie róznego rodzaju, losos, wedliny, galareta cieleca, salatki, sery, owoce, desery, czekalada i oczywiscie do tego rozamite rodzaje wódek. Podobno w ogóle tradycja smörgåsbord wywodzi z tradycji brännvinsbord czyli XVI-wiecznego stolu wódczanego, bedacego nieformalnym rodzajem bufetu przekasek przed obiadem.

 

Szwedzi przekonani sa równiez, ze produkuja najlepsza czekolade na swiecie i innej z reguly do ust nie wezma – a osiaganiecia takich krajów jak Szwajcaria, Belgia czy Holandia zupelnie im nie imponuja. Jak na ironie wszyscy zalozyciele rodzimych marek. Cloetta, Marabou i Frazer nie byli Szwedami, tylko kolejno: Szwajcarami z Danii, Norwegiem i Szwajcarem z Finlandii.

 

Skoro juz jestemy przy deserach to pora na ciasta i torty. Z reguly upieczenie ciasta wedlug swzedzkiego przepisu zajmuje od jednej trzeciej do jednej dziesiatej tego co polskie – a produkt koncowy wychodzi podobny. Wrodzona szwedzka efektywnosc zbiera plony – zadne tam palki i makutry – wszystko powinno sie wrzucic do maszyny, utrzec i upiec od razu. Alternatywnie ciasto drozdzowe wsadza sie po wyrobieniu maszyna do lodówki, zeby wyroslo przez noc. Smakowo odbiegaja tez od polskich tradycyjnych wypieków. Dla Szwedów nasze ciasta bywaja za slodkie i za ciezkie. Za wyjatkiem sernika wiedenskiego, który wzbudza zachwyt. Co prawda tutejsi takze wytwarzaja produkt pod nazwa „sernik” i taka galaretowata masa sprzedawana jest w sklepach, ale przypomina mi zawiesine aminokwasów – ten koktajl to serwatka z wyspami zakrzepnietej kazeiny. Wyglada jeszcze gorzej niz lutfisk i przez wszytskie lata pobytu odalo mi sie skutecznie tego „smakolyku” uniknac. Ciasta drozdzowe opisuje pod haslem fika. Istnieja takze tzw.ciasta wiedenskie, skladajace sie w ciasta francuskiego z czyms na wierzchu. To „cos” wyglada na mieszanine jajeczno-serowa. Jak dla mnie sa za tluste, ale ciesza sie duzym wzieciem. Natomiast torty skladaja sie tradycyjnie z ciasta z dzemem, bitej smietany i kozucha z tzw.masy marcepanowej na wierzchu. „Skóra” tortu ksiezniczki musi byc obowiazkowo zielona. Na szczescie teraz cukiernie oferuja lezejsze warianty, na przyklad z owocami. Te awangardowe oferuja nawet torty z galaretka, która rasowy szwedzki konsument pracowicie wydlubuje i odsuwa na bok. Podana na deser galaretka z owocami zejdzie ze stolu nietknieta. Podobnie zreszta jak ciasto z makiem.

 

À propos sernik – sytuacja serowa poprawia sie z roku na rok. Dawniej wystepowaly praktycznie dwa rodzaje rodzimego sera zóltego – teraz mozna kupic sery plesniowe, rózne serki kremowe serki biale i sery zagraniczne. Podawane bywaja z lopatka do sera (wynalazek norweski). Jesli jako deser to z krakersami i winogronami – luksus oferowany tylko na proszonych przyjeciach. Lodów za to maja wbród i w wiekszosci bardzo dobrych. Uwielbiane przez dzieci, stanowia deser w kazdej rodzinie niezaleznie od pory roku. Owoce sa jadane glównie pod postacia bananów. Jedza je glównie kobiety, ale dzieci tez szkolone sa juz od przedszkola. Od Lucii do Bozego Narodzenia obowiazuja mandarynki. Od Kupalnocki truskawki – koniecznie szwedzkie. Albo nawet i polskie, ale mówi sie i tak, ze szwedzkie. Jednym z ulubionych „owoców” bywa takze…rabarbar, najczesciej w formie paju z rabarbarem. Podawany sie na cieplo w towarzystwie lodów smietankowych.

 

 

  1. Aleś się rozszalała SD. Nie dość, że jeszcze nie zdążyłam przetrawić (wczoraj czytanej) książki Adichie to stół z kolejnymi daniami ugiął się niebezpiecznie. Czytam cię i czytam, zastanawiając się, od czego ci Szwedzi tacy rośli. Ulubione dania nie zostawiają sensownego tropu.
    Ich gusta kulinarne, bardzo ‚słodkie’ zdumiewały mnie już jako pachole, gdy wizytująca nas rodzina ze Szwecji posypywała wszystko cukrem. Nawet schabowy z kapustą.
    W trakcie lektury nasunęło mi się masę pytań; choćby zdumienie, że tak tanie wszędzie produkty, u nich właśnie, są najdroższe.
    Dobrze, że chociaż do części grzybów się przekonali. A rośnie ich w Skandynawii mnogość wielka, tuż przy szosach.
    Dziwne jest też, że i morza i jezior mając w bród, miętoszą te nieszczęsne połowy na zatrważające sposoby.
    Moim faworytem (w ich kuchni) pozostaje zestaw grochówka i naleśniki z dżemem. Wciórności, sama bym nie wymyśliła, choć tak jak ty, niczego jeszcze dwukrotnie nie ugotowałam tak samo. W ogóle zastanawiająca jest ich namiętność do dżemów w ‚olśniewających’ konfiguracjach.
    Ciasta wiedeńskie jako francuskie, też niczego sobie.
    Cieszy mnie (:), że tacy z siebie zadowoleni, tyle rzeczy mają ‚najlepszych’. Tej cechy nam trzeba! Może puszkowałabyś i słała nad Wisłę – z zyskiem?

    Ależ z ciebie gospocha, aż mi ślinka leci od twoich dywagacji. Wczoraj poczułam nawet… zapach zapiekanych ślimaków – przepadam.

  2. ewo – slimaki, i owszem, ciezkostrawne, ale proza pani adichie smakowita. moze kieyds przeczytasz – specjalnie nie rozpisywalam sie na temat przebiegu akcji, zeby nie psuc przyjemnosci czytania tym, kt dopiero dojrzewaja do lektury

    mysle, ze zamilowanie do cukru to relikt chudych lat dawnych, kiedy cukru bylo jak na lekarstwo. teraz to kompulsywne slodzenie przechodzi na skutek zamilowania do „zdrowej zywnosci”. podobnie zreszta jak z maslem i smietanka – moja byla sasiadka mawiala: taka FAJNA (fin=dobry, lepszej jakosci, wyzszych lotów) zupe ugotowalam, bo tyle w niej masla i smietany”. a szwedzi rozmiarowo sporzy pewnie z genów😉

    jakbym mogla, to bym rzeczywiscie redystrybuowala poziom samozadowolenia – bo tutejszy nadmiar drazni, a polski niedosyt tez denerwuje. niedawno byl dobry tekst pani magdaleny tulli, na temat przyczyn naszego braku wiary w siebie i nadrabiania czym innym. mieszkajac tutaj widac wszystko z innej perspektywy – ze mozna inaczej i mniej na wynos, a bardziej dla siebie

    a grzyby sie, niestety, juz w tym sezonie skonczyly. zebralam wczoraj tylko pare „trabkowców” (pieprznik trabkowy, uznawanych tu za przysmak). ale zamarynowane rydzyki ciesza moje oko jak tylko zajrze do spizarki…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: