szwedzkiereminiscencje

Polnische Fiksum-dyrdum/ Polish fiu-bzdziu-Bator

In Feminizm, Ksiazki, Polskie refleksje on 25 Listopad 2012 at 12:00

Joanna Bator / Chmurdalia / 2010

Jeszcze sie oblizuje i nie przetrawilam jednej, a juz sie slinie na mysl o nastepnej…ksiazce. Pani Bator sprawila mi wielka radosc czytelnicza i to od pierwszej do ostatniej kartki. Tak mi nie smakowala zadna polska powiesc po „Weiserze” i „Poczatku”! Polska ci ona i nie-polska. Dla kazdego cos milego, a zwlaszcza dla kobiet. Niczym obraz Chagalla, powiesci Singera z Eugenidesem i Grassem, z lekkim zabarwieniem czy posmaczkiem poludniowoamerykanskim. Epopeja polsko-europejsko-swiatowa, samymi malymi kwantyfikatorami pisana. Hetero-homo-matriarchalna. Podczas gdy Maslowska skupia sie nad zjawiskami nowymi Joanna B przerzuca pomost miedzy starym a nowym. Swietna!

 

Na tym stwierdzeniu najchetniej bym zakonczyla moje wywody, gdyz latwiej sie z reguly pisze o ksiazkach slabych. Wtedy to i posmiac, i ponabijac sie mozna – a tak to od razu wychodzi na serio. Ale brak dalszego komentarza nie bylby fair w stosunku do autorki oraz ksiazki, która tyle dobrych odczuc i uczuc we mnie wzbudzila. Troche niczym Franzen, w którym latwo mozna sie odnalezc. Wieloetniczny kilim czy tez patchwork, tkany rekoma wielu pokolen kobiet. Opowiesc opowiadajaca – nie wartosciujaca. Przetykana  watkiem piosenek spiewanych dziecio w chorobie, przeplatana opowiesciami snutymi w gronie rodzinnym. Tymi autentycznymi i tymi zmyslonymi, które po latach opowiadan zdaja sie równie prawdziwe. Portrety matek-Polek, matek-Cypriotek, czarnych matek i babek z Brooklynu. Wizerunki krepych, kiepsko ubranych kobiet, które po swojemu wadza sie z zyciem i sa zyciem samym; karmiacych bliskich salatka warzywna czy baklawa. Cienie Zydów polskich, cienie szlachty polskiej, cien polskiego dziedzictwa. Emigracja dzielaca na tych, którzy wyjechali i na tych, którzy ich wybory nie do konca rozumieja i akceptuja. Po Mrozku to dla mnie pierwszy prawdziwy obraz emigracji. W ogóle chyba pierwszy dobry obraz Polski wspólczesnej – takiej, która ma juz swoich ambasadorów w postaci Polaków przemieszczajacych sie po swiecie. Polski Polaków poddawanych kuracjom wstrzasowym, którzy jakos sie z nich otrzasaja, do siebie i zdrowia nie tyle cudem czy madroscia, lecz glównie – wbrew powszechnym wyobrazeniom – dochodza ciezka praca i pomyslowoscia. Polski polityków Maslaków oraz zaradnych gospodyn domowych, które – jak trzeba, w obronie bliskich – i plastykowa, chinska torebka z bazarku Manhattan przylozyc potrafia.

Podoba mi sie okladka, z para syren widzianych w wodzie od dolu. Przypomina mi tez wlasne zdjecie z Morza Czerwonego – z pletwami zamiast rybiego ogona (odczuwam pokrewienstwo duchowe z ksiazowymi Dominika i Grazynka,  a jakze!) Przypomina takze zanurzenie sie w wodzie Fausta z Malgorzata w filmie Sokurowa, symbolizujace wolnosc. Wolnosc jak u Franzena, wolnosc wyboru. Z tym, ze Franzen jest bardziej gorzki – w kraju, gdzie trwa od lat nie smakuje dluzej tak wybornie. U Bator bohaterki sa beneficjentkami mozliwosci pordózowania, otwarcia granic oraz pracy w rozmaitych miejscach. Potrafia sie stwarzac na nowo, choc jedne maja to we krwi, a drugie przymusza sytuacja zyciowa.

 

Jeszcze dwa slowa o jezyku – Bator stworzyla jezyk odrebny, majacy swój wlasny rytm. Laczy nowe slowa ze starymi, wplata „nielitterackie” wyrazenia typu fiksum-dyrdum albo fiu-bzdiu, gra skojarzeniami   zalewa opowiadaniem, podsyca ciekawosc, wylapuje ulamki codziennosci. Miód-malina, cymes, niebo w  gebie.

 

Wiecej nie napisze, bo zaglaskam na smierc. Nie wyjawie tez akcji powiesci, gdyz nie chcialabym odbierac potencjalnym czytelnikom swiezosci odkrywania bohaterów. Zamówilam juz w bibliotece wczesniejsze pozycje pióra Bator – moze od nich powinnam byla zaczac, ale jak sadze, powstrzymaja i tak mój slinotok czytelniczo-lubiezny.

  1. Super! ja jestem admiratorką Bator. Dawno temu na starym tamaryszku dzieliłam się odkryciem. Najnowsza powieść już na półce. Ale czas mam tak – nomen omen – zabookowany, że kosmos. Z komentarzem porządniejszym też jeszcze kiedyś wrócę. Pa! Język! No właśnie, to jest najlepsze, fiksum-dyrdum!

    • renée, wdzieczna jestem za kazde „wpadniecie”, chetnie bym herbata i czym do w ten szary listopad poczestowala!

      jestem pewna, ze pisalas dobrze (i jak zwykle ciekawie) o bator, ale ja – jak matol jeden – w ogóle nie zareagowalam. a teraz mysle: jak ja moglam zyc bez prozy JB?😉

      zycze rozbookowania codziennosci, zebys zdazyla przygotowac sie do swiat i nimi szczerze nacieszyc

  2. Ja na słówko, żyję, czytam, podziwiam🙂

  3. Ewa – bylebys Tullinge czytala – podziwiac nie musisz!

  4. Ewo, wybacz – mialo byc „tylko”. to mój glupi swzwedzki telefon, kt sadzi, ze j madrzejszy ode mnie i po mnie „poprawia” tekst

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: