szwedzkiereminiscencje

Vademecum – opus siódme (zdecydownie nie-ostatnie!)

In Pamietnik, Szwecja, zwierzeta on 11 Listopad 2012 at 00:12

Nastepny tydzien nam sie konczy. W ostatnia niedziele przezylam nieoczekiwane spotkanie z przyroda – w drodze do drzwi hotelu zaoczylam cos rudego. O, jak to milo – kocurek! – pomyslalam i o malo nie poglaskalam. Ale jakis taki za duzy byl na kocura, wiec pomyslalam: pies – i znowu o malo nie poglaskalam. Tylko ze jakis jakby za dlugi i za kiciasty na psa tez byl, lisek-chytrusek jeden! Najwyrazniej glodny – zwabil go znajdujacy sie opodla wejscia kubel na smieci. Z wyraznym zniecierpliwiem czekal az otworze wierzeje do lepszego swiata, pelnego frykasów. Tymczasem panienka w recepcji zle mi nagmanetyzowala karte i mialam klopoty z wejsciem do hotelu. Jak juz mi sie udalo zniecierpliwiony rudas dal dyla na trawnik, chowajac sie przygotowanymi do wymiany przewodami wentylacyjnymi. A kiedy wreszcie wyciagnelam komórke, zeby  uwiecznic nasze spotkanie to juz go nie bylo – dlatego zamieszczam zdjecie sciagniete z Internetu:

Poza tym udalo mi sie zlokalizowac obraz Carlosa Parady w moim gulagu. Znajduje sie w jadalni budynku zaludnionego robotnikami budowlanymi – typowy przyklad demokratycznego podejscia Szwedów do sztuki.

Nawiazalam tez z rehabilitantem kontakt przypominajacy sado-maso oraz relacje Any z Christianem Greyem. Rehabilitant zadaje mi ból, a ja niepomna bólu umawiam sie na nastepne spotkanie… teraz jednak pora na nastepny fragment Vademecumm. Ponizej zalaczam lekko spóznione zdjecie o tematyce kulinarnej.

Coaching

 

Szwedzi latwo padaja ofiara nowych pradów, szczególnie wywodzacych sie ze Stanów Zjednoczonych. Sa osoby, które chca tanczyc z wilkami, które podazaja sladem przepowiedni Majów o koncu swiata, które medytuja i uprawiaja kazdy mozliwy sposób yogi. Sa tez pozeraczami ksiazek samopomocowych, które docieraja tu niedlugo po amerykanskiej premierze. Jedna z ostatnich powszechnych mód – a wlasciwie chyba taka, która juz osiagnela apogeum – jest coaching. Jak to stwierdzila niedawo aktorka Lena Endre, grajaca role coacha w serialu pod tym samym tytulem, ludzie zdecydowanie nie maja ochoty dorosnac i potrzebuja kogos, kto nie tylko ich wyslucha i zrozumie, ale jeszcze poradzi co maja zrobic. To kiedys byla rola rodziny i przyjaciól, lecz poniewaz wiezy rodzinne sie rozluznily, a ci, którzy maja prace pracuja bez ustanku, zas przyjacielem nazywa sie teraz kazdego na facebooku, przed którym nalezy sie pochwalic swoim w zalozeniu niezwyklym zyciem, to nie ma sie juz nikogo, z kim mozna by bylo normalnie, po ludzku pogadac. Coaching jest w dodatku dzialalnoscia nie kontrolowana przez zadne organa – zatem kazdy, kto czuje powolanie moze sobie wydrukowac odpowiednia wizytówke i rozpoczac dzialanosc gospodarcza. Rzecz jasna, isnieja osoby kompetentne i czesc z coachów dysponuje wyksztalceniem psychologicznym. Wiekszosc jednak to rozmaici szarlatani, którzy albo caly czas chca obejmowac swoich klientów albo wprowadzaja ich w tajniki antropozofii. Rysuja na tablicy „kolo zycia” lub kaza zapisywac pozytywne mysli w specjalnym kajeciku.

 

Urzad zatrudnienia wspólpracuje scisle z cala fauna i flora coachów, dostarczajac im stalych dochodów. Pieniadze szwedzkiego podatnika zamiast na stworzenie nowych miejsc pracy, czego nikt nie potrafi dokonac, wydawane sa na watpliwej jakosci kursy dla bezrobotnych. Zalozenie niby dobre, ale wykonanie i wynik sa fatalne. W dawnych czasach istnial rozbudowany system znakomitych kursów zawodowych, gdzie mozna bylo sie nauczyc czegos pozytecznego. Potem kursy przejely firmy prywatne tylko po to, zeby je zlikwidowac i zalozyc przedsiebiorstwo wynajmu pracowników. Czesto naganianych przez zaprzyjaznionych coachów. Coachów oferuja tez zwiazki zaawodowe dla swoich czlownków – do trzech rozmów bezplatnie. Po tych trzech rozmowach delikwent powinien juz umiec zmienic swoje zycie. Niestety, wiekszosc tego rodzaju coachów ogranicza swoje usdlugi do sprawdzenia CV oraz listu motywacyjnego.

 

 

Hen

 

~Marek: Dawno juz stracilem wszelki szacunek dla umyslowo zboczonych Szwedow. Jestem za rownouprawnieniem wszystkich ludzi, ale oni po prostu zaczynaja wymagac ignorowania faktow rzeczywistosci, zmieniaja historie, przeredagowuja klasyki literatury itd., itd. To ludzie z pogarda dla rodziny: dzieci tam sa wlasnoscia panstwa, a rodzice to tylko opiekunowie, ktorzy jutro moga byc zastapieni przez inna, rownowazna para opiekunow. Skandynawia jest moralnie chora.

 

O czymzesz pisze oburzony pan Marek? Ano o szwedzkiej propozycji zastapienia zaimków osobowych „on” i „ona” jednym, lacznym dla obu plci. Po szwedzku zas – zamiast mówic „hon” o dziewczynce i „han” o chlopczyku – zwracac sie do dziecka per „hen”. Praktyczni Szwedzi juz dawno wymyslili, zeby zamiast pisac „on” albo „ona” uzywac gwiazdki w srodku wyrazu – i tak w korespondencji na czatach wystepuje juz od dawna „h*n”. Tak, ze zaimek „hen” jest tylko rozwinieciem zaimka bedacego w powszechnym uzyciu..

 

Oczywiscie, istnieja inne slowa zbiorcze obejmujace obie plcie, takie jak „dziecko” czy „czlowiek”. Pytanie wiec, czy nowe slowo, które juz zostalo oficjanie uznane przez Rade Jezykowa, jest potrzebne? Widocznie nastal czas cwiczen semantycznych, gdyz przypomina mi sie niedawna polska dyskusja o tej „ministrze”. Tak na marginesie to nowoczesny jezyk szwedzki uzywa jednej formy, zródlowo meskiej, dla okreslenia funcji czy zawodów. Odwrotnie niz z polskim postanowiono odejsc od formy „nauczycielka” (lärarinna), poniewaz kojarzylo sie z biedna szkola dawnej Szwecji. Za to niemiecki oferuje obie formy: „der Politiker” i „die Politikerin”, choc Niemcy sa znani z raczej zachowawczego stosunku do równouprawnienia. W zasadzie powinien na ten temat wypowiedziec sie filozof – szkoda, ze Wittgenstein nam juz nie moze pomóc.

 

Po tych filozoficznych rozwazaniach wracam do szwedzkiej dyskusji na temat koncepcji hen. Od razu napisze, ze koncepcja ta wzbudzila w Szwecji burzliwa dyskusje. Z jednej strony nad zagadnieniami wychowania bez narzucania ról spolecznych dziewczynkom i chlopcom pracuje od lat szwedzka szkola i przedszkole. Nie obserwuje w Polsce tego rodzaju zaangazowanych debat na temat wychowania – tutaj wiekszosc rodziców protestuje przeciwko ksztaltowaniu dziewczynek na rózowe ksiezniczki, a chlopców na niebieskich rozbójników. Szwecja malych dzieci to plemie odzianych w kolorowe kalosze i kombinezony, umorusanych maluchów (a, no wlasnie – maluch to jeszcze inne plciowoneutralne slowo!). Dzieci moga same wybierac zabawy  izabawki – czyli nie ma tak, ze samochody naleza sie chlopcom, a lalki dziewczynkom. Na codzien dzieci ubierane sa podobnie, w wygodne, higieniczne i praktyczne ubrania. Rodzice, a zwlaszcza matki, glosno protestowaly jak sieci odziezowe wprowadzily stringi dla malych dziewczynek, poniewaz nie zyczyly sobie seksualizacji i obiektywizacji swoich dzieci. Ogólnie obowiazuje zasada: dzieci maja byc dziecmi i zapewnione dobre dziecinstwo.

 

Oczywiscie, ze czasami próby genderowego zneutralizowania wychowawawczego moga prowadzic do przesady. Moja kolezanka narzeka, iz jej syn czul sie zdominowany w szkole, gdzie dominowala zasada „girl power”. Ale na ludzi wyrósl i zostal, podobnie jak tata, kierowca wielkiej ciezarówki. Mysle, ze czul sie on podobnie do wielu niesmialych dziewczynek, przez lata napominanych, zeby siedziec grzecznie i sie nie wychylac. Poza tym z czasów szkolnych mojego syna pamietam, jak nagle wszystkie dziewczynki mialy dostac mlotki do reki, a chlopcy zajmowac sie „kobiecymi” zajeciami. Tak zle, i tak niedobrze – chyba najsprawiedliwiej by bylo, zeby mogli wszytskiego spóbowac razem, a potem wybrali swoje preferencje.

 

Te próby zmiejszenia znaczenia plci spolecznej (gender czyli po szwedzku genus) nie wynikaja z zadnej ideologii, jakby chcial to widziec niemiecki dziennikarz Thomas Steinfeld w „Süddeutsche Zeitung”, którego w Polsce cytowal portal Onet. Steineld zrecznie manipuluje historia, wracajac do lat trzydziestych i dyskusyjnych eksperymentów zapomnianego juz dzisiaj malzenstwa Alvy i Gunnara Myralów. Panstwo Myrdalowie mieli poglady modernistyczne i dlatego lekko pachnace Zwiazkiem Radzieckim, lecz na cale szczescie zycie ich teorie zweryfikowalo. Poza tym byli filarami socjaldemokracji, a teraz u wladzy jest prawica. Tak wiec insynuacja Steinfelda, ze Szwecja to panstwo totalitarne, narzucajace cos obywatelowi sila i ingerujace w zycie rodzinne pozostaje tylko insynuacja. Model szwedzki polega na tym, ze nie przyjmuje sie zadnych koncepcji bez konsultacji z obywatelem i ten model ma swoje korzenie jeszcze w sredniowieczu, kiedy ludzie(wtedy mezczyni) zbierali sie na tingu. Rozwiazania nadal przyjmowane sa metoda kosensusu. Propozycja uzywanie zaimka osobowego „hen” wywolala goraca debate w mediach. Wynika z niej, ze choc niektórym ludziom sie taki koncept podoba, wiekszosc nie jest do niego przekonana i stosowac nie bedzie. Czyli nadal panuje zupelna dowolnosc.

 

I na koniec wreszcie do genezy wychowania w duch neutralnej plci spolecznej – to nie jest zadna fanaberia socjaldemokratów czy prawicy, tylko reakcja na ciagle istniejace nierównosci spoleczne i majatkowe miedzy kobietami i mezczyznami – co do istnienia których zgadzaja sie wszytskie partie polityczne. Typowe role kobiece prowadza do rozwarswtwienia: mezczyzni osiagaja wyzsze pozycje spoleczne i gromadza wiekszy majatek, podczas gdy kobiety wychowuja dzieci i zajmuja sie starszymi, a na starosc czesto bieduja. Dlatego podejmuje sie próby wychowania bardziej agresywnych dziewczyn, które by potrafily zawalczyc o swoje. I bardziej empatycznych chlopaków, którzy chca uczestniczyc w wychowaniu i zyciu dzieci oraz wspierac swoje kobiety w robieniu kariery. Trzeba przyznac, ze mlode pokolenie rózni sie zdecydowanie od swoich rodziców, nie mówiac juz o dziadkach.

 

 

Rozmowa

 

Rozmowe w Szwecji mozna prowadzic przez sen, poniewaz jest produktem standaryzowanym. Zaczyna sie od tradycyjnego „hej” i pytania typu co tam u ciebie? Odpowiedzi sa dwie: „bra” i „bara bra”, co w praktyce wychodzi na jedno: „a co ci do tego, po co dzwonisz?”. Jak widac nie ma tu miejsca na konkretne, a juz bron cie Boze szczególowe wyjasnienia, ze wlasnie cierpi sie na dojmujacy ból glowy. Atmosfera pozytywnego ducha i niekonczacej sie radosci panuje przez caly czas trwania rozmowy. Jak sie komus chce zrobic przyjemnosc, to mozna zapytac: „czy slonce swieci dzisiaj na ciebie?”, oczekujac wylewnych podziekowan i zachwytów – niezaleznie od faktycznego stanu pogody. Potem zalatwia sie sprawe krótko i rzeczowo, konczac czesto nadal mnie szokujacycm. „no to niech tak bedzie” (vi säger så) albo: „to wystarczy” (det är bra så) – bez uzycia tradycyjnej fazy pozegnania „hej då” lub chocby skromnego „hej”. Przy zazylosci z interlokutorem mozna czasami uslyszec: „hälsa hem”. Teoretycznie moze to oznaczec „no to klops!”, ale w tym wypadku oznacza „pozdrów twoich” czy tez „prosze przekazac ode mnie pozdrowienia dla rodziny”.

 

W rozmowie z nieznajomym, po obowiazujacym „hej”, zazwyczaj slyszy sie pytanie: „vad jobbar du med?” czyli „gdzie pracujesz?”. Czasami brzmi to humorystycznie, szczególnie ze zatopieni w pasjonujacej konwersacji nie zawsze biora poprawke na otoczenie. Utkwila mi w glowie rozmowa dwóch starszych panów, którym na pogawedke zebralo sie w muzeum sztuki podczas rundy oprowadzajacej i to w dodatku w dzien wolny od pracy. Zablokowali soba skutecznie jeden z eksponatów i podnieceni przekrzykiwali prelegentke. Jak sie czasami ma szczescie, to mozna natrafic na kogos bardziej swiatowego i zaczac rozmowe od przedyskutowania stanu pogody. W kazdym razie nalezy czesto wydawac okrzki „spännande” albo „vad spännande” czyli: jakie to fascynujace – niezaleznie od tego czy partnera rozmowy w ogóle sluchamy i co na temat jego wypowiedzi sadzimy.

 

Obcokrajowcy podlegaja tez werbalnej kontroli i moga dostac szczególowe pytania na temat swojego stanu posiadania i stosunków rodzinnych. Te pytania mozna oddalic na przyklad zadajac kontrpytanie „vad menar du med det?” czyli: ale o co ci wlasciwie chodzi? Polecam te taktyke, gdyz w przeciwnym razie, szczególnie poza osrodkami akademickimi, ale nie tylko, pytaniom nigdy nie bedzie konca. Jesli pytajacy staje sie zbyt natarczywy i nie daje sie grzecznie splawic to nalezy odpowiedziec: moja religia zabrania mi…(na przyklad odpowiedzi na pytanie o status majtkowy). To jest uniwersalna zagrywka, która pozwoli takze wymigac sie od zjedzenia nieapetycznego dania czy zrobienia czegos na co sie nie ma ochoty.

 

  1. Takich prostych i jasnych zasad samoobsługi społecznej nam trzeba. I takiej dyscypliny w niezdyscyplinowaniu.
    A na talerzu z łyżką to modra kapusta z bazylią?

  2. ze szpinakiem, wg. jamiego olivera – proste, ladne i smaczne!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: