szwedzkiereminiscencje

Posts Tagged ‘Polska’

Tesknie za Toba, Zydzie -alchemik Betlejewski

In Polskie refleksje on 3 czerwca 2010 at 10:26

Dzisiaj w GW artykul Doroty Jareckiej: http://wyborcza.pl/1,75968,7949895,Betlejewski__prowokacja_czy_sciema_.html

O ile dobrze zrozumialam, to pani DJ zastanawia sie, czy akcje Betlejewskiego to sztuka, Sztuka czy SZTUKA i dokunuje analizy komparatywnej z innymi artystami / Artystami /ARTYSTAMI.

DJ pisuje o sztuce (Sztuce? SZTUCE?), natomiast ja nie mam papierow (tzw.zielonych zreszta tez nie) na to, ze sie znam. Tym niemniej, z glebi mojej niewiedzy uwazam, co nastepuje: Betlejewski, niczym alchemik, znalazl cudowna formule. Formule, ktora dziala, bo dociera do ludzi i pozwala im oswoic pamiec Zydow polskich. Wyartukulowal to, co inni mysla wstydliwie, a juz na pewno nie maja odwagi powiedziec. Mowi tak, ze kazdy go rozumie. Nie jak DJ, ktora tchorzliwie pisze o „Holokauscie”. O Holokauscie moga dyskutowac sami Zydzi albo dalecy Amerykanie – my mielismy Zaglade naszych, polskich Zydow. Sasiadow, jak to pieknie nazwal Gross, za co zreszta wloczono go po sadach. Zeby rozmawiac, trzeba znalezc jezyk i Betlejewski wlasnie ten jezyk oswaja i nam przywraca. Sciaga na ziemie z poziomu rozwazan abstrakcyjnych i daje mozliowsc doznania na poziomie jednostkowym, osobistym. Bo do tej pory, nawet we wlasnych rodzinach, ludzie nie waza sie opowiadac. Niestety, pokolenie wojny odeszlo lub wlasnie odchodzi. A tak chcialabym uslyszec raport z drugiej strony: bylo tak strasznie i biednie, ze uleglismy pokusie zabrania skromnego dobytku sasiada Moska. Balismy sie i dlatego nie pomoglismy. Albo: mielismy sasiadow Ruchle, Jasze i Jakuba. To w ich mieszkaniu wlasnie mieszkacie.

W odroznieniu od DJ nie podobaja mi sie oswiecimskie klocki lego Libery. Natomiast podoba mi sie Betlejewski i jego sympatyczna, blond facjata. Bo nie moralizuje, tylko dziala i do swojego dzialania wciaga innych. Bo jest nasz, swojski, polski i zamiast robic sztuke niezrozumiala, robi cos dla siebie i innych. I przy okazji robi sztuke. Przypomnialo mi sie, ze bylam zamezna z rodzina artystow, wiec moze jednak troche sie znam…

Reklamy

Apteka pod Pankiewiczem meznym

In Ksiazki, Polskie refleksje on 30 kwietnia 2010 at 23:47

Tadeusz Pankiewicz, Apteka w getcie krakowskim , 2007, pierwsze wydanie 1947

Dzieki bibliotece w Halmstad nareszcie mam dostep do wiekszego wyboru polskiej literatury. Czytanie po polsku to dawno zapomniana przyjemnosc – nie do przecenienia. Mam w zapasie jeszcze jedna pozycje – tym razem o troche innej tematyce. Teraz jednak do naszych baranów czyli do Tadeusza Pankiewicza.

Z okladki spoglada na nas przystojny i kulturalny mezczyzna w sile wieku. Szczególnie zachwycila mnie muszka, która jeszcze po wojnie bywala wyznacznikiem profesorów Uniwersytetu Jagiellonskiego. Jak wyczytalam w wikipedii, to tam studiowal farmacje, zeby kontynuowac rodzinne tradycje. Rodzina przywedrowala ze wschodu, poniewaz miejscem urodzenia jest Sambor. Ojciec Tadeusza prowadzil przed nim apteke „Pod Orlem”. Wiecej o historii rodziny wyczytac sie nie da, jako ze glupiopedia potraktowala Pankiewicza po macoszemu – a zwlaszcza w wersji polskiej. Najwiecej juz dalo sie wyczytac z wersji angielskiej – az wstyd! Jak zwykle Polacy nie doceniaja swoich wybitnych. Zamiast docenic, szkalowali, o czym oglednie wspomina autor w przedmowie do II wydania:

Pomawiany przez „okreslone” kola o sprzyjanie syjonistom, doznawalem przykrosci ze strony niektórych rodaków, którzy tak opacznie oceniali moja dzialalnosc i pelnione obowiazki w okresie koszmarnych dni i nocy okupacji hitlerowskiej.

Wszystko to paskudne, szczególnie ze:

Z dawnymi znajomymi z getta spotykalem sie takze na róznych procesach przestepców wojennych w RFN, wystepujac tam, podobnie jak i ci znajomi, w charakterze swiadka.

Czyli dal swiadectwo swoich przezyc na granicy krakowskiego getta – swiadectwo przezywanych okropnosci, a przy okazji swojej wielkiej odwagi cywilnej. Uwazam brak opatrzenia ksiazki wstepem na temat autora przez krakowskie Wydawnictwo Literackie  za czysta arogancje. Autor musial byc czlowiekiem duzej skromnosci, bo zalaczone oba wstepy jego pióra zajmuja lacznie tylko kolo trzech stron. O sobie prawie nic nie pisze – a w tekscie ksiazki uwypukla zaslugi trzech wspólpracowniczek w aptece. Chetnie bym sie o nim czegos wiecej dowiedziala, ale cóz, WL nie odrobilo lekcji, lekcewazac zarówno mnie czyli czytelnika, jak i autora „Apteki”. Shame on you, Wydawnictwo Literackie, shame on you! Nie wspominam juz o miekkej okladce i zupelnie nieczytelnych mapkach – poziom wydania na wysokosci PRL.

Urodzilam sie i wychowalam w Krakowie, choc w dziecinstwie niemal nie znalam Podgórza. Potem jednak przesiadalam sie czesto na placu Zgody, gdzie miescila sie tytulowa apteka „Pod Orlem”, a potem przejezdzalam kolo pomnika ofiar obozu w Plaszowie, nie do konca zdajac sobie sprawe kogo upamietnia. Pomnik tez wznosi sie na pustym zupelnie wzgórzu i dopiero film „Lista Schindlera” rekonstruuje wyglad obozu. Natomiast kamienice Podgórza w obrebie Getta stoja nadal te same – zasiedlone najpierw przez ludnosc mieszana, w wiekszosci Polaków, potem przez Zydów, a po wojnie znowu przez Polaków. Nota bene to teraz podobno najmodniejsza rozrywkowa dzielnica miasta…

Dla scislosci podam od razu, iz jest to pozycja typu non-fiction czyli dokument, zawierajacy daty, miejsca i mnóstwo nazwisk. Z drugiej strony jednak ma osobisty touch, dzieki któremu poznajemy autora jako osobe, towarzyska, niewatpliwie obdarzona charyzma, cieplem i inteligencja. Zdecydowanie dysponowal tym, co dzisiaj nazywa sie social comptence – i dzieki tej wlasciwosci wspaniale sie sprawdzal jako posrednik miedzy Zydami, Polakami, Niemcami i Austriakami. Z jednej strony potrafil zrozumiec czlonka policji zydowskiej, a z drugiej nie ukladal sie ze szpiclami czy osobami pozbawionymi charakteru. Pankiewiczowi udalo sie utrzymac wlasna apteke mimo formalnego wymogu opuszczenia jej, kiedy sie znalazla na terenie Getta. Jego apteka stala sie punktem kontaktowym, wykorzystywanym takze przez zydowski i polski ruch oporu. Zarówno Pankiewicz, jak i aptekarki, ryzykowali codziennie zycie pomagajac dziesiatkom ludzi. Cala dobe wydawali lekarstwa, lagodzac przy tym cierpienia ludzi z Getcie. Przy ewakuacjach czy w razie potrzeby rozdawali za darmo leki uspokajajace i srodki opatrunkowe. Rozprowadzali farbe do wlosów, która optycznie odmladzala ludzi, ratujac ich przed selekcja. A przy tym wszystkim apteka przyciagala ludzi spragnionych inteligentnej rozmowy czy spiewu, co musialo odgrywac ogromna role dla pozbawionych kontaktów ze swiatem bliznich. Jestem pelna podziwu – w ilu sytuacjach ten czlowiek potrafil sie odnalezc i jakie dyplomatyczne talenty wykazal, zeby pomóc znajomym w potrzebie – a tych nigdy nie brakowalo… Jego pomyslowosc byla niezmierzona: nazwiska notowal czesto dla niepoznaki na receptach, a w aptece mial wiele zmyslnych skrytek. Nota bene w jednej z nich przechowywal wartosciowe tory, i to zadajac sobie trud, zeby przechowywac je zgodnie z tradycja. Po wojnie oddal je, a nastepnie…slad po torach zaginal. To byl bardzo uczciwy czlowiek, który z niesmakiem obserwowal i dokumentowal rozbój i rabunek, bedace organiczna czescia „przedsiebiorstwa getto” (nazwa moja). Czyta sie dobrze, choc to nie literatura piekna – z drugiej strony komentarze natury osobistej i anegdoty umilaja lekture. Zeby nie bylo watpliwosci: Pankiewicz pisze o innych oraz podaje fakty, dlatego ja postanowilam oddac hold Pankiewiczowi.

Pozwole sobie na jeszcze jeden cytat. Jako krakowianka zawsze zastanawialam sie KOGO wojna zmiotla z mojego miasta. Tadeusz P wylicza:

Unicestwiajac getto krakowskie, wymordowano nie tylko jednostki; wyginely tu cale rodziny, nieraz bardzo liczne, osiadle w Krakowie od setek lat, których nazwiska na trwale zapisaly sie w najstarszych kronikach aktów dawnego Krakowa. Z nimi ginely ich tradycje.

Gina nazwiska takie, jak Holzerów (bankierzy), Wohlów, Oberlenderów, Rappaportów, Baderów, Eibenschutzów, Wachsów z Podgórza, Schleikornów (piekarzy), Lachsów, Libanów (wlasciciele wapienników w Podgórzu), Pariserów, Hutterów (wlasciciele sklepów z instrumentami muzycznymi i rowerami), Horowitzów i Frischerów (importerzy owoców poludniowych). Znana rodzina Lanaduów (Rafal byl prezesem gminy zydowskiej w Krakowie), Halpernów (sklad futer przy ul.Grodzkiej), Aleksandrowiczów, Wasserbergów, Blühbaumów (sklady wschodnich dywanów). Gina cale rody rabinackie, jak Rappaporta Szabse.

Czesc ich pamieci!

* uzywam pisowni slowa „Getto” z duzej litery ze wzgledu na szacunek dla ludzi tam wiezionych

Dzieci dwóch kultur

In Pamietnik, Polskie refleksje on 26 lutego 2010 at 14:26

Tydzien temu zdzwonilam sie ze swoja dziecinka malutka, ktora mieszka i pracuje w Polsce (czyli odbyl droge odwrotna do opisywanej kiedys parki). Mlody jechal wlasnie na spotkanie z dyplomantka z Warszawy, ktora bada osoby wychowane zagranica i pracujace teraz w kraju. Podobno znalazla jego namiary w Internecie. Rozmawialam potem z nim juz po interview i powiedzial, ze byl pierwszym przypadkiem, ktory nie odczuwa rozdarcia miedzy dwiema kulturami. Z jedenj strony pogratulowalam sobie dobrej rodzicielskiej roboty, a po drugie zaczelam sie zastanawiac na ile to prawda?

Bo zdecydowanie pamietam nieustajace boje ze szkola (ktore prowadzilam ja), zeby traktowano moje dziecko jak osobe uzdolniona, ktora zdecydowanie jest. A mnie jako rodzica zaangazowanego i wyksztalconego, ktorym tez jestem. Szkola podstawowa miala wyraznie preferencje dla czystoszwedzkich dzieci oraz rodzicow typu sprzedawca obwozny. Jak raz wyrazilam nadzieje, ze moj syn bedzie sie kolegowal z synem sprzedawcy, to oburzona wychowawczyni az zachnela sie. A skonczylo sie na tym, ze za pare lat to wlasnie ten drugi chlopczyk szukal towarzystwa mojego syna i sie zaprzyjaznili. Pamietam tez jak z furia wpadlam do szkoly, zeby zaprotestowac przeciwko niesprawiedliwej ocenie wypracowania – a pani od szwedzkiego przyjela mnie slowami: „o, jaka mloda i ladnie ubrana mama!” Nie da sie ukryc, miescowi sa miejscowi, a reszta niech sobie pomieszka przez trzy generacje, to sie potem zobaczy. Mowil tez o tym niedawno operator filmowy Idziak – ze najpierw probowal sie bratac, a potem nauczyl sie starac przetrwac w okreslonym praca towarzystwie.

Na pewno wazna jest kwestia jezyka. Dobra znajomosc polskiego daje gwarancje dobrego opanowania innego jezyka. Tymczasem wielu rodzicow przechodzi „dla dobra dziecka” na inny jezyk. Szkopol w tym, ze rodzice zazwyczaj mowia slabo w jezyku obcym, maja ograniczone slownictwo i robia bledy gramatyczne. Czasami sie tez posilkuja polskimi wyrazeniami, wiec mowia makaronizmami niczym amerykanska Polonia. Jakbym nie odpowiadala po polsku jak dziecko przyszlo ze szkoly, to mowilby wylacznie po szwedzku. Note bene znam ludzi, ktorym sie wydawalo, ze pana Boga za nogi zagranica zlapali, a potem zdecydowali sie na powrot. Najbardziej ucierpialy na tym nieuczone polskiego dzieci.

Moja dziecinka malutka jest trzyjezyczna i dzieki temu znalazla prace w wy-outsource-owanej korporacji. W pracy „przyjazni sie” glownie ze skandynawami (przez telefon). Czasami daje sie wyciagnac na piwo kolezankom z pracy. Dzieki wychowaniu w Szwecji nauczony jest pracy grupowej, czego w polskiej szkole brakuje. Mysle tez, ze wyjechal w odpowiednim momencie, nie majac jeszcze na swym koncie negatywnych doswiadczen ze szwedzkim rynkiem pracy. Z polskim nazwiskiem moglby byc narazony na dyskryminacje etniczna. W Szwecji zaczal wirtualne kontakty poprzez gry i te kontakty, nadal wirtualnie, kontynuuje. Paradoksalnie dzieki Internetowi ma baze „przyjaciol” niezaleznie od kraju zamieszkania.

Powiedzialabym tez, ze ma dosc gruba skore, bo nie obrazil sie na Szwedow, ktorzy trzymali polskich wspolpracownikow w piwnicy razem z hinduskimi programistami. W Szwecji do swietosci nalezy zaproszenie gosci na lunch sluzbowy – a tym czasem polska grupa musiala sie zajac soba sama. W kazdym wypadku przejscie w jedna strone zaliczyl dobrze – ciekawa jestem czy kiedys zaliczy powrot w druga?

Nareszczie!

In Polskie refleksje on 12 lutego 2010 at 00:20

Troche jestem mentalnie w filmie „Control” i muzyce grupy Joy Division – tym niemniej pisze od razu, na goraco.

NARESZCIE zostal ogloszony wyrok w sprawie wykorzystywania kobiet z Samoobrony, mimo wieloletniego wleczenia sie sledztwa i procesu, a dzisiaj grozby podlozenia bomby. Mysle nawet, ze ta niedoszla bomba raczej zdetonowala uczucia postronnego widza w kierunku wyzwolonej agresji. I nareszcie ktos, czyli sedzia-kobieta, odwazyl sie podwazyc niepisane prawo osobnika plci meskiej (bo trudno tych samcow nazwac mezczyznami) do bezkarnego korzystania z ciala kobiet – a zwlaszcza kobiet podwladnych. Daje to nadzieje na zadoscuczynienie, lub jeszcze lepiej na zaniechanie molestowania w przyszlosci. Nie znam chyba kobiety, ktora by sie nie znalazla w sytuacji niechcianych „zalotow” rozmaitych oblesnych typow. Zazwyczaj same sobie nie wierza, nie mowiac juz o braku dania wiary przez otoczenie. Sama znalazlam w sobie dopiero niedawno odwage, zeby zaprotestowac przeciwko „okazywaniu mi sympatii” przez dwoch wspolpracownikow – i to byl niezwykly „kop”. Teraz juz wiem, ze jak sie glosno powie, to facet sie zawstydzi, zaczerwieni i wypadnie z pokoju – zeby powrocic na dzien anstepny i gesto sie tlumaczyc (ze on NIC zlego nie mial na mysli – sic!). W ten sposob kobieta odzyskuje wladze nad sama soba, potencjalnie zabrana przez faceta rozczacego sobie prawo do intymnych gestow.

Nadal obserwuje w PL, ze za gwalty czy molestowanie winione sa kobiety (blame the victim). Pozbawione sa one glosu nawet w stosunku do najblizszych, ktorzy absolutnie odmawiaja wysluchania i przyjecia do wiadomosci. Po prostu temat nie istnieje, a jakby zaistnial, to paradoksalnie obwiniana jest sama kobieta. Slow mi brak do wyrazenia oburzenia na to wstretne i podle postepowanie. Znam to zreszta z autopsji, jako matka syna, ktorego ojciec sie wyparl.

Poza tym nadal w PL kobieta postrzegana jest jako bierny przedmiot pozadania – ma byc piekna (rzecz gustu), seksowna i wiecznie mloda. Nawet na forum GW tocza sie dyskusje, ze kobieta powyzej trzydziestki NIE liczy sie juz jako kobiety – oj forumowicze, zebyscie tylko wiedzieli! W kazdym razie panuje niedopuszczalna praktyka glosnego komplemetowania wybranych czesci ciala kobiety, np.biustu. Horror, brak taktu i po prostu usankcjonowane tradycja chamstwo. A mowie o ludziach we wlasnej ocenie kulturalnych…

Wiec cale szczescie, faceci masci roznej i w wieku rozmaitym, ze pojawil sie precedens i prawo powiedzialo: raczki precz od kobiet. Czasami dzieja sie w PL rzeczy, ktore mozna okreslic jako…egzotyczne. Natomiast tym razem jestem z polskiego wymiaru sprawiedliwosci niezwykle dumna, poniewaz sprawiedliwosci stalo sie zadosc!