szwedzkiereminiscencje

Archive for the ‘Uncategorized’ Category

Dom wariatek – Agnes von K, Sigrid H & Nelly S

In Feminizm, Ksiazki, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja, Uncategorized on 6 marca 2017 at 23:08

Karin Johannisson ”Den sårade divan. Om psykets estetik”, 2015 (Zraniona diva. O estetyce psychiki)

divav

Spedzilam trudny weekend w domu wariatów, a wlasciwie to w domu wariatek – czyli w zlikwidowanym juz zakladzie Beckomberga w Sztokholmie. Nie dlatego, zeby mnie tam w kaftaniku i na sygnale odtransportowano, ale poniewaz ambitnie zabralam sie do kupionej na przecenie ksiazki. Autorka, Karin Johannisson, zmarla wlasnie jesienia, ku mojemu strapieniu, poniewaz bywala jasnym punktem debat telewizyjnych. Madra, sympatyczna, ladna – zajmowala sie historia idei, a zwlaszcza tej medycznej. Pewnie troche po mamie, niemieckiej studentce medycyny – a troche po tacie, profesorze jezyków nordyckich. Drugim powodem wytrwania przy tej nader ciekawej, acz chwilami meczacej lekturze, sa bohaterki opracowania: niegdys skandaliczna, dzis troche zapomniana pisarka, Agnes von Krusenstjärna (1894-1940); moja ulubiona malarka i uczennica Matisse’a, Sigrid Hjertén (1885-1948) oraz dyskusyjna laureatka literackiego nobla, Nelly Sachs (1891-1970). Pierwszej postawiono diagnoze histeria, drugiej schizofrenia, zas trzeciej – paranoja.

sigrid

Ach te diagnozy, ach te szpitale psychiatryczne, ach ci lekarze – niczym niezrealizowani badacze polarni. Bo taki Nansen wyplywal daleko Frammem, podczas gdy Freud wybral bezpieczenstwo zacisza buduaru, zeby zapuscic sie w otchlan duszy pacjentek. I czy w Szwecji moglo byc lepiej? Jak juz co, to tylko gorzej: panstwo bylo biedne, mieszczanstwo i szlachta slaba, stopien wyksztalcenia ludnosci niewielki, a wladza urzednika pantwowego nieomal nieograniczona. Ofiarami tych niewyzytych (pa)praczy bebechów stawaly sie glównie kobiety; te, którym nie w smak byla przypisywana im ”naturalna” rola malzonki i matki. Zamiast udawac przyjemne dla oka i ucha byly ”dzikie”, ironiczne, nieposluszne, chcialy sie uczyc i zawodowo pracowac. Rzecz jasna najtrudniej mialy te artystyczne i zdolne, poniewaz panowal mit meskiego (wylacznie) geniusza. Geniusz ten mógl sie spijac badz wariowac do woli, lecz diagnozowany byl i tak jako ”zupelnie normalny, choc nerwowo wyczerpany”. Tymczasem jego siostry – od pedzla czy pióra – nie tylko, ze diagnozowane byly jako chore psychicznie, to jeszcze do tego zamykane w zakladach, za przyzwoleniem meskich czlonków rodziny, a pózniej takze, za tym samym przyzwoleniem – lobotomowane. Tak zmarla elegancka Sigrid – dopóki jeszcze zyl, nota bene jej byly, maz, Isaak Grünewald, nie wyrazal zgody na lobotomie – ale po jego smierci, jedyny syn pary Hjertén-Grünewald, Ivan, zgodzil sie na operacje na zywym mózgu matki. W latach 1944-45 poddano lobotomii w szpitalu Serafimów szescdziesieciu pieciu pacjentów, przywozonych najczesciej z zakladu Beckomberga, z czego 89,23% stanowily kobiety. Z polskiego podwórka mozemy do tego dziedzictwa dodac Marie Komornicka vel Piotra Odmienca Wlasta. Oczywiscie, mozna sie pocieszac, iz kobiety o kapitale materialnym i spolecznym uniknely pulapki wariatkowa – tym niemniej rzadko która miala wystarczajaco silna pozycje. Czyli pieniadze oraz kochajaca i wspierajaca rodzine. Chorowita matka, córki Agnes nie lubila. Sigrid zostala wczesnie sierota (a obydwie wywodzily sie z elity), zas Nelly o wlas uniknela obozu koncentracyjnego, chroniac sie (na skutek interwencji Selmy Lagerlöf) wraz z matka w Szwecji . Nie musze dodawac, ze majatek rodziny Nelly przeszedl w obce, czyste rasowo rece, nie ulatwiajac im startu w nowym kraju.

Zeby nie byc goloslowna cytaty z Karin:

Siri Hustved zwracala uwage, iz mloda dziewczyna powinna otrzymac trening w alternatywnych emocjach kobiecych: zlosci, dzikosci, krzyku, bycia nieprzyjemna. W kryzysie kobiety maja bowiem tendencje do obwiniania siebie samych. Przestaja dzialac, staja sie defensywne i same siebie plasuja w kategorii patologii. ”Czulam sie szalona”, ”nie wiem, co sie ze mna stalo”. Po przekroczeniu umownej granicy kobieta moze byc zwyzywana czy tez niepochlebnie porównywana do czegos. Placzaca nazywana jest neurotyczka, krzyczaca histeryczka, okazujaca seksualnosc kurwa, a demonstrujaca jest czarownica.

Ekscentrycznosc, pretensjonalnosc, samoreklama nie mialy rodzaju zenskiego. Swiadczyly o szalenstwie.

Alternatywny rodzaj bycia kobieta zawsze oznaczal ryzyko.

IMG_2217

Dobrego Dnia Kobiet zycze wszystkim kobietom, a zwlaszcza tym alternatywnym!

Wojna domowa – wojna na milosc

In Feminizm, Ksiazki, Muzyka, Szwecja, Uncategorized on 2 marca 2017 at 13:51

ebba-1

To jest ksiazka, która narobila niezlego zamieszania w Szwecji. W formie papierowej, a takze zamierzonej opery (sic!) z premiera 6 czerwca kolo Mory oraz wersji scenicznej, z premiera juz jutro w Sztokholmie. Dlaczego? Zapewne z paru powodów. Na pewno z powodu autorki, slynnej profesor literatury i jezyków nordyckich, Ebby Witt-Brattström. Znanej ze swojego feministycznego zaangazowania, z politycznym epizodem w Feministycznej Inicjatywie wlacznie. Ale glównie popularnej jako wyszczekana, oczytana, atrakcyjna i calkiem czarujaca kobieta, chetnie zapraszana do studia telewizyjnego. Osoba, z która na pewno nie bedzie nudno. Zwiazana przez trzydziesci trzy lata z niemniej slynnym Horacym Engdahlem (w tym dwadziescia piec lat malzenstwa). Nazywanych para królewska szwedzkiej kultury, jako ze Horacy od lat dziewiecdziesiatych jest czlonkiem Szwedzkiej Akademii i przez wiele lat pelnil funkcje jej „permanentnego sekretarza”. Czyli osoby, która niczym kukulka z zegara, wylania sie zza drzwi o trzynastej w pewien pazdziernikowy czwartek i pompatycznym tonem oglasza kto w tym roku otrzymuje literackiego nobla. Nota bene Horacy skontrowal literacki debiut bylej zony „Ostatnia swinia”, czyli – podobno – wyborem monologów i aforyzmów. Pozwole sobie przetlumaczyc jedna strone historii rozstania w wersji Ebby:

ebba-2

No i tak to sie toczy przez cale 180 stron, z podtytulam zaczerpnietymi z Goethego, Szekspira, Strindberga, Kierkegaarda, Virginii Woolf, Tove Jansson, Sonii Åkesson (bardzo lubie jej wiersze), Beatlesów, Monthy Pythona i innych. Godni siebie przeciwnicy, spleceni w toksycznym klinczu. Blyskotliwi, nieustraszeni w ranieniu siebie nawzajem, celujacy dokladnie w najslabsze miejsce dawnego kochanka, a teraz smiertelnego wroga. Ona paruje ciosy odrobine szybciej, on wyraza agresje – i jak wynika z jej odpowiedzi, przechodzi do rekoczynów. Niby Ebba z Horacym zaprzeczaja, ze to o nich w ksiazce chodzi – ale czytelnik i tak wysnuwa wlasne wnioski.  Cytujac za Astrud Gilberto „milosc, kiedy odchodzi, jest nasmutniejsza rzecza”. Na co by odpowiedzial Ozzie Osborne „jestem taki nieszczesliwy i smutny – stracilem najlepszego przyjaciela w zyciu, moja kobiete”. Kto kogo bardziej zranil, niech osadzi kto chce. A ja, wszystkim zlamanym sercom, ku ukojeniu, dedykuje muzyke „Once I loved” oraz „Changes” – niestety, nie jestem czlonkiem premium i nie moge wkleic ponizej, jak planowalam. Nic to, wiosna idzie, zatem Panie i Panowie – badzmy dobrzy dla siebie na wiosne…

 

 

 

Wyzwania globalnej wioski – Ejersbo

In Uncategorized on 21 lutego 2017 at 23:09

Jakob Ejersbo ”Liberty”, 819 stron (przeczytane po szwedzku)

dar-arusha

Wielka bogini literatury, dziekuje Ci pokornie! Mialo byc o ekwadorskim psie Arturze, przygarnietym przez szwedzkiego wyczynowca Mikaela Lindnorda – ale pióro i swada Szweda odbiegaja na tyle od inteligencji Piotra Wlasta czy blyskotliwosci Wieniawy-Dlugoszowskiego, ze nawet moja milosc do zwierzat nie pozwolila mi przebrnac przez pierwszy rozdzial ksiazki ”Arthur : gatuhunden som lämnade djungeln och hittade hem”. Dlatego w tym wpisie Ameryka Poludniowa zastapiona zostanie Afryka, a umiesniony, zywy Szwed wrazliwym (i niestety martwym) Dunczykiem.

bus-z-motyka

Oj, od czego tu by zaczac? Chyba od tego, ze ksiazka jest znakomita! Ciekawa ze wzgledu na tresc, przeslanie i jezyk – jako jedna z niewielu przystajaca do nowego, globalnego swiata. Trzecia czesc trylogii, której dwóch pierwszych nie udalo mi sie znalezc po szwedzku – i która funkcjonuje mimo to znakomicie jako samodzielna powiesc. Nota bene trylogia wydana zostala dopiero po smierci Ejersbo i podzielona przez redaktora ze wzgledu na objetosc pierwotnego maszynopisu: drobne 1600 stron.

przystanek-w-drodze

Teraz o autorze, bo bez tego ani rusz. Jakob spedzil dziecinstwo i mlodosc w Tanzanii, poznajac swiat bialych pracowników ”pomocy krajom rozwijajacym sie” oraz – pozostajacy w opozycji do niego – swiat ludnosci miejscowej. Czul sie bardziej w domu w Afryce i wsród Afrykanczyków, którzy jednak traktowali go jako egzotycznego przybysza z innej galaktyki – zas w Danii posród ludzi zyjacych poza obowiazujacymi normami. Swoje poczucie osamotnienia i alienacji rasowej przekazal znakomicie w trylogii. Troche wieczny chlopiec, obdarzony absolutnym sluchem na nierównosci i nie zgadzajacy sie na wszechpanujaca niesprawiedliwosc, zadajacy odwieczne pytanie ”dlaczego?” i oglaszajacy, ze król jest nagi. Podobnie jak Broniewski, chlopiec z dobrej rodziny, rzucony przedwczesnie na burzliwy ocean zycia.

dar-widok

Jego dunscy przyjaciele zostali obarczeni misja niemal ponad ich sily – zeby rozsypac prochy Jakoba pod szczytem Kilimandzaro. Dziennikarz i pisarz Ejersbo odszedl na raka niedlugo po osiagnieciu czterdziestki. Trylogia jest jego pogrobowcem, szczerzacym ostrzegawcze kly na naiwne misjonarki, samozadowolonych turystów, cynicznych poszukiwaczy skarbów i potworkowate pozostalosci zwyrodnialego plodu kolonializmu. Nie ukazuje barwnych obrazków, niczym Kapuscinski, podrózujacy z kulawym angielskim i za jeden usmiech – dokonuje pelnej i oddolnej wiwisekcji systemu, w dodatku bez znieczulenia.

sprzedaz-przekasek

O czym traktuje ”Liberty”? “Liberty” to nazwa miejscowej dyskoteki w Moshi, zarówno w powiesci, jak i w przeszlosci Jakuba. Jakub i jego alter ego, Christian, prowadza w lokalu “Liberty” dyskoteke. Niewykluczone zreszta, ze tytulowa wolnosc ma takze doslowne znaczenie. Bohater szuka swojej wlasnej drogi w zyciu, wolnej od schematów, ustalonych ról i przesadów. Pragnie sie uwolnic od oczekiwan rodziny, bialego “dunczykostwa”, image’u “mzungu” czyli wedrujacej kupy pieniedzy, z której kazdy local usiluje uszczknac cos dla siebie. Przerywa szkole w Danii, wraca do Tanzanii, zamieszkuje z czarna dziewczyna i stara sie zarabiac. Wtedy staje sie sola w oku doslownie wszystkich, od wspólpracowników po policjantów, od urzedników emigracyjnych po zawistnych bialych. Wszyscy licza na lakomy kasek, kazdy z oskubujacych chce zdazyc przed innymi. Koledzy-wspólpracownicy okradaja i oszukuja, dziewczyna domaga sie wyjazdu do Danii, policja zada coraz to wyzszych lapówek. Christian nie ma oparcia w nikim: matka znalazla prace w Szwajcarii, ojciec ozenil sie ponownie i pracuje w tanzanijskim outbacku. Jak to sie potocznie nazywa, ulozyli sobie zycie, do którego nastoletni syn nagle przestal przystawac. O ulozenie sobie zycia walcza równiez localsi, kierowani marzeniem o szybkiej gotówce, urzadzajacej ich na wieki wieków. Tymczasem lokalny system dziobania jest okrutny: Afrykanczyk musi sie dzielic dobrami z rodzina, bywa okradany i bity, narazony ustawiczne szantaze przez wszystkich, dysponujacy choc odrobina wladzy. Swiat czarnych poznajemy oczami Marcusa, starszego towarzysza Christiana; takze ofiary styku czarno-bialego swiata. Przecietny Tanzanijczyk ma ograniczona wolnosc wyboru – zeby przetrwac podejmuje ryzyko i czesto ginie, nie docierajac na szczyt. Czasami w zamieci pod Kilimandzaro, czesto w kopalnii tanzanitu pod zairska granica. Patologie bialego swiata poteguja i petryfikuja zastale patologie lokalne.

rozowy-kwiat-arusha

Brzmi to wszystko ponuro, ale ksiazka wrecz kipi zywiolowoscia I poczuciem humoru. Do tego dochodzi jezyk, specyficzny, troche stylizowany na gware mlodziezowa, pelen wstawek ze swahili. W odróznieniu od Sienkiewicza Ejersbo ma swahili w malym paluszku – uzywa gramatycznie poprawnej formy “bwana mkubwa” (czego mozna sie nauczyc bodajze na trzeciej lekcji jezyka). Akcja leci, leci wartko – i mimo, ze jedno niepowodzenie goni drugie, bohaterowie sa w stanie otrzasnac sie i – niczym ten zolnierz – pomaszerowac dalej. Opowiesc troche w duchu “Shantarama”, choc mnie zdecydowanie blizsza.

zakurzony-autobus

Odbylam podróz z Dar el Salam autobusem przez Moshi do Arushy, zatem bylam w stanie umiejscowic akcje w autentycznym geograficznym i przyrodniczym kontekscie. Podczas czterokrotnej wizyty w Tanzanii poznalam mozaike zarowno jej bialych, jak i czarnych mieszkanców. W prozie Ejersbo slysze zaczepki mlodzienców wypowiadane w slangu, pelne szacunku pozdrowienia starszych i moznych, nagabywania o mozliwosc wspólnego interesu (a bussinesem moze byc nawet krzywe krzeselko z uzywana odzieza) – w barach plynie piwo Safari oraz konyagi, miejscowa wódka na bazie papai. Miejscowi, a zwlaszca kobiety, wykazuja niesamowita zdolnosc przetrwania, zas obcokrajowcy wystawieni sa na ciezka próbe charakteru. Jakob E rozwiewa wszelkie zludzenia dotyczace efektywnosci pomocy panstw rozwinietych, gdyz wszechobecna korupcja eroduje zarówno pojedyncze jednostki, jak i cale organizacje. Kosciól ogranicza I zabrania, zas sluzba zdrowia nie daje sobie rady z epidemia AIDS (akcja powiesci toczy sie w latach 80-tych). Opis dramatycznej wizyty w kopalni pólszlachetnego kamienia, tanzanitu, nie pozostawia nikogo obojetnym. Piekna i wartosciowa proza, dajaca do myslenia. Chetnie wprowadzilabym “Liberty” jako lekture obowiazkowa w szkolach, zamiast przestarzalego i kolonialnego obrazu Afryki rodem z “W pustyni i w puszczy”.

camp1

Wysluchane: Abramovic, Ferrante

In Uncategorized on 16 lutego 2017 at 15:53
Marina Abramovic, ”Walk Through Walls: A Memoir”, 2016, audio book

 

marina-walk.jpg

Po patriotycznych remanentach pora na kosmopolityczna dekadencje.

Od razu sie przyznam, iz sluchanie ksiazek wiaze sie u mnie z przysypianiem, a poza czesto oddaje sie tej przyjemnosci w podrózy – wiec wsluchuje jakby jednym uchem. Albo, jak to mówia Szwedzi: jednym uchem mi wpada, drugim…wypada. Tak, ze i ta impresja przedestylowana zostala przez okresy gnusnosci mojego mózgu. Z drugiej jednak strony, cos mi po tych lekturach zostalo (bo bedzie o dwóch) – w odróznieniu od wielu, wielu innych (glównie kryminalów, lecz nie tylko).

Nie orientuje sie, na ile prace Abramovic znane sa w Polsce. W pewnym sensie jej odpowiednika mozna by szukac w Katarzynie Kozyrze – a sadzac z niezrozumienia sztuki tej drugiej, odnosze wrazenie, ze i Jugoslowianka odczytywana by byla jako artystyczna outsiderka. Co mi zreszta uswiadamia pewne uwstecznenie polskiego podejscia do sztuki, bo pamietam jak zywo snobizm na awangarde w kregach akademickich zeszlego stulecia. Choc i wtedy zdecydowanie wiecej wolno bylo mezczyznom. Akceptowano Beresia, wysmiewajac Beresiowa: “Beres robi w drewnie, a Beresiowa – w poscieli”. Wrócmy jednak do naszych baranów.

abramovic-marina_volcano_1500x1002

Foto: Paolo Canevari

W Szwecji zainaugurowana bedzie niedlugo, w sztokholmskim Moderna Museet, ekspozycja “ The Cleaner”. Wystawa ta powedruje pózniej do mojej ulubionej dunskiej Louisiany (jakby ktos nie dojechal do Sztokholmu do konca maja). Ale poza tym malo kto zna tu twórczosc Mariny – choc mnie udalo sie obejrzec program dokumentalny o performance zatytulowanej “Artystka jest obecna”, z nowojorskiej MOMA. Troche trudno mi wtedy bylo zrozumiec przeslanie jej sztuki, dlatego postanowilam posluchac autobiografii, na dodatek czytanej – z czarujacym wschodnioeuropejskim akcentem – przez sama autorke.

Czy wiecej rozumiem po lekturze jej autobiografii? Jak zwykle genre autobiografii nastrecza watpliwosci, czy aby chodzi o zwykla relacje, czy tez to juz autokreacja –  zwlaszcza u artysty. Abramovic ma w sobie wyjatkowo brutalna sile, ale zdaje sie ja wykorzystywac na przemian ze sklonnoscia do masochizmu czy tez nieregijnego mistycyzmu. Najwieksza sztuka jest samo zycie artystki, która caly czas testuje granice i poszukuje czegos wiecej. Czasami mieszka w aucie, czasami wedruje z aborygenami, czasami przemierza chinski mur. Ale z drugiej strony nie ukrywa, ze ma zylke do nieruchomosci – ostatnio wiec mieszka, podrózuje i zyje komfortowo. Nie siada jednak na celebryckich laurach – od czasu do czasu otrzasa sie ze zdobyczy cywilizacji, z ubraniem wlacznie i wymysla pasywno-agresywna prowokacje, przyciagajaca rzesze widzów. Proponuje performance, wykorzystujac swoje cialo jako narzedzie sztuki. W czasie retuszowanego piekna zaprasza na bliskie spotkanie z soba: kobieta zaledwie przystojna, masywnie zbudowana i wiekowo mieszczaca sie w górnych strefach stanów srednich. Na pewno jest fascynujaca i mentalnie obecna, zatem spotkanie z nia nosi wszelkie znamiona autentycznego spotkania z drugim czlowiekiem. Skorzystali z niego Lou Reed, Marisa Tomei, Sharon Stone, Björk i Rufus Wainwright. Czy nie zyjemy w dziwnych czasach, ze po takie spotkanie trzeba stac w dlugiej kolejce do muzeum? W MOMA odwiedzily ja 1545 osoby, zas transmisja na zywo odnotowala az 800 000 wejsc.

Abramovic z jednej strony odciela sie od swoich balkanskich korzeni, a z drugiej kontynuuje sage o bohaterskich partyzantach, rozpoczeta przez swoich rodziców. Nie do konca rozumiem jej potrzebe ryzykownych zachowan oraz przesuwania granic – bo skoro ktos zaprasza, zeby mu zrobic krzywde, to zdecydowana wiekszosc podziekuje, lecz zawsze znajdzie sie ktos “bezgraniczny”, komu krzywda czy ból zadawany innym sprawi rozkosz. Przy Abramovic psychologiczne eksperymenty Skinnera czy Milgrama to przyslowiowy pikus… Ciekawa (choc dosc przerazajaca) kobieta, ciekawa lektura.

den-som-stannar-den-som-gar-bok-3-aren-mitt-i-livet

Elena Ferrante “Den som stannar, den som går” – trzecia czesc powiesci, 2016, audio book

Elena Ferrante (jakkolwiek by sie na prawde nie nazywala) nareszcie nabrala wiatru w zagle i opuscila ulubiona tematyke pólpornografii neapolitanskiej biedy w sosie ze zbrodniczej camorry. Now we are talking!

Dziewczynki, Elena i Lila, dorosly, dojrzaly intelektualnie oraz emocjonalnie, a co druga nawet zaczela regularnie myc zeby. Z dwóch tlumoków – jak za dotknieciem rózdzki czarodziejskiej – wylonily sie dwie atrakcyjne, mlode kobiety. Jedna literatka, druga programistka – protoplastki wspólczesnych specjalistek, walczacych o swoje miejsce w spoleczenstwie i równowage miedzy zyciem prywatnym a kariera. Nareszcie porzadnie zbuntowane i zdecydowane, zeby we wlasne rece ujac ster zycia. Nic za darmo, traca zatem krótkofalowo, lecz na dluzsza mete to one zwycieza. Szczególnie, ze trzymaja sie razem, mimo geograficznego rozdzielenia i okresowego zaniku kontaktów. Ale, jak przychodzi co do czego – czyli tych najwazniejszych wyborów, obarczonych konsekwencjami –, dochodza do wniosku, ze liczyc moga wylacznie na siebie nawzajem. Moga sie poklócic, moga zranic zamierzona zlosliwoscia – zeby w razie potrzeby zawrócic, wysylajac dymny signal: wracaj, bo bardzo Cie potrzebuje. Ich przyjazn – w tym tomie – zdaje sie bardziej wywazona; prawa, obowiazki i szanse zyciowe rozdzielone sa bardziej sprawiedliwie. We wczesniejszych tomach Elena byla ta grzeczniejsza i mniej sponiewierana przez zycie, Lila trzymana bezlitosnie przez autorke pod woda, na bezdechu, zbyt dlugo. Teraz ich role powoli sie wyrównuja, a jednoczesnie obie ida do przodu – podczas gdy dawni neapolitanscy idole, zaczynaja tracic witalnosc, werwe, pieniadze czy inspiracje. Elena z Lila jakby wlaczaly turbodoladowanie, choc obie znajduja sie w skomplikowanej sytuacji na froncie zawodowym i rodzinnym. Wykazuje równiez wiecej sily charakteru i walki niz towarzyszacy im mezczyzni. Nareszcie papierowe protagonistki autorki (typowalabym raczej kobiete!) nabraly zycia.

val-sloneczny-dzien

Czekam (bez wypieków na twarzy, ale mimo to) na czesc czwarta – nie jest to literatura na tyle smakowita, zeby czytac, ale historia a tle nabrala rumienców, iz z przyjemnoscia wyslucham ciagu dalszego.

Lekcja patriotyzmu – Broniewski, Czapski

In Uncategorized on 11 lutego 2017 at 23:30

czapski-jozef

Broniewski z Czapskim spotkali sie w armii Andersa – zas u mnie zbiegli w czasie z bozonarodeniowym pobytem w macierzystym Krakowie. O Broniewskim czytalam w ”Broniewskim, milosci, wódce, polityce” Mariusza Urbanka. Czapskiego odwiedzilam w dedykowanym mu pawilonie muzeum Hutten-Czapskich, zapoznajac sie glównie z malarstwem, które ilustrowac bedzie dzisiejszy wpis. Wtedy nie wiedzialam wtedy jeszcze, ze obaj panowie sie znali, ba, nawet dzielili pokój podczas przymusowego pobytu w Kujbyszewie. Ze jeden i drugi to uczestnicy obu wojen swiatowych, wojny bolszewickiej, „klienci” radzieckich wiezien; jak i kawalerowie krzyza Virtuti Militari.

cza-dziennik-2.jpg

Z wystawy wyszlam z cytatem Józefa: ”Nie liczy sie realizm czy antyrealizm. Liczy sie prawda.” W ksiazce znalazlam cytat Wladyslawa: ”…Slowianie pytaja zawsze w imie czego? Po co? Dokad? Dzieli nas od nich zasadniczy stosunek do prawdy w zyciu, w twórczosci, we wszystkim.” Te cytaty mi sie nalozyly, kiedy poszukiwalam wspólnego mianownika dla nastepnego opracowania, o którym chcialabym tu wspomniec, a mianowicie ”Polacy-Zydzi, Polen-Juden, Poles-Jews 1939-1945”, wybór zródel, Andrzej Krzysztof Kunert, z przedmowa Wladyslawa Bartoszewskiego. Gdzie Rzym, a gdzie Krym – ktos zapyta. A jednak, etos rycerski przebija przez wypowiedzi, zachowania i poczynania pokolenia wywodzacego sie jeszcze z XIX wieku.

cza-recepcja.jpg

Od lat pieciu przeczesuje literature i szukam dokumentu, który pozwoliby mi sie obmyc z lepkich pomówien pewnego szwedzkiego nauczyciela historii. Czytalam wówczas ”My z Jedwabnego” i niepotrzebnie wdalam sie w dyskusje na ten trudny temat. No i dostalam za swoja lekkomyslnosc, dostalam na odlew po buzi pytaniem ”Dlaczego wszyscy Polacy to tacy antysemici?”. Uslyszalam w kraju, który pierwszych Zydów przyjal dopiero 300 lat temu, a i to tych samych bogatych (czyli nie-polskich)! Tak sie wtedy tym przejelam, ze az dostalam brzydkiej alergii. I obiecalam sobie, iz nie spoczne, az znajde odpowiednia literature z epoki, na która bede sie mogla powolac. Innymi slowy, szukalam prawdy – et voilà , oko padlo na wystawe ksiazki przecenionej przy ulicy Szewskiej.

cza-6.jpg

Najpierw rozprawie sie z butnie insynuacyjnym ”wszyscy”, co powoduje doznana lepkosc, poniewaz poczulam sie wrzucona do jednego wora z wojennymi szmalcownikami i czynownikami pogromu kieleckiego. Posluze sie cytatem swiadka epoki, polskiego Zyda, Marcela Dogilewskiego (uogólniajac jego stwierdzenie na Polaków):

…Zydzi sa narodem jak kazdy inny, a zatym i wsród nich znajduja sie jednostki dobre i zle, uczciwe i nieuczciwe, o takich czy innych zapatrywaniach politycznych. Nie ma jakiejs ”duszy zbiorowej” zydowskiej, nie ma wad ani zalet wspólnych wszystkim. Prawodawstwo juz w zaraniu wieków srednich odrzucilo pojecie odpowiedzialnosci zbiorowej, jako niezgodne z elementarnymi zasadami sprawiedliwosci i humanitaryzmu. Dzis, gdy Hitler stara sie narzucic swiatu ”nowy porzadek” i nowe, swoje porzadki prawne, galwanizuje on równiez zasady odpowiedzialnosci zbiorowej, zwlaszcza w stosunku do narodów podbitych. Tym bardziej kazdy, w kim tli sie iskierka poczucia sparwiedliwosci musi odgrodzic sie od tych absurdalnych kategorii myslenia, w których wina za czyn jednostki obklada sie spolecznosc.

Cytat godny uwagi takze we wspólczesnym postrzeganiu uchodzców…

cz-nedza

Opracowanie Kunerta pozwala odetchnac pelna piersia za wypowiedzi i postawe polskich srodowisk emigracyjnych w czasie II WW, za raporty plynace z kraju. Sa to glosy polsko-polsko i polsko-zydowskie. Polityków, przywódców wojskowych oraz rozmaitych organizacji. Z Londynu i Palestyny – nota bene tej samej, gdzie losy rzucily Broniewskiego z Czapskim. Powiem szczerze, z dusza na ramieniu szukalam alibi, bojac sie nieprzyjemnych paszkwili – a znalazlam wypowiedzi odwazne, empatyczne i madre. Przeczytalam od deski do deski (tylko jedna wersje jezykowa, z trzech mozliwych, gdyz kazdy z dokumentów zamieszczony zostal po polsku, angielsku i niemiecku). Fascynujacy opis epoki, w której istniala jeszcze czynnie, choc dogorywajaca, polsko-zydowska diaspora.

czapski-robotnicy

A co Broniewski? Pelnokrwisty szlachciura – niczym z opisów Singera. Patrzac z zewnatrz, kobieciarz, birbant i karciarz. Zagladajac do srodka, gorejcy patriota polski i pan miekkie serduszko, wspólczujacy biedocie czy mniejszosciom narodowym, dzielny zolnierz, prawy Polak niezalamujacy sie w sledztwie. Czlowiek-paradoks – albo po prostu czlowiek. Za piekno jego poezji, za ”sznyt” dobrego wychowania jestem w stanie mu wybaczyc libacje alkoholowe, które tak mnie irytuja w przybyszewszczyznie Pilcha. Zawsze mialam slabosc do chlopców z dobrych domów.

czapski-autoportret

Mariusz Urbanek wykonal kawal dobrej roboty. Szczególnie waznej teraz, kiedy z przerazeniem czytam od ”dekomunizacji” ulic, w tym imienia Dabrowszczaków. Podczas gdy Hiszpanie glosno mówia o uldze po zakonczeniu dyktatury Franco, Hemingway nadal pyta komu bije dzwon, Brytyjczycy produkuja seriale i filmy o mlodych ludziach, którzy uciekali zaangazowac sie po stronie rewolucyjnej, ”nasi” solidaryzuja sie z faszystami.

Umierajacy republikanie

broczac po bruku krwia swoim ran,

w krwi umaczanym palcem po scianie

wypisywali „No pasaran!”

Kiedy ”patriota” moze byc wylacznie prawicowiec – a nie pilsudczyk, jak Wladyslaw B. Kiedy o obronnosci decyduja cywile, zas ciskajacy ”komuchami” wyrazaja sie kaleka polszczyzna, tak daleka od kulturalnego, wycyzelowanego jezyka Broniewskiego (zadalam sobie trud wysluchania kilku wierszy na portalu youtube). Bardzo bym chciala, zeby szwedzki nauczyciel historii posluchal recytacji ”Ballad i romansów” w wykonaniu poety. Ech, gdzie ci przedwojenni mezczyzni?

cza-2.jpg

A oto wiersz ocalony dzieki wpisowi w notatniku Józefa Czapskiego, oryginal rosyjski:

„Czlowiek – to brzmi dumnie! –

powiedzial stary Maksym,

a tu bija cie w morde

i mówia zes sukinsyn

I cóz taki-syn ma robic

za kratkami w NKWD?…

wiec pomódlmy sie kurwamacia

przygaslej czerwonej gwiezdzie

I jeszcze:

Gdybym mógl, powiedzialbym Ance,

po calem zyciu zawilem –

mojej jedynej kochance:

zylem.

Uchodzca / Dipis

In Polskie refleksje, Przywracanie pamieci, Szwecja, uchodzcy, Uncategorized on 25 Maj 2016 at 21:20

Flannery O’Connor

”En bra karl är svårt att finna”/ Trudno o dobrego faceta

Backhåll 2013

flannery

Dyskusja o uchodzcach ostatnio jakby przycichla, co nie oznacza, ze sami uchodzcy fizycznie z Europy znikneli. Nie dalej jak wczoraj rozpoczeto w Grecji ewakuacje obozu spod granicy macedonskiej. Tymczasem akurat ukonczylam lekture zbioru opowiadan amerykanskiej katoliczki-rasistki, Flannery O’Connor (1925-1964), zwienczonego ”Dipisem” czy tez ”Uchodzca” (bo kto dzisiaj jeszcze wie, kim niegdys byl dipis?). Wczesniej nic tej autorki czytac mi nie bylo dane, choc jej nazwisko obilo niegdys o uszy. Odnosze wrazenie, iz nie jest szerzej znana polskiemu czytelnikowi, choc spod jej pióra wyszly utwory zdecydowanie literacko lepsze niz popularne obecnie nordyckie kryminaly. Pisze tak, jak lubie, czyli o miejscach i ludziach dobrze sobie znanych – a przed oczyma czytelnika maluje sie amerykanskie rustykalne Poludnie, odmalowane w niecale stulecie od zakonczenia wojny secesyjnej. Nie w wersji glamour, niczym w Tara z ”Przeminelo z wiatrem”, bo jakby rozmyte z obrazie, spowolnione i zbiedniale, choc nadal przesiakniete segregacja rasowa. Sama autorka spedzila wiele czasu w posiadlosci Andaluzja, dokad wojna (czyyaj: druga wojna swiatowa) zapedzila rodzine Matysiaków. Matysiakowie (zapewne niespokrewnieni z popularna w PRL-u rodzina radiowa) stali sie pierwowzorami bohaterów ”Uchodzcy”, polskiej rodziny emigrantów – i tu prosze sie nie smiac – Guizac.

danuta-danielsson

Guizacowie (Guzikowie?) zostali sciagnieci przez katolickiego ksiedza do pomocy w gospodarstwie u protestanckiej pani McIntyre. Nota bene religia odgrywa w opowiadaniach duza role, podobnie jak w zyciu samej O’Connor, wychowanej w czasie obowiazywania antykatolickich praw. Rodzice Guizacowie sa wymieniani tylko po nazwisku, za to O’Connor pofatygowala sie o nadanie imion dwójce dzieci: Rudolf i…Sledgewig (konia z rzedem temu, kto odgadnie polski pierwowzór imienia!). Tata G zabiera sie dziarsko do roboty, z zapalem godnym przodownika pracy, wzbudzajac tym niechec i zawisc zasiedzialych pracowników. Nadgorliwosc papy-uchopdzcy uniemozliwia innym proceder tradycyjnego bumelanctwa, kradziezy oraz bimbrownictwa. Kociol podgrzewanego niezadowolenia eksploduje tragedia, a w tragicznych koncach pani O’Connor zdaje sie najwyrazniej lubowac. Szukalam w Internecie wiadomosci, czy opowiadanie zostalo na jezyk polski przelozone. Z braku konkluzywnych odpowiedzi pokusilam sie o przetlumaczenie ze szwedzkiego paru ”zlotych mysli”, które moglyby zagoscic w glowie obywatela obecnej Rzeczpospolitej – tyle, ze o uchodzcach syryjskich. A tymczasem sa wytworem mózgu amerykanskiego ruralnego koltuna. Obcy na amerykanskim Poludniu to Europejczyk i katolik – w tym wypadku uchodzcy czyli polskie ofiary wojny. Zapraszam odwaznych do obejrzenia odbicia w krzywym zwierciadle i szczerej konfrontacji z naszym obrazem w oczach innych, takze w sojuszniczych Stanach Zjednoczonych American and Polish Dreams!

karen-7

Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu zauwazyla, ze wygladali tak samo jak inni. Wczesniej wyobrazala ich sobie niczym trzy niedzwiedzie spacerujace gesiego, obute, na holenderska modle, w drewniane chodaki, w marynarskich kapelusikach i kolorowych plaszczach, zapinanych na wiele guzików. Tymczasem kobieta nosila sukienke, która sama moglaby miec na sobie, a dzieci przypominaly dzieci z sasiedztwa.

…uszyly zaslony do okien, dwie czerwone i jedna zielona, poniewaz czerwone worki nie wystarczyly na wszystkie trzy. Pani McIntyre powiedziala, ze nie jest zrobiona z pieniedzy i nie stac jej na kupowanie zaslon. ”Jak oni na nie zareaguja?” zapytala Shortleyowa. ”Mysli pani, ze maja jakies pojecie o kolorach”, a pani McIntyre stwierdzila, iz po tym, co ci ludzie przeszli, powinni byc wdzieczni za wszystko, cokolwiek dostana.

Shortleyowa popatrzyla na ksiedza i przypomniala sobie, ze ci ludzie byli bardzo prymitywni w sprawach religii. Nigdy nie wiadomo w co moga wierzyc, poniewaz zadna z glupot nie zostala w ich kosciele zreformowana.

Kiedy oni wygladaja jak stad”, powiedzial staruszek z namyslem w glosie. ”Jezeli sa teraz stad, to sa skads”.

No wlasnie, zgadza sie”, powiedzial ten drugi. ”Oni mieszkaja tutaj”.

Brak logiki w rozumiwaniu czarnych zawsze irytowal Shortleyowa. ”To nie ich dom”, powiedziala. ”Ich dom lezy het, daleko, a oni dalej zachowuja sie tak, jak u siebie. Tutaj wszystko jest duzo bardziej cywilizowane niz skadkolwiek tylko oni pochodza.”

Sadzisz, ze potrafi jezdzic na traktorze, skoro nie zna ani slowa po angielsku?”

karen-v-b5

Nie zgadzam sie, zeby papiez w Rzymie mieszal sie do spraw mojej mleczarni”, wyglosil pan Shortley.

To nie Wlosi, to Polacy”, odpowiedziala. ” Polski, gdzie zwloki pietrzyly sie górami. Pamietasz te trupy?”

Sledgewig podobno twierdzi, ze mieszkali w murowanym domu i ze pewnej nocy ktos przyszedl i kazal im sie do rana zabierac. Myslisz, ze oni na prawde mieszkali kiedys w murowanym domu?”

Jakby jeszcze taka jedna rodzina tu sie sprowadzila, to nagle mówilibysmy wylacznie po polsku! Kolorowi by sie wyniesli i dwie polskie rodziny znalazlyby sie vis á vis pana Shortleya i niej samej! Zaczela sobie wyobrazac wojne slów, widziec polskie wyrazy walczace z angielskimi, skradajace sie podstepnie slowa, nie cale zdania, tylko pojedyncze wyrazy, paplanina, paplanina, paplanina, glosne i krzykliwe posuwaly sie do przodu i rozpoczynaly bitwe. Widziala brudne, przemadrzale i niereformowalne polskie wyrazy brukajace czyste angielskie slowa, az wszystkie byly równie utytlane. Widziala je w komplecie, zlozone w jednym pomieszczeniu na kupe, wszystkie niezywe i brudne, ich oraz jej, umieszczone na stosie niczym ciala widziane na kronice filmowej. Boze zachowaj! zawolala cicho, zachowaj od smierdzacej wladzy Szatana!

 

On jest z Polaka”, wymamrotal stary.

z Polski.”

W Polaku wcale nie jest tak, jak u nas”, powiedzial. ”Oni maja tam inne obyczaje”, i zaczal niedoslyszalnie mruczec. (…)

Nigdy takiego jeszcze u nas nie mielismy, o to mi sie rozchodzi”.

ten murzyn nie moze miec zadnej bialej zony z Europy. Pan Guizac nie moze w ten sposób rozmawiac z murzynem. On sie tylko podnieci, a poza tym to nie uchodzi. Moze uszloby w Polsce, ale tutaj absolutnie nie i pan, panie Guizac, musi skonczyc z tymi glupotami.”

wcale nie rozumiem jak taki czlowiek moze sie nazywac chrzescijaninem”, powiedziala, ”zeby sprowadzac tutaj biedna, niewinna dziewczyne i kazac jej wychodzic za takiego. Zupelnie tego nie rozumiem. Zupelnie!”

Jest opózniony w rozwoju”, orzekla. ”Nie pasuje do nas. Potrzebuje kogos, kto by sie do nas dostosowal”.

Nie podoba mi sie jego sposób bycia. Zupelnie nie wykazuje wdziecznosci za to, ze ich przyjelam.”

karen-bit-vejle3

Powiedzial, ze dokladnie pamieta twarz zolnierza, który rzucil w niego granatem i ze ten zolnierz mial na nosie male, okragle okulary – dokladnie takie same, jakie nosil pan Guizac.

Ale Guizac jest Polakiem, a nie Niemcem”, poprawila go Shortleyowa.

Nie ma wiekszej róznicy miedzy tymi dwoma sortami”, objasnil ja pan Shortley.

Pozbede sie tego faceta”, zakomunikowala. ”Nie mam w stosunku do niego zadnych zobowiazan. Mam zobowiazania wylacznie w stosunku do tych, którzy cos dla tego kraju uczynili, nie w stosunku do tych, którzy przyszli na gotowe i chca sie oblowic.”

Pomysl, ze bylo ich tysiace, pomysl o krematoriach i wagonach bydlecych, i o obozach, i chorych dzieciach, i Chrystusie Panu.”

Jest zapózniony w rozwoju i zaklócil nasz spokój”, stwierdzila, ”jestem logiczna, praktyczna kobieta i nie ma tu zadnych krematoriów, ani obozów, ani Chrystusa Pana – a jak stad wyjedzie, to gdzies indziej lepiej zarobi. Bedzie pracowal na roli i kupi samochód, a – i nie protestuj – im tylko o to chodzi, zeby sobie sprawic auto.”

Wszyscy ludzie zostali stworzeni równi i wolni”, zwrócil sie do pani McIntyre, ”a ja ryzykowalem swoje zycie i czlonki, zeby to udowodnic. Zaciagnalem sie na wojne, bilem, krwawilem i umieralem, zeby sie po powrocie dowiedziec, kto mi ukradl prace – wlasnie ci, z którymi walczylem. Granat o malo mnie nie rozerwal, ale mi sie wrylo w pamiec, kto go rzucil – niski facet z identycznymi brylami jak ten. Moze je kupowali w jednym sklepie. Taki maly swiat.”

Cytaty nie sa pogrupowane tematycznie, lecz chronoligicznie, zgodnie z kolejnoscia pojawiania sie w tekscie opowiadania. Wycinanki pochodza z wystawy ”Nozyczkami jak pedzlem” i sa autorstwa dunskiej Karen Bit Vejle. Pomnik ”Kobieta z torebka” upamietnia nasza rodaczke, Danute Danielsson, która zdzielila po glowie neonaziste w Växjö w roku 1985.

Znowu Afryka

In Uncategorized on 16 stycznia 2016 at 18:41

kuki

Wracam na lono rodziny blogerów, napominana przez ulubionego Tamaryszka. Blog, istota dziwna, zyje i beze mnie. A co ja? Wbrew pozorom czytam – albo i slucham, zwlaszcza w podrózy. Przeczytalam swietne ”Spotkanie po latach” Freda Uhlmana – i nic i nim nie napisalam, choc nalezalo bylo. Zaliczylam jakies obowiazujace tu kryminaly i nie tylko. Pochwalic chcialabym Iana McEwana za ”Sedzie” (The Children Act). Tym razem znowu sprawil wrazenie bliskiego kolegi, na dodatek opowiadajacego umiejetnie o kobietach (kobiecie). Najwiekszym kuriozum byla bez watpienia ”22 Britannia Road”, w której polscy bohaterowie nosili egzotyczne imiona Silvana oraz Aurek, wedlug (brytyjskiej) autorki typowe dla podwarszawskiej wsi lat przedwojennych. Hmmm.

prison-island3

Natomiast pozycja, która sklonila mnie do rozwiania kurzu na klawiaturze, stala sie ”I dreamed of Africa” niejakiej Kuki Gallman. Kupiona na podróz do domu na zanzibarskim lotnisku i niemalze wyczytana w drodze. Nota bene miedzy innymi na sofie w hotelowym hallu w Nairobi, gdzie mialam dlugie miedzyladowanie i gdzie nieprawnie dolaczylam do grupy opóznionych pasazerów – ale to juz zupelnie inna bajeczka. Mialam ochote zatrzymac te Afryke przy sobie chocby jeszcze tylko przez chwile. Za kazdym razem wracam w ulga na lono cywilizacji (Nairobi zdalo mi sie cudem nowoczesnosci!), domywam stopy i lecze trudnogojace w goracu i seledynowej wodzie Oceanu Indyjskiego zadrapania – jednoczesnie teskniac za totalnym mindfullness locals’ów.

kocik-w-walizce

Kuki pochodzi od Cookie, co warto wiedziec, szczególnie znajac szwedzkie znaczenie slowa ”kuk”. Autorka to z pochodzenia Wloszka, a z wyboru Afrykanka, de facto Kenijka. Nie wiem jaka jest ta prawdziwa Kuki, ale te z autobiografii polubilam serdecznie, jako przyjazna dusze (czy tez ”znajaca Jòzefa”). Pisze niezle, odwolujac sie do klasyków kultury, lecz czytalam lepsza literature czy autobiografie (ze ”Wspomnieniami gorszycielki” na czele). Natomiast zdecydowanie ujela mnie pasja, a nawet szlachetna pasja, pisarki i aktywistki. Cenie ludzi zaangazowanych, którzy wykazuja odwage cywilna i wlaczaja sie w akcje, w których znaczenie wierza. Jak równiez tych, których zycie przejechalo, a którzy sami zeskrobali sie z przyslowiowego asfaltu i zamiast pogrzebac za zycia, znalezli sile do dalszego dzialania – nie zamykajac sie przed dalszym ciagiem. Kogo kiedys ”przejechalo” ten wie, ile kosztuje wyjscie na prosta i odbudowanie zaufania do swiata. Jej historia przypomniala mi o istnieniu ludzi kulturalnych i wyksztalconych, którzy sami ksztaltuja zyciorysy, zgodnie z wyznawanymi wartosciami, uczac sie i rozwijajac caly czas. Rzecz jasna, nie byli to ludzie biedni, a na dodatek korzystajacy z uprzywilejowanej pozycji bialego w Afryce. A jednak z biegiem dni oddawali dlug, inicjujac i wlaczajac sie w walke o ochrone przyrody i znalezienie zrównowazonej drogi rozwoju dla ludnosci miejscowej. Podoba mi sie równiez brak checi odwetu czy uczucia dusznego zapieczenia – zarówno w relacjach prywatnych jak i swiatopogladowo – tak obecnie dominujacych nawet w debacie publicznej. Kuki ma w sobie wspanialomyslnosc i szerokosc spojrzenia, daleka od kompleksów etosu wspólczesnego dorobkiewicza. Ladna i zadbana, choc nie narcystyczna, goscinna i otwarta. Kochajaca zwierzeta i przyjazna swiatu, mimo czesto dotyjacych jej tragedii (a jakich, to kazdy moze sie juz sam z ksiazki dowiedziec).

gwiazdy-hollywood

Tamaryszku, obiecalam tez napisac o Hollywood – jak juz wspomnialam u Ciebie na blogu, LA nie zrobilo na mnie zadnego wrazenia. Poza Flower Market oraz zakupami tanich materialów w Fashion District. Arizona nie do porównania, zdecydowanie ciekawsza pod kazdym wzgledem – m.in. szkola architektoniczna Franka Lloyda Wrighte’a, czerwone skaly Sedony czy Grand Canion.

redrocks

Niestety, dzisiaj wlasnie wyzional ducha mój kochany szynszyl Max, dlatego pisze lakonicznie i nic juz wiecej z siebie nie wykrzesze. Zegnaj malenki, puchaty Maxie!

arizona-franka

Letni smietniczek

In Uncategorized on 14 sierpnia 2015 at 23:41

W jednej z moich licznych ksiazek kucharskich wystepuje zupa pod nazwa ”letni smietniczek” – i te nazwe sobie pozwole zapozyczyc, choc o zupach ani innych przysmakach traktowac dzis nie bede.

Slowo sie rzeklo – obiecalam nowy wpis, mimo ze jako czytelnik prywatny wraz ze sluzbowym odnosze nieodparte wrazenie, iz swiat by sie spokojnie obyl bez wiekszosci wysylaych w mniej lub wiecej wirtualna przestrzen kombinacji znaków. Za to pokusze sie o lakonicznosc, zeby te góre przejrzanych ostatnio ksiazek jakos przeorac.

marina-belezza

Sylvia Avallone, moja ulubienica po Stali, nie utrzymala, niestety, równej formy. Jezeli rzeczywistosc tak sie przedstawia w slonecznej Italii, jak ja obrazuje autorka, to biada jej, o biada. Jacys matolowaci gangsterzy, jakies niemadre panieneczki. A to pracoholizm, a to totalna gnusnosc. Moze i tak wlasnie sprawa sie przedstawia i pokolenie Avallone tak wlasnie zyje? Najciekawszy zdaje mi sie opis zycia Brata czyli gloryfikowanego przez rodziców brata glównego bohatera, Andrei. Brat zyje na przedmiesciach malego miasta w USA i wiedzie mu sie przecietnie, wbrew przekonaniu rodziny, iz za oceanem trawa zieleni sie bardziej niz amerykanskie dolary. No i piekny obraz zycia w górach – taka mieszanka ”Heidi” oraz ”Sciany” pióra Marlen Haushofer. W kazdym razie ksiazka niespójna i o trudnym do zdefiniowania przeslaniu. Marina Belezza to obdarzona glosem dziewczyna, która chce sie wybic w telewizyjnych konkursach. Pochodzi z rodziny raczej patologicznej, podczas gdy rodzina kochajacego Andrei znajduje sie o pare pieter wyzej w hierarchii spolecznej. Sylvia posluguje sie wszystkimi mozliwymi stereotypami, na wielkie nieszczescie czytelników. Czekam na trzecia ksiazke.

ksiazki

Na Klub Pickwicka polowalam od dawna. Kuzynka mnie co prawda przestrzegala ”przeciez tego sie nie da czytac”, ale nieroztropnie jej nie posluchalam. A szkoda, bo miala racje. Przebrnelam przez pierwszy rozdzial i wylozylam sie na nastepnym. Poczekam na ekranizacje, Dickens teraz w modzie.

drangen-by-nell

Ksiazke o powstaniu w getcie wygrzebalam z niedowierzeniem na stoisku z przecena. Autor, o najwyrazniej polskich korzeniach, od lat przybliza Szwedom zawilosci polskiej historii. Na poziomie dla poczatkujacych, podczas gdy ja zaawansowana w temacie. Przeczytalam, sie nie zachwycilam. Kudy tam kudy do opisu Iwaszkiewicza ze ”Slawy i chwaly”!

Medytacje dopiero zaczelam. Bede kontunuowac miare zapotrzebowania duszy. Cdn.

segelbild-jacoba-van-heemskerck

Wysluchane: Harper Lee ”Go get a watchman”. Przeprosilam sie (czytaj: zaplacilam) z sajtem sprzedajacym ksiazki czytane. W rzeczy samej, warto bylo o tyle, ze Reese Whitherspoon jest fantastyczna aktorka, zas Harper Lee na pewno mozna zaliczyc do mistrzyn dialogu. Ksiazka miala na mnie efekt rozluzniajacy, poniewaz po pewnej chwili sluchania zasypialam niechybnie w hamaku. Dlatego tez nie moge sie wypowiedziec czy to aby na pewno arcyciekawa lektura. Chyba jednak nie, za to wielce aktualna w kontekscie uchodzców, którzy znowu szturmuja do wrót Twierdzy Europa. Slychac na ich temat dokladnie te same argumenty, jakie kiedys przedstawial KKK w sprawie czarnych obywateli Stanów. W glosie Harper Lee brzmi gorzkie doswiadczenie.

Ivy Compton-Burnett, podle Internetu to mistrzyni dialogu. Niestety, poza dialogiem powiesc niewiele oferuje. Oddaje runde walkowerem. Przeczytalam tylko poczatek, który zapowiadal sie podobnie jak ”Emancypantki”, tylko Prus byl dowcipniejszy i mial lzejsze pióro. Nie czekam z utesknieniem na filmatyzacje.

bela-kadar-pa-djuret

”Tajemnicze przygody seksualne szwedzkich kobiet” – któz nas nie lubi (i nie ma) tajemnic? Kto nie lubi odktywac sekretów blizniego swego (w odróznieniu od skrzetnie skrywanych wlasnych). Komu serce nie zabilo pochlaniajac ”Tajemniczy ogród” badz ”Tajemnicza wyspe”? Katerina Janouch, made in Tschekoslovakia, koronowana na jedna z najseksowniejszych kobiet Szwecji. Plodna matka i pisarka. Niezbyt wysokich lotów, lecz zdecydowanie przebila sie pod strzechy. Zaleta tego zbiorku jest zwiezlosc rozdzialów, które mozna wybierac w dowolnej kolejnosci. Pod kazda opowiescia z zycia wzieta zamieszczone jest imie autorki zwierzen oraz wiek – od nastolatek az po panie w zdecydowanie powazniejszym wieku. Ktos by pomyslal, iz to zbiór opisów orgii oraz perwersji, ale prawda – poza tym, iz naga, nicznym Augustynka – jest prosta: kazda z tych pan spotkala kiedys na swojej drodze pana, który byl podatny i lasy na jej wdzieki. Nie masz wiekszego afrodyzjaku niz autentyczne zainteresowanie – i na tym zakoncze recenzje tej skad inad uroczej lektury.

No i teraz do rzeczy, czyli do ksiazek, na które czekac bylo warto. Pierwszy do golenia melduje sie Joseph Roth i jego ”Falszywa waga”. Gdyby nie rekomendacja Wyborczej, to bym nigdy tego autora nie znazla, a szkoda, gdyz pasuje jak ulal do mojej blogowej kategorii ”Austria C-K”. Pisze jak Singer, tylko o zaborze austriackim czyli o mojej macierzystej Galicji. Macierzystej jak i ojczystej, gdyz rodzina dziadzia w podobnych okolicach orbitowala. Strasznie dobrze pisze, tzn. dosc niepozornie, zwiezle, ale jakby rzezajac kozikiem w pamieci czytelnika. Nedzna ta nasza Golicja i Glodomeria, a taka sercu bliska. Bo tu Zydzi, tu Cyganie, tam Wolosi, jacys niesprecyzowani drobni urzednicy, szukajacy lepszej doli po zapadlych miasteczkach i garnizonach habsburskiego imperium. Takie lichoty straszne, ze az sie serce kraje. Nawet rzezimieszki sa obdarte, biedne i bladawe. Na tym tle wybija sie kobieta fetysz i trofeum czyli najwyzsza wygrana – w rzeczywistosci ciezko pracujaca w sklepie, a w wyobrazni popijajacych nieboraków urastajaca do miary dominatrissy, Eufemia. Piekny portret, pelen brzeczenia kolczyków oraz szmeru kolyszacej sie sukni. I powiedz tu, ze drobny urzednik to biurokrata, nie poeta! Gdzies w tym wszystkim siedzi Kafka i niesmialo usmiecha sie Schulz. Jakze daleko z tego swiata do Wiednia, salonów Almy Mahler czy Adele Bloch.Bauer (niedawno obejrzane filmy). Do Jesepha Rotha zdecydowanie wróce.

nell-w-domu

Georges Perec i ”Rzeczy” to dzielko nadzwyczaj irytujace. Nie do konca wiadomo, czyjej druzynie autor kibicuje i o czyich zadzach posiadania pisze: parki glównych bohaterów czy tez moze swoich wlasnych? Poczatek lat szesciesiatych, we Francji ludzie zaczynaja sie dorabiac, w Polsce mala stabilizacja. ”Rzeczy” to rzecz zaiscie prorocza. Sylvie i Jerome, para paryskich ”sloików”, tyle, ze niepotrzebnie dreczonych ambicjami kulturalnymi. Zeby Perec dozyl czasów dzisiejszych i poznal najemników korporacji, to by dopiero mial o czym pisac! Bo jego bohaterowie maja realne szanse na realicje swoich marzen o skórzanych kanapach i wykladzinie do przedpokoju– podczas gdy dzisiejsza para przybyszy za wiele sobie nie poszaleje. Albo i poszaleje – a wtedy kredyt zje ich. Dyskretny urok konsumpcji, proces rafinowania gustów, wykluwajace sie nowe potrzeby. Zwodnicza gwarancja zaspojenia – na jak dlugo? Wieczne niespelnienie; bohaterowie skazani na czysciec coraz to nowych pokus. Trafny jest takze opis emigracji zarobkowej w Afryce – zderzenie miedzy wyobrazeniami o luksusie i biedota realiów oraz opowiadania po powrocie, niczym o wieku zlotym.

nell-balowa

Ostatni i najlepszy okazal sie noblista Modiano. Odczekalam swoje, zanim sie z nim zapoznalam, jako ze z noblistami na dwoje babka wrózyla. Wszystko jedno, o czym Modiano pisze, a pisze zdaje sie zazwyczaj o tym samym, trudno sie nie poddac urokowi jego sztuki narracji. Gdzies trwa wojna, niczym ”Noc w Lizbonie”, gdzies sa rosyjscy, brytyjscy, poludniowowamerykanscy i zydowscy emigranci. Glówny bohater szuka sam siebie – i podobnie jak w filmie ”Memento” – znajduje tylko fragmenty, caly czas zmieniajac hipoteze robocza, kim jest tak na prawde. Niczym w powiedzeniu, ze niewazny cel, wazna droga. Wszystkie postaci sa jak z Hemingwaya albo Paryza lat miedzywojennych, kiedy miasto bylo stolica swiata, przyciagajaca artystów, arystokratów i inne ekstrawaganckie dusze. Niewazne, czy opowiadana historia zdarzyla sie na prawde – samo zapoznawanie sie nia to czysta literacka przyjemnosc.

Obrazki z wystawy o grupie „Der Sturm”.

Söker ngn att kite surfa med!

In Uncategorized on 9 sierpnia 2015 at 12:32

Idag använder jag bloggen i förhoppning att hitta en (eller kanske flera?) kite surfing partner. Är nybörjare, har egen utrustning. Om ngn befinner sig i samma sits – eller kanske kan lite mer o vill dela med sig – hör av dig!

O ksiazkach bedzie juz niedlugo…

bonad-godo-w-kanie-galilejs

2013 in review

In Uncategorized on 31 grudnia 2013 at 20:34

Portal goszczacy mój blog od zarania szczodrobliwie obdarowal mnie statystyka z roku 2013. Jak kazda statystyka, wyrównuje – i nie wspomina o wzroscie poczytalnosci w Tanzanii (tak!) ani o egzotycznych haslach, które niewiadomymi sciezkami do mnie gosci sprowadzaja. Dzisiejsze perelki  to „czy szwedy sa przystojni” oraz „blog opowiadania erotyczne”. Portal portalem, a ja sama od siebie dziekuje serdecznie wszystkim czytelnikom – a zwlaszcza tym czestym – za wizyty oraz cenne, celne i dowcipne komentarze.

Do Siego Roku!

 

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2013 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

A New York City subway train holds 1,200 people. This blog was viewed about 6,000 times in 2013. If it were a NYC subway train, it would take about 5 trips to carry that many people.

Click here to see the complete report.