szwedzkiereminiscencje

Archive for the ‘moda’ Category

Woda na mój mlyn-Thulin

In Ksiazki, moda, Szwecja on 21 kwietnia 2014 at 11:18

Camilla Thulin / Gör om mig. Finn din stil med Camilla Thulin / 2014

camilla

Moja ulubienica (na okladce) – nie zawiodla, jak zwykle. Wspominalam o niej tu wielokrotnie – jedna z niewielu Szwedek ze stylem! Pieknie ubrana, a przy okazji milosniczka psów. Odwalila kawal dobrej roboty piszac ksiazki o wspólczesnym odzieniu dla pan i panów. Tym razem zastosowala chwyt dosc ryzykowny: zaprosila do metamorfoz dziewiec kobiet w wieku srednim (które zdaje sie w Polsce nazywa sie „seniorkami”?). Osiem aktywnie pracujacych i jedna emerytowana nauczycielke. Wszystkie jakos wyrosly ze swojego stylu mlodzienczego oraz natoletnich rozmiarów – a potem juz sie nigdy nie odnalazly. Z jednej strony klasyk, poniewaz w wirze pracy oraz zycia rodzinnego nie maja dla siebie czasu, ale glównie zabraklo im jednak pomyslunku. A moze po prostu dobrych wzorców? Bo w kraju, gdzie szczytem ambicji bywa gonienie USA, kult mlodosci przezywa nadal swoje apogeum. Tymczasem, kiedy dawniej krawiec szyl na miare ubrania dla zywych ludzi, sieciówki oferuja glównie odziez projektowana na manekiny – kuszac przy okazji niskimi cenami. Kobiety, czesto w panice, wpadaja do sklepu w poszukiwaniu „czegos” na wieczorne wyjscie z koleznkami z pracy – i wychodza z pólrozwiazaniem, pijacym w jednym miejscu i zwisajacym z drugiego. Krawcowa jest droga – o ile w ogóle mozna taka firme znalezc – wiec nowy zakup pozostaje niefunkcjolany, wiszac sobie latami na wieszaku i zajmujac miejsce w szafie.

camilla-ann

Zle sa modele, a jeszcze gorsze bywaja materialy. Poza tym norna meska niepostrzezenie wdarla sie do szafy kobiety-szefa. Jak juz kiedys pisalam, dwadziesicia lat nie uswiadczylas czarnego w szwedzkim sklepie odziezowym. Królowaly same wymiotne pastele. W koncu lat dziewiecdziesiatych dokonal sie przelom i czarny zostal kolorem dominujacym. Z tym, ze, niestety, kiepsko do jasnej, skandynawskiej karnacji pasuje – podobnie jak do starszej cery. Kto ma wyczucie plastyczne dokonuje trafnych wyborów – a cala reszta kopiuje kogos, stara sie czarnym zamaskowac niedoskonalosci figury czy tez po prostu „stawia na pewna karte”. Zreszta same Szwedki przyznaja, ze ubraniowo sa tchórzliwe. Camilla radzi, co zostawic w szafie, a czego sie pozbyc. Nastepnie znajduje pare kolorów podstawowych i podpowiada material oraz forme. Z metamorfozami róznie bywa, ale tymi trudno sie nie zachwycic. Te kobiety ze zle ubranych staly sie podczasowo eleganckie. W zaleznosci od potrzeb, pracy czy temperamentu wybrano zupelna klasyke lub outfity z pazurem.

camilla-charlotte

Przykro mi, ze nie moge zamiescic wszytskich zdjec, ale zapewniam, ze wszystkie przemiany byly równie udane jak te, które (losowo) wybralam. Thulin zamieszcza w koncu ksiazki liste sklepów internetowych, które sa – jej zdaniem – godne polecenia. Poza tym publikuje sklad swojej kosmetyczki, gdzie dominuja produkty firmy Inglot! A zwlaszcza cienie, olówki do oczy oraz lakiery do paznokci. Na zdjeciu widac równiez polski krem – mile czasy nam nastaly, kiedy polskie produkty zostaja docenione przez zagranicznych profesjonalistów (my znamy ich wysoka jakosc od dawna). Swoimi doswiadczeniami dzieli sie równiez stylistka, która pomagala w znalezieniu pasownego makijazu dla metamorfozowanych dam. Na deser jeszcze pare cytat z Camilli. Nie moge sie oprzec, poniewaz jakby mi ktos z ust wyjal… Podobnie jak Camilli zdarza mi sie, zupelnie niedwiadomie, prowokowac od czasu do czasu bezczelne komentarze pod adresem mojego wygladu. Zazwyczaj od pasywno-agresywnych szarych myszek albo samozwanczych wyroczni… A oto (swiete) slowa Camilli:

camilla-eva

Wielu pracodawców wymaga od swoich podwladnych tonowania kobiecosci. Inne kobiety staly sie ofiarami tzw.analizy kolorystycznej, gdzie amatorka wbila im do glowy szalone kolory oraz dzikie zasady zestawiania tychze. Inne zostaly juz na wstepie okaleczone zlymi radami przez swoje matki albo nielojalne przyjaciólki. Niestety, pomniejszanie poczucia wartosci swoich sióstr to czesta cecha kobiecego charakteru, która powinnysmy zwalczac za wszelka cene! Czasami jak slysze te wszystkie glupoty, to mam ochote sprac po pysku wyglaszajace je paniulki…

 

Amen!

A na (wielkanocny) deser fragment koncertu göteborskiego jazzbandu – tan na gitarze to maz mojej kolezanki:

Reklamy

Barwa czyni czlowieka-Jacobson

In Ksiazki, moda, Pamietnik, Przywracanie pamieci, Sztuka, Szwecja on 28 września 2013 at 21:08

maja2

Zdarzaja sie ksiazki, które chetnie bym sama napisala. Ostatnia taka pozycja jest „Kolor zdobi czlowieka” (w wolnym tlumaczeniu, jako parafraza porzeczenia: nie szata zdobi czlowieka). Nie odmawaiajac zalet ducha osobom kontestujacym, pozbawionym gustu czy tez innych mozliwosci – zarówno szata, jak i kolor zdobia czlowieka w stopniu najwyzszym!

 duzo-ludzi-na-targach

Autorka, Maja Jacobson, to nie tylko teoretyk „kolorowy”, lecz takze praktyk ubraniowy. Za zadanie postawila sobie przyjrzec sie szatom, w które sie czlowiek odziewal w wybranych (europocentrycznie) cywilizacjach. Przeanalizowala wybór koloru, fasonu, zastosowanych materialów, gustów, systemu wartosci, czynników wplywajacych na wybór – podpierajac sie w razie koniecznosci wlasnym teoriami. Ksiazka ilustrowana jest obficie barwnymi (jakzeby inaczej) reprodukcjami witrazy, rzezb, mozajek, obrazów oraz fotografii; przedstawiajacych kobiety, dzieci i mezczyzn – w róznym wieku i rozmaitych okolicznosciach. Zajmuje sie takze zmieniajaca sie w czasie i miejscu symblika poszczególnych kolorów.

 norsteds

Kolory cos w sobie maja – ze zacytuje tytul „Wiec chodz, pomaluj mój swiat”, „Barwy walki”, „Barwy ochronne”, trylogie Kieslowskiego czy tez „Cala jaskrawosc” (to mowa raczej o odcieniu i moze jeszcze o swietle). Ale tez kolory symbolizowaly i swiatlo, a nawet swiatlosc. Dowiedzialam sie, ze w sredniowieczu panowaly dwa przeciwstawne obozy zakonów, pojmujace odrebnie kolor jako wyraz religii. Jedni uwazali, iz kolor to wynalazek szatana i ze w zwiazku z tym kosciolów nie nalezy zdobic. Inni, ze wlasnie dopiero kolor najlepiej oddaje swietosc oraz dazenie czlwoieka do doskonalosci. Inna, pozyteczna informacja byl widoczny do tej podzial na czarny – badz stonowany – protestantyzm i wielobarwny katolicyzm. Stad zapewne – jako jeden z z czynników – znormalizowany i zazwyczaj szaro-bury mundurek doroslych Szwedów (którzy w swoim zaawansowanym laicyzmie oburzyliby sie na taka interpretacje). Fascynujaca równiez okazala sie informacja o symbolicznym znaczeniu bialej kryzy pod szyja – odcinala (podobno) grzeszne cialo od uduchowionej twarzy!

 czytelnicy

W kazdym razie Maja J podadala mi cenna wskazówke, jak moge zareagowac na wieczne komentarze: bo ty to jestes taka UBRANA! Odpowiem: rzecz jasna, poniewaz pochodze z katolickiego kraju i daze do doskonalosci.

 brombergs

Ilustracje w Targów Ksiazki w Göteborgu, które odwiedzilam bylam w dniu wczorajszym. I ja tam byla, darmowe wino i wode pilam – oraz dobrze sie bawilam! Przeszlam m.in.obok Leifa GW Perssona, Marii Corazzy-Bild i Joansa Jonassona. Na zdjeciu utrwalilam rozmowe (w formie skondensowanej do obrazka) Doroty Bromberg z raperem Petterem. Poza tym podziwialam stanowiska rozmaitych organizacji oraz stowarzyszen, wielce oryginalnych, a czasami wrecz egzotycznych. Nakupilam ksiazek dla siebie i na prezenty. Obladowana lupem ledwo dopelzlam do dworca kolejowego. Czuje sie syta wrazen, chociaz rozmaitym osobowscim swiata kultury zadedykowalabym wspaniala (i o niewielkim formacie) ksiazeczke pani Maji – gdyz dawno juz nie widzialam zbiorowska tak zle ubranych ludzi. Wsród kobiet w wieku mocno srednim dominowaly po pierwsze buty martensy (czane), a po wtóre grube, szaromelanzowe rajtki w prazki. Widocznie osoby te osiagnely juz – dla mnie jeszcze odlegle – stadium doskonalosci…

raben

Ksiazki z wysprzedazy

In Ksiazki, moda, Pamietnik, Sztuka, Szwecja on 30 marca 2013 at 19:27

Pojechalam po lampy i fotel – i wrócilam z ksiazkami. Z lampami i fotelem równiez, ale najpierw rzucilam sie na slowo pisane. Sprzedawczynie byly wyraznie znudzone i malo zainteresowane przyjeciem zaplaty. W srodku ksiegarni zaledwie pare osób. Kiedys zimowa wysprzedaz ksiazek byla wielkim wydarzeniem w Szwecji i trzeba bylo zamawiac wczesniej upatrzona ksiazke jeszcze przed inauguracja. Teraz pólki uginaja sie od wczorajszych bestsellerów, podczas gdy potencjalni nabywcy pedza kolo wystawy w zupelnie innych kierunkach, myslami gdzie indziej, nabywajac cos zupelnie innego i marzac o zyciu, którego w ksiazkach nie znajda. Czasami odnosze wrazenie, iz czesc z tych zagonionych postaci nigdy nie znajdzie nic sensowmego do nabycia, gdyz kierujac sie szybko zmieniajaca sie moda nigdy sie na zaden zakup nie zdecyduje: kiedy zaoszczedzi wystarczajaco wiele na upatrzony gadzet, zostanie wlasnie wylansowany nowy, nieco drozszy. Zanim wannabee zrozumie, ze od tego wlasnie przedmiotu zalezy jego szczescie i zacznie szukac po sieci najtanszej wersji lub produktu typu generic towarzysze zabawy w zakupowanie zaczna juz kolekcjonowac cos innego.

bokrea-2013

Potem w tlumie golym okiem wylowic bedzie mozna skromnie ubrane dziewczyny z nieproporcjonalnie drogimi torebkami (a moze tylko podróbkami?), wyprane w kolorów i korpuletne kobiety w niepasujacej do nich marce Desigual, wypiercengowanych, obwieszonych trupimi czaszkami (których wielosc zadziwila mnie wczoraj takze w sklepie meblowym!), obzegarkowanych, obwieszone bizuteria, która byla „in” w zeszlym sezonie. Nieszczesnicy, stale szukajacy tozsamosci. Rozbitkowie Titanica dobrobytu.

 

W tej sytuacji dobrze jest byc wychowana na ksiazkach, których nikt tutaj od stu lat nie czytal (Anie czy Edith Nesbith), z daleka od imperatywu kompulsywnego posiadania. Co prawda w biegu, ale udalo mi sie zadowolic rozmaite aspekty wlasnej osobowosci. Pierwszy zakup to smakolyk wizualny dla milosników literatury oraz designu: „Pólki na ksiazki”brytyjskiego dziennikarza i blogera, Alexa Johnsona. Ponad trzysta kolorowych fotografii czyli niemal po jednej pólce na kazdy dzien roku. Przemnozone przez ilosc ksiazek w biblioteczce (sto?) daje niezly ksiegozbiór. Jeszcze pare wysprzedazy i zblize sie…

 

Nastepna ksiazka z obrazkami to to Szkot, Gordon Kerr. Od kiedy zrozumialam, ze Szkoci dokonali znaczacegop wkladu w sztuke Secesji, darze ich szczególna estyma. „Moda Art Deco” nie zawiodla – przepiekne szkice oraz obrazy, m.in. Tamary Lempickiej. Suknie jak dziela sztuki: malowane, wyszywane, haftowane. Ba, nawet stroje narciarskie. Jako stary narciarz doceniam fragnebt o strojach sportowych epoki. To mój ulubiony okres w modzie i z satystakcja wychwytuje wplyw Art Deco na wspólczesne kreacje – takze w tym sezonie. O malo wczoraj nie nabylam w Zarze naszyjnika inspirowanego wyraznie art deco – powstrzymal mnie tylko fakt, ze kupilam podobny dwa miesiace temu.

 

Co do trzech nastepnych nabytków ksiazkowych to nie zdazylam sie nawet powierzchownie z nimi jeszcze zapoznac. Co prawda marzylam o czytajacych Swietach – marzenia jednak sobie, a zycie sobie. Dobrze, ze przynajmniej sobie o ksiazkach popisze – tyle mojego. Amosa Oza Opowiesc wryla mi sie na dobre w pamiec, dlatego nie zawahalam sie wybierajac „Sceny wiejskie” (bukoliczne?). Co prawda podobno to nowele, lecz ze wspólnym mianownikiem. Mysle, ze ktos kto pisze tak dobrze jak Oz to moze sobie pozwolic nawet na tak niewdzieczna forme jak nowela.

 

No i jeszcze dwie pozycje zywcem z zycia wziete. Jedna to historia sukcesu zmarlego niedawno Steva Jobsa, którego chyba nikomu przedstawiac nie trzeba. Porzadne wydawnictwo, wkladka ze zdjeciami oraz cieple slowa pod adresem w „Nowej Technice”. Na okladce pozytywne recenzje gazet z dzialami literackimi. Sadzac z grubosci lektury wystarczy mi na dlugo… No i jeszcze Natascha Kampusch ze swoimi „3096” dniami. Poczulam sie troche jak sep, ale w koncu jezeli dziewdzyna poczula sie na silach, zeby swoja historie porwania i uwieienia opowiedziec, to postaram sie jej wysluchac. W epoce „karier” i „sukcesów” wystepuje niedobór sluchania historii niepowodzen. Nie jako sensacji, lecz jako historii, która zdarzyla sie nie tak odleglemu blizniemu. I która mogla sie przydarzyc sasiadce, córce kolezanki czy Twojej kuzynce.

 

Poza tym – ambitnie – zamówilam sobie pierwsza w zyciu prawdziwa e-ksiazke. Ze wzgledu na okolicznosci to chyba nienajlepszy pomysl – wypowiem sie jednak ostatecznie jak uda mi sie ja skutecznie pobrac i skonsumowac.

 

Zycze wszystkim Swiat pod znakiem ksiazki – docenionej, acz niekoniecznie przecenionej!

Zapomniana elegancja-Dariaux

In moda, Przywracanie pamieci on 4 lipca 2012 at 23:32

Elegans / Geneviève Antoine Dariaux / 2005

 

 

Z okazji wakacyjnego lata temat przyjemny, choc absolutnie nie latwy. Dzieki koszowi w supermarkecie natknelam sie na istna perelke-dokument minionych czasów. Patrze na znalezione w Internecie zdjecie madame Dariaux, która prezentuje sie równie swietnie jakby to byla wlascicielka salonów, opisanych przez Prousta. Podobnie anarchicznie brzmia zreszta udzielane przez nia wskazówki i rady – a szkoda! Natomiast fakt, ze ludzie nadal czytaja jej dzielo swiadczy na pewno o tesknocie za eleganacja i pieknem oraz o poszukiwaniau wzorców. Gdzie bowiem okiem siegnac dominuje amerykanska obojetnosc dla walorów estetycznych odzienia, a dominuja: praktycznosc, zmiennosc i niska cena – alternatywnie marka czyli (potezny) producent.

Niedawno udalam sie wraz z kolezanka do markowego sklepu, w modnej miejscowowsci nadmorskiej, poniewaz kolezanka postanowila dokonac zakupu spodni letnich w kolorze…kitu. Niefektowne spodnie pod kolana, o kroju sportowym, byly niemilosciernie drogie. Madame D bylaby zreszta zdegustowana juz samym materialem – nazywa bowiem bawelne wlóknem dla ubogich. Zas kolor ”kitowy” równiez nie wystepuje w jej propozycjach na lato (biel, cytryna, turkus lub pomarancz). Nie wspomne o polskich konotacjach typu spodnie kitowe czy tez spodnie do kitu… Natomiast niewykluczone, ze pochwalilaby kolezankowy ”ortalion” firmy Burberry, gdyz zaleca kupowanie efektownych okryc wierzchnich (=plaszczy, bo slowo ”kurtka” nie wystepuje w jej slowniku).

 

Ksiazka napisana zostala piecdziesiat lat temu, kiedy jeszcze Francja byla królestwem elegancji i mody. W zwiazku ze zmiana obyczajowosci, stylu zycia oraz postepujaca globalizacja – przez która reportaze z Afryki ukazuja Afrykanów w wyciagnietych podkoszulkach oraz baseballówkach, z komórka w rece – na calym swiecie wygladamy coraz mniej oryginalnie i upodobniamy sie do siebie. Nie widac juz udzierganych wlasnorecznie swetrów – dominuje masowa produkcja. I choc w pewnych sferach status nadal wyznacza szyty recznie garnitur czy suknia, warunkiem jednak bywa pochodzenie z Saville Row albo haute couture. Ubrania szyte w domu albo w Azji nie sa uznawane za szykowne – budza wrecz politowanie. Tymczasem wiekszosc – coraz tlustszej – populacji notorycznie nosi zle dopasowane ubrania, upierajac sie przy tym przy noszeniu dzinsów, które w wiekszosci wypadków albo sie wrzynaja w posladki albo gdzies odstaja (najczescie i jedno, i drugie) – co na pewno nie umkneloby bacznemu oku madame D. Z szytymi w domu ubraniami zaczyna byc podobnie jak z domowym ciastem. W Szwecji stalo sie synonimem biedy – choc bywa o wiele smaczniejsze.

Dla mnie moda – i w obecnie mozliwym zakresie elegancja – sa pojeciami istotnymi. Jak sie okazuje – nie tylko dla mnie. Posluze sie tutaj (meskimi) cytatami z ksiazki:

 

Ubieraj sie zawsze na tyle kosztownie, na ile ci pozwala sakiewka, choc nie wulgarnie – ladnie, choc nie krzykliwie, albowiem ubiór zdradza charakter czlowieka. (Shakespeare)

 

Moda j próba zastosowania sztuki w sposobie zycia i  w stosunkach z innymi ludzmi. (Oliver Wendell Holmes)

 

Zly gust to rodzaj zlego morale. (Bovee)

 

Prawdziwie wysubimowany gust bywa wyznacznikiem wysublimowanej osobowosci. (Fielding)

 

Przy okazji pozwole sobie powolac sie na cytat z ostatniej „Elle”:

 

W modzie chodzi o sprawienie przyjemnosci sobie samej. Natomiast seksowny ubiór ma na celu zaspokojenie gustów kogos innego (kto najczesciej sadzi, ze Gucci i Pucci to dwa krasnoludki ze swity Królewny Sniezki).

 

„Elle” zwraca uwage na zjawisko seksualizacji codziennego ubioru na sposób, na który na pewno nie zgodzilaby sie pani Dariaux. Wedle jej wskazówek nie mozna absolutnie zakladac butów na obcasie do spodni – które w jej pojeciu nadaja sie glównie do wizyty na wsi i wykonane sa z tweedu badz flaneli. Nie ma tez mowy o dekoltach w ciagu dnia, zas na kazdej rece mozna nosic zaledwie jeden pierscionek. O tatuazach, piercingach itp. nawet nie wspomina. Ma bardzo stanowcze zdanie na temat sposobu ubrania nastolatek: zadnych kolczyków przed ukonczeniem siedemnastego roku zycia i zadnych parasolek przed pietnastym!

 

W miedzyczasie nastolatki zaczely dyktowac mode, a ich matki przebieraja sie czestoza swoje córki. Czasy zmienily sie, a pozostala madrosc zyciowa. Madame D, z wlasciwa sobie wnikliwoscia, klasyfikuje mezów (i absztyfikantów) na:

 

  • Takiego, co to nic nie zauwaza i pyta: „czy to nowa sukienka, kochanie?” widzac cie w kreacji sprzed dwóch lat
  • Meza idealnego, którego uwagi nie ujdzie nawet najdrobniejszy szczegól twojej garderoby i który na dodatek potrafi sluzyc wnikliwa rada
  • Dyktatora, co to zawsze wie lepiej w czym ci do twarzy

 

Ma tez bardzo trzezwe spojrzenie na dokonywanie zakupów z kolezanka – odradza! Z jej doswiadczenia wynika, iz najtudniejsze sa zakupy z:

 

  • Taka, która chce koniecznie byc toba – zakochuje sie od razu w kazdej sukience, na która padnie twój wzrok
  • Taka, która ma mniejszy budzet – bedzie ci, odczuwajac przy tym Schadefreude, doradzala zakup najmniej twarzowych kreacji
  • Taka, która jest znakomicie ubrana i zorientowana w modzie – skupi na sobie zainteresowanie personalu sklepowego, a ty odejdziesz z kwitkiem

 

Podsumowujac: smakujaca salonami lektura do czytania haslami, w chwilach nostalgii oraz zapotrzebowania na inspiracje.

Women of the Avant-garde 1920-1940

In moda, Muzyka, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci, Sztuka on 29 Maj 2012 at 11:16

Chociaz krótko chcialabym napisac o wspanialej wystawie, która udalo mi sie zobaczyc ostatnim rzutem na tasme – bo juz sie wlasnie zamknela. Wybralam sie do ulubionego muzeum sztuki, Louisiany w dunskim Humlebaek, co daje dodatkoway bonus w postaci przejazdu promem i rzutu okiem na zamek Hamleta.

Do obejrzenia wystawy zachecila mnie w pierwszym rzedzie informacja o ekspozycji rzezb Katarzyny Kobro, które znalam jedynie ze slyszenia. No i ze w ogóle w tym zakatku swiata pamietano o polskiej artystce – jak sadze, glównie dzieki uczestnictwu w organizacji muzeum w Düsseldorfie. Z tymi „marchewkami” róznie to bywa: czasami bingo, a czasami zupelna klapa. Tym razem intuicja mnie nie zawiodla i wystawa spelnila oczekiwania z naddatkiem. Duzy zastrzyk zróznicowanej i orginalnej sztuki spod znaku dada, surrealizmu i konstruktywizmu.

Pierwsza znakomitoscia byl pomysl przedstwienia siatki znajomosci oraz wzajemnych powiazan wszystkich artystek: Sophie Taeuber-Arp, Claude Cahun, Soni Delaunay, Germaine Dulac, Florence Henri, Hannah Höch, Katarzyny Kobro i Dory Maar. O Dorze pisalam nie tak dawno, o Soni przypominaly niedawno kolorowe gazety ze wzgledu na mode, ale przyznam sie szczerze, ze pozostalych nazwisk nie znalam. Z Arpów znalam tylko dadaiste Hansa – jak sie okazalo, meza Sophie. Oczywiscie nie tylko ja – sytuacja dosyc typowa, poniewaz historia sztuki pisana jest – niezaleznie czy przez kobiety, czy przez mezczyzn – glównie o tworzacych mezczyznach. Stad zapewne pomysl  wystawy i jak sadze nie tylko ja odczulam po jej obejrzeniu cos w rodzaju wstydu – klasa i jakosc zamieszczonych eksponatów byly imponujace. Wystawa przyciagnela tlumy zwiedzajacych, na cale szczescie.

Bardzo ciekawa byla tez sama ekspozycja, podzielona na narozniki poswiecone kazdej z twórczyn osobno. Ze wzgledu na kruchosc papieru, na którym powstawala czesc prac, obszar ekspozycji zostal zaciemniony, o czym lojalnie informowala kartka przy wejsciu. Przy kazdej z twórczyn zamieszczona zostala siatka znajomych oraz biogram po dunsku i angielsku, a na ekranie wkomponowanym w tablice informacyjna wyswietlano zdjecia. W jednej z sal, poswieconej lalkom Sophie Taeber-Arp mozna z kolei bylo posluchac muzyki kobiet kompozytorów z epoki, na przyklad Nadii Boulanger (nauczycielka Grazyny Bacewicz i Quincy Jonesa) i jej siostry, Lili, a do tego zobaczyc w kolorze film, do którego marionetki powstaly („Król Jelen” Carla Gozzi). W innej z sal wyswietlane byly fragmenty innej inscenizacji, a w sali kinowej dwa filmy po 45 minut. Jak widac eksponaty to nie tylko rysunki, malunki czy rzezba – ale takze bizuteria, rekodzielo artystyczne typu unikatowego plaszcza aktorki Glorii Swanson, wspomniane juz lalki, zdjecia, film i collage. Wyjatkowo wiele eksponatów, na dodatek swietnie wystawionych. No i wyjscie ze znakiem zapytania w glowie: dlaczego ja tych prac nie znalam? Dlaczego nie ma tych nazwisk w dostepnych podrecznikach historii sztuki?

Odpowiedzi udzielil niejako utrwalony na tasmie filmowej przyjaciel Sophie. Jak opowiadal znal jako artyste Hansa Arpa, czesto bywal u Arpów w domu, lecz dopiero przez przypadek odkryl pracownie Sophie, a w niej prace, które go zelektryzowaly. Jak stwierdzil, Sophie wyprzedzila konceptualnie superznanego Paula Klee (sama odwiedzilam muzeum z Lucernie ze wzgledu na Klee – i sie rozczarowalam). Tymczasem w domu robila wszystko: od utrzymywania meza poprzez zalatwianie spraw praktycznych, po przyzywanie guzików. I wlasnie to one utkwily mi w glowie: podobno malzonek Arp nie tylko nie potrafil sam sobie przyszyc guzika, ale jeszcze na dodatek zadal, zeby Sophie przyszywala od nowa wszystkie. LUBIL, zeby komplet guzików przyszyty byl, jak to wyrazil, jedna nitka! Podobno zreszta ja na swój narcystyczny sposób bardzo kochal… Narrator filmu czytal rozdzierajace serce treny Arpa – ale napisze brutalnie, ze mojego serca nie zmiekczyly. Jak sadze, po prostu nie znalazl potem drugiej tak ofiarnej kobiety, która by go rozpieszczala. Zreszta zmarla przez niego, poniewaz Hans odmówil noclegu w nieogrzewanym pomieszczeniu. No to poszedl spac do ciepla, a Sophie zostala sama na sam z (nie-mopsozernym) piecykiem, którego nie umiala obslugwac. Zapalila ogien tak nieszczesliwie, ze sie zatrula tlenkiem wegla – rano przyjaciele znalezli ja juz martwa.

Czyli pierwsza refleksja to znikanie kobiet nie tylko z kart historii i polityki, ale takze i totalny brak informacji o twórczosci artystycznej i intelektualnej artystek. A byly to kobiety o silnej osobowowsci i silnych pogladach, zazwyczaj niezrozumiane czy zignorowane przez wspólczesnych. Traktowane jako zony swoich mezów, choc czesto pierwsze wpadaly na nowatorskie pomysly.

Druga refleksja byla refleksja scisle polska – ze nie umiemy docenic, a juz na pewno wyeksponowac wlasnych artutów. Polska awangarda miedzywojenna byla czesto lewicujaca, co w PRL bylo niepoprawne ze wzgledu na najaczesciej tragiczne/smiertelne skutki wizyt w ZSRR albo równie niepoprawne kontakty z artystami zachodnimi. To wstyd, zeby postacie Juliana Przybosia czy Jana Brzekowskiego (ne wspominajac o Kobro i Strzeminskim) przypominal kurator wystawy w Danii! Szczególnie, jak to bywa, zagubily sie kobiety. Zazwyczaj musialy zaczynac od rzemiosla, bo nie mogly w kraju studiowac malarstwa. Uzywaly tanszych, mniej trwalych materialów – wiec mniej prac sie dochowalo (Sophie Taeber-Arp dala w prezenccie slubnym dwa pejzaze kuzynce, która natychmiast je podarla). Albo, jak Katarzyna Kobro, musialy napalic w piecu swoimi rzezbami, zeby móc nakarmic dziecko. Oj, dola! W kazdym razie szkoda, ze Polska nie wyslala na wystawe filmu o Katarzynie Kobro – jesli go jeszcze nie nakrecono, to najwyzszy czas po temu. Rzadzacy chetnie doplacja do rozgrywek pilkarskich meskich zawodników, natomiast nikt nie pomyslal o promocji Polski przy pomocy sztuki kobiet. Do muzeum Lousiaina sciagaja turysci zarówno dusnscy jak i szwedzcy, wiec reklama poszlyby na conajmniej dwa kraje. Nasza wizytówka móglby sie stac nie tyle antysemityzm na stadionach czy zle przetlumaczone haslo „feel like at home” co awangardowa rzezbiarka. Na cale szczescie za oknem (pociagu) póznowiosenna zielen:

Moda na wiosne 2012

In moda, Szwecja on 31 marca 2012 at 20:06

Nowy sezon ubraniowy – przede wszystkim w kolorowych gazetach. W sklepach tez niezle – tylko ulica, jak zwykle, kiepsko ubrana. Najlepiej bywa w Sztokholmie, choc i tam dziewczyny wygladaja jak sklonowane. Camilla Thulin, jedna z niewielu dobrze ubranych kobiet w Szwecji, powiedzila DN o swoich rodaczkach:

Dojrzale kobiety pracy wygladaja albo jak niewyrosnieci faceci albo jak przerosniete dziewczynki. Jak juz sukienka to opieta na obfitym biuscie, a pod biustem objetoscia przypomina namiot. Kojarza sie z matka lub mala dziewczynka – ale nigdy z kobieta.

W kazdym razie pomarzyc sobie wolno. W modzie wiosennej wielki sezon eklektyczny, bo równolegle egzystuja rozmaite style i epoki. Z tej obfitosci wylonilam pare trendów, które mi sie osobiscie podobaja. Zilustruje te mniej typowe.

  1. Dwudziestolecie miedzywojenne. Zarówno lata 20-te jak i 30-te. Duzo wzorów inspirowanych Sonia Dalauney.
  2. Robótki reczne. Eksplozja kolorów, kultur i wzorów z haftach, aplikacjach, koralikach, sztrasach. Na kazdej czesci garderoby, ubuwiu i dodatkach. Piekne!
  3. Granatowe, eleganckie i proste sukienki i inne outfity – zawsze miewam taka jedna na lato.
  4. Zielone nowalijki – zwlaszcza w torebkach i lakierach do paznokci.Boleslawiec. Wlasciwie pochodna punktu 1, choc czesc wzorów wywodzi sie jeszcze z ruchu Arts ans Crafts (co widac chocby po bluzce Edith z Downton Abbey).

5. Boleslawiec. Wlasciwie pochodna punktu 1, choc czesc wzorów wywodzi sie jeszcze z ruchu Arts ans Crafts (co widac chocby po bluzce Edith z Downton Abbey).


6. Psi zab czyli kurza lapka. Nigdy wczesniej nie nosilam- a teraz mam sukienke.

7. Zlota spódnica jak od Balmain – moja jest brokatowa.

A co Ty wybierzesz w tym roku?

Jestem “listem miesiaca”!

In moda, Pamietnik on 12 marca 2012 at 19:15

Zyje w kraju, gdzie zupelnie nie liczy sie wyksztalcenie akademickie – preferowane sa parogodzinne kursy o perwersyjnie pustych nazwach. Czytanie ksiazek przyjmowane bywa jako objaw nieznanej, choc byc moze zarazliwej choroby. Za to flirt z czwarta wladza czyli mediami nobilituje (niech bedzie nawet na piec minut). Dzisiaj, wyciagajac czasopismo „Elle” ze skrzynki odkrylam, iz wlasnie dolaczylam na niewielka chwile do prominentnego grona wybranców losu – a wlasciwie to wybranek redakcji. Mój list opublikowany zostal jako list miesiaca, zas sama redakcja oprócz gratulacji zobowiazala sie przeslac mi atrakcyjne perfumy wraz z dopasowanym mleczkiem do ciala.

 

 

Co do prezentu to jeszcze sie okaze ile czasu zajmie pakowanie i przesylka (oraz czy znowu nie poczty nie okradna), natomiast musze przyznac, iz czuje sie doceniona lingwistycznie. Pisanie krótkich tekstów nigdy nie bylo moja mocna strona. Poza zwiezloscia list do gazety wymaga jeszcze dwóch ingrediencji: wiarygodnych komplementów oraz poczucia humoru – dobranych w odpowiednich proporcjach. Tekst musi byc lekki niczym mleczko do ciala i pachnacy nienachalnie niczym perfumy Calvina Kleina. Z zadnym ze skladników nie mozna przesadzic – a caly list musi zostac kunsztownie wycyzelowany. Nie trzeba tez zapominac, ze w szranki stawalam z „Aborygenami” czyli ludzmi wychowanymi od dziecka w szwedzkim jezyku i kulturze. No i zwyciezylam!

 

 

A przy okazji zaglebilam sie w apetyczny opis kosmetyków:

 

Smörj in kropp och själ med en doft som ställer exotiska frukter, förföriska blommor och fylligt krämiga noter i kontrast mot varandra.

 

Wsmaruj w cialo i DUSZE zapach, w którym egzotyczne owoce, uwodzicielskie kwiaty  i bogacie kremowe orzechy konkuruja ze soba

 

 

Hmmm – doczekac sie nie moge, bo jakos sobie tej kombinacji nie umiem wyobrazic. Tylko zmysl wechu moze mnie zbawic!

Surrealistka-Ståhlberg Norée

In Feminizm, moda, Przywracanie pamieci, Sztuka on 5 marca 2012 at 00:22

Britt Ståhlberg Norée/Dora Maar och Picasso/2008

 

 

Wszystko przez wystawe w dunskiej Lousianie, gdzie oprócz Katarzyny Kobro pokazuja Dore Maar. Dora Maar, czy to ta od Picassa (z biografii Huffington)? I czemu nazywala sie Maar?

 

 

Dora Maar to panienka z dobrego domu. Jak patrze na jej zdjecia to uderza mnie schludnosc wygladu, konsekwentna i nienachalna elegancja, makijaz i manicure. Ten sam styl przez wszystkie dziesieciolecia. Na okladce przypomina do zludzenia brytyjska aktorke, Gine McKee.

 

 

A dlaczego Maar? Bo Dora to od Teodory. Maar od Markowicz, po architekcie-tacie Chorwacie. Za przykladem Mana Raya skrócila nazwisko i przeksztalcila w pelnokrwista artystke, wyspecjalizowana w fotografii surrealistycznej i fotografowaniu mody. Poniewaz byla w tym dobra, starszy o dwadziescia szesc lat narzeczony Picasso zaczal ja namawiac na malarstwo – w którym z czasem tez okazala sie niezla.

 

 

Natomiast spuscizne fotograficzna doceniono po raz wtóry po jej smierci, o czym swiadczy wystawa w Lousianie czy wczesniejsze w Valencii, Monachium, Marsylii, Barcelonie, Paryzu czy Sztokholmie. Fotografowala duzo do spotkania z Pablem, potem glównie utrwalala jego sztuke na tasmie – w tym odegrala duza role przy powstaniu Guerniki. Po smierci znaleziono pudlo pelne jej fotografii pod lózkiem – i Dora przezywa zasluzony renesans.

Pani SN okazala sie osiadla we Francji dziennikarka, co nadalo ksiazce iscie nadsekwanski polot. Poza  tym niezmiernie solidnym rzemieslnikiem, poniewaz ciekawie kresli tlo spoleczno-historyczne – czego sie zazwyczaj w szwedzkich opracowaniach nie spotka. No i prezentuje cala plejade osobowosci ze styku swiata kultury, polityki i arystokracji. Uczciwie podkresla polskie pochodzenia Baltusa oraz Harrego Ossipa Meersona. Ze slaw epoki zabraklo mi jedynie Leonory Fini, której czesto reprodukowane portrety Dora kiedys zrobila. W kazdym razie znakomity i zaangazowany obraz epoki konca lat dwudziestych, trzydziestych i okresu wojny.

 

 

Z opisu autorki wyziera kobieta samodzielna, a przede wszystkim intelektualnie sprawna, mogaca spokojnie stawic czola czy tez stac sie partnerka do dyskusji i zartów dla swojego slawnego juz kochanka. Podobnie jak on zaangazowana lewicowo, rozmawiajaca po hiszpansku dzieki wychowaniu w Argentynie. Mogaca fascynowac i fascynujaca – w poczatkowych latach znajomosci. Dyskretna, dbajaca o swoje przyjaznie i przyjaciól, chetnie uczaca sie nowych rzeczy. Picasso nie byl pierwsza miloscia w jej zyciu, pozostal jednak ta najwieksza i najbardziej intesywna. Nie dziwota, bo jak kot ma co najmniej siedem zyc, to Pablito zyl co najmniej tyle razy – za kazdym z inna kobieta i w dodatku czasami romanse pokrywaly sie w czasie. Wbrew sposobowi obrazowania jej nie byla plaksa – SN dokladnie przedstawia geneze wprowadzenia lez do portretów Dory. Za to po wojnie dopadla ja depresja – co Picasso uczcil zwiazkiem z Francoise Gilot. Z depresji leczyl ja niezany jeszcze szerszej publice Lacan. Pózniej juz Maar i Picasso zyli oddzielnie, co nie znaczylo, ze nie utrzymywali kontaktu. Wielki Pablo traktowal wszystkie swoje kobiety jako osobista wlasnosc – i sporadycznie podejmowal próby terroryzowania badz upokarzania. Taki mezczyzna bywa próba integralnosci charakteru – i Dorze udalo sie zdac egzamin, choc z nadwatlonym duchem. Stety-niestety zwiazki malarza przypominaly az za bardzo milosci Kosinskiego (a jak to z Kosinskim bylo wspomina pani Dudziak).

Dobrze sie stalo, ze awangarda lat miedzywojennych znowu jest w modzie – a wraz z nia wrócily do nas jej ikony i muzy.

Przyjemna ”sluchawka”-Winspear

In Ksiazki, moda on 29 stycznia 2012 at 15:23

Jacqueline Winspear / Lögnen / Pardonable lies / 2008-audio

Zupelnie mile towarzystwo przy sniadaniu, ta pani W i jej bohaterka, Maisie Dobbs. Dobrze sie slucha, potem zapomina polowe, nastepny krazek i tak do samego konca.

Jacqueline Winspear to Brytyjka, która przeniosla sie do Stanów i tam stworzyla serie obyczajowych kryminalów, z kobieta detektywem w roli glównej oraz pierwsza wojna swiatowa w tle. Przy okazji jeszcze troche starych i bogatych rodów brytyjskich oraz kultowy samochód pani detektyw, MG.

Maisie nie da sie nie lubic – zadna tam posh, tylko przedstawicielka klasy robotniczej, której dane bylo zdobyc opiekuna i wyksztalcenie. Maisie posluguje sie psychologia – i tutaj opisy zdaja sie autentyczne, gdyz autorka zajmowala sie zawodowo coachingiem. Jak na panienke z ludu Maisie jest swiatala obyczajowo – pewna noga wkracza do francuskiego klubu gay’ów, prowadzonego przez Indonezyjke. Wlasciwie wszyscy wystepujacy w ksiazce, niezaleznie od kraju, przejawiaja niezwykle nowoczesna i dojrzala mentalnosc. Sila powiesci jest na pewno realistyczny obraz kobiety pracujacej, która musi negocjowac ceny, spotykac ludzi z róznych srodowisk, zarzadzac personelem, odbierac auto od mechanika. Sadze, ze za to ja czytelnicy polubili, za te latwa identyfikacje – choc jak sadze autentyczna Brytyjka swoich czasów bylaby inna. Ale Winspear sprzedaje w Stanach, gdzie zostala laureatka tamtejszej Nagrody Agathy (Amerykanie najwyrazniej zawlaszczyli Christie). Sprzedaje I wojne swiatowa, sprzedaje zamki Francji i brytyjskich arystokratów. Mysle, ze czytaja ja glównie kobiety, poniewaz nie szczedzi opisów eleganckich toalet (koniecznie od „pani Chanel”!).

Maisie jest sprawiedliwa i taktowna, bardzo efektywna i ma dosc chaotyczne – acz nie szokujace – zycie prywatne. W sumie jest bardzo middle class, mimo ocierania sie earlów i baronów. Politycznie poprawne (z dzisiejszej perspektywy), bez uroczej brytyjskiej ekscentrycznosci, takie to wszystko milusie i z happy endem. Ale w sumie dziala i pewnie jeszcze kiedys sobie jakas Maisie pozycze. Winspear dobrze wyczula rynek – przyjemniej slucha sie o estetycznej i etycznej kobiecie lat miedzywojennych niz o zapitym policjancie wspólczesnym. Nie jest to literatura literatura, ale zupelnie dobra „sluchawka”.

Modna dzianina kiedys i dzis

In moda, Szwecja on 5 września 2011 at 12:55

W sobote obchodzono w Laholmie stulecie istnienia Towarzystwa Robótek Recznych, lecz tradycja robienia na drutach w Hallandii jest duzo starsza:

 Exempelvis levererades det från Våxtorps socken under krigsåren 1756–1763 så mycket som 24 000 par strumpor till svenska armén

czyli:

Z traktu kolo wsi Våxtorp w wojennych latach 1756-1763 dostarczono duza ilosc skarpet dla szwedzkiej armii, a mianowicie 24 000 par.

 

Binge czy tez binde to robione na drutach, welniane skarpety, swetry, rekawiczki, szaliki i czapki we wzory. Wzory zwane w Polsce nieslusznie norweskimi – a powinna przeciez pozostac pamiec potopu, kiedy zostalismy zalani Szwedami w skarpetkach binge!

Zima robili na drutach wszyscy: kobiety, mezczyzni i dzieci. Poza okreslonymi sztukami odziezy mozna bylo wykonywac wieksze ilosci dzianiny, cietej potem i zszywanej niczym zwykly material. Do tego potrzebna byla silna welniana wlóczka, o która podobno teraz jest juz trudno. No i wymagalo to dokladnosci oraz jakosci roboty – zajrzalam na lewa strone wystawianego swetra i zachwycilam sie równoscia i napieciem nitek. Wieksze kawalki wykonywane sa pzrez wiecej niz jedna osobe, jak na zalaczonym obrazku:

 


 

 

Osobiscie najbardziej zachwycil mnie plaszczyk, w tradycyjnych dla binge kolorach: bialym, czerwonym i granatowym. Moda wraca – podobny wzór, choc o wiekszym stopnia abstrakcji proponuje na jesien Issey Miyake

 


 

Wystawe odwiedzila tez lokalna gazeta, Laholms Tidning i mialam mozliwosc wyrazenia swojej opinii: hundraarig-hemslojd-vill-locka-fler-unga

Zauwazylam miedzy innymi, ze wzory z lat dwudziestych i trzydziestych oraz dzianiny wracaja teraz w modzie na jesien. Zeby nie byc goloslowna zestawilam dzianiny z kiedys z tymi lansowanymi teraz. Po lewej stronie tych hallandzkich dwa oryginalne swetry z lat dwudziestych:

 

Kolory teraz sa ladniejsze i wzory bardziej abstrakcyjne, ale cos widac wyrazny powrót: