szwedzkiereminiscencje

Ni pies ni wydra – Cole

In Afryka, Ksiazki on 21 kwietnia 2017 at 20:29

Teju Cole, Varje dag är tjuvens dag (Every Day is for the Thief), 2015 (2007 w Nigerii)

cole

Aspirant. Tak nazwalabym postawe Teju Cole, nigeryjsko-amerykanskiego pisarza.

Caly czas szukam czegos ciekawego w zachwaszczonym kryminalami swiecie literatury I tak sie ostatnio sklada, ze ciekawia mnie glównie smaki literatury afrykanskiej. Dlatego ucieszylam sie, ze szwedzki app zaoferowal mi audiobooka pt. “Dzien zlodzieja”, w którym – niczym w zupie – plywa wiele smacznych kasków, opisujacych codzienne zycie w Lagos. Niestety, autor podprawia te smakolyki pretensjonalnymi komentarzami, nie tylko tlumaczac sie z niedostatków zycia przez (zachodnim?) czytelnikiem, ale takze pouczajac przy okazji swoich kompatriotów. Lasi sie do bialego czytelnika, aspirujac bezwzglednie do stempelka “approved” i popisuje sie znajomoscia lektury noblistów i wiedza wyniesiona ze studiów z zakresu historii sztuki (dla duzej czesci spoleczenstw zachodnich tematów – delikatnie rzecz ujmujac – malo popularnych). To troche tak, jakbym ja napisala ksiazke, krytykujaca brak znajomosci podstaw teorii wytrzymalosci czy dynamiki budowli wsród krakusów. Teju Cole, potomek nigeryjskich rodziców, absolwent nigeryjskiej szkoly sredniej, kokietuje swoja – takze w przenosni – “jasna karnacja”.

Czy ja juz brzmie jak zdeklarowana rasistka? Czy tez rasizmem jest stawianie nizszych wymagan jednostkom innych ras?

Podobne zjawisko zaobserwowalam po raz pierwszy wiele lat temu, w drodze do Egiptu. Na podmalmönskim lotnisku Sturup wsiadla wielodzietna rodzina arabska. Cicho i grzecznie, w skromnym odzieniu i najtanszych plastykowych klapkach, z jakimis prowizorycznymi pakunkami, przemykali sie miedzy siedzeniami samolotu. Im blizej jednak bylismy Hurghady, tym bardziej podnosily sie glowy rodziny (i to nie tylko przyslowiowej glowy rodziny). A po wyjsciu z lotniska, w kolejce do taksówki, wyszlo z nich panisko i byli totalnie nieakceptowalni, biorac pod uwage kulture osobista. Rozpychali sie, rozkazywali i parzyli z bardzo, bardzo wysoka na uwijajacych sie Egipcjan. Beneficjenci szwedzkiego socjalu czuli sie lepsi niz ciezko pracujacy – równie jak oni arabskojezyczni – localsi.

koza1.jpg

Cole ma znakomita siostre po piórze, czyli Chimamande Ngozi Adichie. Chimamanda pisze jasno: srednia klasa Nigerii aspirujac snobuje sie, czesc na Wielka Brytanie, czesc na Stany Zjednoczone. Zazdrosci szczesliwcowi, który wyrwal sie do któregos z tych domniemanych rajów. Ngozi Adichie opisuje trudne wlasne poczatki w Stanach i ponizajacy start swojego chlopaka w Londynie. Nie kryje dylematów, nie przemilcza porazek i nieporozumien. Czytelnik – chocby najbielszego odcienia bieli – doskonale emocjonalnie odnajduje sie w poczuciu odrzucenia, szoku i niedwierzania – a potem gniewu i potrzeby odwetu. Jej przezycia maja wymiar uniwersalny – niewazne ile mamy lat, gdzie mieszkamy i z czym sie zmagamy – wchodzimy w skóre autorki i walczymy o przetrwanie, a potem juz o sukces.

simon-garden2.jpg

Tymczasem Cole jest niczym ten ptaszek kiwi, co caly czas sie dziwi. Wychowany w Nigerii, ale jakos dziwnie ”zapomnial”, jak to ze lnem bylo. Dziwi sie, ze wybór ksiazek w ksiegarni jest az tak marny. Ze uczniowie szkoly muzycznej musza miec swoje wlasne instrumenty. Ze nie udalo mu sie posluchac Bacha (!) w wykonaniu orkiestry szkolnej. Ze piracko kopiuje sie kompakty (pamietam z Krakowa punkt kopiowania kaset przy Florianskiej!). Ze zbiory w muzeum takie marne. Nie tylko, ze sie dziwi – on Nigeryjczykami wrecz pogardza. Kolega szkolny, kolega po fachu, który obwozi go ofiarnie po wszystkich stacjach benzynowych to fuj, fuj, fuj, bo jezdzi niewysprzatanym autem bez klimatyzacji. Ze zlodziejstwo, korupcja – hucpa po prostu. Bo on stal sie bardziej amerykanski niz Ameryka sama – i nikt z krytyków mu tego nie wytknie, zeby nie byc posadzonym o rasizm. Cole leci po równi pochylej, wpadajac w te sama pulapke so Zadie Smith: wypromowana na fantastycznych ”Bialych zebach”, wdrapala sie na wyzyny zachodniej klasy sredniej, o której pisac nie potrafi. Trafiony, zatopiony. Chimamanda przybliza nam aspiracje, blaski i nedze prominentnych Nigeryjczyków – Cole egzotyfikuje ich jako saidowskich ludzi orientu. Przyklada kolonialna miarke do ludu, z którego wyszedl. Pachnie, a wlasciwie to wrecz odwrotnie – sprzeniewierzeniem i zaprzedaniem.

asia-by-kazik.jpg

Nigeria, szczesliwie tego opisu nieswiadoma, az kipi rozwojem. Jej muzyka, telewizja i moda nadaja ton mlodym chlopcom i dziewczetom jak Afryka dluga i szeroka. Dla nas Nigeria to kraj, na który wplacaja Szwedzi z racji kleski suszy. Dla wielu Afrykanczyków to wzorzec. Afrykanski tygrys, który do 2016 przodowal we wzroscie ekonomicznym. Przy calej swojej zlozonosci, problemach spowodowanymi wydobyciem ropy naftowej i strukturalnej korupcji.

Wiem z autopsji, jak trudna lekcja do odrobienia bywa podwójna tozsamosc. Wymaga ona glebokiego i do bólu szczerego wgladu w siebie, a taka retrospekcja odslania mity i slabosci. Dojrzenia plusów i minusów po obu stronach – a oprócz dojrzenia (dostrzegania) takze dojrzenia (dojrzalosci). Akceptacji podwójnej tozsamosci nie jako podwójnego balastu, lecz podwójnego bogactwa. Moze Teju Cole kiedys wykaraska sie z pulapki zlapania pana Boga za nogi i napisze jeszcze wielka powiesc o Afryce. Bedzie wtedy bardziej przekonujacy niz alter ego Tomasa Tranströmera, na które sie zawziecie w “Dniu zlodzieja” kreuje.

Zdjecia moje, z Tanzanii.

kogut

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: