szwedzkiereminiscencje

Sorry mate! – Hirschi

In Ksiazki, Szwecja on 7 Grudzień 2014 at 11:52

Hans M Hirschi / The Fallen Angels of Karnataka / Kindle

 

Okropne bywa odkrycie, ze mimo pozytywnego nastawienia do autora, ksiazka zawodzi. Znam Hansa osobiscie i jest superfacetem. Kobiety szaleja za nim: oczytany, elokwentny, wrazliwy, dobrze ubrany. Tymczasem nic im po zachwytach, bo to gej – i takze o gejach Upadle anioly traktuja. Zeby bylo mi trudniej, Hans ma lekkie pióro i pisze potoczyscie. Okazuje sie jednak, iz matura (w tym wypadku doktorat) i chec szczera nie zrobia z nikogo pisarza. Wybacz, mate, ale wyszla pretensjonalna szmira.

vbg-mikolajowo

Mam nadzieje, ze autor – bo na pewno nie pisarz – nie zna jeszcze polskiego, choc opanowal juz wiele innych jezyków – i nie zranie go ta niepochlebna recenzja. Nota bene Hans pisze po angielsku, bedac z urodzenia Szwajcarem, studiujac niegdys w Stanach, a osiadlszy na dobre w Szwecji. No a gdzie sie rozgrywa akcja jego utworu? Kolejno (a i tak nie wymienie wszystkich) w Norwegii, Wielkiej Brytanii, Francji, Turcji, Egipcie, Australii, na Karaibach i w Indiach. Potwierdza sie moje wielokrotne spostrzezenie, ze piszacy wychodzi najlepiej na pisaniu o rzeczach na których sie zna…. Moze najblizsze sa autorowi Indie, gdzie zatrudnil jakis czas temu matke-surogatke swojego synka.

 

Hans, skadinad inteligentny jak rzadko kto, powiela stereotypy. Norwegowie uwazani sa przez swoich szwedzkich sasiadów za glupich i naiwnych – i taki tez jawi sie glówny bohater, urodziwy prostaczek, Haakon. Przez lata pracuje jako pieczeniarz przy obrzydliwie bogatym Charlesie, nie dopuszczajac do siebie skandalicznej i tragicznej prawdy o pracodawcy. Przymyka oko, majac na wzgledzie wylacznie wlasna korzysc. Drugi stereotyp to homoseksualizm Brytyjczyków – szwaccharakter reprezentuje Albion. Pobrzmiewaja wyraznie dalekie echa „Portretu Doriana Graya”. Na dodatek Brytyjczyk to arystokrata-milioner. Zreszta, szwarccharakter okazal sie jeszcze na dodatek pedofilem, choc Hans übernatretnie podkresla przepasc miedzy homoseksualizmem a pedofilia – jakby czytelnik byl kompletnym idiota. Ksiazka ma, niestety, charakter nachalnie dydaktyczny – wiec doczytalam tylko przez uprzejmosc i sympatie dla piszacego.

 

Zaczyna sie troche jak film „Philadelphia”: Haakon zaraza sie HIV od swojego francuskiego ukochanego, który niedlugo potem umiera w jego ramionach. Zeby kiczowi stalo sie zadosc, na lawce w parku – niewykluczone, ze w samym Lasku Bulonskim. Na poczatku zreszta traktowalam te lekture jak Mary Poppins dla doroslych – sa tez nawiazania do bliskiego mojemu dziecinstwu Juliusza Verne’a. Bohaterowi wszystko sie udaje, ma kochajacych rodziców oraz paru niezlych kolegów ze szkoly. Ale chce czegos wiecej i w stolicy, do której sciaga, spotyka na swojej drodze samych dobrych ludzi. Tak wiec z zagrody prosta sciezka wkracza na ambasadorskie salony, a potem te fizyczne salony dziedziczy. Wszystko niczym za dotknieciem rózdzki czarodziejskiej. Gdyby Hans te bajke dalej pociagnal, to moze wyszedl by jakis Stulatek, co dal noge i nie wrócil. Tymczasem zachcialo mu sie popularnej obecnie branzy kryminalnej – degenerat (jak to Brytyjczycy maja w zwyczaju, o czym wie kazdy czytelnik Agathy Christie czy P D James) dopuszcza sie czynów jeszcze bardziej lubieznych i niegodnych niz zazwyczaj – tutaj zaczyna sie mala wstawka z Shantarama. Jak widac dokladnie, autor jest czlowiekiem niezwykle oczytanym!

 

Tyle, ze ten collage kupy sie nie trzyma. Psychologicznie postaci sa niespójne i jednowymiarowe. Mieszkancy krajów rozwijajacych sie przedstawieni sa jako szlachetni dzicy i przepuszczeni przez filtr egzotyzmu. Glówny bohater nie wiadomo czy emocjonalnie niedorozwiniety czy tez naiwny – gdyz jego lukratywne, wieloletnie podróze z sadystycznym pedofilem stawiaja go niewatpliwie w dwuznacznym swietle. Inni ludzie pojawiaja sie wylacznie jako tlo albo do zaspokajania narcystycznych potrzeb Haakona, w tym potrzeby dobroczynnosci w przestarzalej formie (pan dobry da pieniadze). Nota bene „dobroc” Haakona przejawia sie na przyklad w tym, ze proponuje sluzbie, zeby zwracala sie do niego po imieniu. To inni dostarczaja ja mu pieniedzy (money is no issue!), mozliwosci, pomyslu na zycie, pracy czy uczuc. Nawet milosc miedzy mezczyznami pokazana zostala niczym w Harlequinie. Jesli wiec jesli ktos pragnie sie czegos wiecej dowiedziec o milosci homoerotycznej, to polecilabym raczej swietny film „Zycie Adeli”. Ksiazke Hansa, mimo przystepnej ceny na Amazonie, skazuje na wieczny czysciec Internetu zgodnie z cytatem z wzmiankowanego juz Graya:

 

„Nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są tylko książki dobrze napisane i źle napisane”

 

Upadle anioly sa antyteza czyli ksiazka natretnie moralizatorska i zle napisana, choc to podobno possibly the best book written by Hans Hirschi to date.

  1. Fajnie, że przypomniałaś prawie nie goszczące już w języku słowo – pieczeniarz. Brzmi zabawnie, prezentowana przez tego rodzaju osobników postawa zabawna już nie jest.
    Choć niestety, coraz bardziej, z pragmatycznego punktu widzenia, bywa uprawniana. Eh, biedny Haakon?
    A co jest na rzeczy z tym stereotypem dot. homoseksualizmu mieszkańców Albionu ? Sprawdziłam; oficjalne statystyki to 1,5 % (zainteresowane środowiska optują raczej za 5-7). Poparcie społeczne mają u powyżej połowy statystycznej populacji, a od ’02 nawet kościół błogosławi ich związki. Innych praw także mają spory pakiet.

    • Stereotypy jak to stereotypy – z logika maja sie na bakier. Moze to wlasnie przez Irlandczyka Wilde’à? Moze przez boarding schools i Brideshead Revisited? Kojarza sie po pierwsze z zahamowaniami, a po drugie z homoseksualizmem. Zas arystokracja z perwersjami. A tymczasem to polski biskup chedozyl lokalnych chlopców na Dominikanie – fuj, fuj, fuj!

      Haakon caly jakis taki papierowy – ktos z czyteników zarzucil mu nawet autyzm😉

  2. Drogie Panie, tropię użycie sów rzadkich i dostrzegam ich tutaj obiecującą ilość. To znaczy: wspomniany pieczeniarz i chędożenie.😉
    Na oko zdawało się ich więcej, ale że sama używam, więc nie wiem, czy pozostałe się kwalifikują. Niemniej: dobrze jest!

    Lepiej, żeby Hans jeszcze polskiego nie znał. Bardzo rzeczowo wypomniałaś mu oczytanie. I właśnie to jedno nie szczególnie zadziwia. Czyżby to znane (skąd?) zdanie o książkach dobrze/źle napisanych pochodziło z „50 twarzy Greya”? Jeśli tak, to interesujące, że znam je intuicyjne, bez zaglądania do „twarzy”. Ale myślę, że E.L.James też coś czytał przed napisaniem, czyż nie? Nie pomnę źródła.

    M., serdeczności świąteczne!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: