szwedzkiereminiscencje

Poetyckie pisanie bebechami-Selasi

In Ksiazki, Pamietnik on 5 Październik 2014 at 21:52

Taiye Selasi / Ghana must go

ghana-must-go

Nastepna piekna kobieta z afrykanskimi korzeniami – tajemnica pozostaje czym zajmuja sie przystojni Afrykanczycy. Czemu nie literatura? Uzdolniona pisarka, z zakwalifikowaniem której Zachód ma problem. Przeczytalam ksiazke, mysle: zajrze jeszcze na jakies recenzje, bo sama nie moge zdecydowac, co uwazam. No i w recenzjach odczytuje wlasne zwatpienie, ze to historia rodzinna, w której nie sposób sie polapac. Jak taki New York Times nie wie o co tam chodzi to jak ja – biedna mala myszka – mam wiedziec? Ale koniec konców ksiazke nabylam (w kiosku brukselskiego lotniska, gdzie brutalny los zgotowal mi dluzszy pobyt), zgodnie z filozofia czytania afrykopodobnej literatury w Afryce, czyli feedback na blogu sie nalezy. Ghana must go na pewno jest bardziej interesujaca niz otaczajacy mnie Scandinavian noir, na punkcie którego podobno zwariowal swiat, a zwlaszcza Brytyjczycy. W Ghanie sa kolory, sa zapachy, sa smaki. Niezaleznie od pewnych nieciaglosci jest to takze gotowa powiesc, a nie wprawka literacka czy tez wypracowanie podlug wytycznych kursu creative writing. Gdyby pisarka jeszcze nie trzymala tak kurczowo swoich wychuchanych bohaterow pod kwoczymi skrzydlami!

start-z-arushy-lepszy

Po spacerze po pelnym kleszczy i much losich lesie ulozyla mi sie w glowie opinia nastepujaca. Ksiazka obrazuje koszty transformacji egzotycznych dla nas narodów Ghany i Nigerii. Pierwszym etapem zmian stala sie mozliwosc ksztalcenia zywiciela rodziny (pisarka lansuje nazwe „Afropolita”) w demoludach. Kweku, ojciec i lekarz, zdobywal pierwsze szlify medyczne w Polsce. Etap drugi to Stany, dokad owczym pedem (znanym juz z Chimamandy) afrykanska inteligencja stara sie dostac. Trzecim etapem jest powrót do zródel czyli matki Afryki (powrót do Itaki). Temat ciekawy, zwlaszcza w kontekscie polskiej emigracji, której wlasnie sie dobiera do skóry pan Modzill. Glówna bohaterka jest matka-Afrykanka, piekna Fola z domieszka szkockiej krwi (drobny snobizm autorki?). Jej zycie to istny dramat grecki: smierc ukochanego ojca, emigracja, rezygnacja ze studiów prawniczych w imie rodziny, zalamanie kariery meza, marny koniec malzenstwa, turbuletne próby wychowania czwórki potomstwa, która i tak wychodzi obciazona psychicznie. Do tego powracajacy ostatnio w prasie tak modny watek kazirodczy.

skad-przychodzimy-dokad-idz

Pytanie: dlaczego wyszlo tak zle skoro zaczynalo sie tak dobrze? Cala rodzina niezwykle zdolna, kazdy piekny na swój sposób. Odnosze wrazenie, ze slaboscia powiesci moze byc brak jakiejkolwiek diagnozy ze strony Selasi. Porównywana z Zadie Smith nie ma jej wnikliwosci i zdolnosci analizy, z Chimamanda – wrazliwosci na zderzenia kulturowe, z Lahiri – zróznicowania pokolenia imigrantów i ich potomstwa. Miota swoimi bohaterami i dreczy ich niepotrzebnie. Pisze ozdobnie, poetycko, na tle wysublimowanej przyrody. Tylko co z tego? Zalaczony na koncu ksiazki esej „Bye-bye, Babar or what is Afropolitan?” zdaje sie bardziej wnikliwy. W powiesci Selasi przedstawia lament: o Zachodzie, rzucilismy perly miedzy wieprze, nasza uzdolniona i wyksztalcona inteligencja wdarla sie przez twoje zasieki, a ty jej do serca nie przytuliles. Przypomnialy mi sie opowiesci kolezanki z Egiptu, ze tamtejsza elita chce rozmawiac wylacznie po angielsku. Podczas gdy Jared Diamond przekonuje Zachód co do wyzszosci kultur uznawanych za pierwotne, a ja jade po inspirujace tkaniny na Zanzibar i lad staly Tanzanii, wyksztalcona warstwa Afrykanów robi wszystko, zeby nas przescignac w globalizacji i problemach cywilizacji pólkuli pólnocnej.

manyara-bawoly-flamingi

Po powrocie do Europy staralam sie zapoznac z lektura nadeslanego mi poczta prezentu urodzinowego czyli ksiazki panów Adama Gusowskiego i Piotra Mordela pt. „Der Club der polnischen Versager”. Niestety, moje zle przeczucia spowodowane koszmarna okladka w czasie czytania tylko sie potwierdzaly. Jakos nie mam serca do opowiesci sowizdrzalskich, zwlaszcza w wykonaniu silacych sie na wesolosc polskich inteligentów. Humor w postaci buforu i ofiary dla krwiozerczego Niemca… Jak samemu siebie sie nie potraktuje powaznie to jak mozna oczekiwac wziecia naszych opinii i odczuc na serio? Ksiazka laduje do zbierania kurzu w salonie odrzuconych.

idioci

Zdjecia z wakacji

paje-by-masaje

  1. Z tego co widzę, zdał by się już jaki basement na zbiory ‚salonu odrzuconych’.
    Może taki w rodzaju ogólno-miastowego? Wysyłało by się tam, za karę tych,
    którzy wykazują postawy aspołeczne, niech cierpią🙂
    Piękne światy sfotografowałaś, rozległe i spokojne, z oddechem.
    W Ghanie i Nigerii naprawdę jest tak dużo wolnych przestrzeni? Żyć nie umierać.

  2. Salon odrzuconych rzeczywiscie pecznieje w szwach – na te ksiazke sie na prawde cieszylam, ale nic nowego w moje zycie nie wnosi. Kocham humor, nie znosze kawalarstwa. Niech ci odrzuceni dojrzewaja niczym sery albo wino.

    Ghana i Nigeria nadal znane mi tylko literacko, a czesciowo takze muzycznie (Ghana nalezy podobno do najszybciej rozwijajacych sie krajów na swiecie). Natomiast zamieszczone przestrzenie to parki narodowe pólnocnej Tanzanii, najlepiej ogladalne z kosza balonu. Takie praktyczne cwiczenie w mindfulness: ogladanie niespiesznie pasacych sie zebr czy leniwie zujacych mieso lwów. Uchwycilam tabletem pare takich chwil, np. impale u wodopoju. Trudno teraz wtloczyc sie w europejski, przyciasny kostium!

    Serdecznie pozdr \ M

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: