szwedzkiereminiscencje

Muzyczna nostalgia – jazzowo

In Muzyka, Pamietnik, Przywracanie pamieci on 20 Czerwiec 2014 at 13:00

Paradoksem rodzinnego Krakowa jest koegzystencja mieszczanstwa, raczej z tych drobnych i zakorzenionych w CK Austrii badz w snach o przedwojniu, z atencja do inteligentnego wygłupu, artystowskich ciągot oraz wszelakiego rodzaju kolorowych ptaków (a zwłaszcza tych nadużywających). Nikomu w Szwecji nie jestem w stanie przekazac, iż w Krakowie to można zostać wylacznie profesorem lub artysta – a najlepiej to i jednym, i drugim. Co prawda Szwedzi chętnie spiewaja gremialnie, głównie w chórach przykościelnych (mimo deklarowanego ateizmu), ale przyzwolenie na wygłup maja wylacznie nastolatki. Tudzież pijani – jednak wyłącznie w piątek i sobote poznym wieczorem. Nawet parasolowe określenie artystów nie obejmuje ani malarzy, ani innych plastykow – artysta ma być wyłącznie sceniczny. Może to być połykacz ognia albo spiewajacy treser szczurów – byle straszyl, tumanil, przestraszal. Postacie w malowniczo pomiętych ubraniach, często-gesto zaludniające przybytki spotkan urodzonych krakusów, nie wzbudzają tutaj zaufania. Po co siedzieć w scisku i oparach skoro można posiedzieć na otwartej werandzie wlasnego domu?

worcoholic-przy-pompie

Moim własnym domem pozostanie na zawsze Kraków, który bohatersko broni się przed inwazja kohorty zagranicznych turystów. Ow Kraków ciemnych mieszkan, ze stosami starych gazet i rzedami zakurzonych butelek. Kraków wszechstronnie uzdolnionych znajomych, ze specyficznym poczuciem humoru i ciągotami do całonocnego rozstrzasania weltschmerzu. Jednym z takich znajomych – ba, w dodatku pewnie najstarszym – jest Jasiek Purchla (dla ciekawych zdjecia archiwalne tu: http://www.szpnr1.republika.pl/) . Sila rzeczy stalam sie swiadkiem rozwoju jego drogi muzycznej – od piosenek z harcerstwa wykonywanych na szkolnych lekcjach spiewu, poprzez wspolne spiewanie przy ognisku w liceum, az po wspolprace ze studentami Akademii Muzycznej w okresie studiow. Teraz zaczely mnie dochodzic sygnaly, ze Jas gra na prawde dobrze, ale do tej pory nie mialam mozliwosci zweryfikowania tych subiektywnych, bo pochodzacych z ust wspolnych znajomych, opinii. Zdesperowana poprosilam o spotkanie w tworca, z ktorej to milej pogawedki wyszlam obdarzona dwoma kompaktami. Lekkomyslnie obiecalam zrecenzowac na blogu – czyli co, tanie to drogie albo slowo sie rzeklo…

worcaholic-to-nie-j-moj-swi

Szczerze mowiac, bylam obaw pelna, czy aby znajde cos dla siebie – nasze drogi z Jasiem sie ostatnio rozeszly. Czasami jednak szczescie sprzyja i jedna z plyt przypadla mi zdecydowanie do gustu. Mysle o „To nie moj swiat”, nagranej na przelomie 2012 i 2013 . Tekst i muzyka: Jan Purchla. Milosc od pierwszego spojrzenia, a wlasciwie przesluchania. Czemu? Glownie przez skojarzenia pozytywne ze znajomymi wykonawcami. Przede wszystkim ze Skaldami z plyty „Od wschodu do zachodu slonca”. Wyznam szczerze, przedkladam Jasia liryka nad Janka zbereznika. Co prawda „Zuzanna w kapieli”, z drugiego podarowanego mi krazka, wzbudza skojarzenia z bardem naszej mlodosci, Leonardem Cohenem, lecz Cohen pobrzmiewa takze lekko i w „To nie moj swiat”. Za to Skaldowie bez pudla: wokal, instrumentacja, zawieja, (nad kazdym wisi) katastrofa, cisza (choc nie krzyczy). Z tymi skrzypkami i chorkiem to troche pod Grechute, ale Skaldowie goruja. Joanna Slusarczyk w duecie niczym Lucja Prus z Zielinskim. Nastepny w kolejce to Wysocki, ktorym podszyty zdecydowanie „Lodolamacz Lenin”. W innych utworach pobrzmiewa nawet Quincy Jones sprzed 30 lat, Cotton Club (Mambo no 16) oraz Piwnica – zwlaszcza w „Mambie ” oraz „Sa milosci”. No i Niemen, zarowno w nawiazaniu do „Pod Papugami” jak i „Dziwny jest ten swiat” w tytulowym „To nie moj swiat”. Oczywiscie sa to cytaty czy tez zródla inspiracji, poniewaz muzyka ma charakter jazzowy. Taki liryczny, melodyjny jazz. Dobry do sluchania w samochodzie, w pracy na sluchawkach, mycia okien albo i do zatanczenia wieczorem. A jak ktos sie chce wsluchac w slowa, to znajdzie przeslanie spoleczno-polityczne od Jasia przekornika.

Muzycznie najbardziej spodobal mi sie „Zorba i ja”, ktory ma zadatki na czepliwca, podobnie zreszta jak „Wielka cisza”. Najbardziej za serce ujela mnie ballada „Nie stanie sie nic”, szczegolnie za genderowe ujecie: raz mowa o siostrze, raz o bracie. Filozoficznie i z dystansem. Ladnie brzmi takze „Patrycja” – Joasia Slusarczyk spiewa niczym Dzida za starych czasow. Slabe strony? Manieryczne przeciaganie w wibrato samoglosek przez soliste – choc glownie na tym drugim, tu nie recenzowanym krazku. Poza tym wymowa angielskiego slowa „destiny” – Worcoholic wybiera wlasciwa sciezke spiewajac po polsku.

No i co jeszcze? Jak juz raz powiedzial mistrz: reszta jest milczeniem. Albo wielka cisza.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: