szwedzkiereminiscencje

Nowodworczyk Conrad – Lord Jim

In Ksiazki, Polskie refleksje on 11 Styczeń 2014 at 19:43

Joseph Conrad / Lord Jim / 1966, tlumaczyla Aniela Zagórska

lord-jim2

Dzisiejsza szata graficzna bylaby najlepsza ilustracja do ”Jadra ciemnosci”, ale przyjdzie jej uzupelnic zapiski o ”Lordzie Jimie”. Jak widac, najzazartszymi czytelnikami tej lektury byly u mnie domu…szynszyle. Sama zabieralam sie do Lorda wielokrotnie – i wielokrotnie mnie odrzucalo. W dziecinstwie sluchalam „Ocalenia” i „Zwyciestwa”, zatrzymujac w uszach – na cale zycie – magiczne slowa „Malaje” czy „tuan”. Nie bardzo podazalam wtedy za akcja, ale pamietam rytm zycia na morzu i nostalgiczny nastrój tropików. Bialych ludzi rozmaitych nacji, których los – z tej czy innej przyczyny – rzucil nie tylko na inne kontynenty, lecz takze w zupelnie inne krajobrazy oraz konfiguracje spoleczne. Ludzi, którzy mimo ucieczki, znowu stawali przed waznymi wyborami moralnymi, zasadzkami czy tez walka wrecz. U Conrada czlowiek zawsze mial jakby dwa zycia: jedno cielesne, praktyczne, nacechowane walka, cierpieniem czy konfontacja z wrogimi wplywami – i to wewnetrzne, gdzie pozostawal soba.

daddy-musesa-a-la-firda

Wiele lat temu, siedzac na tarasie willi na Bali, tropiki przyszly do mnie i zrozumialam bialych, którzy po zakonczeniu kolonializmu nie chcieli wracac do „domu”. Wczesniej trudno mi bylo pojac swiat, w którym ludzie poruszali sie ograniczen, bez granic, czesto uciekajac nie tylko od biedy czy ucisku politycznego, ale nawet od tzw.ramienia sprawiedliwosci. Zyjac w PRL takie swiatowe eskapady nie bardzo miescily sie w glowie: bo skoro wtedy bylo tak zle, to czemu egozotyczna przygoda bywala dla tak wielu dostepna? W dodatku dla przestepców? Kiedy nawet do NRD nielatwo nam bylo wyjechac? Jak to mozliwe, ze ktos znal tyle jezyków, w tym narzecza afrykanskie czy azjatyckie? A Korzeniowski przeplynal swiat o wiek wczesniej niz Kapuscinski! Czyli jesli ktos cos wiedzial o swiecie, to wlasnie on.

d-m-wenisaz

Po powrocie z Zanzibaru wezbrala we mnie chec powrotu w atmosfere podrównikowa. I tym razem ksiazka otworzyla sie przede mna, niczym Morze Czerwone przed Mojzeszem. Niepostrzezenie wslizgnelam sie w Azje poludniowowschodnia, widziana ze strony waterfront – jakby podobna do tej w Stone Town czy na Malcie. Eleganckie hotele, niczym wybudowane dla wspólczesnego turysty „all inclusive”, bardziej ekstrawaganckie i z charakterem bary dla strych wyg. Nawet zólty pies mial dla mnie postac zaprzyjaznionego Rudego z zanzibarskiej plazy Paje.

daddy-m-kaos-i-kongo

Lorda Jima znaja wszyscy – a teraz to nawet ja – wiec nie ma co streszczac. Czytajac dzisiaj doznalam wrazen dwojakich. Po pierwsze primo Korzeniowski musial byl niezmiernie inteligentny. Mial typowa dla imigranta zdolnosc obserwacji innych i oko dla detalu. Jego refleksje sa równie aktualne dzisisiaj – ze pozwole sobie jeden cytat przytoczyc. Czyz nie tacy sa wlasnie nowoczesni parweniusze, obserwujacy otoczenie zza okna autobusu – niczym zlote rybki ze swojego akwarium – licytujacy sie potem iloscia zaliczonych krajów, kolekcjonujacy „pamiatki” i porównujacy sie z sasiadami?

Parowiec dazacy na Wschód przyplynal tego popoludnia i wielka jadalnia hotelu byla wiecej niz w polowie zapelniona ludzmi zaopatrzonymi w stufuntowe bilety podrózy naokolo swiata. Znajdowaly sie tam pary malzenskie jakby zadomowione w nowym otoczeniu i nudzace sie z soba juz w srodku podrózy; male i duze grupy biesiadników i pojedynczy goscie – a wszyscy, jedzac uroczyscie lub ucztujac halasliwie, mysleli, rozmawiali, zartowali lub krzywili sie, tak jak to przywykli robic u siebie w domu. Co zas do ich chlonnosci wrazen oraz inteligencji – nie przewyzszali nia swoich kufrów, co staly w pokojach na górze. Podobnie jak bagaze, poznaczeni byli etykietami, które stwierdzaly, ze przejezdzali przez takie to takie miejscowowsci – i cenili sobie wysoko to wyróznienie swych osób, zachowujac kartki naklejone na walizkach jako udokumentowane swiadectwa, jedyny trwaly slad korzysci wyniesionych z podrózy.

d-m-wernisaz2

Wtóre primo czyli refleksja numer dwa pokrywa sie z mysleniem Jana Klaty w dzisiejszej GW. Wybór tuana Jima, majacy symbolizowac spranie plamy z honoru, wzbudza we mnie gwaltowny sprzeciw – ba, nawet niezgode. Po co szedl na pewna zaglade, skoro swoja wine odkupil juz wieloma laty wzorowej sluzby? Skoro tak wiele na wyspie dokonal? I wreszcie – jak mógl zrobic takie swinstwo kobiecie, która go go kochala i meznie wspierala? Nota bene niczym Emilia Plater… Jak mógl ja sama zostawic w takiej trudnej sytuacji? Wszystko, od komórek rogowych paznokci az po cebulki wlosowe, buntuje sie we mnie przeciw takiej gloryfikacji martyrologii! Przeciez i sam Korzeniowski jakze dotkliwie zaznal wyobcowania, i biedy bedacej konsekwencja poswiecenia „sprawie” swoich rodziców. Skad takie przekonianie w mezczyznie polskim, ze nie ma lepszego konca niz „bohaterska” smierc? Zaprogramowany na maksimum czterdziesci lat zycia, nie daje sobie juz rady w wieku srednim, gdyz nie ma wypracowanych wzorów. Inaczej niz chlop szwedzki czy kupiec niemiecki zamiast cieszyc sie wnukami, majatkiem czy tez po prostu zyciem, wiednie, ucieka w chorobe badz inne cierpietnictwo (bo zona mnie dziesiec lat temu rzucila). Brrrr! Pieknie pisze Conrad, ale byl dla swojego bohatera niepotrzebnie okrutny. Do mnie przemawia bardziej cytat Bochenskiego z bitwy o Monte Cassino – tabliczka z napisem:

 

Nie badz glupi – nie daj sie zabic!

 

Nie zabijaj – powinno sie takze stosowac do wielkich pisarzy…

d-m-wernisaz3

  1. Cytat z turystami o inteligencji kufrów świetny i czasem boleśnie prawdziwy!
    Czytałam „Lorda Jima” bardzo dawno temu, więc wrażenia jak statki we mgle, ale ostatnio Conrad kilka razy gościł w moim czytelniczym menu. Zaznaczam,że nie potraktowałam go jak Twoje szynszyle.🙂 W grudniu przeczytałam „Smugę cienia” i byłam zachwycona, poza tym okazało się, że lubię literaturę marynistyczną, co było dla mnie dość szokującym odkryciem.🙂
    Czy fotografie towarzyszące dzisiejszej recenzji zrobiłaś na jakimś wernisażu?

    • zgadza sie! wybralam sie popoludniu na wernisaz kongolezyjczyka (kongosa?) daddy musesy w malej, miejscowej galerii (to ten, kt widac na tle obrazu na ostatnim zdjeciu na dole). zaczelo sie egzotycznie – pani w galerii, sredniego wieku, w minispódniczce, czarnych legginsach i ortopedycznych sandalam plasala w rytm bebnów, wybijany przez jakis malolatów. potem artysta propagowal idee równosci i braterstwa, zeby na koniec odslonic obrazy (na poczatku zakryte byly czarnym papierem). po czym wlascicielka galerii zachecala zebranych gosci do pobrania nastepnej porcji czerwonego wina. w sumie b sympatyczna impreza, w gronie troche innych ludzi niz ci, kt spotykam na codzien

  2. Mam nadzieję, że gości zwabiła perspektywa metafizycznych przeżyć, m.in. w postaci pląsającej balzakowskiej sylfidy w sandałach ortopedycznych, a nie darmowego napitku.🙂 Widzę, że frekwencja była całkiem niezła. Obrazy ciekawe, choć nie do końca w moim guście.

  3. w moim tez niekoniecznie – afryka chyba do konca jeszcze sie malarsko nie odnalazla. na zanzibarze strasza jakis koszmarki, przedstawiajace wojowników. jak mi ktos chcial spzredac to (zgodnie z prawda) mówilam, ze jestem pacyfistka i ze balbym sie miec takie grozne sceny u siebie w domu. jedna z pan, kt siedfziala kolo mnie na parapecie podczas wystapien artystycznych orzekla, iz jej syna malowal podobnie w podstawówce. ale ja od razu uciszono😉

  4. Bardzo lubię u ciebie ‚wątki socjologiczne’.
    Od dawna już nie zauważam chęci martyrologii u współczesnych panów, choć jej gloryfikację (w tzw. pewnych kręgach) i owszem. Czterdziestolatkowie? dopiero zbierają się by zacząć dorastać.
    To, że najczęściej nie mają z czego cieszyć się w dojrzałym wieku (jeśli dotrwają, jeśli nie rozbiją się po pijaku w pędzącym ‚bolidzie’, n.p.), wedle ich przekonania, nie jest przez nich zawinione w najmniejszym stopniu. Moc nieczysta w postaci podcinającej skrzydła byłej żony to pikuś, pośród innych współczesnych życiowych przeszkód. Nie masz pojęcia ile pułapek czyha na współczesnego lorda Jima, i nie są to plamy na honorze.
    …no i okazało się, że jestem okrutniejsza od Conrada…:)

  5. ewo – a ja kocham twoje poczucie humoru!!

    no wlasnie – mezczyzna polski Predestynowany j do Wielkich Czynów. od reszty j zona, kt zajmuje sie domem i „roztacza cieplo rodzinne”, co znaczy wychowanie dzieci, zajmowanie sie malzonkiem, wlasnymi rodzicami oraz tesciowa (a czasem nawet jej siostra) w chorobie i na starosc. banalne przeciwnosci losu pojmuje jako Konspiracje – a juz na pewno niesprawiedliwosc i wlasna krzywde. ma Misje i najchetnie wychowuje, strofujac czlonków rodziny, wspólpracowników (najchetniej podwladnych) czy – z zacisza fotela domowego – polityków.

    no i na tym polega tragedia: misji nie bylo, w polu nie zginal, trzeba zyc – a on nie zostal wyposazony w scenariusz B!

    mysle, ze matka natura bywa jeszcze okrutniejsza od ciebie – tak niektóre samce gina zaraz po oddaniu swojej czesci materialu genetycznego…

    fajny chlopak byl ten jim – szkoda, ze tak marnie skonczyl – akurat wtedy, kiedy dojrzal do zycia

  6. Drogie Panie, mężczyźni dojrzewają inaczej – dłużej, zapewne – i trochę okrężną drogą i to nie ich wina, ze czasem nie zdążają. Najdłużej dojrzewa sie do zycia. Jakże łatwiej do honoru, do bohaterstwa, do tych wszystkich ról, jakie XiX i XX wiek stawiał jako zadania przed nami facetami (a może tylko Polakami?) To co istotne Panie powiedziały: brak jest wzorców dla ludzi (co ja zrobię, że w języku polskim „człowiek” kojarzony jest automatycznie z mężczyzną) w średnim i późnym wieku. Wzorców „ładnego” starzenia się. Będę myśleć o tym, jesli dzień na to pozwoli. Zastanawiający jest za to fakt, czy konstatacja, że kobiety (nie wiem czy tylko polskie, choć te NA PEWNO) biorą współczesnie wszystkie nagrody życiowe. Zostawiają daleko w polu swoich rówieśników. Rządzą coraz bardziej niepodzielnie we wszystkich niemal dziedzinach.
    A może to i dobrze!

  7. po szwedzku czlowiek (människa) j rodzaju zenskiego!

    wydaje mi sie, ze kobiety maja teraz wieksze szanse zaistnienia poza sfera domowa. dawniej sprawnie pociagaly za sznurki, sterujac swoimi mezami, kochankami czy synami (cherchez la femme – jak opisywana tu niedawno cesarzowa cixi). w PL dawniej, dobrodzieju, jak nie wojna to powstanie – mezczyzni szli za honorem, a kobiety zajmowaly sie zapewnieniem bytu. dzisiaj istnieje wiecej opcji niz miala, opisywana w jednej z moich ulubionych lektur, „sekretarzyku babuni”, niezamezna hrabianka karwowska z mizocza (prowadzila ochronke we dworze). powiedzialabym, ze zycie stalo sie bardziej fair…

    a co do rówiesników, to ma pan, niestety, chyba racje. na kazdym kolejnym leciu matury (a swietujemy calym rocznikiem) obserwuje z przerazeniem obsuwanie sie kolegów – z tym fizycznym to betka, ale to mentalne! na szczescie sa wyjatki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: