szwedzkiereminiscencje

Prosze redakcji – o jezyku

In Pamietnik, Polskie refleksje, Szwecja, Szwedzki Zwiazek Inzynierow on 14 grudnia 2013 at 17:59

Obawiam sie, ze recenzji ksiazki jeszcze jakis czas nie bedzie. Pozegnania z Afryka nie da sie czytac, zas zapoznanie sie z grubym Normanem Daviesem zajmie mi troche czasu. Nowonabyte lektury maja tematyke kulinarna. W koncu panuje wrzawa i uroczystosci przedswiateczne, z nieodlacznymi przyjeciami i niekonczacymi sie próbnymi Wigiliami. W ciagu ostatniego tygodnia bylam juz na trzech, jutro zaproszona zostalam na czwarta, a w przyszlym tygodniu grozi mi jeszcze jedna. Dlatego dzisiaj z innej beczki (choc nie bedzie to beczka ani z kapusta, ani ze sledziami na dania wigilijne).

list-do-redakcji

Listonosz wrzucil mi wczoraj najswiezszy numer „Inzyniera” czyli zwiazkowego kwartalnika. Po raz kolejny zdziwilam sie po zobaczeniu na jednej z poczatkowych stron wlasnego (i niespotykanego tutaj) imienia, zanim sobie jak przez mgle przypomnialam, ze napisalam przeciez kiedys list do redakcji.

lipstickfruit

Tym razem sprowokowala mnie dziennikarkaa, która – jak zwykle z dobrymi checiami – wylala dziecko z kapiela (czego sie inzynierach nie powinno spodziewac). Teza byla sluszna – szkoda, iz wiecej doktorantów z zagranicy nie pozostaje w Szwecji, sluzac krajowi swoja wiedza oraz intelektem. Pewnie, przyjemnie by bylo poczuc sie jak mile widziany gosc! Tymczasem do wywiadu wybrano Iranke, która okazala sie na tyle obrotna, ze sprawila sobie tutaj mieszkanie – natomiast przebojowosci nie starczylo jej na nauke jezyka. Naiwnie chwalila zalety uzywania wylacznie angielskiego. Jak na osobe z kwitkiem na zdolnosci w pewnym kierunku niezwykle nieinteligetne stwierdzenie.

durian

Nie chcac nauczyc sie jezyka kraju, w którym chcialby sie osiasc czlowiek sam skazuje sie na wykluczenia i marginalizacje. Moze lepsze jest getto akademickie niz getto bezrobotnych, ale brak uczestnicrwa w zyciu spolecznym dopadnie kazdego wczesniej badz pózniej – albo dzieci tej osoby. Jezyk to komunikacja, klucz do kulltury, historii, zwyczajów – i kaceptacji. Brak checi nauki jezyka kraju zamieszkania to, w moim odczuciu,  wielka arogancja.

otwieranie-orzecha-kokosowe

A tymczasem polskie media opisuja opinie wielu rodaków, którzy sa przekonani, ze to wlasnie Szwecja stanie sie ich cieplym i opiekunczym lonem, da mieszkanie, samochody (liczba mnoga!), wakacje, a na starosc godziwa emeryture. Zamiast zangazowac sie polityke czy dzialalnosc spoleczna obrazili sie na swój kraj urodzenia. Oczywyscie, kazdy moze spróbowac szczescia – jak to mawiaja Amerykanie: nice try. W jakim jednak jezyku ci wsyscy chetni na latwa stabilizacje poprosza o swoja „dzialke” zlotego runa? W jakim wytlumacza w szpitalu, co ich boli (choc akurat polskicj lekarzy w Szwecji nie brakuje – inna sprawa, czy beda chcieli rozmawiac po polsku) albo mechanikowi, co im sie zepsulo w samochodzie? Jak nawiaza kontakty sasiedzkie czy z rodzicami kolezanek i kolegów swoich dzieci?

gozdziki

Doktorantka-nie-doktorantka, kazdej osobie planujacej w pocie czola wyjazd do innego kraju radze ze szczerego serca: jezyk to klucz  do sukcesu, aktywnosci oraz powazania przez tubylcó.. Jezyków warto sie zawsze uczyc, a w wypadku zamieszkania w innym kraju nie ma innego wyjscia.

 

Reklamy
  1. SD, twój głos tyczący osadzania się emigranta w nowym świecie okazuje się ważny.
    Dlaczego ? przeczytałam wczoraj, a myślę o tym do dziś. Czy coś wymyśliłam, nie wiem, coś mi tu, w każdym bądź razie, wciąż nie gra.
    O języku myślałam, o, jak to nazwałaś; braku chęci, arogancji wręcz; gdy np. Iranka opierając się przed nauką Szwedzkiego wynajduje (wygodne dla siebie?) argumenty.
    Czy na prawdę nie ma innego wyjścia, gdy już zamieszka się w innym kraju? Wydaje się, że jest. Ludzie migrowali i migrują, uczą się języka tubylców lub nie, robią ‚kariery’ lub wcale… A czy każdy Szwed, teoretycznie znający Szwedzki, robi karierę? A czy emigranci nie znający języka nie osiągają sukcesów ‚na swoją miarę’ w licznych krajach? Tak, oczywiście.
    A czy my w ogóle rozmawiamy z sąsiadami, czy lekarz naprawdę nas słyszy, mechanik bierze pod uwagę to, co my sądzimy o zgłoszonej mu awarii? Naprawdę nie mam pewności, a raczej mam jej na tyle, że wiem; werbalne umiejętności nie ułatwiają za wiele. A bywa, że przeszkadzają, bardzo przeszkadzają. 🙂

  2. ewo, ja sie z toba zgadzam w zupelnosci! sama definicja „kariery” ma rózne konotacje znaczeniowe w zaleznosci od jezyka – po angielsku oznacza takze przebieg twojej sciezki zawodowej. mysle, ze osoby marzace o „karierze na zachodzie” to relikty PRL-u i zasciankowego myslenia, ze wszedzie j lepiej

    tymczasem dostalam niedawno list od kolegi z innego kraju zachodniego, kt wspaniale ocenia rozwój firmy, kt wspóltworzy w PL. ja jestem dumna z tego, co sie dokonalo po 1989 i dlatego szlag mnie trafia jak ludzie narzekaja – choc to juz niezaleznie od szerokosci geograficzej 😉

    a co do komunikacji miedzyludzkiej to juz inny – choc niezwykle istotny – problem. obecne czasy zaczynaja mi przypominac wspomniany juz PRL, kiedy apelowano o krytyke – byleby byla pozytywna. i taki tez swiat jawi sie w opowiadaniach ludzi: jestem wspaniala, mam wspanialego meza i dzieci, wspaniale wakacje oraz fanstastyczna kariere. no i pewnie trudno sie dziwic tym, mkt ten „awans” ominal, ze biora te slowa na serio i im sie robi przykro oraz zazdrosc. tymczasem coraz wiecej mlodych kobiet w SE wypada z zycia ze wzgledu na klopoty psychiczne

    pracuje z dwójka iranczyków, kt sa strasznie fajni i znakomicie mówia po szwedzku. co zrobic – wole ludzi zdolnych i sympatycznych! nikt nie wymaga od babci analfabetki, zeby sie nauczyla jezyka nowego kraju. ale doktorantka, planujaca pobyt na stale? nie chce zyc w swiecie, w kt panuje wylacznie angielski (choc j to jezyk, kt i tak uzywam codziennie)

  3. Pamiętam, że pierwsza Twoja notka, jaką przeczytałam poświęcona była obserwacjom pary z Polski, która nie potrafiła porozumieć się po szwedzku i musiałaś im pomóc, więc problem jest chyba dość powszechny. Podobnie jak Ty uważam, że mieszkanie i praca w jakimś kraju bez podstawowej znajomości języka świadczy o arogancji. Owszem, zdarzają się osoby, które są lingwistycznymi beztalenciami, ale wtedy liczą się przynajmniej dobre chęci.
    Wiele lat temu znajomy mojej mamy był u rodziny w USA i wrócił zdumiony tym, że mieszkająca tam od wielu lat kuzynka praktycznie nie zna angielskiego: pracowała we w pełni zautomatyzowanej fabryce, gdzie przyciskała tylko guziczki, kontakty towarzyskie utrzymywała głównie z rodziną, więc motywacja była zerowa. Okazuje się, że temat dotyczy również bardziej popularnych i łatwiejszych języków.

    • lirael, dziekuje ci za wsparcie! jako jezykowiec rozumiesz na pewno radosc, jaka daje zapoznawanie sie z tajnikami myslenia i wyrazania sie innych plemion – zyje sie tyle razy, ile sie zna jezyków.

      wiec, ze sie powtarzam – widocznie to mój czuly punkt 😉

  4. Absolutnie się nie powtarzasz, to była notka osadzona w innych realiach. Szkoda tylko, że temat bynajmniej się nie zdezaktualizował. 😦
    Mam na myśli ten wpis:
    https://szwedzkiereminiscencje.wordpress.com/2010/02/20/epigoni-czyli-gdzie-do-pracy/

    • wiem, pamietam – ale nie sadzilam, ze i ty masz tak wspaniala pamiec!

      trudno, nie da sie nikogo zbawic ani przezyc zycia za kkogos, zas dobre rady sa – podobno – dobrymi do wybrukowania piekla…

      co mi nie przeszkadza odczuwac radosci z kazdym nowym slowem poznanym w swahili 😉

  5. A poznajesz nowe słowa w swahili????? Wow! Znaczy się: czy wciąż poznajesz, bo nagranie potwierdzające umiejętność konwersacji obejrzałam.

    Ze mnie jest stara konserwa i chyba do końca moich dni będę żyć tam, gdzie mogę wyrażać swe potrzeby, myśli, emocje w języku, który znam. No tak, dobrze by było móc przełączyć się na inny kod i równie sprawnie w nim śmigać (uczyć się języków!). Wtedy moglabym sobie być sobą również gdzie indziej. Bardzo mi doskwierają te toporności, ktorych nie umiem przeskoczyć, gdy sięgam po inne języki.

    Ale to co powyżej napisałam znaczy, że zgadzam się absolutnie z dwoma tezami. Primo: język społeczności, w której się żyje warto znać najlepiej jak tylko się da. Poszerzanie granic językowej elastyczności to absolutny priorytet. Może nawet obowiązek. Ale ja patrzę z perspektywy komfortu wewnętrznego i stąd sprawa jest przesądzona. Secundo: dobrze jest się uczyć języków, nawet gdy się jest konserwą mało bywałą w świecie. 😉

    Aha, zapomniałabym, że komentarz piszę, by dać aplauz Twojej korespondencji z mediami. Bardzo mnie to ujmuje. Chyba nigdy nie pisałam listu do redakcji. Nie mogę zrozumieć: dlaczego? To przez ten niedorozwój społeczno-obywatelski. Zapewne. 😉

    • witaj renée, ptaku rzadku ogladany! jak zwykle kokietujesz, oczkiem mrugawszy i usmiechajac sie pod wasem (?).

      skoro masz wlasny blog oraz wyzywasz sie polonistycznie. to pewnie ze nie masz i innych potrzeb jezykowych. ale popatrz wkolo – w koncu nie kazdego bozia obdarzyla werbalnoscia, mozliwoscia szlifowania umiejetnosci wyslawiania sie czy nawet poczuciem wlasnej wartosci, zeby zaryzykowac wyrazenie swojego zdania. sadze, iz zdarzaja ci sie kontakty z osobami wykluczonymi z ojczyzny-polszczyzny i to jeszcze smutniejsze bywa niz wykluczenia ze wspólnoty obcojezycznej.

      co do pisania do gazety to masz racje, nie kazdy sie poczuwa – mialam byc w zalozeniu dziennikarzem, ale parki chcialy inaczej. z pisaniem zreszta jak z kazda inna twórczoscia – dostajesz kopa jak wiesz, ze cos dobrze zrobilas (vide wczorajszy dokumentaz o munchu – wypowiadala sie m.in. abramowicz). czyli to nie tak, ze sie chce do gazety pisac, tylko cos cie uwiera i szuka ujscia – a gazeta to tylko kanal.

      nota bene zagadal mnie ostatnio z pozoru b nudny wspólpracownik, zeby zadeklarowac: a) ze czytal mój list do redakcji, b) ze sie z nim w zupelnosci zgadza! taki, co to zawsze cicho siedzi jak inni mówia. jakbym nie napisala, to bym nie wiedziala, ze on tez miewa swoje zdanie 😉

      po co ty mialas pisac do gazety, skoro pisywalas dla gazety??

      a swahili ma sie dobrze, prosze pani. powoli, powoli – ale mnie wciaga…

  6. Prawdę mówisz, że to jest rodzaj wykluczenia. Czy to z ojczyzny-polszczyzny czy z innych lingwistycznych światów. I we mnie to budzi dreszcze niepokoju, bom nie taka jak Ty poliglotka. Ale choć okoliczności póki co nie wymuszają, to świadomość i wyobraźnia podsuwają te obrazy wykluczenia jako duży dyskomfort. I nic tylko zakasać rękawy. Bo ja tu mam na myśli nie tyle, że tak nic a nic, lecz że nie tak płynnie i adekwatnie do myśli. Jednak granice języka są granicami mojego świata, jak to ujął Wittgenstein.

    M., czy na północy Święta są białe? Bo tu zielone i niebieskie (w porywach szare). Zostaje ratować się złotem i połyskiem bombek. Za to zapach lasu nic a nic nie szwankuje i dostraja się do światecznego nastroju.

    Pozdrawiam i życzę Radosnych i Pogodnych! 🙂

    • dziekuje – i na wzajem!

      swieta, tak jak wszedzie, „zielone” – czyli takie wyplowiale. troche wychodzi slonce i temperatury w granicach 7-8 PLUS stopni. trudno, narty musza poczekac. poniewaz jednak sprawilam sobie dwie upatrzone ksiazki pod choinke (zapakowane, a jakze!), to nie narzekam. na razie, jutro, zepchne troche remanantów, ale w przyszlosci dwie zupelnie swieze (i pachnace choinka oraz farba drukarska) pozycje.

      zycze dobrych klimatów na okres swiateczno-noworoczny oraz wsapnialych lektur oraz filmów w 2014!

      acha – wczoraj w grach towarzyskich wystepowaly zarówno kategorie „literatura” jak i film…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: