szwedzkiereminiscencje

I had a cat in Africa… – Zanzibar

In Pamietnik on 23 Listopad 2013 at 20:04

pan-kot

Karibu i przepraszam za dluga nieobecnosc – usprawiedliwiona, poniewaz spowodowana zasluzonym wypoczynkiem. O ksiazkach bedzie na raz nastepny. W zwiazku z wyjazdem na Zanzibar sprawilam sobie na podróz  wylacznie pozycje o tematyce afrykanskiej. Jedna pisarki stricte afrykanskiej, której wczesniejszy tytul juz tutaj recenzowalam. Druga pióra Brytyjki, która literatura sobie tylko dorabia. Literatura to zreszta za duzo powiedziane… Obie ksiazki maja Nigerie w tle. Recenzje, mam nadzieje, za tydzien.

m-masaj-coral-rock

Pomyslne wiatry zaniosly mnie na poludnie od kenijskiej farmy Karen Blixten i jeszcze na wschod od stalego ladu. Dzieki wyjazdowi mam nowy facebookowy kontakt – kolege wyksztalconego na Politechnice w Aruszy. Arusza w ogóle nagle stala sie kluczowym miastem regionu, poniewaz to z niej tlumnie podrózuja Masaje, zeby sie najac do pilnowania hoteli na Zanzibarze. Niespodziewanie wszytskie drogi nie prowadza ani do Rzymu, ani na Rynek w Krakowie, tylko do Aruszy. Kto wyruszy do Aruszy niech w pokoju jedzie, a kopii nie kruszy. Co do pokoju to warto pewnie odwiedzic port Daar-el-Salaam, co pewnie tez i uczynie na raz nastepny. Moze do tego czasu podciagne sie w swahili, który to dzwieczny jezyk towarzyszyl mi od rana do wieczora. Takze w formie muzyki, granej glosno w formie video clipów (!) w samochodach.. Pare wyrazen, pozwalajacych na jakie-takie kontakty towarzyskie udalo mi sie opanowac. Tak wiec kot to paka, zas pies to mbwa (wymowa angielska „w” niczyl polskiego l z kreska).

na-tarasie

Podróz odbyla sie pod szczesliwa gwiazda, jednak wszelakie próby utrwalenia cudownie rozgwiezdzonego nieba spalily na panewce. Nieco lepiej powiodlo sie uchwytywanie rzeczywistosci za dnia, choc aparat w tablecie sobie ze swiatlem podrównikowym nie radzi, deformujac bezlitosnie i bezgustownie kolory.

spiace-psy

Co bylo najlepsze? Wszytsko to, co zywe. Po pierwsze kot, który sobie mnie znalazl i udomowil. Odkarmilam i odchuchalam nieboraka, za co odplacal mi sie wyjatkowa wiernoscia, z próbami wejscia pod moskitiere do lózka wlacznie. Wychodzil uprzejmie ze mna z domu, zeby wieczorem powitac mnie siedzac juz we wnetrzu i pytajac: jak Ci minal dzien? Jedlismy razem sniadania, przygotowywane przez  Pania Ryzyko czyli sasiadke Riziki. Pilismy wspólnie whisky pod gwiazdami. Czyli: ja tam w kotem bylam, miód i wino pilam. Zaczelo sie salami i rozmoczonych krakersów, potem kocurek pil nawet jogurt, zeby ustalic meny na mleko z  woda oraz rozmoczona bulke lokalna z niezastapionym salami. W zyciu nie bylam tak dobrze spakowana! Salami zjadl kot (psy zadowolily sie ciastkami wypieku Riziki), – i nie wiem, co myszka zjadla, bo mrówki by dla niej wiele nie zostawily. O resztki bakalii bil sie Belg z Brytyjka w kolejce w Brukseli, jak trafilismy na dziki strajk pilotów. Krakersy zjadl glównie kotek-nie-na-plotek. Sezamki ja na wycieczkach.

m-bao-pion2

Ale wracajac do naszych baranów czyli do zywizny wszelakiej. Poza kotem wielka radosc sprawily mi trzy psy, zwane przez mnie Rudym, Latkiem i Sunia. Psy towarzyszyly mi w przejadzkach rowerowych po plazy. Przeczekiwalismy najwieksze upaly i tak juz pod wieczór wyruszalismy w lewo badz w prawo od „resortu”. Ja pedalowalam niespiesznie, szukajac pasa plazy, gdzie sie nie zapadalam w suchy ani w mokry piasek, a czworonogi udawaly sie na wypady w ocean, polujac (bezskutecznie) na ptaki. Obraz psów polujacych w oceanie pozostanie mi na zawsze jako synonim wolnosci i zycia. Tak, ze pomimo tego, iz przyjechalam sama, w dzien po przyjezdzie mialam juz kota, ogrodnika Babu Pandu oraz abonament sniadaniowy u Riziki. Z Riziki wymienialysmy uprzejmosci w swahili – pozwole sobie wkleic zarejestrowany fragment, w formie niezredagowanej (unabridged).

lekcja swahili

do zobaczenia za tydzien!

 

  1. Piękne te rozmówki na youtube, poza tym, że wielki talent i zaawansowaną sprawność obsługi bloga prezentują.
    A więc miałaś nie tylko farmę w Afryce, bo i zwierzyniec niezgorszy. Wywiało cię, oj wywiało, europejko z północy, na dodatek z torbą przemyślnie przemyślanego prowiantu. To akurat, to już na pewno nasze, no niech tam, Krakowskie a nie Skandynawskie (np.). Czy w Vademecum wspominałaś coś o ich umiejętnościach pakowania się na dalekie wyprawy?

    To zdjęcie z upedikjurowanymi stópkami cudne, choć narzekasz na umiejętności tabletu. Proszę więcej, gdy już spotkamy się ponownie za tydzień🙂

  2. witaj ewo! kreatywnosc niewatpliwie krakowska – wczoraj mialam szwedzka kolezanke z wuzyta i pytala gdzie kupuje taka pyszna mieszanke bakalii. nie mogla sie nadziwic, ze sama mieszam, a na dodatek kupuje zielone rodzynki, o kt szwedzka TV jeszcze nie mówila😉

    w kontekscie jedzenia nie wolno zapominac, ze wiekszosc moich sasiadów na zanzibarze nie dojada, a mój kot jadal lepiej niz zanzibarskie dzieci. w okolicznym sklepie mozesz sobie kupic najwyzej plastykowe klapki, a z jedzenia to butelke oleju… po mleko dla kota pracownicy wozili mnie do supaduka czyli supermaretu. asortyment gorszy niz w dawnym GS-ie! zas cena litra mleka w tetrapaku to niemal dwukrotnosc ceny mojego sniadania. na wyspie przypraw i cudownego klimatu ludzie maja rybe, jak sobie zlapia, zas dzieci owoców nie widza

    zdjecie stópek historyczne, poniewaz od bozego narodzenia jedna noc w willi z widokiem bedzie kosztowala nie mniej niz 700 USD!

  3. Czy zauważyłaś, że „paka” ma z tyłu łapki łatkę w kształcie serduszka? W każdym razie tak wygląda na zdjęciu. „Mbwy” też urocze, zazdroszczę im drzemki w słoneczny dzień.
    Jedyne skojarzenie z Zanzibarem, jakie mam, to „Dom żółwia: Zanzibar” M. Szejnert. Niestety, nie czytałam.
    Cieszę się, że mogłaś sobie odpocząć w takim nieziemskim miejscu. Kolor wody po prostu cudny!

  4. j lirael! jezeli paka ma na lapce serduszko, to na pewno moje – b sie do czworonoga przywiazalam.

    ksiazka szejnert nie j najlepsza – i jej widzenie zanzibaru nic a nic nie ma z tym, co ja zauwazylam i przezylam

    miejsce rzeczywiscie magiczne – choc nazanczone nieszczesciem i krwia. podobno mieszkancy do tej pory oddaja sie praktykowaniu czarów – a szczególnie w wiosce jambiani, gdzie mieszkalam…

    serdecznie pozdr – takze twoje mbwy \ m

  5. Miejmy nadzieję, że pace się poszczęści i kolejni mieszkańcy willi z obłędnym widokiem będą równie przyjaźni i dobrzy dla niego jak Ty.
    Nigdy nie byłam w Afryce, ale wyobrażam ją sobie właśnie jako kraj niesamowitych kontrastów.
    Nasze mbwy leniwie śpią, bo jest listopadowy wieczór przez duże „L” z egipskimi ciemnościami i ulewnym deszczem.😦 Za pozdrowienia dziękują, machając ogonkami.🙂
    Dziękuję za promienie zanzibarskiego słońca.

  6. Oczywiście Afryka to kontynent, nie kraj, przepraszam za pomyłkę.

  7. tak, w afryce wszystko JEST inne – podobno europejczycy maja zegarki, zas afrykanczycy maja czas…

    co do kota, to przezywalam rozterki, czy go przyholubic na te 2 tygodnie. ale byl straszny mizerak, wiec postanowilam zafundowac mu troche szczescia. jako urodzony wojownik poradzi sobie i beze mnie – kiedys przyniósl mi w darze bodajze szczura, kt riziki na cale szczescie gdzies w krzaki wyrzucila

    zycze, zeby ciemnosci egipskie zamienily sie w sloneczna jesien! milego tygodnia \ m

    • Świetne to powiedzenie o czasie, choć w obliczu zegarkowej afery w Polsce budzi niepokojące skojarzenia.🙂
      Paka powinien w miarę bezboleśnie znieść to przyhołubienie i rozstanie, z mbwą już by tak łatwo nie poszło, tęskniłaby okrutnie. Choć z drugiej strony ten szczur przyniesiony w dani świadczy o tym, że połączyła Was nić sympatii, więc kto wie. Nie zdziwiłabym się, gdyby paka zupełnie przypadkiem zaplątał Ci się do bagażu podręcznego.🙂
      Uściski.

  8. No nie, biorąc pod uwagę Maksa, to byłaby mieszanka piorunująca, więc lepiej nie.
    Afera na szczęście nie ma zasięgu światowego, bo jest żenująca:
    http://wyborcza.pl/1,75248,14960157,Przypadki_ministra_Nowaka__Od_pomostu_dla_Tuska__przez.html
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/nowak-rodzina-dwa-lata-zbierala-na-ten-zegarek/mfe1m

  9. a nosil wszystkie szesc na raz? i wtedy go odkryli??

  10. Szczegółów nie znam, ale chyba nosił pojedynczo, chociaż…
    🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: