szwedzkiereminiscencje

Jak zbawic swiat?-Thorfinn

In Szwecja on 17 lutego 2013 at 00:29

Pisane sluchajac Sixto Rodrigueza, bohatera filmu „Searching for sugarman”

 

Helena Thorfinn / Innan floden tar oss / Zanim nas rzeka pochlonie / 2012

helena-t

Zachecila mnie okladka, obiecujac egzotyczna podróz – lakoma rzecz o tej porze roku. Wyobrazilam sobie opowiesc angielskojezyczna, ale okazalo sie, ze autorka to rodzona Szwedka. Zmylilo mnie nazwisko – w Szwecji panuje istne szalenstwo zmiany nazwisk, na „oryginalne” i niby trudno sie dziwic, bo inaczej cwierc kraju nazywaloby sie Andersson. Moda jednak przemienia sie w karnawal pretensjonalnosci. Jak ja zwal, pani Helena popelnila ksiazke zmieniajac po raz kolejny kariere: z dziennikarki telewizyjnej, poprzez pracownice organizacji rzadowej, pomagajacej krajom rozwijajacym sie az po pisarke. Nie chce byc zlym prorokiem: nie wróze zbyt dlugiego zycia trzeciej z kolei sciezce zawodowej.

 

Ksiazka ma jedna silna strone: autentycznosc. Odnosze wrazenie, iz pani Thorfinn zebrala w sobie zbyt wiele wrazen podczas trzyletniego okresu pracy w Bangladeszu, zeby sie z niej nie musialo wylac. I to jest prawdziwe.  Zaangazowanie, znajomosc kultury, realiów pracy ambasady, obserwacje dotyczace zycia rodaków na obczyznie, wrazliwosc na biede oraz szlachetna chec niesienia pomocy. Tylko ze – chcac nie chcac – porusza kwestie nader trudna, a mianowicie: jak kraje zamozne moga, w najlepszy sposób, pomóc jednemu z najubozszych? I na to pytanie dobrej odpowiedzi nie ma. Najgorzej, ze zdecydowala sie nadac swoim przemysleniom forme powiesci, a poblogoslawila i namascila ja ta sama Sigrid Combüchen, która chwalilam na blogu bodajze dwukrotnie. Bo zaangazowanie nie bywa, niestety, tozsame z talentem literackim.

 

Byc moze raza mnie rzeczy banalne, byc moze jestem za malo szwedzka – w kazdym wypadku razi mnie wyobrazenie o domniemanej supremacji narodu szwedzkiego. Najbardziej zapadl mi w pamiec opis „tragedii”, która polegala na niedokladnym oddaniu niuansu kolorystycznego lukru na urodzinowym torcie dla szescio- czy siedmiolatki. Ze bengalski cukiernik nie wykonal lukru wystarczajaco rózowego! Bo, jak wynika z tresci lektury, szwedzkiej dziewczynce nalezy sie rózowy tort wlasnego designu jak psu buda. Rozczulajace sa takze zabiegi rodziców o zachowanie szwedzkosci progenitury – szczególnie w zestawieniu z polityka integracji imigrantów w szwedzkiej macierzy. Widocznie kadra zaludniajaca ambasady podlega innym prawom – albo autorka podswiadomie uwaza swoja (szwedzka) kulture za wyzsza.

Z jednej strony opisuje wydarzenia osmieszajace kompatriotów i zdaja sie one pochodzic z bogatego archiwum pamieci. Z drugiej – konstruujac rodzine glównych bohaterów – stworzyla tygrysy (przepraszam, kozy), które nie podniosly sie z papieru i nie zaryczaly (zameczaly?). No, moze najlepiej wyszedl jej maz glównej bohaterki, Janne. De facto to on, a nie Sofia staje sie postacia wiodaca. Sofia, bezduszna biurokratka, co zamaskowane zostalo modnym slowem „profesjonalistka”, podbila serce pieknoducha swoja „kozia” uroda. Moze nadal nie znam szwedzkiego, ale akurat koza wydaje mi sie niezbyt romantycznym zwierzeciem i chyba nieczesto wystepuje w tomikach poezji swiatowej, a nawet szwedzkiej. W chwilach czulosci Janne mysli sobie o niej: moja kobieta-koza i wtedy trudno mi bylo czytac dalej na powaznie. Co prawda koza jest m.in. patronka rocznika w horoskopie chinskim, lecz mnie kojarzy sie nieuchronnie z lektura z dziecinstwa czyli „Wedrowcami mimo woli”. Zeby nie byc goloslowna zacytuje poczatek rozdzialu drugiego:

 

-A koza?

– Toc jej nie ostawim! No chodz, Kozia – tak ja pieszczotliwie nazywali – chodz! Dalej, pchaj ja tam do czolna, ja ja pociagne za rogi!

– Co za uparty bydlak!

– Uwazaj, coby jej nóg nie polamac.

– Ufff! Jest!

– Niech ja licho!

 

Jak widac koza nie bywa oddawana wylacznie jako bohaterka pozytywna w literaturze polskiej.

koziolek

Rodzina Kozów, skladajaca sie z Kozy wlasciwej czyli Sofii, towarzyszacego jej meza, Janne oraz dwójki rokosznych dzieci leci ze Sztokholmu do Dhaki. Koza ma robic kariere a Janne (Cap?) zajmuje sie domem – odpokutowujac wczesniejszy skok w bok (gdyby kózka nie skakala…). Nad opisami ich zycia spuszcze litosciwie zaslone, poniewaz sa w wiekszosci pretensjonalne i zaprawione wspomniana juz wyzej supremacja. Zdecydowana sila ksiazki jest niewatpliwe zaangazowanie autorki w sprawy poprawy bytu mieszkanców Bangladeszu, a z wlaszcza kobiet. Wychodzi z niej rasowa dziennikarka i bardzo szkoda, iz nie zdecydowala sie na opowiesc autobiograficzna, przypominajaca wytwory norweskiej Åsne Seierstad. To, co sie chetnie czyta, to opisy zycia codziennego w Bangladeszu, smaków i kolorów, strojów, przyrody, zjawisk spolecznych. Jak równiez zasady dzialnia placówek dyplomatycznych i rozmaitych wyslannictw w krajach rozwijajacych sie. Galeria postaci zaludniajacych te organizacje jest barwna, wiarygodna i oddana z pasja. Czyli realia swietnie oddane, natomiast fikcja nie dotrzymuje im kroku. Przeskakiwalam tez dluzyzny opisujce szczególy biurokratycznych cwiczen przy biurkach ambasady – fragmenty PM maja srednia sile nosna jako fragment powiesci.

 

Reasumujac: ksiazka nierówna, gdyz talent literacki nie nadaza za dziennikarskim. Wróc do dziennikarstwa, Heleno, gdyz to wyraznie twoje powolanie i pasja!

Reklamy
  1. Pomimo, że pozornie, nie jest to Vademecum XVIII, kolejne cechy naszych północnych sąsiadów mamy jak na dłoni.
    Np. domniemanie wyższości blondwłosego narodu z przewagą nazwisk z końcówką ‚son’, nad narodami, które tych cech mają mniej 🙂

  2. tak, dobrego samopoczucia mozna i, tylko pogratulowac. wsród ludzi jezdzacych po swiecie mozna wyróznic dwie postawy: albo ludzie pokornieja i dociera do nich, ze ci po drugiej stronie lasy / w innym kraju to TEZ ludzie, albo ich pozcucie wyzszosci tylko sie poteguje. pani thorfinn z jednej strony niby wspólczucje tragicznemu losowi wyzyskiwanych i ponizanych kobiet bangladeszu, a z drugiej w ogóle nie wpada na pomysl, zeby dzieci pary bohaterów mogly sie bawic z bengalskimi rówiesnikami. szwedzi uwazaja sie za sumeinia swiata oraz za najhojniejszy, a przy tym najmadrzejszy narów swiata…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: