szwedzkiereminiscencje

Sluzace-Stockett

In Ksiazki on 14 Lipiec 2012 at 15:46

Kathryn Stockett / Niceville / Sluzace / 2010

Mam dosc ostrozne podejscie do bestsellerów – moze  z przekory: bo jak wszyscy czytaja to ja nie musze. Z drugiej strony pojecie kultury przewartosciowuje sie i przynajmniej w Szwecji nie ma juz snobizmu na dziela niezrozumiale i pisane dla waskiego grona. Tak wiec – z okazji wakacji – postanowilam wybrac bestseller o odpowiednio zachecajacej grubosci. I zostalam – zreszta nie po raz pierwszy – bardzo pozytywnie zaskoczona. Niceville to powiesc ciekawa i dajaca poczucie autentycznosci. Jak zwykle wychodzi ksiazce na dobre, kiedy autor zna to, co opisuje. Oprócz autentycznosci powiesc ma wiele innych walorów: bohaterowie, w zwlaszcza bohaterki, caly czas rozwijaja sie, mozemy uczestniczyc od srodka w ciekawej epoce na poludniu Stanów Zjednoczonych, akcja wcale nie jest przewidywalna i czesto zaskakuje.

Poczatek powiesci jest troche dlugi i chyba najmniej udany, jakby Stockett dopiero rozgrzewala sie. Co pewnie oddaje stan faktyczny, gdyz Niceville to jej debiut literacki. Na dodatek odrzucony przez przeszlo piecdziesieciu wydawców – co z kolei napawa nadzieja na przyszlosc wszystkich debiutantów, wierzacych w swój talent: happy end nadal istnieje, jako nagroda za wytrwalosc. I tu przypomniala mi sie Ania z Zielonego Wzgórza, która mocno przezywala kazdy zwrot swoich tekstów. Chyba by nie dala rady dostosowac sie do ostrej konkurencji naszych czasów? Z drugiej strony Niceville w pozytywny sposób mi Anie przypomina – swoja staroswieckoscia, wizytami klubu pan, wielopokoleniowym zyciem rodzinnym o i wreszcie zainteresowaniami literackimi glównej bohaterki, Eugenii vel Skeeter.

Miejsce akcji do miasto Jackson w stanie Mississipi, a czas to poczatek lat szescdziesiatych. Budzi sie swiadomosc czarnej ludnosci i gdzies w tle przemawia Martin Luther King. Powstaja zalazki ruchu hippisowskiego i debiutuje Bob Dylan. Tymczasem w swiadomosci bialej ludnosci Poludnia nic sie nie zmienia – ba, jedna z mlodych kobiet wystepuje z inicjatywa zbudowania oddzielnej toalety na zewnatrz dla czarnej sluzby, poniewaz kolorowi „posiadaja inny rodzaj bakterii”. Wtedy akurat Skeeter wraca do domu bez meza, za to z zaliczona edukacja akademicka i marzeniami o karierze pisarskiej. Powoli dojrzewa do zebrania swiadectwa czarnych sluzacych, co polaczone jest z niebezpieczenstwem dla niej samej, a przede wszystkim dla jej informatorek. Na cale szczescie jedna z nich wpada na wyrafinowany sposób ochrony tozsamosci autorek wspomnien.

Tyle tytulem streszczenia. Jak autorka mówi w interview, które znalazlam na necie, zaczela pisac z nostalgii za domem (pracowala w Nowym Jorku) i dopiero w trakcie pisania zaczela sobie uswiadamiac niesprawiedliwosci spoleczne, których czescia byla ona sama. Stockett wychowana zostala przez czarna sluzaca, która oddala jej rodzinie czesc swojego zycia, a wychowywanym dzieciom dala duzo milosci. Co z kolei automatycznie przekierowalo moje mysli na moje wlasne wychowanie, poniewaz wczesne dziecinstwo spedzilam w towarzystwie zakwaterowanych u nas pomocy domowych. Chociaz nikt im toalety na zewnatrz nie chcial budowac to nalezaly one do innego swiata. Przyjezdzaly ze wsi i pracujac u nas szly na kursy wieczorowe: kroju i szycia, kelnerskie czy sekretarskie. W niedziele, kiedy mialy wychodne, spotykaly sie z kolezankami – innymi pomocami domowymi. Czasami umawialy sie na spotkanie z zolnierzami. Po zakonczeniu kursów najczesciej znikaly i przychodzila nowa „dziewczyna”. Bylam z nimi bardzo zwiazana – po jednej zostaly mi zszyte gruba nicia, ukochane bajki braci Grimm oraz „O krasnoludkach i sierotce Marysi”. Wszyscy byli dla nich grzeczni, ale byl to stosunek nacechowany poczuciem wyzszosci, jak teraz z przykroscia stwierdzam. Poswiecily nam czesc zycia, ale we wspomnieniach rodzinnych nigdy nie wystepuja.

 

O fenomenie sluzacych pisala tez Irena Krzywicka we „Wspomnieniach gorszycielki”:

 

Mielismy tez sluzaca, zjawisko niemal powszechne w jako tako sie majacych rodzinach. Sluzaca bardzo malo kosztowala i byla niezbedna w owym spoleczenstwie przedindustrialnym, gdzie wszytsko trzeba bylo robic recznie. (..) Wszyscy w naszej kamienicy mieli sluzace i z mysla o nich budowano tak zwane schody „kuchenne”. Mozna bylo byc demokrata, socjalista, komunista, ale peta dawnych obyczajów byly tak silne, ze niepodobna bylo sobie wyobrazic, aby sluzaca chodzila innymi schodami jak kuchenne, aby nie calowala pani w reke albo pozwalala sobie usiasc w jej obecnosci.

 

Zatem nie tyle oddzielna toaleta, co oddzielne schody.

 

No i niczym pointa nadeszla teraz afera z wypowiedziami Wojewódzkiego i Figurskiego na temat ukrainskich sluzacych, poniewaz im sie slowo „Ukrainka” – niczym zolnierzowi Hlaski – tylko z jednym kojarzy. I ze zlym traktowaniem. Czyli, czytajac Niceville (noszace zreszta po polsku adekwatny tytul „Sluzace”), zamiast odczuwania latwego poczucia wyzszosci nad amerykanskim Poludniem warto poswiecic chwile refleksji nad naszym stosunkiem do tych, którzy aktualnie zajmuja sie sprzataniem, wychowanim dzieci czy pielegnacja ogrodów – i naszym stosunkiem do nich. Niestety, wiem jak Szwedzi traktuja swoich pomocników i zdecydowanie nie sa wzorem do nasladowania. Niedawno jechalam autem z kolezanka, która bardzo pracuje nad swoim statusem. Zatrzymalysmy sie, zeby pozdrowic jej sasiadke z prestizowej miejscowosci, w której znajdowalysmy sie. Kolezanka przedstawila mnie sasiadce – zas ta podala mi reke dopiero po rozwianiu watpliwosci, iz nie jestem zadnym rodzajem sluzacej… Jak zwykle uratowalo mnie wrodzone poczucie humoru, ale na chwile przenioslam sie w inny swiat – i nie bylo to przyjemne. Nie tylko radiowym dziennikarzom polecam cwiczenie z mentalna zamiana ról!

 

  1. Nie wiem czy wiesz, Służące sfilmowała nie dawno T. Taylor. Bardzo dobry film, widziałam.

    Wiem o czym mówisz (sceptycyzm znajomej koleżanki). Wiele lat temu, koleżanki córka (którą znałam niemal od pieluch) znalazła się w sytuacji, w której nikt nie mógł pomóc jej przy kilkuletnim synku. Rzuciłam wszystko, pojechałam do Niemiec, pomóc przez 2 m-ce. I pewnie się domyślasz! Nie tylko dziecko zaopiekowałam; dom zabłysnął, garnki bulgotały, wsparcia psychologicznego rodzince udzielałam na bieżąco.

    Cóż to były za ‚niezapomniane chwile’. „Smarkula” zaczęła traktować mnie protekcjonalnie, jej znajomi patrzyli na mnie jak na dziwo „bardzo doceniając” zmiany które nastąpiły w domu. A ja? przestałam być głupio wyrywna i spontaniczna – w pomaganiu bliźnim. Zawszeć to pożytek ::)

  2. no wlasnie – niby zadna praca nie hanbi, a jednak! taka zatrudniajaca rodzinka uzywa osoby pomogajacej jako osobistego kosza na smieci, pakujac w nia wlasne emocje. bo komus trzeba sie zwierzyc, wymadrzyc albo wyzalic. zeby pózniej potraktowac jak powietrze albo zgola niedobrze. trudny i niewdzieczny „kawalek chleba”…

    a film mam na liscie „do obejrzenia” – jak nie dam rady inaczej to na pewno kiedys pójdzie w TV. mialam na niego nawet isc, ale wydal mi sie banalny – a w sumie nie j

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: