szwedzkiereminiscencje

Królu ty mój-Balzac

In Ksiazki on 18 czerwca 2012 at 18:10

Honoré de Balzac / Förlorade illusioner / Stracone zludzenia / 1990

 

 

Dwa w jednym: przyjemnosc powrotu do starego faworyta z nieprzyjemnoscia odkrycia, ze swiat Balzaka nic nie stracil na aktualnosci. Ba, nawet na niej zyskal! Bo poprzednim razem mialam do czynienia z mistrzem HB jeszcze w szkole, kiedy to w okolicy bliskiej i dalszej panowal inny klimat. Swiat pieniadza zdawal sie odlegly, przestarzaly i wzbudzajacy wstret – a tymczasem? Tymczasem zatoczylismy kolo i znajdujemy sie w tym samym punkcie cow pierwszej polowie XIX wieku. Czytam wiec z rozkosza masochisty jaki los czeka pisane przeze mnie vademecum, poniewaz stosunki w branzy wydawniczej zastygly w formie constans. Z jednym wyjatkiem: doszla demokratyczna mozliwosc publikowania i rozprzestrzeniania informacji za pomoca Internetu, Gott sei dank.

 

Poza kapitalistycznymi paralelami Zgubione iluzje 😉 maja jeszcze dwie mocne strony. Realizm pana de B jest auto-realistyczny, poniewaz de facto jest opowiescia o zyciu i zmaganiach samego pisarza. Bez watpienia najlepsza recepta na sukces: pisanie o tym, na czym autor sie zna. A Balzakowi dane bylo zapoznac sie z kleska i sukcesem, zarówno w sensie symbolicznym jak i materialnym. Swiat drukarzy, wydawców, dziennikarzy, redakcji, bankierów i teatru staja przed oczami jak zywe. Przy czym osoba, która stracila wszelkie zludzenia jest przede wszystkim…autor. Stad sie bierze nastepna mocna strona uworu – powiesc przesycona jest gorzkimi, acz zaskakujaco prawdziwymi, obserwacjami psychologicznymi i socjologicznymi. Szalenie nie lubie tych, którzy sie powoluja „bo taka jest ludzka natura” – poza Balzakiem, bo on widzi przez czlowieka na wylot. Odslania ukryte motywy, pastwi sie nad paskudnosciami charakteru, nie wierzy w zadne mity spoleczne o solidarnosci czy przyzwoitosci w stosunku do swojej grupy czy rodziny.  Jest wspaniale politycznie niepoprawny. No bo – z reka na sercu – czy to nie prawda?

 

Petit-Claud (…) zrozumial ogrom nienawisci kobiety w stosunku do mezczyzny, który nie kocha jej wówczas, kiedy ona pragnie byc kochana.

 

Genialne! Albo:

 

     …otulala go puchami i ratowala lekarstwami, rozpieszczala go wyszukanymi daniami – niczym markiza francuskiego pieska – zalecala badz zabraniala tych czy i innych potraw, haftowala mu kamizelki, fulary i chusteczki do nosa. (…) Francis zdawal sie czerpac swoje mysli z oczu Zizin.

 

Czy nie znacie takich pan domu, zon i matek-Polek, które tak wlasnie piora mózgi (mózdzki?) swoich partnerów i przywiazuja do siebie wmawiajac, ze bez ich uslug i troski mezczyzna nie da sobie rady w zyciu? Ja znam! Zawsze mi sie wydawalo, iz traktuja tych facetów jak dzieci, ale Balzac-zlosliwiec poszedl jeszcze dalej: jak salonowe pieski… Ha!

I jeszcze jedna paralela mi sie byla skojarzyla. Skala swiata skurczyla sie mocno i szok cywilizacyjny bohatera czyli Lucjana oddaje nie tyle przyjazd z malego miasteczka do stolicy co wyprawa ambitnej jednostki ze swojego kraju do kraju innego. Z kraju mniej zamoznego i swiatowego do miejsca, gdzie wszyscy chca przebywac , który wyznacza trendy i w którym odbywaj asie powazne transakcje pieniezne. Ilez to lokalnych talentów rozmywa sie i ginie w walce o przetrwanie – przyjezdzajac w pogoni za swiatowym sukcesem w miejsce nowych, prowincjonalnych talentów nieglodne. Jak, nie przymierzajac, takie Hollywood.

Poza stwierdzeniem, ze mój ulubieniec is still going strong musze pochwalic wydawnictwo za zamieszczenie starych, pieknych ilustracji piórka Daumier, Gavartani i innych. O ilez bardziej nastrojowe i dajace pole do wyobrazni niz zdjecia. Ach, zeby to Balzaka wiecej osób czytalo – a tak to moje dziecko skonczylo klase humanistyczna nie zapoznawszy sie z tym powiesciowym królem. Ja tymczasem po przeczytaniu Utraconych czapkuje nadal: Vive le roi!

Reklamy
  1. Zaczynamy być, moja droga, jak ten kaowiec w Rejsie. Najbardziej lubimy znane. I jeszcze rękę damy sobie uciąć, że mamy rację.
    Niechcący uraziłaś też moje uczucia „najlepszej żony”. Matko kochana, ileż to ja krzywdy narobiłam swojemu ‚pieseczkowi’. Więcej nie będę, słowo.

    O dzieło swe, o obecnych współziomkach, nie turbuj się. Jeśli ‚wieść gminna’ ma rację, poradniki tego typu zawsze są w cenie i wzięciu.

    Pan de B. żył w finansowych turbulencjach, bo też i wymagania od życia miał niecodzienne. Pociągały go luksusy nadmierne. Ale nie ma co płakać nad nim, zawszeć go któraś specjalistka ‚od pieseczków’ w porę ratowała. Jeśli się nad tym rodzajem kobiet ‚wytrząsał’ to pewnie nieczyste sumienie go gryzło.

    Paskudnych charakterów mnogość tak wielka, że tylko czerpać garściami. Fakt, że talent do opisów niezbędny. Inaczej wszystko wyglądałoby jak wiadomości TV.

    Na szczęście nie wszyscy wyzbyliśmy się ludzkich cech, wciąż masę osób jest i solidarnych i przyzwoitych i oddanych. Może i dlatego dzisiejsza pisanina wydaje nam się mniej ekscytująca. No bo o czym tu czytać, że jest cacy? Że przywołam L.T. „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.”

    Aleś mnie podkusiła, cha, cha 🙂

  2. ewo, równie szlachetna jak ewa, zona dawida! mialam zdanie o wyjatkach w tym cynicznym morzu wyzyskiwaczy, ale mi stylistycznie nie pasowalo, wiec wycielam. masz racje, ze sie upominasz o porzadnych ludzi!

    chyba dlatego lubie balzaka – ze on LUBI zycie i ceni przyjemnosci wszelakie. nie j stara panna, co to w musztardowej suknie i ma swiatu za zle. u niego sa wszystkie smaki, a jednak nie staje sie zepsuty do szpiiku kosci i potrafi rozróznic dobro od zla. w sumie dobro w ksiazce zwycieza, wiec j tak mily dla czytelnika happy end. kazdemu wedlug zaslug – konczy sie lekture z przyjemnym przekonanniem, ze sprawiedliwosci stalo sie zadosc

    nie da sie ukryc – balzak stary ale jary!

  3. Niech więc żyje sprawiedliwość i oddający Jej honory. Nawet starzy, byle szczęśliwie ‚jarzy’. Czy to aby po polsku?
    Dobrze wiesz SD, że moje notki modzę z przymrużeniem oka. Taka jestem, lub staram się być.
    Strasznie mnie męczy powaga, bez kontekstu powagi wymagającego.
    Jest taka dykteryjka związana z Z., który siedział z kolegą w knajpie popijając ‚coś mocniejszego’. Cisza i powaga panowały okrutne. W końcu kumpel nie zdzierżył i wrzasnął na cała salę „ta powaga, ta k…wska powaga”. I jak za dotknięciem różdżki na sali powstał ‚normalny, radosny gwar’.

  4. No i proszę, jestem prawie tak mądra jak ‚gazeta’. Choć nie o bluzgi chodziło mi przecie.
    O powadze, o powadze niewspółmiernie i niedorzecznie stosowanej, prawiłam. Pozdr

  5. To właśnie ta niedorzeczna i niewspółmierna – to ona.
    Bo, upraszczając, jeśli w knajpie udają, że to przybytek cnoty i elegancji; to cóż dodać?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: