szwedzkiereminiscencje

Women of the Avant-garde 1920-1940

In moda, Muzyka, Polskie refleksje, Przywracanie pamieci, Sztuka on 29 Maj 2012 at 11:16

Chociaz krótko chcialabym napisac o wspanialej wystawie, która udalo mi sie zobaczyc ostatnim rzutem na tasme – bo juz sie wlasnie zamknela. Wybralam sie do ulubionego muzeum sztuki, Louisiany w dunskim Humlebaek, co daje dodatkoway bonus w postaci przejazdu promem i rzutu okiem na zamek Hamleta.

Do obejrzenia wystawy zachecila mnie w pierwszym rzedzie informacja o ekspozycji rzezb Katarzyny Kobro, które znalam jedynie ze slyszenia. No i ze w ogóle w tym zakatku swiata pamietano o polskiej artystce – jak sadze, glównie dzieki uczestnictwu w organizacji muzeum w Düsseldorfie. Z tymi „marchewkami” róznie to bywa: czasami bingo, a czasami zupelna klapa. Tym razem intuicja mnie nie zawiodla i wystawa spelnila oczekiwania z naddatkiem. Duzy zastrzyk zróznicowanej i orginalnej sztuki spod znaku dada, surrealizmu i konstruktywizmu.

Pierwsza znakomitoscia byl pomysl przedstwienia siatki znajomosci oraz wzajemnych powiazan wszystkich artystek: Sophie Taeuber-Arp, Claude Cahun, Soni Delaunay, Germaine Dulac, Florence Henri, Hannah Höch, Katarzyny Kobro i Dory Maar. O Dorze pisalam nie tak dawno, o Soni przypominaly niedawno kolorowe gazety ze wzgledu na mode, ale przyznam sie szczerze, ze pozostalych nazwisk nie znalam. Z Arpów znalam tylko dadaiste Hansa – jak sie okazalo, meza Sophie. Oczywiscie nie tylko ja – sytuacja dosyc typowa, poniewaz historia sztuki pisana jest – niezaleznie czy przez kobiety, czy przez mezczyzn – glównie o tworzacych mezczyznach. Stad zapewne pomysl  wystawy i jak sadze nie tylko ja odczulam po jej obejrzeniu cos w rodzaju wstydu – klasa i jakosc zamieszczonych eksponatów byly imponujace. Wystawa przyciagnela tlumy zwiedzajacych, na cale szczescie.

Bardzo ciekawa byla tez sama ekspozycja, podzielona na narozniki poswiecone kazdej z twórczyn osobno. Ze wzgledu na kruchosc papieru, na którym powstawala czesc prac, obszar ekspozycji zostal zaciemniony, o czym lojalnie informowala kartka przy wejsciu. Przy kazdej z twórczyn zamieszczona zostala siatka znajomych oraz biogram po dunsku i angielsku, a na ekranie wkomponowanym w tablice informacyjna wyswietlano zdjecia. W jednej z sal, poswieconej lalkom Sophie Taeber-Arp mozna z kolei bylo posluchac muzyki kobiet kompozytorów z epoki, na przyklad Nadii Boulanger (nauczycielka Grazyny Bacewicz i Quincy Jonesa) i jej siostry, Lili, a do tego zobaczyc w kolorze film, do którego marionetki powstaly („Król Jelen” Carla Gozzi). W innej z sal wyswietlane byly fragmenty innej inscenizacji, a w sali kinowej dwa filmy po 45 minut. Jak widac eksponaty to nie tylko rysunki, malunki czy rzezba – ale takze bizuteria, rekodzielo artystyczne typu unikatowego plaszcza aktorki Glorii Swanson, wspomniane juz lalki, zdjecia, film i collage. Wyjatkowo wiele eksponatów, na dodatek swietnie wystawionych. No i wyjscie ze znakiem zapytania w glowie: dlaczego ja tych prac nie znalam? Dlaczego nie ma tych nazwisk w dostepnych podrecznikach historii sztuki?

Odpowiedzi udzielil niejako utrwalony na tasmie filmowej przyjaciel Sophie. Jak opowiadal znal jako artyste Hansa Arpa, czesto bywal u Arpów w domu, lecz dopiero przez przypadek odkryl pracownie Sophie, a w niej prace, które go zelektryzowaly. Jak stwierdzil, Sophie wyprzedzila konceptualnie superznanego Paula Klee (sama odwiedzilam muzeum z Lucernie ze wzgledu na Klee – i sie rozczarowalam). Tymczasem w domu robila wszystko: od utrzymywania meza poprzez zalatwianie spraw praktycznych, po przyzywanie guzików. I wlasnie to one utkwily mi w glowie: podobno malzonek Arp nie tylko nie potrafil sam sobie przyszyc guzika, ale jeszcze na dodatek zadal, zeby Sophie przyszywala od nowa wszystkie. LUBIL, zeby komplet guzików przyszyty byl, jak to wyrazil, jedna nitka! Podobno zreszta ja na swój narcystyczny sposób bardzo kochal… Narrator filmu czytal rozdzierajace serce treny Arpa – ale napisze brutalnie, ze mojego serca nie zmiekczyly. Jak sadze, po prostu nie znalazl potem drugiej tak ofiarnej kobiety, która by go rozpieszczala. Zreszta zmarla przez niego, poniewaz Hans odmówil noclegu w nieogrzewanym pomieszczeniu. No to poszedl spac do ciepla, a Sophie zostala sama na sam z (nie-mopsozernym) piecykiem, którego nie umiala obslugwac. Zapalila ogien tak nieszczesliwie, ze sie zatrula tlenkiem wegla – rano przyjaciele znalezli ja juz martwa.

Czyli pierwsza refleksja to znikanie kobiet nie tylko z kart historii i polityki, ale takze i totalny brak informacji o twórczosci artystycznej i intelektualnej artystek. A byly to kobiety o silnej osobowowsci i silnych pogladach, zazwyczaj niezrozumiane czy zignorowane przez wspólczesnych. Traktowane jako zony swoich mezów, choc czesto pierwsze wpadaly na nowatorskie pomysly.

Druga refleksja byla refleksja scisle polska – ze nie umiemy docenic, a juz na pewno wyeksponowac wlasnych artutów. Polska awangarda miedzywojenna byla czesto lewicujaca, co w PRL bylo niepoprawne ze wzgledu na najaczesciej tragiczne/smiertelne skutki wizyt w ZSRR albo równie niepoprawne kontakty z artystami zachodnimi. To wstyd, zeby postacie Juliana Przybosia czy Jana Brzekowskiego (ne wspominajac o Kobro i Strzeminskim) przypominal kurator wystawy w Danii! Szczególnie, jak to bywa, zagubily sie kobiety. Zazwyczaj musialy zaczynac od rzemiosla, bo nie mogly w kraju studiowac malarstwa. Uzywaly tanszych, mniej trwalych materialów – wiec mniej prac sie dochowalo (Sophie Taeber-Arp dala w prezenccie slubnym dwa pejzaze kuzynce, która natychmiast je podarla). Albo, jak Katarzyna Kobro, musialy napalic w piecu swoimi rzezbami, zeby móc nakarmic dziecko. Oj, dola! W kazdym razie szkoda, ze Polska nie wyslala na wystawe filmu o Katarzynie Kobro – jesli go jeszcze nie nakrecono, to najwyzszy czas po temu. Rzadzacy chetnie doplacja do rozgrywek pilkarskich meskich zawodników, natomiast nikt nie pomyslal o promocji Polski przy pomocy sztuki kobiet. Do muzeum Lousiaina sciagaja turysci zarówno dusnscy jak i szwedzcy, wiec reklama poszlyby na conajmniej dwa kraje. Nasza wizytówka móglby sie stac nie tyle antysemityzm na stadionach czy zle przetlumaczone haslo „feel like at home” co awangardowa rzezbiarka. Na cale szczescie za oknem (pociagu) póznowiosenna zielen:

Reklamy
  1. Jak to miło być zaskoczonym. I to pozytywnie (jak mawia się w eleganckich kręgach).
    Fantastyczne, kobiety matki-karmicielki wychodzą z cienia. Chłopaki odkładają piłki (ci co to lubią) i zauważają, że mają obok człowieka. Utalentowanego i zdeterminowanego na twórczość.

    Ten świat wciąż wygląda jak twoje „z-pociągu-zieleń”, kontury wciąż rozmazane. Ale pociąg przecież kiedyś zwalnia…

    Zazdroszczę trochę tej wystawy i wszystkich wrażeń wkoło. Przydały by się i mnie takie emocje.
    P.S. pięknie piszesz o kobietach.

    • ewo, zycze ci po pierwsze jak najszybciej cos przyjemnego, a po drugie, zeby ta wystawa doszla do wroclawia! rzadko sie czyms zachwycam – tu bylo czym. robily miejscowe kuratorki: Mette Marcus i Kirsten Degel. nareszcie cos innego niz kilometrowe bieganie wzduz scian

      kobiety to dla mnie nadal kontynent nie do konca odkryty – jestem ze srodowiska akademickiego (dominowali mezczyzni), studiowalam na PK, jezdzilam na nartach i chodzilam po górach glównie z kolegami. en masse kobiet nie lubie, lecz przyjemnie mi obcowac z takimi kolorowymi i uzdolnionymi. poza tym to zdecydowanie mój ulubiony okres jezeli chodzi o mode i sztuke

      wyprawe okupilam noge skrecona w kostce, ale juz zaczynam chodzic 😉

  2. No, nie wiem, nieszczelny piecyk to tragedia. Nie będę komentować. Ale dąsy, by przyszywać „jedną nitką” cały komplet guzików (choć oderwał się tylko jeden), to jest coś, za co powinna człowieka spotkać wzajemność. Zapadło mi w pamięć. Paskudny upierdliwiec z tego Arpa.
    Świetna zieleń! Co to toto? Fotka?

    • renée, zielen wlasnej produkcji! czyli fotka z okna pociagu

      sophie podobno arpa kochala – a on, jak rozumiem, dawal sie kochac. przyszedl do znajomej, budzac ja o ósmej rano, z zapytaniem: podobno jestem narcyzem – co to znaczy? koszmarny facet!

      ale przynajmniej nie byj zony proteza, jak to mial w zwyczaju „nasz” strzeminski…

  3. Kostka? epidemia jakaś? 3 znajoma dama w ciągu 3 dni!

    A propos ‚co to toto’, po raz kolejny podziwiam urodę fotografii i wprawę w przenoszeniu ich do sieci.
    Gdybyś zaliczyła mnie do kategorii ‚kolorowe i uzdolnione’ może przekazałabyś tę tajemną umiejętność?

    O tym Arpie i innych potworkach wolałam się nie wypowiadać. Ale chętnie zostałabym boa-dusicielem na chwil kilka.
    W górach, PK-ach, że o pracowniach artystów nie wspomnę, mogłabym osiągnąć spektakularne sukcesy i pomóc połowie ludzkości (!?) 😉

  4. ewo, kolorowe obrazki to sama przyjemnosc! dawniej forografowali mazczyzni, bo aparaty i materialy byly drogie. teraz gros zdjec robia kobiety. na wystawie oprócz dory talze clause cahun. czesto fragmenty codziennego zycia, autoportrety, zdjecia w lustrze (sama tez takie robilam, nieswiadoma przynaleznosci do trendu). w skrócie to tak:

    1. podstawa to niezle urzadzenie – w tym momencie wystarczy komórka. warto ulec operatowi i wymienic na nowa, bo nowe maja na prawde dobre wbudowane „aparaty” (wczesniej mozna podczytac o parametrach – nie wybierac tych o „duzych” megapixelach tylko z rankingu te, kt robie dobre zdjecia – kolor, ostrosc). 2. poniewaz to jednak nie „prawdziwy” aparat to trzeba robic ze sloncem i w dobrym oswietleniu, 3. nastepnie przeladowac do komputerem przy pomocy kabla albo bluetooth (jak sie ma), 4. zredagowac zdjecie w programie do grafiki punktowej – albo zawartym juz w systemie, albo sciagnietym za darmo, albo kupionym – w zaleznosci od ambicji. przede wszytskim trzeba – o ile to w tym programie mozliwe – odchudzic plik, bo te oryginalne sa za „ciezkie” (wystarczy 30%-40% wielkosci obrazu w przypadku mojej komórki). jak nie odchudzisz to sie bedzie latami ladowalo. 5. zasejwowac w odpowiednim folderze, 6. zalaczyc przy pomocy guzika na blogu do wpisu, wybierajac wielkosc

    wiedzy tajemnej, niestety, nie posiadam – za to chetnie sluze poradami on-line. mialam wielkie szczescie odbycia profesjonalnych kursów grafiki komputerowej i web design 🙂

  5. Super, postaram się przyswoić. Tobie tak łagodnie i naturalnie ‚wychodzą z tła’.
    Nie zawiodłaś, nie to co ten Klee.
    Widziałam go ostatnio pół roku temu w Paryżu, więcej wysłuchałam długich seminaryjnych pień na jego temat, w obecności prześwietnego korpusu dyplomatycznego Ambasady Suisse. Faktycznie ‚zawodzenie’ widza nie sprawia mu trudności, nawet z zaświatów.

  6. klee w lucernie ma jakies male i wyplowiale obrazki – rozczarowal mnie wierutnie. sophie taeuber-arp potrafila jeszcze zaprojektowac wnetrza i swój dom – kudy tam kudy klee do niej!

    mnie robienie obrazków cieszy – zwlaszcza piekno lekko zdeformowane, nieidealne. wydaje mi sie, ze kazdy moze sie odnalezc w swoim stylu, trzeba tylko popróbowac i wierzyc sobie, a nie wszytskim „zyczliwym” (co tez da sie przeniesc na inne dziedziny zycia…)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: