szwedzkiereminiscencje

Salon odrzuconych-Dagerman

In Ksiazki, Szwecja on 11 Maj 2012 at 20:37

Stig Dagerman / Bröllopsbesvär / 1946 (wydanie z lat 70-tych)

 

Z pierwszym Dagermanem rozprawilam sie w tempie blyskawicznym. Wbrew nazwie serii ”Ksiazka dla kazdego” zdecydowanie NIE jest to ksiazka dla mnie. Sama okladka i grafika wywoluja ciarki – sadze, ze nie tylko mnie kojarzy sie w wczesnym PRL-em.

 

 

Ksiazka o Biedaszwecji, utrzymana (jak sadze, bo mnie zemdlilo po paru stronach) w konwencji literatury buraczanej. Tym, którzy podeptali Polske Ludowa i rzucili sie (przez morze) na Zachód czyli do Szwecji w nadziei na kapitalistyczny kaganek oswiaty, przy lekturze „Klopotów weselnych” musi mocno zrzednac mina. Udalo mi sie w szkole uniknac lektury „Na wsi wesele” – i pewnie powinnam unikac ksiazek z weselem w tytule. Pomne jeszcze „Marsz weselny” noblisty Bjørnstjerne Martinusa Bjørnsona i norweskie wesele zdaje sie byc równie niestrawne jak szwedzkie i polskie. Ale zeby nie byc goloslowna – streszczenie z tylu okladki (czesc tekstu zostala zdrapana przez najwyrazniej podnieconych trescia wczesniejszych czytelników):

 

„Klopoty weselne” – ta powiesc, napisana w 1946 roku, opowiada o slubie chlopskiej córki, Hildur Palm, i rzeznika Westlunda. Ale dziecko, którego oczekujne Hildur,  nie jest jego. Podczas uroczystosci kulminacje klebiaca sie pod powierzchnia zawisc i malostkowosc. Dochodzi do wymiany ciosów, zblizenia fizycznego, prób zabójstwa oraz samobójstwa – i pojawia sie ojciec nienarodzonego dziecka, co dodatkowo komplikuje sytuacje.

Czyli jak dobre wesele góralskie: popili sie i pobili.

Zdecydowanie wole juz „Chlopów” jak chce sie podreczyc okrucienstwem ludzi zyjacych na lonie natury. Od pierwszej „Klopotów” strony pojawia sie wszechobecne i wszechogarniajace poczucie bezradnosci w obliczu presji grupy, uczucie strachu i mienia sie na bacznosci. Zarysowuje sie silna hierarchia, gdzie kobiety znajduja sie na samym spodzie, niczym matka-ziemia, przez która przeciagnie niejedna arnia i która potraktuje zle niejedna generacja. W Szwecji ludzie sa dla siebie wzajemnie – a nawet siebie samych – nieslychanie twardzi. Teraz pokrywa to troche politura klasy sredniej, która jednak wywodzi sie z nie tak dawnej Biedaszwecji i tzw.bruksmentalitet czyli mentalnosci osad przemyslowych. Do bruksmentalitet nalezy patriarchalna hierarchia, konformizm, kontrola innych i rozbudowany penalizm – sformulowane w slynnych prawach z Jante. Ta mentalnosc, niestety, nadal zyje i ma sie dobrze – czego moge doswiadczyc na codzien, bez zaglebiania sie w Stiga Dagermana.

Sorry, Dawid – nawet nie doszlam do „momentów”, ale sadzac ze stylu autora bylyby nader przasne… Na pocieche dowód, ze wiosna ma sie dobrze:

 

I jeszcze, jako bonus, mala uwaga na zupelnie inny temat. W ramach konferencji sluchalam dzisiaj kiepskiego angielskiego wielu nacji, ale pierwsza nagroda za fatalna wymowe nalezy sie niewatpliwie Polakom z Elblaga. Przyjechali z dobra nowina, ze Elblag lezy niedaleko Gdanska i jakby ktos potrzebowal zorganizowac impreze, najlepiej pilkarska, to tylko tam. Dostalam ulotke – z filmu wyszlam, bo czas mnie gonil – choc jego eksportowa jakosc wyploszylaby i innych, gdyby nie to, ze byli w delegacji i czekali na lunch. W ulotce ani slowa o Kanale Elblaskim, ani pól slowa o Hansie. Totalne nieporozumienie i antyreklama.

  1. Tak więc pozostał 1 – D i 1 – W. Strach się bać.

    Ależ ta grafika jest cudownie koślawa; można się wręcz dopatrzeć głębi, choć perspektywa (lekko) zachwiana. I to nie na PRL’owski, tylko ,międzywojenny’ gazetowy sposób.

    Okładka to raczej nie technika drapana, jeno zalana ( i zostawiona do wyschnięcia). Miast wyschnąć, przylepiła się do niewiadomo czego lepkiego.

    Pani Sygrydo, nie słyszała Pani mojego angielskiego, dlatego wytrząsa się nad niewinnymi ludźmi z Elbląga. Co tam kanał i Hansa, gdy skupić się nie można bo lunch stygnie. Strasznie Pani się krytyczna robi.
    A tu taka wiosna wkoło. U nas nic tylko po 30 o C i blue sky. Kwitną już dawno kasztany i jaśminy. Nawet o momentach chce się myśleć. Może warto było doczytać? :))

    • dla spragnionych wiosny zalaczylam rododendrony. poza tym znalazlam zatkniety za tylnia wycieraczke kwiatek zerwany z krzewu – to bylo b wiosenne!

      nie zdazylam zrobic zdjecia plaskorzezbie w sali posiedzen – z halmstad wywodzi sie tzw.grupa hallmstadzka, kt ozdobila to i owo w okolicy. masz racje, ze to klasyczna, przedwojenna moderna – ale niestey przejely ja: 1.ZSRR, 2.III Rzesza i od tej pory jakos zle mi sie kojarza…

      pogody ci niezmiernie zazdroszcze – tu tak wieje, ze by czlowieka zanioslo za siódma góre, za siódma rzeke

      w tekscie zapomnialam o nastepnej perelce szwedzkiego ruchu robotniczo-chlopskiego, a mianowicie „mor gifter sig” czyli „matka wychodzi za maz” niejakiej moi martinsson. tutejszy klasyk, a mnie odrzucilo po drugiej stronie. mysle, ze powinnismy eksportowac wlasne, polskie produkcyjniaki na ziemie szwedzka🙂

  2. To proponuję ‚Jak hartowała się stal’ N. Ostrowskiego, nie do końca nasz ci on był, ale wrósł w socjalistyczny krwiobieg.
    Lub Nr 16 produkuje J. Wilczka czy Obywatele K. Brandysa – mogli by Szwedzi omdleć z zachwytu.

    Pogoda w nocy nam się odwróciła, pewnie prezent skandynawi dla europy mniej północnej. Ale będziemy się dźwigać spod tej darowizny.

    • bierz, nie krepuje sie – tutaj tyle tego, ze sami nie przerobimy. dzisiaj do wiatru doszel deszcz, ale zaczyna sie przecierac. dobra pogoda do pieczenia chleba

      oj, widze, ze w temacie jestes oblatana! z opowiadan rodzinnych przypomina mi sie jeszcze tokarka, kt sie zakochala w swoje tokarce – tylko nie wiem czy nie byla to literatura z importu?

      zycze tobie i sobie wiosny prawdziwej, spiewajacej ptakami i zwracajacej sie frontem do ludzi – zeby zdazyc sie nia nacieszyc zanim lato nastanie

  3. Wybaczam, choć mocno przyłożyłaś w moje świeże odkrycie literackie tą lit. buraczaną😉 A widzę, że i druga powieść Dagermana weszła na salony (odrzucone), kiepskawo. Może „Wyspa” jednak daje radę?

  4. nie chce cie dobijac – doczytalam wlasnie o wyspie. podobna napisana w innej konwencji, zupelnie nie-realistyczna i najtrudniej dostepna pozycja w twórczosci dagermana. napisana jako majak senny. przedstawia makabryczne oczekiwanie na smierc siedmiu rozbitków na wyspie

    pewnie, ze jestem niesprawiedliwa, bo ta realistyczna proza ma swoje walory. ale nie wieksze niz „tanczacy jastrzab” kawalca. czemu czytac szwedów jak mamy naszych? lubisz kawalca?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: