szwedzkiereminiscencje

Szwedzki profesor tez narzeka-Alvesson

In Ksiazki, Szwecja on 30 Kwiecień 2012 at 23:39

Mats Alvesson /Tomhetens triumf /Triumf pustoty /2011

 

 

W dyskusje o stanie polskich uczelni http://www.edulandia.pl/edulandia/1,118533,11644989,Profesor_Ewa_Nawrocka__Wszyscy_jestesmy_przestepcami.html  wpisuje sie glos szwedzkiego profesora, Matsa Alvessona. Mówi innymi slowy, lecz dokladnie to samo co profesor Ewa Nawrocka i profesor Jan Stanek. W tym kontekscie musze wyznac, ze jestem dumna z przenikliwosci polskich naukowców, poniewaz: 1) w Szwecji na dobra sprawe ta dyskusja glosno sie nie toczy, 2) Polacy dolaczyli do bloku panstw dotknietych postmoderna pózniej, a reaguja wczesniej.

 

Mats ma wiecej powodów do narzekania, bo podczas gdy w Polsce istnialo Forum Akademickie i dyskusja o uformowaniu dobrych uczelni toczyla sie od dawna, to w Szwecji obowiazuje formula unikania konfliktów za wszelka cene. Podobnie jak w Polsce powstalo tu wiele malych uczelni w malych miejscowowsciach i niemal wszystkie, czasami dosc egzotyczne przedmioty, zglebiac trzeba na poziomie „akademickim”. Czesciowo to wynik wspominanej juz grandiozji, poniewaz wszystko musi sie teraz pieknie – choc pusto i nielogicznie – nazywac. Czesciowo tez wynik pedu do profesjonalizacji (okreslenie MA) czyli podniesienia statusu danego zawodu czy grupy zawodowej – jak na przyklad pielegniarek, które w Szwecji od roku 1993 przechodza trzyletnie studia wyzsze. Czesciowo pedu do kariery naukowej osób, które w duzych osrodkach uniwersyteckich bylyby bez szans. Jak to Alvesson zlosliwie zauwaza, osoby te miewaja duze uszy i szybkie stopy – czyli wysluchuja co w trawie piszczy i jakie kierunki zdaja sie byc w modzie, a nastepnie pedza, zeby sie na tym temacie wyslizgac i opublikowac przed innymi. Tym niemniej, choc szwedzcy studenci tez sa coraz bardziej liczni (docelowo 50% populacji ma osiagnac „wyksztacenie wyzsze” – cokolwiek by pod to pojecie nie podlozyl), coraz gorzej przygotowani oraz coraz mniej zainteresowani nauczeniem sie czegokolwiek (a wylacznie uzyskaniem dyplomu) to oficjalne stanowisko jest zupelnie inne niz w Polsce. Oficjalne stanowisko jest takie, ze jak student nie umie i nie moze zrozumiec, to wina lezy wylacznie po stronie nauczyciela akademickiego! I tak wlasnie swoim wykladowcom wykrzykuja studenci szwedzcy.

 

Dodatkowo pisze wiele o konsumpcji jako stylu zycia, zaspokajajacym narcyzm konsumenta. I o tym, ze mityczny ekonomiczny wzrost nie przeklada sie na wzrost zadowolenia ludzi z zycia. Bardzo tez z-ekonomizowany swiat i ekonomistów krytykuje, co jest tym cenniejsze, iz sam jest profesorem ekonomii przedsiebiorstwa i czynnym wykladowca wielu uczelni, nie tylko szwedzkich. Nie zostawia suchej nitki zwlaszcza na kierunkach ekonomicznych, które w jego pojeciu ksztalca malo zdolnych i zazwyczaj niekomptetentnych absolwentów. Mam podkreslonych wiele cytatów w tekscie, ale o innych konceptach profesora A juz pisalam – dzisiaj zaskoczyl mnie idealny timing jego rozwazan z dyskusja na lamach GW. Dlatego powstrzymam sie z referowaniem innych tematów zawartych w tekscie ksiazki. Zreszta czesc dotyczaca szkolnictwa wyzszego wydaje sie najbardziej zaangazowana i przemyslana – uwazam, warto by bylo zaprosic Matsa Alvessona do polskiej debaty!

  1. U nas 9-dniowy weekend, to i 9 razy wolniej myślę. Może jednak, choć trochę komunikatywna będę.

    Sposób kształcenia nastawiony na odtwarzanie wzorów, zwalniający (czy wręcz zachęcający) do nie analizowania, nie myślenia – już ‚przyniósł efekty’. Ostatni wielki kryzys finansowy jest tego dowodem.
    Ludzi nie kształci po to by lepiej, szczęśliwiej żyli, czynili świat rozumniejszym, tylko po to chyba, by wszelkie korporacyjne instytucje miały nieustający dopływ bezwolnych robotów.

    Z jednej strony wąska specjalizacja (nastawiona na aktualne potrzeby rynku) wydaje się niezbędna, z drugiej okazuje się przekleństwem. „Specjaliści” rzadko mają ogląd całości, skutek i przyczyna nie układają im się w całość. Jak kpię nie raz; jeden lekarz jest od lewej rzęsy, drugi od prawego łokcia, a jeden i drugi ‚nie widzą’, że chodzi o tę samą osobę. I to najpierw do osoby, później choroby, dobrać winni kurację, całościową.
    A jeszcze wypadałoby im leczyć przyczyny. Skutki ewentualnie – ale dopiero na końcu.
    Wybiera się więc kierunek przynoszący szybki dochód. Tak więc dentysta co sto metrów, a pediatra czy geriatra np. stały się gatunkami ginącymi (za duży obszar ciała do ogarnięcia?).

    Konsumpcjonizm, wszystko jednorazowego użycia. Kupować, kupować, broń Boże naprawiać – nie opłaci się. Taki styl życia i bycia świeci tryumfy. Choćby blog „Kasi Tusk” – setki tysięcy odwiedzin strony miesięcznie! Stąd pewnie coraz większa frustracja tych, którzy na stroje i kosmetyki nie mogą wydać – co i rusz – 2 tys. zł.

    Nie mogę się też nie zgodzić z faktem, że pedagog (w tym akademicki) powinien mieć umiejętność – nauczenia. Studenci migają się od rzetelnej nauki, jak świat światem, możliwe jednak jest ‚porwanie ich’ gdy spotkają na swojej drodze – światłą głowę. A wykładowcy? biegają z miejsca na miejsce (patrząc na zegarek), bo już inna pełna ‚pustych głów’ sala czeka.
    Nie ma też co zasłaniać się rygorem oficjalnych programów. Nawet w opresyjnej rzeczywistości zaangażowany i rozumny pedagog potrafił otworzyć głowy na wiedzę, która nie była dostępna, czy zaprogramowana.

    Tak więc zanim (ewentualnie) oficjalna, nieruchawa machina odgórnych zaleceń ruszy, można już zaraz – na swoim podwórku – robić znacznie więcej niż dotychczas. Tylko czy się komu zechce? Za takie pieniądze? Z takimi ‚głupkami?.

    Temat rzeka. I wątpię by moje hasłowo wyrażone zdanie mogło mieć jakiekolwiek znaczenie. Chociaż… skoro dyskusja już trwa, przyda się mała kropelka ‚zdziwienia’ naszym – jakoby niebywale nowoczesnym – światem. Pozdrawiam.

    • ewo – az sie boje myslec co bys wymyslila bez dziewieciokrotnego zwolnienia!

      piszesz w zasadzie to samo co alvesson – i co kazdy rozumny i myslacy czlowiek powinien powiedziec. w SE alvesson uchodzi za kontrowersyjnego, poniewaz szwedzi chca ogdrywac role swiatowego prymusa. czyli jak moda na konsumpcje, osobiste opowiesci o (domnemanym) sukcesie oraz „ladne” firmy to oni musza byc najlepsi- ludzie rozsadni siedza cicho, zeby ich mainstreamowa masa nie zmiazdzyla. cala nadzieje w indywidualizmie polaków – choc pograza ich bezkrytyczne czerpanie wzorów z zachodu. czasami patrze na osoby, kt by sie okreslily jako inteligentne, ale kt opowiadaja bajki o wydumanym swiecie, w kt najwyrazniej sie obracaja – az by sie prosilo o psychiatra, choc moze i psycholog by wystarczyl

      alvesson sprytnie zauwazyl, ze nie uszczesliwia stan posiadania czy „przezywania” (rozmaitych „events”), tylko nasza pozycja w stosunku do innych. bo jak masz to samo co sasiad, to masz zero! wiec trzeba wiecej – nie zeby zyc lepiej czy ciekawiej, – tylko zeby nie zostac w tyle. przy okazji zero refleksji nas wlasnymi wyborami, zero refleksji nad obciazeniem srodowiska, zero refleksji nad jakoscia tego za co placimy – bo imitujac styl moznych tego swiata sami ladujemy w hotelach z karaluchami i jemy w barach all inclusive (no, ja tam nie, bo nie lubie pzrezyc grupowych). ludzie twierdza, ze dokonuja indywidualnych wyborów i jakby nie zauwazali, ze pedza w grupie równie zdesperowanych indywiduów

      dlatego fajnie poczytac bylo u tamaryszka przykazania kolakowskiego: przede wszystkim przyjaciele

      mysle, ze znajdujemy sie w epoce baroku i wczesniej czy pózniej to wszystko tompnie – z nieznanym blizej skutkiem

  2. Przed barokiem było odrodzenie, to się nam (na zbyt krótko) udało. Barok ‚wyślicznił’ wszystko. Czas więc na oświecenie? A może od razu pozytywizm (z ominięciem romantyzmu) ? Już teraz jest ogromna moda na warzywniaki, nawet na dachach wielkich miast, nizanie koralików, dzierganie patchworków itp. Mam więc nadzieję, że nie tąpnie tylko ewoluuje.

    Przyjaciele? Pięknie byłoby gdyby byli (bylibyśmy) tacy jak normy przewidują (umacniali sens życia, samotność wypełniali wspólnymi przeżyciami). Czasem fakt, jest to możliwe. Częściej jednak, to wciąż odmiana rywalizacji. Potrzeba zaspakajania swoich potrzeb – dobiera nas w tzw. przyjacielskie spółki. Byle drobiazg i … po ‚przyjaźni’.

    Żebyż to zdrowa rywalizacja i chęć ‚równania w górę’ kierowała bliźnimi. Obawiam się, że wciąż popularniejsza jest logika Kalego (ta od krowy).

    Lubimy się indyczyć, pokazywać setki zdjęć po ‚eskapadach’, pamiętając jedynie nazwy próbowanych drinków…

    Czy poznawanie świata uczy jednak ‚czegoś’ ludzi nowej neobarokowej epoki? Sądzę, że po części tak. Coraz częściej zbaczamy ze szlaków wyznaczonych przez ‚przewodników’ – dobrowolnie i z rozumnym skutkiem. Jest nadzieja S.D.🙂

  3. widze, ze pozostajesz niepoprawna optymistka – co pewnie daje ci sloneczniejsze zycie

    ja tam jestem sceptykiem i powatpiewam w uszlachetnienie jednostek eksploatujacych rdzenna ludnosc w wakacyjnym raju

    natomiast jezeli chodzi o przyjaciól to mialam na mysli tych prawdziwych, kt ma sie w zyciu garstke. „przyjaciól” unikam jak ognia – choc zawsze jakis ochotnik sie melduje. w takich wypadkach pomaga swiadomosc nieuchronnego konca tej relacji. bedac z wizyta w warszawie szlam ulica w dwiema kobietami, pozostajacymi ze soba w „przyjazni”. nasza rozmowa wygladala tak, ze obie mówily jednoczesnie i zadne z nich nie sluchala. nie do konca zrozumialam czy ja mialam byc symultanicznym sluchaczem? zero komunikacji, zero wzgledów na druga (czy trzecia) osobe

    naleze do pokolenia pozytywistów, omamionych wizja pieknosci na pozór / na wynos. ideologia oparta na kulce jednostki (siebie samego) nie wzbudza we mnie zaufania…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: