szwedzkiereminiscencje

Mad women-Yates

In Ksiazki on 9 kwietnia 2012 at 11:23

Richard Yates / Easter parade / 2010

Nie wiem o czym by pisal Yates dzisiaj – faktem pozostaje, iz ”Parada Wielkanocna” mogalby wyjsc w tym roku jako swiezo napisana powiesc (znam pare sfrustowanych osób w wieku srednim, które cierpia, ze nie zostaly pisarzem swiatowej rangi czy wybitnym architektem; wciaz aktualna dyskusja o usuwaniu ciazy). Z drobnymi poprawkami, rzecz jasna. Ta pierwsza na anachroniczna amerykanskosc, ta druga na anglosaksonskosc. Amerykanskosc w obrazowaniu na wzór Johna Cheevera. Anglosaksonskosc (bo podobnie pisza takze Brytyjczycy) w behawioralnym traktowaniu bohaterów, niczym zamknietych w tekturowym pudelku z przezroczystym ekranem zbioru owadów. Kto kogo zje? Kto padnie pierwszy? Kto przezyje najdluzej – i czy wypuscic potem zwyciezce, czy tez go zameczyc na smierc? Kto polaczy sie w pary? Nawet jezeli mozna czasami wyczuc slady sympatii dla wybranych bohaterów, to jest to rodzaj sympatii dla najbardziej polyskliwej muchy, która wlasnie zamknelismy z pudelku, po uprzednim wyrwaniu jej skrzydelek. Yates jest pisarzem o wiele bardziej bezwzglednym niz Cheever.

Na okladce zdjecie autora „pod Hemingwaya” i niektórzy krytycy podkreslaja zbieznosc losów obu pisarzy – dla mnie jednak Hemingway, równie zalkoholizowany jak Yates, ma do ludzi wiecej serca i jego proza zarówno porusza, jak i daje nadzieje. Czytanie Yatesa fragmentami boli, lecz nie wywoluje potoków lez. Swiat zostaje zdeformowany do groteski. Oczywiscie to impresje po Paradzie – mam na skladzie jeszcze jedna ksiazke jego pióra i moze po przeczytaniu osiagne obiektywna jasnosc osadów. Akurat w Paradzie mocno zirytowal mnie brak lojalnosci, milosci czy tez woli dzialania w stosunku do siebie rodziny Grimes. Nota bene nazwisko to kojarzy mi sie ze szwedzkim slowem „grym” czyli okrutny. Czesciowo takze z rodem Grimaldich, slynacej niegdys z bezwzglednosci.

Poznajmy zatem osoby dramatu: oto tata Walter, pracownik korekty w gazecie i niezrealizowany dziennikarz, oto mama, zwana Pookie, agentka nieruchomosci z ambicjami, oto ich dwie córki. Starsza, Sarah oraz mlodsza, Emily. Wszyscy zalkoholizowani. Podobnie zreszta jak tesciowie Sary, potomkowie starej rodziny Wilsonów, z portretami przodków na scianach i odrebna dzialka na cmentarzu. Dla równowagi Wilsonowie powinni sie chylic ku upadkowi, a Grimesowie isc do góry. Albo Wilsonowie mogliby sie plawic w bogactwie, zas Grimesowie walczyc nadaremno o poprawe losu. Tymczasem pisarz traktuje obie rodziny w równym okrucienstwem: mozesz byc zdolny i pracowity, mozesz miec ambicje i podejmowac próby, a i tak skazany jestes na porazke. Wilsonowie sie degeneruja w sposób niemalowniczy i biedny, a Grimesom odpadaja opalone sloncem skrzydla, niedobrze przymocowane niczym u Ikara.

Zakochana Sarah, housewife, zona i matka rodziny, w wieku lat czterdziestu jest juz kobieta skonczona: z plamami na zóltych zebach,  otyla, uzalezniona od alkoholu, zle ubrana, bita przez z-gentrifikowanego Wilsona. Wilson bije, bo tez nie lubi swojego zycia: po prywatnej szkole w UK przyszlo mu utrzymywac rodzine jako blue collar w fabryce samolotów.. Rodzice po rozwodzie staczaja sie, kazde na swój sposób: Walter zapija sie na smierc, a nieszczesna Pookie konczy w domu wariatów (jeden przyczynek do tytulu „Mad women”). Do tego samego szpitala trafia tez i Sarah, skierowana w celu leczenia alkoholizmu. Emily uzyskuje stypendium i dyplom uniwersytecki. Pracuje potem w biurze reklamy (stad drugie nawiazanie do serialu „Mad men”). Emily jest singlem i po mojemu radzi sobie dobrze. Tymczasem Yates sadystycznie kaze jej cierpiec – nie tlumaczac do konca, dlaczego?

Jak juz pisalam wczesniej mam pretensje, ze obie córki nie zainteresowaly sie bardziej matka, a Emily nie pomogla Sarze odejsc od dreczycielskiego Wilsona. Przerazajaca jest scena, kiedy Sarah przywozi Emily do pokoju nad garazem, w którym zamieszkala Pookie na starosc – która po wylewie krwi do mózgu lezy pare dni na podlodze we wlasnych ekstrementach. Tymczasem Sarah mów do siostry: wiem, ze chcialabys cos przegryzc, ale ogarnijmy sytuacje przed przyjazdem pogotowia. Przy czym nie znajdujac czystego przescieradla ani koszuli nocnej nie przynosi wlasnej w domu obok! W koncu kazdy czlowiek ma prawo do godnosci w chorobie, a kto o te godnosc ma sie upomniec jak nie najblizsi? Nie sadze, zeby Hemingway pozwolil swoim bohaterom na taki brak wrazliwosci. Gdzie empatia u Yatesa?

W „Paradzie Wielkanocnej” samej Wielkanocy jak na lekarstwo. Tytul wzial sie stad, ze Sarah z Wilsonem, jeszcze jako mlodzi, piekni i niepobrani, zostaja uwiecznieni w gazecie wlasnie podczas swiatecznej parady. To zdjecie wisialo potem na honorowym miejscu i symbolizowalo apogeum szczescia rodzinnego. Powiesc równie dobrze moglaby nosic tytul „Porzuccie wszelka nadzieje”. A postac jednego z mezczyzn Emily, poety Jacka Flandersa, nosi niewatpliwie rysy autobigraficzne. Choc teza o mistrzostwie w ars amandi to moze byc tylko forma autoreklamy – i po smierci Yatesa pozostaje trudna do zweryfikowania.

Advertisements
  1. Sygrydo, zostawiłam okulary do czytania ‚w gościach’, widzę mniej-więcej. I pewnie dobrze, bo zdaje się że serwujesz Yates’owskie okropności. Odezwę się jak przejrzę!

  2. ewo, widze, ze ci podniebienie wydelikatnialo na wielkanocnych delikatesach?

    yates pisze chwilami bardzo dobrze, tylko ma glupia maniere konczenia powiesci na smutno. wiec moze rzeczywiscie nie psuj sobie swiatecznego nastroju!

    zapraszam po odzyskaniu traconych czesci uzupelniejacych i pozdr serdecznie \ m

  3. Samobiczują się pisarze, ich wola. Ale czy muszą dręczyć czytelników (za ich własne pieniądze, najczęściej).
    Myślisz, że ‚konieczność cierpienia’ trzeba kobicie, w tym czytelniczce, tłumaczyć? Laboga, nie chcę tracić wszelkich nadziei.
    Dobrze, że chociaż ty dobrze, rozumnie i ciekawie piszesz. A jak spryskujesz horrorem, to przynajmniej na 1 a nie 1000 stronach.
    I po co mi były te okulary? Pozdrawiam

  4. okulary ci po to, prosze pani, zeby zólc i jad od yatesa nie prysnely ci do oka!

    no tak on juz, biedak ma i nie jestem pewna czy zabiore sie za jego anstepna ksiazke, kt mam na stoliku. najgorzej, ze zaczelam czytac inna i j jeszcze bardziej depresyjna. czy nie ma juz nikogo kto chce pisac o fajnych zreczach? albo czy tez zycie tak wszystkich rozczarowuje? a moze mamy nierealistyczne oczekiwania? wierzaj mi, na prawde chcialabym napisac o czyms milym i wesolym

    w kazdym razie cieplo i wieczornie cie pozdrawiam! \ m

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: