szwedzkiereminiscencje

Wzór na zycie-Barnes

In Ksiazki, Przywracanie pamieci on 25 marca 2012 at 14:12

Julian Barnes /The Sense of an Ending / 2011 / Booker

Dla M

Sa tacy, którzy maja talent do zycia. I tacy, którzy urodzili sie na Wyspach i zdaja meczyc od kolebki az po grób. Tak sie mecza bohaterowie Rachel Cusk. Byc moze chcac przyjsc im z pomoca Julian Barnes stworzyl matematyczny wzór na zycie. Choc jak sam przyznaje w ostatnim akapicie:

There is accumulation. There is responsibility. And beyond these, there is unrest. There is great unrest.

Z jednej strony ogarnia mnie poczucie ulgi, iz Brytyjczycy nadal holduja wymierajacemu poczuciu obowiazku, ale pointa utworu jest gorzka i nie polecalabym tej ksiazki ani cierpiacemu na depresje, ani mlodocianemu. Choc zgadzam sie w autorem w wielu kwestiach uwazam, ze przedstawiony obraz zycia ludzkiego nie zostawia wiele miejsca na optymizm. Ba, wrecz zniecheca do podjecia jakiegokolwiek wysilku – bo i po co? Mozliwosc porozumienia miedzy ludzmi zdaje sie delikatnie ujmujac ograniczona, milosc to „obiad, gdzie deser zostal podal na wstepie” (uscislajac: malzenstwo), ludzie w swoim egoizmie sie raczej drecza niz umilaja sobie egzystencje. Dzieci odchodza, przyjaciele mlodosci zyja swoimi sprawami. O ile zyja w ogóle – bo jeszcze po drodze zdarzaja sie samobójstwa. Im bardziej prestizowa uczelnia, tym bardziej nieporadny zyciowo absolwent. Czyli mozna by powiedziec: antyksiazka. A jednak cos w sobie ma i ten Booker nie przyszedl niezasluzenie.

Zanim jednak czytelnik doceni autora zostanie przeciagniety, niczym na sredniowiecznych torturach. Na te tortury skladaja sie dwie rzeczy: jezyk i kompozycja. Jezyk jest precyzyjny, ale jakby punktowy (matematycznie: dyskretny) – w odróznieniu od ciaglego trybu opowiadania takiego Eugenidesa. Czytanie Franzena czy Eugenistesa to czysta rozkosz, natomiast Barnes mówi jakby z trudem, dobiera slowa ukladajac w mozaike. Tak jak w pisanym arabskim nie ma samoglosek (dobrze mówie?) i trzeba sie ich domyslac, tak Barnes skapi nam czesci narracji. Podobnie sprawa ma sie z kompozycja – to nie jest typowa powiesc. Kompozycja przypomina mi raczej sztuke, z poszczególnymi scenami oraz apogeum wraz z rozwiazaniem na koncu ostatniego aktu. Otrzymujemy czesc akcji na przemian z dziurami w ciaglosci. Zapewne ma to przyblizac wlasciwosci pamieci ludzkiej, która bywa selektywna.

Dla mnie „The sense of ending” mialo szczególny wymiar. Glówny bohater, Tony, nawiazuje po bardzo wielu latach kontakt ze swoja narzeczona z okresu poczatku studiów. Jak i po co dowie sie czytelnik – ta próba kontaktu przechodzi przez rózne stadia, wzbudzajac w nim wiele zapomnianych uczuc. Barnes spadl mi jak z nieba, poniewaz przechodzilam podobny proces i sama bylam zdziwiona, ba nawet przerazona, ile i co ze mnie przy okazji wyszlo (niczym przyslowiowe szydlo z worka). Mistrzowie zycia spotykaja sie przy winie, pani dostaje kwiaty, a pan zapewnienie, iz byl jedyny i niepowtarzalny. Dreczyciele wzajemni zaczynaja sobie przypominac urojone badz rzeczywiste przewiny sprzed lat. Co prawda – nie napisze po ilu latach – doczekalam sie deklaracji milosci, na która kiedys czekalam na bezdechu – ale bylo to pyrrusowe zwyciestwo. Z tym, ze Tony mial jeszcze gorzej i koniec konców dowiaduje sie historii zupelnie niespodziewanej. W kazdym razie nareszcie ktos, kto sie ze mna zgadza, ze okres wczesnej mlodosci to zupelnie inna wrazliwosc na druga osobe – zawsze widze film „Atonement” i Robbiego z Cecilia, a ilekroc widze ten film to mi serce zamiera w piersi. I to uczucie dobrze Barnes wypunktowal – mimo formalnie uposledzonej narracji bezblednie naciska czytelnikowi na emocjonalne guziki. Warto przemeczyc sie nad pierwsza czescia, zeby przezyc zakonczenie ksiazki. Winda w zoladku zapewniona!

Co jeszcze? Kazdemu przypada inny los na loterii zycia. Jedni maja wiekszy, a inni wrecz znikomy wplyw – choc kazdy sie stara jak moze. A jak sie chce odkopac przyjazn mlodosci trzeba sie przygotowac na niekoniecznie mile niespodzianki i podejsc do sprawy z otwartym umyslem. Wszystko to egzystencjalne i lekko katastroficzne, ale przemyslenia pisarza robia wrazenia autentycznych. „Starszy pan spoglada na zycie” – taki tytul tez bylby adekwatny. Zadnych moralów, zadnego wartosciowania zwiazanego z klasa – co wlasnie daje wrazenie szczerosci. Nie wiem na ile duzo jest tam Toniego, a na ile Barnesa, lecz czytalam te ksiazke niczym list od wujka. Moze i zdeziluzjonowany list, ale odpowiada mi zdecydowanie bardziej niz amerykanskie „prawdy” o zbawiennej mocy „pozytywnego myslenie” i „wyciskaniu cytryn”, które zatruly komus zycie.

Zdecydowanie ciekawa okladka. Czyli co? Czytac, koniecznie czytac! W nagrode czytelnik doczyta sie wzoru na zycie.

Reklamy
  1. Przeczytałam wpis rano, wróciłam wieczorem. I też przeczytałam.
    Cieszę się, że jest w tobie 100% baby w babie.
    Pięknie opisane, pięknie. Jeszcze na nic podobnego u ciebie nie trafiłam.
    Czytać, czuć, żyć – szczególnie gdy trudno… To jest to. Pozdrawiam.

    • to b ladny komplement, ewo – dziekuje ci!

      nie da sie ukryc, po czesci krwia serdeczna pisane. a po czesci niezla ksiazka

      tym niemniej zazdroszcze artystom zycia, dla kt wszystkie wybory sa proste i kt unikaja wiecznych ups and downs…

      pozdr \ m

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: