szwedzkiereminiscencje

Niedoczytany-Christensen

In Ksiazki on 22 Styczeń 2012 at 17:17

Lars Saabye Christensen / Halvbrodern (Pólbrat) / 2001

 

Dziwnymi sciezkami chodza gusta czytelnicze i zawsze sie zastanawiam czy istnieje logiczna przyczyna powodzenia pewnych pisarzy staja w pewnym kraju / kregu kulturowym, a w  drugim nie? Pytanie to zadawalam sobie czytajac Pólbrata pióra Larsa Saabye Christiansena, który tak zachwycil Joanne. A ja? Zawalczylam przez pierwsze dwiescie stron, podczytalam koniec i sie wycofalam. Na cale szczescie mialam papier pod reka i notowalam naplywajace skojarzenia na goraco.

Zaczac trzeba od tego, ze LSC przegapilam juz w momencie kiedy Rada Skandynawii (Nordiska Rådet) nadawala mu swoja nagrode w 2002. Ale nawet jakbym go odkryla juz podówczas tez nie sadze, zeby mnie byl uwiódl – gdyz przed nim czytalam paru – sorry – podobnych. Pod szwedzka strzeche nie trafil na trwale – wszystkie jego tytuly preza sie w bibliotece na pólce, zamiast wyjsc do czytelnika. Text szwedzkiej Wikipedii to zalewdie ulamek polskiego.

Ksiazka zaczyna sie od wyprawy (pól)braci do kiosku. Jak zaczelam czytac to pomyslalam: nie, mam juz dosyc tych skandynawskich naskórkowych obrazów dorastania. Muzyka popularna w Vittuli Niemiego (August 2000), Uderdog Flygta (August 2001), a nawet Pekniecie w krysztale córki Gyllenhammara. Przeszlam zatem do nastepnej czesci, opisujacej prababcie, babcie i matke chlopców. W sumie najciekawsza i najgladsza w czytaniu. Taka jaka by mogla napisac Monika Fagerholm (Wspaniale kobiety nad woda – nominowana do Augusta 1995). Doszlam do ojca mlodszego pólbrata, niskopiennego Barnuma. No i co widza oczy duszy mojej? Carla-Johana Vallgrena i jego „Vidunderliga kärlekens historia”. Zwany historia o pieknosci i bestii – historia milosci telepatycznego karla i pieknej Henriette. Nagrodzonej Augustem w 2002.

We fragmentach morskich nic nie moze przebic Carstena Jensena. Podobnie stosuja „realizm magiczny” – zreszta to samo dotyczy Vallgrena. Widocznie takie tu w powietrzu „vibby” (wibracje) lataja. Dlugie, zawile i pelne szczególów powiesci pisze tez PO Enquist. Jego „Wizyta lekarza zycia” powstala wczesniej niz Pólbrat i tez mi go troche przypomina (August 1999). Nie wspominajac basni Anderssena – denerwuje mnie tym samym: pustka, zimnem i ta zabijajaca chec zycia bieda. Skandynawskie powiesci to jedna wielka „Dziewczynka z zapalkami” – ciagle gdzies ktos umiera i wszyscy nad ta smiercia przechodza do porzadku dziennego. Nie lubie tego zmuszajacego do emocjonalnego dystansu scenariusza, zapewne wymuszonego klimatem i bieda. Pewnie, ze wszyscy pomrzemy – ale to nie powód, zeby sie angazowac i miec troche radosci w zyciu. Tyle naszego, co zawalczymy – a nie takie kismetowskie poddawanie sie losowi.

Pisac pisze JSC rzeczywiscie ladnymi zdaniami – ale tak tez pisze Knausgård. Samo pisanie to za malo – a wrecz odwrotnie, jak ktos umie pisac, to niech napisze cos, czego lektura dawalaby radosc i przezycia duchowe! Co prawda najbardziej szwedzkim slowem jest „vemod” (nie wiem jakie byloby najbardziej norweskie?), lecz ten nastrój nie odpowiada mojemu polskiemu temperamentowi. Wypracowana przez stulecia madrosc skandynawskiego chlopa i drwala tylko mnie doluje. Gdzies jako bottomline czaja sie wartosci pierwszej fali literatury pólnocy – tej z miedzywojnia, jak na przyklad „Dziewcze ze Slonecznego Brzegu. Marsz weselny”.

Humor typowy „suchy”(wytrawny?), skandynawski przypominal mi pierwsza samodzielnie przeczytana ksiazke, „Nalle, wesoly niedzwiadek” zapomnianego juz tutaj nieco Gösty Knutssona. Mlodszy i niewielki wzrostem brat nazywal sie Nilsen, co mi z kolei skojarzylo sie z malpka Pippi Långstrump, panem Nilssonem, Motyw cyrku budzi skojarzenjie z Elvira Madigan. Amerykanski samochód papy Nilsena wpisuje sie w popularny nurt istniejacej szczatkowo do dzisiaj kultury raggare (podrywaczy). Tego rodzaju samochody, odpicowane i z muzyka na caly regulator, nosza nazwe raggarebilar czyli auta do podrywu. Podobny opisuje Maj-Gull Axelsson w „Kwietniowej czarownicy” (August 1997 – takze motyw kalectwa)..

Reasumujac: JSC wrzucil do kotla znane skandynawskie ingrediencje i zespolil sprawnym piórem. Jeszcze jedna rozwlekla, choc niepozbawiona ciekawych momentów powiesc. Jak dla mnie – tylko tyle. Po tej anderssenowskiej lekturze czuje sie wyposzczona i zglodniala na ogrody, barwy, piekno i przygody dzielnych wojowników Basni Tysiaca i Jednej Nocy.

  1. No Sygrygo, dajże spokój. Co kwadrans czytać kolejną książkę! Nie nadążam.
    Czytam i myślę, odniosę się ‚do tego’… jutro. Tak więc mam u ciebie już 2 książki do przemyślenia. Na razie, bo nie obiecuję że cię dogonię, gdy okaże się, że już jest kolejna. UFF

  2. hej ewo – nic a nic sie nie stresuj!

    zbereznika meczylam przy gotowaniu od paru tygodni i postanowilam wreszcie z nim skonczyc – myjac przy sluchaniu szafki kuchenne

    natomiast po pólbracie obiecywalam sobie jeszcze tydzien lektury, ale nie zdzierzylam. zrejterowalam i teraz nie wiem co ze soba czytelniczo poczac

    natomiast – jak zwykle – b jestem ciekawa twojego komentarza. take your time🙂

  3. Chyba masz już odpowiedź na brak ekscytacji wybitnymi skandynawskimi dziełami. Mycie szafek górą!
    Te wszystkie anturaże w postaci leśnych, wymarzniętych na mrozie i przytłoczonych półroczną ciemnością przodków, są widać nie do przetrawienia przez najcenniejszą tkankę narodów skandynawskich – czyli ichniejszych rządców dusz.

    Nie przeceniałabym słowiańskiego temperamentu. W naszych duszach mroku wszelkiego i chłodu – dostatek.
    A Andersen nie tylko o zapałkach pisał. Choć zapałki często mam ostatnio w rękach, zapalając świece na coraz liczniejszych grobach. Bo fakt, wszyscy mrzemy wcześniej czy później.

    Życząc słonecznych ogrodów a w nich dzielnych wojowników z naręczami kolorowych kwiatów tylko dla Ciebie, pozdrawiam

    • ewo – kwiaty na razie tylko wirtualne – bo zimna zima nam nastala. ale oczami duszy mojej juz je widze!

      mam absolutny szacunek dla smierci, ludzkich tragedii i w ogóle powagi zycia. natomiast denerwuje mnie podejscie typu „smiech przez lzy”, bo to traci falszem i melodramatem. moze to taki skandynawski sposób na oswajanie trudnej rzeczywistosci? nie lubie konwencji cyrkowej ze zmuszaniem zwierzat to wykonywania „sztuczek”, nasmiewaniem sie z grubych, chudych, zbyt wysokich i zbyt niskich. to rozrywka godna gawiedzi, a nie myslacego i wrazliwego czlowieka. kultura skadynawska to kultura plebejska, nie da sie ukryc

      anderssen to takze calineczka i kwiaty – wiem, wiem. ale duzo bardziej pociagaly mnie zawsze bajki braci grimm; choc czasem okrutne. za to jak sie przeszlo przez te okropienstwa, to mozna bylo sobie zyc dlugo i szczesliwie – czego i tobie, pozostajac w bajkowej konwencji, zycze!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: